Wirus lipcowy (cz. 82)

Od dzisiaj kolejne odcinki będę dodawać w soboty, bo czas akcji prawie dogonił realny. W co drugi poniedziałek nadal dodam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń. Milej lektury 🙂

***************************************************************************

Z czwartku na piątek 9 lipca 2021 r. nad Wrocławiem przeszła, tupiąc, grzmiąc i błyskając, długa burza. Zaserwowała przyrodzie obfite opady.

Ulewa nocna położyła lusterka na ulicach, chodnikach i podwórkach, rośliny wypięły piersi a ptaki taplały się w kałużach, w warzywniaku tańsze od innych owoce miały metkę: “Maliny po deszczu”.

Helena wyszła wyrzucić śmieci i zrobić zakupy. Zdenerwował ją fakt, że dwa najbliższe sklepy spożywcze zrobiły sobie urlop.

– Zero koordynacji, tylko egoizm – pomyślała seniorka lekko przechylając się na boki z powodu zawrotów głowy. Musiała przejść do centrum handlowego osiedla.

W radiu usłyszała, że w czasie burzy zabytkowy siedemsetletni dąb Bartek stracił wschodni konar.

Wstając w niedzielę 11. lipca pomyślała: w nocy katar zagościł w nosie mym, co mu przyszło do głowy? nudził się tam gdzie był? Kichnęła i do łazienki podążyła. Po ablucjach jajka dwa z lodówki wyjęła i do garnuszka włożyła. Gaz pod nim zapaliła i soli wsypała, aby nie popękały w trakcie gotowania. Taki miała niedzielny rytuał. Bez kataru. Za to z  świeżo zaparzoną herbata liściastą.

Wacek na niedzielne śniadanie serwował sobie jajecznicę na boczku oraz własnoręcznie kiszonego ogórka.  O mało co nie zaciął się nożem słysząc,że PiS chce odebrać TVN-owi koncesję.

– To będzie jak w PRL-u, czyli jedna tuba informacyjna jeśli jeszcze ograniczą Onetowi działanie w Internecie.

Aldona zrobiła kolorowe kanapki, biały ser mieszając z rzodkiewkami i szczypiorkiem, a pomidory z kiszonymi ogórkami i sałatą lodową, polewając olejem rzepakowym i posypując pieprzem ziołowym.

Edek wyszedł z łazienkowego zakątka w przedpokoju podciągając dżinsy. Usiadł przy stole i po kilku kęsach powiedział:

– A na obiad poproszę dziś pizzę.

– Nie mamy pieniędzy, aby zamówić – uświadomiła go kobieta.

– Przecież ty robisz bardzo dobrą – powiedział trochę mlaszcząc.

– Ale nie mam drożdży – Aldona próbowała oponować.

– Jak to nie? Zawsze masz zapas suchych przecież.

– Ten twój pan za sprytny jest jak coś chce uzyskać – powiedziała Dona do kota Darka.

– Miau – potwierdził futrzak myjąc futerko.

– A dałaś mu coś do jedzenia? – spytał Edek pochłaniając sałatkę.

– O, nie – nie ma tak dobrze! To twój kot, tylko ciebie kocha to ty się nim zajmuj. Karm, zmieniaj i wyrzucaj piasek, kupuj mu zabawki i pierz kocyk.

– Wiem, wiem, sto razy mi to mówiłaś. Dobrze choć, że jest zdrowy bo nie mamy forsy na weterynarza.

– Szczęście, że wszyscy troje jesteśmy zdrowi, bo teraz dostęp do lekarza jest łatwe jak zdobycie Mont Blanc.

Helena wyrzucając śmieci w i na pojemniku dla makulatury znalazła parę książek: „Dekameron” w dwóch tomach, „Dolinę tęczy” L. M. Montgomery, Wiersze Leśmiana, „Jak wychować dziecko o wysokim EQ”, „Porady na zdrady” oraz dwa egzemplarze książki kucharskiej wydanej przez „Lidl”.

– Pewnie rozdają klientom, którzy zrobili bardzo duże zakupy – pomyślała.

Przejrzała ją i się zdegustowała, bo prawie wszystkie przepisy zawierały drogie a modne składniki jak orzechy brazylijskie czy pekan, tofu, ser kozi, ser pecorino, nasiona chia, mąka ryżowa, kiełki fasoli mung, comber z jelenia itd.

– No, to robią z klienta jelenia – stwierdziła.

Wydarła z książki parę normalnych przepisów i wpięła w segregator gdzie miała już kilkadziesiąt innych. Mniej drogich i wymyślnych.

I już miała się cieszyć pogodnym dniem gdy usłyszała pomysł minister Czarnka, który ogłosił, że trzeba dziewczętom pomóc ugruntowywać cnoty niewieście.

– Czyli co? Jak być niewolnicą pana i władcy? Pokorną darmowa służącą zachwyconą, że może być wykorzystywana? Niewykształconą, rodzącą dziecko za dzieckiem, bez prawa głosu w żadnej sprawie? Czarno to widzę – pomyślała seniorka popijając bardzo mocną melisę.  15 lipca odbyło się we Wrocławiu, w budynku Narodowego Forum Muzyki, spotkanie dwóch pisarek noblistek Swietłany Aleksijewicz i Olgi Tokarczuk. Tej pierwszej nie wpuszczono w Berlinie na pokład samolotu pod pretekstem, że ma przy sobie bombę. Białoruski reżim uprzejmie doniósł. Z Wrocławia wysłano po nią samochód, aby zdążyła na spotkanie. Trwało półtorej godziny, prowadziły ją Magdalena Środa i Monika Olejnik.

Widzowie stali po kilka godzin w kolejce, aby zdobyć bilet.

Tokarczuk między innymi Tokarczuk powiedziała:

 Dorastając jako dziewczynka, kiedy czytamy wielką literaturę podsuwaną przez rodziców, pojawia się kłopot, że kiedy czytam „Czarodziejską górę” Tomasza Manna tam nie ma dla mnie miejsca z moją płcią, tożsamością. Bo większość wielkiej literatury była pisana przez mężczyzn i o mężczyznach, a kobiety miały w niej z góry przypisaną rolę, nie istoty myślącej, podmiotu moralnego, który dokonuje wyborów, ma życie wewnętrzne. To bardzo rzadkie, a małą dziewczynkę tremuje i daje jej poczucie że nie pasuje do tego świata. Weźmy klasycznego Sienkiewicza, to literatura pisana przez mężczyznę i dla mężczyzn, oparta na bardzo męskich wzorach. Ale i cały kanon, wielkie kobyły, które musimy przeczytać, nie pozwalają nam się zidentyfikować. To kobietę, która podejmuje pierwsze próby pisania bardzo oddala, przytłacza.

Napisano 10 – 16. 06.2021 r.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s