Wirus nierządu (cz. 50)

Nie, nie jest to tekst o agencjach towarzyskich – elegancko pisząc.

W każdą sobotę umieszczam tu kolejny odcinek aktualnej powieści pandemiczno – optymistycznej, pod każdym podaję datę napisania, bo umieszczam aktualne wydarzenia, jest spore opóźnienie w stosunku do czasu bieżącego. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę.

Co drugą środę daję recenzję książki lub inne opowiadanie. Miłej lektury.

***************************************************************************************

– Świat zwariował a szczególnie prezydent Trump – powiedziała Aldona do Edka jednocześnie wyciskając jedzenie z saszetki do miseczki kota Darka.

– A co ci on zawinił? – zapytał partner z nosem w telewizorze gdzie nadawano relację  ze skoków narciarskich.

Niczym Powolniak z serialu „Co ludzie powiedzą” najchętniej siedziałby przed telepudłem popijając piwo zagryzając chipsami. Aldona wprawdzie nie czytała romansideł jak Powolniakowa Stokrotka ale nie pozwalała mu na picie i leniwe rozwalanie się w fotelu. Wprawdzie kota nie trzeba było wyprowadzać ale musiał codziennie zmywać naczynia, wyrzucać śmieci, czasem odkurzać i zmywać podłogę i chodzić po podwórkach gdy Wacek przekazał gdzie leżą dobre przedmioty na których mogą zarobić. Edek nie miał tak dobrej pamięci jak Powolniak, więc nadziei na wygranie czegokolwiek w telekonkursach nie było nadziei.

– Mnie nic – powiedziała Aldona, wracając do Trumpa, ale przekupił zgraję oszołomów, którzy wdarli się na  Kapitol – siedzibę Kongresu, dewastowali wnętrza i niszczyli dokumenty, aby nie dopuścić do ogłoszenia, że nowym prezydentem będzie Joseph Biden a nie zachwycony sobą ten bogaty  złotowłosy z ryjkiem. Kongresmani musieli ukryć się w bunkrze. Chuligani napadli też dziennikarzy. Podłożono bomby pod siedziby obu partii. Burmistrzyni Waszyngtonu ogłosiła godzinę policyjną.

– I co, pomogło? Nadal będzie prezydentem?

– Nie. Przegrał i kropka choć wrzeszczał o sfałszowaniu wyborów.

– Ale nie można ich powtórzyć jak niektórych głosowań w naszym Sejmie gdy niezadowolony z wyników PIS je zarządził.

– Pewnie i tak Trump będzie rył ile mu starczy sił, bo forsy ma jak lodu. Póki co Kapitol otoczono dwumetrowym płotem. No i pilnuje go Gwardia Narodowa.

– Szkoda, że nie zapowiada się krach na giełdzie, taki w którym tylko on by zbankrutował – powiedział Edek głaszcząc najedzonego i mruczącego kota, który  ułożył mu się na kolanach.

– Ugotowałam zupę jarzynową na indyczej porcji rosołowej. Kupiłam też indycze mięso, duszę je, żeby zrobić pasztet drobiowy.

– Zgłupiałaś? – zapytał kulturalnie Edek. Przecież można kupić, po co się wysilać?

– Milcz i ciesz się, że taka jestem pracowita i gospodarna – powiedziała Aldona i trzepnęła faceta ścierką po plecach.

– Dobrze, już dobrze, przecież żartowałem – ratował się mężczyzna.

– Takie żarty to sobie uskuteczniaj z kolesiami na piwie, a do kobiet należy odnosić się grzecznie i z szacunkiem. Nie chcę żebyś był dziadersem.

– A co to takiego? – zdziwił się pan i władca nie wiadomo czego.

– Dziaders to mizogin, czyli facet, który nie znosi kobiet, uważa, że są głupie, mają milczeć a nadają się tylko do bycia darmową służącą, rodzenia dzieci i zachwycania mężczyznami niezależnie od tego co mówią i zrobią.

– No, tak powinno być. Żartowałem, żartowałem, nie bij – szybko dodał.

– Zmieniając temat – czy będziemy się szczepić? – spytała kobieta myjąc ręce po mięsnych operacjach.

–  Trzeba będzie pójść do przychodni i zapisać się do kolejki.

– Jeśli jakaś jest. Wacek opowiedział mi o internetowej awanturze jaką hejterzy urządzili, bo zaszczepiono kilkanaście znanych osób.

– Pewnie, bo łamanie konstytucji i nieustanne finansowe przewalanki są nieważne. Tylko parę szczepionek. A w dodatku okazało się, że 14 000 szczepionek dostał Kościół i PIS ale wyciekło tylko parę nazwisk aktorów i polityków. No i ksiądz na kazaniu w Gorzowie powiedział, że te szczepionki są robione z ciał abordowanych dzieci. IJego słowa były transmitowane przez lokalną telewizję. Za te głupoty został skazany na urlop, ha,ha,ha.

– Wyobrażasz sobie jak zareaguje PIS w razie przegrania wyborów? – zapytała pani domu nalewając zupę na talerze.

– Wolę sobie nie wyobrażać, bo wtedy widzę wojnę domową, strzelaninę, stan wojenny, masowe aresztowania, majątków konfiskowania.

– Dość, lepiej jedz tę zupę. Czarnowidztwa nam tutaj nie trzeba. I tak nie mamy lekko.

– My to jako tako ale właściciel zrujnowanego i remontowanego pałacu we Wrześni gdzie jest restauracja a miał być także hotel, nie wytrzymał skutków lockdownu, braku dochodów i możliwości spłaty kredytu wskutek czego powiesił się. Miał 56 lat.

– Do „dobrych” wiadomości można jeszcze dodać, że placówki dyplomatyczne RP dostały polecenie nieangażowania się w finały Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, niewspierania sztabów i nieużyczania pomieszczeń.

– Proszę, przy jedzeniu nie rozmawiajmy o polityce bo mi wszystko w gardle staje a kolekcja noży otwiera się w kieszeni.

– Na nich to i katiuszy byłoby za mało, prawda Daruś? – powiedziała Aldona.

– Miau – zgodził się mądry Pan Kot.

Napisane 7.01. 2021rok

Wirus oszustwa (cz. 49)

W każdą sobotę umieszczam tu kolejny odcinek pandemiczno – optymistycznej powieści. Pod każdym tekstem umieszczam datę napisania albowiem umieszczam aktualne wydarzenia. Co drugą środę inne opowiadanie albo recenzję książki. Miłej lektury 🙂

*******************************************************************************************

Święta, święta i po świętach – westchnęła Helena popijając herbatę i jedząc makowiec po śniadaniu złożonym z kromki grahama, plasterka szynki drobiowej i sałatki jarzynowej z sosem tatarskim.

Odstawiając kubek i talerzyk usłyszała dźwięk przychodzącego sms-a.

Przeczytała, że za wysłanie sms-a o treści POCAŁUNEK dostanie 1000 sms-ów i 1000 minut.

– Oszustów ci u nas dostatek – pomyślała i zadzwoniła do Wacka.

– Słuchaj dostałam taki sms sprawdź to w Internecie, proszę.

– Na moje oko i wyczucie to oszustwo ale sprawdzę.

– Acha, znalazłam obok śmietnika kubek, miskę, 3 plastikowe miseczki i świecznik ceramiczny do powieszenia. Może wam się przydadzą na sprzedaż. Ale miska ma odprysk.

– Przyjdę do pani, obejrzę wszystko, zrobię zdjęcia i wrzucę do sieci. Zobaczymy czy będą chętni. Czy mogę za pół godziny? – zapytał.

– Tak, oczywiście, potem wyjdę razem z tobą zrobić zakupy.

– Myśli pani, że będzie co kupować? Półki pewnie są puste.

– Zobaczymy, potrzebuję tylko chleb i jarzyny. A propos chleba, widziałam  na pojemniku śmietnikowym chleb krojony ale nie wzięłam, nie wiadomo dlaczego ktoś go wyrzuca.

– Słusznie, to sprawdzę ten sms.

Wacek wysłał pytanie do telefonii podając numer telefonu seniorki, wziął maseczkę i wyszedł z domu.

Zadzwonił do drzwi Heleny i ledwie wszedł usłyszeli, dźwięk jej komórki. Uprzejma urzędniczka wyjaśniła, że nie wysyłali takiej oferty.

– No, popatrz, to jednak przekręt.

– Z komputera można wysłać każdą wiadomość i naciągnąć wiele osób – stwierdził Wacek.

– Złodzieje zawsze byli ale teraz mają o wiele więcej możliwości – ze smutkiem powiedziała Helena.

– Albo mam tylko takie wrażenie, albo świat staje się coraz bardziej nieprzyjazny – dodała wkładając buty, kurtkę i maseczkę.

– Covid nam dokopuje, rząd mu wtóruje, złodzieje i naciągacze na każdym kroku w realu i sieciach – dosmucił oboje Wacek.

– Ale my się nie poddajemy i zdrową żywność jemy i z tym hasłem pieczywo w prywatnej piekarni kupujemy – podsumowała starsza pani nakładając bardzo kolorową czapkę i pasujący do niej szalik. Sama sobie na drutach je zrobiłam, specjalnie w kolorach tęczy – zaśmiała się na wspomnienie reakcji sąsiadki, która preferowała szaro – bury beret.

– Masz tu rzeczy, które znalazłam – podała mu duży woreczek uszyty ze spodni też wyrzuconych – znalezionych.

– Czy pani podda się szczepieniu przeciwko koronowirusowi? – spytał Wacek po drodze.

– Oczywiście.

– A po Internecie chodzi żart, że firma Pfitzer po wielu komentarzach antyszczepionkowców wydała oświadczenie, że czipy kontroli umysłów nie będą dodawane do zastrzyków przeznaczonych dla Polski, bo to są bardzo drogie i skomplikowane urządzenia, więc zostanie zastosowana tylko w krajach gdzie istnieje jakakolwiek inteligencja godna kontroli.

– Nie jest to dla nas komplement.

– No, nie jest.

Posłanka Klaudia Jachira, mieszkanka Ołbina nagrała filmik gdy wstawia do lodówki społecznej sporo dobrego jedzenia i bierze trzy pomidory. No i hejterzy radośnie zabrali się do psów wieszania na niej. Że dostaje duuuże pieniądze a zabiera jedzenie przeznaczone dla ubogich. Co jest kłamstwem bo lodówki Jadłodzielnie postawione przez Foodsharing Wrocław propagują ideę niemarnowania jedzenia i są dla wszystkich.

W wyścigu hejterskim wygrał pewien „patriota”, który pod zdjęciem profilowym (na którym jest błyskawica) swojej znajomej napisał:

„Ja myślałem że jesteś POLSKĄ, a okazuje się Niemrą z Obozu Hitlerowskiego z Razimbrug pod Berlinem, gdzie mordowali mordowali małe Polki z  Takim faszystowskum znakiem”.

Odpowiedziała:

hitlerowcy używali runy Sig, która oznaczała zwycięstwo i słońce, symbolu błyskawicy używały m.in. harcerskie drużyny działające w czasie okupacji i Powstania Warszawskiego itd o czym można przeczytać tu: https://histmag.org/Blyskawica-emblemat-SS-Wojska…/; a poniżanie i obrażanie innych nie jest dowodem na patriotyzm.

Niektórym rozum zasnuła mgła nienawiści – smutne to bardzo.

Inna znajoma też się popisała elokwencją i inteligencją inaczej reagując na maseczkę tej osoby z nazwą Feminatywa – napisała, że kojarzy się jej to z wyrazem „lewatywa”. Zamaseczkowana kobieta (ta z błyskawicą) odpowiedziała, że każdy ma takie skojarzenia na jakie go stać.

Boże daj im zdrowie, bo na rozum i empatię już za późno.

Napisane 28.12. 2020 –  1.01.2021 r.

Dwa kryminały Alka R.

Alek Rogoziński – Raz, dwa, trzy … giniesz ty, Wydawn. SKARPA 2019
TYTUŁ: Zamieszanie na filmowym planie
WSTĘP: „Ktoś, kto wydaje się chodzącym niewiniątkiem może okazać się prawdziwym potworem”.
O autorze:
Aleksander Rogoziński urodził się 20.01. 1973 r. w Warszawie. Jest dziennikarzem, redaktorem, autorem komedii kryminalnych i powieści obyczajowych. Od połowy lat 90-tych pracował w różnych stacjach radiowych, w latach 2007 – 2020 dwutygodniku „Party”. Od 2020 roku koncentruje się na pisaniu książek. Debiutował powieścią „Ukochany z piekła rodem” (2015 rok). Napisał też „Jak cię zabić kochanie?”, „Do trzech razy śmierć”, „Lustereczko powiedz przecie”, „Zbrodnia w wielkim mieście”.
O książce:
Na początku książki podano personalia dwudziestu głównych bohaterów i ich dowcipną albo złośliwą charakterystykę. Jedna z tych osób jest kierowniczką castingów, która lubi wyłapywać aktorów także do swoich własnych produkcji, niekoniecznie fabularnych.
Wykaz to jest dobra koncepcja, bo postaci w powieści jest bez liku. Czytając książkę poczułam się jakbym była w bardzo ciasnym pokoju bez okien z tłumem różnorodnym płciowo i wiekowo. W dodatku z trupami. Żywi gadają jeden przez drugiego. Trupy leżą i nie wstają do ukłonów.
Widać skutki zainteresowań i trzynastoletniej pracy autora w plotkarskim piśmie, bo wyśmiewa on środowisko filmowo-aktorsko-modelingowo-literackio-dziennikarskie, głównie skupiając się na celebrytach. A to reżyser przynudza na temat swojej nieudanej kariery. A to obsadowa rekruterka zalicza kolejnych kandydatów na amantów lub brutali. A to zamiast scenografii balu przywieziono pal – taki żarcik: pal na bal.
Giną te osoby, które w scenariuszu do kręconego filmu zostały pozbawione życia. Jest też trup sprzed siedemnastu lat z obecnymi konsekwencjami. Spalony sernik oraz wywiad prowadzony w czasie bolesnego azjatyckiego masażu. Podejrzenie jest, że wykonuje go Koreanka z północy. Oraz wyścigi karaluchów w szpitalu noszące miana polityków.
Mamy oczywiście śledczego, przystojniaka wygadanego molestowanego przez dziennikarzy, albowiem jest taki świetny.
No i przekazano czytelnikowi męską mądrość życiową: „W pewnym wieku trójpak piwa i chipsy są czasem o wiele lepsze od seksu”.

Alek Rogoziński – Dom tajemnic, Wydawn. Ediress 2019
TYTUŁ: Telewizyjny dom zły
WSTĘP: Nic tak dobrze nie działa na rozgłos jak dobry skandal
O książce: Tym razem grupkę celebrytów autor umieścił w starym domiszczu gdzie kreatywni telewizyjni scenografowie umieścili różne urozmaicenia typu zapadnie, pokój z nieżyczliwymi przeglądającym się w nich lustrami, zabawkami, laserami, kurtynami wodnymi, płomieniami itp. To taki escape house. Uczestnicy programu mają dążyć do wyjścia za pomocą odgadywania kolejnych zagadek. Transmisja idzie na żywo i zabawa byłaby przednia gdyby nie śmiertelny wypadek sprzed wielu lat i mściwi odwetowcy, którzy ją psują. Przy okazji autor nie żałuje wbijania szpili pisarzom, piosenkarkom, sportowcom a przede wszystkim prywatnym stacjom telewizyjnym i ich właścicielom. Dostało się też rządowemu programowi finansowego wspierania posiadania dzieci w postaci propozycji „Kierpce plus” dla górali, którzy będą nosić stroje ludowe. Najlepiej w dzień i w nocy. Z ciupagą w garści – to już mój pomysł.
Tym razem poczułam się jakbym była w sporym piekielnym kotle gdzie diabły z ostrymi widłami walą w łeb każdego wychylającego się. Na szczęście parę postaci przedstawionych z poczuciem humoru ratuje całość. Szczególnie spodobał mi się duet: tubylka Jadwiga z Podlasia i Stefania celowo błąkające się po lesie pod wpływem miejscowego bimbru. I historyjka z węgorzem i kotką, którą opowiada matka Miśki, wielbicielka książki „Klin”.
Autor, w obu książkach, nawiązuje do twórczości Joanny Chmielewskiej niedoścignionej autorski „Lesia”, „Wszystko czerwone”, „Całe zdanie nieboszczyka”. Ta ostatnia jest moją ulubioną.
Wniosek: jednak królowa jest tylko jedna.

Mazurki wielkanocne

Czy pieczecie mazurki, a może tylko sernik i babę drożdżową? Oto kilka przepisów z książki wyroczni dobrego gotowania, pieczenia i w ogóle życia.

W sobotę będzie tu kolejny odcinek powieście blogowej z cyklu „Wirus”

****************************************************************************

Ćwierczakiewiczowa Lucyna – Baby, placki i mazurki. Praktyczne przepisy pieczenia chleba, bułek, placków, mazurków, tortów, ciastek, pierników itp. Nakład i własność Jana Fiszera, Nowy Świat 9. Druk L. Bilińskiego i W. Maślankiewicza, Warszawa, Nowogrodzka 17, 1909 rok. Cena w opr[awie]60  kopiejek,  stron 124  + spis treści str. I – III , Warszawa

O autorce:

Lucyna Ćwierczakiewiczowa (z domu Bachman) urodziła się 17.X. 1826 r. w Warszawie, zmarła 26.II. 1901 r. Pochowana jest na cmentarzu ewangelicko – reformowanym w stolicy. Jej ojciec był prawnikiem. Odebrała domową edukację. Była dwukrotnie zamężna, nie miała dzieci. Jej książka „365 obiadów za 5 złotych” wydano w 1869 roku, miała potem 20 wydań.

W latach 1865 – 18944 prowadziła dział mody i gospodarstwa domowego w tygodniku „Bluszcz”. Współpracowała też z innymi wydawnictwami.

Była zwolenniczką emancypacji, propagowała pracę zawodową kobiet. Miała, jak na tamte czasy, postępowe poglądy na temat higieny, czystości i zdrowia. Propagowała zdrową dietę, ruch i gimnastykę. Sama była bardzo otyła. Także skąpa.

Napisała 6 książek, które przyniosły jej tak duże pieniądze, że mogła za nie kupić trzy majątki ziemskie.

„Książka „365 obiadów” w twardej oprawie kosztowała 1 rubel i 80 kopiejek.

O książce:

W tej niewielkiej książeczce jest czterdzieści przepisów na mazurki. Może to było ulubione ciasto autorki?

Wybrałam takie przepisy, które (jeśli się uprzeć)  można i teraz zrealizować.

MAZUREK KRÓLEWSKI

Funt masła (0, 4095 kg) młodego (cokolwiek to znaczy, może chodzi o świeże) utrzeć w donicy. Wbić w to po jednemu 12 żółtek, jeden funt cukru i jeden funt mąki wymieszawszy, kłaść po łyżce za każdem żółtkiem cztery łuty (1 łut – 0, 0128 kg) gorzkich migdałów utłuczonych na masę, wsypać i wiercić tę masę w zimnem miejscu całą godzinę, a uwierciwszy, na blachę wyłożoną papierem, który masłem wysmarować, układać na grubość palca. Piec powinien być taki jak na biszkopty, to jest dobrze ale nie nazbyt gorący.

p.s. zamiast ucierać w donicy na pewno można zmiksować.

MAZUREK WIKTORIA

Rozciągnąć cienką warstwę ciasta babowego (drożdżowego), gdy ta podrośnie upiec, a potem ułożyć na nią dużo pokrajanych suchych konfitur, dużo krajanych migdałów, rodzynków i cykaty (Cykata to kandyzowane wiórki jesiennej marchwi. Kiedyś była bardzo popularna. wykorzystywano ją jako bakalię do pieczenia wielkanocnych bab (zastępowała pomarańcze). Uwiercić, biorąc na jeden zwykły mazurek kwaterkę (0,25 l)  młodego, niesolonego masła, z cukrem i wanilią i tem nałożyć na cal odległości, po kawałku kładąc, cały mazurek, na wierzch zaś  posmarować grubo bardzo tęgą pianą z pięciu białek i pół funta cukru wymieszaną i natychmiast wstawić do gorącego pieca na górną kondygnację, aż nabierze rumianego koloru.

MAZUREK DAKTYLOWY

Utrzeć biały lukier z 6 białek i funta miałkiego cukru pudru, póki zupełnie białe i gęste się nie zrobi, wcisnąć sok z jednej cytryny, wtedy wsypać funt drobno i cienko krajanych migdałów (teraz można kupić płatki migdałowe), troszkę wanilii, której zapach nigdy ciasta nie zepsuje, wymieszać dobrze i układać na opłatki (teraz można na suche wafle), wstawić do pieca miernie gorącego,  żeby tylko wyschło.

p.s. w nazwie jest „daktylowy” a w przepisie ani słowa o nich. Sadzę, że można zamiast migdałów dać suszone daktyle.

MAZUREK CZEKOLADOWY

Funt cukru, funt czekolady, funt migdałów cienko krajanych (płatki), łyżka mąki pszennej, sześć na pianę ubitych i dwa całe jaja wymieszać  doskonale na salaterce i na opłatki (suche wafle), zlepione razem, naprzykład:  cztery, sześć lub ośm ułożone na blasze posypanej mąką lub młodem masłem posmarowanej, układać na pół palca grubości i w ciepły piec na kwadrans wstawić. Taki sam robić można na kruchem cieście zamiast na opłatkach.

MAZUREK MAKOWY

Kwartę osianego (przesianego) maku zagnieść na stolnicy z funtem młodego masła, funtem przesianego przez sito cukru, (sądzę, że cukru pudru), funtem mąki pszennej i dwoma jajkami. Dla nadania ostrzejszego smaku  wsypać pół utartej gałko muszkatołowej. Wymieszawszy to wszystko, układać na opłatki, posmarować żółtkiem i upiec w niezbyt gorącym piecu. Gdyby były suche dodać trochę araku.

FUNT – 0, 4095 kg; ŁUT – 0, 0128 kg

p.s. pisownia oryginalna

Wirus wigilijny (cz. 48)

Kolejny odcinek tej pandemiczno – optymistycznej powieści ukazuje się tu w każdą sobotę. Pod każdym tekstem podaję datę napisania, bo są w nim aktualne wydarzenia. Dla urozmaicenia co drugą środę dodaję recenzję książki lub inne opowiadanie. Miłej lektury 🙂

****************************************************************************************

Wacek po konsultacji z Kasią zabrał dywany z jej pokojów i zaniósł na trzepak podwórkowy. Nie zastała ich w mieszkaniu po matce gdy przyjechała z Anglii ale poszukiwania i przeszukiwania śmietnikowych wystawek dały pozytywny rezultat. Potem zatrudnili firmę czyszczącą i wyglądały jak nowe. Ale to było kilka miesięcy temu, ulica Nowowiejska ruchliwą jest, więc się zakurzyły a roztocza radośnie bytowały na nich. Grając w berka lub chowanego śpiewanego.

Wacek pamiętał zimy gdy tyle śniegu napadało, że można było rozłożyć na nim dywan i w ten sposób trzepać chodniki i dywany.

– Ocieplenie klimatu już na to nie pozwala – westchnął bijąc mocno wiszący przedmiot i wyobrażając sobie kolejnych polityków.

W Internecie wyczytał, że fundacje otrzymujące jeden procent z podatków obywateli podliczyły na początku grudnia dochody i są one o 80% mniejsze niż dotąd. Bo łapę na pieniądzach położyły władze za pomocą Centrum Kompetencyjnego Rozliczeń co oznaczało, że  nie dostawały bezpośrednio z Urzędu Skarbowego. Więc walił w te dywany bo nic innego nie mógł zrobić oprócz chodzenia na manifestacje.

Kasia umyła okna i zrobiła porządki w szafkach kuchennych.

Nazajutrz zrobiła zakupy na świąteczne potrawy. Prezenty dla synka już miała dawno kupiony i wysoko w szafie schowany. Były dwa bo Adaś miał w czasie świąt imieniny.

Nawet w pobliskim lumpeksie przy ulicy Nowowiejskiej kupiła ładną sukienkę odpowiednią na wigilijny wieczór.

Obejrzała też ofertę w sklepie dobroczynnym, aby zasugerować ojcu coś odpowiedniego na to spotkanie.

– Ale ja niczego nowego nie potrzebuję, mam koszule i marynarkę – powiedział oczywiście.

– Jasne, a potem się okaże, że koszula ma przetarty kołnierzyk i mankiety a marynarka zbiegła się wisząc w szafie.

– No, fakt – dawno niczego nowego sobie nie kupowałem.

– To ustalone, przyjdę po ciebie i obejdziemy kilka miejsc, sklep dobroczynny i znam trzy lumpeksy w okolicy.

– Bardzo szpanerskie butiki wybrałaś – zaśmiał się ojciec.

– Oj, tato – napadu na bank nie zrobimy, spadku nie dostaniemy, więc nie możemy szaleć finansowo.

– Wiem, tak tylko gadam. Nie znoszę kupować ubrań, mierzyć, przeglądać się w lustrze i tak dalej. Nie mogłabyś sama mi kupić tego co trzeba? Oddam pieniądze.

– Tato, tato, bądź poważny. To nie będą ciuchy na moje oko tylko na twoje ciało.

-Tak czułem, że cię nie przekonam. Ale musiałem spróbować.

– Nie udało się, więc jutro idziemy w miasto mając maseczki na twarzy, oczywiście.

 Kasia zakończyła rozmowę i odłożyła komórkę.

– Ci faceci, ciągle jak dzieci – westchnęła.

– Mamo, mamo, to dziadek jest dzieckiem? – zapytał bystrzak Adaś.

– Ależ skąd, czasem tylko tak żartuje.

Synek przechylił głowę i spojrzał badawczo na mamę. Coś mu się nie zgadzało. Ale przecież dorośli prawie zawsze są dziwni.

Następnego dnia w sklepie dobroczynnym Kasia i Wacek natknęli się na Edka i Aldonę, którzy przyszli w tym samym celu. Panowie niecierpliwie stali w kącie z minami strasznie sponiewieranych emocjonalnie.

– Te baby zawsze coś wymyślą, żeby faceta zdołować – narzekał Edek.

– Czasem trzeba im ustąpić Eduś, ogolisz się, ubierzesz porządnie to i poczujesz się lepiej – pocieszył go kumpel.

Kobiety wybrały każdemu po koszuli i krawacie. Dopiero w lumpeksach dokupiły marynarki a nawet spodnie i podkoszulki.

Wieczerzę wigilijną ustalono na godzinę piętnastą bo pierwszej gwiazdki i tak nie będzie widać na zachmurzonym niebie. No i niezdrowo jest najadać się na noc. Chyba, że chce się mieć zapewnioną bezsenność.

Gdy już się zebrali Kasia nastawiła płytę z kolędami w wykonaniu zespołu „Mazowsze”, aby cichutko im towarzyszyły.

Łamiąc się opłatkiem życzyli zdrowia sobie i krajowi. No i większych dochodów. Tylko Adaś jeszcze o tym nie myślał.

Na zakąskę były śledzie w oleju i osobno w śmietanie a potem wypito barszczyk bez uszek, pyszny, bo Helena wcześniej zakisiła buraki. Zjedzono dwa spore karpie smażone na maśle. Do niego podano sałatkę jarzynową posypaną prażonym słonecznikiem. Na deser mieli domowy makowiec, piernik i kompot z suszonych owoców. A także sałatkę owocową polaną miodem oraz mak z miodem, czekoladą i bakaliami.

– Uff, chyba muszę rozpiąć spodnie – powiedział Wacek.

– Czyli nie brakuje wam pierogów, grochu z kapustą i bigosu? – podchwytliwie zapytała Helena.

– Bigos będziemy jeść jutro – powiedziała Aldona. Razem z Kasią nagotowałyśmy go jak dla pułku wojska, więc pod choinką czekają na was pełne słoiczki jako prezenty.

– Prezenty, prezenty – zaśpiewał Adaś i podskakując pobiegł pod choinkę.

Napisane 22-25.12. 2020 r.

Wirus następny (cz. 47)

W każdą sobotę pojawia się tu kolejny odcinek tej pandemiczno – optymistycznej powieści. Pod tekstem podaję datę powstania ponieważ umieszczam w nich aktualne wydarzenia. Dla urozmaicenia co drugą środę daję recenzję książki lub inne opowiadanie. Milej lektury 🙂

*********************************************************************

          Wirus następny (47)

Wracając z poczty Helena zrobiła zakupy – mąkę, cukier, mak i masło oraz suszone owoce na kompot. Lubiła swoje osiedle Ołbinem zwane. Cieszyło ją, że od jakiegoś czasu znowu jest tam pasmanteria ale wkurzyło zamknięcie oddziału banku gdzie mogła podejść piechotą zamiast, jak teraz,  jechać autobusem.

Idąc do domu opowiadała sobie w myślach: mamy blisko siebie położone trzy warzywniaki, dwa z nich mają też nabiałową ofertę. Jest duża cukiernia, prywatna piekarnia i sklep mięsny. Biedronka i przy niej Rossman. Jest szewc ale od dawna brakuje szklarza. Punkt przeróbek krawieckich przy Wyszyńskiego zamknięto ale jest inny przy Barlickiego. Drukarnia przeniosła się na Namysłowską. Zamiast księgarni już od wielu lat jest sieciowa piekarnia gdzie można też kupić kanapkę i w lecie lody. Świetna lokalizacja bo przy przystanku trzech autobusów. Ktoś głodny może zrobić hyc po kanapkę lub słodką bułkę albo po prostu pieczywo do domu. Naprzeciwko od kiedy pamiętam jest fryzjer a obok drogeria i sklep z zabawkami. Tam też jest przystanek. Tlenu osiedlu dostarcza park im. S. Tołpy a dla wierzących jest kościół pw. św. Michała Archanioła.

Doszła do domu i tym samym zakończyła myślową wyliczankę. Otworzyła drzwi, zdjęła maseczkę, płaszcz, czapkę, szalik i buty. Wypakowała zakupy i poszła umyć ręce. Postawiła wodę w czajniku na zapalonym palniku gazowym i wzięła kubek z suszarki. Usiadła na krześle i spojrzała przez okno.

– Zapomniałam wyrzucić śmieci, trudno, zrobię to jutro.

Rozmasowała sobie nogę, która czasami ją bolała. Wstała z krzesła i nalała sobie herbaty dodając parę wiśni z koleżeńskiej nalewki.

– No i mam herbatę z prądem – zaśmiała się cichutko.

Nazajutrz wyciągnęła małą sztuczną choinkę i trochę ozdób. Miała je od lat, czasem dokładała coś zrobionego przez siebie, z papieru lub uszytego z tkaniny ze świątecznym wzorem. Parę lat temu odwiedzała lumpeksy gdzie nabywała takie kawałki.

Zadzwonił telefon.

– Dzień dobry pani Heleno, ustaliłem wszystko z pozostałymi osobami. Przygotujemy wieczerzę u Kasi. Czy mam pani pomóc w niesieniu kompotu i makowca?

– Nie trzeba, na pewno Kasia bardziej potrzebuje wsparcia.

– Nie, no przecież jest Aldona.

– Wam mężczyznom wydaje się, że krasnoludki wszystko robią w domu? A umycie okien? A wytrzepanie dywanu? Może jeszcze coś trzeba tam zrobić. Zapytaj Kasię, ona ciągle siedzi przy komputerze, więc nie ma czasu i siły.

– Ale ja się w tym czasie zajmuję wnukiem.

– I bardzo dobrze ale zadzwoń do córki i powiedz, że zrobisz to co wymaga siły. Bądź odpowiedzialnym facetem i włącz się w świąteczną radość – zażartowała Helena.

-Ta radość to mycie okien i trzepanie dywanu? – upewnił się Wacek.

– Przez czyste okna wyraźniej zobaczymy park, a przy trzepaniu wyobrażaj sobie, że walisz tego kogo nie lubisz.

– I to jest bardzo słuszna koncepcja, pani to zawsze znajdzie jakiś fajny argument.

– Tak już mam – podsumowała starsza pani.

Za godzinę zadzwoniła Aldona.

– Pani Heleno, umyję pani okna, kiedy mogę przyjść?

– Ale…

– Żadne ale. Ustaliliśmy z Edkiem, że on wytrzepie pani dywan a ja umyję okna i pomogę w konkretnych porządkach – proszę pomyśleć co trzeba będzie zrobić. Może przejrzymy  szafki w kuchni, szafę w pokoju, pawlacz, coś wyrzucimy, oddamy do sklepu dobroczynnego? Co pani na to?

– A ja na to jak na lato. Kochana jesteś, naprawdę.

– Jeszcze dopytam – czy ma pani środki czystości, bo w razie czego…

– Mam, mam, nie martw się. To przyjdźcie jutro ale nie wcześniej niż o dziesiątej rano.

Ledwie następnego dnia Helena zdążyła się umyć, ubrać i zjeść śniadanie gdy usłyszała dzwonek domofonu.

– Ale szybcy są – pomyślała. Nie mogliby się spóźnić tak choć z pół godziny?

Silna grupa dwóch osób wparowała do mieszkania i zabrała się do działania. Przesuwania, dywanu wysuwania, trzepaczki w pawlaczu szukania, z szafek wszystkiego wyjmowania. Bo na początku musi być chaos.

Aldona szybko i sprawnie przejrzała zawartość mebli kuchennych, przetarła je wodą z octem, skonsultowała z właścicielką co zostawią, a co wyrzucą lub przeniosą na działkę. Ustawiła pozostałe przedmioty i przeszły do szafy gdzie w tym samym trybie uporządkowały półki i szuflady.

Zza okna słychać było odgłosy trzepania i szum śmieciarek.

– To ja teraz umyję okna, a pani może się przejdzie lub zrobi zakupy, bo okno będzie otwarte – powiedziała Aldona. Tylko poproszę płyn, miskę,  gąbko-ściągaczkę oraz bawełniane szmatki. Ach, zapomniałabym, Wacek dał mi dla pani nowy, najmodniejszy  wzór ozdoby choinkowej.

– A co to takiego? – zdziwiła się seniorka.

– Jak to co? Błyskawica. Symbol strajku kobiet.

– Ach, rzeczywiście! A wygląda jak siedząca postać bez głowy. To kupię w sklepie papierniczym przy Nowowiejskiej czerwony karton i powycinam parę.

Napisano 20.12. 2020 r.

o mojej książce

jeśli ktoś jeszcze nie czytał mojej książki to może ten tekst go zachęci:

Olga Maria Szelc – redaktorka, radna osiedla Stare Miasto, jej blog ma nazwę: „zapisane chwilą”, a profil na facebooku: „Książki pod ręką”)

Napisała o mojej książce:

Wrocław, koty i…” to zbiór opowiadań Ireny Brojek, rodowitej wrocławianki. Pani Irena przez czterdzieści lat pracowała jako bibliotekarka i z niejednej biblioteki książki czytała.

W 1982 roku wymyśliła pierwsze w Polsce dress-party, czyli tak popularne dziś wymiany odzieży. Od 1997 roku robi kolaże i wyklejanki, tworzy biżuterię, ozdoby świąteczne i kartki okolicznościowe. Udziela się literacko i twórczo, prowadzi blog „kot na gałęzi”

Jak pisze sama autorka – „Wrocław, koty i…” to opowiadania prawie kryminalne, bo – oprócz pojawiających się tu i tam ofiar dziwnych zbrodni – jest jeszcze sporo innych wątków. Przede wszystkim ten związany z odwiecznym pytaniem „kto zabił i dlaczego”. Przy okazji wędrujemy z narratorką, zwiedzając wrocławskie osiedla i zabytki, a także i biblioteki. Pojawia się podróż w czasie… Czy coś z tym wspólnego mają wspomniane w tytule koty? Sami się domyślcie. Wszak koty to zwierzęta bardzo tajemnicze i obdarzone magicznymi mocami…

Główne bohaterki tych opowiadań to przyjaciółki: Irena i Ewa. Jest to więc też opowieść o przyjaźni, która przetrwała od wczesnej młodości po emeryturę i nadal bywa… wybuchowa. Obie panie mniej lub bardziej zgodnie tropią kolejne zbrodnie, przenoszą się w lata 70. i 80. – do Wrocławia, który – chociaż przeminął w rzeczywistości – nadal istnieje we wspomnieniach. Poznajemy również literackie, kulinarne i artystyczne upodobania bohaterek.

To taki dodatkowy smaczek.

Autorka zbioru opowiadań „Wrocław, koty i…” Irena Brojek,

co można przeczytać na okładce: „przed odejściem na emeryturę postanowiła napisać książkę, w której zabije wszystkich swoich wrogów”. Zrobiła to w brawurowym stylu, bawiąc się konwencjami i słowem. Opowiadania „Wrocław, koty i…” sprawią, że się uśmiechniecie i zachęcą Was do zwiedzania przeróżnych zakątków Wrocławia. I, oczywiście, jest w nich mnóstwo miłości do kotów!

Wirus ciągu dalszego (cz. 46)

Wacek z jednej strony wściekał się na trzymających władzę, a z drugiej nieustannie śledził bieżące wydarzenia. W piątek obejrzał wywiad Kolendy – Zaleskiej z Tuskiem, który opowiedział o spotkaniu, w Brukseli, z organizatorką i przywódczynią Ogólnopolskiego Strajku Kobiet Martą Lempart.

– Czy byliście oboje w maseczkach? – zapytała pani redaktor.

– Oczywiście, ja swoją mam po dziadku z Wehrmachtu – zażartował Tusk. Nie uściślił czy ona jest p/gaz J

– Jakże nam brakuje polityków inteligentnych i z dystansem do własnej osoby – pomyślał Wacek.

Obejrzał też  nagranie z 10 grudnia ze szpitala na Stadionie Narodowym. Głucho i pusto. Na 300 łóżek jest tam 19 pacjentów. Powód podawany przez rzecznika – bo pacjenci tam umieszczeni muszą się samodzielnie poruszać.

– Może i leczyć się powinni samodzielnie? – zapytał sam siebie Wacek. To po cholerę szpital na który z kasy NFZ są pobierane ogromne sumy. Nóż, siekiera oraz pila tarczowa się w kieszeni otwiera na takie szalbierstwo i kasy wyciąganie.

PIS chwali się sukcesem – mimo łamania konstytucji Unia dofinansuje Polskę. Myśmy to zrobili, nie chwalący się – za panem Zagłobą powtarzając. Bardzo siebie chwalą, choć Tusk zdradził, że premier o nic nie walczył tylko pokornie przyjął to co dali. Pewnie nie miał ze sobą zaufanego tłumacza a jego znajomość języków jest nie do  negocjowania raczej. Ziobro powiedział, że tylko „miękiszon” odpuszcza zamiast walczyć. Oj, nie lubią się panowie MM i ZZ. Ale PIS to partia oparta na nienawiści, więc to nic dziwnego.

W czasie protestu w obronie klimatu policja wciągnęła 19-latkę w kocioł, potem ciągnięto ja za szalik do auta i tak wykręcono lewą rękę, że jest złamana i wymaga operacji.

– Ja bym temu łamańcowi wykręcił nie tylko rękę – pomyślał Wacek i przełączył komputer na portal „Uwaga, śmieciarka jedzie”, aby zobaczyć co bliźni wyrzucili a mógłby wraz z Edkiem odnowić i wystawić na sprzedaż.

– Ooo, futerko z białego lisa oddają, może Aldona by chciała? Bo Kasia to raczej niechętna jest takiej odzieży ze zwierzątek zdzieranej.

– Moja renta mała, Edek i Aldona na lichym zasiłku, ona po domach z ankietami chodzić nie może, dobrze, że Kasia ma pracę a Helena emeryturę. Ale nie są to kokosy, najwyżej malutkie jabłuszka – westchnął. Podrapał się po głowie i rozmasował dłonie.

Ucieszył go pomysł posłanki Klaudii Jachiry z wrocławskiego Ołbina, aby czas antenowy TVP został przyznany nie tylko PIS ale i partiom opozycyjnym. W końcu jest utrzymywana z abonamentu i podatków wszystkich obywateli nie tylko członków rządzącej partii.

–  Genialnie proste acz niewykonalne – pomyślał Wacek. Może by jakąś petycję machnąć?

Czytał wiele razy wymądrzania się antycovidowców podpierając niby autorytetami, że żadnej pandemii nie ma a właśnie zmarł aktor Piotr Machalica.

– Głupich nie sieją, sami się rodzą – westchnął we wtorek 15 grudnia w Dzień Herbaty popijając świeżo zaparzoną liściastą.

Zadzwoniła komórka, wyświetliło się, że to Helena.

– Czy organizujemy wspólną Wigilię? – zapytała.

– Zaskoczyła mnie pani.

– Czas już o tym pomyśleć – powiedziała praktyczna seniorka.

– Ma pani rację, to ja zadzwonię do Kasi i Edka a potem dam pani znać.

– Jeśli będziemy razem to trzeba podzielić się obowiązkami, czyli co kto przygotuje. Weźcie pod uwagę, że będzie nas sześcioro ale nie powinniśmy szaleć z ilością jedzenia, aby nic się nie zmarnowało.

– Ja się podejmuję zrobić gar bigosu – zdeklarował Wacek.

– Świetnie, ja ugotuję kompot z suszonych owoców i upiekę makowiec.

– To co nam jeszcze zostaje?

– No przecież ryba i sałatka jarzynowa – zapomniałeś?

– Przez ostatnie lata sam byłem na święta.

– Biedaku, ale to już przeszłość, na szczęście.

– Ale, ale – podobno jest zarządzenie, że może być tylko pięć osób na Wigilii.

– Jak nasi trzymający władzę wymyślą jakieś zarządzenie to wszystko opada. Tak samo mądre jest to o dwóch godzinach dla seniorów na zakupy. Zdenerwowałam się, dzwoń do wszystkich, ja muszę się napić melisy.

– Pani Heleno, proszę się nie wyłączać, opowiem pani aktualny dowcip.

– Chętnie posłucham, bo jakoś brak mi powodów do śmiechu.

– Dzwoni facet na policję i mówi: informuję, że u sąsiadów jest dwanaście osób na Wigilii. Gdybyś pan nie był takim gnojkiem (użył gorszego określenia) to i ciebie by zaprosili – odpowiedział policjant.

– Ha, ha,, ha – dziękuję. A teraz idę na pocztę wrzucić listy z życzeniami do moich znajomych spoza Wrocławia.

– Dużo ich pani wysyła?

– Co roku kilkanaście, sama robię kartki to przynajmniej o tyle taniej, bo znaczki coraz droższe.

– Oj, zazdroszczę tym osobom, ja dawno nie dostałem kartki na święta.

– I właśnie poddałeś mi pomysł – dostaniecie ode mnie po takiej kartce z życzeniami.

– Pani to jest nie do przeceniania – pożegnał seniorkę Wacek.

Napisane 12 – 18. 12. 2020 r.

Kot potęgą jest

Katarzyna Berenika Miszczuk – Ja cię kocham, a ty miau, Wydawnictwo WAB 2020

WSTĘP: „Najmarniejszy kot jest arcydziełem” Leonardo da Vinci

O autorce:

Katarzyna Berenika Miszczuk urodziła się 2 września 1988 roku w Warszawie. Z wykształcenia jest lekarką. Pierwszą powieść napisała mając 14 lat, wydano ją trzy lata później. Jest autorką powieści obyczajowych, kryminałów, thrillerów, fantasy i książek dla młodzieży a także scenariuszy i opowiadań.

Niektóre z nich można pogrupować w serie: diabelsko – anielska; „Kwiat paproci”; „W lekarskim fartuchu”.

Ma dwa koty, które urządzają biegi o czwartej nad ranem. A w  Internecie swoją oficjalną stronę.

O książce:

Przez trzydzieści jeden  rozdziałów plus wstęp i epilog śledzimy przygody puszystego (nie tylko z powodu sierści) siedmioletniego kota imieniem Lord zakochanego w swojej opiekunce Ali Nawrockiej. Jest ona wysoką blondynką z kręconymi włosami i ilustratorką książek dla dzieci. Pewnego dnia otrzymuje list z zaproszeniem do udziału w konkursie zorganizowanym przez ekscentrycznego bogacza, który z dziesięciu kandydatów (wszyscy to artyści) chce wybrać swojego spadkobiercę. Do rezydencji położonej na odludziu Dolnego Śląska jadą oboje, kot w transporterze oczywiście.

Powieść zaczyna się jak u Hitchcocka czyli najpierw jest trzęsienie ziemi a potem napięcie wzrasta. No, czasem siada. Ale początek jest dobry – Lord wracając z nocnej wycieczki znajduje trupa jednego z artystów. 

To nie jest ponury skandynawski kryminał, więc autorka serwuje nam poczucie humoru, co widać, m.in., w tytułach rozdziałów, przykładowo: Fortuna kotem się toczy, Duma i zakłaczenie, Moje wielkie kocie wakacje, Koci zawodowiec, Najtrudniejszy pierwszy kot, Nawiedzony drapak, Kot da Vinci, Kotu bije dzwon.

Mimo tuszy Lord to bystrzak, uważa, że „większość artystów ma poprzewracane we łbach”. Nastawił się na objęcie spadku i postanowił zrobić co w jego mocy, aby Ala wygrała wyścig do kasy. W tym celu wędruje tunelami wentylacyjnymi, podsłuchuje i podpatruje – stara się jak może, aby zamieszkać w rezydencji i tarzać się, wraz z ukochaną Alą, w luksusie. Lord uważa, że żaden mężczyzna nie jest Ali potrzebny do szczęścia, bo przecież jest ON. A wyrosła mu konkurencja w postaci weterynarza, którego jedyną zaletą jest posiadanie kotki imieniem Marchewka.

Nie jest łatwo, bo pan domu niemiły, pomagają mu dwa oprychy ale choć tyle dobrego, że jeden z nich lubi koty. Artyści konkurenci patrzą na siebie wilkiem zamiast łagodnym kotem, wspomagają się ćpaniem i manipulowaniem. „Tu wszyscy kłamią. To przecież konkurs. Każdy dba tylko o siebie”.

A oto co myśli Lord o telefonach komórkowych: „Małe prostokątne urządzenia, które tylko hałasują, świecą i odciągają uwagę  od tego co ważne, czyli ode mnie”.

W dodatku akcja toczy się późną jesienią i dom zostaje odcięty od cywilizacji za pomocą śnieżnej zawieruchy. Zasypało ich na biało i zasięgu brak. Co im zostało? Strach, rany boskie, strach.

Mamy też podejrzenie, że pan domu jest złodziejem dzieł sztuki i neonazistą. Czy to prawda i kto wygrał dowiecie się z książki.

p.s. Czytałam tę książkę mając na stopach skarpetki w koci wzór.

Wirus mrożący krew (cz. 45)

Kolejny odcinek tej pandemiczno – optymistycznej powieści ukazuje się tu w każdą sobotę. Pod każdym tekstem wpisuję datę napisania, bo umieszczam aktualne wydarzenia. Co drugą środę wklejam recenzję książki lub inne opowiadanie. Miłej lektury 🙂

****************************************************************************

– Co tam, panie w polityce? – zapytała Helena Wacka, dzwoniąc do niego niespodziewanie pewnego grudniowego dnia gdy śnieg przykrył domy, drzewa, krzewy i psie kupy wszędzie.

– Chińczyki trzymają się mocno – odpowiedział rozmówca albowiem czytał dramat i oglądał wersję filmową „Wesela” Wyspiańskiego.

– Wuhan, źródło covida19, pewnie także – stwierdziła seniorka. A wiesz, że niedługo nas będą szczepić, bo seniorów w pierwszej kolejności ma to objąć?

– Trochę się tego boję choć zapewniają, że szczepionka jest bezpieczna. Trzeba więc pisać testamenty, żeby spadkobiercy nie mieli kłopotu to naszym odejściu.

– Ja już dawno napisałam, a ty? – podpytała rozmówczyni.

– Jeszcze nie, ale ma pani rację. Znajdę w Internecie jak to zrobić. Dziękuję za radę.

W przedmikołajową sobotę hucznie obchodzono 29. rocznicę powstania Radia Maryja i z tej okazji Rydzyk w kazaniu powiedział: „To, że ksiądz zgrzeszył, no zgrzeszył. A kto nie ma pokus? Niech się pokaże”.

Poza tym według niego kaliski biskup Janiak (antybohater filmu dokumentalnego o pedofilii „Zabawa w chowanego braci Sekielskich) jest męczennikiem. Papież go usunął z biskupstwa ale co tam. Rydzyk wie lepiej.

I to wszystko w obecności polityków PIS, w tym Ministra Sprawiedliwości Ziobry. Oczywiście wierni nie przestrzegali nakazanej odległości między sobą. 

No i nieważne, że prymas Polski przeprosił za zachowanie (ukrywanie pedofilii) tego biskupa i zgłosił sprawę do Watykanu.

– Kościół katolicki niszczony jest rękoma (i nie tylko) księży i biskupów – pomyślał Wacek czytając te wiadomości w Internecie. Nawet Helena przestala przyjmować księdza po kolędzie, nie mówiąc o mnie, Kasi, Edku i Aldonie. Bardzo sprawnie i konsekwentnie podcinają gałąź na której siedzą. Coraz więcej osób dokonuje apostazji a większość duchowieństwa ciągle nic nie widzi, nie słyszy i obraża ludzi swoimi wypowiedziami. Kłamstwo powtarzane sto razy staje się prawdą ale tylko dla tych bezmyślnych.

„Wątpliwość – minimalna praca mózgu”.

Rozbawiła go, ale dość gorzko, odpowiedź prezydenta na pytanie czy zatrudniłby osobę LGBT w swojej kancelarii: „Nie wyobrażam sobie, aby ktoś półnagi paradował po kancelarii”.

– No, nie wiedziałem, że te osoby wszędzie i zawsze są półnagie. Muszę zapytać swoich znajomych LGBT dlaczego chodzą całkowicie ubrani.  Ale sądząc po węgierskim homofonicznym polityku, który półnagi uciekał po rynnie z orgietki to może rzeczywiście tak bywa. Ale tylko na i zaraz po takich imprezach rozpędzonych przez policję – stwierdził Wacek. Chyba musze się napić melisy tak jak robi to Helena. Chociaż tak naprawdę to obecnej rzeczywistości „bez wodki nie razbieriosz”.

We wtorek przeczytał, że Orlen kontrolowany przez PiS kupił grupę wydawniczą Polska Press. Czyli będzie kontrolował/cenzurował 20 z 24.  dzienników regionalnych i 500 portali internetowych.

– No, chyba się porzygam albo komuś dam w mordę –  stwierdził. Tylko komu? Słabszemu nie bo szkoda, mocniejszemu też nie, bo odda. Jak żyć?

W czwartek media podały, że Rosjanie są bardzo niechętni szczepionkom antycovidovym, bo przyjęcie jej wymaga miesięcznej abstynencji.

Szkoda, że picie alkoholu nie niszczy wszelkich wirusów i bakterii – powiedział Edek do Aldony. A kot Darek potwierdził to głośnym MIAU.

– Przecież ty nie pijesz procentów – zdziwił się jego niewolnik i podnóżek w postaci faceta.

– On cię tak kocha, że pewnie piłby razem z tobą – złośliwie zażartowała Aldona.

– Daruś, czy ty słyszysz co ona gada? Przecież ja już nie piję. A propos kiedy będzie obiad?

– Ty najpierw nakarm kota, widzisz przecież, że kręci się wokół miski i trąca ją łapką.

– Jasne, widać kto tu jest najważniejszy – ze smutkiem stwierdził Edek, wstał z ulubionego fotela i sięgnął po saszetkę z karmą.

– Wodę też mu zmień, ale daj przegotowaną, bo tylko taką lubi.

– Przecież wiem, nie musisz mi przypominać.

– Ale tego czy słodzę kawę to nie pamiętasz – poskarżyła się kobieta wsypując makaron do gotującej się wody.

– Oj, Donka – najważniejsze, że sama  wiesz co lubisz. A będzie trochę mięsa do tego makaronu? – zapytał pan domu zaglądając do garnka i podciągając spodnie.

– Będzie, będzie, ty mięsożerco – zaśmiała się Aldona przysmażając cebulę na patelni. Wiesz, że „Kot w odróżnieni u od ludzi, nie pije, nie pali i nie marudzi”?

– To znaczy, że ja marudzę?

– Przypominam, że ludzie to także kobiety są, nie tylko faceci.

– Morza nie wypijesz, kobiety nie przegadasz – mruknął Edek.

Napisano 7- 10 .12.2020 r.