Upalne miasto 196
Drodzy Czytelnicy – pisanie to dla mnie jedna z form masowania szarych komórek, aby nie zanikły. Momentami jest to też dobra zabawa proszę więc nie oczekiwać zbyt wiele, czyli traktować teksty z dystansem. Dziękuję.
Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Prywatne zdarzenia wplatam w kolejne odcinki część z nich jest prawdziwa, a mniejsza część wymyślona.
*******************************************************
Środa 20.05. 26 r.
I rzeczywiście zrobiło się trochę upalnie.
O jakiegoś czasu fiksuje mi odbiór telewizji, nie włączają się przypomnienia a czasem pojawia pytanie czy jestem pełnoletnia bez możności potwierdzenia. Tak, wysłałam informację do sieci. Dwa razy. I w czwartek o nieboskiej godzinie rannej, czyli o 8, 40 zadzwoniono z biura obsługi sieci. Dowiedziałam się, po sprawdzeniu wielu moich danych (nie, o pin do karty nie pytali), że dekoder jest w porządku i mam go odłączyć od prądu na piętnaście minut a potem włączyć. Nie, nie konwersowaliśmy przez te minuty. Ja się myłam a pracownik pewnie odhaczał kolejną sprawę i popijał matchę.
Z Internetu:
Matcha to sproszkowana, wysokogatunkowa zielona herbata, pochodząca głównie z Japonii. Produkowana jest z liści herbaty Camellia sinensis, które są specjalnie uprawiane, zbierane oraz przetwarzane, by osiągnąć wyjątkowe właściwości.
Liście przeznaczone na matchę są zacieniane przez około 3-4 tygodnie przed zbiorami. Dzięki temu wzrasta produkcja chlorofilu oraz aminokwasów, szczególnie L-teaniny, co nadaje matchy jej unikalny smak i intensywny, zielony kolor. Po zbiorach liście są parzone, suszone, pozbawiane nerwów i mielone na drobny proszek – właśnie ten proszek finalnie znamy jako matchę.
Smak matchy jest wyjątkowy i nieco odmienny od klasycznej zielonej herbaty. Wyróżnia go kilka kluczowych cech:
- Roślinna świeżość: intensywny, świeży smak przypominający młode liście, trawę czy nawet lekko morskie nuty.
- Lekka goryczka: delikatna, ale wyczuwalna, balansująca słodycz, zwłaszcza w ceremonialnych odmianach matchy.
- Naturalna słodycz (umami): matcha posiada subtelne, słodkawe nuty umami, wynikające z wysokiej zawartości L-teaniny.
- Kremowa konsystencja: dobrze przygotowana matcha ma kremową, aksamitną teksturę, co znacząco wpływa na wrażenia smakowe.
Smak matchy może różnić się w zależności od jakości proszku:
- Matcha ceremonialna: najwyższa jakość, intensywny kolor, smak słodkawy, bogaty, o minimalnej goryczce.
- Matcha kulinarna: nieco bardziej gorzka, intensywniejsza, używana do gotowania i przyrządzania deserów.
Dzisiaj próbowałam załatwić dwie, ciągnące się od trzech lat, sprawy urzędowe ale udało się tylko połowicznie. Bo muszą nabrać mocy urzędowej za pomocą przejścia przez różne oddziały, komórki i ręce, aby wreszcie podjęto decyzję. Głowa mnie boli od tych ciągłych wyjaśnień: bo wie pani takie mamy procedury. Procedury się liczą a nie czas, energia i zdrowie klienta.
Na podtrzymanie nadwątlonej kondycji poszłam do baru „Witaminka” na lody i świeżo wyciskany sok grejpfrutowy. Po drodze kupiłam trochę truskawek i na deser po obiedzie w domu zrobiłam sobie koktajl jogurtowy.
Wczoraj w czasie zakupów nabyłam m.in. olej rzepakowy. A o roślinie z której robi się to płynne złoto autor profilu na fb „Zwierzęta są głupie i rośliny też” pisze tak:
Rzepak (olej wszystko i śmiedź ludziom) wali jak siedzenie w PKSie i wygląda jakby stado słoni popuściło w pole. Widać to nawet z kosmosu. W Polsce (3 miejsce w UE) rzepak uprawia się na milionie hektarów. Kosmici to widzą, zawracają nad Radomiem i lecą do Stanów Zjednoczonych, które nie śmierdzą gnojem tylko są przez niego rządzone.
Uuu teraz to autor pojechał. Tak wpływa wdychanie rzepakowego sztynksu na szare komórki (samotnice). Robią się zażółcone jak gęśla jaźń. I jak sukienki tych biednych dziewcząt, które dają nura w rzepakowe chaszcze w celach instagramowych.
A rzepak to nawet nie jest uczciwa roślina tylko owoc międzygatunkowego romansu kapusty (Brassica oleracea) i rzepy (Brassica rapa). Badania rzepaczego genomu wykazały, że do roślinnego mezaliansu doszło w co najmniej czterech miejscach niezależnie od siebie.
Rzepak odziedziczył po mamie i mamie pełen zestaw chromosomów (20 po rzepie i 18 po kapuście). Czyli ma ich łącznie 38, badylarz zachłanny. Ale nie od razu można było je sobie wycisnąć na patelnię albo stłoczyć w paśmie reklamowym. Początkowo rzepak był rośliną przemysłową. Oleju używano do smarowania silników parowych bo jako jeden z niewielu dobrze trzyma się mokrego metalu. Palono nim również w lampach. U nas pojawił się w średniowieczu, ale Chińczycy smrodzili nim już 4000 lat temu.
Dzisiejsza popularność rzepaku to wina Hitlera. W 1940 roku odcięto dostawy rzepaku z Europy i Azji do Ameryki Północnej, więc za produkcję wzięli się Kanadyjczycy. Tak się wzięli, że są obecnie obok Chin i UE największą rzepakową potęgą. Potrzebowali oleju i smarów rzepakowych bo cała masa amerykańskich okrętów, szczególnie transportowych nadal zasuwała na parę. No, ale technologia idzie do przodu, a wojny się kiedyś kończą, mimo naszych najlepszych starań i człowiek zostaje z górą rzepaku polskiego pochodzenia.
Pierwsze ziarna tej tłustej zarazy zasiał w krainie niedźwiedzi klonowych emigrant z Polski, niejaki Fred Solovonuk. Przysłał mu je kumpel prosto z ojczyzny bo szkoda mu było dać bobu. Trzeba było kilkudziesięciu lat żeby w 1978 również Kanadyjczycy opracowali olej Canola, czyli Canadian Oil, Low Acid – pozbawiony tego co szkodziło nam w rzepaku przemysłowym. Chodzi o kwas erukowy i glukozynolany, które psują serca konsumentom natury niestatkowej.
Tak duża popularność rzepaku w Polsce to stosunkowo nowa sytuacja. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o biodiesla. To przepisy UE dotyczące obowiązkowych dodatków z roślin, zamiast po bożemu z przeterminowanych dinozaurów, odpowiadają za to, że nam zżołkła Polska.
Pszczoły liżą rzepak. I to efektywnie. Z jednego hektara można uzyskać 30-100 kilogramów miodu. Trzeba go tylko szybko podpierdzielić pszczołom, to znaczy odwirować bo inaczej się skrystalizuje. Miód rzepakowy zawiera znacznie więcej glukozy niż inne miody. Glukoza krystalizuje się szybciej niż fruktoza żeby dało się z niej robić kostki do herbaty.
Problem z rzepakiem i wszystkimi monokulturami jest taki, że kwitnie w ściśle określonym czasie, a jeść trzeba również kiedy go zabraknie. Zapylacze na obszarach zdominowanych przez rzepak mają jak ludzie, którym ktoś otworzy darmowego mcdonaldsa na 3 miesiące, a potem zamknie wszystkie sklepy w okolicy – przekichane.
No właśnie, a co z alergią na rzepak? Pstro. Badania wykazały, że tylko 0,2 % ludzi wykazuje reakcją alergiczną na pyłek rzepaku, który w dodatku jest w cholere ciężki i lepki bo musi czepiać się tych nieszczęsnych pszczółek. Żeby się nawdychać rzepakowego pyłku trzeba by stać 50 metrów od pola, czego nie polecam bo można dostać łatkę rzepiakary. Albo jeszcze gorzej – numer.
Jeżeli kogoś zatyka w pobliżu rzepaku to prawdopodobnie chodzi o jego zapach, który 1000 nosów wysłał w morze albo o reakcję krzyżową z pyłkami brzóz i trawy. No i jeszcze osoby pracujące przy rzepaku mogą dostać rzepakowej astmy, ale od wdychania pyłu z nasion i łuszczyn co już zasadniczo nie jest winą rzepaku. Natura jest wspaniała, a ludzie jeszcze gorsi.
Czwartek – piątek
Kolejna urzędowa sprawa, kolejne lody jako posiłek regeneracyjny. Ciąg dalszy jeszcze będzie następować. W ten sposób, od kilku lat, poznaję naszą urzędową rzeczywistość i jej koszta.
Awaria odbioru telewizji nie naprawiona. W dodatku mailowo i sms-owo wmawia mi się, że to zrobili. No, szczyt bezczelności i arogancji. Napisałam maila, że niczego nie naprawili i wypraszam sobie traktowanie mnie jak idiotki, która nie wie co widzi a czego nie. Płacę za to, aby odbiór był prawidłowy a nie za samozadowolenie pracowników dostawcy.
Spacer po Ogrodzie Botanicznym, dużo kwitnących krzewów i kwiatów. Sporo remontów i zmian mających tam nastąpić. Rechoczące żabki w małym stawie. Przekwitłe lub przekwitające tulipany. Dużo różnokolorowych azalii. Bratki, nawet piwonie.
Irysy ale toffi nie zauważyłam – już słyszę ten komentarz: a ta autorka to tylko o słodyczach.
Dwie fontanny i jeden mały wodospad.
Co najważniejsze mało spacerujących. Ogród nie jest duży ale dziwne, że wciąż natykałam się albo widziałam parę w której dziewczyna miała na sobie czarną sukienkę z szerokimi koronkowymi, niesymetrycznymi wstawkami, czarnym makijażem i włosami. Ledwo się powstrzymałam, aby nie zrobić jej zdjęcia.
Poszłam, na wzmocnienie wypić kawę i polizać lody. Usiadłam z dala od nielicznych konsumujących ale i tak usłyszałam rozmawiające seniorki. Jedna doniosła, że jej znajoma przywiozła miód z granatem z Czarnogóry. Powściągnęłam chęć zapytania jej czy wybuchł w czasie podróży, czy może już na miejscu.
A potem rozwinęła się im rozmowa o jedzeniu i tanim jego kupowaniu w marketach.
Lepszy taki temat niż polityka lub narzekanie.