Upalne miasto 7

Poprzednie odcinki można przeczytać przewijając stronę. Co drugą środę zamieszczę recenzję książki. Miłej lektury 🙂

*****************************************************

Karol siedział sfrustrowany głaszcząc pupila i rozmyślając jak by zmusić macochę do szybkiego działania w celu go dofinansowania.

Wstał z fotela ostrożnie kładąc Felka na ogrzany swoim ciepłem mebel i przeszedł do łazienki. Obejrzał się w lustrze, uznał, że nieogolony i nieuczesany wygląda świetnie, założył wczorajszą koszulkę, spodenki do kolan i sandały z wyprzedaży. Wyprężył wąską klatę i zadowolony z siebie bardzo wszedł do kuchni. Tam otworzył lodówkę, wyjął piwo i chipsy. Stojąc wypił i zagryzł a kot wszedł miaucząc ponaglająco.

– Jasne, jedzonko dla Jaśniepana obowiązkowo dostarczone być musi – powiedział wyciskając z saszetki pokarm. Pogłaskał kocurka, nalał świeżej wody do drugiej miseczki i powiedział:

– Idę do tej małpy, może wydębię jakąś kasę.

Z przedpokoju wyciągnął rower pamiętający PRL i pełen nadziei na lepsze jutro udał się w drogę na drugi koniec miasta.

Po godzinie prawie osiągnął cel, jeszcze tylko jeszcze skręcił w prawo i zatrzymał się przed furtką. Nacisnął dzwonek, raz, drugi, trzeci ale bez efektu.

– Tak być nie będzie – zacytował bohatera telewizyjnego serialu. Postanowił okrążyć posiadłość i znaleźć najsłabsze ogniwo ogrodzenia.

Trochę szedł, trochę się skradał, trochę przeklinał bo nie lubił się wysilać. W końcu znalazł wyłamany szczebel ogrodzenia i przecisnął się wraz z rowerem. Rozejrzał się i uznał, że jest blisko tarasu, musiał tylko przedrzeć się przez kępę kolczastych róż, które podarły mu odzienie.

– O nie! – wykrzyknął. Moje najlepsze spodenki. Dobrze choć, że z boku a nie z przodu – pocieszył się idąc powolutku.

Dotarł do tarasu  na którym stał komplet ogrodowych mebli. A  stolik zastawiony był jedzeniem i piciem. Karol nigdy nie gardził darmochą, więc usiadł w wiklinowym fotelu i zabrał się do pałaszowania świeżutkich rogalików dodając  do nich masła i miodu. Do filiżanki nalał kawy z dzbanka  – termosu i wyciągając przed siebie nogi westchnął zadowolony.

– Takie życie to ja lubię – stwierdził sięgając po sok grejfrutowy.

– A ty co tu robisz? – usłyszał głos macochy.

– Jem, nie widzisz? – odparł nieskonfundowany pasierb.

– A już won mi stąd! – usłyszał.

– Jeszcze czego! Twoje róże podarły mi spodenki. Żądam odszkodowania!

– A coś ty robił w różach? Ktoś cię tu w ogóle prosił?

– Nie otwierałaś furtki to sobie inaczej poradziłem – dumnie pochwalił się swoją zaradnością.

– No to muszę sprowadzić fachowca, żeby sprawdził ogrodzenie, tyle z tego dobrego.

– Widzisz jaki jestem przydatny, mogłabyś to mi wynagrodzić brzęczącą monetą lub chociaż codziennymi posiłkami.

– Jak cię znam wolałbyś banknoty o wysokim nominale.

– Pewnie, że bym wolał. Moneta to przenośnia.

– Dosyć tych pogaduszek, spadaj!

– A co? Zaraz przyjdzie kochanek czy kosmetyczka z zastrzykiem oraz przystojny masażysta? – zakpił Karol.

– Nie twoja sprawa. Pilnuj swego nosa.

– Pójdę jak dostanę trochę kasy. Kot mi głoduje – manipulacje nie były gościowi obce.

– Masz tu pięćset złotych i już cię nie ma! – wkurzona Barbara wyciągnęła z torebki pieniądze i wetknęła je nachałowi do kieszonki.

– Idę, już idę! – powiedział pasierb powoli wstając i brzoskwinię dogryzając.

Zszedł z tarasu, ujął rower za kierownicę i noga za nogą skierował się w stronę furtki. ­

Blisko domu minął faceta z bicepsami i pachnącego olejkami do masażu. W pewnym odstępie za nim energicznym krokiem szła kobieta z torbą wyglądającą na lekarski sakwojaż.

– Baśka pogotowie remontowe pewnie wezwała – pomyślał Karol zamykając furtkę.

W baśkowym gabinecie odnowy składającym się z pokoju kąpielowego, kosmetycznego i treningowego rozpoczął się ulubiony rytuał pani domu. Dwa razy w tygodniu masaż ciała i twarzy,  codzienne ćwiczenia z osobistym trenerem oraz, w pewnych odstępach czasu, zastrzyki wypełniające zmarszczki.

Gdy kosmetyczka już zrobiła swoje i wyszła leżąca Barbara zapytała:

– Jak się panu wiedzie Pawełku? Wszystko dobrze?

– No właśnie, nie za bardzo. Wypowiedziano mi mieszkanie i nie mam gdzie się podziać.

– To może tutaj pan zamieszka, mam wolny pokój gościnny.

– A co na to pan Wiesław?

– Och, jakoś sobie z nim poradzimy – lekceważąco machnęła ręką masowana pacjentka.

– Ja bym na jego miejscu nie odpuścił.

– Pan jest młody, przystojny i pełen werwy. A Wiesiek, cóż – ma swoje lata i ograniczone możliwości. Wyprowadzi się do pokoju nad garażem a jak mu się  nie spodoba to jego problem.

Ewa wyszła ze swojego gabinetu kosmetycznego odbierając telefon.

– Tak, jestem już wolna. Na ile i za ile? Noc, to znaczy od siódmej wieczorem do siódmej rano dwadzieścia tysięcy. Nie, nie mam promocji. No to będę za godzinę.

Włożyła smartfona do torebki i zdążając w kierunku zaparkowanego niedaleko auta parsknęła:

– Promocja, też coś! Co to ja jestem serek z Biedronki?

Wsiadła do auta i pojechała na  umówione, nie bezinteresowne spotkanie.

Anna też była umówiona. Z czwórką znajomych, od lat,  oddawali się hazardowi grając w pokera. Na pieniądze, wprawdzie sumy nie były wielkie ale w ciągu popołudnia i wieczora potrafiła wygrać sto złotych. Rzadko przegrywała bo pokerowe miny miała. Spotykali się raz w tygodniu,  naprzemiennie w swoich domach,  mieszkali bowiem na jednym osiedlu. A wygrane pieniądze przejadali w najbliższą sobotę lub niedzielę w osiedlowej restauracji. Mieli więc trochę emocji i przyjemności. Bo nie zamierzali starzeć się z godnością.

Grając popijali co kto lubił – wodę, sok, kawę, herbatę a nawet piwo. Wprawdzie od piwa głowa się kiwa a czasem i rozum ale piwosze to lekceważą.

Reklama

2 myśli na temat “Upalne miasto 7

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s