Upalne miasto 13

Drodzy Czytelnicy – pisanie to dla mnie jedna z form masowania szarych komórek, aby nie zanikły. Momentami jest to też dobra zabawa proszę więc nie oczekiwać zbyt wiele czyli traktować teksty z dystansem. Dziękuję.

Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Co drugą środę umieszczam tu recenzję książki lub opis prywatnych zdarzeń. Miłej lektury 🙂

******************************************************************

Wrzucili worki do pojemnika i skierowali się w stronę baśkowego auta.

– To zapraszam cię na obiad. Mam nową pomoc domową. Mieszka u mnie i póki co obie sobie chwalimy. Dobrze gotuje, nie jest gadatliwa, za to uprzejma i zdystansowana.

– No to ci się jakaś perła trafiła.

– Z polecenia znajomych. Zadowolona, bo ma emeryturę, wynajęła swoje mieszkanie, a u mnie dodatkowo zarabia. W dodatku ma prawo jazdy, więc sama jeździ na zakupy.

– Twoim autem?

– Nie, pawłowym. On mało jeździ bo ma zajęcia w domu.

– Biedaczek, strasznie go żyłujesz – zakpił Karol.

– Nie musiał się zgadzać – ucięła temat Baśka.

Dojechali do domu, który przywitał ich pysznymi zapachami wywołującymi ślinotok. Szczególnie u Karola, który pamiętał tylko o posiłkach dla kota.

– Pani Jadwigo, już jesteśmy, poprosimy o obiad za pół godziny – powiedziała Barbara wchodząc do kuchni

– Dlaczego dopiero za pół godziny? – zdziwił się pasierb. Chcę zaraz teraz.

– Boże, ty słyszysz i nie grzmisz! – usłyszał. Gdzie byliśmy? Na basenie może gdzie wzięliśmy prysznic? Nie!

– Dobra, dobra, zrozumiałem – powiedział Karol i skierował się do pokoju kąpielowego.

– Gdzie leziesz? Do łazienki przy sypialni Jana leź, a nie do mojego gabinetu.

– O, jak ty mnie męczysz – poskarżył się facet wdrapując po schodach prowadzących na piętro. A są tam ręczniki i mydło? No i zmieniłbym bieliznę i koszulę.

– A poszukaj sobie tam w szafie, jeszcze nie wyrzuciłam jego ubrań.

– Przecież on był gruby, wszystko będzie za duże – zajęczał wymagalny gość.

– Pani Jadzia ma nożyczki, nici i igły to ci dopasuje na miejscu.

– O, to fajnie! Może wszystkie ubrania tak mi dostosuje? – praktycznie zapytał sprytny Karolek.

– Jak jej zapłacisz za dodatkową pracę to może się zgodzi.

– Ale ja nie mam kasy.

– Mogę za ciebie założyć a potem odliczyć od spadku.

– Jaka ty jesteś skąpa! Zero bezinteresowności!

– No, nie rozśmieszaj mnie! Idź już, bo pożałuję, że cię zaprosiłam.

Biedny Karol poczłapał na górę i oddał się ablucjom. Potem owinął tęczowym ręcznikiem kąpielowym. Podszedł do komody i wysuwał kolejne szuflady. Znalazł pełno dobra wszelkiego bieliźnianego i skarpetkowego  ale za dużego. Potem otworzył szafę i wybrał cienką bawełnianą koszulę z krótkimi rękawami. Włożył ją i zapiął, przejrzał się w lustrze, i jak zwykle,  zachwycił obliczem swem. Koszula była na tyle długa, że zakryła mu pośladki dużo jeszcze poza nie zwisając. Wyjął z szuflady majtki w kaczuszki i zszedł na dół.

– O, te mi się podobają. Jakby je zwęzić to byłyby całkiem dobre.

– Już prosiłam panią Jadzię o pomoc. Nie będzie to łatwe, to dostosowanie ubrań Jana do twojej postury. Na szczęście ma zaprzyjaźnioną krawcową, wprawioną w przeróbkach. Przyjedzie tu nawet dzisiaj, zmierzy cię dokładnie, obejrzy zawartość szafy Jana i zadecyduje co będzie można dopasować. A teraz do stołu.

– Ale te majtki ze mnie spadną – poskarżył się pasierb.

– Pani Jadziu, proszę przyjść z nożyczkami, igłą i nitką. Trzeba te kaczuszki przyciąć i dopasować do tyłka Karola – zawołała Barbara. Że też akurat ten wzorek wybrałeś – zaśmiała się.

– Bo w koty nie było, dokładnie sprawdziłem.

– Jasiek wolał psy.

– Ale w psy tez nie było.

– Bo miał je na sobie gdy utonął.

W tym czasie gosposia zwężała kaczuszki z przyjemnością niektóre przecinając i igłę w nie wbijając.

– Krawcowa przyjdzie wczesnym wieczorem – powiedziała. Zaraz podam obiad. Co państwo życzą sobie na deser?

– Ja tylko kawę poproszę.

– Upiekłam kruche ciastka, to może podam?

– Oczywiście, kawa, ciastka, koniak i lody – zadysponował Karolek w majtkach we wzorek.

– Pani Jadziu, poprosimy jeszcze owoce – dodała pani domu nieżyczliwie łypiąc na gościa. A gdzie jest Paweł?

– Chyba u siebie, nie zszedł przecież na śniadanie – poinformowała gosposia.

– Rzeczywiście, spieszyłam się i  nie zauważyłam. Proszę pójść do jego pokoju i sprawdzić czy jest w domu. Ale najpierw poprosimy o obiad. A ja do niego zadzwonię. Nie odbiera – stwierdziła po chwili.

– Może jest u jakiejś swojej młodej i chętnej pacjentki, ha, ha, ha – złośliwie zaśmiał się Karol.

– Jedz, nie rezonuj – poleciła Baśka krojąc pieczonego fileta z indyka i zagryzając go sałatką wieloskładnikową z sosem winegret.

Pani Jadzia zebrała talerze, podała deser i powiedziała:

– Włożę naczynia do zmywarki i pójdę sprawdzić czy pan Paweł jest u siebie.

– Niech się pani nie spieszy. Proszę z nami usiąść, pani też się należy chwila odpoczynku.

– To ja przyniosę swoją herbatę.

Siedzieli delektując się owocami, ciastkami i napojami. Słychać było tylko świergot ptaków dolatujący przez taras z ogrodu.

– No to ja już pójdę – powiedziała Jadwiga wstając i niepotrzebne naczynia ze stołu zbierając.

Dwójka siedząca w salonie słyszała dochodzący z kuchni szum wody z kranu, szczęk talerzy i sztućców, odgłos zamykanej zmywarki. A potem kroki na schodach prowadzących na piętro.

Barbara wyciągnęła z szuflady komody torebeczkę z białym proszkiem i kartę rabatową z ulubionego butiku. Wysypała krótką ścieżkę na stół, wyrównała ją kartą gdy nagle usłyszeli:

– Proszę pani, proszę pani, niech pani tu zaraz przyjdzie.

Upalne miasto 11

Drodzy Czytelnicy – pisanie to dla mnie jedna z form masowania szarych komórek, aby nie zanikły. Momentami jest to też dobra zabawa proszę więc nie oczekiwać zbyt wiele czyli traktować teksty z dystansem. Dziękuję.

Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Co drugą środę umieszczam tu recenzję książki lub opis prywatnych zdarzeń. Miłej lektury 🙂

******************************************************************

Dorota, zwana, będąc na służbie, Marysią, z ulgą pozbyła się fioletowego i różowego służbowego odzienia. Zostawiła w drzwiach służbówki klucz na który się zamykała, bo pan domu, mimo kłopotów z poruszaniem się, kilka razy, nocą, zabłądził na poddasze.

A gdy kiedyś zaskoczył ją swoimi ręcznymi umizgami w kuchni, nauczona  przez narzeczonego samoobrony, kopnęła go w klejnoty. Tak jęczał, że wyjęła z lodówki kostki lodu, włożyła do termoforu, owinęła ręcznikiem i z miną siostry miłosierdzia wręczyła leżącemu na kanapie. Jeszcze próbował włożyć jej rękę pod spódnicę więc trzepnęła go pilotem aż baterie wypadły na dywan. A Janowi sztuczna szczęka bo żal mu było forsy na implanty.

Patolog oglądając ciało utopionego zastanawiał się skąd te siniaki. Ale orzekł, ze powodem zejścia był atak serca a nie kop w jaja.

Tak więc uwolniona Dorota zastanawiała się nad tym czy musi wyjść za mąż. Dla niej był to jednak rodzaj zniewolenia. Póki co Marek zachowywał się jak dorosły facet a nie dzieciak – mizogin ale znała powiedzenie „Jak się ożenisz, to się odmienisz”. Postanowiła więc nie spieszyć się z zamążpójściem.

Mieszkali już razem w podarowanym przez Jana mieszkaniu i pewnej gorącej sobotniej nocy ona powiedziała:

– Pomyślałam, że po diabła nam to całe zamieszanie ze ślubem i weselem. Niech zostanie tak jak jest.

– Ufff, cały czas tak myślałem ale nie chciałem robić ci przykrości.

– To świetnie! – uciszyła się Dorota. Oboje nie chcemy mieć dzieci to tylko zostaje nam decyzja czy zaopiekujemy  się jakimś zwierzątkiem.

– Ja bym chciał kota.

– Ja też, ja też.

– No to mamy ustalone dwie najważniejsze rzeczy – powiedział Marek sięgając po butelkę z wodą.

– Właściwie to masz rację. Co do opłat wszelkich już postanowiliśmy. Każde z nas ma swoje konto z którego na wspólne przelewa część dochodów.

– Oboje lubimy i góry, i morze… – stwierdził on.

– A nawet jeziora – dodała ona.

– Oboje umiemy sprzątać i gotować, obsługiwać pralkę i zmywarkę.

– No, popatrz jak nas dobrze wychowano – roześmiała się Dorota. Najgorzej jest z potrawami. Ja lubię słodycze a ty z nich najbardziej schabowego. Ale jakoś to przeżyjemy, tak sądzę.

– Najlepsze jest jednak, że nasze matki nas i siebie nawzajem nie lubią to nie będą nas dołować pytaniami: a kiedy dziecko, dlaczego nie macie dzieci, marzę o wnukach itd.

– Gdyby jednak ktoś cię zapytał to mam dla Ciebie świetną odpowiedź, wyczytaną Internecie,  tylko się nie obraź.

– Dobrze, dobrze, wal!

– Możesz powiedzieć takiemu ciekawskiemu, nie mamy dzieci bo ci  nie staje.

– Ostro pojechałaś!

– Ale wyobrażasz sobie minę tego pytacza? Ha, ha, ha.

– Dobra, a teraz idziemy pod prysznic, i  proszę, nie bierz ze sobą noża.

– Dlaczego noża?

– A tak mi się skojarzyło z filmem Hitchcocka „Psychoza”.

– Jeszcze mógłby być „Zawrót głowy”; „Okno na podwórze”; „Człowiek, który wiedział za wiele”, „Sznur”.

– A do mieszkania mogłyby nam wpaść „Ptaki”.

– Najlepiej pieczone gołąbki.

– W tym upale to kto wie…

– A po zewnętrznym ochłodzeniu zastosujemy wewnętrzne czyli „Pasikonika”:

Składniki drinka:

  • 40 ml likieru kakaowego
  • 40 ml likieru miętowego
  • 40 ml śmietanki
  • kilka listków świeżej mięty

Sposób przygotowania

  • 1.Do shakera wrzuć kilka kostek lodu, a następnie wlej kolejno likier miętowy, kakaowy i śmietankę. Wszystko wstrząśnij aż składniki dokładnie się połączą.
  • 2.Przelej drink do schłodzonego kieliszka koktajlowego i udekoruj listkami mięty.

W trakcie schładzania wnętrza Marek zaproponował:

– Może sobie gdzieś pojedziemy na parę dni?

– No, mamy parę złotych nadwyżki to może do Małego Białego Domku w Lubuskie?

– Czemu nie? Przecież nie musimy w tym celu kserować dolarów jak to zrobił pewien mądry inaczej jeszcze w PRL-u.

– A co mu to dało?

– Myślał, że się ktoś nabierze.

– Kretyn to był?

– Kretyn i zasłużenie w ciupie wylądował.

– Ale to fakt czy fejk.

– Fakt, opowiadała mi znajoma, która prowadziła dom wczasowy. On tam zjechał z kochanką i kserokopiami.

– No to się popisał!

– A jaki był zdziwiony, że się nie udało! I oburzony, że go skazano. Przecież tak sprytnie to wymyślił.

– W więzieniu powinni go byli zatrudnić w bibliotece i kazać tam przepisywać ręcznie „Kodeks karny”.

– W tylu egzemplarzach ilu było więźniów i to bardzo wyraźnym charakterem pisma. Najlepiej dużymi literami.

– I każdemu więźniowi powinni dawać egzemplarz w prezencie na odchodne.

– To by była dla niego taka pismoterapia. A że każda książka powinna mieć okładkę to należałoby tam robić warsztaty introligatorskie.

– O tak, zwykłe tekturowe okładki dla wypuszczanych a ozdobne w półskórku z wytłoczeniem tytułu na grzbiecie dla gości specjalnych.

– I z dedykacją od naczelnika więzienia oraz całego personelu.

– I przydałby się jakiś fajny futerał. Może w postaci aksamitnego woreczka? Z wyhaftowana sentencją:  „Aby cieszyć się wolnością, musimy się kontrolować”. Virginia Woolf

Upał trwał i trwał. Wypalał trawy, liście na drzewach i krzewach. Wysuszał stawy i rzeki. Słonce raziło ostrymi promieniami całą przyrodę, która od tego nadmiaru umierała lub fiksowała. Sprzyjały tej sytuacji miejska betonoza i skoszone trawniki.

Upalne miasto 10

Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Co drugą środę umieszczam tu recenzję książki lub opis prywatnych zdarzeń. Miłej lektury 🙂

***************************************************************

Anna lubiła sesje w osiedlowym salonie kosmetyczno – fryzjerskim, który sama prowadziła przez wiele lat a potem przekazała wnuczce. Ewa wzięła kredyt, przeprowadziła generalny remont, przeszła kursy fryzjersko – kosmetyczno – manicurowe, odnowiła sprzęt i już wychodziła na finansową prostą gdy przyszła pandemia. Kosmetyczce i fryzjerce płaciła pół najniższej krajowej, zadłużyła się u znajomych i już nie wiedziała co robić gdy w Internecie znalazła reklamę callgirl.

Zarejestrowała się na stronie i dzięki temu powoli wychodziła z długów.

– Niech wyrzuty sumienia mają ci, którzy obiecywali pomoc małym biznesom – pomyślała odpowiadając na pierwszy telefon. Zawsze zastrzegała sobie prawo rezygnacji gdy klient zacznie zachowywać się chamsko i przemocowo. Bo wbrew rechotom pewnego polityka prostytutkę też można zgwałcić.

W salonie na szczęście była dobra, systematycznie czyszczona klimatyzacja,  więc niektóre klientki w czasie upałów umawiały się na możliwie dużo zabiegów. Za drobną opłatą można tam było też wziąć prysznic a w służbowej pralko-suszarce zrobić pranie. Pod telefonem w swoim domu zawsze była seniorka lubiąca prasować i chętnie, odpłatnie, podejmująca się tego zadania, a także zaniesienia do magla  i dostarczenia do domu, potraktowanych gorącymi walcami,  rzeczy. 

Inna seniorka wykonywała drobne krawieckie prace, też dyżurując telefonicznie co w dobie komórek nie było trudne.

Parę razy zdarzyły się niby dowcipne telefony:

– Halo, czy to prasowaczka wszystkiego? Ja mam bardzo głęęęębokie zmarszczki – to przyjdę i pani mi je wyprasuje. Ale żeby nie było za drogo, bo muszęęęę mieć na piwo i papierosy.

– Niestety, nie mam lasera a żelazko tylko panią oparzy.

– Szkooooda, a już się cieszyłam.

– Halo, czy to pani coś tam szyje? Bo ja mam brudną szyję i pani w szkole na mnie krzyczy. Pomoże mi pani?

– Zastosuj ciepłą wodę i mydło. Szyć nie trzeba.

– Halo, mówi Kowalski, rozpada nam się małżeństwo, czy może je pani zszyć lub chociaż zacerować?

– Najwyżej mogę zastosować zamek błyskawiczny, guziki i dziurki, hetkę z pętelką lub troczki.

– A co będzie najtaniej?

– Proszę zapytać żonę, bo musicie oboje się zdecydować na tę samą metodę.

– A to dziękuję, zapytam.

– Proszę bardzo. Powodzenia.

Wszystkie panie bardzo sobie chwaliły te, powiązane ze sobą, usługi z których korzystali mieszkańcy co najmniej trzech sąsiadujących ze sobą, osiedli.

Anna namówiła wnuczkę na zorganizowanie, raz w miesiącu, czegoś w rodzaju wyprzedaży garażowej, właśnie szukały odpowiedniego lokalu, blisko salonu położonego. Pozostawione rzeczy oddawałyby do sklepu dobroczynnego.

Wieczorem obie panie wracały razem do domu. Przed domem Ewa wypakowała z auta torby z zakupami.

– Babciu, zjemy razem kolację? – spytała.

– Oczywiście, kochanie. Ale najpierw wezmę chłodny prysznic, bo  jestem spocona.

– Dobrze, ale zakupy zostawię u ciebie.

Kolacja była lekka, każda jadła co lubiła najbardziej, połączył je deser w postaci galaretki z czereśniami.

– Powiedz babciu, dlaczego właściwie się rozwiodłaś? Przecież kochałaś dziadka.

– Najpierw kochałam, potem się przyzwyczaiłam no i dopadł wszystkich  stan wojenny. Wcześniej działałam w „Solidarności”, dziadek nie był zadowolony a  po 13-tym grudnia okazało się, że był nie tylko personalnym ale i SB-kiem.

– Żartujesz?!!! Nic nie wiedziałaś, nie podejrzewałaś?

– Wyobraź sobie, że nie! Jak się sprawa wysypała zrobiłam mu awanturę to na mnie nakablował. Zabrali mnie z domu w wolną sobotę rano i zawieźli na przesłuchanie. Pytali i pytali, a jeden z SB-ków zapisywał to na maszynie. Tak powoli, że zaproponowałam pomoc, bo kiedyś skoczyłam kurs pisania na maszynie.

– Skorzystał?

– Wyobraź sobie, że nie. Po kilku godzinach powiedział, że za fałszywe zeznania dostanę pięć lat więzienia i będę siedzieć ze złodziejkami i morderczyniami.

– Przestraszyłaś się?

– Pewnie, że tak. Ale w nocy, w celi aresztu doszłam do wniosku, że najwyżej będę prowadzić więzienną bibliotekę. I to był przełomowy moment. W poniedziałek znowu przez wiele godzin mnie przesłuchiwali a na koniec wkurzony tym, że nie spełniam jego oczekiwań, Sb-ek powiedział mi największy komplement jaki w życiu usłyszałam, ewidentnie chcąc mnie obrazić:  „nie rozumiem kto panią wybrał przewodniczącą „Solidarności”, albo pani jest taka głupia albo tak dobrze udaje”. No i  w nagrodę wylądowałam w Ośrodku dla Kobiet Internowanych w Gołdapi.

– A gdzie to jest? I dlaczego nic o tym nie wiem?

– Nie chciałam cię obciążać tymi wspomnieniami. A Gołdap to miejscowość na północnym wschodzie Polski. Wtedy blisko granicy z Ruskimi.

– I gdzie was ulokowali?

– W domu wczasowym dla pracowników radia i telewizji, cztery kilometry za miejscowością. I wylądowała tam, między innymi, dziennikarka telewizyjna Ewa Komorowska, która wcześniej była tam na wczasach.

– Ładne rzeczy! Ile tam was było?

– Od 6 stycznia 1982 roku do 24 lipca przewinęło się 392 kobiety. Jedne były krócej, inne dłużej, ja niecałe trzy miesiące. Najwięcej z Dolnego Śląska, w tym z Wrocławia. Budynku pilnowali młodzi poborowi żołnierze z bronią i  psami. Powiedziano im, że kobiety to morderczynie, złodziejki i prostytutki.

– A jak było w środku?

– Normalny dom wczasowy, zbudowany w lesie  na 2 poniemieckich bunkrach. Tyle, że pokoje zostały zagęszczone, w większości z dwójek do czwórek. Przy każdym pokoju była łazienka. Siedziałam w trzech różnych pokojach. Najpierw na parterze, który po miesiącu zajęli pracownicy służby więziennej – kobiety i faceci. Przeniesiono nas na pierwsze i drugie piętro. Przez następny miesiąc mieszkałam z toruniankami, a ostatnio z dwoma wrocławiankami.

– I jak ci tam było?

– Jak to w więzieniu ale takim trochę lepszym. Gdy trzeba było zawożono nas do lekarza a potem zainstalowano dentystę na miejscu bo wyjazdy były okazją do niepożądanych kontaktów z tubylcami.

– A jak się zachowywali funkcjonariusze?

– Kobiety to chyba były więzienne psycholożki lub pedagożki, które narzekały, że internowane nie chcą z nimi współpracować. Pewnie przyzwyczajone, że więźniarki były do tego bardzo chętne. A my, przynajmniej zdecydowana większość, jakoś nie.

– Oj, niewdzięczne wy baby, niewdzięczne.

– Sytuacja i internowane były nietypowe. Mnie wcześniej wywalili z pracy więc nie wiedziałam czy dostanę, po powrocie, jakąkolwiek. Tak więc gdy pod koniec trzeciego miesiąca pobytu przyjechali wrocławscy esbecy i zapytali co by było gdyby mnie zwolnili to odpowiedziałam: teraz? Gdy minęły trzy miesiące wypowiedzenia i nie wiem czy gdzieś mnie zatrudnią? Teraz to ja mogę siedzieć.

– Potulna to ty nie byłaś, ha, ha, ha.

– Jakoś nie. Poza tym tam w ośrodku takie były nastroje, że załamywały się tylko osoby psychicznie osłabione przez młody wiek, czyli brak doświadczenia, ciepły dom rodzinny,  czy sytuację rodzinną.

A teraz w tym budynku jest sanatorium, którego właścicielem jest były esbek, taki chichot historii.

Więcej:

https://encysol.pl/es/encyklopedia/hasla-rzeczowe/14087,Osrodek-Odosobnienia-dla-Internowanych-Kobiet-w-Goldapi.html#

Upalne miasto 9

Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Co drugą środę umieszczam tu recenzję książki lub opis prywatnych zdarzeń. Miłej lektury 🙂

*************************************************************

Burza nadeszła znienacka. Deszczu strugi zatkały studzienki uliczne, pioruny waliły jak opętane i grzmiało jakby wszystkie  trąby świata zebrały się na sądzie ostatecznym i urządziły popisowy koncert.

Karol z Felkiem, odważne chłopaki,  schowali się pod kołdrę.

Barbara usiadła na tarasie popijając ulubionego drinka i wołając:

– Paweł, przynieś mi aparat fotograficzny, takie piękne pioruny trzeba uwiecznić.

– Ale ja się boję burzy – usłyszała z najciemniejszego kąta.

– Faceci – westchnęła. Wstała i przeszła do salonu. W tej chwili piorun uderzył w wysokie drzewo rosnące blisko tarasu.

– Widzisz co by się stało gdybyśmy tam byli? Zabiłoby nas! – krzyknął rozdygotany Paweł i na ugiętych ze strachu nogach podszedł do barku gdzie zaserwował sobie solidną porcję czystej wódki.

– Nic by ci się nie stało, złego licho nie bierze – bezlitośnie powiedziała pani domu.

– Ale ja jestem dobry – rehabilitant prawie się rozpłakał. Wlał w siebie wódkę i sięgnął po następną porcję.

– Przestań chlać, czas na masaż a po nim… – zawiesiła głos.

– Po nim bieżnia, rower i prysznic – dokończył Paweł.

– Głupiś! Nie to miałam na myśli. Ostatnio się obijasz za bardzo, od rana nic nie robisz, nawet nie ćwiczysz.

– Czasem mogę odpocząć, prawda?

– To twoje czasem staje się nagminne. Do roboty! Nie będziesz mi tu zalegiwał za frico.

Ewa już ubrana stała w oknie apartamentu klienta, który okazał się, pod każdym względem, młokosem. Chciała jak najszybciej znaleźć się w domu, bo zaczął coś bredzić o miłości a nawet małżeństwie.

– W głowie mu się przewróciło od rodzicielskich pieniędzy – pomyślała. Nie uczy się, nie pracuje, śliczny nie jest a w dodatku w łóżku trzy ruchy i koniec balu. No i zakochał się, kretyn. Czy on myśli, że całe życie o takim niedojdzie marzyłam? A teraz śpi bo się strasznie zmęczył. Idę.

Zabrała pieniądze, schowała do torebki i wyszła.

Agata z Kaśką siedziały przy laptopie i organizowały swoje przenosiny na Kretę. Chciały jak najprędzej załatwić transport części mebli i pozostałego dobytku. Na szczęście mogły to zrobić z pomocą Wieśka, którego kumpel zajmował się różnymi biznesami, w tym i transportem międzynarodowym. Kwestię stanowił jego rodzaj – pociąg i statek czy samolot.

Wprawdzie załamały je wymagania jakie muszą spełnić, aby tam osiąść na stałe ale postanowiły się nie poddawać. Dom mają więc dach nad głową jest.

– Grecką biurokrację siłą spokoju też załatwimy – postanowiły.

Zapłodnienie jednej z nich  już się dokonało i tylko czekały na wynik. Spermę wzięły z banku.

Anna ustawiała przypomnienia w telewizji kablowej na oglądanie horrorów. Tylko takie filmy ją bawiły i poruszały. No, jeszcze angielskie seriale komediowe. Lubiła na przemian pobać się i pośmiać. Taki płodozmian filmowy stosowała. Natomiast nie oglądała relacji sejmowych i wypowiedzi rządzących polityków, bo od tego psuły się jej zęby i wykrzywiała proteza górna. Dolna też. Unikała też używania łaciny kuchennej a musiałaby rzucać mięsem i nieapetycznymi wiązankami, a jako damie nie bardzo jej wypadało. Postanowiła, w ramach rozrywki, napisać wspomnienia i zatytułować „Pocałujcie mnie w … pępek” i złośliwie opisać wszystkich, którzy jej podpadli. Już wymyśliła pierwsze zdanie: „Rodziłam się pośladkowo i tak mi zostało”.

W salonie kosmetyczno – fryzjerskim „AnEwa” klientki bardzo się rozgadały. Tym razem o szkolnych koleżankach. Zaczęła Magda, była żona Wieśka, peelingując klientkę kawitacyjnie.

– W podstawówce miałam koleżankę, jedynaczka hołubiona przez babcię, matmę i ojca. Bardzo humanistycznie uzdolniona, łacina to dla niej było małe miki, w dodatku miała  świetną pamięć. Jednak bardzo egocentryczna, potrafiła zrobić koleżance awanturę, że się zadawała też z inną, a nie tylko z nią.

– Pewnie uważała, że jest pępkiem jej świata – powiedziała czesana za parawanem klientka.

– Straszny z niej był wampir energetyczny, kogo dopadła to się w niego wpijała i ssała. Potem się dziwiła, że ludzie jej unikają.

– A ładna chociaż była?

– Stereotypowo patrząc to nie. Ale gdyby o siebie dbała to mogłaby być interesująca. Niestety, zamiast w dbanie poszła w palenie i picie. Raz mi powiedziała, że najbardziej lubi  niedomyta i niedoprana siedzieć w towarzystwie z butelką piwa.

– Z lumpowej rodziny pochodziła?

–  A skąd! Z inteligenckiej, skończyła studia, pracowała ale się staczała. Ciągle w poczuciu niesprawiedliwości, że gorsza, według niej, koleżanka jest zadbana i lubiana więc jej dokopywała. Potem jeden zawał,  drugi i zaświaty.

– A miała męża i dzieci?

– Nie, bo wszyscy faceci od niej uciekali. Trudno im się dziwić, nie dawała chwili oddechu.

Fryzjerka Gosia rozrabiając farbę powiedziała:

– Ja miałam koleżankę w szkole bardzo ładną, zdolną, bardzo wygadaną i oczko w głowie matki – wdowy. Przez całe życie jest bardzo zajęta i przejęta tylko sobą. Jeśli ktoś miał władzę czy według niej był lepszy to się podlizywała, a jak kogoś uznała za gorszego od siebie to lekceważyła, wykorzystywała i oczekiwała zachwytów.

– Pewnie była zdziwiona, że ich nie było.

– Bardzo. Ciągle szukała ofiar, które byłyby tłem dla jej świetności. I nie pomogło udane małżeństwo, dzieci, wspomagająca przy ich wychowaniu matka oraz kariera naukowa. Też zabija się paleniem i piciem.

– Skąd to się bierze, jak myślicie? – spytała słuchająca tego Ewa.

– Pojęcia nie mam, to tylko jakiś bardzo dobry psycholog mógłby odpowiedzieć – stwierdziła masująca twarz klientki kosmetyczka.

– Ja natomiast miałam koleżankę, która na skutek odrzucenia przez matkę i ojca jej dziecka całe życie szukała potwierdzenia swojej wartości u facetów. Ale nie była w stanie utrzymać związku, bo oczekiwała, że wszyscy wokół będą robić to co ona chce i znosić jej rozchwianą psychikę. Nawet była kilkakrotnie na terapii ale nic nie pomogło. Zapiła się na śmierć.

– Podejrzewam, że zawodowo wszystkie trzy dawały radę a prywatnie okazywały brak dojrzałości i inteligencji emocjonalnej. Niezbadane są meandry psychiki ludzkiej – powiedziała Ewa, wyjęła z szuflady telefon i zadzwoniła do babci.

– Może przyjdziesz do salonu, uczeszę cię a Magda dopieści twoją cerę? Tak za godzinę może? Burza już przeszła, tylko trochę pada. No to czekamy.

Upalne miasto 8

Poprzednie odcinki można przeczytać przewijając stronę. Co drugą środę zamieszczę recenzję książki lub relację z prywatnych wydarzeń. Miłej lektury 🙂

**************************************************************

Po ulubionej rozrywce gracze wybrali się na spacer cichymi uliczkami osiedla. W pewnej odległości zobaczyli dwóch mężczyzn z rowerami i załadowanymi przy nich przyczepkami.

– To Edek i Wacek, moi znajomi. A właściwie znajomi mojej koleżanki. Edek był w psychicznym i fizycznym dołku. Helena uratowała mu życie i z pomocą Wacka wyprowadzili na prostą – powiedziała Anna.

– Jak fajnie jest usłyszeć, że ludzie sobie pomagają a nie dokopują – stwierdził hazardowy kolega. To takie rzadkie jest.

W domu seniorka postanowiła odpocząć przy cichej muzyce i lekturze powieści Julii Gambrot „Różany eter” opisującej dzieje studentki medycyny, na początku XX wieku w Breslau.

Po masażu Barbara przeciągnęła się leniwie, ziewnęła i rzekła:

– Będę ci mówić po imieniu. Chodź ze mną, pokażę ci skąd masz wziąć pościel i ręczniki. Pokój nie jest posprzątany, musisz zawsze sam o to  dbać. Ręczniki będziesz zmieniać co tydzień, pościel co dwa. Kabinę prysznicową z wc będziesz miał osobną tylko dla siebie. Też bez obsługi, nawet jak będzie nowa pomoc domowa. Sam będziesz sobie przygotowywał posiłki dopóki kogoś nie zatrudnię ale nie przyzwyczajaj się do wszechstronnej obsługi. Prać i prasować też będziesz sam.

– Wieśkowi też takie warunki postawiłaś gdy się tu wprowadzał? – spytał zaskoczony Paweł.

– Oczywiście. Mam na głowie sklepy więc nie zamierzam zajmować się jeszcze tobą.

– A kiedy zatrudnisz nową gosposię?

– Casting już rozpoczęłam, na pewno nie będzie to osoba młoda i ładna – roześmiała się widząc zawiedzioną minę masażysty.

– Naprawdę myślałeś, że sprowadzę tu jakąś laskę w dodatku chętną umilać ci noce i dni, no nie bądź naiwny – dodała.

– Ależ nie, ależ skąd – fałszywie zapierał się Paweł myśląc w duchu: a to wredna i wyrachowana baba. Ale za darmowe mieszkanie warto pocierpieć.

Rozmowę przerwało wejście Wieśka, który trochę się zdziwił:

– Myślałem, że już pan skończył renowację Baśki, he, he, he.

– Nie dość, że nie skończył to z nami zamieszka, w pokoju gościnnym.

– A ja?

– A ty przeniesiesz się do pokoju nad garażem. Tam jest  mała łazienka, aneks kuchenny i nareszcie będziesz miał wolność o której tak często mówisz. Weź z pokoju gościnnego pościel, ręczniki i swoje kosmetyki. Za prąd i wodę nie musisz płacić, podłączona pralka jest w garażu tylko musisz mieć swój proszek. Jak chcesz mieć wyprasowane ciuchy to kup sobie żelazko.

– Feminizm posunął się stanowczo za daleko – pomyślał Wiesiek. Ten polityk ma rację, że baby to powinny być tylko do garów, rodzenia dzieci i obsługiwania swego pana.

– Ale będę mógł masować i trenować jeszcze inne pacjentki – zatroskał się o swoje dochody i odrobinę wolności Paweł.

– Oczywiście, nawet dostaniesz moje auto, ja będę używać tego po mężu. Do roboty panowie, nie stać proszę, nie gapić się z głupimi minami tylko wykonywać to co poleciłam. Bez narzekania i sprzeciwu – zakończyła pani domu przechodząc do swojego gabinetu.

Dom na parterze składał się z dużego salonu z wyjściem na taras, dużej kuchni łączącej się rozsuwanymi drzwiami z salonem, gabinetu pani domu gdzie załatwiała sprawy służbowe, pokoju SPA zawierającego dwa pomieszczenia wypełnione stołem do masażu, rowerem stacjonarnym, bieżnią i osobny prysznic z wc.

Górną część zajmowała sypialnia pani domu i pokój gościnny, sypialnia męża Barbary – wszystkie z łazienkami i toaletami. Zaadaptowano też poddasze dla pomocy domowej. Poziom -1 zawierał, obok garażu męski pokój (też z sanitariatami) gdzie Jan z kolegami i wspólnikami załatwiali interesy oraz oddawali się ulubionym rozrywkom. Barbara nie sprawdzała jakim. Po śmierci męża zamknęła pomieszczenie na cztery spusty, aby nie dopuścić do dalszego ciągu rozpusty.

Ewa wróciła do domu po siódmej rano i zmęczona położyła się spać. Lubiła tego klienta ale jego pomysły na seks były bardzo męczące.

– Chyba bierze za dużo viagry albo stosuje wspomagacze typu mucha hiszpańska. To substancja pozyskiwana od chrząszcza noszącego niespecjalnie namiętną nazwę, mianowicie pryszczel lekarski, ha, ha, ha. Wolę truskawki, czekoladę lub małże. Bo nie zamierzam robić dawnych mikstur jak te:

Proszek afrodyzyjny:

wziąć po trzy grosy cynamonu, korzenia Dzięga, goździków, kwiatów muszkatołowych, gałki muszkatołowej, liści indyjskich i galangi, po grosie nardu indyjskiego, dużego i małego kardamonu, półtora grosa imbiru, po dwa grosy drewna aloesowego, żółtego sandałowca i długiego pieprzu. Wszystko zmielić. Zażywa się po pół grosa w bulionie albo w dobrym winie.

Wyjaśnienia:

Galanga – roślina o imbirowo-pieprzowym smaku, podobna z wyglądu do imbiru,

Nard indyjski – nazwa roślin z rodzaju kozłek

Tynktura afrodyzyjna:

Wziąć cztery piędzi ros Solis, po uncji cynamonu, gałki muszkatołowej, kwiatu muszkatołowego, Gożdzików, imbiru, nieco piżma, osiem funtów winiaku. Wymieszać wszystko razem i odstawić na dwadzieścia dni, potem odlać tynkturę, rozpuścić w niej funt cukru i zatkać w osobnym naczyniu, gotową do użycia. Pić po łyżeczce do kawy.

Wyjaśnienia:

Ros Solis to inaczej róża słoneczna; jej czerwona płatki wyrastają z łodygi; przy liściach pojawia się puch czerwony; kwiat ten jest owadożerny; rzekomo zewnętrzne zastosowanie tej rośliny ułatwia poród.

Tynktura – nalewka, roztwór

Ewa po czterech godzinach wstała, wzięła prysznic („wziął prysznic i tyż nic” zaśmiała się na wspomnienie jednego z klientów), włożyła bieliznę, krótkie spodenki i koszulkę na ramiączkach, zaparzyła w kawiarce ulubiony napój, wyjęła z chlebaka kromkę grahama a z lodówki plaster białego koziego sera. Posmarowała go miodem i usiadła przy stole przeglądając smartfona.

– Przez pandemię mam długi to sobie muszę jakoś radzić. Bycie call girl mi pasuje. Mam w dupie co inni o tym myślą – poprowadziła mini monolog wewnętrzny.

Po śniadaniu zapukała do Anny:

– Czy mam ci coś kupić? – zapytała.

– Przygotowałam kartkę a tu masz pieniądze.

– Nie trzeba, rozliczymy się później, pa.

Sfrustrowany Wiesiek zabrał swoje lary i penaty z pokoju gościnnego przenosząc je do lokalu nad garażem. Otworzył okno, pościelił łóżko, rozłożył i powiesił ubrania.

– No i fajnie – pomyślał. Przynajmniej nie będzie mnie bez przerwy napastować. Pawełek zobaczy jak to fajnie być zależnym od nimfomanki. Też sobie zamówię jedzenie pudełkowe. Widzę, że jest lodówka,  czajnik, kubek, talerzyki i sztućce, kawa i herbata, dobra nasza. Laptopa i smartfona mam. Będę wolny, wolny, wooooolny – zaśpiewał  wdzięczny losowi za tę zmianę.

Upalne miasto 7

Poprzednie odcinki można przeczytać przewijając stronę. Co drugą środę zamieszczę recenzję książki. Miłej lektury 🙂

*****************************************************

Karol siedział sfrustrowany głaszcząc pupila i rozmyślając jak by zmusić macochę do szybkiego działania w celu go dofinansowania.

Wstał z fotela ostrożnie kładąc Felka na ogrzany swoim ciepłem mebel i przeszedł do łazienki. Obejrzał się w lustrze, uznał, że nieogolony i nieuczesany wygląda świetnie, założył wczorajszą koszulkę, spodenki do kolan i sandały z wyprzedaży. Wyprężył wąską klatę i zadowolony z siebie bardzo wszedł do kuchni. Tam otworzył lodówkę, wyjął piwo i chipsy. Stojąc wypił i zagryzł a kot wszedł miaucząc ponaglająco.

– Jasne, jedzonko dla Jaśniepana obowiązkowo dostarczone być musi – powiedział wyciskając z saszetki pokarm. Pogłaskał kocurka, nalał świeżej wody do drugiej miseczki i powiedział:

– Idę do tej małpy, może wydębię jakąś kasę.

Z przedpokoju wyciągnął rower pamiętający PRL i pełen nadziei na lepsze jutro udał się w drogę na drugi koniec miasta.

Po godzinie prawie osiągnął cel, jeszcze tylko jeszcze skręcił w prawo i zatrzymał się przed furtką. Nacisnął dzwonek, raz, drugi, trzeci ale bez efektu.

– Tak być nie będzie – zacytował bohatera telewizyjnego serialu. Postanowił okrążyć posiadłość i znaleźć najsłabsze ogniwo ogrodzenia.

Trochę szedł, trochę się skradał, trochę przeklinał bo nie lubił się wysilać. W końcu znalazł wyłamany szczebel ogrodzenia i przecisnął się wraz z rowerem. Rozejrzał się i uznał, że jest blisko tarasu, musiał tylko przedrzeć się przez kępę kolczastych róż, które podarły mu odzienie.

– O nie! – wykrzyknął. Moje najlepsze spodenki. Dobrze choć, że z boku a nie z przodu – pocieszył się idąc powolutku.

Dotarł do tarasu  na którym stał komplet ogrodowych mebli. A  stolik zastawiony był jedzeniem i piciem. Karol nigdy nie gardził darmochą, więc usiadł w wiklinowym fotelu i zabrał się do pałaszowania świeżutkich rogalików dodając  do nich masła i miodu. Do filiżanki nalał kawy z dzbanka  – termosu i wyciągając przed siebie nogi westchnął zadowolony.

– Takie życie to ja lubię – stwierdził sięgając po sok grejfrutowy.

– A ty co tu robisz? – usłyszał głos macochy.

– Jem, nie widzisz? – odparł nieskonfundowany pasierb.

– A już won mi stąd! – usłyszał.

– Jeszcze czego! Twoje róże podarły mi spodenki. Żądam odszkodowania!

– A coś ty robił w różach? Ktoś cię tu w ogóle prosił?

– Nie otwierałaś furtki to sobie inaczej poradziłem – dumnie pochwalił się swoją zaradnością.

– No to muszę sprowadzić fachowca, żeby sprawdził ogrodzenie, tyle z tego dobrego.

– Widzisz jaki jestem przydatny, mogłabyś to mi wynagrodzić brzęczącą monetą lub chociaż codziennymi posiłkami.

– Jak cię znam wolałbyś banknoty o wysokim nominale.

– Pewnie, że bym wolał. Moneta to przenośnia.

– Dosyć tych pogaduszek, spadaj!

– A co? Zaraz przyjdzie kochanek czy kosmetyczka z zastrzykiem oraz przystojny masażysta? – zakpił Karol.

– Nie twoja sprawa. Pilnuj swego nosa.

– Pójdę jak dostanę trochę kasy. Kot mi głoduje – manipulacje nie były gościowi obce.

– Masz tu pięćset złotych i już cię nie ma! – wkurzona Barbara wyciągnęła z torebki pieniądze i wetknęła je nachałowi do kieszonki.

– Idę, już idę! – powiedział pasierb powoli wstając i brzoskwinię dogryzając.

Zszedł z tarasu, ujął rower za kierownicę i noga za nogą skierował się w stronę furtki. ­

Blisko domu minął faceta z bicepsami i pachnącego olejkami do masażu. W pewnym odstępie za nim energicznym krokiem szła kobieta z torbą wyglądającą na lekarski sakwojaż.

– Baśka pogotowie remontowe pewnie wezwała – pomyślał Karol zamykając furtkę.

W baśkowym gabinecie odnowy składającym się z pokoju kąpielowego, kosmetycznego i treningowego rozpoczął się ulubiony rytuał pani domu. Dwa razy w tygodniu masaż ciała i twarzy,  codzienne ćwiczenia z osobistym trenerem oraz, w pewnych odstępach czasu, zastrzyki wypełniające zmarszczki.

Gdy kosmetyczka już zrobiła swoje i wyszła leżąca Barbara zapytała:

– Jak się panu wiedzie Pawełku? Wszystko dobrze?

– No właśnie, nie za bardzo. Wypowiedziano mi mieszkanie i nie mam gdzie się podziać.

– To może tutaj pan zamieszka, mam wolny pokój gościnny.

– A co na to pan Wiesław?

– Och, jakoś sobie z nim poradzimy – lekceważąco machnęła ręką masowana pacjentka.

– Ja bym na jego miejscu nie odpuścił.

– Pan jest młody, przystojny i pełen werwy. A Wiesiek, cóż – ma swoje lata i ograniczone możliwości. Wyprowadzi się do pokoju nad garażem a jak mu się  nie spodoba to jego problem.

Ewa wyszła ze swojego gabinetu kosmetycznego odbierając telefon.

– Tak, jestem już wolna. Na ile i za ile? Noc, to znaczy od siódmej wieczorem do siódmej rano dwadzieścia tysięcy. Nie, nie mam promocji. No to będę za godzinę.

Włożyła smartfona do torebki i zdążając w kierunku zaparkowanego niedaleko auta parsknęła:

– Promocja, też coś! Co to ja jestem serek z Biedronki?

Wsiadła do auta i pojechała na  umówione, nie bezinteresowne spotkanie.

Anna też była umówiona. Z czwórką znajomych, od lat,  oddawali się hazardowi grając w pokera. Na pieniądze, wprawdzie sumy nie były wielkie ale w ciągu popołudnia i wieczora potrafiła wygrać sto złotych. Rzadko przegrywała bo pokerowe miny miała. Spotykali się raz w tygodniu,  naprzemiennie w swoich domach,  mieszkali bowiem na jednym osiedlu. A wygrane pieniądze przejadali w najbliższą sobotę lub niedzielę w osiedlowej restauracji. Mieli więc trochę emocji i przyjemności. Bo nie zamierzali starzeć się z godnością.

Grając popijali co kto lubił – wodę, sok, kawę, herbatę a nawet piwo. Wprawdzie od piwa głowa się kiwa a czasem i rozum ale piwosze to lekceważą.

Upalne miasto 6

Poprzednie odcinki można przeczytać przewijając stronę. Co drugą środę zamieszczę recenzję książki. Miłej lektury 🙂

****************************************************************

Anna zapakowała do torby na kółkach, opłacone w samoobsługowej kasie,  zakupy. Wstawiając firmowy koszyk w drugi nie doczekała się pomocy ze strony pracownicy obok stojącej.

– Pewnie jednozadaniowa jest, pomaga tylko przy kasach. Do koszyków powinien być, według niej, osobny personel. Koniecznie wysoko wyspecjalizowany – złośliwie trochę pomyślała seniorka.

W sklepie obok nabyła ekologiczny papier toaletowy czym torbę dobiła aż ta sapnęła przepełnioną się czując.

– Spoko, opróżnisz się w domu – uspokoiła kółkową zakupową.

Wdrapując się na swój szczyt, bo winda akurat się zacięła,  seniorka przystawała na półpiętrach zastanawiając się nad koncepcją remontową spółdzielni, która pomalowała tylko część wejściową klatki schodowej i to od strony podwórka.

– Ale kto zrozumie tych wszystkich  trzymających władzę? – retorycznie zapytała.

W mieszkaniu rozpakowała torbę postanawiając wstawić mąkę i cukier w pawlaczu i przy okazji wytrzeć tam kurze. Rozstawiła drabinę i weszła na trzy stopnie. Wyjęła paczuszkę, która okazała się mąką kukurydzianą. Woreczek foliowy nie uchronił jej przed inwazją moli.

– Niech je szlag – zaklęła. Nic nie pomaga, odporne są cholery.

Owinęła zamoloną mąkę w jeszcze dwa woreczki postanawiając jak najszybciej to plugastwo wyrzucić. Ledwie odstawiła drabinę do kąta rozległ się dzwonek u drzwi. Otworzyła i widząc wnuczkę zawołała:

– O, Ewunia! Kochanie, co się stało, że tak niespodziewanie przyszłaś?

– Zobaczyłam, babciu przez okno, że idziesz z torbą pełną zakupów. Przecież nieraz ci mówiłam, że skoro mieszkam obok ciebie to mogę nawet codziennie coś ci kupić.

– Ja wiem ale chcę, póki mogę, być samodzielna. Ale na przyszłość będę kupować tylko lekkie rzeczy a ty te cięższe. A czy dzisiaj coś jadłaś? Wiem, że jesteś weganką i martwię się o twoje zdrowie.

– Wszystko w porządku, nie martw się. Napisz mi na kartce czego potrzebujesz to wstąpię do ciebie wieczorem i porozmawiamy. Opowiem ci o naszym biznesie – pocałowała Annę w policzek i poszła do siebie.

Barbara telefonicznie umówiła się na zastrzyki wypełniające zmarszczki. Chciała być wygładzona na pogrzebie, żeby wkurzyć   zawistne żony kumpli męża.

– Niech mi zazdroszczą, że nie dość, żem piękna i ponętna to jeszcze niezależna od grubego i nudnego faceta – pomyślała przeglądając się w lustrze damskiej łazienki. – I wcale nie muszę pytać lustereczka kto jest najpiękniejszy w świecie, bo to jasne.

Wiesiek wyszedł z  łazienki wycierając się błękitnym ręcznikiem.

Spotkali się w sypialni gdzie z podziwem dla siebie samego przejrzał się w dużym lustrze. Byłby idealnym okazem samca gdyby nie odklejający się tupecik i brak trójki w górnej szczęce.

– Śniadanko czy kochanko?  – spytał Baśkę.

– Kochanko, bo Marysi już nie ma a ja nie będę cię kulinarnie obsługiwać. Póki kogoś nie zatrudnimy sam sobie rób posiłki –odpowiedziała. Jej rozchylający się szlafroczek był lekki jak obłoczek.

– A ty co? Powietrzem żyjesz?

– Zamówiłam dietetyczne jedzenie na cały dzień. Dostawa jest codziennie rano.

– A o  mnie nie pomyślałaś?

– Rączki masz, lodówka pełna, zrób to sam.

– Dobrze, najpierw seks a potem przyjemność – zażartował.

– Ja ci dam takie żarty! Bo wrócisz do swojego mieszkania, które właśnie wynająłeś.

– A skąd wiesz?

– Bo wynajęły je córki mojej znajomej, ha, ha, ha. A teraz koniec gadania i łóżko z poduszką.

Rzeczywiście nie gadali, raczej wzdychali a potem wstali i prysznicem się oblali.

Barbara otworzyła pierwsze pudełko zawierające śniadanie. Wiesiek wzdychając i pod nosem narzekając otworzył lodówkę.

Zadzwonił telefon.

– Czy już wiesz ile jest wart dom i kiedy dostanę swoją działkę?– zapytał Karol.

– Przestań mnie nagabywać, dostajesz co miesiąc kasę, musi ci wystarczyć. Oceniacz powiedział, że to potrwa co najmniej trzy miesiące.

– To daj mu w łapę, niech przyspieszy.

– Sam mu daj, mnie się nie spieszy.

– Jeszcze czego – warknął ubogi dziedzic mniemanej fortuny.

   Wieczorem Ewa wracając z pracy ponownie  spotkała Karola.

– O, dzień dobry! Pan tu jeszcze? Spadek dopiero w drodze? – zakpiła.

– A żeby pani wiedziała. Macocha złośliwie nie chce przyspieszyć wyceny domu i ja się tak tu męczę.

– Współczuję, ale rozumiem, że pracuje pan i nieźle zarabia.

– Praca nie jest dla człowieka bo go męczy.

– Pan to powinien mieć koszulki z takim hasłem.

– A wie pani, że to świetny pomysł? Zaraz sobie ją zaprojektuję i zamówię.

   Ewa zastukała do drzwi Anny.

– Jestem babciu – powiedziała wchodząc z torbą pełną zakupów.

– A ja przygotowałam świeżą herbatę i wafle przekładane kajmakiem oraz kwaskowatym dżemem.

– Uwielbiam to i ciebie – Ewa pocałowała seniorkę w policzek.

– To teraz opowiadaj jak idzie nasz biznes. Prowadziłam go przez trzydzieści lat zanim ci go przekazałam ale ciągle jestem ciekawa co się tam dzieje.

– Pamiętam, od dziecka lubiłam tam przychodzić, przyjemnie pachniało chyba że fryzjerka robiła trwałą.

– Tak, kiedyś ten zabieg trochę śmierdział, nie to co teraz. Za to maseczki kosmetyczne i kremy zawsze pachniały.

– Nadal klientki opowiadają o sobie i plotkują. A propos spotkałam w windzie sąsiada Karola. Tego co to spadł i do mnie wpadł. Zmarł jego ojciec i nie może się doczekać spadku.

– A co? Nie pracuje?

– On z tych co to „ni mom chęci do roboty, ani rano, ni wieczorem…” choć jest zdolnym grafikiem.

– Pewnie najchętniej zostałby z zawodu dyrektorem.

– Oj, pewnie tak. Albo utrzymankiem. Miał trzy żony, czwarta kobieta właśnie od niego odeszła.

– Bidulek, widać bardzo potrzebuje kasy i zachwytów.

– Jak będzie miał kasę to i zachwytów nie zabraknie.

– Pod warunkiem, że nie będzie skąpy – dodała, doświadczona życiem, babcia.

Upalne miasto 5

Dojeżdżali na osiedle Karola gdy ten się ocknął:

– Nie mam w domu nic do jedzenia dla siebie i kota. Pieniędzy też nie – zakomunikował.

– Masz pięć stów, odliczę ci od tych trzech tysięcy, nie łudź się.

– Dobra, dobra, sknero – gramoląc się z auta stojącego przed sklepem wielobranżowym powiedział przyszły spadkobierca.

Objuczony gotowymi daniami, piwem  i saszetkami z jedzeniem dla kota Karol z lekka się zataczając wszedł do windy.

– O, dzień dobry – usłyszał od sąsiadki z tarasem. Dawno pan do mnie nie wpadał. Zmienił pan trasę spadania?

– Tak, na bardziej poziomy. Ojciec zmarł i czeka mnie handryczenie się z macochą i przyrodnią siostrą o spadek.

– To ciekawe, moja kuzynka też właśnie straciła ojca a jego rodzina to zachłanne harpie. Szczególnie jej kuzynek, pijaczyna i obibok. Na szczęście Agata pisze poczytne książki a jej partnerka jest weterynarką.

– Zabawny zbieg okoliczności, moja siostra ma też na imię Agata – przypomniał sobie egocentryczny brat.

– Nie jednemu psu Burek a ja mam na imię Ewa, do widzenia  – powiedziała sąsiadka wychodząc z windy.

– A mogę panią jeszcze kiedyś odwiedzić?

– Pod warunkiem, że wchodząc przez drzwi i bez alkoholowej wkładki.

– A to nie przyjdę, bez procentów nie funkcjonuję.

– Ja tam wolę procenty w banku – stwierdziła Ewa otwierając drzwi swojego mieszkania.

– Pewnie, taka to ma procenty z kasy a ja tylko z puszki – użalił się nad sobą wiecznie młody i niedoceniony.

Wszedł do ogarniętego mieszkania a kot witał go miaukiem i ocieraniem o nogi.

Wieczorem Barbara i Wiesiek usiedli przy łagodnej muzyce i kieliszku dobrego koniaku.

– Dzwoniłam do agenta nieruchomości. Przyjdzie wycenić dom – powiedziała pani domu.

– Niech tylko nie zawyży wartości, bo się nie wypłacimy. A czy Agata załatwiła zrzeczenie?

– Wyobraź sobie, że się rozmyśliła. Powiedziała, że potrzebuje pieniędzy na zagospodarowanie na  Krecie. Szkoda, że jej pobyt tam nie będzie jak w tym memie „wakacje na krecie” gdzie człowiek siedzi na zwierzątku.

– A to małpa, no i Karolek się wścieknie, że przypadnie mu mniejsza kwota.

– Z tego to się nawet cieszę – stwierdziła Barbara.

– A tak w ogóle z czego on żyje?

– Z dotacji od ojca, naiwnych kobiet i dorywczych prac graficznych. Jak nie ma ciągu alkoholowego to jest bardzo zdolny i pracowity.

– Ale przeważnie ma?

– Ma, rozhulany jest niemożebnie.

– Tatuś go w dzieciństwie bijał czy rozpieszczał?

– Tatuś bijał, mamusia rozpieszczała bo jedynak.

– A co teraz robi pani matka?

– Mąż ją wymienił na nowszy model czyli mnie. A ona dostała kasę i dochód z trzech kantorów.

– No to ma klawe życie.

– A wiesz, że czasem jej zazdroszczę? Nie musi w domu znosić żadnego faceta, nie katuje się operacjami plastycznymi, nie przejmuje  nadwagą, wygodnie żyje sobie w szeregowcu z ogródkiem i ma miłego dochodzącego.

– Jedna moja znajoma kiedyś powiedziała, że facet i służba tylko na dochodne.

– Ha, ha, ha. Coś w tym jest. Ale Marysia – Dorota u nas mieszka, bo nie miała mieszkania.

– Teraz już ma. Szczodry ten twój mąż.

– Miał z czego i to nie z legalnych interesów. Popieranie trzymających władzę bardzo mu się opłaciło.

– Chyba nie sprzedasz tego domu? – Wiesiek podniósł się z kanapy i przespacerował przez salon. Wyjrzał przez okno, przeszedł na taras. – Szkoda by było.

– Absolutnie nie. Dobrze mi tu, a ostatnio Jasiek kazał założyć alarm.

– A kod to data waszego ślubu?

– Nie, dlaczego?

– A tak przypomniał mi się jeden z odcinków serialu „Co ludzie powiedzą”.

– Pamiętam, biedny Ryszard.

Agata weszła do wynajmowanego mieszkania w starej kamienicy z obskurną klatką schodową. Odłożyła torebkę na krzesło i zadzwoniła do partnerki:

– Już jestem w domu, przyjdziesz? Dobrze, za godzinę. To przygotuję coś co jedzenia a ty przynieś jogurt grecki i fetę. Zrobiłam chłodnik, przegryza się w lodówce, mam składniki na sałatkę.

Po obiedzie usiadły na łóżku i Kaśka powiedziała:

– Rozmawiałam z Miśkiem.

– Jakim Miśkiem?

– No tym, co to chcemy, żeby był ojcem naszego dziecka. On jest bratem faceta od związków zawodowych i żeni się z gosposią jego niedawno zmarłego szefa – powiedziała Kaśka.

– No, coś ty?! Ten szef to mój nieślubny ojciec. Właśnie utopił się w swoim basenie.

– Ach, to ten. Tylko kłopot mamy bo Misiek boi się, że Dorota jak się dowie to go pogoni.

– To problem. Trzeba znaleźć innego dawcę.

– A może z banku spermy? Jak myślisz, ile to kosztuje?

– Sprawdzimy w Internecie. Jeśli nas będzie stać to skorzystamy. Teraz musimy zdecydować, która z nas zostanie matką.

– Jeśli mamy się przeprowadzić na Kretę to raczej ja, bo tam szybko nie znajdę pracy.

– Skąd wiesz? Trzeba to wyguglać. Ja pisać mogę i w ciąży a leczenie zwierząt wymaga siły.

– Masz rację. Z tym co dostaniesz od macochy to jakoś damy radę.

– Tylko kiedy to będzie? – zmartwiła się Agata.

– No, trochę odłożonej kasy mamy. I sprzedam swoje mieszkanie.

– A ja auto bo nie wiadomo ile będzie kosztował jego transport.

– Też to sprawdzimy u wszechwiedzącego guglego.

Upalne miasto 4

Poprzednie odcinki można przeczytać przewijając stronę. Co drugą środę zamieszczę recenzję książki. Miłej lektury 🙂

**************************************************************

Wdowa zamierzyła się na niego torebką. Lewie się uchylił.

– Uspokójcie się! – stanowczo powiedział Wiesiek odciągając kochankę od pasierba.

Agata cały czas stała z boku i rozmawiała przez telefon:

– Zaraz przyjadę, bo rodzina jest w stanie wzburzenia zamiast smutnego milczenia. Tak, zapisał mi miejscówkę na Krecie. Pewnie, że przyjmę. To ja jadę do siebie, zadzwonię jak załatwię rezygnację – rzuciła w stronę rodzinki i wsiadła do swojego auta.

– Musimy pogadać, jedziemy! – rzuciła Barbara do i Karola i Wiesława.

Po drodze milczeli przetrawiając nowiny. Wjechali do garażu i przeszli do domu.

– Marysiu – zawołała pani domu. Proszę podać wędlinę, sery, pieczywo, masło, sałatkę z pomidorów, ogórków kiszonych, sałaty lodowej z fetą, oliwę z oliwek, sól i pieprz. Jak już to zjemy to przyniesiesz kawę, herbatę, koniak i lody.

– Tak jest proszę pani. Ale od poniedziałku odchodzę – dygnęła służąca poprawiając różowy czepek na głowie pasujący kolorystycznie do fioletowej służbowej sukienki i wrzosowego fartuszka.

– Myślisz, że te odziedziczone pieniądze na długo ci wystarczą? – spytała zaskoczona Barbara.

– Właśnie skończyłam studia, wychodzę za mąż i może wyemigrujemy do rodziny męża – poinformowała Marysia. A poza tym mam na imię Dorota – dodała i wyszła z pokoju.

– No, coś takiego! – wykrzyknęła pani domu.

– Widzę, że doskonale się orientujesz w tym co się tu dzieje – zaśmiał się sarkastycznie Karol.

– Ja wiedziałem – stwierdził Wiesiek nalewając sobie ulubionego drinka. Wychodzi za mąż za mojego młodszego brata.

– Ja oszaleję, co się tu dzieje? – zaskoczona pani domu nie ukrywała emocji. Idę wziąć prysznic i przebrać się.

Karol gromko się zaśmiał i rozsiadł na kanapie.

– Tu tajemnica na tajemnicy, tajemnicą pogania. Czego jeszcze się dowiemy?

– Nie dopytuj bo dostaniesz kociej mordy – uspokoił go Wiesiek.

– A to byłbym podobny do swojego kota Felka – ucieszył się Karol.

Marysia – Dorota przywiozła jedzenie na wózku kelnerskim, rozłożyła wszystko na stole i nic nie mówiąc wyszła.

– No to siadajmy – zarządziła Barbara w kusej i wydekoltowanej letniej sukni. Ważne sprawy omówimy potem.

Zjedli obiad a potem na kanapie przy mniejszym stole usiedli. Marysia przyniosła kawę i herbatę w termosach, lody w pucharkach oraz pokrojone w romby drożdżowe ciasto z truskawkami.

– Nie chcę się wyprowadzać z tego domu – powiedziała Barbara nalewając sobie kawy.

– To mnie spłać – rzucił Karol wypijając czwartego drinka.

– Nie mam pieniędzy.

– Nie rozśmieszaj mnie. Doskonale wiem jaki interes prowadzicie z Wieśkiem.

– Te dwa sklepiki masz na myśli?

– Dwa sklepiki? No, nie rozśmieszaj mnie! – powiedział Karol nalewając koniaku do kawy i polewając lody advocatem. Raczej dziesięć w galeriach handlowych na terenie całego miasta. A te mniej legalne interesiki to pryszcz?

– Jakie mniej legalne! Co ty bredzisz? – oburzyła się wdowa.

– Już ja wiem jakie lody kręcicie razem z Wieśkiem, takie raczej śnieżnobiałe i nie jest to cukier puder. Karol upił łyk kawy i zawołał:

– Marysiu!

– Raczej Doroto, przecież tak ma na imię – poprawił zastępca zmarłego.

– Jak zwał, tak zwał – Marysiu czy jest w tym domu miód, najlepiej gryczany? –  zapytał.

– Oczywiście proszę pana. Mamy wszelkie miody, w tym pitny. Podać?

– To poproszę gryczany do kawy, a pitny do kieliszka. I jeszcze kostki lodu do drinka.

– Tak jest, zaraz przyniosę. Czy będzie pan uprzejmy nie palić w domu – dodała widząc, że mężczyzna wyciąga papierosy.

– Cholera z tą modą na niepalenie. Każdą przyjemność człowiekowi zepsują – zdenerwował się Karol.

– Ona ma rację, tu się nie pali – poparła służącą Barbara.

– Kto pije i pali ten nie ma robali – zaripostował pasierb.

– Kto pije i pali temu szybko zdrowie nawali – Wiesiek nie został dłużny.

– Dosyć tego! Musimy postanowić co z tym fantem zrobić? – Barbara przeszła do adremu.

– Jakim fantem? – zdziwił się Karol coraz bardziej pijany.

– Testamentem, kretynie i jego skutkami.

– Jak to co? Ja się wprowadzam do mamusi, bo ona mnie utrzymywać musi – zarymował sierota po rozumie.

– Jeszcze czego! 

– Ja się tu wprowadzam, a jak mnie nie wpuścisz to przyjadę z policją – zagroził spadkobierca.

– Wiesiek powiedz coś, bo ja nie mam siły do tego idioty!

– Mam pomysł: będziesz przelewać na jego konto co miesiąc dwa tysiące a po wycenieniu domu spłacisz go odejmując przelane kwoty.

– To może trzy tysiące, za dwa trudno wyżyć.

– Wiele osób żyje za te pieniądze i z głodu nie umiera.

– Dobrze, niech będą trzy – zgodziła się wdowa. I niech cię już nie oglądam.

– To może jakaś mała zaliczka? – upomniał się nie taki znowu pijany Karolek.

– Wiesiek odwiezie cię teraz do domu. Jutro dostaniesz pierwszą ratę i podpiszesz zobowiązanie, że nie będziesz chciał więcej.

– A może drobną sumkę dla mojego kotka?

– Kotka wyżywisz z tych pieniędzy, a gdyby bardzo zachorował i wymagał kosztownego leczenia to wtedy zastanowię się nad formą pomocy – zakończyła Barbara.

– Idziemy – Wiesiek wstał, wziął z ceramicznego talerza stojącego na komodzie klucze do auta i pociągnął do za kołnierz dżinsowej kurtki mało pożądanego gościa.

Upalne miasto 3

Poprzednie odcinki można przeczytać przewijając stronę. Co drugą środę zamieszczę recenzję książki. Miłej lektury 🙂

*******************************************************************

Zadźwięczał dzwonek domofonu – pizzerman wjechał na górę i zainkasował należność.

– No to kocie ja teraz się pożywię a ty mi opowiedz co ci się śniło. Tyle sypiasz to na pewno masz fajne wizje.

– Wizje to ja bym miał gdybym, jak ty, palił zioło – pomyślał Felek układając się na ulubionej poduszce. I lepiej weź prysznic bo śmierdzisz.

– A wiesz, przed obiadem wezmę prysznic, zmienię gatki i narzucę jakąś przewiewną koszulę, chyba jednak krawata nie muszę zakładać – jak myślisz? Do tak wytwornego posiłku jednak trzeba przyzwoicie wyglądać.

Wyjął z lodówki piwo i usiał przy stole w kuchni. Włączył smartfona i wszedł na wiadomości Onetu. A tam podano, że zmarł nagle nieodżałowanej pamięci szef związku o czym zawiadamia nieutulona w żalu wdowa, syn i najlepszy przyjaciel, zastępca, który zapewne obejmie opuszczone stanowisko.

W tej chwili zadzwonił telefon.

– Już wiesz? – zapytała matka.

– Wiem, co robimy?

– Czekamy na wydanie ciała. Zadzwoń do naszego adwokata, mamy się spotkać w sprawie testamentu. Czy masz telefon do jego nieślubnej córki?

– Mam, a skąd o niej wiesz?

– Dobrzy ludzie zawsze z przyjemnością złe wiadomości przekażą. Więc zadzwoń, pewnie coś jej zapisał – złym głosem poleciła.

– No chyba nie spodziewałaś się, że wszystko zostanie dla ciebie?

– A dlaczego nie? Wystarczająco długo się z nim męczyłam.

– Szczególnie, że prawie nigdy go nie było w domu i zawsze go ktoś zastępował szczególnie w sypialni – podsumował macochę Karol.

– Lubię przytyki od nieskazitelnie uczciwych osób – odcięła się i odłożyła telefon.

Karol wybrał z kontaktów wpisany jako „nieślubna”:

– Cześć, mówi Karol. Zmarł nasz ojciec. O, już wiesz? Zostawił testament, musimy tam iść i wysłuchać ostatniej woli. Nie wiem co komu zapisał, dowiemy się. Zapisz numer do prawnika.

Spotkanie odbyło się w pełnej podejrzliwości atmosferze ale za to w klimatyzowanym gabinecie. Adwokat przygotowany był na najgorsze.

Najpierw przybyła utulona w żalu wdowa, potem zastępca zmarłego w ciemno szarym letnim garniturze,  Karol wszedł razem z siostrą, oboje w t-shirtach z napisem: Sierota to brzmi dumnie.

Sekretarka przygotowała kawę, śmietankę, herbatę, cukier, wodę mineralną, koniak oraz krople uspakajające.

Prawnik, choć ateista, odmówił w myślach krótką modlitwę” „Boże nie dopuść, żebym dostał, po tym spotkaniu zawału lub udaru ani nawet wylewu”.

Powitał zebranych i otworzył dokument.

„Zapisuję, w równych częściach,  mojej żonie, synowi i córce dom przy ulicy Fidrygałki 4. Mogą razem zamieszkać” – tu Barbara zakrztusiła się pitą właśnie wodą, Karol parsknął śmiechem a córka Agata powiedziała: ale ja nie chcę. „…lub dom sprzedać i podzielić się pieniędzmi. Moje zasoby na kontach należą już do Jedynie Słusznej Partii oraz jej przywódcy Wzoru Cnót Wszelakich, którego od dawna kocham miłością pierwsza i jedyną”.

Wdowa zemdlała spadając z krzesła, sekretarka zaczęła wlewać jej koniak do ust a potem wachlować. Niby synek zafundował kobiecie dwa silne klapsy w policzki. Wraz z siostrą podnieśli ją i usadzili w stojącym obok kawowego stolika, fotelu.

– Proszę siadać, jeszcze nie skończyłem – powiedział prawnik. „Moją kolekcję okularów zapisuję Karolowi, żeby zaczął wreszcie dostrzegać świat takim jaki jest. Także zestaw kilku protez zębowych, bo boi się dentysty więc mu się niedługo przydadzą.

Żonie zapisuję moje całą swoją odzież oraz krawaty i spinki do mankietów. Niech zrobi z nimi co zechce. Może je sprzedać.

Córce kochającej inaczej życzę zdrowia i szczęścia na nowej drodze życia z partnerką. Na jej nazwisko kupiłem domek na Krecie, zamieszkać tam obie możecie. Mojemu zastępcy zlecam napisanie mojej biografii ze szczególnym uwzględnieniem pikantnych szczegółów, bo chcę zbulwersować rodzinę i znajomych. Służącej Marysi zapisuję małe mieszkanie przy ulicy Jagodowej 12 oraz sto tysięcy złotych”.

– Ja też chcę taki domek  – zajęczał Karol. Co mi po tych śmieciach? – zajęczał.

– Ty już dostałeś mieszkanie, auto, które rozbiłeś i kasę jaką przeputałeś, więc milcz – usłyszał z ust ockniętej macochy.

– To ja rezygnuję z mojej części domu – powiedziała Agata.

– Na czyją korzyść? – spytał prawnik,

– Na niczyją, niech razem zamieszkają lub podzielą się zyskiem po połowie.

– Ale z czego ja będę żyła? – poskarżyła się wdowa.

– Pójdziesz do roboty lub znajdziesz następnego bogatego frajera. Kochankowie pewnie stoją w kolejce, aby cię uszczęśliwić – poradził Karol.

– A żebyś wiedział! Ciebie za to żadna nie będzie utrzymywać. Choć ci się zdaje, że jesteś piękny i inteligentny.

– Bo jestem. Trzeba szybko sprzedać dom.

– Szybko to nie będzie – powiedział prawnik. Co najmniej potrwa to pół roku.

– Wychodzi na to, że najlepiej ma Agata – z przykrością stwierdziła Barbara.

– Kto zasłużył ten ma – posumowała córka, też utulona w żalu za pomocą dóbr doczesnych.

Prawnik ucieszony, że gładko poszło powiedział:

– To wszystko z mojej strony. Każde z państwa dostanie kopię testamentu. Mogę pomóc w dalszych działaniach – zaoferował.

– A co z rezygnacją Agaty?  – spytał bystrze Karol.

– Zorientuję się w tej sprawie i poinformuję państwa. A teraz już dziękuję – wstał wypraszając w ten sposób uciążliwych klientów.

– Proponuję rodzinną naradę u mnie w domu – powiedziała wielkodusznie Barbara.

– To może podwieziesz mnie, zabiorę swoje rzeczy i kota, wprowadzimy się do ciebie, przecież to dom po moim tacie.

– Oszalałeś?! – spieniła się macocha. Nigdy w życiu! Po moim zimnym trupie!

– A co? Też zamierzasz umrzeć? Z rozpaczy po umiłowanym mężu? – zakpił Karol.