Wirus odsyłania (cz. 77)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

************************************************************************

Olga Tokarczuk udzieliła wywiadu włoskiej gazecie „Corriere Della Sera” („Kurier wieczorny”) w której porównała polską sytuację polityczno-  spoleczną z reżimem białoruskim.  Spadła na nią fala hejtu oraz zainicjowano akcję #odeślijoldzeksiążkę. Riposta była szybka – Fundacja OT odpowiedziała,  że w związku z licznymi pytaniami dotyczącymi akcji odsyłania książek, a także możliwości skorzystania z nich w zamian za wpłatę na rzecz fundacji podjęto decyzję, że wszystkie nadesłane egzemplarze zostaną przekazane w ramach wsparcia na aukcję charytatywną na rzecz organizacji walczących o prawa osób LGBT. Szach – mat!

Ryszard Terlecki – najpiękniejszy polski polityk popisał się wpisem na twitterze:

„Jeżeli Cichanouska chce reklamować antydemokratyczną opozycję w Polsce i występować na mityngu Trzaskowskiego, to niech szuka pomocy w Moskwie, a my popierajmy taką białoruską opozycję, która nie staje po stronie naszych przeciwników”. A potem jeszcze dodał równie coś mądrego na ten temat.

– Widać jego ostre hippisowskie balowanie nie tylko na twarzy ale w postępowaniu – skomentował Wacek.

Zadzwonił do córki:

– Czy w tę niedzielę idziecie do Mietka na obiad? Bo ostatnio odwołał wizytę.

-Jego mama źle się czuła to odwołał..

– Dobrze, bo przygotowałem dla niego flaszeczkę naleweczki.

– Oj, tato…

– Nie ojojoj mi tu. Trzeba go procentowo sprawdzić i w razie czego pijaka pogonić.

– Dobrze, już dobrze – westchnęła Kasia i odłożyła telefon.

Wyciągnęła z szafki na buty różne sznurki i oglądając serial „Co ludzie powiedzą” zaczęła robić szydełkiem myjki do naczyń.

– Dam po jednej tacie, Aldonie, pani Helenie i Mietkowi. Ciekawam jak zareaguje. Jeśli się obrazi to jest bucem i skoda na niego czasu.

Niedziela 6 czerwca świeciła słońcem, więc Kasia z synkiem przeszli piechotą przez Skwer Edyty Stein i  ulicą Ledóchowskiego doszli do Prusa. Po przejściu Jedności Narodowej znaleźli się na ulicy Kilińskiego.

Kasia niosła, w ozdobnej papierowej torebce, własnoręcznie wykonaną myjkę do naczyń i słoiczek dżemu od Aldony. Każda rzecz osobno zapakowana była w woreczek z tkaniny. Miała też doniczkowego fiołka afrykańskiego, bo wiedziała, że mama Mietka lubi te kwiatki. No i niedużą flaszeczkę  nalewką.

Drzwi otworzył Mietek, w koszuli z krawatem. Spodnie też miał.

Zaprosił gości do pokoju przedstawiając Kasię mamie Marii. Kasia przekazała prezenty i usiedli z Adasiem przy stole nakrytym obrusem w żółte kwiaty.

Maria była niewysoka, z krótkimi  siwymi włosami. Jej niebieskie oczy życzliwie spoglądały na gości.

– Syn mi mówił, że mieszkałaś w Anglii – zagadnęła.

– Tak, prawie osiem lat. Tam wyszłam za mąż i urodził się Adaś.

– A co robi twój mąż?

– Nie wiem, od rozwodu nie mamy kontaktu, nie interesuje się ani mną, ani synem.

– A płaci chociaż alimenty? – drążyła Maria masując prawe kolano.

– Niestety, okazało się, że jest obibokiem.

– To jak sobie radzisz?

– Jakoś muszę, pracuję zdalnie, mam 500+ i na skromne życie nam wystarcza.

– Bo Miecio też nie ma dużych dochodów i mnie pomaga, więc nie możesz na niego liczyć.

– Mamo – zaprotestował syn.

– No, co? Trzeba jasno postawić sprawę.

– To może zjedzmy obiad – zaproponował Mietek i poszedł do kuchni.

– Ty się, dziecko, nie obrażaj na mnie ale lepiej, żebyś wiedziała jaka jest sytuacja.

– Rozumiem – powiedziała Kasia skonfundowana trochę tą obcesowością. Pomyślała, że mamusia broni synka przed kobietami, żeby mieć go pod ręką i na każde zawołanie. I, że dobrze to nie wróży.

Obiad był dość tradycyjny – rosół z makaronem, pieczony kurczak z ziemniakami i mizerią oraz  kompot z truskawek.

Maria i Mietek pochwalili nalewkę Wacka. Na deser Mietek wyciągnął kupne biszkopty, posmarował je przyniesionym przez Kasię dżemem i podał na ładnym talerzyku. Do tego dodał miseczkę truskawek, cukier puder i miód.

– Ja nie umiem piec, a mama nie ma siły – wyjaśnił.

– Nic nie szkodzi. Lubimy truskawki – skwitowała Kasia. Na naszej wspólnej działce jeszcze nie ma.

– O, to masz działkę? – zainteresowała się Maria.

– Właściwie to tylko zapisana jest na mnie ale sfinansowana była przez panią Helenę i mojego tatę. Pracują tam on  i Edek z Aldoną. Ja nie mam czasu. Opowiadałam ci o tym – zwróciła się do Mietka. Jeśli ma pani ochotę to zapraszam.

– O, Mieciu – to może i ty czasem im pomożesz? – zasugerowała Maria.

Napisane 4.06. – 5.06. 2021 r.

2 myśli na temat “Wirus odsyłania (cz. 77)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s