Babka na bank

Cóż poradzę, że znosi mnie w stronę kryminału? Ale jest i sporo obyczaju. Zapraszam 🙂

*********************************************************

                BABKA NA BANK – opowiadanie

Niewielki oddział banku usytuowany był  na spokojnym osiedlu, w budynku z lat sześćdziesiątych. Graficiarze mu nie odpuścili i  zaznaczyli swoją obecność niczym psy na spacerze. Dwoje pracowników weszło bocznymi drzwiami pół godziny przed rozpoczęciem przyjmowania interesantów.  Włączyli komputery i czajnik. Zagotowali wodę, włożyli torebki z podłą herbatą do firmowych kubków, którymi klienci pogardzili bo tak były piękne. Przedstawiały bowiem prezesa z kotem z jednej strony i premiera z drugiej.  Napis głosił: Polski Ład wam jest rad.

Barbara, w białej bluzce i ciemnych spodniach, ze złotymi kolczykami w uszach, sprawdziła czy ma na swoim stanowisku długopis, kartki duże i małe oraz czy drukarka jest czynna. Jej kolega Karol tego nie zrobił bo był pewien, że jest doskonały a więc i wszystko wokół niego. W razie czegoś nieoczekiwanego wykorzysta dobrze przygotowaną koleżankę.

– Baśka otwórz drzwi, już dziewiąta – powiedział poprawiając nienagannie ostrzyżoną fryzurę i sprawdzając sms-y w  smartfonie.

– Leń, obibok i wykorzystywacz – rzuciła w jego stronę. Ale spłynęło to po nim jak po stadzie kaczek, gęsi i łabędzi.

Izolda siedziała w sypialni przed toaletką lekko retuszując swoją nieprzemijającą, dzięki ingerencji medycyny estetycznej, urodę. Naturalnie rude włosy wiły się wokół jej twarzy jak miedziane sprężynki. Jej mąż mówił, w chwili złości, że to żmije jadowite tak jak ona.

– Kretyn – pomyślała malując usta. Popatrzyła na swoje paznokcie pokryte fioletowymi hybrydami z namalowanymi zielonymi żabami bo lubiła kumkające.

Zdjęła podomkę, z szafy wyjęła dżinsy i błękitny sweterek. Sprawdziła zawartość torebki wiszącej na oparciu krzesła, zapięła ją i zachichotała.

Z toaletki wzięła telefon i wybrała jeden kontakt.

– Jestem przygotowana i zdecydowana. Ty też, mam nadzieję? Przecież wszystko ustaliliśmy, miałeś tylko przygotować ewakuację. Bilety na samolot masz? To przyjedź taksówką po moje walizki. I ubierz się tak, żeby cię nikt potem nie rozpoznał. Wiem, że sto razy ci to mówiłam, tylko przypominam. Czekaj na mnie tam gdzie wiesz.

Odłożyła telefon, ze stosiku białych karteczek oderwała jedną, wyjęła z kubka długopis i napisała:

„Kochana, wyjeżdżam na długie wakacje, bo jestem bardzo zmęczona. Jesteś już dużą dziewczynką, poradzisz sobie. Dbaj o koty. Zostawiam ci kartę do osobnego konta”.

Odłożyła długopis, przeszła do sąsiedniego pokoju, notatkę położyła na biurku córki a na niej kartę bankomatową.

W przedpokoju włożyła adidasy, szarą kurtkę, szarą czapkę i popielaty szalik. Czarną dużą torebkę zarzuciła na ramię. Bardzo chciała, aby wszystko się jej udało więc ludowym rosyjskim zwyczajem przysiadła na krześle. Oparła głowę o ścianę wspominając dzieciństwo na wsi i dojazdy do szkoły rozklekotanym autobusem. Ciążę z dopiero co poznanym na zabawie, chłopakiem. Wyklinających ją rodziców i aborcję u przekupionego lekarza.

Energicznie wstała otrzepując się z ponurych myśli. Pogasiła światła, sprawdziła czy wszystkie okna są zamknięte, pogłaskała koty, zmieniła wodę w miseczce i dosypała karmy. Wyszła na korytarz i zamknęła drzwi trzema kluczami.

Otworzyła garaż i wyprowadziła elektryczną hulajnogę.

– Hulaj dusza, piekła nie ma – powiedziała pod nosem. I włączyła pojazd.

Dyrektor banku ściągnął do pracy koło południa w stanie wskazującym na zużycie. Miał na sobie wymięty garnitur, poplamiony krawat i koszulę trzeciej świeżości. W gabinetowej lodówce zawsze czekał na niego kefir oraz soki z kiszonych ogórków i pomidorów. Sprzątaczka miała obowiązek na bieżąco uzupełniać zestaw. Na szczęście nie na swój koszt. Czasem sama też korzystała z tych zasobów. O wiele rzadziej jednak niż przełożony, który właśnie usiadł na wygodnym fotelu i sięgnął do lodówki. Otworzył ją i wyciągnął litrową butelkę kefiru. Nie zauważył, że z półki wyskoczyła myszka. Tym razem nie była biała jak trzy dni temu gdy miał,  przechodzoną w domu, delirkę. Na szczęście zawsze w takich wypadkach pomagał mu szkolny kolega będący sanitariuszem. Kroplówką odtruwał go do następnego razu. Tym razem powinien wystarczyć kefir – pomyślał wlewając w usta kwaśny płyn.

Musiał zapić każdą wizytę gościa, któremu prał pieniądze.

– Jak ja się w to wplątałem? – myślał w rzadkich chwilach refleksji. Odpowiedź była prosta – obiecano mu, że to będzie jednorazowa akcja. I on, kretyn, uwierzył. Owszem, opłaciło mu się. Piękny dom, piękna żona, utalentowana muzycznie córka dziwnie do niego niepodobna no i dwa przymilne koty. Nie wspominając o dwóch drogich samochodach, wakacjach na Seszelach, domu w Hiszpanii i licznych kontach za granicą. Tylko poczucie nieustannego zagrożenia mąciło jego spokój i pogłębiało nałóg.

– A taki byłem zdolny – przypomniał sobie sukcesy w szkole i na uczelni. Śpiewał tam w chórze i udzielał się w kole plastycznym. Obrazy leżały zakurzone na strychu domu, a głos stracił moc i barwę.

– Muszę odczepić się od tego gościa – postanowił. Tylko jak? Wynająć płatnego zabójcę? Dosypać trucizny do picia lub jedzenia? Skąd wziąć truciznę? I jeszcze musiałem zatrudnić tego dupka, który nadaje się do pracy jak ja do baletu. Czknął, rozwiązał krawat i wrzucił go do kosza.

Izolda podjechała do kawiarni, wprowadziła na zaplecze hulajnogę i przywitała się ze swoją siostrą Imogeną, która była właścicielką lokalu. Obie miały innych ojców ale po matce odziedziczyły rudowłosość. I bardzo się lubiły.

– Jesteś zdecydowana? – zapytała kawiarniana siostra.

– Pewnie. Wszystko przyszykowane i zorganizowane.

– Ufasz mu?

– Tak, z małą nutką niepewności, ale i na tę ewentualność jestem przygotowana.

– To świetnie. Napijesz się kawy?

– Chętnie. Pomoże mi precyzyjniej działać.

– To siadaj przy stoliku, może jakiś deserek, na przykład tiramisu?

– A daj, nie wiem kiedy będę znowu jadła.

Iza popijając kawę i powolutku smakując smakołyk wspominała dziecięcy zachwyt watą cukrową i krówkami ciągutkami.

Wysączyła ostatnią kroplę napoju, oblizała łyżeczkę, wytarła serwetką usta i wstała z krzesła. Bez słowa pocałowała siostrę w policzek. Wyszła z kawiarni zostawiając tam hulajnogę. Powoli wkładając na twarz maseczkę przeszła na drugą stronę ulicy i otworzyła drzwi do banku. Podeszła do stanowiska przy którym obsługiwał Karol, wyciągnęła z torby pistolet i strzeliła dwa razy.

Z gabinetu wyszedł Adam dyrektor. Zachwiał się w progu i krzyknął:

– Iza, co ty robisz?

Kobieta nie zwracając na niego uwagi spokojnie schowała pistolet do torebki i wyszła z banku. Wsiadła do czekającego na nią auta i odjechała.

Na lotnisku czekał na nią pracownik obsługi, przekazał bilet i klucz do skrytki bagażowej życząc udanego lotu.

Dyrektor wysłał sms-a do córki:

– Matka zabiła Karola.

A ona odpisała:

– Dobrze mu tak.

– Ale dlaczego?

– Bo był jej i moim kochankiem.

– A ja myślałem, że jest gejem.

– To też go interesowało. Zadzwoniłeś na policję?

– I do ojca Karola. Ten to da mi popalić.

– Przecież nie ty go zabiłeś!

– Ale moja żona.

– Pamiętaj, że rozwiedziona.   

– Myślisz, że oni to wezmą pod uwagę?

– Byli świadkowie?

– Tylko Baśka.

– Nie martw się na zapas. Pa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s