Wirus zaradności

To już 10 część tej pandemicznej opowieści.

cz. 1 – Wirus wszędzie 2 – Wirus osobisty 3 – Wirus nie odpuszcza 4 – Wirusowe zawirowania

5 – Wirus świrus 6 – Wirus na Ołbinie 7 – Wirus niebanalny 8 – Wirus przyjaźni 9 – Wirus nadziei

***********************************************************

Helena smażyła naleśniki, Wacek wystawiał na sprzedaż znalezione przedmioty a Edek robił zakupy w dużym sklepie gdzie nikt nie przestrzegał metrowej odległości między klientami.

Edek zadzwonił domofonem do mieszkania Heleny. Otworzyła mu drzwi mówiąc:

– Jak dobrze, że jesteś, właśnie usmażyłam krokiety. Umyj ręce, odłóż maseczkę, siadaj i zajadaj.

– Tu są zakupy a zamiast piwa kupiłem saszetki dla kota, bo została mi tylko jedna.

– Dobrze zrobiłeś, jak on się zachowuje?

– Bardzo dobrze, je co mu dam, załatwia się na podartą gazetę, często mruczy i jak się wylizuje to ja też mam ochotę się umyć.

– Jeszcze się nie spotkałam z takim odruchem, że kot się liże a właściciel myje.

– I nie tylko, posprzątałem też mieszkanie. Pyszne te krokiety. Nie ma pani może keczupu?

– Masz tu chrzan, musztardę i keczup – wybierz co chcesz. – A gdzie Wacek?

– Zarabia.

– Jak to?

– Sprzedaje znalezione rzeczy w Internecie. Będziemy się dzielić pieniędzmi. Może jakoś spłacę zaległości w opłatach za czynsz, światło i gaz. Dobrze, że mi jeszcze tego nie odcięli.

– To musicie dużo sprzedać.

– I dużo zbierać – stwierdził Edek.

– Nasmażyłam sporo krokietów, są mięsno – warzywne, bo Wacek przyniósł mi dużo jarzyn. Trochę zamroziłam, będzie na zapas. Teraz dostaniesz herbatę i kisiel – chcesz?

– Pewnie, dziękuję bardzo. A jak będzie pani chciała usmażyć placki ziemniaczane to obiorę i utrę ziemniaki.

– To kup trzy kilo i przyjdź jutro o pierwszej. Tu masz pieniądze.

– A mogę z Wackiem?

– Pewnie, we dwóch szybciej wam pójdzie, a ja będę smażyć. Wolisz z cebulą czy z cukrem?

– Ja z cebulą, nie wiem jak Wacek.

– To idź do niego i zapytaj. Bo ja lubię bez cebuli i z cukrem.

Przy cichej muzyce płynącej z radia zjedli kisiel i wypili herbatę. On czarną, ona owocową. Dobrze im było razem.

Edek przed wizytą u kumpla postanowił przespacerować się po parku. Słońce świeciło nienachlanie. Przyroda obojętna na ludzkie troski wiosennie zieleniła się, kwitła, znosiła jaja i tworzyła następne pokolenia. Odżywała trochę dzięki ograniczonej mobilności człowieka.

– Pięknie i spokojnie – pomyślał mężczyzna siadając na ławce i wystawiając twarz do słońca a momentami podziwiając parkową różnorodność i skaczące po niej ptaki. – Nie możemy wrócić na drzewa, nie ma tylu drzew – uśmiechnął się do siebie.

Najedzony i wypoczęty poszedł na najbliższe parkowi podwórko. Nigdy tu nie był i z zachwytu aż przystanął – tak było pięknie. Budyneczek na pojemniki wtapiał się w przestrzeń, trawnik był kwietną łąką, plac zabaw kolorowy, piaskownica zamykana, aby nie była toaletą dla zwierząt, drzewa z przyjemnością kwitły, ławeczki zapraszały do odpoczynku. Dwa duże koty wylegiwały się na jednej z nich. Nie uciekły na widok obcego człowieka tylko otworzyły jedno oko, spojrzały i z powrotem zamknęły.

– Istny raj – pomyślał. – Tutaj pewnie niczego dla siebie nie znajdę. Usiadł obok kotów. Pod ławką zobaczył miseczki z suchą karmą i wodą. Wróble i gołębie zgodnie korzystały z ziaren wsypanych do płaskiej dużej miski oraz z wody z plastikowego pojemnika obok stojącego.

Potem pospacerował sobie po trawniku, zerwał parę kwiatków i traw a na koniec podszedł do pojemników. W kartonie obok nich zobaczył prosty telefon komórkowy, radioodbiornik, dżinsy i bluzę z kapturem.

– Ktoś bogaty to chyba wyrzucił – pomyślał i zabrał pudło ze sobą wkładając do niego kwiatki.

W domu wstawił je do słoika z wodą a potem obejrzał wszystko dokładnie. Najpierw włączył radio do kontaktu – działało. Telefon jednak nie.

– Zapytam Wacka dlaczego. Jak dobrze, że go poznałem. Dżinsy i bluzę zaraz upiorę, to akurat mój rozmiar – stwierdził zadowolony.

Napisane 26.05.2020 roku

Wirus nadziei (cz. 9)

To już 9 część blogowej powieści w odcinkach i przygód dwóch panów i jednej pani na wrocławskim Ołbinie (nie licząc kota)

1 – Wirus wszędzie 2 – Wirus osobisty 3 – Wirus nie odpuszcza 4 – Wirusowe zawirowania 5 – Wirus świrus 6 – Wirus na Ołbinie 7 – Wirus niebanalny 8 – Wirus przyjaźni

*********************************************************************

W niedzielę obaj panowie elegancko ubrani, częściowo w znalezione rzeczy, stawili się w domu Heleny. W prezencie przynieśli następne książki znalezione w kontenerze z papierowymi odpadkami. Na jednym z osiedlowych nieskoszonych trawników zerwali zioła i kwiaty tworząc z nich niebanalny bukiet.

– Jak dobrze, że jesteście, kochani. O, jaki miły bukiecik – powiedziała Helena.

– Mamy też dla pani jeszcze parę książek.

– To odłóżcie je w przedpokoju, poprzednie już przeszły kwarantannę i mam co czytać. – Pomóżcie mi nakrywać stół – poprosiła. Dzisiaj jest zupa pomidorowa, może być z ryżem albo makaronem – macie wybór.

Edek chciał z ryżem a Wacek z makaronem.

– Weźcie talerze z szafki a sztućce i serwetki z szuflady. Ja nałożę jedzenie a potem wy pozmywacie.

– Myyy? – zdziwił się Edek.

– Tak, bo nie przyszliście do restauracji tylko do sąsiadki, więc wszystko robimy wspólnie.

– Jeśli obierzecie i utrzecie ziemniaki to będą placki ziemniaczane, a jak nie to tylko zupa.

– To poprosimy dużo zupy – zadecydował Wacek myśląc sobie, że nie jest przecież kuchcikiem.

– A na deser przygotowałam galaretkę.

– Z nóżek? – ucieszył się Wacek.

– Cha, cha, cha – zaśmiała się gospodyni. – To byłaby przystawka a nie deser. Galaretka jest z owocami z mojego kompotu.

Po posiłku i zmywaniu Helena poprosiła o zrobienie zakupów.

– Tylko uważajcie na ceny bo wszystko coraz droższe a emerytura nie dogania inflacji, tu macie spis tego co potrzebuję. Jeśli starczy pieniędzy to kupcie sobie piwo.

– Przecież dostała pani trzynastą – wyrwał się Edek.

– A czy ty wiesz, że od emerytur też pobierany jest podatek, który płaciłam od pensji przez czterdzieści lat? I trzynastka tej straty nie uzupełnia, więc ani słowa na ten temat – proszę.

– Dziękujemy za obiad, zakupy zrobię jutro – powiedział Wacek.

Panowie wyszli razem od Heleny najedzeni choć bezmięsność trochę ich uwierała.

– Chodźmy do mnie, pokażę ci w Internecie jakie głupoty ludzie wymyślają w związku z wirusem – zaproponował Edkowi.

Usiedli przy komputerze i przeczytali o tym, że wcale nie ma pandemii a jest spisek firm farmaceutycznych, które chcą zarobić na obowiązkowych szczepionkach. O tym, że wirusa celowo wypuszczono z Chin. O sieci 5G, która ułatwia rozprzestrzenianie się  wirusa. O czipowaniu szczepionką.

– I to wszystko nieprawda? – zapytał Edek.

– Siedź, czytaj i myśl Eduś – zalecił Wacek. – pomoże ci w tym małe piwko.

Wyjął butelkę z lodówki i rozlał do dwóch szklanych kubków.

– Za nasze zdrowie! I za Helenę także!

Niedziela upłynęła im na oglądaniu kanału sportowego i filmu sensacyjnego w telewizji.

– Kiedy ja się dorobię telewizora – westchnął Edek.

– Zawsze możesz przyjść do mnie.

– A udało ci się coś sprzedać w Internecie?

– Jeszcze nie. Przejrzyjmy to wszystko co znaleźliśmy. Pewnie trzeba to wszystko umyć a nawet wyszorować.

Przeszli z torbą do łazienki. Wacek wyjął z szafki dwie szczotki różnych rozmiarów i proszek do szorowania. Włożyli do miednicy pozyskane rzeczy i nalali ciepłej wody. Powoli, dokładnie myli wszystko, aby odzyskało blask nowości.

Dobrze im się pracowało tak we dwóch bez zbędnego słowa.

– No to jutro zacznę to wystawiać na sprzedaż – powiedział Wacek.

– To ja zrobię zakupy dla Heleny.

Edek idąc do domu pomyślał, że złe wybory mogą czasem prowadzić do dobrego celu.

Jak obuchem uderzyły go wygląd korytarza i smród z toalety będące w ostrym kontraście do wyglądu bram w domach Heleny i Wacka.

– Trzeba coś z tym zrobić, tylko co?

Wszedł do mieszkania gdzie tuż przy drzwiach przywitał go kot.

– Stęskniłeś się za mną Daruś? Pewnie chce ci się jeść. A kuwetę zaliczyłeś?

Edek wszedł do kuchni, rozerwał saszetkę i wcisnął zawartość do miseczki. Do drugiej nalał świeżej wody. Wiedział, że nie karmi się kota krowim mlekiem. Obie miseczki znalazł na śmietniku.

– Saszetki się kończą, jutro zamiast piwa je kupię.

Napisane 25.05.2020 r.

Koty prywatnie i naukowo

Scholz Susanne – Sekretny język kotów. Mrrrau czy miau? Poznaj tajniki kociej mowy, aby lepiej zrozumieć swojego pupila. Wydawn. Kobiece Białystok 2019

Grzegorz J. Korwin – Szymanowski – Kropka. Wydawn. LTW Łomianki 2010

WSTĘP: „Koty do nas mruczą, furczą, ćwierkają. A nawet mówią, że tęsknią za miłością” – Sonia Maciuszek, behawiorystka zwierząt domowych

O autorach:

Susanne Scholz  jest profesorem fonetyki, która od kilku lat prowadzi badania nad sposobem w jaki koty porozumiewają się z ludźmi. Wykłada na Uniwersytecie w Lund (Szwecja).

Grzegorz J. Korwin-Szymanowski ukończył studia socjologiczne.

 Od połowy lat 90-tych pisze artykuły i robi zdjęcia dla kilku pism („Żagle”, „Foto”, „Podróże”, „Le Courrier de Varsovie”) – głównie o tematyce krajoznawczej i historycznej. Od kilku lat pracuje jako dziennikarz w miesięczniku społecznym Służby Więziennej „Forum Penitencjarne”.

Od 35 lat wiele czasu i energii poświęca żeglarstwu.

O książkach:

Przedstawiam tutaj dwie bardzo różniące się książki o kotach. Scholz przeprowadziła serię eksperymentów dzięki którym wyodrębniła i scharakteryzowała kocie odgłosy za pomocą analizy akustycznej.

„Zwierzęta wydają konkretne dźwięki w zależności od sytuacji w jakiej się znajdują”.

„Każdy kot ma swój własny tajemniczy język, znany jedynie jego człowiekowi – i to tylko wtedy, gdy człowiek ten słyszy go dostatecznie często”.

Autorka wspomina swoje dzieciństwo i pierwsze kontakty z kotami. Jako dorosła osoba miała pięć kotów i opisuje w jaki sposób badała ich różne odgłosy. Naliczyłam dwanaście. Omawia różnice między językiem ludzi i tych zwierzątek. Podaje jakie są kody komunikacyjne człowieka i kota. A także w jaki sposób koty porozumiewają się między sobą.

Trudnością jest to, że „Kot nie odzywa się na rozkaz, ani na prośbę więc nie można robić badań w laboratorium”.

Jeśli wam się wydaje, że koty tylko miauczą to przeczytajcie tę książkę. Niestety zawiera ona bardzo dużo materiału naukowego i to może znużyć czytelnika.

Książka została napisana w języku niemieckim.

Natomiast „Kropka” was nie znuży. Ma wprawdzie 16 rozdziałów ale tylko 144 strony.

Jest to historia wyrzuconej przez właścicieli malej kotki, która, na szczęście” znalazła dobry dom i opiekunów. Sama Kropka opisuje swoje dzieje.

„Nie wiem skąd się wzięłam. Po prostu jestem i tyle”. Czterotygodniową kotkę mężczyzna z córeczką wywieźli daleko od domu i postawili na wysokiej gałęzi w cudzym ogrodzie. Dziewczynka pomachała i powiedziała pa, pa koteczko. Pewnie uważali, że świetnie postępują.

Kropka opowiada o rodzinie, która ją przygarnęła. Obrośniętym Zygfrydzie, jego żonie („Pani miała w sobie coś z kota”) i dwóch synach. O warunkach jakie jej stworzyli, opisuje  „Dom pod Trzema Sosnami”  i ogród. A także dwa duże i bardzo kudłate psy oraz kotkę, która nie lubiła konkurencji.

Nie brakuje momentów wzruszających ale i zabawnych.

„Tę całą historię, która – przysięgam – zdarzyła się naprawdę, opowiadam ja, Kropka mała koteczka”. Opowiedziałam ją memu panu Zygfrydowi… wyszeptałam mu do ucha wszystko to, co się zdarzyło w moim życiu i o czym pamiętałam”.

Wirus przyjaźni

cz. 1 – Wirus wszędzie 2 – Wirus osobisty 3- Wirus nie odpuszcza 4 Wirusowe zawirowania 5 – Wirus świrus 6 – Wirus na Ołbinie 7 – Wirus niebanalny

*******************************************************************************************

Po śniadaniu obaj panowie poszli na kolejną porządkową krucjatę przedtem nakarmiwszy kota.

Czwarte podwórko było wyjątkowo brzydkie i zaniedbane. Rachityczne nieliczne krzewy trwały resztką sił a wypalona murawa towarzyszyła im chcąc nie chcąc.

Przepełnione pojemniki dopełniały krajobrazu po nieudanej bitwie o godność.

Nawet Edek i Wacek przyzwyczajeni do podwórkowego nieładu byli zaskoczeni.

– To mamy huk roboty przed sobą – stwierdzili zgodnie.

Po zebranych doświadczeniach na trzech poprzednich podwórkach mieli już opracowany plan sprzątania. Najpierw zbierali śmieci z obrzeża  i zataczając kręgi zbliżali się coraz bliżej miejsca w którym stały przepełnione pojemniki.

Widząc, że już do nich nic się nie zmieści wyciągnęli duże kartony z jednego i wrzucili tam pozbierane oraz posegregowane odpadki.

– Popatrz, tu leżą talerze i kubki  – może potrzebujesz? – spytał Wacek.

– Kładź wszystko co dobre do naszej torby,  potem to zagospodarujemy.

– Myślę, że jak już nazbieramy dużo dobrych przedmiotów to spróbuję je sprzedawać przez Internet. To co potrzebujemy zostawimy sobie a niesprzedane oddamy do sklepu dobroczynnego.

Usiedli na połamanej ławce i popijając przegotowaną wodę każdy myślał o czym innym.

Gołębie uspokojone, że ludzie im już nie przeszkadzają usiadły na pojemnikach ze zmieszanymi odpadkami i wydziobywały jedzenie. Jeden z nich miał na szyi wyjedzoną w środku kromkę chleba.

Ciszę podwórka przerwało wejście pary nurków. Zobaczyli Edka i Wacka z torba pełną przedmiotów.

– Co tu k…a robicie, to nasz rejon. Oddawajcie to – mężczyzna schylił się do torby.

– Spie…..j koleś bo nogi z dupy powyrywam – Wacek wstał i wyprostował się na całe swoje 180 centymetrów wzrostu. Edek także się podniósł i już wyciągnął rękę do bicia gdy kumpel go powstrzymał.

– Nie bij go, wytłumacz mu. – Sprzątamy podwórka i tylko przy okazji coś sobie weźmiemy. A wy tylko wyciągacie co można szybko opylić rozrzucając wszystko dokoła. Żebym was tu nigdy więcej nie widział! – krzyknął.

Nurek próbował protestować ale kobieta go odciągnęła.

– A to sk……ny – mamrotał na odchodnym.

– Fakt –  robimy im konkurencję – stwierdził Edek.

– Trudno, jakbym miał wyższą rentę to bym tego nie robił. Ty teraz też nie dostaniesz żadnej pracy.

– Obawiam się, że już nigdy w ogóle – zrezygnowanym głosem powiedział Edek.

– Nie ma co biadolić, na razie wiemy co robić.

– Odwiedźmy Helenę – zaproponował Wacek. – Może cos sobie wybierze z naszych znalezisk.

– Dobrze, że nie są to wykopaliska, bo szczątki i skorupy raczej się jej nie przydadzą.

Drzwi bramy gdzie mieszkała seniorka były niedawno malowane, domofon działał, korytarz zadbany z toalety nie cuchnęło.

– Czyli można – pomyśleli panowie.

Helena ucieszyła się z ich wizyty ale na dzień dobry, jak zwykle poleciła umyć ręce.

– I co słychać chłopcy? – zapytała stawiając przed nimi kubki z herbatą i talerzyki z ciasteczkami.

– Mieliśmy spotkanie trzeciego stopnia – poinformował Wacek.

– Kosmiczne? – zdziwiła się starsza pani. – Coś podejrzanego wypiliście. Przyznawać mi się tu zaraz!

– Nieee, niech się pani nie boi. Najwyżej wyziewy ze śmietnika mogłyby nas oszołomić ale nie aż do tego stopnia. Dwoje „nurków” uznało nas za niezdrową konkurencję i kazali wszystko oddać.

– Niezdrową? Wirusa macie? – zaniepokoiła się Helena.

– Niezdrową w sensie nieuczciwą, bo uważają, że to ich prywatny rejon.

– I co? Daliście się zastraszyć?

– Ale skąd! Wystarczyło, że Wacek wstał, bo tamci mikrzy tacy raczej.

– A to dobrze. I co dzisiaj znaleźliście?

– Właśnie przyszliśmy tutaj od razu, żeby pokazać, bo może coś sobie pani wybierze.

– Dziękuję, że o mnie pomyśleliście. O, ten czajniczek do herbaty wezmę, bo stary mi się stłukł. Dziękuję wam bardzo. A pamiętajcie w niedzielę przyjść do mnie na obiad.

Napisane 23.05.2020 r.

Parapetówka z trupem



Fryczkowska Anna – Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki), Wydawn. Burda 2016
TYTUŁ:  Parapetówka z trupem
WSTĘP: Kultura od wieków tłumiła agresję w kobietach ale ona jest, buzuje, ciekawe co będzie kiedy się uwolni
O autorce:
Anna Fryczkowska urodziła się 20.08. 1968 roku w Warszawie. Ukończyła filologię włoską i scenopisarstwo w PWSTiF w Łodzi. Była tłumaczką, reportażystką, redaktorką.
Pisze scenariusze do seriali telewizyjnych. Jest autorką 10 powieści obyczajowych i kryminalnych.  Za swoje powieści otrzymała 4 nagrodyO książce:
Tytuł książki nawiązuje do zabawnych przygód „Trzech panów w łódce nie licząc psa”.
Tu mamy sześć kobiet:
Zuzia – 38 lat, organizatorka parapetówki w domu mającym 450 m2, leżącym na odludziu
Bietka – cwana celebrytka, autorka kryminałów
Alka – świetnie zarabiająca w korporacji, po godzinach pisząca kryminały
Daria – sztywniaczka aspirująca do roli posłanki
Hania – 47 lat, psycholożka pracująca w parafii
Uliana – młoda Ukrainka sfrustrowana i zakochana
Jest jeszcze ktoś niekontaktowy i nadwrażliwy oraz suczka Maksia.
Pozornie wszystkie sześć kobiet to osoby szczęśliwe, ustawione finansowo i emocjonalnie.  Trupy z ich szaf wypadają powoli ale konsekwentnie i konkretnie. Jednej z pań mąż zarabia o wiele mniej niż ona. Druga sypia z dziewiętnastoletnim synem przyjaciółki. Trzecia nie może mieć dzieci. Czwartej mąż kocha tylko pieniądze. Piąta doszła do wniosku, że źle wykonuje swój zawód. Szósta boleje, że jest daleko od kraju i rodziny.
Sylwetki kobiet są interesujące bo zróżnicowane, zarówno w warstwie psychologicznej jak i biograficznej.
A w tle mamy poczet facetów – nieodpowiedzialnych, przemocowców, nieudaczników, wyrachowanych manipulantów.
Autorka postawiła bohaterki w typowej, jak na kryminał, sytuacji – dom na odludziu, okolicę zasypało na biało.
Nietypowym zabiegiem jest połączenie narracji jakby dwóch autorek – Fryczkowskiej i Alki, która próbuje dociec kto zabił koleżankę.
Najmniej jest tu klasycznego policyjnego dochodzenia – przesłuchań, przeszukania domu, pobierania odcisków palców. Bo nie o to, według mnie, autorce chodziło a o przedstawienie różnych losów i postaw kobiet. To książka trochę feministyczna.
Zakończenie zaskakuje i bardzo mi się podoba. Polecam.

 
 
 
 

Wirus zaradności

To już 10 część tej pandemicznej opowieści. cz. 1 – Wirus wszędzie 2 – Wirus osobisty 3 – Wirus nie odpuszcza 4 – Wirusowe zawirowania 5 – Wirus świrus 6 – Wirus na Ołbinie 7 – Wirus niebanalny 8 – Wirus przyjaźni 9 – Wirus nadziei *********************************************************** Helena smażyła naleśniki, Wacek wystawiał na sprzedaż znalezione … Czytaj dalej Wirus zaradności

Wirus nadziei (cz. 9)

To już 9 część blogowej powieści w odcinkach i przygód dwóch panów i jednej pani na wrocławskim Ołbinie (nie licząc kota) 1 – Wirus wszędzie 2 – Wirus osobisty 3 – Wirus nie odpuszcza 4 – Wirusowe zawirowania 5 – Wirus świrus 6 – Wirus na Ołbinie 7 – Wirus niebanalny 8 – Wirus przyjaźni … Czytaj dalej Wirus nadziei (cz. 9)

Koty prywatnie i naukowo

Scholz Susanne – Sekretny język kotów. Mrrrau czy miau? Poznaj tajniki kociej mowy, aby lepiej zrozumieć swojego pupila. Wydawn. Kobiece Białystok 2019 Grzegorz J. Korwin – Szymanowski – Kropka. Wydawn. LTW Łomianki 2010 WSTĘP: „Koty do nas mruczą, furczą, ćwierkają. A nawet mówią, że tęsknią za miłością” – Sonia Maciuszek, behawiorystka zwierząt domowych O autorach: … Czytaj dalej Koty prywatnie i naukowo

Wirus przyjaźni

cz. 1 – Wirus wszędzie 2 – Wirus osobisty 3- Wirus nie odpuszcza 4 Wirusowe zawirowania 5 – Wirus świrus 6 – Wirus na Ołbinie 7 – Wirus niebanalny ******************************************************************************************* Po śniadaniu obaj panowie poszli na kolejną porządkową krucjatę przedtem nakarmiwszy kota. Czwarte podwórko było wyjątkowo brzydkie i zaniedbane. Rachityczne nieliczne krzewy trwały resztką sił … Czytaj dalej Wirus przyjaźni

Wirus niebanalny (cz. 7)

To już siódma część pandemicznej powieści w odcinkach. 1- Wirus wszędzie 2 – Wirus osobisty 3 – Wirus nie odpuszcza 4 – Wirusowe zawirowania 5 – Wirus świrus 6 – Wirus na Ołbinie Trzecie podwórko poddane lustracji i pielęgnacji w postaci zebrania śmieci i umieszczenia ich w pojemnikach odetchnęło i uśmiechnęło się do wszystkiego. – … Czytaj dalej Wirus niebanalny (cz. 7)

Wirus niebanalny (cz. 7)

To już siódma część pandemicznej powieści w odcinkach. 1- Wirus wszędzie 2 – Wirus osobisty 3 – Wirus nie odpuszcza 4 – Wirusowe zawirowania 5 – Wirus świrus 6 – Wirus na Ołbinie

Trzecie podwórko poddane lustracji i pielęgnacji w postaci zebrania śmieci i umieszczenia ich w pojemnikach odetchnęło i uśmiechnęło się do wszystkiego.

– Wiesz, powinniśmy jeszcze stawiać naczynia z wodą dla ptaków – powiedział Wacek.

– A może jeszcze czesać im piórka każdego ranka?

– Czemu nie, tylko nie wiem czy są odpowiednie grzebienie – odpalił wspólnik podwórkowych peregrynacji.

– To mamy ustalony zakres obowiązków – zaśmiał się Edek. – Tylko pamiętaj zapytać ptaszki o zgodę, bo mogą nie poddać się zabiegom dobrowolnie.

– Odwrotnie niż my fryzjerowi. Powoli otwierają swoje zakłady, a niektórzy to nawet salony.

– Dobrze, że nie saloony.

– Bo ja wiem czy dobrze, czas szybciej by tam płynął przy drinku.

– Mieliby specjalność zakładu: drink z włosami.

I tak pogadując obaj uporządkowali całe podwórko.

– Popatrz, ktoś wystawił przetwory domowe. Są ogórki, papryka, jakaś sałatka z warzyw – bierzemy?

– Ale czy to nie trujące? Jak ktoś wyrzucił to pewnie zepsute.

– Ludzie tyle dobrych rzeczy wyrzucają to może i to jest zjadliwe. Bierzemy. Spróbujemy w domu.

– A te książki zostawiamy czy też do torby skarbów odzyskanych?

– Do torby. Będzie co czytać wieczorami lub gdy pada deszcz.

– Wstąpmy po drodze do Heleny, może nas czymś dobrym poczęstuje – zaproponował Wacek.

– Nie wiem czy możemy tak często ją objadać. Zaniosłeś jej jakieś produkty?

– Tak, cukier, mąkę, ryż, makaron, warzywa i owoce.

– To chyba możemy, no i pokażemy jej książki to sobie pewnie coś wybierze.

Helena jak zwykle bardzo się ucieszyła z wizyty chłopców, jak ich nazywała.

– Umyjcie ręce a ja zrobię herbatę. Ale najpierw zjecie ryż z jabłkami na ciepło zrobiłam – lubicie?

– Pewnie, że lubimy. Człowiek spracowany to człowiek głodny.

– A, to byliście na kolejnym podwórku?

– Tak, to już trzecie. Znaleźliśmy trochę książek to może pani sobie coś wybierze? Wacek postawił torbę na krześle i już miał wyciągać zawartość ale Helena go przystopowała.

– Nie, nie tu. Połóż je w przedpokoju za zasłonką. Muszą przejść kwarantannę tak jak to robią w bibliotekach.

– A na jak długo?

– U nich trwa to tydzień, więc i ja tyle im dam.

– To my też na tyle u siebie je odłożymy. Strzeżonego Pan Bóg strzeże. Nie wiadomo kto to wyrzucał.

– Słusznie. Siadajcie i zajadajcie.

Następnego dnia Wacek odwiedził Helenę i powiedział, że Edek nie ma żadnej żywności i żyje tylko na tym czym ona go poczęstuje.

– To dobrze, że mi o tym mówisz. Trzeba mu coś zorganizować. Na razie zanieś mu ten chleb, masło, ser, cztery jajka, trochę cukru  i herbatę. – A czy ma jakieś naczynia i sztućce?

– Coś tam widziałem na szafce, kubek i talerzyk na pewno.

– To się dokładniej rozejrzyj, bo może jeszcze coś potrzebuje.

Wacek zabrał jedzenie i poszedł do Edka. Daleko nie miał – tylko do sąsiedniej bramy.

Zastukał do drzwi, nikt nie odpowiedział. Zastukał jeszcze raz – bez odzewu. Nacisnął klamkę – zamknięte.

– O cholera, pewnie mu się coś stało. Co robić – wyważyć drzwi, zadzwonić na policję?

W tej chwili usłyszał dźwięk spuszczanej wody w toalecie i wyszedł z niej Edek.

– To ja się bezskutecznie dobijam, myślę, że coś ci się stało a ty tylko…

– No co, nie mogę przecież do kuwety jak kot.

Otworzył drzwi i wpuścił gościa.

– Przyszedłem z darami – powiedział Wacek i wyciągnął produkty.

– A skąd to masz?

– Helena dała, żebyśmy razem zjedli śniadanie.

– Jaka to fajna seniorka. Mogłaby być naszą matką. Niech nasz zaadoptuje – zażartował Edek.

I z tym marzeniem przygotowali sobie a potem zjedli posiłek.

Napisane 20.05.2020 r.

Wirus na Ołbinie

To szósta część mojej wirusowej „powieści w odcinkach”, poprzednie: 1 – Wirus wszędzie; 2 – Wirus osobisty; 3 – Wirus nie odpuszcza;  4 – Wirusowe zawirowania; 5 – Wirus świrus

*************************************************************************************

Edek i Wacek umyli ręce i rękawice. Nakarmili kota i włączyli telewizor. Ale ten tylko pyknął i zdechł.

– Chyba nie wytrzymał nawału dobrych wiadomości – powiedział Wacek.

– A są jakieś dobre? – zapytał kumpel.

– Zależy kto je przekazuje. Telewizja publiczna jest jak kobitka lekkich obyczajów – każdy jest dobry byle płacił.

– Mówisz o abonamencie? – upewnił się Edek.

– Eduś, z jak wysokiej choinki się urwałeś?

 – A bo ja rzadko oglądam telewizję i radia nie mam.

– Teraz to i radio rzadko prawdę ci powie. Słynna rozgłośnia zwana „trójką” została „trujką”, odeszli z niej najlepsi dziennikarze.

– Ale jest przecież jeszcze trochę innych stacji.

– Ano jest ale więcej tam reklam niż prawdy.

– Ciężkie czasy – westchnął Edek.

– Oj, ciężkie dlatego trzymajmy się razem. A propos – czy ty masz w ogóle jakieś podstawowe zapasy jedzenia? – zapytał Wacek.

Gospodarz otworzył szafkę stojąca, wiszącą  i lodówkę demonstrując stan posiadania.

Kolega wstał i wyjął z szafki cukierniczkę z resztką cukru na dnie, małą solniczkę zapełnioną w połowie i 3 herbaty ekspresowe.

– No, widzę, że żyjesz miłością do ojczyzny – zażartował Wacek. – A czy ty umiesz gotować?

– Wodę na herbatę, jajko na twardo i jarzyny na miękko.

– Istny master chef z ciebie. Zrobimy tak – ja mam trochę zapasów, więc obiady będziemy jadać u mnie. Mam znajomy warzywniak gdzie pod koniec dnia dadzą nam za darmo jarzyny i owoce dobre ale nie nadające się do sprzedaży.

– To chyba przejdziemy na wegetarianizm – stwierdził Edek.

– Trochę na to wygląda ale może pani Helena choć raz w tygodniu nas poratuje mięskiem. A ja jej dostarczę warzywa i owoce.

– To nie jest zły pomysł.

– To chodźmy do niej, zaproponujemy taki układ a potem do mnie po wiertarkę to ci umocuję wieszak.

Jak powiedzieli tak zrobili. Helena zgodziła się na propozycję i w nagrodę poczęstowała ich zupą jarzynową z mięsną wkładką.

Następny dzień upłynął panom pracowicie. Najpierw posprzątali sąsiednie podwórko na którym znaleźli kolorową pościel i męski sweter. Nawet czyste i bez plam.

W mieszkaniu Edka Wacek zamontował wieszak a potem usiedli i uszczuplili zapasy herbaty.

– Śniadania i kolacje będziesz sobie robił sam ale potrzebujesz parę produktów. Trzeba pomyśleć, bo ludzie wprawdzie wyrzucają chleb ale raczej spleśniały. Jajek, świeżego sera i wędlin na śmietniku nie spotkałem. Trzeba się będzie poradzić Heleny.

Zapadło milczenie. Darek usadowił się na kolanach Edka i cicho pomrukiwał. Wacek spoglądał przez okno na posprzątane podwórko.

– A widziałeś jak Helena ma urządzony kącik łazienkowy w przedpokoju? Jest tam umywalka i terma elektryczna, wszystko zasłonięte. Może i u mnie dałoby się to zrobić?

– Pewnie tak ale to są koszty. Najpierw musisz coś zarobić. Ale taboret i miskę już tam możesz wstawić.

– Masz rację – Edek spuścił głowę. – A jak myślisz, skąd się wziął ten wirus?

– Teorie spiskowe są różne. Jak przyjdziesz do mnie to ci pokażę w Internecie. Ale ja myślę, że to Ziemia się zbuntowała, bo ludziom od dawna odbiło, są zachłanni i niszczą środowisko bezlitośnie. Wszędzie plastik, zepsutych rzeczy się nie naprawia tylko wyrzuca, bo naprawa kosztuje prawie tyle samo co nowa rzecz. A nowa tak zrobiona, aby jak najkrócej działała. No i mamy teraz covid19.

– Widzę, że ty taki raczej ekologiczny jesteś – trochę zakpił Edek.

– Bardzo nawet, nie mam auta, tylko rower, nie szwendam się po świecie najwyżej pod Wrocław, segreguję śmieci, oszczędzam wodę. Obserwować i myśleć trzeba Eduś. Czego nie wiem to znajdę w Internecie a i tak nie we wszystko wierzę, szczególnie oszołomom politycznym. Przyjdziesz do mnie to sobie poczytasz i pooglądasz.

– A teraz chodźmy posprzątać jeszcze jedno podwórko. Tylko nakarmię kota i posprzątam jego kuwetę – powiedział Edek wstając z krzesła.

Napisane 19.05.2020 r.

Wirus świrus

To piąta część „powieści w odcinkach” z czasu pandemii:

1) Wirus wszędzie 2) Wirus osobisty 3) Wirus nie odpuszcza 4) Wirusowe zawirowania

WIRUS Świrus

Edek po zjedzeniu obiadu został zaopatrzony w maseczkę uszytą przez Helenę. Nie ucieszyła ich, usłyszana w telewizji, informacja, że sprowadzone z Chin przez nasz rząd maseczki są bez atestu, czyli wywalono publiczne pieniądze w błoto. Bo krewni i znajomi królika musieli zarobić.

– I pewnie nikt za to nie beknie – pomyślał Edek.

Idąc do sklepu wspominał niedawne wydarzenia i to jak bardzo zmieniło się jego życie. Był bezrobotnym pijaczkiem próbującym popełnić samobójstwo, brudnym, mieszkającym w  mieszkaniu istnym chlewie, samotnym i bez przyszłości. Teraz nie pije, ma życzliwych znajomych, posprzątaną chatę i kota. Czuje się jak człowiek a nie menel. Tylko pracy i pieniędzy mu brakuje.

Idąc wyprostował się i uśmiechnął. Na drzwiach bramy zobaczył napis na tęczowej kartce: BĘDZIE DOBRZE.

– Jeśli nie schrzanię tego co mam to na pewno tak będzie  – pomyślał.

Zrobił zakupy i wracając przez Skwer im. Edyty Stein usiadł na ławce. Z przyjemnością patrzył na wiosenną zieleń.

Skwer jest nieduży więc nie dało się ominąć wzrokiem kościoła.

– Ciekawe czy ktoś z parafii zainteresował się Heleną, tym czy nie potrzebuje pomocy, przecież to seniorka bez rodziny. Muszę ją zapytać.

Drzwi mieszkania starszej pani były otwarte, więc Edek wszedł jak do siebie. Przy stole siedziała gospodyni i Wacek.

– O, jesteś. Umyj ręce i zapraszam na herbatę z ciastem.

– A on też umył? – zapytał wskazując na kumpla zdejmując maseczkę i przekazując zakupy.

– Umył, umył – uspokoiła go seniorka.

– No to idę – przeszedł do przedpokoju gdzie była mała prowizoryczna łazienka. – Muszę u siebie taką zrobić – pomyślał.

– Po posiłku idźcie na podwórko, a najlepiej na dwa i posprzątajcie tam. Przyszykowałam kilka maseczek z ręcznika papierowego to będziecie mieli na zapas. Tylko przed wyrzuceniem ich oddzielcie i oddajcie mi gumki. Dam wam też rękawiczki, które będziecie mogli wielokrotnie używać po umyciu. No i worki oraz duże reklamówki – Helena nie traciła czasu na pogaduszki.

– Tak jest szanowna pani – Wacek wstał i trzasnął obcasami.

Zrobiło im się weselej. Po posiłku panowie uzbrojeni w środki ochronnych własnej poszli do pracy. Na ich wspólnym podwórku okazało się, że śmieci fruwają jak spłoszone przez nich gołębie nurkujące w pojemnikach po jedzenie.

– Wiesz, że przeszukiwaczy śmietników nazywają nurkami bo nurkują w pojemnikach? – zapytał kumpla Wacek.

– No to bardzo trafnie, mamy maski, rękawice tylko płetw nam brak.

Rozbawiło ich to bardzo, usiedli na wyrzuconych meblach i popijając wodę mineralną śmiali się do rozpuku.

– Może przydadzą ci się jakieś meble, popatrz są całkiem dobre – Wacek  zapamiętał słowa Heleny, że trzeba Edkowi pomagać w wyjściu z wykluczenia i beznadziei.

Edek pooglądał co wyrzucono, sprawdził stan każdego przedmiotu i powiedział:

– Mam tylko jedno krzesło i taboret to jeszcze jedno mi się przyda. Zaniosę je od razu. Ale zobaczmy co jeszcze wyrzucono.

Obeszli pojemniki zbierając leżące obok nich i od razu segregując śmieci, wkładając je do worków a potem wysypując zawartość do odpowiedniego kontenera. Obeszli też całe podwórko zbierając papierki, puszki, kapsle, woreczki i pudełka.

– Do tej torby wkładajmy to co się przyda tobie lub mnie – poradził Wacek.

Po uprzątnięciu całości usiedli na ławeczce i z dumą popatrzyli wokół i na siebie.

– Miała rację Helena, że to jest pożyteczne i sensowne zajęcie. Az miło popatrzeć, no nie? – stwierdził Edek.

– Bo ona mądrą kobietą jest.

Wespół w zespół dwuosobowy poszli do mieszkania Edka.

W przedpokoju nadal leżał zerwany wieszak ale już bez odzieży.

– Ej, coś się tu zmieniło – powiedział zaskoczony Wacek. Jakby ładniej pachnie.

W kuchni zdjęli maseczki i rękawiczki. Gospodarz nastawił wodę na mycie a z torby na znaleziska wyciągnął plastikowy płaski pojemnik – niby tacę, niby kuwetę.

– A po co ci to? – zapytał Wacek.

– A po to – gospodarz wskazał na nyżę gdzie zwinięty w kłębek spał kot.

– Kot przygarnąłeś?

– Ktoś mi go w pudełku podrzucił pod drzwi i to wraz z jedzeniem to go wziąłem. Tylko kuwety potrzebuje. To co znalazłem bardzo się nada.

– Będziesz musiał kupować piasek.

– E, nie – on załatwia się na podartą gazetę. Popatrz – wskazał na pudełko w rogu. I od razu zamienił je na znalezisko.

– Mądry kot, wie, że nie jesteś bogaty. Ale albo mi się zdaje albo tu jest jakoś czyściej.

– A bo jak zobaczyłem jak ten kot się myje to pomyślałem, że dom i ja też musimy być czyści. Przy okazji – czy pomógłbyś mi zamocować wieszak w przedpokoju?

– Jasne, a jakbyś jeszcze chciał coś naprawić to zawsze ci pomogę.

– Fajny chłop z ciebie, dzięki. Woda się zagrzała to umyjemy ręce i rękawice.

Kot wyszedł z nyży i ocierając się o nogi obu mężczyzn mruczał domagając się jedzenia i głaskania.

Napisane 18.05.2020 r.

 

 

 

 

 

 

Wirusowe zawirowania

To już czwarte opowiadanie z cyklu „Wirus”; 1 – Wirus wszędzie; 2 – Wirus osobisty; 3 – Wirus nie odpuszcza

              Wirusowe zawirowania

Edek i Wacek wyszli zawiedzeni, że musieli obejść się smakiem czyli tylko rosołem. A pieczony kurczak tak smakowicie pachniał.

– Widzisz kretynie, opłacało się nachlać? Przez ciebie niczego nie mamy, ani maseczek, ani rękawiczek,ani niedzielnych obiadków.

– E, tam – dotąd jakoś żyłem bez tego – obruszył się Edek.

– I co? Dobrze ci było? Żyłeś jak człowiek czy jak łajza?

— Odwal się ode mnie, nie podoba ci się co robię to spadaj – odpowiedział niedoszły kumpel.

– Jak chcesz – obraził się Wacek i wszedł w swoją bramę.

Edek przystanął zaskoczony, podrapał się w głowę i poszedł przed siebie. Przysiadł na ławce pod wiatą autobusową i bezmyślnie patrzył przed siebie. Gdy zapadł zmrok wstał i zgarbiony, szurając burami po chodniku powlókł się do domu.

Przywitała go obskurna klatka schodowa i opary jak z obory. Przyzwyczajony nawet nie zwrócił na to uwagi.

Przed drzwiami swojego mieszkania o mało nie potknął się o duże pudełko po butach leżące na resztkach wycieraczki. Już miał je kopnąć ale tylko przesunął na bok. I w tej chwili usłyszał cichutkie miau, miau.

Zajrzał do pudełka i zobaczył małego, łaciatego kotka, który patrzył na niego wzrokiem mówiącym: weź mnie do domu, jestem taki biedny, opuszczony.

– No, jeszcze mi tego potrzeba było do szczęścia – pomyślał.

Ale zabrał pudełko i postawił na stole w kuchni. Usiadł na krześle, wyjął kota i zobaczył, że w pudełku są saszetki z kocim jedzeniem.

– O żarciu dla mnie nikt nie pomyślał – użalił się nad sobą.

Ze zlewu wyjął mały talerzyk, rozdarł saszetkę i wycisnął karmę. Kotek sam wygramolił się z pudełka i wszystko spałaszował. Potem rozsiadł się i zaczął dokładnie wylizywać futerko.

– Ty to masz fajnie, sam się umyjesz. Nie potrzebujesz łazienki, wody, mydła, szamponu i ręcznika. Szkoda, że się nie urodziłem kotem.

I tak siedzieli sobie we dwóch aż zapadła noc.

Edek wstał, nalał wody do największego garnka i postawił na gazie. Spod stołu wyciągnął miednicę, postawił ja na stołku. Obok położył mydło, szczotkę i prawie czysty ręcznik.

Nalał do miednicy gorącą i zimną wodę, rozebrał się i dokładnie umył. Nie pamiętał kiedy to robił ostatni raz. Wytarł się, wylał wodę i goły stał chwilę na środku kuchni. Kot leżał na stole w pozycji chleba i przyglądał mu się uważnie.

– No co? Ludzie nie mają futra tak jak ty. Muszą mieć ubranie. – Prawda, ubranie, czy ja mam coś czystego?

Wszedł do nyży, zapalił światło i zajrzał do szafy obok łóżka. Wyciągnął piżamę, założył ją, przeciągnął  się i ziewnął.

– O kurde, chyba powinienem umyć zęby.

Wszedł do kuchni i otworzył szafkę – była tam tubka z resztką pasty i wyłysiała szczoteczka do zębów.

– Musi mi to wystarczyć – pomyślał i zabrał się do dzieła. Po wypłukaniu ust wszedł do nyży gdzie napotkał następny problem – jak  bez obrzydzenia położyć się na brudnym barłogu. Ponownie otworzył szafę i wyszperał czystą choć zleżałą i zakurzoną pościel z kory w niebieskie kwiatki.

– Dobra nasza, nie jest najgorzej – pomyślał.

Zdjął pościelowe szmaty z poduszki i koca, zmienił na nowe, dodał prześcieradło i poczuł się jak król.

– Tylko mi korony brakuje – zażartował sobie w duchu.

Zgasił światło i położył się jakoś dziwnie zadowolony. Na granicy snu poczuł, że kot mości się obok jego nóg.

Nazajutrz obudził się i usłyszał mruczenie kota. Siedział przy jego twarzy i wylizywał sobie futerko.

– Ty to masz jakąś manię z tym myciem, kocie. A tak w ogóle to masz jakieś imię? Może Myjek? Albo Prezent, bo Prezydent, Premier czy Prezes to raczej nie – prawda? Już wiem, będziesz Darek, bo ktoś mi ciebie podarował.

– No to chodź Daruś na śniadanie, saszetek dali dużo to pożyjesz sobie jak panisko.

Rozdarł opakowanie i nałożył karmę na nieumyty talerzyk. Stanął na środku kuchni, rozejrzał się i stwierdził:

– Ślicznie to tu nie jest. Trzeba trochę posprzątać. Zacznę chyba od pozmywania naczyń.

Okazało się, że ma w domu wszystkie potrzebne środki czystości, szmaty, szczotkę i płyn do naczyń. Nastawił gar wody na pranie, w międzyczasie umył okno, odkurzył meble i wyszorował podłogę. Darek spał na stole. 

W szafie znalazł czyste dżinsy, skarpetki, flanelową koszulę i szary sweter, przebrał się więc i zastanowił co dalej.

– Wypiorę pościel i ubranie ale gdzie to powieszę? Na strychu pewnie wszystko kradną. Jakby się dało rozwiesić sznur tutaj…

Rozejrzał się po kuchni, przeszukał szuflady szafki, nic odpowiedniego nie znalazł.

Zaklął w duchu. Przeszedł do przedpokoju, spojrzał na leżący, zerwany wieszak z ubraniami. Podniósł go, pod nim była rozkładana suszarka. Zabrał się więc do prania.

Wykręcając kolejną rzecz uświadomił sobie, że kot musi się gdzieś załatwiać.

– A może już gdzieś nasikał i zrobił kupę? – pomyślał. Obszedł mieszkanie z nosem przy podłodze. Nic nie poczuł. Rozłożył suszarkę, powiesił na niej wyprane rzeczy.

Potem wziął pudełko w którym był kot, odciął górny brzeg, wyłożył  kawałkiem ceraty odciętej ze stołu i podarł gazetę. Postawił w kącie, wziął zwierzątko i włożył je do tej niby kuwety. Kot natychmiast zrozumiał i skorzystał.

– Trzeba ci coś lepszego zorganizować – powiedział Edek. Pogłaskał go w nagrodę, zebrał kawałeczki gazety do woreczka i wsypał następne.

W przedpokoju włożył buty i kurtkę, wyszedł i skierował się do sąsiedniej bramy. Zapukał do drzwi Heleny. Otworzyła i serdecznie przywitała.

– Witaj, wejdź. Napijesz się herbatki? A może coś zjesz? Jesteś głodny?

– Prawdę mówiąc to dzisiaj jeszcze nic nie jadłem.

– To umyj ręce i usiądź. Został jeszcze rosół i kawałek kurczaka. – A byłeś u Wacka?

– Właśnie chciałem panią zapytać gdzie on mieszka.

– Czyli zdecydowałeś, że będziesz z nim współpracował? – zapytała Helena podając talerz pełen rosołu z makaronem.

– No tak, trzeba się wziąć do roboty.

– Cieszę się, że tak postanowiłeś. Zjedz i zrób mi zakupy, tu masz spis i pieniądze.

Napisane 16.05.2020 r.

 

 

 

 

 

Wirus nie odpuszcza

To już trzecia część losów Edka:

1. Wirus wszędzie ;  2. Wirus osobisty

***************************************************************************

Spotkanie Edka i jego nowego kumpla Wacka w mieszkaniu seniorki Heleny przebiegło w promieniach słońca przedostającego się przez umyte okno i krótką firankę.

Po dokładnym umyciu rąk Edek zjadł cztery kanapki z żółtym serem i kiszonymi ogórkami, które Helena zawekowała jesienią. Wacek nie był głodny, więc zadowolił się ciastem. Helena napiła się herbaty owocowej z dodatkiem własnej konfitury. Siedzieli w odległości metra, aby ewentualny wirus nie miał okazji zagościć na ich ciałach.

Edek opowiedział, że zaczął pić gdy wyrzucono go z pracy, bo w dzień imienin koledzy namówili go, aby stał na czujce gdy obrabiali warzywniak. Mieli pecha, bo na pierwszym piętrze kamienicy przy której stał kiosk mieszkał policjant. Zainteresował się dlaczego w środku nocy jest tam światło i włamywacze wpadli. Oni siedzą ale wcześniej obciążyli go w zeznaniach. Dostał wyrok w zawieszeniu jednak szef hurtowni i powiedział, że nie potrzebuje u siebie złodzieja i wyrzucił go na zbitą twarz. Potem nawet nie starał się o pracę tylko zaczął pić.

– Oj, Edek, Edek, co ci odwaliło, żeś się zgodził na taką głupotę? – zapytał Wacek.

– Pięć piw zaprawionych winem marki wino.

Seniorka pogłaskała Edka po policzku.

– Głuptasie, nikt ci nie powiedział, że nie wolno mieszać trunków?

Edek nie odpowiedział tylko spuścił głowę.

– Za karę będziesz chodził po podwórkach osiedla i porządkował je czyli zbierał śmieci i wrzucał do pojemników. Ale dobre i czyste rzeczy zabieraj, przydadzą się potrzebującym – powiedziała Helena.

– Żadne takie, ja potrzebuję pracy i pieniędzy a nie głupiego zajęcia – żachnął się Edek.

– Eduś, nie bądź idiotą. Pani ci proponuje zmianę życia. Ja ci pomogę –  przystopował protesty nowy kolega.

– To ty też nie pracujesz?

– Jestem na rencie. Ale to stawka niższa niż życie. Możemy porządkować podwórka, zbierać dobre rzeczy i je sprzedawać.

– Zgłupiałeś? Teraz gdy wszystko pozamykane bo szaleje wirus?

– Trochę w domach, trochę w piwnicach przechowamy dobre rzeczy po wyszorowaniu i upraniu. A gdy będzie normalnie to zajmiecie się sprzedawaniem. A póki co uszyję wam maseczki i dam rękawice, żebyście nie złapali czegoś paskudnego – wtrąciła się seniorka. – A w każdą niedzielę zapraszam was na obiad.

– Też mi łaska, a w tygodniu mamy głodować? – oburzył się Edek.

– Mam znajomości tu i tam, jeśli uda mi się załatwić produkty to będziecie jedli codziennie. Jednak u mnie tylko w niedziele – zgoda?

Wacek wstał i pocałował seniorkę w rękę a potem szturchnął Edka. Ten spojrzał na niego baranim wzrokiem i wzruszył ramionami. Kolega wziął go więc za ramię i potrząsnął mówiąc:

– Podziękuj pani!

Ociągając się Edek nachylił się nad dłonią Heleny.

– Dobrze, już dobrze, dziękuję.

Gdy wychodzili starsza pani przytrzymała Wacka i powiedziała:

– Odprowadź go do domu i sprawdź jak żyje. Potem mi opowiesz.

Mężczyzna tylko skinął głową.

Nazajutrz seniorka spotkała Wacka przed apteką.

– I co, byłeś u Edka?

– Tak, koszmarnie mieszka, brudno, śmierdząco, wszystko zaniedbane.

– No to trzeba będzie mu pomóc się ogarnąć. A będziecie robić to co powiedziałam?

–  No, zachwycony nie jest, odwykł od pracy. Ale go przekonam.

– To świetnie. Jak się z nami oswoi to zrobimy porządki w jego mieszkaniu. I zwracajcie uwagę na wszystkie wyrzucone śmieci. Na pewno znajdziecie i meble, które mu się przydadzą i ubrania, i naczynia. Że nie wspomnę o książkach. Zamiast pić  lepiej niech czyta. Mam też co do was dalsze plany ale to później. Uszyłam dla Was maseczki. Jeśli będą wam przeszkadzać to może znajdziecie folię z której zrobicie sobie przyłbice. No i macie tu rękawiczki. Pamiętajcie też o częstym myciu rąk – powiedziała Helena uśmiechając się za maseczką z kocim motywem. I poszła na  zakupy choć to nie były godziny wyznaczone dla seniorów. Przekonała się bowiem, że wtedy jest największy tłok.

W niedzielę Helena ugotowała duży garnek rosołu, makaron, upiekła dorodnego kurczaka i zrobiła surówkę z kiszonej kapusty. Na deser przygotowała kawę, herbatę i domowy kompot oraz kisiel.

Starsi panowie dwaj zapukali, zgodnie z umową, o godzinie czternastej.

– Wchodźcie, wchodźcie – przywitała ich gospodyni.

Wacek wręczył jej jedną różę mówiąc:

– Bardzo dziękujemy za zaproszenie.

– Siadajcie chłopcy, obiad już czeka. Ale przedtem umyjcie ręce.

– I jak wam idzie praca? Na których podwórkach już byliście?

Mężczyźni zakrztusili się i bryznęli rosołem na stół.

– Co to znaczy? – zapytała Helena.

– No, ja byłem na naszym podwórku i posprzątałem. Ale ten leser zdobył skądś forsę, kupił jabola i leżał trzy dni nieprzytomny – powiedział Wacek.

– Bardzo się na was zawiodłam – powiedziała Helena. – Skąd miałeś pieniądze na wino? – zwróciła się do Edka.

– Koledzy poczęstowali – mruknął.

– Akurat koledzy, wziął ode mnie maseczki i rękawiczki, które pani dała i przehandlował – wsypał kolegę Wacek. – Też jestem na niego wkurzony.

– No, nie – zdenerwowała się gospodyni. – Drugiego dania i deseru nie będzie! Jeden pijak i leser, a drugi obiecał, że go przypilnuje i co z tego? Idźcie już, nie mogę na was patrzeć. Jak zrozumiecie co jest dla was dobre to dopiero wtedy przyjdźcie do mnie.

Obaj dokończyli rosół i wyszli. Przez drzwi Helena słyszała, że się kłócą.

Apetytu jednak nie straciła. Zjadła obiad, wypiła mocną herbatę, włączyła cichą muzykę i zaczęła obmyślać plan działania, czyli jak zmusić lesera do pracy się zabrania.

Napisane 10 maja 2020 r.