Poprzednie odcinki można przeczytać przewijając stronę. Co drugą środę zamieszczę recenzję książki. Miłej lektury 🙂
****************************************************************
Anna zapakowała do torby na kółkach, opłacone w samoobsługowej kasie, zakupy. Wstawiając firmowy koszyk w drugi nie doczekała się pomocy ze strony pracownicy obok stojącej.
– Pewnie jednozadaniowa jest, pomaga tylko przy kasach. Do koszyków powinien być, według niej, osobny personel. Koniecznie wysoko wyspecjalizowany – złośliwie trochę pomyślała seniorka.
W sklepie obok nabyła ekologiczny papier toaletowy czym torbę dobiła aż ta sapnęła przepełnioną się czując.
– Spoko, opróżnisz się w domu – uspokoiła kółkową zakupową.
Wdrapując się na swój szczyt, bo winda akurat się zacięła, seniorka przystawała na półpiętrach zastanawiając się nad koncepcją remontową spółdzielni, która pomalowała tylko część wejściową klatki schodowej i to od strony podwórka.
– Ale kto zrozumie tych wszystkich trzymających władzę? – retorycznie zapytała.
W mieszkaniu rozpakowała torbę postanawiając wstawić mąkę i cukier w pawlaczu i przy okazji wytrzeć tam kurze. Rozstawiła drabinę i weszła na trzy stopnie. Wyjęła paczuszkę, która okazała się mąką kukurydzianą. Woreczek foliowy nie uchronił jej przed inwazją moli.
– Niech je szlag – zaklęła. Nic nie pomaga, odporne są cholery.
Owinęła zamoloną mąkę w jeszcze dwa woreczki postanawiając jak najszybciej to plugastwo wyrzucić. Ledwie odstawiła drabinę do kąta rozległ się dzwonek u drzwi. Otworzyła i widząc wnuczkę zawołała:
– O, Ewunia! Kochanie, co się stało, że tak niespodziewanie przyszłaś?
– Zobaczyłam, babciu przez okno, że idziesz z torbą pełną zakupów. Przecież nieraz ci mówiłam, że skoro mieszkam obok ciebie to mogę nawet codziennie coś ci kupić.
– Ja wiem ale chcę, póki mogę, być samodzielna. Ale na przyszłość będę kupować tylko lekkie rzeczy a ty te cięższe. A czy dzisiaj coś jadłaś? Wiem, że jesteś weganką i martwię się o twoje zdrowie.
– Wszystko w porządku, nie martw się. Napisz mi na kartce czego potrzebujesz to wstąpię do ciebie wieczorem i porozmawiamy. Opowiem ci o naszym biznesie – pocałowała Annę w policzek i poszła do siebie.
Barbara telefonicznie umówiła się na zastrzyki wypełniające zmarszczki. Chciała być wygładzona na pogrzebie, żeby wkurzyć zawistne żony kumpli męża.
– Niech mi zazdroszczą, że nie dość, żem piękna i ponętna to jeszcze niezależna od grubego i nudnego faceta – pomyślała przeglądając się w lustrze damskiej łazienki. – I wcale nie muszę pytać lustereczka kto jest najpiękniejszy w świecie, bo to jasne.
Wiesiek wyszedł z łazienki wycierając się błękitnym ręcznikiem.
Spotkali się w sypialni gdzie z podziwem dla siebie samego przejrzał się w dużym lustrze. Byłby idealnym okazem samca gdyby nie odklejający się tupecik i brak trójki w górnej szczęce.
– Śniadanko czy kochanko? – spytał Baśkę.
– Kochanko, bo Marysi już nie ma a ja nie będę cię kulinarnie obsługiwać. Póki kogoś nie zatrudnimy sam sobie rób posiłki –odpowiedziała. Jej rozchylający się szlafroczek był lekki jak obłoczek.
– A ty co? Powietrzem żyjesz?
– Zamówiłam dietetyczne jedzenie na cały dzień. Dostawa jest codziennie rano.
– A o mnie nie pomyślałaś?
– Rączki masz, lodówka pełna, zrób to sam.
– Dobrze, najpierw seks a potem przyjemność – zażartował.
– Ja ci dam takie żarty! Bo wrócisz do swojego mieszkania, które właśnie wynająłeś.
– A skąd wiesz?
– Bo wynajęły je córki mojej znajomej, ha, ha, ha. A teraz koniec gadania i łóżko z poduszką.
Rzeczywiście nie gadali, raczej wzdychali a potem wstali i prysznicem się oblali.
Barbara otworzyła pierwsze pudełko zawierające śniadanie. Wiesiek wzdychając i pod nosem narzekając otworzył lodówkę.
Zadzwonił telefon.
– Czy już wiesz ile jest wart dom i kiedy dostanę swoją działkę?– zapytał Karol.
– Przestań mnie nagabywać, dostajesz co miesiąc kasę, musi ci wystarczyć. Oceniacz powiedział, że to potrwa co najmniej trzy miesiące.
– To daj mu w łapę, niech przyspieszy.
– Sam mu daj, mnie się nie spieszy.
– Jeszcze czego – warknął ubogi dziedzic mniemanej fortuny.
Wieczorem Ewa wracając z pracy ponownie spotkała Karola.
– O, dzień dobry! Pan tu jeszcze? Spadek dopiero w drodze? – zakpiła.
– A żeby pani wiedziała. Macocha złośliwie nie chce przyspieszyć wyceny domu i ja się tak tu męczę.
– Współczuję, ale rozumiem, że pracuje pan i nieźle zarabia.
– Praca nie jest dla człowieka bo go męczy.
– Pan to powinien mieć koszulki z takim hasłem.
– A wie pani, że to świetny pomysł? Zaraz sobie ją zaprojektuję i zamówię.
Ewa zastukała do drzwi Anny.
– Jestem babciu – powiedziała wchodząc z torbą pełną zakupów.
– A ja przygotowałam świeżą herbatę i wafle przekładane kajmakiem oraz kwaskowatym dżemem.
– Uwielbiam to i ciebie – Ewa pocałowała seniorkę w policzek.
– To teraz opowiadaj jak idzie nasz biznes. Prowadziłam go przez trzydzieści lat zanim ci go przekazałam ale ciągle jestem ciekawa co się tam dzieje.
– Pamiętam, od dziecka lubiłam tam przychodzić, przyjemnie pachniało chyba że fryzjerka robiła trwałą.
– Tak, kiedyś ten zabieg trochę śmierdział, nie to co teraz. Za to maseczki kosmetyczne i kremy zawsze pachniały.
– Nadal klientki opowiadają o sobie i plotkują. A propos spotkałam w windzie sąsiada Karola. Tego co to spadł i do mnie wpadł. Zmarł jego ojciec i nie może się doczekać spadku.
– A co? Nie pracuje?
– On z tych co to „ni mom chęci do roboty, ani rano, ni wieczorem…” choć jest zdolnym grafikiem.
– Pewnie najchętniej zostałby z zawodu dyrektorem.
– Oj, pewnie tak. Albo utrzymankiem. Miał trzy żony, czwarta kobieta właśnie od niego odeszła.
– Bidulek, widać bardzo potrzebuje kasy i zachwytów.
– Jak będzie miał kasę to i zachwytów nie zabraknie.
– Pod warunkiem, że nie będzie skąpy – dodała, doświadczona życiem, babcia.