żarty o seniorach

seniorzy przy kompie

Na ławce w parku siedzą dwaj emeryci:
– Popatrz, jaka ta dzisiejsza młodzież ma ciężko w tym kryzysie! Jednego papierosa na pięciu muszą palić…
– No, ale dzielne chłopaki! Mimo wszystko się chcichrają na całego!

***********************************************************************************

Dwie babcie oglądają walkę bokserską w tv. Po serii ciosów jeden z zawodników pada na deski. Sędzia zaczyna liczyć, tłum szaleje! Wstanie?! Nie wstanie?! Wstanie?! Nie wstanie?!
– Nie wstanie – komentuje jedna z babć – znam chama z tramwaju.

*************************************************************************************

Obok dwóch dziadków siedzących na ławce w parku przechodzi grupa punków. Po chwili jeden z dziadków mówi:
– Tydzień temu kilku takich chuliganów napadło na moją żonę i wybiło jej zęby!
– Niemożliwe! To twoja żona miała jeszcze jakieś swoje zęby?!

*************************************************************************************

Pasażerka w autobusie przeprasza siedzącego obok niej staruszka:
– Tak mi przykro, że usiadłam na pańskich okularach..
– Nic nie szkodzi – odpowiada uprzejmie staruszek – moje okulary nie takie rzeczy widziały…

************************************************************************************

Do szkoły jazdy przychodzi staruszek.
– Chciałem się zapisać na kurs prowadzenia autobusów.
– Dziadku, a trochę na to nie za późno?
– Nie… byłem u lekarza na badaniach, żeby sobie przedłużyć prawo jazdy na moje auto, i on mi powiedział, że w tym wieku to najlepiej jeździć autobusem.

 

Reklamy

Podszczypywanie

DSCF3105

Nadal zakraplam operowane oko, od dzisiaj już tylko 11 a nie 13 razy. Najgorzej, że to zaczyna się od godz. 8,10. Dobrze, że można ustawić dźwięk komórki na dane pory.

Ostatnio trochę mój błędnik błędnie reaguje na rzeczywistość, więc chodzę powoli. Jeśli po drodze mijam rośliny to im nie przepuszczam i podszczypuję. Nie w celach erotycznych, albowiem nie robię z nich napoju miłosnego. Dwa razy mężczyźni zapytali mnie po co to robię. Powstrzymuję się od odpowiedzi: „aby zrobić trujący dekokt i truć nim mych wrogów”, bo zdaję sobie sprawę, że nie każdy wyczuje w tym żart. Szkoda. Mówię więc, zgodnie z prawdą, że to wykorzystam do robienia roślinnych kolaży. Taka ze mnie kolarka, nie mylić z golarką. 🙂

Oczywiście rośliny trzeba dokładnie wysuszyć, między warstwami gazet i ręcznika papierowego. Przez pierwsze trzy dni zmieniam mokre warstwy codziennie, a potem co 2 dni. Ale i tak się zdarza, że  uznam roślinę za suchą a ona potem, na złość mi, zwija się lub marszczy.

Także po całkowitym wysuszeniu bywa, że się kruszą, tracą kolor i trzeba je wyrzucić. Nie ma lekko.

Koleżanka jest w górach, więc wklejam górski kolaż.

Zniewolona zakroplona

krople emoty

CZWARTEK

Godzina 7,40  – zamówiona taksówka przyjeżdża punktualnie. Godz. 7,50 – jestem w szpitalu, przed pokojem przyjęć tłum się kłębi siedząc i stojąc. Nikt nie klęczy :). Od godz. 8,00 sprawne przyjmowanie. Godz. 8,30 – szóste piętro, za chwilę lekarka kieruje kolejne osoby do sal. Zapytana mówi, że jestem trzecia w kolejce do operacji. Cieszę się a diabeł stróż pokazuje mi figę, bez maku.

Pielęgniarka zakrapia mi oko, więc nie mogę czytać. Lewe jest wprawdzie po operacji (2 lata temu) ale miało otwór w plamce i obraz jest falujący, lepiej nie będzie. Strach pomyśleć co by było gdyby polepszenie prawego się nie udało. Byłabym ciągle „na falach”.

Czekam na swoją kolej, młoda lekarka ustala ze mną, że będę nosić okulary jako krótkowidz, a może się uda, że do czytania nie będą szkła potrzebne. Czyli jeśli nowe okulary to nie dwuogniskowe progresywne. Potem kolejne krople i badania. I czekam.

O godz. 10,30 dowiaduję się, że na sali operacyjnej mają bardzo trudny przypadek i dlatego będę operowana około godziny 15-tej. Czytać nie mogę. Dwie pacjentki z mojej sali odesłano do domu, dostały inny termin.

Więc czekam. NIE MOGĘ CZYTAĆ! Na korytarzu rozmówki dwóch seniorek – o dolegliwościach swoich, rodziny, sąsiadów i znajomych.  Nic nie jem tylko piję wodę.

Przed 15-tą zdejmuję swoją odzież, zakładam (nieumiejętnie) pampersa i wąski fartuszek ze sztucznego tworzywa. Idę na salę operacyjną, dostaję tam jeszcze czepek, też sztuczny.

Pościel w salach chorych też jest z podobnego, sztucznego tworzywa. Kolację podano na plastikowym talerzyku z takimż nożem. Karmią dobrze. Trzeci raz to sprawdziłam.

Na sali operacyjnej kładę się na stole – fotelu. Mężczyzna wali mnie w wierzch ręki, (zamiast o nią poprosić), aby wkłuć igłę wenflonu. Bolało. Ja to mam szczęście!

Panie przygotowujące otoczenie do zabiegu rozmawiają o weselnych potrawach. Anesteżjolożka mówi, że mam ciśnienie 166 i pyta:

– denerwuje się pani?

– pewnie, ja od rana na głodniaka a panie o jedzeniu – odpowiadam.

Opisywać operacji nie będę ale na zakończenie powiedziałam, że nigdy więcej.  Jedna z pań się zdziwiła mówiąc:

– a my tak rozmawiałyśmy aby pani stworzyć dobrą atmosferę.

Ja, że nic nie mam do atmosfery ale do operacji. I podziękowałam.

Ale i tak się sobie dziwię, że bez środków uspakajających to wytrzymałam i nie uciekłam albo nie zemdlałam.

Operacja trwała ok. 20 minut, dla mnie to były jak dwie ciężkie godziny, choć nie bolało.

Znieczulenie jest miejscowe, pacjent zostanie okryty ciężką plastikową płachtą, szczelnie przylepioną do twarzy, bo ciągle na oko lane są różne płyny. Pod płachtą duszno. Nikt nie konwersuje, bo potrzebne skupienie. Muzyczki relaksacyjnej też nie ma.

Odklejając płachtę powiedziano: – rzęsy zostały. No, ładnie – jakby powiedział Powolniak z serialu „Co ludzie powiedzą”. Czyli mogły zostać wyrwane.

O godz. 15, 25 byłam już na łóżku z kroplówką, która nie chciała płynąć. Nie spodobałam się jej chyba. Pielęgniarka ją przekonała.

A potem CZEKAŁAM, czekałam, czekałam. CZYTAĆ NIE MOGŁAM! W międzyczasie dostałam kolację. I czekałam na lekarkę, która jeszcze operowała. Po godz. 19-tej sprawdziła stan mojego oka, dała receptę na 4 rodzaje kropli i wypis. Krople wykupiłam w szpitalnej aptece a kontaktowa aptekarka opowiedziała mi o swojej przygodzie na trasie w mieście. Bezkrwawej.

PIĄTEK

Na godz. 8-mą rano znowu w szpitalu. Młody, chyba nie lubiący swej pracy, lekarz bada mnie na 2 przyrządach i dopasowując szkła do tego oka oraz je zakraplając. A potem na korytarzu CZEKAM. Czytać nie mogę. Duszno, niewolnika wachlującego brak.

Wreszcie lekarka operująca wywołuje mnie po imieniu (na oddziale pielęgniarki po nazwisku, RODO płacze). Ma na sobie żółtą bluzkę z małą główką kota. Mówię: o widzę, że pani doktor też lubi koty.

Ona zadowolona, nie z mojej bystrości ale stanu oka. Na następne badanie mam się zgłosić 23. września, wtedy dopiero będę mogła zrobić laserowy zabieg zaćmy wtórnej na lewym oku, wykupić nowe okulary. W międzyczasie mam do wyrwania ząb i wyłuskanie ropnia z migdała.

Najbliższe 2 tygodnie organizuje mi zakraplanie oka od godz. 8,10 do 21,00 – trzynaście razy. Parszywa trzynastka.

Jak ja nie lubię zajmować się swoim zdrowiem!!!

WAŻNA INFORMACJA – uwolniono limity na operacje oczu. Jeśli macie z nimi problem zgłaszajcie się.

 

 

 

 

Listy miłosne

listy mil_jzzpl

Listy miłosne Mariany Alcoforado. Przekład i wstęp Stanisława Przybyszewskiego. Wydawn. Artyst. i Filmowe 1986

Autorka była 26-letnią zakonnicą w klasztorze Matki Boskiej Poczęcia. Pochodziła ze starej, bardzo poważanej i zamożnej rodziny. Rodzice obie córki oddali do zakonu obawiając się o ich przyszłość, bo trwała wojna między Portugalią a Hiszpanią. Życie zakonne w XVII wieku uległo całkowitemu zepsuciu, choć istniały bardzo surowe reguły ale nikt na nie nie zważał.

Mariana zakochała się w 30-letnim Noelu Bouton markizie Chamilly, który pochodził ze starej i bardzo poważnej burgundzkiej familii. Od wczesnej młodości służył w wojsku, dzięki odwadze szybko awansował. Klasztor mieścił się w portugalskim miasteczku Beji i w nim kwaterował Chamilly. Podobno był tęgi, grubiański, ciężki na umyśle i głupi. Więc jest to przypadek Tytanii i osła („Sen nocy letniej” W. Szekspir).

Szał miłosny trwał dość krótko, bo przerażony namiętnością kochanki markiz wsiadł na okręt i tyle go widziała.

Umarła 28 lipca 1723 roku mając 83 lata.

Listów jest 5 (XII 1668 – VI 1668) i głupi markiz chwalił się nimi na prawo i lewo. Skorzystał z tego pewien hrabia, przetłumaczył na język francuski i w 1669 roku wydał. W krótkim czasie wyszło 40 wydań. Aż do roku 1810 nie znano nazwiska autorki.

List pierwszy (fragment)

Jak byleś nierozsądny, jak mało przewidujący, rozważ tylko, miłości moja! Biedactwo Ty! Oszołomiła Cię Twoja lekkomyślna nadzieja i nawzajem mnie nią oślepiłeś.

Namiętność,  na której budowałeś tyle wspaniałych planów, sprawia Ci teraz li tylko śmiertelną rozpacz, która da się tylko porównać z okrucieństwem rozłąki, która jest jej przyczyną.

Ta Twoja nagła ucieczka, którą ból mój, jakkolwiek tak wynalazczy w środkach nowych cierpień, nie jest zdolen w całej doniosłości jej smutku dostatecznie określić, zaliż to mi po wszelką wieczność nie dozwoli ujrzeć tych oczu, w których tyle miłości widziałam, które mnie nauczyły odczuwać rozkosze, jakie mi się stały nieskończoną błogością, zastąpiły wszelkie inne uczucia, a mówiąc szczerze całą mnie wypełniły.

Moje biedne oczy straciły w Twoich jedyne światło, które mi życie i krasę dawało; pozostały im tylko łzy, a nie znam innego z nich pożytku, jak tylko płacz, ustawiczny płacz, odkąd się dowiedziałam, żeś postanowił te straszną rozłąkę, która niezadługo mą śmiercią się stanie.

*********************************************************************************

Teraz już wiemy jak pisać listy/maile do kochanka, który nas porzucił.

 

 

Sendlerowa i inni

sendlerowa

Anna Bikont – Sendlerowa. W ukryciu. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2017

WSTĘP: „Pierwsza książka, w której Sendlerowa to nie słodka męczennica, która nie wie jak się nazywa, tylko lewicująca choleryczka niemogąca znieść głupoty i podłości i dlatego angażująca się w pomaganie Żydom” J. Tokarska – Bakir

O autorce: 

Anna Bikont urodziła się 17 lipca 1954 roku w Warszawie. Ukończyła studia biologiczne i psychologiczne. Pracowała jako asystentka na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. W stanie wojennym była dziennikarką ukazującego się w drugim obiegu „Tygodnika Mazowsze”. Potem  nawiązała współpracę z „Gazetą Wyborczą” i kontynuuje ją do dzisiaj.

Jest autorką zbioru reportaży „My z Jedwabnego” za który przyznano jej Europejską Nagrodę Książkową.

Wspólnie z Joanną Szczęsną napisała biografię „Pamiątkowe rupiecie, przyjaciele i sny Wisławy Szymborskiej” wydaną w 2007 roku. Obie panie są też autorkami „Lawina i kamienie. Pisarze wobec komunizmu”.

Za książkę „Sendlerowa. W ukryciu” Anna Bikont otrzymała Nagrodę Literacką m.st. Warszawy oraz Nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki

O książce:

Na książkę składa się dwadzieścia rozdziałów oraz dodatkowe: „W książce występują”; „Podziękowania”; Bibliografia; Źródła ilustracji; Indeks osób.

Tytuły rozdziałów są cytatami z wypowiedzi lub listów różnych osób. Pierwszy to: „Wyprowadzę na ulicę i niech się dzieje wola Boża”, następny: „Co byś zrobił, jakbyś Żyda u siebie znalazł?”, przez „Chyba zapomniałem jak się nazywam”; „Łatwiej było ukryć duży czołg niż małe żydowskie dziecko”; „Gdy dochodziło do Żydów, mur nie do przebicia”.

Bardzo trafnie wybrane przez autorkę pisują one, w wielkim skrócie, treść kolejnego rozdziału.

Większa część książki skupia się na, bardzo dokładnie opisanych, działaniach kilkunastu kobiet, nie tylko tytułowej bohaterki. Bo jest ona symbolem walki o wyrwanie kilkuset dzieci pochodzenia żydowskiego z getta, z zagrożenia śmiercią głodową lub w obozie koncentracyjnym.

Sendlerowa wyróżniała się energią i talentem organizacyjnym ale w gronie Sprawiedliwych wśród Narodów Świata jest też wiele innych osób. Ich działanie i życiorysy Bikont opisuje poprzez codzienną pracę prowadzoną z narażeniem życia swojego i swoich bliskich.

„Irena była śliczna, smukła, pełna inicjatywy… w pracy nazywano ją Żmijka, bo była zwinna, szybka, miała cięty język”.

Przedstawia też losy kilku ocalonych, którzy zawdzięczają życie wielu Polakom. Ale przecież za ukrywanie Żydów groziła śmierć, więc szanse miały głównie dzieci z aryjskim wyglądem i pieniędzmi. Bo przechowywanie uciekinierów z getta stało się dla niektórych Polaków sposobem na zarabianie.

Margarita „Nigdy sobie nie poradziła z tym przez co przeszła”, bo czas ukrywania się bezpowrotnie ją zniszczył.

Niestety wśród społeczeństwa nie brakowało też szmalcowników, donosicieli i szantażystów.

To książka także o dwoistości natury ludzkiej – antysemici pomagali Żydom jak Kossak – Szczucka czy Dobraczyński, a mający się za moralnych w najlepszym razie byli obojętni.

Nie jest to także pean na cześć Sendlerowej, pisarka tę postać odbrązawia pisząc o słabościach, przypisywaniu sobie cudzych działań, przekręcaniu faktów czy, w wyniku zapamiętania się w pracy, nieudanym życiu rodzinnym.

Książka opisuje także losy Sendlerowej po II wojnie światowej aż do jej śmierci.

Pozycja zawiera wiele przypisów uzupełniających podane informacje, trochę to utrudnia czytanie ale na pewno podnosi wartość merytoryczną książki.

Polecam.

 

 

 

Kanapki filmowe

kanapka rybka

W bufecie kina gdzie trwał festiwal „Nowe Horyzonty” sprzedawano drogie ale za to niewyszukane składowo kanapki.

Z filmowymi tytułami może zachęcałyby do nabycia.

Wymyśliłam takie:

Casablanka – z romansem w postaci książki

Kiler – z pomyłką  – zamiast chleba maca

Vabank – z banknotem przedwojennym

Pół żartem, pół serio – z mafią paliwową

Seksmisja – z prezerwatywą przedziurawioną

Krzyżacy – z mieczem lub kwieciem co pachnie (do wyboru)

Potop – z wodą ognistą w postaci szklanki z wodą i pudełka zapałek

Popioły – z posypką szaro – burą ale jadalną

Dzieje grzechu – z miłością (serce narysowane ketchupem)

Czekolada – z pralinką

Bękarty wojny – z zemstą w postaci szpinaku zamiast szynki

Psy – z filmem „Lassie wróć”

Kler – z kadzielnicą i ziołami w niej

Miś – ze słomą z butów wystającą

Amator – z ukrytą kamerą

Dzień świra – z zupą pomidorową

Mała Moskwa – z kawiorem

Bogowie – z sercem piernikowym

Zimna wojna – z lodami

Forrest Gump – z czekoladką

Rzymskie wakacje – z szampanem

Rejs  – z cenzurą lub cenzurką

Wesele – z rosołem

Kingsajz – z krasnoludkiem Życzliwkiem

Sami swoi – z wódką na talon

Zezowate szczęście – z okularami (z majonezu)

Którą z tych kanapek wybieracie?

 

 

 

 

 

 

Absurdalne ogłoszenia drobne moje

Poszukuję kurnej chaty – z c.o. basenem i klimatyzacją. Sybaryta

****************************************************************

Zamienię empatię na dom w górach lub na Mazurach.  Wrażliwy

*****************************************************************

Kupię dobre mniemanie o sobie. Zakompleksiony.

*****************************************************************

Zamknę wszystkie drzwi za tobą i sobą. Odźwierna

****************************************************************

Na życzenie wymyślę każdemu życiorys. Pozytywne płatne z góry.

Konfabulator

****************************************************************

Tresuję dżdżownice i krety. Wiktoria Podziemna

***************************************************************

Zaśpiewam na evencie. Fałszuję pięknie. Celebrytka

***************************************************************

Poznam łysego. Fryzjerka

**************************************************************

Lekcje gotowania paskudnego jedzenia udzielam.

Szef baru na rogu

***********************************************************

Zamienię inteligencję na urodę. Intelektualistka.

**********************************************************

Napiszcie które z nich podoba się Wam najbardziej.