W każdą sobotę pojawia się tu kolejny odcinek tej pandemiczno – optymistycznej powieści. Pod tekstem podaję datę powstania ponieważ umieszczam w nich aktualne wydarzenia. Dla urozmaicenia co drugą środę daję recenzję książki lub inne opowiadanie. Milej lektury 🙂
*********************************************************************
Wirus następny (47)
Wracając z poczty Helena zrobiła zakupy – mąkę, cukier, mak i masło oraz suszone owoce na kompot. Lubiła swoje osiedle Ołbinem zwane. Cieszyło ją, że od jakiegoś czasu znowu jest tam pasmanteria ale wkurzyło zamknięcie oddziału banku gdzie mogła podejść piechotą zamiast, jak teraz, jechać autobusem.
Idąc do domu opowiadała sobie w myślach: mamy blisko siebie położone trzy warzywniaki, dwa z nich mają też nabiałową ofertę. Jest duża cukiernia, prywatna piekarnia i sklep mięsny. Biedronka i przy niej Rossman. Jest szewc ale od dawna brakuje szklarza. Punkt przeróbek krawieckich przy Wyszyńskiego zamknięto ale jest inny przy Barlickiego. Drukarnia przeniosła się na Namysłowską. Zamiast księgarni już od wielu lat jest sieciowa piekarnia gdzie można też kupić kanapkę i w lecie lody. Świetna lokalizacja bo przy przystanku trzech autobusów. Ktoś głodny może zrobić hyc po kanapkę lub słodką bułkę albo po prostu pieczywo do domu. Naprzeciwko od kiedy pamiętam jest fryzjer a obok drogeria i sklep z zabawkami. Tam też jest przystanek. Tlenu osiedlu dostarcza park im. S. Tołpy a dla wierzących jest kościół pw. św. Michała Archanioła.
Doszła do domu i tym samym zakończyła myślową wyliczankę. Otworzyła drzwi, zdjęła maseczkę, płaszcz, czapkę, szalik i buty. Wypakowała zakupy i poszła umyć ręce. Postawiła wodę w czajniku na zapalonym palniku gazowym i wzięła kubek z suszarki. Usiadła na krześle i spojrzała przez okno.
– Zapomniałam wyrzucić śmieci, trudno, zrobię to jutro.
Rozmasowała sobie nogę, która czasami ją bolała. Wstała z krzesła i nalała sobie herbaty dodając parę wiśni z koleżeńskiej nalewki.
– No i mam herbatę z prądem – zaśmiała się cichutko.
Nazajutrz wyciągnęła małą sztuczną choinkę i trochę ozdób. Miała je od lat, czasem dokładała coś zrobionego przez siebie, z papieru lub uszytego z tkaniny ze świątecznym wzorem. Parę lat temu odwiedzała lumpeksy gdzie nabywała takie kawałki.
Zadzwonił telefon.
– Dzień dobry pani Heleno, ustaliłem wszystko z pozostałymi osobami. Przygotujemy wieczerzę u Kasi. Czy mam pani pomóc w niesieniu kompotu i makowca?
– Nie trzeba, na pewno Kasia bardziej potrzebuje wsparcia.
– Nie, no przecież jest Aldona.
– Wam mężczyznom wydaje się, że krasnoludki wszystko robią w domu? A umycie okien? A wytrzepanie dywanu? Może jeszcze coś trzeba tam zrobić. Zapytaj Kasię, ona ciągle siedzi przy komputerze, więc nie ma czasu i siły.
– Ale ja się w tym czasie zajmuję wnukiem.
– I bardzo dobrze ale zadzwoń do córki i powiedz, że zrobisz to co wymaga siły. Bądź odpowiedzialnym facetem i włącz się w świąteczną radość – zażartowała Helena.
-Ta radość to mycie okien i trzepanie dywanu? – upewnił się Wacek.
– Przez czyste okna wyraźniej zobaczymy park, a przy trzepaniu wyobrażaj sobie, że walisz tego kogo nie lubisz.
– I to jest bardzo słuszna koncepcja, pani to zawsze znajdzie jakiś fajny argument.
– Tak już mam – podsumowała starsza pani.
Za godzinę zadzwoniła Aldona.
– Pani Heleno, umyję pani okna, kiedy mogę przyjść?
– Ale…
– Żadne ale. Ustaliliśmy z Edkiem, że on wytrzepie pani dywan a ja umyję okna i pomogę w konkretnych porządkach – proszę pomyśleć co trzeba będzie zrobić. Może przejrzymy szafki w kuchni, szafę w pokoju, pawlacz, coś wyrzucimy, oddamy do sklepu dobroczynnego? Co pani na to?
– A ja na to jak na lato. Kochana jesteś, naprawdę.
– Jeszcze dopytam – czy ma pani środki czystości, bo w razie czego…
– Mam, mam, nie martw się. To przyjdźcie jutro ale nie wcześniej niż o dziesiątej rano.
Ledwie następnego dnia Helena zdążyła się umyć, ubrać i zjeść śniadanie gdy usłyszała dzwonek domofonu.
– Ale szybcy są – pomyślała. Nie mogliby się spóźnić tak choć z pół godziny?
Silna grupa dwóch osób wparowała do mieszkania i zabrała się do działania. Przesuwania, dywanu wysuwania, trzepaczki w pawlaczu szukania, z szafek wszystkiego wyjmowania. Bo na początku musi być chaos.
Aldona szybko i sprawnie przejrzała zawartość mebli kuchennych, przetarła je wodą z octem, skonsultowała z właścicielką co zostawią, a co wyrzucą lub przeniosą na działkę. Ustawiła pozostałe przedmioty i przeszły do szafy gdzie w tym samym trybie uporządkowały półki i szuflady.
Zza okna słychać było odgłosy trzepania i szum śmieciarek.
– To ja teraz umyję okna, a pani może się przejdzie lub zrobi zakupy, bo okno będzie otwarte – powiedziała Aldona. Tylko poproszę płyn, miskę, gąbko-ściągaczkę oraz bawełniane szmatki. Ach, zapomniałabym, Wacek dał mi dla pani nowy, najmodniejszy wzór ozdoby choinkowej.
– A co to takiego? – zdziwiła się seniorka.
– Jak to co? Błyskawica. Symbol strajku kobiet.
– Ach, rzeczywiście! A wygląda jak siedząca postać bez głowy. To kupię w sklepie papierniczym przy Nowowiejskiej czerwony karton i powycinam parę.
Napisano 20.12. 2020 r.


