Drodzy Czytelnicy – pisanie to dla mnie jedna z form masowania szarych komórek, aby nie zanikły. Momentami jest to też dobra zabawa proszę więc nie oczekiwać zbyt wiele czyli traktować teksty z dystansem. Dziękuję.
Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Co drugą środę umieszczam tu recenzję książki lub opis prywatnych zdarzeń. Miłej lektury 🙂
*****************************************************
Ewa obudziła się wczesnym rankiem z poczuciem zagrożenia. Leżąc przypomniała sobie sen: jest w hotelowym pokoju, siedzi przy stole na którym jest dużo butelek z alkoholem, mnóstwo skrętów i rozsypany biały proszek. Stojący nad nią mężczyzna mówi:
– No, prędzej, wciągaj, musisz być w formie. Czekają na ciebie, za godzinę zaczyna się pokaz. Nikt tu się tobą nie będzie przejmował. Chciałaś być modelką to musisz się podporządkować. No, już! – potrząsnął nią.
– O, Boże – znowu ten sen – pomyślała. Jak to dobrze, że stamtąd uciekłam. I, że w umowie były niedociągnięcia dzięki którym mogłam to zrobić. Jednak przydał się kochanek prawnik. Na szczęście był żonaty i nie chciał się rozwodzić. Równie bogaty co nudny i denny w łóżku.
Powoli wstała i w łazience wzięła chłodny prysznic. Myjąc włosy przypomniała sobie, że trakcie tej niby kariery tak mało jadła, że zaczęła łysieć.
W salonie fryzjersko – kosmetycznym jej dzień pracy zaczął się od sprawdzania czystości lokalu i sprzętu oraz zapasu kosmetyków. Spisała co trzeba uzupełnić i zadzwoniła do dostawcy. Zajrzała do kalendarza gdzie zapisywano wizyty. W tym czasie przyszła fryzjerka i kosmetyczka.
Pierwszą klientką była bardzo wymalowana matka ze skromnie wyglądająca, wysoką córką nastolatką.
– Bo ja bym chciała, żeby Ola została modelką lub piosenkarką. Jest taka ładna i zdolna – donośnie oznajmiła siadając na fotelu. Fryzjerka zarzuciła na nią czerwony fartuch z logo zakładu – AnEw wpisane w serce.
– A gdyby połączyć te dwa zajęcia? Śpiewająca modelka to byłoby coś – powiedziała, trochę kpiąco, Ewa.
– Ma pani rację, to świetny pomysł! Chyba jeszcze nie było takiego pokazu mody ze śpiewającymi modelkami. I to nie fałszującymi.
– Do każdej sukienki inna piosenka – dodała fryzjerka.
– Najlepiej piosenka, a potem muzyka instrumentalna, tak na przemian – podsunęła kosmetyczka.
– Jakie panie są pomysłowe – zachwyciła się matka przyszłej gwiazdy. Poszukam agencji modelek i to zaproponuję.
– Koniecznie, ale proszę się liczyć z trudnościami, bo to bardzo awangardowa idea – Ewa próbowała trochę przystopować klientkę.
– O, nie! Ja się nie zatrzymam! Wszędzie pójdę, w kraju i za granicą. Córka zna angielski, ja niemiecki i rosyjski, na pewno się nam uda. To teraz poproszę o ścięcie i farbę a Oli tylko trzeba podciąć końcówki.
Ewa siedziała w swojej kanciapie przypominając sobie cenę jaką zapłaciła za spełnione marzenie, czyli bycie modelką. Molestowanie, dzielenie się dochodami, ciągłe poniżanie i obrażanie. Ale teraz nic nie powiedziała. Matka i córka raczej by jej nie uwierzyły.
Karol wstał o godzinie jedenastej rano, podrapał się po brzuchu i głowie i zanim zastanowił się czego ma dziś nie robić Felek miauknął ponaglająco.
– Wiem, wiem – ty jesteś panem a ja twoim sługą. Poczłapał niezdarnie, bo gips mu tego nie ułatwiał, do kuchni, umył miseczki, nalał świeżej wody i wycisnął zawartość saszetki.
– Co by tu, co by tu – zastanawiał się. Acha, prysznic. Wszedł za zasłonkę i uruchomił kran. Nie robił tego codziennie, więc docenił atrakcję.
Po wytarciu się i zarzuceniu czystej koszuli oraz założeniu gatek zauważył stertę brudnych ubrań leżącą obok pralki. Wsypał do niej niewielką ilość proszku i włożył spodenki, gatki, koszulki i ręczniki, dodał przepocone poszewkę oraz prześcieradło.
– Kręć się, kręć praleczko – strawersował piosenkę i przemieścił się, powolutku, do pokoju. Pani Anna się ucieszy, że ma mniej roboty – pomyślał.
Lekko podkręcił rolety okienne i szerzej otworzył skrzydło. Potem drzwi wejściowe, aby zrobić przewiew, zablokował je puszką po piwie i łańcuchem.
Usiadł i włączył komputer, w mailu znalazł propozycję dobrze płatnego zlecenia.
– A co mi tam, zarobię tych parę tysięcy, Baśka nie spieszy się z wypłaceniem mojej części spadku, skąpica jedna. Najpierw jednak kawa, bo bez kawy człowiek niemrawy, prawda kocie?
Usiadł przy komputerze i całkowicie zatracił się w pracy. Ocknął się wieczorem gdy poczuł, że ma pęcherz a kot drapie go w nogę.
– Dobrze, już dobrze. Przepraszam, że zapomniałem o tobie – pogłaskał pupila i skierował się do łazienki.
Tam wyjął z pralki rozwiesił pranie. W kuchni nakarmił Felka. Zajrzał do lodówki stwierdzając, że pani Jadwiga dobrze go zaopatrzyła. Wybrał kotlety mielone i włożył je do mikrofalówki. Wyłożył gotową surówkę na talerz obok ciepłych kotletów. Na deser przygotowano mu galaretkę z owocami.
– Bardzo dobry to był pomysł Baśki, ta kulinarna obsługa – pomyślał. Tylko ile mi za to odliczy od kwoty spadkowej, oto jest pytanie. I co będzie gdy już zdejmą mi gips? Pomyślę o tym jutro, a nawet później.
Anna wyrzucając śmieci zobaczyła, obok wiaty, reklamówki z ubraniami a w pojemniku na papier kilka książek. Zabrała je i zawiozła do sklepu dobroczynnego. Tam spotkała koleżankę z pracy, która zapytała o porabia.
– Bo na pewno, jak zwykle, jesteś bardzo czynna – stwierdziła.
– A wyobraź sobie, że opiekuję się sąsiadem, który ma nogę w gipsie i jego kotem.
– Tak codziennie i na pełen etat?
– Nie, raczej na ćwiartkę. Gosposia jego macochy dostarcza zakupy i gotowe jedzenie, ja jedynie odgrzewam obiad, podaję, zmywam, wyrzucam śmieci i raz w tygodniu sprzątam. A wczoraj wieczorem okazało się, że sam sobie poradził z obiadem i praniem. Dziś tylko pozmywałam i wyrzuciłam śmieci oraz trochę posprzątałam, bo straszny z niego bałaganiarz. Poza tym mam znajomych z którymi gramy w pokera.
– Na zapałki czy na pieniądze?
– Na pieniądze, które potem razem przejadamy i przepijamy, ha, ha, ha. Widzę, że dzisiaj to ja dużo mówiłam – stwierdziła Anna na koniec.
– Przecież dużo nie mówię – obruszyła się znajoma.
– Mówisz, mówisz.
– Zauważyłam, że po przejściu na emeryturę dopadła mnie starcza gadatliwość – samokrytycznie przyznała koleżanka.
– Ja się bardzo pilnuję, aby mnie nie dopadła.
– To się pilnuj – powiedziała znajoma.
– Ty też – pożegnała ją Anna wychodząc ze sklepu i oddychając z ulgą, bo pamiętała wizytę u rozmówczyni, podczas której ta wykończyła ją wielogodzinnym słowotokiem.
