Drodzy Czytelnicy – pisanie to dla mnie jedna z form masowania szarych komórek, aby nie zanikły. Momentami jest to też dobra zabawa proszę więc nie oczekiwać zbyt wiele, czyli traktować teksty z dystansem. Dziękuję.
Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Prywatne zdarzenia wplatam w kolejne odcinki część z nich jest prawdziwa, a mniejsza część wymyślona.
***************************************************************
Wtorek 31 marca
Lubię gdy otaczające mnie przedmioty sprawnie funkcjonują skoro ja coraz mniej wydolna jestem.
Tak więc kran w kuchni wymieniony, klamka z mechanizmem zamykającym połówkę okna usprawniony, a dzisiaj odebrałam od masażysty żaróweczkę do kota. Tak, mój kot działa na prąd.
Bo jest soli a nie z tego co mnie boli.
I rozśmieszyła mnie kasa samoobsługowa w markecie, bo kazała poczekać na obsługę. Dlaczego? Bo skasowałam produkt przeznaczony dla klientów pewnej kategorii wiekowej. Nie, nie była to grzechotka ani pieluchy. Tylko setka. Używam jej, po rozcieńczeniu pół na pół z wodą, do topienia rodzynek a czasem i fig oraz moreli. Potem stosuję zawartość słoiczka do deserów i ciast. A tak w ogóle % nie używam. Całe życie. Także nie dymię. Trawki nie próbowałam, okazji nie było. To żart!
Ekspedientce powiedziałam, że może przy kasach powinna być kamerka oceniająca wiek klientów.
Na dworze zimno, wiatr złośliwie dmucha po całości. Biedne kwitnące roślinki.
Środa
Wczoraj przypadkiem zobaczyłam fragment talk show Wojewódzkiego w trakcie którego rozmawiał z zawodowym kucharzem i autorem książki. Zapytał go jaką zupę ugotowałby dla Trumpa. Kucharz odpowiedział, że żurek a ja od razu pomyślałam, że ugotowałabym czarną polewkę. Nigdy takiej potrawy nie gotowałam i nie jadłam ale dla niego poświęciłabym czas i brak umiejętności.
I chyba mi to zaszkodziło (ta wredna chęć potraktowania wybranego w demokratycznych wyborach przywódcy wolnego narodu), bo postanowiłam skatować się porządkami na półkach nieruszanych od wielu, wielu lat. Bo kurz jest po to, żeby leżał, przecież.
A że chatę mam najmniejsza z najmniejszych to oprócz książek są na półkach upchane różności. A to banknoty w skarpetach, a to klejnoty w samodzielnie uszytych woreczkach, a to sztabki złota naklejone na ściany ha, ha, ha.
Tak naprawdę to puste woreczki, guziki, nici, koraliki, świeczki mniejsze i większe, muszelki, puszki, garnuszki to znaczy kubki z motywem kota. Itd., itp. To na jednej części regału tylko. Czekają jeszcze trzy, też zapchane.
Tam też znalazłam woreczek z, uszytymi ręcznie, maseczkami z czasów pandemii. Zrobiłam selekcję – część zostawiłam, najlepsze, część przeznaczyłam na szmatki bo „w moim domu nic się nie marnuje”.
Ale zabrałam się za osobny regał z książkami, odkurzając a przy okazji zrobiłam selekcję. Półki cztery powiedziały z ulgą uff.
No i wspięłam się kilka razy na drabinę do górnych półek i pudełek, pudełeczek na górze regału leżących. Trochę ich się nazbierało a one sporo kurzu. Stosuję zasadę baba w babie, czyli pudełeczka w pudełkach ale i tak zajmują miejsce i pobierają kurz. Chyba nim się żywią ale jakoś marnie, bo ciągle go pełno zostaje. Dla mnie i szmatki w mojej ręce.
Jednak jednej zaginionej książki nie znalazłam. Bezcenna nie była ale zawierała moje, konkursowe, opowiadanie o miłości.
Zmachana jestem jakbym kamienie rozbijała w upale. SKS po prostu.
Czwartek
Z wczorajszego rozpędu rano uporządkowałam dwie następne półki. Te akurat łatwe były.
W poniedziałek świąteczny stała duża torba z Action pełna rzeczy do sklepu dobroczynnego. Mam nadzieję zatargać ją w środę.
Powtórne awizo w skrzynce ale pierwszego nie było. Leniuszek listonosz/ka. Pani pocztowa do mnie w te słowa:
– Nie znajdę pani paczki, bo mi się system zawiesił.
I oczami wyobraźni ujrzałam jak system zakłada sobie pętlę na szyję, odkopuje stołek…
Ale rozmyślił się i zszedł ze stołka, czyli się odwiesił. Przesyłkę odebrałam bez czekania w kolejce.
Po drodze kwiaciarnia, no to postanowiłam, że kupię jakiś wiosenny kwiatek doniczkowy, żonkile albo tulipany, bo hiacynty za intensywnie pachną. Jednak z doniczkowych to tylko orchidee. Eeee… Nie kupiłam.
Sałatka jarzynowa wyszła mi bardzo dobra – bez ziemniaków, z własnym majonezem. Sernik będzie z rodzynkami namoczonymi w lekkim alkoholu. I z płatkami migdałowymi, bo kto bogatemu zabroni.
W nawiązaniu do ostatnich zajęć napisałam
Wielkanocne opowiadanko
Maria obudziła się w przedświąteczny czwartek prawie wyspana ale przymuszona do odwiedzin toalety. Już myła ręce gdy usłyszała ciche:
– Umyj mnie, wstydzę się, że jestem brudne.
– No, chyba mam omamy – pomyślała.
Weszła do pokoju i tu prośba była głośniejsza.
– Borze szumiący, chyba potrzebuję psychiatry – przestraszyła się.
– Umyj mnie – rozległo się jednocześnie z brzękiem szyb.
– Okno do mnie mówi, jerzu kolczasty, a myślałam, że z powodu osteoporozy kręgów szyjnych tylko dzwoni mi w uszach.
To kto kogo przetrzyma – oto jest pytanie.
Usiadła na tapczanie aż tu nagle z kilku półek wypadły, po jednej, książki. I słychać było:
– Odkurz nas, tak dawno tego nie robiłaś!
– Nie, no to naprawdę jest molestowanie, odwalcie się ode mnie. Same się myjcie i odkurzajcie, a ja sobie poczytam!
Wzięła ze stolika stojącego obok tapczanu książkę Elizy Kąckiej „Wczoraj byłaś zła na zielono”.
Jeszcze jej nie otworzyła gdy usłyszała:
– Odkurz nas, bo wszystkie wypadniemy ci na głowę.
– A ja wybiję sobie szyby – dodało okno.
– My wypadniemy z futryn – dodały drzwi.
– Ja ci się zroluję pod nogami, upadniesz i złamiesz obie nogi – dodał dywan.
– A my pospadamy z góry regału i rozsypiemy wszystkie kolaże papierowe oraz roślinne po całym mieszkaniu – dodały pudełka i teczki.
– No, to jest już terroryzm, odwalcie się! – warknęła.
– Jak chcesz ale masz czas do soboty. Wszystko ma być na błysk. I zrób wreszcie selekcję tych swoich dupereli i przydasi, bo się tu zadusimy.
Książki, do których nie zajrzałaś od lat oddaj do biblioteki, różności, których masz za dużo oddaj do sklepu dobroczynnego. Dobrze ci radzimy.
– Chyba wam odbiło, wiosna tak na was działa czy to bez te atomy?
– Nie dowcipkuj tylko weź się do roboty leniwa babo – odezwała się niewłączony telewizor.
– To naprawdę fascynujące, myślałam, że za jakiś czas będą nami rządzić roboty a tu okazuje się, że nawet to robią zwykłe przedmioty – powiedziała Maria. Pomyślę o tym jutro – postanowiła.