Nieznana wyspa

Mary Ann Shaffer; Annie Barrows – Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek, Wydawn. Świat Książki 2018

WSTĘP: „Wyspa – zielony kolczyk na uchu morza” Antoni Regulski

O autorkach:

M. A. Shaffer – urodziła się w 1934 r., zmarła 1 lutego 2008. Była redaktorką, bibliotekarką, pracowała w księgarni. Ciotka Annie Barrows.

Annie Barrows urodziła się w 1960 r. w Sam Diego (Kalifornia, USA). Na Uniwersytecie Kalifornijskim otrzymała licencjat z historii średniowiecznej. Była korektorką i redaktorką. Napisała kilka książek o różnej tematyce jak wróżbiarstwo czy opera.

Także serię książki dla dzieci pt. „Nierozłączki”.

Poza tym „Magiczna połówka”; „Opowiem ci pewną historię”; „Prawda według nas”.

Po śmierci swojej ciotki M. A. Shaffer dokończyła jej książkę „Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek”.

O książce:

W „Podziękowaniach” autorka wyznaje, że ta książka powstała przypadkiem. Pojechała bowiem do Anglii szukać materiałów do innej powieści i wtedy poznała informacje o niemieckiej okupacji Wysp Normandzkich. Poleciała na Guernsey, której piękno i historia ją zafascynowały.

„Małe troski są wymowne, duże milczą” – Seneka

Książka składa się z listów – głównej bohaterki Juliet Ashton, trzydziestodwuletniej pisarki do różnych osób – wydawcy Sidney`a Starka, jego siostry – Sophie oraz do mieszkańców wyspy i odpowiedzi. Ich korespondencja składa się na  niezwykłą opowieść w dwóch płaszczyznach czasowych. Pierwsza toczy się od  stycznia do września 1946 roku. To najpierw Londyn z gruzami domów po bombardowaniu, tam mieszka Juliet borykająca się z brakiem pomysłu na powieść.  A potem jej pobyt na wyspie. Druga to czas okupacji Guernsey. Zaczynem akcji są eseje Charlesa Lamba, które nabył mieszkaniec wyspy Dawsey Adams. Z wpisu na okładce okazało się, że to książka Juliet. Adams prosi ją o podanie adresu księgarni gdzie mógłby zamówić inne pozycje Lamba dodając, że należy do Stowarzyszenia Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek. Pisarka poszukująca tematu nie mogła przegapić takiej okazji – nawiązuje kontakt listowny z farmerem Dawseyem a potem z innymi mieszkańcami wyspy. I gdy uzyskuje  zgodę na opisanie ich przeżyć w czasie niemieckiej okupacji płynie na wyspę.

Każdy z opisanych mieszkańców jest, w jakiś sposób, charakterystyczny, Isola ma papugę i kozła, Elisabeth pomagała młodemu polskiemu robotnikowi przymusowemu, Eben jest kamieniarzem i rybakiem, John – lokaj czyta list Seneki i udaje lorda, Will handluje złomem a Adelajda „nie może żyć bez świętego oburzenia”. I jeden dobry Niemiec z którym Dawsey się zakolegował

Książka, mimo że opisuje tragiczne wydarzenia nie przygnębia. Jest pełna ciepła, optymizmu a nawet humoru.

„Coś w tym jest, że humor pomaga znieść rzeczy normalnie niemożliwe do zniesienia” – pisze Juliet o swoich felietonach z czasów wojny mających Anglików podtrzymać na duchu.

W powieści jest nie tylko wojna i strata, głód i chłód, losy ludzi i porzuconych zwierząt, kolaboracja ale i przyjaźń, nadzieja, bogaty wielbiciel, zakazana miłość między Niemcem a mieszkanką wyspy, wzajemna pomoc, listy od Oscara Wilde`a i związana z tym zabawna akcja kryminalna.

Powieść została sfilmowana w 2018 roku. Polecam.

Guernsey – wyspa na kanale La Manche u wybrzeży Normandii. Na początku czerwca 1940 roku (II wojna światowa) prawie połowa mieszkańców – 17000, została przewieziona do Anglii.

Dalszą ewakuację uniemożliwiło zbombardowanie portu. 30 czerwca wyspę zajęły wojska niemieckie. Okupacja trwała do 9 maja 1945 roku.

Podejrzany nieskazany

Jacek Getner – Podejrzany na wieki wieków, Wydawn. Lira 2021

Wstęp: „Kryminał to taki romans, tyle że z trupem w tle”

O autorze:

Jacek Getner zaczął pisanie od wierszy. Przerwał studia, aby pracować jako copywriter w agencji reklamowej.

Jest autorem scenariuszy telewizyjnych (seriale „Daleko od noszy”, „Ale się kręci”, „Malanowski i Partnerzy”, „Klan”), sztuk teatralnych, opowiadań i książek kryminalnych z humorem. W trakcie tworzenia preferuje pisanie dialogów niż opisów.

Jest autorem wielu książek, w tym serii o detektywie Przypadku.

Jest też pomysłodawcą i fundatorem corocznej nagrody „Zbrodnia z przymrużeniem oka”.

Ma rodzinę, lubi zbierać grzyby i łowić ryby.

O książce:

Na okładce czytelnik od razu widzi stwierdzenie: „W życiu czasem łatwiej znaleźć mordercę niż porządnego faceta”.

Czy tak jest naprawdę? A co z kobietami? W książce obie płci mają wady i zalety.

Ofiarą morderstwa jest właściciel DROBPASZTU, buc, prostak i sknera. Zastał go, przybitego szablą do służbowego fotela, Bazyli Jacak – copywriter, który natychmiast staje się głównym podejrzanym. Często mu się to zdarza, bo nie umie w kontakty międzyludzkie, mówi co myśli nie licząc się z innymi. Taki z niego „podejrzany na wieki wieków”. Bazyli uważa, że „Życie jest takie szare, czasem warto je trochę ubarwić”. Czytelnik dowiaduje się dlaczego jego półkule mózgowe ze sobą walczą i co z tego wynika. To zabawne momenty.

Czasem trzeźwo ocenia ludzi nie rozumiejąc „… w jaki sposób niektóre osoby dzięki systemowi testowemu uzyskały matury, a nawet poszły na całkiem dobre studia”.

Na szczęście jego narzeczoną jest zaradna i przedsiębiorcza Barbara Kotula, która uparła się udowodnić niewinność Bazia. A gdzie diabeł nie może tam babę pośle. A nawet dwie, bo kobiety opiekuńcze bywają.

Kumplem zlecającym czasem Bazylemu pracę jest Szymon Chachuła, niezdolny ale za to na stanowisku bo uprzejmy i tym manipulujący otoczeniem. Warto być uprzejmym. Profesjonalnym już nie zawsze.

Postaci w powieści jest sporo i wszystkie wzajemnie się podejrzewają o to morderstwo. Mamy też porwanie, śledzenie, stalkera, niespełnione uczucie, zdolności parapsychiczne rodzicielki Bazia, próba przejechania autem. Trochę tego dużo i można się pogubić.

W książce autor bawi się nazwiskami bohaterów – czasem jest to nomen – omen, czyli Tłuścik, a poza tym policjant Gąsior, pani prokurator Całus, policjant Martuś.

Mnie książka nie zachwyciła a najbardziej rozbawiła notka na tylnej okładce z której dowiadujemy się, że autor jest wicehrabią polskiej komedii kryminalnej. Hrabia pilnie poszukiwany.

p.s. autor na Facebooku opisał doświadczenie z pracy w pewnej telewizji gdzie każdy z pracowników miał swój kubek chował go do biurka. Autor nie posiadał swojego miejsca więc swój kiedyś zostawił w kuchni na noc. Rano go nie było, poszukiwania nie dały rezultatu. Po tygodniu wywiesił ogłoszenie: Mam AIDS, proszę o zwrot kubka z napisem „…….”. Nazajutrz zguba była w kuchni. Pomysłowo.

Scenariusz na morderstwo

Mikaela Klevisova – Złodziejka opowieści. Wydawn. „Stara Szkoła” sp.zoo Wołów 2020

WSTĘP: „Leki, narkotyki, broń i zwłoki zawsze były, są i będą najlepszym biznesem”

O autorce:

Mikaela Klevisova urodziła się w Pradze 22 czerwca 1976 roku. Studiowała dziennikarstwo na Uniwersytecie Karola. Jest pisarką, dziennikarką, scenarzystką i tłumaczką. Nazywana królową czeskiej literatury detektywistycznej. Inspiruje ją twórczość P.D. Jamesa, która podziwia. Dwukrotnie otrzymała nagrodę Jirego Marka za powieść kryminalną. Lubi zwierzęta, szczególnie konie i koty.

Napisała:

 powieści kryminalne: „Kroki mordercy”; „Samotny dom”; „Wyspa Szalonych Mnichów”; „Zaginęli we mgle”; „Śnieżny miesiąc”; „Smok śpi”

książki o zwierzętach:

„Czekając na kota”; „kot z Montmartre”; „Szczęście jest wolne”

O książce:

Bohaterkami powieści są dwie przyjaciółki, które mając dwanaście lat zawarły przypieczętowane krwią przymierze. Różnią się jak woda i ogień – Anna to wzięta scenarzystka popularnego serialu, Ester jest właścicielką agroturystycznego „Gospodarstwa”. Anna bezwzględna, po trupach dąży do celu, wykorzystując wszystkich wokół –  umieszcza zdarzenia z życia rodziny i znajomych w swoim serialu.

Ester natomiast stwierdza: „Uprzejmość to moje przekleństwo”, można też powiedzieć, że kłopoty to jej specjalność. Annie zawodowo bardzo się wiedzie, natomiast ma kłopot z córką, która chce tylko być szczęśliwa. Stara się to osiągnąć za pomocą używek i próby napadu w wyniku czego ląduje w poprawczaku z którego ucieka, aby odkryć pewną rodzinną tajemnicę.

Poznajemy środowisko serialowych scenarzystów, ich  sekrety, nieczyste zagrywki, sposoby na karierę i zarabianie na boku.

Sporo tajemnic skrywają prawie wszystkie postaci książki. Najmniejszą jest pytanie skąd się biorą zdechłe myszy w basenie obok domu Ester. Dlaczego sąsiad Maciej woli Annę niż spokojną Ester. A poza tym gdzie jest torebka Anny, gdzie są widły, dlaczego Monika stara się, aby wyglądać jak Anna i wiele innych.

W trakcie upalnego czerwca trupy są dwa a dochodzenie prowadzi szef praskiego wydziału zabójstw inspektor Józef Bergman właściciel kota imieniem Diego. Skutecznie pomaga mu para policjantów – kobieta i mężczyzna.

Zagadka zostaje rozwiązana, można otrzeć pot z czoła lub wyjechać do Finlandii.

Przedwojenny skarb

Alek Rogoziński – Teściowe muszą umrzeć, Wydawn. WAB 2020

WSTĘP: „Nie skarby są przyjaciółmi, ale przyjaciel skarbem” Epiktet

O autorze:

Alek Rogoziński urodził się  w 1973  r. w Warszawie. Jest dziennikarzem, redaktorem, autorem komedii kryminalnych i powieści obyczajowych. Od połowy lat 90. pracował w różnych stacjach radiowych, w latach 2007 – 2020  w dwutygodniku „Party”. Od 2020 roku koncentruje się na pisaniu książek. Debiutował powieścią „Ukochany z piekła rodem” (2015 rok). Napisał też „Jak  cię zabić kochanie?”, „Do trzech razy śmierć”, „Lustereczko, powiedz przecie”, „Zbrodnia w wielkim mieście”. 

O książce:

Autor postanowił od początku poznęcać się nad czytelnikami. Z góry uprzedził, że sam już wykopał skarb o którym opowiada. Jakżesz mi przykro ale nie jestem zachłanna więc książkę przeczytałam.

Ale ad rem – we wrześniu 1939 roku niestarsi panowie dwaj coś zakopują w piwnicy. Po wojnie wybudowano tam blok mieszkalny. Skarb każdemu by się przydał, więc szukających jest wielu.

Mamy tu parę wyrazisto – zabawnych postaci, w tym teściowe młodego małżeństwa: Amelii bibliotekarki i Janusza grafika. Różnią się one między sobą jak ogień i woda, niebo i piekło, bigos i szarlotka. Jedna to Kazimiera dewotka, zwolenniczka obecnej partii i fanka Zenka M., uważa, że ktoś spolegliwy to taki co „lubi se poleżeć”. Jej mąż stoicyzmem przypomina mi Ryszarda z serialu „Co ludzie powiedzą”. Druga to Maja,  z zawodu adwokatka angażująca się w uliczne protesty, a jej mąż w zażywanie viagry.

Kandydatem do posiadania skarbu jest też gruby szef półświatka Tygrys Złocisty z rozkoszą nazywający bliźnich a to salamandrą plamistą, a to jelonkiem lampasowym. Poza tym Sylwek i Patryk obiboki, Alojzy hazardzista, zbuntowana nastolatka, bracia Krecikowie i parę jeszcze innych osób,

Dla obyczajowego kolorytu bloku autor dodał Pelagię nie lubiącą przeciągów, oblewającą sąsiadkę kocimi sikami za co ukarał ją wysłaniem na tamten świat.

Kazimiera działa z młodym księdzem poruszającym się bmw a nie rowerem i marzącym o wystąpieniu w serialu. Spada na niego piwniczny regał a ratuje go gej wzięty za anioła.

Autor, stosując humor normalny i czarny, mnoży wątki i myli tropy wodząc czytelnika za nos po piwnicach i okolicach.

No sami przyznacie, że czytając łatwo nie było.

Kotka pisarka

Cristian Teodorescu, Octavian Mardale – Kocie opowieści, Wydawn. Amaltea, Wrocław 2019

WSTĘP: „Zabrałam się do napisania tych opowiastek , czy jak je tam zwał, dla siebie i dla kotek, z którymi miałam kontakt”.

O autorach:

Cristian Teodorescu urodził się 10 grudnia 1954 roku, w Medgidii (Rumunia). Po studiach filologicznych krótko pracował jako nauczyciel. Od 1987 roku jest dziennikarzem i redaktorem prasowym. Zadebiutował w 1985 roku zbiorem opowiadań „Mistrz oświetlenia”, potem opublikował powieści „Sekrety serca” i „Faust opowiedziany moim dzieciom”, kilka tomów opowiadań m.in. Kocie opowieści” i powieść „Droga cnoty. Księga psa”.

Octavian Mardale – urodził się w 1960 roku, jest absolwentem Narodowego Uniwersytetu Sztuki w Bukareszcie, artysta grafik, designer i performer.

O książce:

Tomik składa się z  56 krótkich rozdziałów i dodatku „Okiem redaktorki”. Całość urozmaicona jest kolorowymi rysunkami Octaviana Mardale.

Dowiadujemy  się skąd pochodzi pisząca kotka, dlaczego ma tylko jedno oko i jak trafiła do domu obecnych opiekunów, czyli rodziny pisarza. W domu są też inne zwierzęta – psy i koty.

Kocia autorka dowcipnie opisuje relacje między domownikami, ich zwyczaje. Czasem wychodzi też na zewnątrz domu. Dzieli się z czytelnikami wspomnieniami z niełatwego dzieciństwa na wsi. A także dementuje lub potwierdza ludzkie opinie o kotach.

„Ileż to głupot wygadują o nas ludzie! I przekazują je sobie z pokolenia na pokolenie. Największą głupotą jest to, że niby nie kochamy swoich opiekunów! No przecież kochamy!”. I tu podaje różnicę w mentalności kotów i psów.

Pisze też o  kotach: „Nasza reputacja, że niby jesteśmy złodziejami, nie jest całkowicie bezpodstawna”.

Z rozdziału „Kot papieża” dowiecie się który biskup Rzymu i był miłośnikiem miauczących i jak jego kotka się wabiła. Puentą jest stwierdzenie: „…kotka…  papieża doszła do szacownego wieku… ale jest komunikatywna i … odkąd nie mieszka już w Watykanie z pewnością czuje się o wiele lepiej”.

Natomiast  z „Waniuszka” Oczko opowiada o rudym kocurze Putina a właściwie kilku –  jeden z nich jest dyplomatą specjalizującym się w byłych krajach komunistycznych, drugi rozmawia z  niemieckimi kotami w ich języku, inne z francuskimi, hiszpańskimi, włoskimi, chińskimi (jest ich tylu ile regionów i odmian języka w tym kraju) oraz hinduskimi pobratymcami. Kolega Oczka zna język rumuński, więc rozmowa popłynęła gładko a na koniec „…Waniuszka zaproponował, że zaśpiewa mi coś ze złotego repertuaru rosyjskich chórów, bo ruskie pierogi, wędzona ryba i i wódka nie wchodzą dobrze bez odrobiny muzyki”. Książkę opublikowano w 2017 roku, czy teraz autor umieściłby w zbiorze taki rozdział? Nie sądzę choć, według mnie,  autor kpi z otoczenia rosyjskiego satrapy w żywe oczy.

Wierzcie lub nie ale Oczko twierdzi, że koty mają swoją kocią międzynarodową sieć porozumienia, nie potrzebują Internetu i telefonów.

Z końcowego rozdziału „P.s. Moje prawa autorskie” dowiadujemy się, że Teodorescu znalazł w swoim laptopie folder „Opowieść Oczka” i wziął jak je swoje, bo nikt nie podpisałby umowy z kotem. To żart oczywiście.

A co zwierzęta naprawdę mogłyby powiedzieć o ludziach i świecie, nie tylko w wigilijną noc, gdyby umiały mówić i pisać? Strach pomyśleć.

Medycyna, tajemnice i romanse

Julia Gambrot – Różany eter; Liliowe opium, Wydawn. Lira, Warszawa 2019 i 2020

WSTĘP: „Każda rodzina ma swoje czarne strony, tajemnice, które skrywa przed światem”

O autorce:

Julia Gmbrot napisała mi o sobie:

„…urodziłam się 30.07.1987 we Wrocławiu. Pomysł na napisanie cyklu o pierwszych kobietach – lekarkach zrodził się w trakcie moich studiów na Wrocławskiej Akademii Medycznej. Jest to uczelnia mogąca poszczycić się wybitnymi profesorami, którzy na zawsze zapisali się w historii medycyny. Alois Alzheimer, Jan Mikulicz Radecki, Albert Neisser… Długo mogłabym jeszcze wymieniać. W mojej podgrupie były same studentki, stąd zaczęłam zastanawiać się  jak to było gdy płeć piękna po raz pierwszy przekroczyła progi uniwersytetów medycznych. Główne bohaterki są fikcyjne, ponieważ chciałam mieć całkowitą dowolność w kreowaniu ich losów, ale tło jest historyczne. Długo zgłębiałam materiały źródłowe o medycynie z początku XX wieku, sięgając między innymi do gazet lekarskich z tamtego okresu”.

Jest lekarką okulistką. Uważa, że największym szczęściem dla okulisty jest oślepnąć z miłości. Mieszka we Wrocławiu, pracuje w swoim zawodzie, ma psa i dwa koty. „Różany eter” jest jej debiutem, napisała też „Liliowe opium” i „Laurowy pean”

Jej życiowe motto głosi, że trzeba żyć tak, aby każdy dzień miał szanse stać się najpiękniejszym dniem życia.

O książce:

Po przeczytaniu obu książek ma ambiwalentne uczucia. Bo z jednej strony bardzo podoba mi się sam pomysł, czyli historia sieroty Róży Zimmerman, rudowłosej osiemnastolatki z zielonymi oczami, która jest narratorką ”Różanego eteru”. Mieszka w niemieckim Wrocławiu, czyli Breslau, na początku XX wieku. Ambitna, prawie sufrażystka – uparła się studiować medycynę mimo braku rodziny, która by ją wspierała i finansowała. A w dodatku nie nosi gorsetu bo już wie, że to szkodzi.

Nie jest jedyna na roku bo studiują wraz z nią Lilia, Iris i Laura. Oczywiście wykładowcy i koledzy uważają, że kobiety powinny pielęgnować cnoty niewieście a nie pchać się na studia, w dodatku tak trudne.

Ale to nie jedyny wątek powieści. Mamy więc kilka tajemnic w trakcie rozwoju akcji powoli rozwiązywanych. Największą jest pochodzenie Róży i jej rodzina. Są seryjne morderstwa i poszukiwanie ich sprawcy. Kilka postaci ofiarnych lekarzy w tym Mikulicza-Radeckiego twórcy nowoczesnej chirurgii.  Opisy zajęć jakie mieli studenci medycyny, operacji przeprowadzanych w szpitalu i w warunkach domowych. Dowiecie się w jaki sposób studenci wtedy zdobywali czaszki.  I  tego, że lekarze stosowali wtedy eter do usypiania pacjentów oraz zakładali niciane rękawiczki.

Są też wątki romantyczne szczęśliwe – śledzimy rozwój uczucia między Róża a Fryderykiem. Ale i nieszczęśliwe związki zakończone samobójstwem lub nielegalnym usuwaniem ciąży.

W ramach przybliżania czytelnikowi tamtych czasów są też opisy ubrań damskich i męskich, wystroju wnętrz, potraw (specjalnością Breslau było ciasto drożdżowe z cynamonową kruszonką), leków i metod stosowanych w różnych chorobach i przypadłościach. Na przykład jak leczono obłęd dwoisty czy zapalenie opon mózgowych lub gruźlicę płuc. Autorka podaje też fakty z życia społecznego – przynajmniej raz w miesiącu pod bramę klasztoru podrzucano dziecko.

W drugiej książce narratorką jest Lilia von Schiller. Została chirurgiem, wiedzie jej się zawodowo natomiast prywatnie jak po grudzie. Wychodzi za mąż za dawnego wielbiciela bo „Samotność to w końcu najgorsza choroba jaką zna ludzkość” ale ten kocha tylko swój zawód. Pojawia się więc adorator do którego Lilia czuje ogromny pociąg. I to jest bardzo dobry wątek z niespodziewanym finałem. Spora część akcji toczy się w czasie I wojny światowej więc mamy opis ówczesnych warunków życia i nastrojów mieszkańców Niemiec. A także  seryjnego mordercę, kobietę podającą się za nieślubną córkę brata, choroby i tajemnice nie tylko rodzinne. I tylko w jednej scenie przemyka bury kot. A poza tym  nie ma w obu powieściach zwierząt domowych. Szkoda.

Książki są dobrze napisane, czyta się je z zainteresowaniem i czeka na ciąg dalszy, który nie jest oczywisty.

Jednak mam pretensję do wydawnictwa, (a jest to debiut tej autorki), że nie przyłożyli się do redakcji tekstu. Według mnie książki wymagają skrótów – np. w pierwszej części jest zbyt dużo jest rozważań bohaterki na różne tematy. Róża jawi się w nich jako osoba sentymentalna i egzaltowana a przecież jest naprawdę przebojową i zdecydowaną na wiele kobietą. W obu częściach jest zbyt dużo dokładnych opisów różnych przypadków chorobowych i  operacji. Skróciłabym ksiązki do najwyżej czterystu stron.

Oraz brak w nich (ale to tylko moje osobiste skrzywienie)  poczucia humoru, który by się przydał, aby zrównoważyć ponury nastrój wielu scen.

Niedopasowana

Sayaka Murata – Dziewczyna z konbini.  Wydawn. Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2019; Seria z żurawiem

WSTĘP: Konbini to niewielkie sklepy czynne całą dobę, w których można kupić artykuły pierwszej potrzeby.

O autorce:

Sayaka Murata urodziła się 14.08. 1979 r. w Inzai, Japonia. Już w szkole podstawowej zaczęła pisać a zadebiutowała w 2003 roku opowiadaniem „Junyn”, które powstało w trakcie jej studiów.

„Dziewczyna z konbini” to jej dziesiąta powieść, przetłumaczona została na dwadzieścia języków. Powstała na podstawie własnych doświadczeń autorki.

W 2016 roku otrzymała tytuł kobiety roku japońskiego „Vogue`a”.

O książce:

Keiko Furukura ma 36 lat i pracuje dorywczo w japońskim sklepie typu „żabka”. Od dziecka ma problem z rozpoznawaniem i okazywaniem emocji co, w dużym stopniu” izoluje ją od innych. Może cierpi na zespół Aspergera ale nikt tego nie zdiagnozował i jej nie pomógł. Keiko nie spełnia społecznych oczekiwań, czyli nie jest w związku, nie ma dzieci a nawet nie jest zatrudniona na etacie. Ale bardzo się stara dopasować do wszystkich  naśladując ich zachowania a nawet sposób mówienia. W czasie studiów zaczęła pracować w konbini i tam została na osiemnaście lat mimo skromnych zarobków.

Dzięki Keiko poznajemy ten rodzaj sklepu, oferowane artykuły i niektórych klientów. A także codzienny rytuał odprawy na którym kierownik mówi co danego dnia należy szczególnie polecać, na jakie produkty zwracać uwagę, a kończy się (co dla polskiego czytelnika może być zabawne) słowami – hasłami najczęściej powtarzanymi w czasie pracy. „Konbini to miejsce obowiązkowej normalności”.

Keiko bardzo odpowiadają sztywne zasady tam panujące. Nie jest Charlim z „Dzisiejszych czasów”, który zwariował wykonując codziennie te same ruchy, raczej „buntownikiem z wyboru” uciekającym od stereotypowego postrzegania jakim powinien być każdy człowiek. Czyli kobieta powinna wyjść za mąż i urodzić dziecko lub pracować na pełen etat i robić karierę. Mężczyznę też to obowiązuje. Szczególnie w  Japonii uniformizacja życia zapewnia społeczną akceptację a wyłamanie się z niej odrzucenie. „Ludzie wchodzą z buciorami w życie każdego, kto odbiega od normy”.

Dlatego Keiko próbuje sprostać tym oczekiwaniom za pomocą aseksualnego związku z kolegą z pracy.

Ten sklep to Japonia a może i cały świat wywierający presję, abyśmy spełniali oczekiwania większości i nie sprawiali kłopotu. A tym samym potwierdzali, że większość ma rację i dzięki temu przekonaniu może dobrze się czuć. A  ci inni psują im dobre mniemanie o sobie, sieją wątpliwość czy ich wybory są dobre i słuszne bo przecież można inaczej.

To książka o samotności, nieprzystosowaniu, społecznej presji do spełniania oczekiwanych ról, uniformizacji oraz niedopasowaniu. A przede wszystkim  o braku tolerancji dla inności. Napisana w taki sposób, że bohaterka zdobywa naszą sympatię, współczujemy jej i kibicujemy. Polecam.

Diamenty i dziewczyna

Kristen Ashley – Córka gliniarza. Rock Chick. Wydawn. Akurat 2020

WSTĘP: „Śmierć nie robi na nim wrażenia”

O autorce:

Kristen Ashley urodziła się 8 kwietnia w Gary, Indiana, mieszka w Phoenix. Napisała i wydała ponad 75 powieści. W tym cykl „Rock Chic” składający się z 9 części i  czteroczęściowy „Mężczyzna marzeń”. Są to powieści obyczajowe z silnym wątkiem miłosnym, czasem kryminalnym i erotycznymi scenami.

O książce:

Trzydziestoletnia India Savage odziedziczyła po babci księgarnio-antykwariat w której świetną kawę parzy zaniedbany nieco Rosie. Indy jest wysoką, niebanalną w swoim stylu bycia, laską, którą zachwyca się każdy facet. Jest córką policjanta zaprzyjaźnionego z rodziną Nightingalów do której należy jej przyjaciółka Ally oraz bracia Hank i Liam zwany Lee.
Dla Indy „Dorastanie wydawało się niezbyt fajne” więc radośnie pakowała się w kolejne kłopoty nie słuchając dobrych rad.

Wszyscy męscy pozytywni bohaterowie są wysocy, przystojni, seksowni, opiekuńczy i świetni w różne klocki, nawet łóżkowe.

Aż tu nagle przed księgarnią ktoś strzela do bohaterki rozpoczynając serię wydarzeń typu: porwanie, mordobicie, strzelanie, używanie paralizatora, krępowanie kajdankami nie tylko przestępców, pościgi i wybuchy samochodowe oraz seksistowskie odzywki. Między tymi atrakcjami jest plantacja marihuany, zaginione diamenty, mafia i kombatant z Wietnamu właściciel kotów. Sąsiedzi Indy to para gejów z pieskiem, jeden z nich to drag queen. Ma ona też natrętnego wielbiciela, który jest paskudny ale  uważa się za amanta wszechświata.

Jednak India od piątego roku życia kocha Liama tylko jakoś im się, jak dotąd, nie układało. Wszystko zmieniło się po jej porwaniu, bo Lee jest jak z komiksu o Supermanie i ją ratuje.

Od „365 twarzy Greya” widocznie jest taki przymus i moda więc książka okraszona jest wieloma scenami erotycznymi przerywanymi a to dzwonkiem telefonu do faceta wzywającego go do działania, a to natrętnym pukaniem do drzwi w tym samym celu. A bohater wprawdzie kocha  kobietę ale bardziej swoją pracę i wypasione sprzęty do jej wykonywania. I oczekuje podziwu oraz akceptacji.

Relacja jest w pierwszej osobie i kobieta nie szczędzi nam szczegółowych opisów swojej garderoby, makijażu oraz tyłka, oczu i mięśni kochanka. Zbyt często jak dla mnie.

Książkę ratuje poczucie humoru bohaterki, jej komentarze i niepokorny charakter oraz parę zabawnych scen jak ta w barze oparta na wzorach ze slapstickowych komedii.

Jest to mieszanka rozrywkowa kryminalno – erotyczno – komediowa. Czy strawna sami sprawdźcie, niczego nie narzucam.

Nie tylko malarze

Marek Sołtysik – Klan Kossaków, Wyd. 2 zmienione, Wydawn. Arkady 2020

WSTĘP: „O Kossakach, zepchniętych niegdyś na margines, trzeba pisać”.

O autorze: Marek Sołtysik urodził się 19 lipca 1950 roku w Olkuszu. Ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie. Jest pisarzem, eseistą, poetą, wykładowcą akademickim i krytykiem sztuki. Napisał 30  książek, m.in. Klan Matejków; Zbrodniarze i cudotwórcy; Jak upadają wielcy; Mocne ramiona pani Kicz; Sekrety nieśmiertelnych; Czułość i podniecenie.

O książce:

Autor we wstępie napisał: „Ludzie z mojego otoczenia znali Wojciecha i Jerzego. Ich relacje, pozbawione stronniczości, uchroniły mnie przed błędami…”.

Za to wiele błędów w swoim życiu popełnił każdy z członków tej rodziny, najmniej Juliusz a może nie ma na to dowodów.

Czytając tę książkę miałam wrażenie, że siedzę z autorem w przytulnym saloniku i słucham jego opowieści. Autor ma ze sobą zdjęcia, reprodukcje obrazów i „Wspomnienia” Wojciecha Kossaka przełożone pocztówkami przedstawiającymi stary Kraków lub fragmenty prac  jednego z trzech malarzy.

A więc słucham o Juliuszu, zwanym „Preziem”, który był dzieckiem „najgorętszych uniesień miłości” i dlatego przesunięto mu o  47 dni datę urodzin. O nim matka mówiła, że był jedynym z pięciorga dzieci, które nigdy nic nie zepsuło.

Jemu to urodziły się bliźnięta jednojajowe: Wojciech i Tadeusz i tylko ten pierwszy kontynuował tradycję rodzinną. Za to drugi miał córkę pisarkę Zofię.

O Wojciechu sybarycie, romansowym bardzo a także pracowitym i hojnym. O jego dwóch córkach pisarkach, poetce i prozaiczce. I o synu Jerzym, którego wychowanie oraz wykształcenie ojciec zaniedbał i jakie tego były skutki.

O tym jakie były Magdalena o pseudonimie Samozwaniec i Maria zwana Lilką można dowiedzieć się z dwóch książek tej pierwszej: „Maria i Magdalena” oraz „Zalotnica niebieska”.

 „Klan Kossaków” nie jest opowieścią chronologiczną. Autor trochę, jak niesforna żabka, skacze po wydarzeniach i osobach. To się zatrzyma przy Wojciechu, a przypomni sobie o Magdalenie. Albo o Jerzym napomknie i przejdzie do jego siostry Simony co to w Puszczy Białowieskiej osiadła. Przy okazji polecam jej biografię „Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak”.

Skojarzy mu się nagle romans Wojciecha z piękną Zofią, więc o nim czytamy.

A potem o zarobkowych (i dlaczego takich) jego wyjazdach do Ameryki. A także o peregrynacjach po zamożnych domach bliższych i dalszych znajomych.

Najsmutniejszym fragmentem relacji jest ten dotyczący Jerzego. To postać tragiczna, z rujnującymi jego osobiście i rodzinę nałogami.

Nie pomogło mu stosowanie powiedzenia „Na frasunek dobry trunek”.

Zabrakło mi większego omówienia postaci Zofii Kossak – Szczuckiej.

Ta rodzina składała się z wielu twórczych postaci, każda z nich zasługuje na osobną biografię a tylko niektórzy takiej się doczekali.

Ale książkę, choć trochę powierzchowna, polecam bo widać z niej, że autor lubi te postaci i współczuje tym, którzy na to zasługują.

Dawno i prawda

Joanna Olczak – Ronikier  –  Wtedy. O powojennym Krakowie. Wydawn. Znak Kraków 2011

WSTĘP: „Opisałam przeszłość, którą pamiętam”

O autorce:

Joanna Olczak – Ronikier urodziła się 12 listopada 1934 roku. Jest pisarką i scenarzystką. Jedną z założycielem kabaretu „Piwnica pod Baranami”. Napisała „Korczak. Próba biografii”; monografię „Piwnicy pod Baranami”; biografię Piotra Skrzyneckiego; sztukę teatralna „Ja – Napoleon”, scenariusz widowiska teatralnego „Z biegiem lat, z biegiem dni” granego w Teatrze Starym w reżyserii Andrzeja Wajdy, później zekranizowanego dla telewizji oraz „W ogrodzie pamięci” za którą otrzymała Nagrodę Literacką Nike w 2002 roku.

O książce:

Książka „W ogrodzie pamięci” (bardzo polecam ją do przeczytania) opisuje dzieje rodziny autorki od 1867 do 1945 roku. A miała ona wielkie zasługi dla polskiej kultury. Dziadek Jakub Mortkowicz był właścicielem wydawnictwa, które, po jego śmierci, prowadziły babka i matka autorki. Wojna zabrała im wszystko – dom, majątek, wydawnictwo, dobre i twórcze życie.

Po wojnie matka i babka, zapewne na skutek tych strat, nie wyrzucały żadnego zapisanego świstka, a przede wszystkim listów. Stały się one dla autorki nieocenionym źródłem wiedzy o tamtych czasach i ludziach.

Tutaj autorka skupia się na życiu w powojennym Krakowie ale powraca też wspomnieniami do losów swoich i rodziny w czasie II wojny. Opisuje swoją tułaczkę i stosowanie zasady rebe Nachmana: „Człowiek o swojej rozpaczy powinien rozmawiać tylko z Bogiem. I nie dłużej niż kwadrans na dobę”.

Poznajemy historię domu przy ulicy Krupniczej gdzie mieszkało wielu twórców jak Wisława Szymborska, Sławomir Mrożek, Gałczyński, Szaniawski, Dygat, Kazimierz Brandys, Różewicz a także babka i matka autorki. W jaki sposób organizowali sobie tam życie i jakie niedogodności musieli znosić, aby „… opowiedzieć o tym niepojętym, które się wydarzyło”. „Danie świadectwa przeszłości uważali za swój obowiązek”.

Opisuje nieustanne zabiegi matki, aby utrzymać całą trójkę bo babka żyła mentalnie przed wojną. 

Przybliża nam historię teatru lalkowego „Groteska”, prywatne sklepiki  i lodziarnię. Podwórko na którym się bawiła.  Wesołe miasteczko, fotoplastikon, turlanie się z wykopów, skakanie z szafy. O tym wszystkim pisze z dużym sentymentem: „Nie zmartwychwstają raje mojego dzieciństwa, nie powrócą smaki i zapachy tamtych zgrzebnych lat”.

Wspomina Leopolda Staffa jej ojca chrzestnego. Bibliotekę z której wypożyczała książki – „W katalogach (księgi w czarnych, ceratowych okładkach) pochyłymi, staroświeckim i literami wymienione były alfabetycznie nazwiska autorów, tytuły i numery dzieł”. Opowiada o przyjaźni z córką Gałczyńskiego i o tym, że ojciec przyjaciółki  uważał „…że jedyny ratunek przed rzeczywistością to nie traktować jej zbyt serio”.

Nad powojennym życiem Polaków ciągle wisiał cień wojny, który powodował, że nie opowiadało się o sobie, nie zadawało pytań.

Część jej rodziny mieszkała w Stanach, autorka cytuje wymieniane z nimi listy. I pobyt tam swojej matki.

Babka i matka autorki reaktywowały rodzinne przedwojenne  wydawnictwo, nawet dawały pisarzom zaliczki na poczet przyszłych utworów. Ale długo to nie trwało, bo upaństwowiono wszystkie teatry, kina, radio i drukarnie, papier stał się monopolem państwowym. A nad wszystkim czuwała cenzura.

Jest też historia dzieł wszystkich Kamila Cypriana Norwida opracowywanych przez Miriama Przesmyckiego.

Kończy swoje wspomnienia: „Nie chcę opowiadać o tym, co działo się później. Zbyt trudne, zbyt smutne”.