Upalne miasto

W małym mieszkaniu na dziesiątym piętrze stosy brudnych rzeczy wylewały się tęczową strugą z kosza ustawionego w kącie przedpokoju. Wtórowały im niepozmywane naczynia w zlewozmywaku.

Pokój nie był gorszy – ktoś lub coś powywlekał ubrania, dokumenty i książki z szuflad i półek. Na jednym ze stosów siedział bury kot spokojnie wylizując futerko.

Na tapczanie leżał czterdziestoletni facet w samych gatkach w kwiatki. Otoczony kilkoma pustymi butelkami po piwie.

– Widzisz Felek – odeszła – powiedział. Nie rozumiem dlaczego? Przecież obaj jesteśmy wspaniali, prawda?

– Miau – usłyszał w odpowiedzi. No, właśnie.

 Karol próbował się podnieść z legowiska składającego się z poturbowanej, nieświeżej, poplamionej pościeli. Nie udał mu się ten wyczyn więc z głębokim westchnieniem opadł.

Słońce prażyło bezlitośnie, całe miasto ledwo dyszało. Asfalt się topił, rzeka wysychała, woda w kranach ciurkała tylko do drugiego piętra. Szyny i tory wygięły się w proteście, tramwajom oraz autobusom zapaliły się instalacje.

Władze miasta ogłosiły stan wyjątkowy i wyjechały nad morze do wypasionego pensjonatu, aby nabierać sił po mailowych napaściach sfrustrowanych mieszkańców. Obawiali się też rękoczynów ze strony co bardziej zdeterminowanych. A ochroniarze zwani strażnikami rozbestwili się i żądali podwyżki płac zamiast, pokornie,  strzec swoich zwierzchników.

– Uch, jak ja nie znoszę tej klasy robotniczej – powiedział regionalny szef związków zawodowych zanurzając swoją cielesną obfitość w basenie przy niedawno wzniesionej rezydencji. – Marysiu, niech Marysia przyniesie mi czteropak piwa z lodówki. I dużo kabanosów – zawołał. A co będzie na obiad?

– To co pan lubi najbardziej – usłyszał z okna.

– Ty to byś pewnie chciał kilku rozebranych panienek chętnych do bunga – bunga – zza rogu domu wyszedł szczupły zastępca pluskającego się. A viagrę kupiłeś?

– Nie żartuj, ja jeszcze dużo mogę bez wspomagania – odparował szef gramoląc się z basenu. Niestety tak niezgrabnie, że uderzył głową o wykafelkowany kant pojemnika i spłynął na dno basenu. Zastępca nie zważając na to spokojnie wszedł do chłodnego domu, sięgnął do barku, zrobił sobie drinka o nazwie Black Russian bo był fanem Puszkina a ten prawnukiem czarnoskórego niewolnika przywiezionego do Rosji przez rosyjskiego dyplomatę w prezencie dla cara Piotra I.

Tak więc Wiesiek wrzucił do  wysokiej szklanki pięć kostek lodu, chlusnął sporo wódki dodał likieru kawowego i  pomieszał srebrnym nożem leżącym na stole.

Zdjął letnią szarą marynarkę,  powiesił na oparciu jednego z sześciu tapicerowanych krzeseł i usiadł sobie wygodnie w fotelu przy stoliku umiejscowionym we wnęce salonu blisko wyjścia na taras. Popijając ulubiony trunek wygrzebał w pamięci informację, że pradziadek Puszkina pochodził z północnego Kamerunu, z miejscowości Logone. Miał szczęście, że car kazał go kształcić, a że chłopak był zdolny to został inżynierem.

– Czarny a zdolny, a na świecie tylu białych idiotów – westchnął rasistowsko dopijając drinka.

Gdy odstawiał szklankę weszła do pokoju pani domu w bardzo dopasowanej bluzce i takiejż, nie za długiej spódnicy.

 – O, jesteś, a gdzież to mój równie szanowny co szczupły małżonek – zapytała robiąc sobie ulubionego drinka składającego się z wermutu, soku pomarańczowego, wódki i lodu oraz szczypty cynamonu. Drink nazwała swoim imieniem Persefona. Bogini ta została porwana przez boga Hadesa gdy wraz z towarzyszkami bawiła się na łące.

– I tak tkwię w tym piekle – westchnęła popijając. – On kiedyś był uczciwy i przystojny a ja piękna i młoda. A teraz on ma sylwetkę wieloryba a ja wydatki na medycynę estetyczną. Wszystko schodzi na nierasowe psy. I zrobiła sobie drugiego drinka.

Wiesiek zapytał:

– A może krótką kreseczkę wciągniesz?

– A wciągnę, dlaczego nie?

 Z barku wyciągnęła dwie słomki do koktajli i przysiadła do stolika czekając aż Wiesiek uformuje dwie białe ścieżki. Rozpięła dwa guziki jedwabnej bluzki i zrzuciła espadryle. Spódnica zwinnie podsunęła się w górę ukazując brak stringów.

Mężczyzna rozpiął guzik dżinsowych spodni. Wciągnęli proszek i lekko zataczając się przeszli do łazienki gdzie razem wzięli prysznic. W pokoju gościnnym, tak jak to robili od wielu miesięcy, powoli położyli się na pościelonym podwójnym łóżku. Choć znali mapę własnych ciał ich ręce z przyjemnością podążały znanymi trasami.

   Do drzwi mieszkania Karola ktoś zadzwonił i uparcie to powtarzał budząc go z leniwego letargu. Jeszcze nie całkiem przytomny wstał i otworzył drzwi.

– Dzień dobry, o – widzę, że nie bardzo. Ale muszę z panem porozmawiać.

– Kim pan jest do cholery? – uprzejmie spytał gospodarz.

– Policjantem.

– Zrobiłem coś?

– To się dopiero okaże. Nie żyje pański ojciec. Utopił się.

– Przecież umiał pływać – zdziwił się Karol.

– Sprawdzamy czy to wypadek, czy mu ktoś pomógł. Proszę nie wyjeżdżać z miasta. Swoją drogą mógłby pan tu trochę posprzątać – powiedział policjant po czym odwrócił się i zszedł po schodach.

Kot otarł się o nogi mężczyzny.

– Chodź Felek, posprzątamy ten bardak. Władza ma zawsze rację – prawda?

– Miau – potwierdził kot.

– Swoją drogą to się żona ojca ucieszy, że ma starego upierdliwca z głowy. Chyba że udowodnią jej winę ale taka głupia to ona nie jest.

Pozbierał wszystkie części garderoby i posegregował kolorami, tyle pamiętał z nauk pierwszej żony. Włożył pierwszą część do pralki, której umiejętność obsługi zawdzięczał drugiej połowicy. Trzecia nauczyła go zmywać i sprzątać. Czwarta kobieta trzy dni temu spakowała co miała, pokazała mu wyciągnięty palec i opuściła mówiąc:

– Jakie to szczęście, że za ciebie jednak nie wyszłam.

Karol całkiem spokojnie i  bardzo powoli wszystko wyprał, porozwieszał i posprzątał a potem nakarmił kota. Dla siebie zamówił pizzę. Nie starczyło kobiet w jego życiu, aby nauczył się gotować.

Zadzwoniła komórka.

– Tak, wiem, był policjant. Dobrze, pomogę. To zadzwoń jak wydadzą ciało. Co ty powiesz – napisał testament? A znasz jego treść? Acha, jest u adwokata. No to czekają nas niespodzianki tylko nie wiem czy miłe. Cześć. A przy okazji czy są u was klucze do mojego mieszkania? Tak? To dobrze. A nie, nic – tylko pytam.

Otworzył okno, stanął na parapecie i skoczył.

– Kurwa, zapomniałem, że zamówiłem pizzę – lecąc sobie przypomniał i wylądował dwa piętra niżej na tarasie sąsiadów gdzie rozłożono gruby materac. Akurat opalająca się na nim młoda kobieta poszła do kuchni po wodę.

– O, dzień dobry, skąd się pan tu wziął? – zapytała popijając z butelki.

– A z mojego okna dwa piętra wyżej – odparł nieskonfundowany sytuacją. Tym bardziej, że sąsiadka była młoda i tylko w skąpym bikini.

– Czyli tak sobie pan wypadł i wpadł do mnie? – uściśliła sytuację.

– No, właśnie – tak jakoś to wyszło.

– I co teraz? Napije się pan wody?

– A poproszę, może z kostką lodu i odrobiną wódki?

– Bez przesady, niezaproszonym gościom drinków nie robię. Najwyżej woda.

– To ja dziękuję i lecę.

Przechylił się gwałtownie przez barierkę tarasu i poleciał w dół.

Czytelniku dopisz ciąg dalszy: czy Karol zatrzymał się na następnym tarasie, czy tam poczęstowano go alkoholowym drinkiem, czy zjadł zamówioną pizzę oraz co ojciec zapisał mu w testamencie.

Reklama

2 myśli na temat “Upalne miasto

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s