Wirus karania (cz.78)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

**********************************************************************

Po obiedzie Mietek odprowadził gości aż do Parku Tołpy.

Wieczorem Wacek zadzwonił do córki pytając:

– Jak było?

– Całkiem sympatycznie ale zostałam uprzedzona, że nie mogę liczyć na ich dofinansowanie.

 – Ale przecież tego nie oczekujesz, prawda?

– Prawda. Jednak mamusia dba o swego synusia.

– Ha, ha, ha – zaśmiał się ojciec..

– Zaprosiłam ją na działkę i ona od razu zaproponowała, że syn wam pomoże ją ogarniać.

– To dobrze o niej świadczy – tak sądzę – powiedział ojciec.

– Tylko, że  Mietek tego nie potwierdził.

– To słabo to widzę.

– Ja też. Ale, ale, twoja nalewka bardo im smakowała.

– Chociaż tyle dobrego – ucieszył się Wacek.

– Nie, no obiad też był smaczny.

Helena oglądała program o Polakach mieszkających i pracujących poza krajem z którego dowiedziała się, że w Singapurze przewidziana prawem jest kara chłosty.

– Ooo, podesłałabym tam wszystkich polityków trzymających władzę i ich wyborców – zamarzyła bezinteresownie.

No i zaparzyła sobie kubek melisy, bo każde wspomnienie tych osobników bardzo ją denerwowało.

A biskup Jędraszewski znowu błysnął intelektem – powiedział, że psychoterapeuci są zagrożeniem dla Kościoła. No bo pokorny ludek, jak ma problemy psychiczne, powinien chodzić do księdza a nie do lekarza. Albowiem ksiądz tylko ma wysokie fachowe przygotowanie do pomagania w tym względzie. No, łaska  nieba na nich spływa nieustannie i oświeca. Szkoda, że nie wpłynęła na brak zachłanności na włości i na pedofilne zachowania.

No i dzięki politykom mamy nowe wiązki frazeologiczne:

– dogadać się jak Morawiecki z Czechami, czyli kłamać i nic nie załatwić

– wyjść jak Szumowski na maseczkach i respiratorach, czyli obłowić się

– pleść jak Suski na konferencji, czyli jak Piekarski na mękach.

Wacek zapukał do drzwi Heleny. Otwierając zdziwiła się, bo nie naciskała guzika domofonu.

– A co Ty tu robisz? Wyważyłeś bramę? – zapytała.

– Tak, kopem z prawem a potem z lewej – zażartował mało wytwornie.

– Na środek nie starczyło ci już pary?

– A nie, drzwi otworzyły się. Mogę wejść?

– Pewnie, zaraz nastawię wodę na herbatę. A może wolisz kawę lub melisę.

– Rzeczywiście melisy dużo nam trzeba.

– A coś nowego dobrego się stało?

– No jak to? Nie oglądała pani reportażu o kolejnych sekscesach i finansowych przekrętach w kościelnych kręgach? Tym razem w polskim seminarium w Stanach.

– Tak, oglądałam. To wszystko jest koszmarne. A reporter powiedział, że niezależnie czy to w Stanach, Chile, we Włoszech czy Polsce wszystko jest powiązane z Dziwiszem.

– Zepsutą wisienką na torcie „dobrej zmiany” i obliczem trzymających władzę jest poseł Ryszard T., który powiedział, że „opozycja jest chamska i niech spojrzy w lustro”

– Mam propozycję – niech ludzie wysyłają mu lustra, lusterka, lustereczka – rzuciła propozycję seniorka.

– Będzie siedział przed nimi i pytał: powiedz lustereczko przecie kto jest najpiękniejszy na świecie.

– Oraz najmądrzejszy i najlepiej wychowany – powiedziała Helena płucząc wrzątkiem fajansowy czajniczek, wsypując do niego kilka czubatych łyżeczek czarnej herbaty i zalewając gorącą wodą. Po kilu minutach nalała esencji do kubków i uzupełniła wodą.

– Na frasunek dobry trunek – stwierdziła stawiając napój Wackiem. Mam biszkopty i dżem.

– Więc je zjem – poprosił gość. Ale tak na serio, jak pani myśli co by się stało gdybym mu wysłał znalezione obok lub w śmietniku lustra?

– Pewnie byłoby jak w tej piosence „Bal weteranów:

O północy się zjawili jacyś dwaj cywili.

Mordy odrapane, włosy jak badyli,

Nic nikomu nie mówili, wszystkim przyłożyli,

Fest po mordach bili, ta jej, ta fest.

– Niech mnie pani nie straszy, bo wielką mam ochotę wysłać.

– To jako nadawcę podaj dane swojego wroga – zaproponowała Helena. Masz takiego?

– A co daleko szukać, podam dane Pinokia.

– A znasz jego prywatny adres?

– Poszukam w Internecie. Albo wiem – podam adres biura Solidarności Walczącej przy ulicy Nowowiejskiej.

– No, to jest dość złośliwy pomysł . Ale przyznaję, że świetny.

Napisane 8.06 – 10. 06. 2021 r.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s