Drodzy czytelnicy – pisanie to dla mnie jedna z form masowania szarych komórek, aby nie zanikły. Momentami jest to też dobra zabawa proszę więc nie oczekiwać zbyt wiele, czyli traktować teksty z dystansem. Dziękuję.
Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę.
***************************************************************
Czwartek
Jakiś czas temu zamówiłam szafkę i fotel z podnóżkiem w osiedlowym sklepie meblowym. Szafka ma wymiary pasujące do przestrzeni jaką miałam między oknem balkonowym a regałem. Potrzebna była, aby upchnąć w niej parę rzeczy leżących za szafą w sypialni. Tam, za szafą, postawiłam drabinkę i torbę zakupową na kółkach.
Dzisiaj przed godziną dziesiątą odebrałam telefon, że zamówienie zrealizowane i jest w aucie. Na szczęście w czasie poprzednich dni wyjęłam gotówkę z bankomatu i miałam przygotowaną ustaloną sumę.
Panowie meble wnieśli, pobrali kasę, zaprosili do swego sklepu i poszli. Niestety ich zakład (poza Wrocławiem) nie wykonuje kwietników na zamówienie. No to te trzy kwiatki są na razie na niskim stołku. Nie narzekają, więc widocznie dobrze tam mają.
Piątek
Taki fart rzadko mi się zdarza. Wypadła mi plomba z przedniego zęba. Wypełnienia refundowane przez nfz wypadają mi szybciej niż wpadają, więc muszę stosować te płatne. Wytypowałam trzy miejsca gdzie są stomatolodzy w okolicy. Do poprzedniego mam najdalej. Poszłam więc do najbliższego – pięć minut piechotą. Kiedyś już tam byłam i tam właśnie okazało się, że moje zęby nie tolerują niby bezpłatnych plomb. Musiałam wtedy iść drugi raz i zapłacić.
Dzisiaj weszłam, zapytałam o cenę i termin. Znaleziono moje dane w komputerze. A potem wizyta możliwa jest we czwartek – usłyszałam. A jakoś wcześniej, może w poniedziałek? – dopytywałam.
– A chce pani teraz? Pewnie, że chciałam i tak się załapałam.
Na moją prośbę młody dentysta przejrzał moje pozostałe i powiedział:
– Ma pani piękne ząbki.
Dostałam ataku śmiechu, naprawdę! No, o wszystkim można powiedzieć, że mam piękne tylko nie o zębach! Stwierdziłam, że pan doktor ma ogromne poczucie humoru. Zdziwiony moją reakcją dodał, że mają dobre wypełnienia dentystyczne. Chyba ma zawodowe skrzywienie.
W dodatku okazało się, że ten gabinet tylko w piątki działa przed południem – taki fart miałam.
A po południu, z zaplombowanym zębem, pojechałam do Muzeum Architektury gdzie Fundacja Mosty Serc z prezeską dr Magdą Wieteską poprowadziła spotkanie „Miasto zapisane”. Wcześniej z Jej inicjatywy wiele osób napisało swoje wspomnienia o naszym mieście. Magda wybrała z nich krótkie i trochę dłuższe fragmenty do przeczytania przez autorów. Trwało to półtorej godziny a potem niektórzy obecni jeszcze wspominali różne miejsca.
Zaprosiłam kilka osób, zdeklarowały się cztery, jedna nie mogła się wyrwać z pracy, druga z objęć rodziny.
Przyszła moja koleżanka bibliotekarka mająca mi uszyć podomkę (dobrze, że pracuje niedaleko tego muzeum). Drugą była córka mojej szkolnej koleżanki, która w drodze do tramwaju powiedziała, że jechała z lotniska i bała się, że się spóźni ale przyszła punktualnie. Obie zadowolone, bo mogły posłuchać wspomnień, skonfrontować ze swoimi lub dowiedzieć się czegoś nowego.
Przygotowałam kserokopie pełnego tekstu i kilka rozdałam z własnoręczną zakładką i małą kartką okolicznościową.
Magda dużo wcześniej przysłała nam scenariusz spotkania i teksty wszystkich autorów.
Jedna z pań zapytała mnie dlaczego tak brzydko napisałam o naszym mieście. Na co ja, że prawdy nie należy ukrywać. Tak jak nie ukryła jej autorka opowiadając o pracy w budynku Poltegoru, który był kompletnie zarobaczony karaluchami. Wchodziły wszędzie gdzie mogły i nie mogły. Pracownicy dokładnie sprawdzali odzież i torebki przed wyjściem, aby nie zanieść robactwa do domu co nie zawsze się udawało. Miejska legenda niesie, że zburzono go z powodu niechcianych małych ale natrętnych mieszkańców.
Już z domu moja gościni napisała do mnie sms, że szefem budowy Poltegoru był kuzyn jej ojca, który chwalił się tym osiągnięciem nawet na rodzinnym pogrzebie.
W telewizji ECHO pracowała tam moja znajoma ale o karaluchach nie wspomniała.
Z Internetu:
Dawny Poltegor Centre (1982–2007)
- Lokalizacja: ul. Powstańców Śląskich 95 (dzielnica Krzyki).
- Historia budowy: Powstawał w latach 1974–1982.
- Wymiary: Miał 125 metrów wysokości całkowitej (92 metry do dachu) i 25 kondygnacji. Przez lata był najwyższym budynkiem w mieście.
- Rozbiórka: Został zakupiony w styczniu 2007 roku przez Leszka Czarneckiego i wyburzony 2 czerwca 2007 roku.
- Następca: W jego miejscu wzniesiono wieżowiec Sky Tower.
- W budynku mieściły się m.in. biura, a także lokalne media (np. Radio Eska, Radio Aplauz czy Telewizja Echo).
To było miłe spotkanie, pod różnym względem także dlatego, że nie przekroczyło dwóch godzin, bo tyle dla mnie jest akurat do wytrzymania. Dłuższe spotkania wyżerają ze mnie energię. I całe szczęście, że nie było ani muzyki, ani poczęstunku, bo bardzo przedłużyłoby to spotkanie. A ja lubię jak jest krótko i na temat. Wszystkie teksty w pełnej wersji będą na stronie Fundacji Mosty Serc.
Mój zamieszczę tutaj wkrótce.
Niedziela
Jakiś czas temu wykupiłam w Muzeum Pana Tadeusza wejściówkę, która zapewniała mini oprowadzenie po części ekspozycji. A dokładnie mowa była o strojach damskich i męskich w dawnej Polsce. Na ekranie wyświetlano różne wierzchnie odzienia męskie jakie nosili panowie z różnych warstw społecznych. Kontusz, żupan, sukmana, chałat.
Tradycyjny polski strój narodowy (Sarmacki)
Nosili go głównie starsi, przywiązani do tradycji szlachcice (np. Sędzia Soplica, Podkomorzy, Gerwazy). Był on symbolem patriotyzmu i manifestacją niechęci do zagranicznych nowinek.
- Żupan: Długa, dopasowana suknia z wąskimi rękawami, zapinana pod szyją na rząd guzików.
- Kontusz: Nakładany na żupan, z charakterystycznymi rozciętymi rękawami (wylotami), które można było odrzucić na plecy.
- Pas kontuszowy: Szeroki, bogato tkany pas (często jedwabny, przetykany złotem, np. słucki), którym przepasywano kontusz.
- Konfederatka lub czapka rogatywka: Obszyta futrem, często ozdobiona czaplim piórem.
- Karabela: Lekka, ozdobna szabla, noszona u boku jako nieodłączny element stroju szlacheckiego.
Na innym ubieranie panny w białą sukienkę, kolorowe mogły nosić tylko mężatki lub wdowy.
Metresy pewnie ubierały się jak chciały. Ale o nich nie było mowy.
Oprowadzająca zaleciła przyjrzenie się wzorom na odzieży, aby nas zainspirowały do warsztatów na których wykonywaliśmy hafty. Na długim stole przygotowano dla każdego torbę zakupową i tamborek, na środku stołu położono mulinę i nożyczki. Igły rozdano. Ależ tę mulinę strasznie się nawleka, bo rozdwaja, roztrzecia, rozczwarcia i rozpiącia się skubana. Trafić do dość dużej ale podłużnej dziurki trudno. Ołówkiem można było narysować sobie wzór, zaplanowałam kwiatek a wyszło koło roweru ze szprychami. No i często tak mam – jedno zaplanuję, drugie wychodzi. Mi na złość! Wiecie kto tak mąci.