Poprzedni odcinek można przeczytać przewijając stronę. Pod nim poprosiłam czytelników o pomysły na ciąg dalszy ale w myśl porzekadła „Prosił/kazał pan – musiał sam” sama to wykonałam. W środę umieszczę recenzję książki. Zapraszam do czytania.
*************************************************************************
Upalne miasto 2
Fertyczna* sąsiadka złapała go jednak za gatki i przytrzymała.
– A nie lepiej to po schodach? – zapytała.
– Nie, bo nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie lubi, trzy żony odeszły a z czwartą babą nie zdążyłem się ożenić, bo też dała nogę.
– To gratuluję osiągnięć życiowych – sąsiadka usiadła na leżaku zakładając nogę na nogę. A ja nie jestem siostrą miłosierdzia.
– Ale może chociaż opiekuńczą sąsiadką – Karol zrobił minę spaniela.
– Ha, ha, ha – spadaj, drugi raz nie złapię cię za gacie.
Po raz kolejny zniechęcony do rodu niewieściego Karol poczłapał do drzwi. Wdrapał się na swoje piętro zastając czekającego policjanta.
– Pan znowu tutaj? – zapytał przedstawiciela władzy.
– A tutaj, tutaj, czekam na pana.
– Jakieś dobre nowiny? – pełnym nadziei głosem przypuścił otwierając drzwi.
– Podejrzewamy, że to pańska matka wraz z kochankiem zabili pańskiego ojca. O, widzę, że pan posprzątał mieszkanie. Kot się pewnie ucieszył.
– Z którym?
– Co z którym?
– Z którym kochankiem? Ostatni spis cudzołożników wynosił pięć pozycji.
– To pan się orientuje w pozycjach łóżkowych własnej matki? Kamasutrę przerabia?
– Po pierwsze to moja macocha a poza tym chyba wszystkie dowcipy o policjantach to prawda.
– Na przykład który? Proszę opowiedzieć – zażądał organ.
– Ja dzisiaj jednak zwariuję – jęknął Karol. Przeszedł do kuchni i nalał sobie kranówki do kubka. Panu też wody? – spytał gościnnie.
– Dziękuję, niekoniecznie. Proszę przygotować listę kochanków matki. Imię, nazwisko, adres i numer telefonu.
– A RODO co na to?
– Tu chodzi o morderstwo a nie zabawę w „nie podam danych kochanków mamy”.
– To ja zadzwonię do swojego prawnika, bo widzę, że lekko nie będzie.
Wdowa i jej kochanek właśnie konsultowali się z doradcą prawnym, który powiedział:
– Obowiązuje mnie tajemnica zawodowa, więc proszę powiedzieć jak go zabiliście.
– Jakie zabiliście? – obruszyli się oboje. Sam utonął chociaż jest jak wieloryb i powinien zręcznie pływać – uściśliła wdowa już na czarno, choć nadal skąpo, odziana.
– A wie pan, że wieloryby to ssaki i płetwę ogonową mają poziomą a nie pionową jak ryby? – popisał się morską erudycją Wiesiek kochanek.
– Oszalał pan? – zdenerwował się prawnik.
-Nie, dlaczego? Taka jest prawda.
– Prawdą jest, że pani mąż nie żyje a wy tego nie traktujecie poważnie.
– Oj tam, oj tam. Śmiech to zdrowie, więc wyciągnijmy kij z rowka między pośladkami – zastępca utopionego nie tracił rezonu.
Wdowa poprawiła króciutką sukienkę, wyjęła z torebki kosmetyczkę, z niej pomadkę i lusterko. Pomalowała usta i spytała:
– Czy może pan odczytać nam testament?
– Tylko rodzinie, czyli pani i synowi. Proszę mu przekazać, żeby się ze mną skontaktował, ustalimy dzień i godzinę spotkania. Ale jeśli któreś z was zamordowało denata to majątek przechodzi na niewinnego.
– Ale z tego co wiem to Jan miał nieślubną córkę – powiedział kochanek.
– No żesz …, dopiero teraz mi to mówisz! – zasyczała kobieta.
– Nie chciałem cię denerwować, a w ogóle to nie była moja sprawa.
Prawnik nalał sobie wody do szklanki, rozpiął kołnierzyk koszuli, westchnął i upił dwa łyki.
– Czy znacie adres tej osoby? – zapytał.
– A skąd? Może Karol zna.
– To on wiedział? – wdowa wstała i rozładowując stres energicznie przemierzała biuro .
– Pojęcia nie mam ale kto wie.
– Już ja to z niego wycisnę – obiecała Barbara.
Anna do zakupowej torby na kółkach włożyła portmonetkę, kartę płatniczą, chusteczki higieniczne i reklamówkę oraz spis planowanych zakupów. Postanowiła skorzystać z chłodniejszego dnia i zrobić trochę zapasów.
Na podwórku wyrzucając śmieci zajrzała do pojemnika na papier, bo czasem znajdowała w nim wyrzucone, w całkiem przyzwoitym, a nawet świetnym stanie książki. I nie chodzi tylko o treść.
Wlała też trochę wody do pojemnika dla ptaków i owadów. Najchętniej przylałaby komuś kto zarządził koszenie podwórkowego trawnika. Słońce wypaliło pozostałości i pozostało tylko rżysko a może ściernisko?
– No bo jak się nazywa to coś co pozostało po ścięciu trawy jeśli oba te wyrazy oznaczają pole po ścięciu zboża? – zapytała siebie w myślach.
Podreptała.
. bo prawie osiemdziesiątkę miała, w kierunku sklepu. Wiatr ją chwilami owiewał a momentami słonce przypiekało.
– Nie posmarowałam się kremem z filtrem a kapelusik został w domu. Ot, skleroza – starość nie radość – westchnęła.
– Pieniądze płyną ja wszystkie wodospady świata, trzeba napaść bank – postanowiła.
Do bankomatu podeszła i kartę wyciągnęła, trzymając ją w palcach najpierw kod-pin sobie trzy razy powtórzyła. Po wyjęciu pieniędzy poszła ciągnąc za sobą torbę. Z piekarni doleciał ją zapach świeżego chleba, z apteki syropu piniowego a z warzywniaka sfermentowanych owoców na których posilały się owady.
– Niedługo ptaki będą wydziobywać ziarenka ze słonecznika – przypomniała sobie zeszłoroczną scenkę.
Karol pozostawiony sam sobie pozbierał wyschnięte ubrania, poskładał je i ułożył na pólkach i szufladach.
++++++++++++++++++++++++++++++++++++
*Fertyczny – ruchliwy, zwinny, zręczny
Ciąg dalszy nastąpi 🙂


