Drodzy Czytelnicy – pisanie to dla mnie jedna z form masowania szarych komórek, aby nie zanikły. Momentami jest to też dobra zabawa proszę więc nie oczekiwać zbyt wiele, czyli traktować teksty z dystansem. Dziękuję.
Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Prywatne zdarzenia wplatam w kolejne odcinki część z nich jest prawdziwa, a mniejsza część wymyślona.
***********************************************************
poniedziałek
I rzeczywiście jest dziś upał – 26 stopni pana C.
Odwołano moje załatwianie sprawy urzędowej, bo nie mają tam prądu. Roboty uliczne ukradły?
Odbiór telewizji nadal niepełny – tzn. nie działa funkcja „przypomnienie”. Cwana sieć na mój wkurzony mail odpowiedziała, że ma 30 dni na reakcję. Ale płacić to muszę w terminie.
Zawiozłam torbę rzeczy do sklepu dobroczynnego, przeszłam przez park do sklepów. Z przykrością zauważyłam, że likwidują sklep papierniczo – zabawkarski. To już trzeci w najbliższej okolicy. Tak, codziennie kupowałam tony zabawek i papieru oraz innych artykułów.
Rozpoczęłam sezon na zjadanie bobu. Lubię tylko ten młody.
W ramach Dyskusyjnego Klubu książki czytamy Małgorzaty Czyńskiej „Zgiełk serca. Opowieść o Marii Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej”. Autorka skupia się na życiu emocjonalnym poetki, często cytując jej wiersze. Dla mnie to dość monotonne i mało interesujące.
Ale będąc w sklepie dobroczynnym zajrzałam do ich lokalu w suterynie gdzie są m.in. książki i na regale przy kasie, wśród różności zauważyłam mini tomik 5,5 cm x 6,5 cm tej poetki pod tytułem „Dancing, Karnet balowy”, wydany przez Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe w 1983 roku, w serii „Bibliofilska edycja miniatur”. Kosztował wtedy 140 złotych. Ja kupiłam za siedem.
Zamieszczono notkę „Podstawą tej edycji był tomik wydany przez F. Hoesticka w roku 1927.
Chwila na werandzie
Wicher u okiennic zgrzyta
Drzewa są raz głośniejsze raz cichsze
A księżyc jest jak pierś srebrzysta
Z miłości
Na wichrze odkryta.
********************************************
Przedwiośnie
Dwa obłoki na pustem niebie
I my w oknie salonu sami
Chmury tulą się mocno do siebie
Cicho krzycząc błyskawicami
Wtorek
Przyjemny chłodek w gabinecie masażu.
Truskawki w najbliższym warzywniaku kosztują 21 złotych.
Kurier przyniósł sąsiadce kwiatek od syna z okazji Dnia Matki a jej nie ma ani nie odpowiada na telefon. Prezent stoi u mnie w przedpokoju a na drzwiach sąsiadki nakleiłam karteczkę z informacją.
Zadzwonił do mnie pracownik sieci dostarczającej TV, Internet i telefon i zapytał czy umiałabym sama naprawić sobie telewizyjną usterkę. Nawet nie zapytałam w jaki sposób, bo poprzednia rada nie zadziałała. Przyślą jutro fachowca, upewniłam się, że usługa będzie bezpłatna.
Ha, ha, ha. Otworzyłam pocztę mailową a tam aż dwa dotyczące płatnej usługi jaką, niby, zamówiłam. No, oszaleć można. To zadzwoniłam do nich, nie dogadałam się z wirtualną asystentką ale wreszcie mnie połączyła z człowiekiem i sprawę wyjaśniłam, że jednak usługa będzie bezpłatna, bo dostałam bonus. To po cholerę wysyłają maile i denerwują klienta. Takie mają ulubione rozrywki?
Piątek
W środę kolejna mała sprawa urzędowa załatwiona. Posiłek regeneracyjny także.
W czwartek przyjechał technik z sieci i zaczął mi, jak jakiej głupiej, pokazywać jak się ustawia funkcję „przypomnienie”. Uświadomiłam go, że to umiem ale nie działa. Orzekł, ze to wina dekodera i mogę iść do galerii gdzie jest stoisko tej sieci, aby wymienić ten sprzęt. A tu niespodziewanka, funkcja zaczęła działać. Sama z siebie czy moje interwencje zadziałały? Nie wiem.
Początek nowej sprawy. W dodatku z trudnym dojazdem z powodu dużego remontu ulicy z niebezpiecznymi dla pasażerów przystankami.
I zajęcia literackie z dr Magdą Wieteską na których przeczytałam ten tekst zainspirowany doświadczeniami uczestników. Słowa uznawane za obelżywe są cytatem a nie moim sposobem na kontakty międzyludzkie.
W wiosenny pogodny dzień ludzie chętnie wychodzą z domu ale nie zawsze są w dobrym nastroju.
Seniorka wyrzuciła śmieci i mijając, siedzącego na ławeczce zmęczonego życiem mężczyznę, usłyszała:
– Kierowniczko, pani da pięć złotych, głodny jestem.
– Nic nie dam, bo pewnie je przepijesz.
– Wredna stara baba, wredna stara rura – wyrzucił z siebie zawiedziony niedopity.
– A idź ty, pijaku do diabła – odesłała go seniorka i obsypała, wyciągniętym z kieszeni, pieprzem.
Na środku podwórka stała zjeżdżalnia i huśtawki.
Kulejąca dziewczynka podeszła do stojącej obok sprzętu młodej kobiety i powiedziała:
– Zobacz ciociu, zjechałam i w kolano się uderzyłam ale nie boli.
Kobieta pogłaskała małą po głowie, a do stojącego przy niej mężczyzny rzuciła:
– Jakbym chciała dziecko to bym ci, kurwa, powiedziała.
Niebo zagrzmiało.
KONIEC
Lubię gdy uda mi się wykonać zaplanowane zadania. Ale przecież nie może iść jak z płatka. Te róże muszą mieć kolce.
Są, w tym wypadku, remonty uliczne dzięki czemu trzeba zasuwać per pedes apostolorum zamiast wozić 4 litery z pozostałościami miejskim transportem.
Tak więc zasuwałam do apteki gdzie wczoraj zamówiłam płyn argol no i okazało się, że go nie dostarczono. Nie, to nie.
Przymusowo przeszłam przez pół sąsiedniego osiedla po drodze nabywając pieczywo, odwiedzając bankomat i zauważając nieopodal dwóch młodzieńców siedzących na kupkach piachu blisko niedużego wykopu. Bohaterowie są zmęczeni?
Lek nabyłam w innej aptece, wstąpiłam też do sklepu odzieżowego gdzie kontaktowa ekspedientka poskarżyła się, że ma coraz mniej klientek, bo większość kupuje przez Internet. W dodatku sama nabrała się na taką ofertę, bo sukienka, którą się zachwyciła i nabyła okazała się poliestrową wyblakłą szmatą.
No i jakby na zakończenie pięknego dnia zapukała do mnie młodziutka sąsiadka z parteru z pytaniem czy widziałam pod ich drzwiami paczkę. Tak, widziałam i wychodząc, i wracając. Nawet mignęło mi, aby przesyłkę zabrać i zostawić karteczkę, że jest u mnie. Szkoda, że nie posłuchałam intuicji, bo ktoś sobie paczkę przytulił. Mam nadzieję, że zawarte w niej kosmetyki mu/jej zaszkodzą.