Zaradny duet

Beata Wawryniuk trenerka pisania na facebookowym profilu zaproponowała, aby czytelnicy napisali krótki tekst zaczynający się od słów „Nikt niczego nie zauważył”. Mnie wyszło to co poniżej. Dawno nie napisałam czegoś kryminalnego, więc jest 🙂

********************************************************************************

Nikt niczego nie zauważył a przecież głośno dwa razy chlupnęło. Spotkali się w sklepie monopolowym – seniorka i trzydziestolatek. Ona w dżinsach, luźnej bluzce w koci wzór i adidasach. On prawie łysy, w bojówkach i z lekkim brzuszkiem. Kobieta nabyła jedno piwo, on sześciopak.

Wyszli ze sklepu i skierowali się w stronę parku. Usiedli na jednej ławce, psyknęły otwierane puszki.

Pierwszy zaczął on:

– Wie pani nie udało mi się małżeństwo. Mieszkamy razem w lokalu wyremontowanym i wyposażonym za moją kasę. Ona tylko ogląda seriale albo z koleżankami pije całymi dniami. Nie chce  mi się wracać do domu.

– Rozumiem cię. Ja mieszkam wnukiem pijakiem.

– No to chluśniem bo uśniem – zaproponował mężczyzna.

–  Pamiętasz cytat z serialu „Ranczo”? „Nic się nie zmienia od na dupie siedzenia”.

– Ale co możemy zrobić?

– Otruć, utopić, zastrzelić – seniorka z każdym łykiem piwa stawała się bardziej radykalna.

– Pani tak poważnie?

– No pewnie. Ci nasi pijacy nie zorientują się jak im nasypiemy środka nasennego do alkoholu.

– Ale co potem? – zastanowił się on.

– Zawieziemy pod most i wrzucimy do wody.

– To ja pożyczę auto od szwagra.

– Trzeba by jednak obciążyć ich ciała. Ale przedtem trzeba ich namówić, żeby w mieszkaniu zostawili kartkę, że wyjeżdżają. Jak myślisz – da się to robić?

– Spróbować nie zawadzi.

Upłynęło dwa tygodnie w ciągu których ustalono szczegóły akcji.

Deszczowej jesiennej nocy rzeka otworzyła swoje podwoje dla  dwojga nowych mieszkańców. Nikt niczego nie zauważył a bohaterów, na dobre, związała wspólna tajemnica. I zaczęli spokojne, pełne wzajemnego zrozumienia i pomocy, życie.

Wirus odsyłania (cz. 77)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

************************************************************************

Olga Tokarczuk udzieliła wywiadu włoskiej gazecie „Corriere Della Sera” („Kurier wieczorny”) w której porównała polską sytuację polityczno-  spoleczną z reżimem białoruskim.  Spadła na nią fala hejtu oraz zainicjowano akcję #odeślijoldzeksiążkę. Riposta była szybka – Fundacja OT odpowiedziała,  że w związku z licznymi pytaniami dotyczącymi akcji odsyłania książek, a także możliwości skorzystania z nich w zamian za wpłatę na rzecz fundacji podjęto decyzję, że wszystkie nadesłane egzemplarze zostaną przekazane w ramach wsparcia na aukcję charytatywną na rzecz organizacji walczących o prawa osób LGBT. Szach – mat!

Ryszard Terlecki – najpiękniejszy polski polityk popisał się wpisem na twitterze:

„Jeżeli Cichanouska chce reklamować antydemokratyczną opozycję w Polsce i występować na mityngu Trzaskowskiego, to niech szuka pomocy w Moskwie, a my popierajmy taką białoruską opozycję, która nie staje po stronie naszych przeciwników”. A potem jeszcze dodał równie coś mądrego na ten temat.

– Widać jego ostre hippisowskie balowanie nie tylko na twarzy ale w postępowaniu – skomentował Wacek.

Zadzwonił do córki:

– Czy w tę niedzielę idziecie do Mietka na obiad? Bo ostatnio odwołał wizytę.

-Jego mama źle się czuła to odwołał..

– Dobrze, bo przygotowałem dla niego flaszeczkę naleweczki.

– Oj, tato…

– Nie ojojoj mi tu. Trzeba go procentowo sprawdzić i w razie czego pijaka pogonić.

– Dobrze, już dobrze – westchnęła Kasia i odłożyła telefon.

Wyciągnęła z szafki na buty różne sznurki i oglądając serial „Co ludzie powiedzą” zaczęła robić szydełkiem myjki do naczyń.

– Dam po jednej tacie, Aldonie, pani Helenie i Mietkowi. Ciekawam jak zareaguje. Jeśli się obrazi to jest bucem i skoda na niego czasu.

Niedziela 6 czerwca świeciła słońcem, więc Kasia z synkiem przeszli piechotą przez Skwer Edyty Stein i  ulicą Ledóchowskiego doszli do Prusa. Po przejściu Jedności Narodowej znaleźli się na ulicy Kilińskiego.

Kasia niosła, w ozdobnej papierowej torebce, własnoręcznie wykonaną myjkę do naczyń i słoiczek dżemu od Aldony. Każda rzecz osobno zapakowana była w woreczek z tkaniny. Miała też doniczkowego fiołka afrykańskiego, bo wiedziała, że mama Mietka lubi te kwiatki. No i niedużą flaszeczkę  nalewką.

Drzwi otworzył Mietek, w koszuli z krawatem. Spodnie też miał.

Zaprosił gości do pokoju przedstawiając Kasię mamie Marii. Kasia przekazała prezenty i usiedli z Adasiem przy stole nakrytym obrusem w żółte kwiaty.

Maria była niewysoka, z krótkimi  siwymi włosami. Jej niebieskie oczy życzliwie spoglądały na gości.

– Syn mi mówił, że mieszkałaś w Anglii – zagadnęła.

– Tak, prawie osiem lat. Tam wyszłam za mąż i urodził się Adaś.

– A co robi twój mąż?

– Nie wiem, od rozwodu nie mamy kontaktu, nie interesuje się ani mną, ani synem.

– A płaci chociaż alimenty? – drążyła Maria masując prawe kolano.

– Niestety, okazało się, że jest obibokiem.

– To jak sobie radzisz?

– Jakoś muszę, pracuję zdalnie, mam 500+ i na skromne życie nam wystarcza.

– Bo Miecio też nie ma dużych dochodów i mnie pomaga, więc nie możesz na niego liczyć.

– Mamo – zaprotestował syn.

– No, co? Trzeba jasno postawić sprawę.

– To może zjedzmy obiad – zaproponował Mietek i poszedł do kuchni.

– Ty się, dziecko, nie obrażaj na mnie ale lepiej, żebyś wiedziała jaka jest sytuacja.

– Rozumiem – powiedziała Kasia skonfundowana trochę tą obcesowością. Pomyślała, że mamusia broni synka przed kobietami, żeby mieć go pod ręką i na każde zawołanie. I, że dobrze to nie wróży.

Obiad był dość tradycyjny – rosół z makaronem, pieczony kurczak z ziemniakami i mizerią oraz  kompot z truskawek.

Maria i Mietek pochwalili nalewkę Wacka. Na deser Mietek wyciągnął kupne biszkopty, posmarował je przyniesionym przez Kasię dżemem i podał na ładnym talerzyku. Do tego dodał miseczkę truskawek, cukier puder i miód.

– Ja nie umiem piec, a mama nie ma siły – wyjaśnił.

– Nic nie szkodzi. Lubimy truskawki – skwitowała Kasia. Na naszej wspólnej działce jeszcze nie ma.

– O, to masz działkę? – zainteresowała się Maria.

– Właściwie to tylko zapisana jest na mnie ale sfinansowana była przez panią Helenę i mojego tatę. Pracują tam on  i Edek z Aldoną. Ja nie mam czasu. Opowiadałam ci o tym – zwróciła się do Mietka. Jeśli ma pani ochotę to zapraszam.

– O, Mieciu – to może i ty czasem im pomożesz? – zasugerowała Maria.

Napisane 4.06. – 5.06. 2021 r.

Wirus bogactwa (cz. 76)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

*******************************************************************************

Polski rząd ogłosił, że udzielił Protasewiczowi azylu co jest kłamstwem, bo udzieliła go Litwa dlatego samolot tam leciał a nie do Polski.

W Polsce trwają wyścigi dwóch facetów – Obajtka i Morawieckiego. Który z nich ma większy majątek, więcej domów, mieszkań i ziemi. Czyli, który ma większego. Rozumu oczywiście. Taki to specyficzny jego rodzaj pomagający nachapać się a udawać, że zap………ą za miskę ryżu. Tacy królowie nieruchomości. Raczej alcaponowie.

Marta Lempart szefowa Ogólnopolskiego Strajku Kobiet została uznana za „Superbohaterkę 2020”. W wywiadzie powiedziała, że jest tak zmęczona jak nigdy w życiu. Zamknęła swoją działalność gospodarczą. Jest głównym wrogiem Ordo Iuris, narodowców i TVPis. A prywatnie wysoką, postawną kobietą i to dobrze, bo ją widać, nie ginie w tłumie. Drobnej blondynce byłoby trudniej.

We wtorek Helena, Wacek, Edek i Aldona wybrali się z Kawiarnią Sąsiedzką do Muzeum Etnograficznego mieszczącego się przy placu Zgody. Helena z trudem chodziła po schodach, bo okazało się, że winda jest tylko do użytku służbowego. Może zwiedzający powinni być w krawacie jako mniej awanturujący się lub z zaświadczeniem od lekarza, aby dostąpić tego zaszczytu?

Zastanawiali się też nad różnicą między łopatą, szpadlem i rydlem. Doszli do wniosku, że „bez wodki nie razbieriosz”.

Większość eksponatów jest tam za szkłem, aby nikt nie usiadł na zabytkowych zydlach, nie położył się na łóżku, nie przytulił się do ładnej dziewczyny – manekina lub nie „zorganizował” mniejszego przedmiotu. Bo przecież owalnej beczki na ryby, czy wąskiej/wysokiej na gnojówkę albo ciężkiego kufra nikt nie wyniesie.

Polski ludek bardzo zaradny jest – z pięknie i obficie kwitnącego zygokaktusa stojącego na oknie korytarza w budynku Heleny jakiś pseudo miłośnik roślin oberwał sobie kilkanaście kwiatów choć to nie jego/jej własność. A to w myśl powiedzenia: „Chłop żywemu nie przepuści”. A żeby mu/jej rączka i nóżka spuchła oraz dostał wiecznego rozwolnienia.

Watykan ukarał biskupa Tadeusza Rakoczego za tuszowanie pedofilii dokonanej przez podległych mu księży. To już czwarty polski biskup tak potraktowany. Najśmieszniejsze, że wszyscy oni są już emerytami i niczego im nie zabrano. Dostał nakaż życia w ”pokorze i modlitwie”. Też mi kara. Ma też z prywatnych środków wpłacić określoną, jaką nie podano, sumę na rzecz fundacji świętego Józefa zajmującej się sprawami pedofilii. I co z tego – przecież wszyscy dokonają żywota w luksusie.

We Francji tamtejszy episkopat z własnej inicjatywy powołał komisję złożoną wyłącznie z ludzi świeckich, która zbadała zaszłości z ostatnich 70 lat.

Na czele francuskiej komisji stanął świecki prawnik Jean-Marc Sauvé. Sam dobrał sobie współpracowników, również ludzi niewierzących oraz osoby o innym wyznaniu. Zrobiono audyt okresu 1950–2020, a francuski episkopat, co ma olbrzymie znaczenie, udostępnił wszystkie dokumenty. (Nasz episkopat nie chce tego zrobić). Poruszono skandale na tle obyczajowym, pedofilię, ale także molestowanie ludzi dorosłych, na przykład kleryków i zakonnic.

Helena oberwała podarowanym melisom duże listki, aby ususzyć, bo z tzw. nerw drga jej powieka oraz ma zawroty głowy. I nie są one kolorowe – te zawroty.

Po powrocie z zakupów kilka razy przyglądała się wydrukowanemu rachunkowi nie wierząc własnym oczom. Truskawki 1 czerwca 15 –  22 złote za kilogram. Usłyszała, że w Polsce mamy inflację na towary i usługi konsumenckie 5 procent w stosunku do maja 2020 roku.

– Tylko tyle? – zdziwiła się. Mam wrażenie, że co najmniej 10 procent. Bo rosną już od dawna. A najwięcej podrożała żywność. Może traktory potaniały?

Zadzwoniła do Wacka.

– Słuchaj, sprawdź ile kosztuje traktor.

– Ale po co? Dobrze się pani czuje?

– Świetnie, bo zrobiłam zakupy i ceny mnie powaliły. Nie pierwszy raz zresztą.

– A co ma wspólnego z tym traktor?

– Podają, że inflacja jest pięcioprocentowa, to może one potaniały.

– Z pani to jest humorystka.

– Dobrze, że nie muchomorka, ha, ha, ha.

Odłożyła słuchawkę i zapisała sobie, aby nazajutrz wykupić e-receptę przeciw zawrotom głowy,  uciąć szczepki geranium dla sympatycznej właścicielki sklepu Kolor Zielony i opłacić składkę PZU. Wyznaczyła sobie trasę na osiedlu Nadodrze – najpierw sieciowa apteka. I poczuła się jak Kaczka dziwaczka bo leku we wszystkich placówkach nie było. Ta kaczka  poprosiła mleka pięć deka i też nie otrzymała. Niefart taki. – Chociaż tyle dobrze, że mnie nie upieką i nie zamienię się w zająca, aż taką dziwaczką to ja nie jestem – pomyślała jadąc w stronę swojego osiedla i kolejnej apteki.

W domu usłyszała, że Bogdan Borusewicz otrzymał od pracownicy TVP maila z pytaniem czy weźmie udział w filmie dokumentalnym o Jarosławie Kaczyńskim pt.: „Człowiek zbuntowany” o jego działalności opozycyjnej w latach 70-tych i 80-tych. Film ma być zbudowany z anegdot a nie suchych faktów.

– To ci dokument będzie – pomyślała seniorka. Anegdotyczny. Tego jeszcze nie było. Lizanie de za pomocą opowiastek.

Borusewicz odpowiedział:

„Szanowna Pani. Nie mam wiedzy na temat działalności opozycyjnej Jarosława Kaczyńskiego. Poznałem go dopiero w 1988 roku. Współpracował ze mną w Gdańsku tylko Lech Kaczyński”.

Kurtyna.

Napisane 25.05 – 2. 06. 2021 r.

Wirus przegranej (cz. 75)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

*********************************************************************

Wirus  przegranej  (cz. 75)

W domu Helena postawiła pozyskane doniczki na parapecie, otworzyła okno, usiadła i zapatrzyła się w domowo – zaokienną zieloność.

– No to ususzę sobie trochę melisy na herbatki, a oregano dodam do zupy – postanowiła powoli wstając z krzesła.

Włączyła telewizor na wiadomości TVN i krojąc zioło usłyszała, że polski piosenkarz nie tylko nie wygrał konkursu Eurowizji ale odpadł w pierwszych eliminacjach. Jego zwierzchnik gratulował mu nie wiadomo czego. Może braku rzucanych jaj i zgniłych pomidorów. Poza tym bardzo kreatywny stylista ubrał nasza kandydatkę w wyborach Miss w wymyślny strój narodowy: błyszczące jednoczęściowe body, husarskie skrzydła a w ręce polska flaga.

– Współczuję – westchnęła seniorka. Stylista pewnie ten sam, który ubierał zespół „Ich Troje”. A tu ona jedna biedna. Jeśli wypowiedzi/odpowiedzi na pytania miała na tym poziomie to jurorzy mieli niezłą zabawę..

Na dobitkę pali się taśmociąg w kopalni węgla brunatnego w Rogowcu niedaleko Elektrowni Bełchatów. Od dawna specjaliści mówili, że trzeba zamknąć tę kopalnię ale teraz premier nam uświadomił, że taki krok zachwiałby równowagą ekologiczną, bo kopalnia razem z elektrownią zapewniają równowagę ekologiczną równą Puszczy Białowieskiej.

A to nie wszystko – z ministerialnej listy leków refundowanych zniknęły leki na raka piersi. Jak rodzą dzieci to dobrze, jak chorują to władza ma je głęboko w de.

W sobotę 22 maja Mietek zadzwonił do Kasi.

– Zapraszam ciebie z Adasiem na spacer do Parku Szczytnickiego a potem na obiad.

– O, jaka mila niespodzianka. To może obiad u mnie bo wszystko mam już przygotowane?

– Zgoda ale w następną niedzielę zjemy obiad u mnie.

– To w jakim miejscu i o której się spotkamy? – zapytała Kasia.

– Proponuję w samo południe przy Cafe Wuwa, podjedziesz tam jedynką  do przystanku „Tramwajowa”.

– Dobrze, że mówisz bo ja nie bardzo pamiętam trasy MPK.

– Miałaś czas zapomnieć i przez pobyt w Anglii, i pandemię.

Kasia odłożyła słuchawkę, otworzyła szafę i stwierdziła:

– Jak to dobrze, że mam co na siebie włożyć. Nie muszę pędzić do sklepu i w pośpiechu co bądź kupować.

Spotkali się w umówionym miejscu, przywitali skinięciem głowy i krótkim „cześć”. Adaś pamiętając wielkanocną wizytę zapytał:

– A kim dzisiaj pan będzie? Też zającem?

– Nie, dzisiaj będę tylko człowiekiem.

– Szkoooda, tak śmiesznie wtedy pan wyglądał.

Oboje dorośli zaśmiali się a Kasia stwierdziła:

– Musisz się postarać i często przebierać.

– To sobie trochę strzeliłem w kolano.

– Na szczęście w przenośni tylko – podsumowała mama Adasia.

Mietek po którym widać było, że niedawno odwiedził fryzjera, kupił dwie kawy na wynos nalane do przyniesionych kubków  i sok w szklanej butelce dla chłopca.

Spacer był dość długi, trasa wiodła przez ulice Kopernika obok Park Hotelu, potem skręcili w Aleję Dąbską, obejrzeli kościółek, który jest teraz Otwartą Przestrzenią Kultury, skręcili na mostek, aby dostać się do Ogrodu Japońskiego. Powoli przeszli jego cały teren i usiedli na ławce.

– Nogi mnie bolą, pić mi się chce – zamarudził Adaś.

– Dobrze, posiedzimy, a ja przeczytam w Internecie informacje o tym miejscu: https://ogrod-japonski.wroclaw.pl/.

– Masz tu swoje picie – Kasia podała butelkę synkowi.

– O, wiewiórka tam, popatrz, zrobimy jej zdjęcie, a jeśli nie będziemy się ruszać to może udać się nakręcić filmik – powiedział Mietek wyciągając smartfona.

Adaś przestał pić i patrzył trzymając butelkę przy ustach. Kasia odstawiła kubek z kawą na ławkę a Mietek nagrywał. Wiewiórka stanęła słupkiem, popatrzyła im w oczy, odwróciła się i wbiegła na drzewo.

– Ja chcę zwierzątko – chłopiec przypomniał sobie.

– Pieska, kotka, papużkę, królika czy chomika? – zapytała mama.

– Wszystkie! – krzyknął synek.

– Masz ci los, zoo założymy chyba.

– A propos, może któregoś dnia pójdziemy do ogrodu zoologicznego? – spytał Mietek chowając telefon do wewnętrznej kieszeni kurtki.

– Ale nie w niedzielę, bo wtedy jest tłum.

– To sprawdzę jaka będzie pogoda w przyszłym tygodniu i zadzwonię do ciebie. 

 Wacek nie miał tak miłej niedzieli bo w telewizyjnych wiadomościach usłyszał, że pod pretekstem bomby na pokładzie zmuszono do lądowania w Mińsku na Białorusi samolot Ryanair lecący z Aten do Wilna grożąc zestrzeleniem. Na pokładzie był opozycjonista, współtwórca stacji  Roman Protasiewicz, którego oskarżono o terroryzm i grozi mu kara śmierci. A  samolot jest własnością polskiej spółki. Reakcja polskich władz to pustosłowie i kłamstwa.

Napisane 22. – 25.05.  2021 r.

Wirus nieładu (cz. 74)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

**********************************************************************

W niedzielę 16 maja cała Polska świętowała z powodu kolejnych obietnic „słońca narodu” w postaci programu gospodarczego o nazwie „Polski Ład”. Są to cuda na kiju oraz obiecanki – cacanki a głupiemu narodowi radość. „Las codziennie się zmniejszał ale z uporem głosował na siekierę bo miała trzonek z drewna”.

– Skąd wezmą na to pieniądze? – zastanawiał się Wacek ciągnąc za ucho.

– I znikąd nadziei – stwierdziła Helena pijąc melisę.

– To jakiś koszmar, jak uważasz? – zapytała Edka Aldona szorując przypalona patelnię na której mężczyzna jej życia nieudolnie prażył słonecznik.

– Marzy mi się wirus mądrości, który powinien dopaść prezesa, premiera i cały PiS oraz jego wyborców – błysnął inteligencją Edek.

– Chyba zażyłeś ginkofar, że tak mądrze mówisz – zażartowała kobieta ciągle szorując.

– Nie muszę, sam z siebie taki jestem – obruszył się pan domu i kota.

– Tylko często o tym zapominasz – nie odpuściła Dona.

Edek podszedł do śpiącego Darka, pogłaskał go i powiedział:

– Ty to masz dobrze.

Kot podniósł główkę, zastrzygł uszkiem, machnął ogonkiem i ułożył się ponownie do snu.

Wacek obdzwonił rodzinę i znajomych mówiąc:

– Budujemy dom! Postanowiłem.

– Tato, zwariowałeś? – zaniepokoiła się Kasia.

– Jasne, jestem za – poparł pomysł Edek.

– Żarty sobie robisz – stwierdziła Aldona.

– Ha, ha, ha. A kupiłeś już działkę pod budowę i zebrałeś wszystkie pozwolenia? – realistycznie zapytała Helena.

– No przecież trzymający władzę ogłosili, że nie potrzeba pozwoleń. To wybudujemy domek na waszym lub naszym podwórku.

– A pieniądze na materiały zebrałeś?

– Furda pieniądze. Ludzie wyrzucają mnóstwo mebli, opony, okna, drzwi, sedesy to pozbieramy i zbudujemy. Gdziekolwiek i jakkolwiek.

– Widzę, że zaszkodziło ci słuchanie nierządnych przemówień. Zrób sobie przerwę. Może pojedziesz ze mną na Karłowice?

– Chętnie ale po co?

– Do znajomej, obiecała mi podarować melisę i oregano w doniczkach, wykopane z ogródka. A ja jej zawiozę szczepki geranium.

– Oooo, to nie trzeba będzie już kupować melisy tylko ją pielęgnować – ucieszył się Wacek

– No, właśnie. I zaproszę was kiedyś na pizzę posypaną oregano. Jadłam już ze szpinakiem więc i to ziółko pewnie się nada.

Pojechali więc najpierw autobusem na plac Kromera a potem następnym prawie pod dom ziołowej ofiarodawczyni.

Na furtce zobaczyli tabliczkę z zabawnym napisem: „Uwaga! Dobry pies ale ma słabe nerwy”.

I okazało się, że w domu są trzy koty (w tym czarny) a jeden z nich jest wybornym łowcą szczurów.

Gospodyni poczęstowała gości zieloną herbatą i ciasteczkami. Pijąc i zagryzając podziwiali naturalność ogrodu – żadnych grządek pod sznurek za to trawa i pełno stokrotek. Po obu stronach krzewy bzu czyli lilaka. Za to zza płotu słychać było warkot kosiarki. A pod murem z ziemi wystawała rura. Okazało się, że to wentylacja prowadząca do poniemieckiego schronu, dzisiaj zapadniętego.

Porozmawiano o aktualnych wydarzeniach zgadzając się w opinii o trzymających władzę i ich poczynaniach oraz pomysłach. Pożartowano o czipach zainstalowanych w ich ciałach za pomocą szczepionki.

Na koniec dotlenieni i zadowoleni goście zapakowali do toreb zioła i czosnek niedźwiedzi.

– Nie mamy tęczowych toreb z Ikei – zmartwił się Wacek.

– Podejrzewam, że po tym jak Dobromir Sośnierz oświadczył, że nie będzie niczego kupował u tych strugaczy mebli wszystkie wyprzedali – przypuściła seniorka.

– To się im przysłużył. Powinni mu jedną podarować i napisać list dziękczynny.

– Jak to dobrze, że na dworze już nie trzeba mieć na sobie maseczki – westchnęła Helena zmierzając w stronę przystanku autobusowego.

– Oj tak ale nie będę teraz mógł udawać, że nie poznaję jednej zołzy plotkary – dodał Wacek.

– W razie czego mów, że masz silną zaćmę a terminy na jej usunięcie są bardzo odległe.

– To świetny pomysł, zastosuję go – ucieszył się towarzysz wyprawy.

Siedząc na ławce pod wiatą powiedział ciągnąc się za ucho:

– Martwię się o Adasia.

– A co się stało? Zachorował?

– Na szczęście nie ale ten „nowy (nie)ład” zakłada duże zmiany w programie szkolnym.

– Chwalącym PiS?

– I jego rządy, i żołnierzy wyklętych, wszystkich, a przecież powojenne podziemie to nie sami patrioci ale i bandyci. No i totalne potępienie Unii Europejskiej.

– To trzeba będzie, jak za słusznie minionego ustroju, korygować to edukacją domową. Ale kasę od Unii to chętnie biorą.

– Oj, chętnie i to bardzo – westchnął Wacek.

Napisane 17 – 19.05. 2021 r.

Ślub z przeszkodami

Marta Matyszczak – Las i ciemność, Wydawn. Dolnośląskie Wrocław 2020; seria „Kryminał pod psem” t. 8

WSTĘP:

„Las na zawsze pozostanie

Domem twoim aż po grób.

Choćbyś bardzo tego nie chciał

Serce, dusze oddasz mu.

O autorce:

Marta Matyszczak urodziła się w Chorzowie. Ukończyła politologię o specjalności dziennikarskiej na Uniwersytecie Śląskim. Jest dziennikarką, autorką scenariuszy, fars teatralnych i gier typu Virtual Reality.

Prowadzi Kawiarenkę Kryminalną portal poświęcony literaturze kryminalnej.

Napisała cykl ośmiu „kryminałów pod psem”, którym jest Gucio, kundel przygarnięty ze schroniska.

O książce:

Akcja zaczyna się gdy Mirela Bąk płynie kajakiem z synem Karolkiem, który był leniwy jak buła z margaryną. Przy  śluzie Paniewo zobaczyli w wodzie trupa.

„Las i ciemność” to kolejny tom o psie Guciu, detektywie Szymonie Solańskim i jego ukochanej dziennikarce Róży Kwiatkowskiej. Ona go kocha od lat szkolnych, on jak to facet a to kocha, a to się miga. Ale stanęło na tym, że ślub wezmą w Puszczy Augustowskiej. Pewnie nasłuchali się piosenki „Augustowskie noce”. A, nie – facetowi się zdawało, że narzeczona spędziła tam piękne wakacje i miło je wspomina. Miało być dobrze a wyszło jak zwykle. Zamiast rozkoszy we dwoje w apartamencie Róża samotnie  sypia  w przyczepie kempingowej, mało wypasionej. A to wszystko z zazdrości, bo weddingplanerka jest śliczna, więc panna młoda odwołała planowanie uroczystości, w tym rezerwację pokoju i sali.

Jest to kryminał „z przymrużeniem oka”, więc autorka bawi się nazwiskami: Szymon Solański (dwa S), Róża Kwiatkowska (florystycznie), policjant to Jędrzej Dychał. Poza tym aspirant nosi nazwisko Barański, a dziennikarz Olek Szpon. Jest też złośliwa, bo mafiozo Albin jest konusem i nie ma kciuka.

Bardzo znaczącą, ale tu go mało,  postacią jest pies Gucio – lokalny patriotyzm wyrażający za pomocą preferowania kiełbasy śląskiej.

No i nie znosi konkurencji w postaci kocimoczów, czyli kotów.

Uważa, że „Psa się nie porzuca, nigdy i nigdzie”. I tu się zgadzam.

Mamy w książce też wspomnienia sprzed 19 lat, które wiążą się z teraźniejszością. Nieudane wakacje Róży spędzone w tym samym miejscu z koleżankami, które są wredne i ją tępią. A ona jest wysoka, gruba i z kompleksami. Ukochany Szymuś miał przyjechać ale został w domu. Nie tak miało być przecież.

Teraz jest nie lepiej ale ma choć satysfakcję, że schudła i nareszcie wychodzi za mąż a wiejska niegdyś piękność zbrzydła, dwaj koledzy utyli i wyłysieli, wredną koleżankę mąż leje mimo że mają czwórkę wspaniałych dzieciaków – Brajanka, Andżelę Karolka i Krzysia, inna zaś nie zrobiła aplikacji i handluje narkotykami.

Czy Szymon i Róża pobiorą się i w jakiej scenerii, czy zagadka trupa w wodzie zostanie rozwiązana a przestępca ukarany dowiecie się z książki.

Wirus majowy (cz. 73)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

************************************************************************

Tygodniami dręczyła Polskę zła pogoda co, oczywiście, było winą Tuska i nareszcie, dzięki przewodniej sile narodu, zaświeciło i mocno przygrzało słońce.

– Oj, nie lubię ja tego – westchnęła Helena mając na myśli zarówno upały jak i tę siłę.

Prezydent życzył maturzystom przysłowiowego szczęścia i teraz internauci kombinują o co temu intelektualiście chodziło? Czyżby o powiedzenia „Mieć więcej szczęścia niż rozumu”, „Co drugi głupi ma szczęście”, „Lepszy łut szczęścia niż funt rozumu”.

Piosenkarz Piasek ujawnił swoją orientację i jest obawa, że specjalna komisja będzie sprawdzać piasek w całej Polsce. Potrwa to długo, więc znowu jacyś krewni i znajomi królika załapią się na niezłą kasę.

– Zdawało mi się, że nikt na mnie nie czeka ale zawsze to robi pranie, zmywanie i sprzątanie – pomyślała niby optymistycznie seniorka. I zabrała się do roboty. Wrzucając rzeczy do pralki postanowiła nie wieszać bielizny osobistej w widocznym miejscu czyli na sznurku przy oknie, bo mogłaby dostać taką kartkę jak pewna kobieta, że to jest chrześcijański blok w którym synowie nie powinni dorastać pod wpływem takich pokus.

Wacek w czasie wizyty u córki delikatnie zapytał ją o Mietka.

– Wszystko w porządku, tato, nie martw się – odpowiedziała.

– Ale powiedz coś dokładniej – drążył Wacek.

– Nie wprowadził się do mnie, nie oczekuje, że będzie u mnie miał wikt i opierunek, nie przynosi mi odzieży do prania i prasowania – uściśliła Kasia.

– To dobrze ale, proszę, bądź ostrożna. Do seniorów dzwonią naciągacze, a do kobiet oszuści matrymonialni. Poproś, żeby cię zaprosił do siebie sprawdź jak i gdzie mieszka. Czy przypadkiem nie ma żony i dzieci i czy to na pewno jego mieszkanie a nie wolnego kolegi – zasugerował troskliwie ojciec.

– Och, ale z ciebie niedowiarek, trochę zaufania do ludzi trzeba mieć.

– Zaufanie zaufaniem, a sprawdzać trzeba. Żadnych pożyczek ani osobistych, ani bankowych, żadnych poręczeń i podpisów.

– Chyba jesteś przewrażliwiony.

– Nie przewrażliwiony tylko doświadczony.

Kasia przytuliła się do ojca, ten pogłaskał ją po plecach.

– Ja też, ja też – podbiegł Adaś i przytulił się do obojga.

Przez chwilę tak trwali wymieniając dobrą rodzinną energię.

– No dobrze, to idę do siebie.

– A może pójdziesz z Adasiem do parku? – zaproponowała Kasia. Taka ładna pogoda.

– Adaś, pójdziesz ze mną do parku? – zapytał dziadek.

– A są tam lody?

– W parku nie ma ale możemy podjechać na Nadodrze do lodziarni „Roma”. I  pójść na spacer na Wyspę Słodową. Tam jest plac zabaw.

– To ja chce na lody i na wyspę, a są tam piraci i skarby? – zapytał malec.

– To musimy sprawdzić, dinozaurów nie ma na pewno.

– Dinozaurów nie lubię, wolę piratów.

– A ja nie pogardziłbym skarbami – zażartował Wacek. To idziemy a potem jedziemy, kupujemy, liżemy, spacerujemy.

– To przynieście parę skarbów, przydadzą się – poradziła Kasia.

Autobus nr 128 podwiózł panów na Nadodrze. Przeszli ulicą Drobnera na Rydygiera. Stanęli w niewielkiej kolejce i wybrali smaki lodów. Liżąc je  przeszli w stronę Wyspy Słodowej w stronę placu zabaw.

Adaś kończąc gryźć wafelek pobiegł na huśtawkę. Wacek podszedł powoli do ławki i usiadł obok mężczyzny. Ze zdumieniem spostrzegł, że to Mietek.

– A pan co tu robi? – zapytał.

– Siostra poprosiła, żebym z jej córką tu przyszedł, bo musiała iść do pracy a moja mama źle się czuje i nie może zając się wnuczką.

– Która to?

– A ta w pomarańczowej kurteczce na huśtawce.

– No to obok jest Adaś, syn Kasi – poznaje pan?

– Rzeczywiście, miłe spotkanie.

Rozmawiali tak przez maseczki, Wacek miał uszytą przez Helenę a Mietek przez mamę. Obie szare, bo gdyby były kolorowe to mogliby się poczuć niemęsko. Od dziecka wpajano im, że pewne kolory są „babskie”.

– Cieszę się, że trochę poluzowano pandemiczne obostrzenia – stwierdził Wacek pociągając się za ucho

– A tak dokładnie to co będzie? – zainteresował się Mietek.

Wacek wyjął smarfona i przeczytał:

Od 15 maja nie będziemy musieli nosić maseczki na zewnątrz, jeśli zachowamy 1,5 metra odstępu od innych. Dotyczy to wyszczególnionych w rozporządzeniu miejsc: lasu, parku, zieleńca, ogrodu botanicznego, ogrodu zabytkowego, rodzinnego ogródka działkowego albo plaży.

Od 15 maja klienci będą mogli usiąść w restauracji, choć na razie wyłącznie na zewnątrz. Polacy będą mogli gromadzić się także na imprezach okolicznościowych (limit do 25 osób). Powróci nauka hybrydowa dla klas 4-8 szkół podstawowych oraz klas 1-4 szkół średnich. Zapełnią się obiekty sportowe (tylko 25 proc. obłożenia), a kina i teatry będą mogły organizować pokazy na zewnątrz.

Napisane 10.05. 2021 r.

Wirus wiosenny (cz. 72)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

***************************************************************************

– Pani Heleno, jak się pani czuje? Czy czegoś może pani potrzebuje? – zapytał Wacek.

– Dziękuję, że dzwonisz. Odbierz, proszę, z przychodni receptę na moje leki. Powinna już być w rejestracji. I wykup leki. A czy masz pieniądze?

– Obok przychodni jest apteka, zapytam ile będą kosztować. Może mi wystarczy, a jeśli nie to pożyczę od Kasi. Będę miał pretekst do odwiedzin. I zapytam o  tego jej „dobiegacza” Mietka.

– Pozdrów ją ode mnie.

Wacek najpierw odebrał receptę i wykupił leki. Potem wstąpił do córki.

Kasia akurat szykowała kolację, więc Wacek został poczęstowany kanapką z nowalijkami. Adaś usadowił się na kolanach dziadka. Po kolacji poszedł do swojego pokoju.

– Tato, słyszałeś, że papież Franciszek naraził się polskim władzom? Prokuratora Rejonowa zbada czy nie obraził uczuć religijnych Polaków.

– No bo nie skonsultował z naszymi czy może, molestowanemu w dzieciństwie gejowi powiedzieć: „Juanie Carlosie, to, że jesteś gejem, nie ma znaczenia. Bóg kocha cię takiego, jakim jesteś. Papież również cię kocha. Ty także powinieneś kochać siebie i nie martwić się tym, co mówią ludzie”.

Słowa „Bóg cię kocha takiego, jakim jesteś” umieścili na tęczowym transparencie dwaj mężczyźni. I jest okazja do pokazania kto ma rację i jest lepszym chrześcijaninem.

– Ocean głupoty jaki się wylał na nasz kraj jest niezmierzony i tak jak one zaśmiecony – stwierdziła Kasia.

– A propos śmieci, ktoś znalazł dawno temu napisaną karteczkę (pisownie oryginalna):

„Jak dorosne zostane prezydętem bo prezydęt nic nie musi robić oprucz że czasem gada głupoty, których nikt nie rozumie. Troche się boje że jestem za mądra na takie rżnięcie głupa ale sprubuje”.

– I co? Została nienażartą posłanką a potem sędziną trybunału nie konstytucyjnego czy premierką z obory?

– No właśnie nie wiadomo bo nie podpisała tego wyznania – powiedział ojciec.

– To mały pikuś, panem niePikusiem jest sprawa dotacji z UE i dogadanie się PiS z Lewicą. Zdania są podzielone: Lewica zdradziła, bo PiS i tak ukradnie tę kasę i obywatele figę z makiem, a nawet bez, skorzystają; dobrze zrobiła, bo jednak to duże pieniądze i kraj zyska.

– To się okaże ale czarno widzę.

– Dodatkową atrakcją jest wymiana naczelnych redaktorów w dziennikach przejętych przez Orlen.

– Oczywiście na mniej kompetentnych ale za to posłusznych.

– Oczywiście.

Zamilkli, bo cóż po słowach w obliczu takich nagich faktów.

”Głupota jest brzydotą psychologiczną” Aldous Huxley

Tegoroczna majówka zachęcała raczej do siedzenia w domu niż grillowych szaleństw. Szczególnie we Wrocławiu. Wacek wywiesił małą flagę co nie oznaczało, że  jego patriotyzm jest tego rozmiaru.

Helena ze wstrętem wspominała przymus chodzenia na pochody pierwszomajowe, zarówno w szkole jak i w ramach obowiązku pracowniczego.

– Sztuczna i przymusowa to radość była z tego co nam urządziła  partia trzymająca władzę będąca na pasku Związku Zdradzieckiego – pomyślała. Strata czasu i energii. Jak ja nie znoszę tych durnych manipulacji. Ach, było, minęło. Pochodów na ulicach prawie nie ma za to są protesty i pałowania – westchnęła i otworzyła czytaną właśnie książkę.

Ambasada Polski w Pradze domaga się od czeskiego ministerstwa zdrowia, aby ograniczono dostęp Polek do aborcji. Czechy nie zamierzają podporządkować się temu absurdalnemu żądaniu.

Tylko dostępność i tylko tam? Powinni zażądać od każdego kraju na ziemi, aby je od razu, bez wyroku wsadzano do więzienia, torturowano  i w ciągu 24 godzin wykonano wyrok śmierci. Przecież tylko to zadowoliłoby zakompleksiałych mężczyzn trzymających władzę.

Z okazji 3 maja prezydent wygłosił, pełne zachwytu, przemówienie o Konstytucji 3 Maja. To przerażający chichot historii, że on, na rozkaz z góry, podpisujący ustawy łamiące obecną Konstytucję tak chwali naszą pierwszą. Człowiek z miedzianym czołem.

W trakcie przemówienia wrocławska posłanka Klaudia Jachira stała i trzymała w górze  transparent z napisem KONSTYTUCJA. Relację w rządowej telewizji tak nadawano, aby tego nie było widać.

A z okazji III Powstania Śląskiego, napisał na twitterze, że  to rezurekcja zamiast insurekcja. Rezurekcja to poranna, przed pierwszą mszą, procesja głosząca zmartwychwstanie Chrystusa.

Napisane 27.04. – 3.05.  2021 r.

Wirus kobiecy (cz. 71)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

******************************************************************************

 Wszyscy obiadek pyszny zaliczyli i chętnie by się teraz położyli.  

Ale trzeba było jeszcze pozmywać. 

– Byś sobie kupił zmywarkę – powiedział Edek niosąc dwie herbaty.

– Pewnie, pięćsetki gniją mi w piwnicy, więc zainwestuję. Ale najpierw kupię willę z ogródkiem.

– Koniecznie z basenem i sauną oraz miejscem dla kucyka – dołączyła do zabawy w marzenia Aldona.

– Ogrzewaniem podłogowym, garażem na dwa wypasione auta a nad nim mieszkanie dla kierowcy i gosposi – kontynuował Wacek idąc do kuchni po swoją kawę.

– Zaraz: gosposi. Dlaczego gotować, prać, sprzątać nie może facet? – upomniała się o równouprawnienie kobieta. Coś wam przeczytam, bo sobie zapisałam:

 „Nie zapominajcie, że wystarczy kryzys polityczny, gospodarczy czy religijny, aby prawa kobiet na nowo były kwestionowane. Prawa kobiet nigdy nie będą rzeczą oczywistą. Musicie być czujne przez całe życie.” Simone de Beauvoir.

– Mądra kobieta to była, ale głównie na piśmie. Bo sama to cerowała skarpetki partnerowi Sartrowi – zgasił zachwyt cytatem Wacek.

– Równouprawnienie nie polega na sztywnym trzymaniu się wymyślonych reguł. Lubiła to cerowała, widocznie  ten sposób okazywała mu uczucie.

– Albo była to manipulacja, żeby go ze sobą związać, bo nie mieszkali razem. Może dzwoniła do niego mówiąc:

– Przyjdź i przynieś swoje dziurawe skarpetki to ci je poceruję.

– A on na to: nie chcę, kupię sobie nowe. Albo: lubię chodzić w dziurawych.

No to ona znowu:

– To ja przyjdę jutro do ciebie i tam poceruję.

On wzdychając:

– No, dobrze, zostawię ci klucz pod wycieraczką.

– To nie będzie cię w domu? – płaczliwym głosem zapytała ta pisarka feministka.

– Nie, jestem umówiony na mieście.

Koniec.

– Ale ty masz wyobraźnię, Wacek – stwierdzili goście. Taką raczej złośliwą. A ja było naprawdę nie wiadomo. Tyle tylko, że cerowała.

A czy coś więcej o niej wiemy? – zastanowiła się Aldona.

– Zaraz zapytam wujka Google – powiedział Wacek podchodząc do laptopa. Urodziła się w 1908 roku, zmarła w 1986. Mając 14 lat uznała, że nie ma boga i stała się ateistką. Nieakceptowanie przez ojca, który chciał mieć syna zrobiło z niej feministkę. Związek z Sartrem był otwarty – mieli innych partnerów, ona także kobiety. Napisała kilka książek: m.in. „Druga płeć”; „Mandaryni”; „Pamiętnik statecznej panienki; „Siłą rzeczy”; „W sile wieku”; „Kobieta zawiedziona”.

– A wracając na nasze polityczne podwórko, zaśmiecone coraz bardziej, to Beata Szydło dostała nową fuchę – zasiada w radzie społecznej Szpitala Wojskowego w Krakowie jako przedstawicielka Ministerstwa Obrony – dodał internetowy czytacz.

– To ona jest lekarzem? – zdziwił się Edek.

– Coś ty, nieważne co umie, grunt, że fachowiec – zakpiła Aldona.

– Od zasiadania i forsy za nic brania – Wacek nie patyczkował się z  oceną byłej premierki.

– A wspaniała inaczej sędzina Krystyna Pe. napisała, że wspiera Fundację Lux Veritatis, nadawcę telewizji Trwam i nie życzy sobie, aby udostępniać tę informację na Watchdog Polska bo ona nęka fundację – dodał.

– Ale o co jej chodzi? Myśli, że jak sobie nie życzy to ktoś się do tego dostosuje? – zdziwiła się Aldona.

– Tak, bo ta pani żyje w świecie urojonym przez siłę przewodnią stworzonym i przekonaną jest, że zawsze i we wszystkim ma rację, więc pospólstwo ma milczeć i się stosować.

– Oraz na kolana padać i ręce oraz nogi im całować – odezwał się podsumowująco Edek.

– To oczywista oczywistość jest.

I tym mało optymistycznym akcentem zakończyli spotkanie.

Po ich wyjściu Wacek pozmywał i zadzwonił do córki.

– Kasiu, co u ciebie? Jak się czujecie?

– Byliśmy z Mietkiem na spacerze po naszym osiedlu i w parku. W maseczkach – uspokoiła go.

– To zadzwonię jeszcze do Heleny i zapytam czy nie potrzebuje pomocy.    

Napisane 24 –  25  04. 2021 r.

Wirus śmiechu (cz. 70)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

************************************************************************

A w Krakowie straszy nie tylko smok wawelski ale i lagun. Na krzaku bzu zobaczyli go mieszkańcy pewnego bloku i sądząc, że to jakieś groźne dzikie zwierzę nie otwierali okien. Nazwali go LAGUN – dlaczego? Kto to wie.

Po dwóch dniach lokatorka zadzwoniła do Towarzystwa opieki na Zwierzętami. Przyjechali i odkryli tajemnicę – był to rogalik croissant wyrzucony przez okno, który zatrzymał się na gałązkach a że krzak jeszcze bezlistnym jest to wyobraźnia ludzka zadziałała bo nie zna granic.  Inspektorzy TOZ-u setnie się uśmiali. Przypuszczalnie sprytni sprzedawcy będą rogaliki nazywać lagunami.

W Krakowie lagun a w Grunwaldzie straszy wójt gminy. Wystosował do premiera dwudziestostronicowe pismo donosząc, że dwie gminne urzędniczki mają córki LGBT, a w dodatku jedna z nich leczy się psychiatrycznie – urzędniczka. Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze, gmina jest zadłużona a wójt chciał od radnych pozwolenia na dalsze długi. Nie zgodzili się, więc wysmażył donosik a raczej donosisko. Może czeka na nagrodę w postaci awansu do stolicy? Czy dostanie odpowiedź: donosów ci u nas dostatek?

„Łatwo się nauczyć panowania, trudniej rządzenia” J. W. Goethe

Wacek czytając o rozpisanym donosicielu naderwał sobie drugie ucho – tak reagował na złe wiadomości.

– Muszę chyba wybrać inny sposób odreagowywania – pomyślał dezynfekując naruszony organ.

W poniedziałek zadzwonił do Edka:

– Co robisz?

– Siedzę z Darkiem i oglądam telewizję.

–  Dosyć tego byczenia się. Jest parę podwórek do obejścia. Zrobiłem spis i narysowałem plany jak dojechać.

– Eee, nie chce mi się. Swoją drogą ty to powinieneś być jakimś ministrem, taki jesteś dobrze zorganizowany.

– Dziękuję za docenienie ale nie zmieniaj tematu. Jeść ci się chce? I to mięsko? Bo napuszczę na ciebie Aldonę.

– Dobra, już dobra. Zaraz się ubiorę i przyjdę do ciebie.

– A zabierz rower i torbę na bagażnik. I koniecznie załóż maseczkę, uważam, że  w niej wiele osób lepiej wygląda.

– Uuuch, jakie ja mam ciężkie życie, w dodatku moja uroda mu się nie podoba – poskarżył się Edek – zgredek. Tylko Daruś mnie kocha- powiedział i pogłaskał futrzaka.

– Trudne to ja mam z tobą. Czekam za pól godziny. Mam spisane miejsca do odwiedzenia.

Helena słuchając krajowych doniesień zgrzytała zębami, więc musiała kupić sachol, bo dziąsła pod protezą energicznie protestowały. Nawet picie melisy i oglądanie serialu „Co ludzie powiedzą” nie odstresowywało jej wystarczająco.

Tego dnia ociepliło się, więc poszła na spacer po Parku im. Tołpy i sąsiednim Skwerze im. Edyty Stein. Trochę spacerowała, trochę siedziała i napawała oczy zielenią. Przeszła do piekarni na ulicę Barlickiego a potem nabyła trochę warzyw w zieleniaku.

– Mam indyczą porcję rosołową to zrobię gar zupy, zmiksuję mięso z jarzynami i część zamrożę sobie – pomyślała. Jutro kupię drobiowe żołądki, serca i wątróbki, uduszę, zmiksuję i zrobię pasztet. A do kanapek z nim będę sobie dodawać pokrojone rzodkiewki, cykorię i kiszone ogórki.

Panowie dwaj zdążyli wykonać penetracyjny plan przed godziną szesnastą gdy zaczęło padać. Ostatnio lanie wody jest ulubionym zajęciem przyrody.

– Wody i chłodu tej wiosny nie brakuje – stwierdził Wacek. Masz w domu mięsny obiad czy raczej taki deserowy typu naleśniki na słodko? – zapytał kumpla.

– Deserowy – westchnął Edek.

– To zapraszam cię do siebie. Mam karkówkę.

– Ooooo, dawno nie jadłem. Zadzwoń do Aldony, żeby też przyszła. Ale naleśniki niech weźmie ze sobą.

– Słusznie, jeszcze by się zmarnowały – zażartował Wacek.

Przy wspólnej konsumpcji Wacek zaczął się śmiać.

– I co ty tak jak głupi do sera? Przecież naleśniki są z dżemem? – spytała Aldona.

– A bo przypomniały mi się boje policji z Babcią Kasią. Jeden z nich zeznał na rozprawie, że bał się kobiety. Ich było czterech, jeden miał 185 centymetrów wzrostu, 95 kilogramów, a w dodatku protestująca była skuta.

– I on się bał? – zdziwił się Edek.

– No, taki z niego bojownik – w kącie stoi i się boi.

Wszyscy zaśmiali się choć trochę przez łzy.

–  Ale to, tak naprawdę, bardzo smutne.

– Bardzo.

– Kto robi kawę i herbatę? – spytał Edek.

– Pytek, oczywiście. Gospodarz dał karkówkę z dodatkami, ja usmażyłam naleśniki z własnoręcznym dżemem, to kolej na ciebie.

– Tego się obawiałem – ciężko westchnął Edek. Wstał, podciągnął spodnie i powoli skierował się w stronę kuchni.

– Tam już wszystko przygotowałem, tylko zapal gaz pod czajnikiem – krzyknął Wacek mrugając porozumiewawczo do Aldony.

– No i nie ma wyboru – zaśmiała się  doceniając zdolność przewidywania fundatora.

Napisane 18 –  22.04. 2021 r.