Wirus smutny bardzo (cz. 80)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

***************************************************************

Helenie zawroty głowy mimo zażywania leku nie mijały. Zalecono jej kontakt z neurologie, okulistą i laryngologiem. Neurolog nafunduszowy dostępny był dopiero po koniec lipca. Zarejestrowała się ale po kilku dniach postanowiła pójść prywatnie. Dostała od niego skierowania na badania ale okazało się, że to skutkuje opłatą za każde. Jesteś taka bogata, że płacisz za wizytę to bul i za resztę. Lekarz jej o tym nie poinformował. Mało profesjonalnie.

– Jestem jak pijane dziecko we mgle – pomyślała zdegustowana Helena.

Pół dnia zabrało jej dzwonienie po przychodniach i szpitalach, aby w konkluzji dostać jeszcze większych zawirowań i bólu głowy. Szczególnie gdy usłyszała ceny rezonansu magnetycznego.

– A może by tak spokojnie sobie umrzeć? – pomyślała z czarnym humorem. Bo ta nasza służba zdrowia przecież tylko pogłębia stany chorobowe.

Była nadzieja, że oświadczenie Fundacji Olgi Tokarczuk o przekazaniu tych książek na licytację dla LGBT powstrzyma kogoś od odsyłania jej książek ale to nie u nas. Trzydziestu jeden wyznawców PiS odesłało, z obraźliwymi napisami lub powycinanymi kartkami. Podejrzewam zorganizowaną akcję. Ciekawam czy nadawcy podali swoje prawdziwe dane. Jest przyzwolenie na nienawiść, brak tolerancji dla inności i niszczenie kultury.

A kto pomaga pogorzelcom w Nowej Białej? Czyżby szczodre obietnice składający premier i jego podwładni? Absolutnie nie! Robią to wolontariusze, ludzie dobrej woli a karmią ich restauratorzy z Podhala i nie tylko. A jak mieszkańcy będą głosować w najbliższych wyborach, kto zgadnie?

Jest i dobra wiadomość, że arcybiskup Sławoj Leszek Głódź został wójtem w sołectwie Piaski, to część jego rodzinnej Bobrówki. W kwietniu rada miejska Białegostoku pozbawiła Głodzia tytułu Honorowego Obywatela co było skutkiem decyzji papieża o odsunięciu go z arcybiskupstwa.

– No to będą teraz wszyscy imprezować przez cały rok, bo nowy wójt to bardzo lubi – podsumował Wacek. A że ma kilka domów to miejsca mnóstwo. Jeden z nich miał być dla księży seniorów ale stoi pusty. Posiadłościami i ludźmi zatrudnionymi zarządza żona bratanka, której wszyscy się boją. Nie może rządzić owieczkami jako biskup to chociaż jako sołtys. Współczuję mieszkańcom.

Krystyna P. sędzia Trybunału (nie)Konstytucyjnego zażądała od Szwedów zwrotu dóbr zagrabionych w czasie potopu. Nie zna historii swojej ojczyzny i nie wie, że w traktacie pokojowym w Oliwie załatwiono tę sprawę.

Aldona przekazała Edkowi w trakcie obiadu:

– A wiesz, że najcichsza z polskich prezydentowych Agata Duda otrzymała Medal. Św. Brata Alberta za: „Działalność społeczną na rzecz osób niepełnosprawnych”.

– I słusznie, głównie na rzecz męża – odpowiedział między kęsami.

– Miau – potwierdził Kot Darek i zaczął wylizywać sobie podogonie.

– A papież Franciszek ma rozpocząć dochodzenie w sprawie Stanisława Dziwisza – dodała dobrą nowinę kobieta. I przedstawicielki Ogólnopolskiego Strajku Kobiet odebrały Nagrodę Miasta Wrocławia.  Bo im się należało – uprzedziła ewentualną mizoginiczną uwagę Edka.

– Ale przez Czechy przeszło tornado – tą informacją zrównoważył powyższe ponurak.

– Mają lepszy rząd, który nie ostawi ich bez pomocy.

– Odwrotnie niż nasz premier obiecuszek – kłamczuszek.

– Nie tylko w tej części Europy źle się dzieje, na Florydzie zawalił się budynek i kilka osób nie żyje.

– U nas biedny prezes WUC ma zgryz bo 25 posłów opuściło PiS.

– Czyżby szczury uciekały z tonącego statku?

Kot Darek – Podarek otarł się o nogi swego pana i wskoczył na sąsiednie krzesło.

– Miau – odezwał się prosząco.

– Głodny jesteś? – zapytał Edek.

– No, pewnie – sam jesz a o kocie zapomniałeś – Aldona wbiła szpileczkę  w męskie ego.

Edek westchnął, wstał, podciągnął spodnie i wyciągnął z szafki saszetkę z kocim przysmakiem.

– Masz tu swoją dolę – powiedział.

Darek powoli zeskoczył z krzesła, obszedł stół, usiadł, podrapał się po uchu, wylizał ogonek a potem leniwie odszedł do miski.

– No, popatrz – wyraźnie łaskę mi robi – obruszył się Edek.

– Bo wie, że on jest twoim panem a nie ty jego. I dawno powinieneś się był z tym pogodzić. A jutro idziemy na działkę bo jest  tam dużo roboty.

– To pójdę do Wacka i powiem, żeby też przyszedł. W kupie raźniej.

– I mniej pracy dla ciebie – kąśliwie podsumowała Aldona zbierając talerze ze stołu.

Napisane 23 – 26. 06. 2021 r.

Pies w hotelu

Marta Matyszczak – Morderstwo w Hotelu Kattowitz, Wydawn. Dolnośląskie, Wrocław, 2019,  seria: „kryminał pod psem” t. 5

WSTĘP: „Bo gdy otwieram oczy to kocham to co widzę” Miuosh – „Piąta strona świata”

O autorce:

Marta Matyszczak urodziła się w Chorzowie. Ukończyła politologię o specjalności dziennikarskiej na Uniwersytecie Śląskim. Jest dziennikarką, autorką scenariuszy, fars teatralnych i gier typu Virtual Reality.

Prowadzi w Internecie Kawiarenkę Kryminalną portal poświęcony literaturze kryminalnej.

Napisała cykl ośmiu „kryminałów pod psem”, jest nim Gucio, kundel przygarnięty ze schroniska.

O książce:

Kolejne rozdziały zatytułowane są cytatami z utworów Miuosha (Michał Paweł Borycki) rapera i producenta muzycznego.

I tak rozdział 1 to „Ciemna zemsta nieba”, r. 2 – „Noże w plecach to moje trofea”. I tak dalej w tym stylu. A, przecież to kryminał.

Zaczyna się też okrutnie – prywatny detektyw Szymon Solański jedzie ze swoim psem do weterynarza na kastrację. Trójnogi Gucio odpłaca się kupą.

Jednak tu sprawca jest znany, odwrotnie niż w przypadku trupa piosenkarki DJ Dzidzi. Jej trup leży z nożem wbitym w plecy na siódmym piętrze hotelu i nasze dzielne organa idąc po najmniejszej linii oporu zamykają kogo nie trzeba. Może zabito ją bo masakrycznie fałszowała?

Żeby było bardziej ponuro akcja toczy się zimą, tuż przed Bożym Narodzeniem a więc zawieje i zamiecie utrudniają życie.

W rozwiązywaniu zagadki pomaga a zarazem przeszkadza Szymonowi dziennikarka Róża Kwiatkowska, której uroda nie przypomina królowej kwiatów za to kolce współgrają z charakterem. Róża ma kotkę Brunhildę – nie lubią się z wzajemnością. Ale matka Róży została przez kicię zaakceptowana.

Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie przez Gucia, w trzeciej przez pozostałe osoby. Pies ważniejszy przecież.

Greckim chórem komentującym wydarzenia są dwaj Ślązacy Alojz i Pejter, portierzy teatralni i czytelnicy plotkarskiego portalu.

Każda z postaci, nawet te drugoplanowe, jest wyraziście i często z poczuciem humoru,  opisana przez autorkę. Stworzyła postaci nietuzinkowe, czasem  zabawne, postępujące bezsensownie, niezrozumiale lub  głupio. Niepotrzebne skreślić.

Solański często wyglądał „…jak idź sobie stąd i nie wracaj”, z początku bogaty przeputał pieniądze bo jest hazardzistą. Był kiedyś w Irlandii (miejscowość Galway), nie ma duszy sportowca, kocha Różę, którą odstresowuje wyprowadzanie na spacer psów ze schroniska. Matka Róży lekarka chirurg jest menedżerką w tytułowym hotelu. Córka próbuje wyjść za mąż za Łukasza Bóla ale Szymek robi im wbrew. Goły policjant biegnie wzdłuż torów tramwajowych a przyglądają się temu Szymon, Gucio i portierzy. Kupa śmiechu.

Treść książki, czyli wyjaśnianie kto zabił jest zagmatwane przez ilość wątków, postaci i dokładnych opisów miasta. I to nie była dobra koncepcja.

Wirus porażek (cz. 79)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

************************************************************************

Edek siedział przed telewizorem i w ramach masochizmu oglądał powtórkę meczu.

– I po co to robisz? Nie wystarczy ci wczorajsza porażka? Chcesz się zdołować?

– Milcz kobieto, ty tego nie zrozumiesz. Mówią, że piłkarze specjalnie przegrali, żeby PiS nie mógł ogłosić, że wygrana to ich zasługa, ha, ha, ha.

– Ale popatrz, nawet Darek położył się tyłem do telewizora. Mądry kotek – Dona pogłaskała zwierzątko. A meczu w którym Polki wygrały to tak nie nagłaśniają i nie komentują – feministycznie zauważyła.

– Ciesz się, że w Rzeszowie zostanie prezydentem Fijołek nie-pisowiec.

– To kropla w morzu potrzeb. Przecież Rzecznikiem Praw Obywatelskich będzie kobieta namaszczona przez nich jeśli senat też tę kandydaturę zatwierdzi.

– Bo jeszcze wielu polityków ma luzy w inteligencji.

– Toś dobrze powiedział. Przydałoby się te luzy wypełnić czymś mądrym.

– Trzeba by im zrobić trepanację czaszki.

Helena od paru dni zauważyła, że ma zawroty głowy. Musiała rano bardzo ostrożnie wstawać a potem tak samo poruszać się po domu i ulicy. Od lekarza usłyszała, że ma się postarać o skierowania do neurologa, okulisty i laryngologa oraz zrobić usg tętnic dogłowowych.

Zadzwoniła do przychodni, okazało się, że teraz są nie tylko e-recepty ale i e-skierowania.  

– Nie znoszę chodzenia po lekarzach – westchnęła. I poszła do Kawiarni Sąsiedzkiej „Firleja” na zajęcia rękodzielnicze. Wcześniej kupiła w lumpexie, za dwa złote, dżinsy. I w miłym towarzystwie prawie uszyła sobie torbę na zakupy oraz kapcie. Siedziała teraz w fotelu i wykańczała obie prace. Do torby doszywała uchwyty, czyli rączki. Nóżek nie trzeba było. Jeśli chodzi o nóżki to kapcie ale to dopiero jutro – postanowiła.

Przypomniała sobie jak ktoś kiedyś zapytał ją dlaczego nie chodzi do kościoła.

– Bo jestem wierząca – opowiedziała podobnie jak Tadeusz Konwicki.

Ukłuła się igłą słysząc, że rosyjskie portale zacytowały służbowe maile z prywatnej skrzynki mailowej Dworczyka. Politykom nie wolno w prywatnych skrzynkach przesyłać oficjalnych dokumentów. Hilary Clinton tak robiła i przegrała wybory prezydenckie.

Morawiecki na pytanie dziennikarki czy też w sprawach służbowych korzysta z prywatnej skrzynki wygłosił przemówienie: długie, głupie, nudne i nie na temat.

16 czerwca ma być w Genewie spotkanie prezydent USA Joe Biden – Putin. Helenie przypomniał się Chruszczow, który przemawiając w ONZ walił butem w mównicę. Putin raczej wyciągnąłby spluwę.

Za to Kaczyński ogłosił, że Rosja ma plany napadu na Polskę. Po to, żeby nam oddać wrak samolotu czy pomóc wybudować obiecane mieszkania i autostrady?

18 czerwca urodziny obchodzi WUC czyli Jar-Kacz. Na FB zapytano czego mu życzymy. Ja, aby wreszcie zrozumiał co, od wielu lat, robi i że doprowadza kraj oraz ludzi do upadku moralnego i gospodarczego.

Jest takie powiedzenie: „Jeśli sumienie cię nie gryzie to znaczy, że się już najadło”. Dla mnie to znaczy, że nie pomoże mu nic, nic się nie zmieni.

Czy to z tej okazji biskup Jędraszewski powiedział, że Polacy powinni podziękować Bogu za braci Kaczyńskich?

We wsi  Nowa Biała (Małopolska) w sobotę 19 czerwca pożar strawił 44 budynki – domy mieszkalne i gospodarcze. Dziewięć osób jest w szpitalu. Premier przyjechał i obiecał pomoc. Nos przy tych obiecankach trochę mu się wydłużył.

Także w sobotę na autostradzie A-6 koło Szczecina płonęły dwa czołgi.   Z lawet zsunęły się, zderzyły i doszło do samozapłonu. Taka hubka i krzesiwo tylko w ogromnym rozmiarze.  W dodatku, aby strażakom nie było za łatwo z ciężarówki wyciekła benzyna a upał dowalił od siebie. Jechały z manewrów w Drawsku Pomorskim do Żagania. Jaki minister obrony Mariusz Błaszczak, który używał prywatnej skrzynki mailowej do przesyłania służbowych wiadomości taka armia, takie manewry i transport.

– A to wszystko wina Afryki, czyli upału stamtąd płynącego. No i dwóch panów T. – Tuska i Trzaskowskiego – pomyślał Wacek ciągnąc się za lewe ucho. Poszedł do łazienki, aby wziąć chłodny prysznic z którego wodę użył potem do spłukania toalety.

Helena zastosowała zmasowane środki obrony przeciwupalnej (bo było 36 stopni) w postaci rolet, wentylatora, mokrych szmat na podłodze, chłodnego prysznica i wycierania się, co jakiś czas, mokrą bawelnianą szmatką.  Powtarzała sobie: jest mi zimno, o jak mi zimno ale nie zadziałało.

Do „Szkła kontaktowego” TVN widzowie przysyłają sms-y. Ostatnio:

SMS: jeden but prezesa popiera Gowina, a drugi Bielana.

SMS: Prezes nosi zawsze dwa prawe buty, bo jest prawy i sprawiedliwy.

SMS: każdy but z innej partii.

SMS: Prezes to nawet buty poróżnił.

Napisane 15. – 21.06.  2021 r.

Wirus karania (cz.78)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

**********************************************************************

Po obiedzie Mietek odprowadził gości aż do Parku Tołpy.

Wieczorem Wacek zadzwonił do córki pytając:

– Jak było?

– Całkiem sympatycznie ale zostałam uprzedzona, że nie mogę liczyć na ich dofinansowanie.

 – Ale przecież tego nie oczekujesz, prawda?

– Prawda. Jednak mamusia dba o swego synusia.

– Ha, ha, ha – zaśmiał się ojciec..

– Zaprosiłam ją na działkę i ona od razu zaproponowała, że syn wam pomoże ją ogarniać.

– To dobrze o niej świadczy – tak sądzę – powiedział ojciec.

– Tylko, że  Mietek tego nie potwierdził.

– To słabo to widzę.

– Ja też. Ale, ale, twoja nalewka bardo im smakowała.

– Chociaż tyle dobrego – ucieszył się Wacek.

– Nie, no obiad też był smaczny.

Helena oglądała program o Polakach mieszkających i pracujących poza krajem z którego dowiedziała się, że w Singapurze przewidziana prawem jest kara chłosty.

– Ooo, podesłałabym tam wszystkich polityków trzymających władzę i ich wyborców – zamarzyła bezinteresownie.

No i zaparzyła sobie kubek melisy, bo każde wspomnienie tych osobników bardzo ją denerwowało.

A biskup Jędraszewski znowu błysnął intelektem – powiedział, że psychoterapeuci są zagrożeniem dla Kościoła. No bo pokorny ludek, jak ma problemy psychiczne, powinien chodzić do księdza a nie do lekarza. Albowiem ksiądz tylko ma wysokie fachowe przygotowanie do pomagania w tym względzie. No, łaska  nieba na nich spływa nieustannie i oświeca. Szkoda, że nie wpłynęła na brak zachłanności na włości i na pedofilne zachowania.

No i dzięki politykom mamy nowe wiązki frazeologiczne:

– dogadać się jak Morawiecki z Czechami, czyli kłamać i nic nie załatwić

– wyjść jak Szumowski na maseczkach i respiratorach, czyli obłowić się

– pleść jak Suski na konferencji, czyli jak Piekarski na mękach.

Wacek zapukał do drzwi Heleny. Otwierając zdziwiła się, bo nie naciskała guzika domofonu.

– A co Ty tu robisz? Wyważyłeś bramę? – zapytała.

– Tak, kopem z prawem a potem z lewej – zażartował mało wytwornie.

– Na środek nie starczyło ci już pary?

– A nie, drzwi otworzyły się. Mogę wejść?

– Pewnie, zaraz nastawię wodę na herbatę. A może wolisz kawę lub melisę.

– Rzeczywiście melisy dużo nam trzeba.

– A coś nowego dobrego się stało?

– No jak to? Nie oglądała pani reportażu o kolejnych sekscesach i finansowych przekrętach w kościelnych kręgach? Tym razem w polskim seminarium w Stanach.

– Tak, oglądałam. To wszystko jest koszmarne. A reporter powiedział, że niezależnie czy to w Stanach, Chile, we Włoszech czy Polsce wszystko jest powiązane z Dziwiszem.

– Zepsutą wisienką na torcie „dobrej zmiany” i obliczem trzymających władzę jest poseł Ryszard T., który powiedział, że „opozycja jest chamska i niech spojrzy w lustro”

– Mam propozycję – niech ludzie wysyłają mu lustra, lusterka, lustereczka – rzuciła propozycję seniorka.

– Będzie siedział przed nimi i pytał: powiedz lustereczko przecie kto jest najpiękniejszy na świecie.

– Oraz najmądrzejszy i najlepiej wychowany – powiedziała Helena płucząc wrzątkiem fajansowy czajniczek, wsypując do niego kilka czubatych łyżeczek czarnej herbaty i zalewając gorącą wodą. Po kilu minutach nalała esencji do kubków i uzupełniła wodą.

– Na frasunek dobry trunek – stwierdziła stawiając napój Wackiem. Mam biszkopty i dżem.

– Więc je zjem – poprosił gość. Ale tak na serio, jak pani myśli co by się stało gdybym mu wysłał znalezione obok lub w śmietniku lustra?

– Pewnie byłoby jak w tej piosence „Bal weteranów:

O północy się zjawili jacyś dwaj cywili.

Mordy odrapane, włosy jak badyli,

Nic nikomu nie mówili, wszystkim przyłożyli,

Fest po mordach bili, ta jej, ta fest.

– Niech mnie pani nie straszy, bo wielką mam ochotę wysłać.

– To jako nadawcę podaj dane swojego wroga – zaproponowała Helena. Masz takiego?

– A co daleko szukać, podam dane Pinokia.

– A znasz jego prywatny adres?

– Poszukam w Internecie. Albo wiem – podam adres biura Solidarności Walczącej przy ulicy Nowowiejskiej.

– No, to jest dość złośliwy pomysł . Ale przyznaję, że świetny.

Napisane 8.06 – 10. 06. 2021 r.

Zaradny duet

Beata Wawryniuk trenerka pisania na facebookowym profilu zaproponowała, aby czytelnicy napisali krótki tekst zaczynający się od słów „Nikt niczego nie zauważył”. Mnie wyszło to co poniżej. Dawno nie napisałam czegoś kryminalnego, więc jest 🙂

********************************************************************************

Nikt niczego nie zauważył a przecież głośno dwa razy chlupnęło. Spotkali się w sklepie monopolowym – seniorka i trzydziestolatek. Ona w dżinsach, luźnej bluzce w koci wzór i adidasach. On prawie łysy, w bojówkach i z lekkim brzuszkiem. Kobieta nabyła jedno piwo, on sześciopak.

Wyszli ze sklepu i skierowali się w stronę parku. Usiedli na jednej ławce, psyknęły otwierane puszki.

Pierwszy zaczął on:

– Wie pani nie udało mi się małżeństwo. Mieszkamy razem w lokalu wyremontowanym i wyposażonym za moją kasę. Ona tylko ogląda seriale albo z koleżankami pije całymi dniami. Nie chce  mi się wracać do domu.

– Rozumiem cię. Ja mieszkam wnukiem pijakiem.

– No to chluśniem bo uśniem – zaproponował mężczyzna.

–  Pamiętasz cytat z serialu „Ranczo”? „Nic się nie zmienia od na dupie siedzenia”.

– Ale co możemy zrobić?

– Otruć, utopić, zastrzelić – seniorka z każdym łykiem piwa stawała się bardziej radykalna.

– Pani tak poważnie?

– No pewnie. Ci nasi pijacy nie zorientują się jak im nasypiemy środka nasennego do alkoholu.

– Ale co potem? – zastanowił się on.

– Zawieziemy pod most i wrzucimy do wody.

– To ja pożyczę auto od szwagra.

– Trzeba by jednak obciążyć ich ciała. Ale przedtem trzeba ich namówić, żeby w mieszkaniu zostawili kartkę, że wyjeżdżają. Jak myślisz – da się to robić?

– Spróbować nie zawadzi.

Upłynęło dwa tygodnie w ciągu których ustalono szczegóły akcji.

Deszczowej jesiennej nocy rzeka otworzyła swoje podwoje dla  dwojga nowych mieszkańców. Nikt niczego nie zauważył a bohaterów, na dobre, związała wspólna tajemnica. I zaczęli spokojne, pełne wzajemnego zrozumienia i pomocy, życie.

Wirus odsyłania (cz. 77)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

************************************************************************

Olga Tokarczuk udzieliła wywiadu włoskiej gazecie „Corriere Della Sera” („Kurier wieczorny”) w której porównała polską sytuację polityczno-  spoleczną z reżimem białoruskim.  Spadła na nią fala hejtu oraz zainicjowano akcję #odeślijoldzeksiążkę. Riposta była szybka – Fundacja OT odpowiedziała,  że w związku z licznymi pytaniami dotyczącymi akcji odsyłania książek, a także możliwości skorzystania z nich w zamian za wpłatę na rzecz fundacji podjęto decyzję, że wszystkie nadesłane egzemplarze zostaną przekazane w ramach wsparcia na aukcję charytatywną na rzecz organizacji walczących o prawa osób LGBT. Szach – mat!

Ryszard Terlecki – najpiękniejszy polski polityk popisał się wpisem na twitterze:

„Jeżeli Cichanouska chce reklamować antydemokratyczną opozycję w Polsce i występować na mityngu Trzaskowskiego, to niech szuka pomocy w Moskwie, a my popierajmy taką białoruską opozycję, która nie staje po stronie naszych przeciwników”. A potem jeszcze dodał równie coś mądrego na ten temat.

– Widać jego ostre hippisowskie balowanie nie tylko na twarzy ale w postępowaniu – skomentował Wacek.

Zadzwonił do córki:

– Czy w tę niedzielę idziecie do Mietka na obiad? Bo ostatnio odwołał wizytę.

-Jego mama źle się czuła to odwołał..

– Dobrze, bo przygotowałem dla niego flaszeczkę naleweczki.

– Oj, tato…

– Nie ojojoj mi tu. Trzeba go procentowo sprawdzić i w razie czego pijaka pogonić.

– Dobrze, już dobrze – westchnęła Kasia i odłożyła telefon.

Wyciągnęła z szafki na buty różne sznurki i oglądając serial „Co ludzie powiedzą” zaczęła robić szydełkiem myjki do naczyń.

– Dam po jednej tacie, Aldonie, pani Helenie i Mietkowi. Ciekawam jak zareaguje. Jeśli się obrazi to jest bucem i skoda na niego czasu.

Niedziela 6 czerwca świeciła słońcem, więc Kasia z synkiem przeszli piechotą przez Skwer Edyty Stein i  ulicą Ledóchowskiego doszli do Prusa. Po przejściu Jedności Narodowej znaleźli się na ulicy Kilińskiego.

Kasia niosła, w ozdobnej papierowej torebce, własnoręcznie wykonaną myjkę do naczyń i słoiczek dżemu od Aldony. Każda rzecz osobno zapakowana była w woreczek z tkaniny. Miała też doniczkowego fiołka afrykańskiego, bo wiedziała, że mama Mietka lubi te kwiatki. No i niedużą flaszeczkę  nalewką.

Drzwi otworzył Mietek, w koszuli z krawatem. Spodnie też miał.

Zaprosił gości do pokoju przedstawiając Kasię mamie Marii. Kasia przekazała prezenty i usiedli z Adasiem przy stole nakrytym obrusem w żółte kwiaty.

Maria była niewysoka, z krótkimi  siwymi włosami. Jej niebieskie oczy życzliwie spoglądały na gości.

– Syn mi mówił, że mieszkałaś w Anglii – zagadnęła.

– Tak, prawie osiem lat. Tam wyszłam za mąż i urodził się Adaś.

– A co robi twój mąż?

– Nie wiem, od rozwodu nie mamy kontaktu, nie interesuje się ani mną, ani synem.

– A płaci chociaż alimenty? – drążyła Maria masując prawe kolano.

– Niestety, okazało się, że jest obibokiem.

– To jak sobie radzisz?

– Jakoś muszę, pracuję zdalnie, mam 500+ i na skromne życie nam wystarcza.

– Bo Miecio też nie ma dużych dochodów i mnie pomaga, więc nie możesz na niego liczyć.

– Mamo – zaprotestował syn.

– No, co? Trzeba jasno postawić sprawę.

– To może zjedzmy obiad – zaproponował Mietek i poszedł do kuchni.

– Ty się, dziecko, nie obrażaj na mnie ale lepiej, żebyś wiedziała jaka jest sytuacja.

– Rozumiem – powiedziała Kasia skonfundowana trochę tą obcesowością. Pomyślała, że mamusia broni synka przed kobietami, żeby mieć go pod ręką i na każde zawołanie. I, że dobrze to nie wróży.

Obiad był dość tradycyjny – rosół z makaronem, pieczony kurczak z ziemniakami i mizerią oraz  kompot z truskawek.

Maria i Mietek pochwalili nalewkę Wacka. Na deser Mietek wyciągnął kupne biszkopty, posmarował je przyniesionym przez Kasię dżemem i podał na ładnym talerzyku. Do tego dodał miseczkę truskawek, cukier puder i miód.

– Ja nie umiem piec, a mama nie ma siły – wyjaśnił.

– Nic nie szkodzi. Lubimy truskawki – skwitowała Kasia. Na naszej wspólnej działce jeszcze nie ma.

– O, to masz działkę? – zainteresowała się Maria.

– Właściwie to tylko zapisana jest na mnie ale sfinansowana była przez panią Helenę i mojego tatę. Pracują tam on  i Edek z Aldoną. Ja nie mam czasu. Opowiadałam ci o tym – zwróciła się do Mietka. Jeśli ma pani ochotę to zapraszam.

– O, Mieciu – to może i ty czasem im pomożesz? – zasugerowała Maria.

Napisane 4.06. – 5.06. 2021 r.

Wirus bogactwa (cz. 76)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

*******************************************************************************

Polski rząd ogłosił, że udzielił Protasewiczowi azylu co jest kłamstwem, bo udzieliła go Litwa dlatego samolot tam leciał a nie do Polski.

W Polsce trwają wyścigi dwóch facetów – Obajtka i Morawieckiego. Który z nich ma większy majątek, więcej domów, mieszkań i ziemi. Czyli, który ma większego. Rozumu oczywiście. Taki to specyficzny jego rodzaj pomagający nachapać się a udawać, że zap………ą za miskę ryżu. Tacy królowie nieruchomości. Raczej alcaponowie.

Marta Lempart szefowa Ogólnopolskiego Strajku Kobiet została uznana za „Superbohaterkę 2020”. W wywiadzie powiedziała, że jest tak zmęczona jak nigdy w życiu. Zamknęła swoją działalność gospodarczą. Jest głównym wrogiem Ordo Iuris, narodowców i TVPis. A prywatnie wysoką, postawną kobietą i to dobrze, bo ją widać, nie ginie w tłumie. Drobnej blondynce byłoby trudniej.

We wtorek Helena, Wacek, Edek i Aldona wybrali się z Kawiarnią Sąsiedzką do Muzeum Etnograficznego mieszczącego się przy placu Zgody. Helena z trudem chodziła po schodach, bo okazało się, że winda jest tylko do użytku służbowego. Może zwiedzający powinni być w krawacie jako mniej awanturujący się lub z zaświadczeniem od lekarza, aby dostąpić tego zaszczytu?

Zastanawiali się też nad różnicą między łopatą, szpadlem i rydlem. Doszli do wniosku, że „bez wodki nie razbieriosz”.

Większość eksponatów jest tam za szkłem, aby nikt nie usiadł na zabytkowych zydlach, nie położył się na łóżku, nie przytulił się do ładnej dziewczyny – manekina lub nie „zorganizował” mniejszego przedmiotu. Bo przecież owalnej beczki na ryby, czy wąskiej/wysokiej na gnojówkę albo ciężkiego kufra nikt nie wyniesie.

Polski ludek bardzo zaradny jest – z pięknie i obficie kwitnącego zygokaktusa stojącego na oknie korytarza w budynku Heleny jakiś pseudo miłośnik roślin oberwał sobie kilkanaście kwiatów choć to nie jego/jej własność. A to w myśl powiedzenia: „Chłop żywemu nie przepuści”. A żeby mu/jej rączka i nóżka spuchła oraz dostał wiecznego rozwolnienia.

Watykan ukarał biskupa Tadeusza Rakoczego za tuszowanie pedofilii dokonanej przez podległych mu księży. To już czwarty polski biskup tak potraktowany. Najśmieszniejsze, że wszyscy oni są już emerytami i niczego im nie zabrano. Dostał nakaż życia w ”pokorze i modlitwie”. Też mi kara. Ma też z prywatnych środków wpłacić określoną, jaką nie podano, sumę na rzecz fundacji świętego Józefa zajmującej się sprawami pedofilii. I co z tego – przecież wszyscy dokonają żywota w luksusie.

We Francji tamtejszy episkopat z własnej inicjatywy powołał komisję złożoną wyłącznie z ludzi świeckich, która zbadała zaszłości z ostatnich 70 lat.

Na czele francuskiej komisji stanął świecki prawnik Jean-Marc Sauvé. Sam dobrał sobie współpracowników, również ludzi niewierzących oraz osoby o innym wyznaniu. Zrobiono audyt okresu 1950–2020, a francuski episkopat, co ma olbrzymie znaczenie, udostępnił wszystkie dokumenty. (Nasz episkopat nie chce tego zrobić). Poruszono skandale na tle obyczajowym, pedofilię, ale także molestowanie ludzi dorosłych, na przykład kleryków i zakonnic.

Helena oberwała podarowanym melisom duże listki, aby ususzyć, bo z tzw. nerw drga jej powieka oraz ma zawroty głowy. I nie są one kolorowe – te zawroty.

Po powrocie z zakupów kilka razy przyglądała się wydrukowanemu rachunkowi nie wierząc własnym oczom. Truskawki 1 czerwca 15 –  22 złote za kilogram. Usłyszała, że w Polsce mamy inflację na towary i usługi konsumenckie 5 procent w stosunku do maja 2020 roku.

– Tylko tyle? – zdziwiła się. Mam wrażenie, że co najmniej 10 procent. Bo rosną już od dawna. A najwięcej podrożała żywność. Może traktory potaniały?

Zadzwoniła do Wacka.

– Słuchaj, sprawdź ile kosztuje traktor.

– Ale po co? Dobrze się pani czuje?

– Świetnie, bo zrobiłam zakupy i ceny mnie powaliły. Nie pierwszy raz zresztą.

– A co ma wspólnego z tym traktor?

– Podają, że inflacja jest pięcioprocentowa, to może one potaniały.

– Z pani to jest humorystka.

– Dobrze, że nie muchomorka, ha, ha, ha.

Odłożyła słuchawkę i zapisała sobie, aby nazajutrz wykupić e-receptę przeciw zawrotom głowy,  uciąć szczepki geranium dla sympatycznej właścicielki sklepu Kolor Zielony i opłacić składkę PZU. Wyznaczyła sobie trasę na osiedlu Nadodrze – najpierw sieciowa apteka. I poczuła się jak Kaczka dziwaczka bo leku we wszystkich placówkach nie było. Ta kaczka  poprosiła mleka pięć deka i też nie otrzymała. Niefart taki. – Chociaż tyle dobrze, że mnie nie upieką i nie zamienię się w zająca, aż taką dziwaczką to ja nie jestem – pomyślała jadąc w stronę swojego osiedla i kolejnej apteki.

W domu usłyszała, że Bogdan Borusewicz otrzymał od pracownicy TVP maila z pytaniem czy weźmie udział w filmie dokumentalnym o Jarosławie Kaczyńskim pt.: „Człowiek zbuntowany” o jego działalności opozycyjnej w latach 70-tych i 80-tych. Film ma być zbudowany z anegdot a nie suchych faktów.

– To ci dokument będzie – pomyślała seniorka. Anegdotyczny. Tego jeszcze nie było. Lizanie de za pomocą opowiastek.

Borusewicz odpowiedział:

„Szanowna Pani. Nie mam wiedzy na temat działalności opozycyjnej Jarosława Kaczyńskiego. Poznałem go dopiero w 1988 roku. Współpracował ze mną w Gdańsku tylko Lech Kaczyński”.

Kurtyna.

Napisane 25.05 – 2. 06. 2021 r.

Wirus przegranej (cz. 75)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

*********************************************************************

Wirus  przegranej  (cz. 75)

W domu Helena postawiła pozyskane doniczki na parapecie, otworzyła okno, usiadła i zapatrzyła się w domowo – zaokienną zieloność.

– No to ususzę sobie trochę melisy na herbatki, a oregano dodam do zupy – postanowiła powoli wstając z krzesła.

Włączyła telewizor na wiadomości TVN i krojąc zioło usłyszała, że polski piosenkarz nie tylko nie wygrał konkursu Eurowizji ale odpadł w pierwszych eliminacjach. Jego zwierzchnik gratulował mu nie wiadomo czego. Może braku rzucanych jaj i zgniłych pomidorów. Poza tym bardzo kreatywny stylista ubrał nasza kandydatkę w wyborach Miss w wymyślny strój narodowy: błyszczące jednoczęściowe body, husarskie skrzydła a w ręce polska flaga.

– Współczuję – westchnęła seniorka. Stylista pewnie ten sam, który ubierał zespół „Ich Troje”. A tu ona jedna biedna. Jeśli wypowiedzi/odpowiedzi na pytania miała na tym poziomie to jurorzy mieli niezłą zabawę..

Na dobitkę pali się taśmociąg w kopalni węgla brunatnego w Rogowcu niedaleko Elektrowni Bełchatów. Od dawna specjaliści mówili, że trzeba zamknąć tę kopalnię ale teraz premier nam uświadomił, że taki krok zachwiałby równowagą ekologiczną, bo kopalnia razem z elektrownią zapewniają równowagę ekologiczną równą Puszczy Białowieskiej.

A to nie wszystko – z ministerialnej listy leków refundowanych zniknęły leki na raka piersi. Jak rodzą dzieci to dobrze, jak chorują to władza ma je głęboko w de.

W sobotę 22 maja Mietek zadzwonił do Kasi.

– Zapraszam ciebie z Adasiem na spacer do Parku Szczytnickiego a potem na obiad.

– O, jaka mila niespodzianka. To może obiad u mnie bo wszystko mam już przygotowane?

– Zgoda ale w następną niedzielę zjemy obiad u mnie.

– To w jakim miejscu i o której się spotkamy? – zapytała Kasia.

– Proponuję w samo południe przy Cafe Wuwa, podjedziesz tam jedynką  do przystanku „Tramwajowa”.

– Dobrze, że mówisz bo ja nie bardzo pamiętam trasy MPK.

– Miałaś czas zapomnieć i przez pobyt w Anglii, i pandemię.

Kasia odłożyła słuchawkę, otworzyła szafę i stwierdziła:

– Jak to dobrze, że mam co na siebie włożyć. Nie muszę pędzić do sklepu i w pośpiechu co bądź kupować.

Spotkali się w umówionym miejscu, przywitali skinięciem głowy i krótkim „cześć”. Adaś pamiętając wielkanocną wizytę zapytał:

– A kim dzisiaj pan będzie? Też zającem?

– Nie, dzisiaj będę tylko człowiekiem.

– Szkoooda, tak śmiesznie wtedy pan wyglądał.

Oboje dorośli zaśmiali się a Kasia stwierdziła:

– Musisz się postarać i często przebierać.

– To sobie trochę strzeliłem w kolano.

– Na szczęście w przenośni tylko – podsumowała mama Adasia.

Mietek po którym widać było, że niedawno odwiedził fryzjera, kupił dwie kawy na wynos nalane do przyniesionych kubków  i sok w szklanej butelce dla chłopca.

Spacer był dość długi, trasa wiodła przez ulice Kopernika obok Park Hotelu, potem skręcili w Aleję Dąbską, obejrzeli kościółek, który jest teraz Otwartą Przestrzenią Kultury, skręcili na mostek, aby dostać się do Ogrodu Japońskiego. Powoli przeszli jego cały teren i usiedli na ławce.

– Nogi mnie bolą, pić mi się chce – zamarudził Adaś.

– Dobrze, posiedzimy, a ja przeczytam w Internecie informacje o tym miejscu: https://ogrod-japonski.wroclaw.pl/.

– Masz tu swoje picie – Kasia podała butelkę synkowi.

– O, wiewiórka tam, popatrz, zrobimy jej zdjęcie, a jeśli nie będziemy się ruszać to może udać się nakręcić filmik – powiedział Mietek wyciągając smartfona.

Adaś przestał pić i patrzył trzymając butelkę przy ustach. Kasia odstawiła kubek z kawą na ławkę a Mietek nagrywał. Wiewiórka stanęła słupkiem, popatrzyła im w oczy, odwróciła się i wbiegła na drzewo.

– Ja chcę zwierzątko – chłopiec przypomniał sobie.

– Pieska, kotka, papużkę, królika czy chomika? – zapytała mama.

– Wszystkie! – krzyknął synek.

– Masz ci los, zoo założymy chyba.

– A propos, może któregoś dnia pójdziemy do ogrodu zoologicznego? – spytał Mietek chowając telefon do wewnętrznej kieszeni kurtki.

– Ale nie w niedzielę, bo wtedy jest tłum.

– To sprawdzę jaka będzie pogoda w przyszłym tygodniu i zadzwonię do ciebie. 

 Wacek nie miał tak miłej niedzieli bo w telewizyjnych wiadomościach usłyszał, że pod pretekstem bomby na pokładzie zmuszono do lądowania w Mińsku na Białorusi samolot Ryanair lecący z Aten do Wilna grożąc zestrzeleniem. Na pokładzie był opozycjonista, współtwórca stacji  Roman Protasiewicz, którego oskarżono o terroryzm i grozi mu kara śmierci. A  samolot jest własnością polskiej spółki. Reakcja polskich władz to pustosłowie i kłamstwa.

Napisane 22. – 25.05.  2021 r.

Wirus nieładu (cz. 74)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

**********************************************************************

W niedzielę 16 maja cała Polska świętowała z powodu kolejnych obietnic „słońca narodu” w postaci programu gospodarczego o nazwie „Polski Ład”. Są to cuda na kiju oraz obiecanki – cacanki a głupiemu narodowi radość. „Las codziennie się zmniejszał ale z uporem głosował na siekierę bo miała trzonek z drewna”.

– Skąd wezmą na to pieniądze? – zastanawiał się Wacek ciągnąc za ucho.

– I znikąd nadziei – stwierdziła Helena pijąc melisę.

– To jakiś koszmar, jak uważasz? – zapytała Edka Aldona szorując przypalona patelnię na której mężczyzna jej życia nieudolnie prażył słonecznik.

– Marzy mi się wirus mądrości, który powinien dopaść prezesa, premiera i cały PiS oraz jego wyborców – błysnął inteligencją Edek.

– Chyba zażyłeś ginkofar, że tak mądrze mówisz – zażartowała kobieta ciągle szorując.

– Nie muszę, sam z siebie taki jestem – obruszył się pan domu i kota.

– Tylko często o tym zapominasz – nie odpuściła Dona.

Edek podszedł do śpiącego Darka, pogłaskał go i powiedział:

– Ty to masz dobrze.

Kot podniósł główkę, zastrzygł uszkiem, machnął ogonkiem i ułożył się ponownie do snu.

Wacek obdzwonił rodzinę i znajomych mówiąc:

– Budujemy dom! Postanowiłem.

– Tato, zwariowałeś? – zaniepokoiła się Kasia.

– Jasne, jestem za – poparł pomysł Edek.

– Żarty sobie robisz – stwierdziła Aldona.

– Ha, ha, ha. A kupiłeś już działkę pod budowę i zebrałeś wszystkie pozwolenia? – realistycznie zapytała Helena.

– No przecież trzymający władzę ogłosili, że nie potrzeba pozwoleń. To wybudujemy domek na waszym lub naszym podwórku.

– A pieniądze na materiały zebrałeś?

– Furda pieniądze. Ludzie wyrzucają mnóstwo mebli, opony, okna, drzwi, sedesy to pozbieramy i zbudujemy. Gdziekolwiek i jakkolwiek.

– Widzę, że zaszkodziło ci słuchanie nierządnych przemówień. Zrób sobie przerwę. Może pojedziesz ze mną na Karłowice?

– Chętnie ale po co?

– Do znajomej, obiecała mi podarować melisę i oregano w doniczkach, wykopane z ogródka. A ja jej zawiozę szczepki geranium.

– Oooo, to nie trzeba będzie już kupować melisy tylko ją pielęgnować – ucieszył się Wacek

– No, właśnie. I zaproszę was kiedyś na pizzę posypaną oregano. Jadłam już ze szpinakiem więc i to ziółko pewnie się nada.

Pojechali więc najpierw autobusem na plac Kromera a potem następnym prawie pod dom ziołowej ofiarodawczyni.

Na furtce zobaczyli tabliczkę z zabawnym napisem: „Uwaga! Dobry pies ale ma słabe nerwy”.

I okazało się, że w domu są trzy koty (w tym czarny) a jeden z nich jest wybornym łowcą szczurów.

Gospodyni poczęstowała gości zieloną herbatą i ciasteczkami. Pijąc i zagryzając podziwiali naturalność ogrodu – żadnych grządek pod sznurek za to trawa i pełno stokrotek. Po obu stronach krzewy bzu czyli lilaka. Za to zza płotu słychać było warkot kosiarki. A pod murem z ziemi wystawała rura. Okazało się, że to wentylacja prowadząca do poniemieckiego schronu, dzisiaj zapadniętego.

Porozmawiano o aktualnych wydarzeniach zgadzając się w opinii o trzymających władzę i ich poczynaniach oraz pomysłach. Pożartowano o czipach zainstalowanych w ich ciałach za pomocą szczepionki.

Na koniec dotlenieni i zadowoleni goście zapakowali do toreb zioła i czosnek niedźwiedzi.

– Nie mamy tęczowych toreb z Ikei – zmartwił się Wacek.

– Podejrzewam, że po tym jak Dobromir Sośnierz oświadczył, że nie będzie niczego kupował u tych strugaczy mebli wszystkie wyprzedali – przypuściła seniorka.

– To się im przysłużył. Powinni mu jedną podarować i napisać list dziękczynny.

– Jak to dobrze, że na dworze już nie trzeba mieć na sobie maseczki – westchnęła Helena zmierzając w stronę przystanku autobusowego.

– Oj tak ale nie będę teraz mógł udawać, że nie poznaję jednej zołzy plotkary – dodał Wacek.

– W razie czego mów, że masz silną zaćmę a terminy na jej usunięcie są bardzo odległe.

– To świetny pomysł, zastosuję go – ucieszył się towarzysz wyprawy.

Siedząc na ławce pod wiatą powiedział ciągnąc się za ucho:

– Martwię się o Adasia.

– A co się stało? Zachorował?

– Na szczęście nie ale ten „nowy (nie)ład” zakłada duże zmiany w programie szkolnym.

– Chwalącym PiS?

– I jego rządy, i żołnierzy wyklętych, wszystkich, a przecież powojenne podziemie to nie sami patrioci ale i bandyci. No i totalne potępienie Unii Europejskiej.

– To trzeba będzie, jak za słusznie minionego ustroju, korygować to edukacją domową. Ale kasę od Unii to chętnie biorą.

– Oj, chętnie i to bardzo – westchnął Wacek.

Napisane 17 – 19.05. 2021 r.

Ślub z przeszkodami

Marta Matyszczak – Las i ciemność, Wydawn. Dolnośląskie Wrocław 2020; seria „Kryminał pod psem” t. 8

WSTĘP:

„Las na zawsze pozostanie

Domem twoim aż po grób.

Choćbyś bardzo tego nie chciał

Serce, dusze oddasz mu.

O autorce:

Marta Matyszczak urodziła się w Chorzowie. Ukończyła politologię o specjalności dziennikarskiej na Uniwersytecie Śląskim. Jest dziennikarką, autorką scenariuszy, fars teatralnych i gier typu Virtual Reality.

Prowadzi Kawiarenkę Kryminalną portal poświęcony literaturze kryminalnej.

Napisała cykl ośmiu „kryminałów pod psem”, którym jest Gucio, kundel przygarnięty ze schroniska.

O książce:

Akcja zaczyna się gdy Mirela Bąk płynie kajakiem z synem Karolkiem, który był leniwy jak buła z margaryną. Przy  śluzie Paniewo zobaczyli w wodzie trupa.

„Las i ciemność” to kolejny tom o psie Guciu, detektywie Szymonie Solańskim i jego ukochanej dziennikarce Róży Kwiatkowskiej. Ona go kocha od lat szkolnych, on jak to facet a to kocha, a to się miga. Ale stanęło na tym, że ślub wezmą w Puszczy Augustowskiej. Pewnie nasłuchali się piosenki „Augustowskie noce”. A, nie – facetowi się zdawało, że narzeczona spędziła tam piękne wakacje i miło je wspomina. Miało być dobrze a wyszło jak zwykle. Zamiast rozkoszy we dwoje w apartamencie Róża samotnie  sypia  w przyczepie kempingowej, mało wypasionej. A to wszystko z zazdrości, bo weddingplanerka jest śliczna, więc panna młoda odwołała planowanie uroczystości, w tym rezerwację pokoju i sali.

Jest to kryminał „z przymrużeniem oka”, więc autorka bawi się nazwiskami: Szymon Solański (dwa S), Róża Kwiatkowska (florystycznie), policjant to Jędrzej Dychał. Poza tym aspirant nosi nazwisko Barański, a dziennikarz Olek Szpon. Jest też złośliwa, bo mafiozo Albin jest konusem i nie ma kciuka.

Bardzo znaczącą, ale tu go mało,  postacią jest pies Gucio – lokalny patriotyzm wyrażający za pomocą preferowania kiełbasy śląskiej.

No i nie znosi konkurencji w postaci kocimoczów, czyli kotów.

Uważa, że „Psa się nie porzuca, nigdy i nigdzie”. I tu się zgadzam.

Mamy w książce też wspomnienia sprzed 19 lat, które wiążą się z teraźniejszością. Nieudane wakacje Róży spędzone w tym samym miejscu z koleżankami, które są wredne i ją tępią. A ona jest wysoka, gruba i z kompleksami. Ukochany Szymuś miał przyjechać ale został w domu. Nie tak miało być przecież.

Teraz jest nie lepiej ale ma choć satysfakcję, że schudła i nareszcie wychodzi za mąż a wiejska niegdyś piękność zbrzydła, dwaj koledzy utyli i wyłysieli, wredną koleżankę mąż leje mimo że mają czwórkę wspaniałych dzieciaków – Brajanka, Andżelę Karolka i Krzysia, inna zaś nie zrobiła aplikacji i handluje narkotykami.

Czy Szymon i Róża pobiorą się i w jakiej scenerii, czy zagadka trupa w wodzie zostanie rozwiązana a przestępca ukarany dowiecie się z książki.