ZAWROTY GŁOWY – czyli czekaj pacjencie i/lub opróżnij portfel

28.07

Ja to mam szczęście – takie bardziej zezowate. Pewnego prawie ślicznego poranka wstając o mało się nie przewróciłam. Gdy się to powtarzało powiedziałam o tym mojej koleżance lekarce. Zapisała mi betaserc. Po jakimś czasie zapytała czy pomaga ale nie zauważyłam poprawy. No to czas na badania. Neurolog, laryngolog, okulista (dno oka). Laryngologiem jest koleżanka, do okulisty chodzę regularnie co pół roku. Do neurologa dostać się na fundusz – bardzo odległe terminy. Postanowiłam to przeskoczyć i pójść prywatnie, 140 złotych nie majątek. Ja w poczekalni, godzina przyjęcia minęła, komu mogę dać w mordę? Najwyżej sobie. W końcu, po odpytywaniu i badaniu neurolożka dała mi receptę na betaserc i neurovit oraz skierowanie na usg tętnic dogłowowych, rezonans magnetyczny i rtg kręgosłupa szyjnego. Bardzo śmiesznie było gdy okazało się, że jak idziesz prywatnie do lekarza to musisz za wszystkie badania płacić z własnej kieszeni – pani dr mnie o tym nie uprzedziła a powinna była. Na szczęście od koleżanki dostałam nfz-owe skierowanie na rezonans. Obdzwoniłam pół miasta, wreszcie znalazłam miejsce ale termin ponad miesiąc. Dobrze, że nie rok. No, ciśnie się PRL-owskie powiedzenie: Popierajcie partię czynem, umierajcie przed terminem.

W Internecie przeczytałam, że usg szyi kosztuje 150,- i można to zrobić na moim osiedlu. Zdecydowałam się, bo na nfz terminy nieludzkie. Ale że czas urlopowy to wiadomo – i tu czekać trzeba miesiąc.

 Wtorek W poczekalni prawie godzinę a tu gorąco i duszno. Badanie wykazało, że nie mam miażdżycy. I słusznie bo i po co? Domniemanie pani dr – wina kręgosłupa. Masażysta powinien się skupić na odcinku szyjnym. Powiem mu, bo co tydzień, od dawna,  masuje mi plecy. A gdybym nie brała tych masaży tak regularnie to pewnie w ogóle nie mogłabym wstać z łóżka. No i sama też chyba powinnam sobie gimnastykować tę część. Internecie na pomoc! A tam co strona to inne ćwiczenia.

Środa – wizyta u neurologa na fundusz. Znów czekanie, wyznaczona godzina minęła, przede mną dwie pacjentki. Upał, maseczka na pysku cała już mokra. Następna neurolożka po wysłuchaniu i przeczytaniu tego co napisała poprzednia wystawiła skierowanie na rtg szyi i na rehabilitację. Szczęście jest połowiczne, bo rtg mogę tam zrobić za dwa dni a na rehabilitację zapisują (trzeba zostawić skierowanie) dopiero na następny rok. Już nie zapytałam na jaki miesiąc.

Piątek – Zarejestrowałam się do neurologa, bo mam się zgłosić z wynikami badań,na wrzesień. Kilkuosobowa kolejka do rentgena, dobrze, że mogłam usiąść. Sporo młodych ludzi. Kontaktową pielęgniarkę zapytałam czy mam zmiany, wykrętnie stwierdziła (ulubiona fraza pracowników służby zdrowia), że w tym wieku… Na co ja, że SKS. Płytkę dają od razu, klisz analogowych nie robią, opis we wtorek.

Opis odebrany, za 3 dni telefon od koleżanki lekarki. Czytam jej opis rtg szyi.

– O, to masz osteoporozę, postaraj się o skierowanie, nie wiem kto to leczy, reumatolog czy neurolog. W przychodni będą wiedzieć.

Wiedzieli – jest specjalistyczna przychodnia, jedyna we Wrocławiu. Nawet na moim osiedlu. Termin na nfz. – maj 2022 roku. Prywatna wizyta 220,- zł.

Na tydzień przed rezonansem należy zrobić badanie na zawartość kreatyniny. Od pielęgniarki dowiedziałam się po co – czy rezonans będzie z kontrastem, czy bez.. Wampir jest w przychodni na osiedlu, wybrałam się w poniedziałek 9-tego. Wynik miał być na wtorek. W środę nie było. I nadal nie ma komu dać w mordę, a chciałoby się, ręce swędzą.

Piątek 13-tego

Idę odebrać wynik, nadal nie ma. Rejestratorka sprawdza w komputerze – brak.  Dzwoni do wykonawcy – po dość długiej rozmowie okazuje się, że wysłano go do przychodni skąd dostałam skierowanie a nie tam gdzie wykonano badanie. To dlaczego w środę tego nie ustalono? Dobrze, że obie przychodnie są na moim osiedlu.

Poniedziałek

Z duszą na ramieniu pojechałam sama na rezonans magnetyczny głowy do szpitala. Obawiamy się bowiem nieznanego. Zalecono mi wziąć ciepłą odzież bo będzie zimno. Wzięłam sweterkową narzutkę i dużą ciepłą chustę. I jeśli mam klaustrofobię lek uspakajający. Oraz nie za dużą ilość osób towarzyszących. I nie jeść 3 godziny przed badaniem. Nie wolno mieć w sobie niczego metalowego, najwyżej stalowe nerwy. Na miejscu musiałam wypełnić 3 formularze. Pielęgniarz orzekł, że nie muszę się dodatkowo okrywać. Nie miał racji – zmarzłam. Dał zatyczki do uszu – słusznie, bo maszyna warczy, burczy, charczy, stuka, fuka, puka, świszczy, piszczy i łomoce. Mimo zatyczek wszystko słyszałam. Leży się na łożu wsuwanym pod kopułę z unieruchomioną głową, z hełmem na niej, dobrze choć, że z okienkami na górze. Najgorsze jest to, że nie wolno się poruszyć przez 20 minut. W razie czegoś niedobrego jest możliwość naciśnięcia gumowej gruszki/jaja. Dla mnie było to okropne doświadczenie. Czułam się jakbym była w kabinie prymitywnego radzieckiego statku kosmicznego lecącego w niepewną dal. Czyli jak biedna psica Łajka.  Dla niej była to podróż w jedną stronę.

Powiedziałam po wszystkim: to cud, ze przeżyłam. Zastosowałam w czasie leżenia metodę opowiadania sobie filmów jakie kilkakrotnie widziałam ale i tak ze stresu rozbolała mnie głowa. Dostałam zapis badania na płytce. Wydruk wyjątkowo szybko – sms we wtorek, odbiór w środę. Nie wiem czy to dobra, czy zła nowina.

Na zdjęciu krasnal wsadzający pacjenta do „pieca” tomografu.

Niemka w Nowej Zelandii

Mamy sezon urlopowy, więc proponuję wyprawę na Nową Zelandię. Miłej lektury 🙂

*****************************************************************************

Anke Richter – Czym zadziwi strefa kiwi. Nowa Zelandia – zielony raj? Wydawn. Dolnośląskie 2013 Seria: Róża wiatrów

WSTĘP: „Obco czujemy się tylko w miejscu nieznanym”

O autorce:

Anke Richter to dziennikarka i reporterka. W Niemczech pracowała dla tabloidu, „Playboya” i w telewizji. Jest korespondentką zagraniczną. Z mężem lekarzem i dwoma synami mieszka w Christchurch, w Nowej Zelandii.

O książce:

We wstępie autorka informuje, że zdarzenia opisane w książce są prawdziwe ale zmieniła nazwiska i biografie, aby ustrzec opisane osoby niemiłymi skutkami.

Tytuły rozdziałów to fragmenty niemieckich pieśni ludowych lub piosenek żeglarskich.

Mnie okładka odstrasza a nie zaprasza, a jak działa na Was? Nie dałam się jednak zniechęcić i nie żałuję. O Nowej Zelandii wiedziałam tyle co nic, a po przeczytaniu przyswoiłam trochę informacji. Ważne dla mnie, że autorka często przekazuje je w zabawny sposób. Bo zderzenie osoby urodzonej i wychowanej w Niemczech z Nowozelandczykami, nazywającymi siebie KIWI, czasami jest zabawne choć niekiedy też wkurzające.

Mąż autorki lekarz – urolog otrzymał propozycję pracy w nowozelandzkim szpitalu. A że byli, całą rodziną, tam wcześniej a nawet urodził się wtedy ich syn, więc postanowili zaryzykować.

Richter przyznaje, że „Od kiedy opuściłam ojczyznę próbuję zmienić wizerunek Niemców w świecie, służąc za przykład”. Wychodzi to różnie, bo Nowa Zelandia to ani taki wspaniały raj, ani nie wszędzie zielony.

No i różnice w mentalności oraz zwyczajach bywają ogromne, dziwne a nawet wstrząsające. Na przykład mówienie tam o rzeczach nieprzyjemnych  jest tam tak samo potępiane jak kąpiel nago.

„Strata oraz zmiana są od dawien dawna wpisane w życie uchodźcy tak jak jego wytarta walizka”.

Poznajemy strony pozytywne tego kraju jak „Skrzyneczki uczciwości’, nieopresyjne szkolnictwo, bezgraniczną uprzejmość i uczynność mieszkańców, egalitaryzm i brak arogancji. A jedną z negatywnych fakt, że 80% Kiwi chce mieć prawo do bicia dzieci.

Oprócz rodziny autorki bohaterami książki są sąsiedzi Judy i Nick, którzy nadali swoim dzieciom, jako imiona, nazwy przypraw: Chilli, Kminek, Pieprz. Oraz basistka LGBT, żona piekarza, maoryski nauczyciel kultury tubylców i inni.

Niemcom najtrudniej pozbyć się nawyku krytykowania i korygowania zachowań innych osób. Piekarz z dawnego NRD o nazwisku Olewski tak tym dopiekł sąsiadom, że aż posunęli się do spalenia mu piekarni.

Maoryskie przysłowie głosi: Jeśli możesz bądź mądrzejszy od innych ale nie mów im tego”.

W ramach, niemieckiego niestety, poczucia humoru autorka cytuje dowcip „Dlaczego Kiwi noszą kalosze?”. Na szczęście ten rodzaj nie dominuje w opisach różnych przygód i wydarzeń.

Dowiedziałam się też, że Nowa Zelandia jest dwa razy większa niż Anglia, składa się z dwóch głównych wysp i szeregu mniejszych. Oraz wielu innych faktów przekazanych w przystępny sposób. Polecam.

Wirus cnót niewieścich (cz. 83)

Kolejne odcinki będę dodawać w soboty, bo czas akcji prawie dogonił realny. W co drugi poniedziałek nadal dodam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń. Milej lektury 🙂

*************************************************************************

Wacek znalazł w Internecie mem o cnotach niewieścich:

Piękna  – jak Kempa

Wierna – jak Marta Kaczyńska

Kulturalna – jak Krystyna Pawłowicz

Powabna – jak Beata Szydło

Wykształcona – jak Przyłębska

Płodna – jak Kaja Godek

Zaradna – jak Witek

Cnoty uzupełniające:      

Odważna – jak Andrzej Duda

Prawdomówna – jak Morawiecki

Bystra – jak Suski

Uczciwa – jak Szumowski

A pewien masażysta powiedział klientce, że chłopców powinno się uczyć w szkole wykuwać pasy cnoty.

Na to ona: a dziewczęta haftować makatki z umoralniającymi i ustawiającymi kobiety maksymami.

Już takie były:

Dobra żona – męża ozdoba.

Dobra żona gotuje jak mężowi smakuje.

Dobra żona tym się chlubi gdy gotuje jak mąż lubi.

Woda i mydło najlepsze bielidło.

Długo myśl, prędko czyń.

**************************

Szczęście w domu gości wciąż kiedy żonie pomaga mąż.

(na obrazku ona wałkuje ciasto, on gra na gitarze)

****************************************

Jak ja gotuję to każdemu smakuje.

Dobra gospodyni dom wesołym czyni.

Nigdy nie mów nikomu co się dzieje w domu. (powiedziała Dulska)

Soli i chleba w kuchni potrzeba.

Najlepsze:

Wszyscy, którzy nas odwiedzają

Czego nam życzą niech sami mają.

Na co ja proponuję takie:

Nie gotuję i nie piorę bo książki czytać wolę.

Kicham na perfekcję bo mam jogi lekcję.

Nie piekę i nie sprzątam, po domu się nie krzątam.

Nie robię obiadów, wolę parę przysiadów.

Ani w mróz, ani w upale nie myję okien wcale.

Nie robię kolacji, wolę kupić placki.

Nie podlewam kwiatków, nie robię obiadków.

Nie gotuję i nie piorę, głaskać kota wolę.

Nie prasuję odzieży, niech pognieciona leży.

Nie chodzę na zakupy bo to zajęcie do d..y.

Nie wyrzucam śmieci, niech to robią dzieci.

Nie odkurzam bo przy tym się wkurzam.

Nie trzepię dywanów, zatrudniam do tego panów.

Napisane 17.06. 2021 r.

Zatrute społeczne owoce

W czerwcowym numerze czasopisma „Książki” Magdalena Środa omawia książkę „Klimat, lewica, siostrzeństwo” napisaną przez Marka Beylina.

Te zatrute owoce spożywane przez nas codziennie to: autorytaryzm, populizm, nacjonalizm, fundamentalizm, ksenofobia. Są one efektem procesów zachodzących w Polsce od czasu powstania NSZZ „Solidarność” w 1980. Autor analizuje siedem naszych grzechów głównych:

– Zwycięstwo endecko – katolickiego skrzydła „Solidarności’ i stracona szansa na budowę pluralistycznego, świeckiego społeczeństwa.

– Zbagatelizowana możliwość stworzenia państwa opiekuńczego. Wiary w twardy, wolnorynkowy kapitalizm, w bogów wzrostu i zysku nie udało się przełamać nawet świetnym lewicowym politykom jak Jacek Kuroń i Karol Modzelewski.

– Wykluczenie kobiet, odebranie im głosu i traktowanie polityki socjalnej jako hybrydy marnotrawstwa i skąpstwa.

– Pojawienie się nowych nierówności społecznych spowodowanych rozerwaniem zależności między wzrostem wydajności pracy a płacami. Jak również pojawienie się „studni czasu” (głównie na południu Polski), których mieszkańcy mentalnościowo żyją w II RP (czyli przed II wojną) a nie w XXI wieku.

– Niewykorzystana szansa na zinstytucjonalizowanie tolerancji i równości. Nie ma trwałych mechanizmów upominania się o prawa mniejszości.

– Przyzwolenie na rozwój nacjonalistycznych, faszyzujących populizmów, które dekonstruują demokrację, budując papierowy dom nowoczesności bez uznania dla nowoczesnych przemian.

– Traktowanie demokracji jako rodzaju atrapy. Czyli brak nam solidarności, zamiłowania do równości i wolności, która jest czymś więcej  niż wolnością rynku i możliwością wyjechania za granicę.

Wirus lipcowy (cz. 82)

Od dzisiaj kolejne odcinki będę dodawać w soboty, bo czas akcji prawie dogonił realny. W co drugi poniedziałek nadal dodam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń. Milej lektury 🙂

***************************************************************************

Z czwartku na piątek 9 lipca 2021 r. nad Wrocławiem przeszła, tupiąc, grzmiąc i błyskając, długa burza. Zaserwowała przyrodzie obfite opady.

Ulewa nocna położyła lusterka na ulicach, chodnikach i podwórkach, rośliny wypięły piersi a ptaki taplały się w kałużach, w warzywniaku tańsze od innych owoce miały metkę: “Maliny po deszczu”.

Helena wyszła wyrzucić śmieci i zrobić zakupy. Zdenerwował ją fakt, że dwa najbliższe sklepy spożywcze zrobiły sobie urlop.

– Zero koordynacji, tylko egoizm – pomyślała seniorka lekko przechylając się na boki z powodu zawrotów głowy. Musiała przejść do centrum handlowego osiedla.

W radiu usłyszała, że w czasie burzy zabytkowy siedemsetletni dąb Bartek stracił wschodni konar.

Wstając w niedzielę 11. lipca pomyślała: w nocy katar zagościł w nosie mym, co mu przyszło do głowy? nudził się tam gdzie był? Kichnęła i do łazienki podążyła. Po ablucjach jajka dwa z lodówki wyjęła i do garnuszka włożyła. Gaz pod nim zapaliła i soli wsypała, aby nie popękały w trakcie gotowania. Taki miała niedzielny rytuał. Bez kataru. Za to z  świeżo zaparzoną herbata liściastą.

Wacek na niedzielne śniadanie serwował sobie jajecznicę na boczku oraz własnoręcznie kiszonego ogórka.  O mało co nie zaciął się nożem słysząc,że PiS chce odebrać TVN-owi koncesję.

– To będzie jak w PRL-u, czyli jedna tuba informacyjna jeśli jeszcze ograniczą Onetowi działanie w Internecie.

Aldona zrobiła kolorowe kanapki, biały ser mieszając z rzodkiewkami i szczypiorkiem, a pomidory z kiszonymi ogórkami i sałatą lodową, polewając olejem rzepakowym i posypując pieprzem ziołowym.

Edek wyszedł z łazienkowego zakątka w przedpokoju podciągając dżinsy. Usiadł przy stole i po kilku kęsach powiedział:

– A na obiad poproszę dziś pizzę.

– Nie mamy pieniędzy, aby zamówić – uświadomiła go kobieta.

– Przecież ty robisz bardzo dobrą – powiedział trochę mlaszcząc.

– Ale nie mam drożdży – Aldona próbowała oponować.

– Jak to nie? Zawsze masz zapas suchych przecież.

– Ten twój pan za sprytny jest jak coś chce uzyskać – powiedziała Dona do kota Darka.

– Miau – potwierdził futrzak myjąc futerko.

– A dałaś mu coś do jedzenia? – spytał Edek pochłaniając sałatkę.

– O, nie – nie ma tak dobrze! To twój kot, tylko ciebie kocha to ty się nim zajmuj. Karm, zmieniaj i wyrzucaj piasek, kupuj mu zabawki i pierz kocyk.

– Wiem, wiem, sto razy mi to mówiłaś. Dobrze choć, że jest zdrowy bo nie mamy forsy na weterynarza.

– Szczęście, że wszyscy troje jesteśmy zdrowi, bo teraz dostęp do lekarza jest łatwe jak zdobycie Mont Blanc.

Helena wyrzucając śmieci w i na pojemniku dla makulatury znalazła parę książek: „Dekameron” w dwóch tomach, „Dolinę tęczy” L. M. Montgomery, Wiersze Leśmiana, „Jak wychować dziecko o wysokim EQ”, „Porady na zdrady” oraz dwa egzemplarze książki kucharskiej wydanej przez „Lidl”.

– Pewnie rozdają klientom, którzy zrobili bardzo duże zakupy – pomyślała.

Przejrzała ją i się zdegustowała, bo prawie wszystkie przepisy zawierały drogie a modne składniki jak orzechy brazylijskie czy pekan, tofu, ser kozi, ser pecorino, nasiona chia, mąka ryżowa, kiełki fasoli mung, comber z jelenia itd.

– No, to robią z klienta jelenia – stwierdziła.

Wydarła z książki parę normalnych przepisów i wpięła w segregator gdzie miała już kilkadziesiąt innych. Mniej drogich i wymyślnych.

I już miała się cieszyć pogodnym dniem gdy usłyszała pomysł minister Czarnka, który ogłosił, że trzeba dziewczętom pomóc ugruntowywać cnoty niewieście.

– Czyli co? Jak być niewolnicą pana i władcy? Pokorną darmowa służącą zachwyconą, że może być wykorzystywana? Niewykształconą, rodzącą dziecko za dzieckiem, bez prawa głosu w żadnej sprawie? Czarno to widzę – pomyślała seniorka popijając bardzo mocną melisę.  15 lipca odbyło się we Wrocławiu, w budynku Narodowego Forum Muzyki, spotkanie dwóch pisarek noblistek Swietłany Aleksijewicz i Olgi Tokarczuk. Tej pierwszej nie wpuszczono w Berlinie na pokład samolotu pod pretekstem, że ma przy sobie bombę. Białoruski reżim uprzejmie doniósł. Z Wrocławia wysłano po nią samochód, aby zdążyła na spotkanie. Trwało półtorej godziny, prowadziły ją Magdalena Środa i Monika Olejnik.

Widzowie stali po kilka godzin w kolejce, aby zdobyć bilet.

Tokarczuk między innymi Tokarczuk powiedziała:

 Dorastając jako dziewczynka, kiedy czytamy wielką literaturę podsuwaną przez rodziców, pojawia się kłopot, że kiedy czytam „Czarodziejską górę” Tomasza Manna tam nie ma dla mnie miejsca z moją płcią, tożsamością. Bo większość wielkiej literatury była pisana przez mężczyzn i o mężczyznach, a kobiety miały w niej z góry przypisaną rolę, nie istoty myślącej, podmiotu moralnego, który dokonuje wyborów, ma życie wewnętrzne. To bardzo rzadkie, a małą dziewczynkę tremuje i daje jej poczucie że nie pasuje do tego świata. Weźmy klasycznego Sienkiewicza, to literatura pisana przez mężczyznę i dla mężczyzn, oparta na bardzo męskich wzorach. Ale i cały kanon, wielkie kobyły, które musimy przeczytać, nie pozwalają nam się zidentyfikować. To kobietę, która podejmuje pierwsze próby pisania bardzo oddala, przytłacza.

Napisano 10 – 16. 06.2021 r.

Wirus pracowity (cz. 81)

Od dzisiaj kolejne odcinki będę dodawać w soboty, bo czas akcji prawie dogonił realny. W co drugi poniedziałek nadal dodam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń.

***************************************************************************

       W Kanadzie w ubiegłym miesiącu odnaleziono dwa groby dzieci inuitów i metysów, jeden przy dawnej szkole katolickiej z internatem – 251 ciał. Drugi odkryto przed tygodniem – tam 751. Te szkoły masowo powstawały w XIX i XX wieku. Przymusowo odebrano rodzicom 150 tysięcy dzieci w ramach „asymilacji rdzennej ludności z białymi”. W tych ośrodkach głodzono je, torturowano i przymuszano do pracy ponad siły. Było to kulturowe ludobójstwo. Ci, którzy przeżyli walczą teraz o godność i zadośćuczynienie od państwa, które udawało, że nie ma problemu. Papież Franciszek nie chciał się spotkać z tymi ofiarami KK.

Reakcją było podpalenie czterech kościołów katolickich (dwa na terenie indiańskich wiosek) i odciśnięcie czerwonych dłoni na pomniku papieża JPII (wiedział!) i zamazano jego dane.

Helena wysłuchała tej wiadomości z dużym kubkiem melisy przed sobą.

– Indianie w Stanach najpierw wyrżnięci a ci, którzy zostali w rezerwatach zamknięci. Aborygeni w Australii niszczeni wszelkimi sposobami, dzieci też im zabierano. Wszędzie przemoc, gwałty, rozboje i nietolerancja – pomyślała.  Jak żyć?

Wacek słysząc kolejną wypowiedź Ministra (nie)Edukacji i (nie)Nauki pomyślał, że jest on potrzebny WUC-owi, aby cofnął polskie szkolnictwo do średniowiecza.

– A mój wnuk za dwa lata pójdzie do szkoły i będą mu robić wodę z mózgu. Muszę wpisać w Google „nauczanie dzieci w domu”, może da się uciec od tej zarazy.

W sobotę z radością stwierdził, że Donald Tusk wrócił do polityki i został przewodniczącym Platformy Obywatelskiej. A z odrazą, że na zjeździe ponownie wybrano WUC-a na  prezesa PiS. Nie było kontrkandydata, ha, ha, ha.

– Tylko po co im była ta szopka wyborcza? – zastanawiał się Wacek ciągnąc za ucho. Tak dużo niemiłych wydarzeń a tylko dwoje uszu mam. Ach, jeszcze podjęto uchwałę o nepotyzmie. No przecież nie wywalą krewnych, znajomych i kochanków królika, oni ostaną na bardzo dobrze płatnych stanowiskach bo im się one po prostu należą.

Aktualny mem: zdjęcie Tuska na którym ma dłoń przy uchu i napis: Słychać wycie? Znakomicie!

I wpis: Porównanie Tuska z Kaczyńskim to jak porównanie Izby Lordów z Izbą Wytrzeźwień.

Zadzwonił do Edka zarządzając obejście podwórek, bo finansowa rzeczywistość im skrzeczała.

– Jak ty mnie męczysz – jęknął kumpel zwlekając się z łóżka.

– Przecież już po dziesiątej! – krzyknął Wacek.

– No to co? Szczęśliwi czasu nie liczą.

– Bogaci też nie ale tyś biedny, więc weź de w troki i spotykamy się za godzinę u mnie. Masz wziąć rower, pamiętaj – Wacek odłożył telefon.

– Jak długo ja się będę męczył z tym nierobem? – westchnął. Muszę skontaktować się z tym krewnym czy znajomym Mietka, który odnawia przedmioty. Ale najpierw musimy je zebrać.

Wstał z krzesła, wziął maseczkę, chusteczki suche i nawilżone, rękawiczki lateksowe, worki naśmieciowe jednorazowe, butelkę z przegotowaną wodą, klucze do piwnicy oraz mieszkania i wyszedł nucąc: hej ho, hej ho, do pracy by się szło.

Aldona w tym czasie sprzątała mieszkania seniorów, prała, wieszała, robiła zakupy, gotowała, zmywała i prasowała ich rzeczy. I cieszyła się, że może zarobić parę złotych. W dodatku jest traktowana jak człowiek a nie ta gorszego sortu. Jadła razem z pracodawcami a nawet mogła zabrać obiad dla Edka.

– On nawet nie docenia szczęścia jakie go spotkało w postaci mojej osoby – pomyślała. Sczezłby do imentu gdyby nie ja. No i Wacek oraz pani Helena – dodała sprawiedliwie, bo to dobra kobieta była.

Helenie wyznaczono badania dopiero pod koniec lipca i w połowie sierpnia. Chodziła więc ostrożnie, aby zawroty głowy nie przewróciły jej niespodzianie. Póki co brała betaserc i neurovit choć nie zauważyła poprawy.

Wacek spotkał się z Edkiem pod sklepem dobroczynnym przy ulicy Wyszyńskiego. Niesprzedane a pozyskane ze śmietników rzeczy tam oddawali ciesząc się, że dochód ze sprzedaży idzie na schroniska dla bezdomnych.

– A wiesz, że większość Polaków weszła do klasy średniej? – zapytał Wacek kumpla.

– Ale że co? Tak dobrze zarabiają i mało wydają, bo wszystko tanie jest?

– Ale skąd, to oznacza, ze średnio im starcza na przeżycie – zakpił Wacek.

– I z tego trzymający władzę są tak zadowoleni?

– Zadowoleni to oni są, że dorwali się do koryta i pławią w luksusie.

– I naprawdę myślą, że te w ich kłamstwa ktoś wierzy?

– Niestety wierzą, bo nie chce im się samodzielnie myśleć.

– To idźmy do roboty bo szkoda czasu i nerwów.

Napisane 28. – 7.06. 2021 r.

Wirus smutny bardzo (cz. 80)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

***************************************************************

Helenie zawroty głowy mimo zażywania leku nie mijały. Zalecono jej kontakt z neurologie, okulistą i laryngologiem. Neurolog nafunduszowy dostępny był dopiero po koniec lipca. Zarejestrowała się ale po kilku dniach postanowiła pójść prywatnie. Dostała od niego skierowania na badania ale okazało się, że to skutkuje opłatą za każde. Jesteś taka bogata, że płacisz za wizytę to bul i za resztę. Lekarz jej o tym nie poinformował. Mało profesjonalnie.

– Jestem jak pijane dziecko we mgle – pomyślała zdegustowana Helena.

Pół dnia zabrało jej dzwonienie po przychodniach i szpitalach, aby w konkluzji dostać jeszcze większych zawirowań i bólu głowy. Szczególnie gdy usłyszała ceny rezonansu magnetycznego.

– A może by tak spokojnie sobie umrzeć? – pomyślała z czarnym humorem. Bo ta nasza służba zdrowia przecież tylko pogłębia stany chorobowe.

Była nadzieja, że oświadczenie Fundacji Olgi Tokarczuk o przekazaniu tych książek na licytację dla LGBT powstrzyma kogoś od odsyłania jej książek ale to nie u nas. Trzydziestu jeden wyznawców PiS odesłało, z obraźliwymi napisami lub powycinanymi kartkami. Podejrzewam zorganizowaną akcję. Ciekawam czy nadawcy podali swoje prawdziwe dane. Jest przyzwolenie na nienawiść, brak tolerancji dla inności i niszczenie kultury.

A kto pomaga pogorzelcom w Nowej Białej? Czyżby szczodre obietnice składający premier i jego podwładni? Absolutnie nie! Robią to wolontariusze, ludzie dobrej woli a karmią ich restauratorzy z Podhala i nie tylko. A jak mieszkańcy będą głosować w najbliższych wyborach, kto zgadnie?

Jest i dobra wiadomość, że arcybiskup Sławoj Leszek Głódź został wójtem w sołectwie Piaski, to część jego rodzinnej Bobrówki. W kwietniu rada miejska Białegostoku pozbawiła Głodzia tytułu Honorowego Obywatela co było skutkiem decyzji papieża o odsunięciu go z arcybiskupstwa.

– No to będą teraz wszyscy imprezować przez cały rok, bo nowy wójt to bardzo lubi – podsumował Wacek. A że ma kilka domów to miejsca mnóstwo. Jeden z nich miał być dla księży seniorów ale stoi pusty. Posiadłościami i ludźmi zatrudnionymi zarządza żona bratanka, której wszyscy się boją. Nie może rządzić owieczkami jako biskup to chociaż jako sołtys. Współczuję mieszkańcom.

Krystyna P. sędzia Trybunału (nie)Konstytucyjnego zażądała od Szwedów zwrotu dóbr zagrabionych w czasie potopu. Nie zna historii swojej ojczyzny i nie wie, że w traktacie pokojowym w Oliwie załatwiono tę sprawę.

Aldona przekazała Edkowi w trakcie obiadu:

– A wiesz, że najcichsza z polskich prezydentowych Agata Duda otrzymała Medal. Św. Brata Alberta za: „Działalność społeczną na rzecz osób niepełnosprawnych”.

– I słusznie, głównie na rzecz męża – odpowiedział między kęsami.

– Miau – potwierdził Kot Darek i zaczął wylizywać sobie podogonie.

– A papież Franciszek ma rozpocząć dochodzenie w sprawie Stanisława Dziwisza – dodała dobrą nowinę kobieta. I przedstawicielki Ogólnopolskiego Strajku Kobiet odebrały Nagrodę Miasta Wrocławia.  Bo im się należało – uprzedziła ewentualną mizoginiczną uwagę Edka.

– Ale przez Czechy przeszło tornado – tą informacją zrównoważył powyższe ponurak.

– Mają lepszy rząd, który nie ostawi ich bez pomocy.

– Odwrotnie niż nasz premier obiecuszek – kłamczuszek.

– Nie tylko w tej części Europy źle się dzieje, na Florydzie zawalił się budynek i kilka osób nie żyje.

– U nas biedny prezes WUC ma zgryz bo 25 posłów opuściło PiS.

– Czyżby szczury uciekały z tonącego statku?

Kot Darek – Podarek otarł się o nogi swego pana i wskoczył na sąsiednie krzesło.

– Miau – odezwał się prosząco.

– Głodny jesteś? – zapytał Edek.

– No, pewnie – sam jesz a o kocie zapomniałeś – Aldona wbiła szpileczkę  w męskie ego.

Edek westchnął, wstał, podciągnął spodnie i wyciągnął z szafki saszetkę z kocim przysmakiem.

– Masz tu swoją dolę – powiedział.

Darek powoli zeskoczył z krzesła, obszedł stół, usiadł, podrapał się po uchu, wylizał ogonek a potem leniwie odszedł do miski.

– No, popatrz – wyraźnie łaskę mi robi – obruszył się Edek.

– Bo wie, że on jest twoim panem a nie ty jego. I dawno powinieneś się był z tym pogodzić. A jutro idziemy na działkę bo jest  tam dużo roboty.

– To pójdę do Wacka i powiem, żeby też przyszedł. W kupie raźniej.

– I mniej pracy dla ciebie – kąśliwie podsumowała Aldona zbierając talerze ze stołu.

Napisane 23 – 26. 06. 2021 r.

Pies w hotelu

Marta Matyszczak – Morderstwo w Hotelu Kattowitz, Wydawn. Dolnośląskie, Wrocław, 2019,  seria: „kryminał pod psem” t. 5

WSTĘP: „Bo gdy otwieram oczy to kocham to co widzę” Miuosh – „Piąta strona świata”

O autorce:

Marta Matyszczak urodziła się w Chorzowie. Ukończyła politologię o specjalności dziennikarskiej na Uniwersytecie Śląskim. Jest dziennikarką, autorką scenariuszy, fars teatralnych i gier typu Virtual Reality.

Prowadzi w Internecie Kawiarenkę Kryminalną portal poświęcony literaturze kryminalnej.

Napisała cykl ośmiu „kryminałów pod psem”, jest nim Gucio, kundel przygarnięty ze schroniska.

O książce:

Kolejne rozdziały zatytułowane są cytatami z utworów Miuosha (Michał Paweł Borycki) rapera i producenta muzycznego.

I tak rozdział 1 to „Ciemna zemsta nieba”, r. 2 – „Noże w plecach to moje trofea”. I tak dalej w tym stylu. A, przecież to kryminał.

Zaczyna się też okrutnie – prywatny detektyw Szymon Solański jedzie ze swoim psem do weterynarza na kastrację. Trójnogi Gucio odpłaca się kupą.

Jednak tu sprawca jest znany, odwrotnie niż w przypadku trupa piosenkarki DJ Dzidzi. Jej trup leży z nożem wbitym w plecy na siódmym piętrze hotelu i nasze dzielne organa idąc po najmniejszej linii oporu zamykają kogo nie trzeba. Może zabito ją bo masakrycznie fałszowała?

Żeby było bardziej ponuro akcja toczy się zimą, tuż przed Bożym Narodzeniem a więc zawieje i zamiecie utrudniają życie.

W rozwiązywaniu zagadki pomaga a zarazem przeszkadza Szymonowi dziennikarka Róża Kwiatkowska, której uroda nie przypomina królowej kwiatów za to kolce współgrają z charakterem. Róża ma kotkę Brunhildę – nie lubią się z wzajemnością. Ale matka Róży została przez kicię zaakceptowana.

Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie przez Gucia, w trzeciej przez pozostałe osoby. Pies ważniejszy przecież.

Greckim chórem komentującym wydarzenia są dwaj Ślązacy Alojz i Pejter, portierzy teatralni i czytelnicy plotkarskiego portalu.

Każda z postaci, nawet te drugoplanowe, jest wyraziście i często z poczuciem humoru,  opisana przez autorkę. Stworzyła postaci nietuzinkowe, czasem  zabawne, postępujące bezsensownie, niezrozumiale lub  głupio. Niepotrzebne skreślić.

Solański często wyglądał „…jak idź sobie stąd i nie wracaj”, z początku bogaty przeputał pieniądze bo jest hazardzistą. Był kiedyś w Irlandii (miejscowość Galway), nie ma duszy sportowca, kocha Różę, którą odstresowuje wyprowadzanie na spacer psów ze schroniska. Matka Róży lekarka chirurg jest menedżerką w tytułowym hotelu. Córka próbuje wyjść za mąż za Łukasza Bóla ale Szymek robi im wbrew. Goły policjant biegnie wzdłuż torów tramwajowych a przyglądają się temu Szymon, Gucio i portierzy. Kupa śmiechu.

Treść książki, czyli wyjaśnianie kto zabił jest zagmatwane przez ilość wątków, postaci i dokładnych opisów miasta. I to nie była dobra koncepcja.

Wirus porażek (cz. 79)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

************************************************************************

Edek siedział przed telewizorem i w ramach masochizmu oglądał powtórkę meczu.

– I po co to robisz? Nie wystarczy ci wczorajsza porażka? Chcesz się zdołować?

– Milcz kobieto, ty tego nie zrozumiesz. Mówią, że piłkarze specjalnie przegrali, żeby PiS nie mógł ogłosić, że wygrana to ich zasługa, ha, ha, ha.

– Ale popatrz, nawet Darek położył się tyłem do telewizora. Mądry kotek – Dona pogłaskała zwierzątko. A meczu w którym Polki wygrały to tak nie nagłaśniają i nie komentują – feministycznie zauważyła.

– Ciesz się, że w Rzeszowie zostanie prezydentem Fijołek nie-pisowiec.

– To kropla w morzu potrzeb. Przecież Rzecznikiem Praw Obywatelskich będzie kobieta namaszczona przez nich jeśli senat też tę kandydaturę zatwierdzi.

– Bo jeszcze wielu polityków ma luzy w inteligencji.

– Toś dobrze powiedział. Przydałoby się te luzy wypełnić czymś mądrym.

– Trzeba by im zrobić trepanację czaszki.

Helena od paru dni zauważyła, że ma zawroty głowy. Musiała rano bardzo ostrożnie wstawać a potem tak samo poruszać się po domu i ulicy. Od lekarza usłyszała, że ma się postarać o skierowania do neurologa, okulisty i laryngologa oraz zrobić usg tętnic dogłowowych.

Zadzwoniła do przychodni, okazało się, że teraz są nie tylko e-recepty ale i e-skierowania.  

– Nie znoszę chodzenia po lekarzach – westchnęła. I poszła do Kawiarni Sąsiedzkiej „Firleja” na zajęcia rękodzielnicze. Wcześniej kupiła w lumpexie, za dwa złote, dżinsy. I w miłym towarzystwie prawie uszyła sobie torbę na zakupy oraz kapcie. Siedziała teraz w fotelu i wykańczała obie prace. Do torby doszywała uchwyty, czyli rączki. Nóżek nie trzeba było. Jeśli chodzi o nóżki to kapcie ale to dopiero jutro – postanowiła.

Przypomniała sobie jak ktoś kiedyś zapytał ją dlaczego nie chodzi do kościoła.

– Bo jestem wierząca – opowiedziała podobnie jak Tadeusz Konwicki.

Ukłuła się igłą słysząc, że rosyjskie portale zacytowały służbowe maile z prywatnej skrzynki mailowej Dworczyka. Politykom nie wolno w prywatnych skrzynkach przesyłać oficjalnych dokumentów. Hilary Clinton tak robiła i przegrała wybory prezydenckie.

Morawiecki na pytanie dziennikarki czy też w sprawach służbowych korzysta z prywatnej skrzynki wygłosił przemówienie: długie, głupie, nudne i nie na temat.

16 czerwca ma być w Genewie spotkanie prezydent USA Joe Biden – Putin. Helenie przypomniał się Chruszczow, który przemawiając w ONZ walił butem w mównicę. Putin raczej wyciągnąłby spluwę.

Za to Kaczyński ogłosił, że Rosja ma plany napadu na Polskę. Po to, żeby nam oddać wrak samolotu czy pomóc wybudować obiecane mieszkania i autostrady?

18 czerwca urodziny obchodzi WUC czyli Jar-Kacz. Na FB zapytano czego mu życzymy. Ja, aby wreszcie zrozumiał co, od wielu lat, robi i że doprowadza kraj oraz ludzi do upadku moralnego i gospodarczego.

Jest takie powiedzenie: „Jeśli sumienie cię nie gryzie to znaczy, że się już najadło”. Dla mnie to znaczy, że nie pomoże mu nic, nic się nie zmieni.

Czy to z tej okazji biskup Jędraszewski powiedział, że Polacy powinni podziękować Bogu za braci Kaczyńskich?

We wsi  Nowa Biała (Małopolska) w sobotę 19 czerwca pożar strawił 44 budynki – domy mieszkalne i gospodarcze. Dziewięć osób jest w szpitalu. Premier przyjechał i obiecał pomoc. Nos przy tych obiecankach trochę mu się wydłużył.

Także w sobotę na autostradzie A-6 koło Szczecina płonęły dwa czołgi.   Z lawet zsunęły się, zderzyły i doszło do samozapłonu. Taka hubka i krzesiwo tylko w ogromnym rozmiarze.  W dodatku, aby strażakom nie było za łatwo z ciężarówki wyciekła benzyna a upał dowalił od siebie. Jechały z manewrów w Drawsku Pomorskim do Żagania. Jaki minister obrony Mariusz Błaszczak, który używał prywatnej skrzynki mailowej do przesyłania służbowych wiadomości taka armia, takie manewry i transport.

– A to wszystko wina Afryki, czyli upału stamtąd płynącego. No i dwóch panów T. – Tuska i Trzaskowskiego – pomyślał Wacek ciągnąc się za lewe ucho. Poszedł do łazienki, aby wziąć chłodny prysznic z którego wodę użył potem do spłukania toalety.

Helena zastosowała zmasowane środki obrony przeciwupalnej (bo było 36 stopni) w postaci rolet, wentylatora, mokrych szmat na podłodze, chłodnego prysznica i wycierania się, co jakiś czas, mokrą bawelnianą szmatką.  Powtarzała sobie: jest mi zimno, o jak mi zimno ale nie zadziałało.

Do „Szkła kontaktowego” TVN widzowie przysyłają sms-y. Ostatnio:

SMS: jeden but prezesa popiera Gowina, a drugi Bielana.

SMS: Prezes nosi zawsze dwa prawe buty, bo jest prawy i sprawiedliwy.

SMS: każdy but z innej partii.

SMS: Prezes to nawet buty poróżnił.

Napisane 15. – 21.06.  2021 r.

Wirus karania (cz.78)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

**********************************************************************

Po obiedzie Mietek odprowadził gości aż do Parku Tołpy.

Wieczorem Wacek zadzwonił do córki pytając:

– Jak było?

– Całkiem sympatycznie ale zostałam uprzedzona, że nie mogę liczyć na ich dofinansowanie.

 – Ale przecież tego nie oczekujesz, prawda?

– Prawda. Jednak mamusia dba o swego synusia.

– Ha, ha, ha – zaśmiał się ojciec..

– Zaprosiłam ją na działkę i ona od razu zaproponowała, że syn wam pomoże ją ogarniać.

– To dobrze o niej świadczy – tak sądzę – powiedział ojciec.

– Tylko, że  Mietek tego nie potwierdził.

– To słabo to widzę.

– Ja też. Ale, ale, twoja nalewka bardo im smakowała.

– Chociaż tyle dobrego – ucieszył się Wacek.

– Nie, no obiad też był smaczny.

Helena oglądała program o Polakach mieszkających i pracujących poza krajem z którego dowiedziała się, że w Singapurze przewidziana prawem jest kara chłosty.

– Ooo, podesłałabym tam wszystkich polityków trzymających władzę i ich wyborców – zamarzyła bezinteresownie.

No i zaparzyła sobie kubek melisy, bo każde wspomnienie tych osobników bardzo ją denerwowało.

A biskup Jędraszewski znowu błysnął intelektem – powiedział, że psychoterapeuci są zagrożeniem dla Kościoła. No bo pokorny ludek, jak ma problemy psychiczne, powinien chodzić do księdza a nie do lekarza. Albowiem ksiądz tylko ma wysokie fachowe przygotowanie do pomagania w tym względzie. No, łaska  nieba na nich spływa nieustannie i oświeca. Szkoda, że nie wpłynęła na brak zachłanności na włości i na pedofilne zachowania.

No i dzięki politykom mamy nowe wiązki frazeologiczne:

– dogadać się jak Morawiecki z Czechami, czyli kłamać i nic nie załatwić

– wyjść jak Szumowski na maseczkach i respiratorach, czyli obłowić się

– pleść jak Suski na konferencji, czyli jak Piekarski na mękach.

Wacek zapukał do drzwi Heleny. Otwierając zdziwiła się, bo nie naciskała guzika domofonu.

– A co Ty tu robisz? Wyważyłeś bramę? – zapytała.

– Tak, kopem z prawem a potem z lewej – zażartował mało wytwornie.

– Na środek nie starczyło ci już pary?

– A nie, drzwi otworzyły się. Mogę wejść?

– Pewnie, zaraz nastawię wodę na herbatę. A może wolisz kawę lub melisę.

– Rzeczywiście melisy dużo nam trzeba.

– A coś nowego dobrego się stało?

– No jak to? Nie oglądała pani reportażu o kolejnych sekscesach i finansowych przekrętach w kościelnych kręgach? Tym razem w polskim seminarium w Stanach.

– Tak, oglądałam. To wszystko jest koszmarne. A reporter powiedział, że niezależnie czy to w Stanach, Chile, we Włoszech czy Polsce wszystko jest powiązane z Dziwiszem.

– Zepsutą wisienką na torcie „dobrej zmiany” i obliczem trzymających władzę jest poseł Ryszard T., który powiedział, że „opozycja jest chamska i niech spojrzy w lustro”

– Mam propozycję – niech ludzie wysyłają mu lustra, lusterka, lustereczka – rzuciła propozycję seniorka.

– Będzie siedział przed nimi i pytał: powiedz lustereczko przecie kto jest najpiękniejszy na świecie.

– Oraz najmądrzejszy i najlepiej wychowany – powiedziała Helena płucząc wrzątkiem fajansowy czajniczek, wsypując do niego kilka czubatych łyżeczek czarnej herbaty i zalewając gorącą wodą. Po kilu minutach nalała esencji do kubków i uzupełniła wodą.

– Na frasunek dobry trunek – stwierdziła stawiając napój Wackiem. Mam biszkopty i dżem.

– Więc je zjem – poprosił gość. Ale tak na serio, jak pani myśli co by się stało gdybym mu wysłał znalezione obok lub w śmietniku lustra?

– Pewnie byłoby jak w tej piosence „Bal weteranów:

O północy się zjawili jacyś dwaj cywili.

Mordy odrapane, włosy jak badyli,

Nic nikomu nie mówili, wszystkim przyłożyli,

Fest po mordach bili, ta jej, ta fest.

– Niech mnie pani nie straszy, bo wielką mam ochotę wysłać.

– To jako nadawcę podaj dane swojego wroga – zaproponowała Helena. Masz takiego?

– A co daleko szukać, podam dane Pinokia.

– A znasz jego prywatny adres?

– Poszukam w Internecie. Albo wiem – podam adres biura Solidarności Walczącej przy ulicy Nowowiejskiej.

– No, to jest dość złośliwy pomysł . Ale przyznaję, że świetny.

Napisane 8.06 – 10. 06. 2021 r.