Upalne miasto 10

Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Co drugą środę umieszczam tu recenzję książki lub opis prywatnych zdarzeń. Miłej lektury 🙂

***************************************************************

Anna lubiła sesje w osiedlowym salonie kosmetyczno – fryzjerskim, który sama prowadziła przez wiele lat a potem przekazała wnuczce. Ewa wzięła kredyt, przeprowadziła generalny remont, przeszła kursy fryzjersko – kosmetyczno – manicurowe, odnowiła sprzęt i już wychodziła na finansową prostą gdy przyszła pandemia. Kosmetyczce i fryzjerce płaciła pół najniższej krajowej, zadłużyła się u znajomych i już nie wiedziała co robić gdy w Internecie znalazła reklamę callgirl.

Zarejestrowała się na stronie i dzięki temu powoli wychodziła z długów.

– Niech wyrzuty sumienia mają ci, którzy obiecywali pomoc małym biznesom – pomyślała odpowiadając na pierwszy telefon. Zawsze zastrzegała sobie prawo rezygnacji gdy klient zacznie zachowywać się chamsko i przemocowo. Bo wbrew rechotom pewnego polityka prostytutkę też można zgwałcić.

W salonie na szczęście była dobra, systematycznie czyszczona klimatyzacja,  więc niektóre klientki w czasie upałów umawiały się na możliwie dużo zabiegów. Za drobną opłatą można tam było też wziąć prysznic a w służbowej pralko-suszarce zrobić pranie. Pod telefonem w swoim domu zawsze była seniorka lubiąca prasować i chętnie, odpłatnie, podejmująca się tego zadania, a także zaniesienia do magla  i dostarczenia do domu, potraktowanych gorącymi walcami,  rzeczy. 

Inna seniorka wykonywała drobne krawieckie prace, też dyżurując telefonicznie co w dobie komórek nie było trudne.

Parę razy zdarzyły się niby dowcipne telefony:

– Halo, czy to prasowaczka wszystkiego? Ja mam bardzo głęęęębokie zmarszczki – to przyjdę i pani mi je wyprasuje. Ale żeby nie było za drogo, bo muszęęęę mieć na piwo i papierosy.

– Niestety, nie mam lasera a żelazko tylko panią oparzy.

– Szkooooda, a już się cieszyłam.

– Halo, czy to pani coś tam szyje? Bo ja mam brudną szyję i pani w szkole na mnie krzyczy. Pomoże mi pani?

– Zastosuj ciepłą wodę i mydło. Szyć nie trzeba.

– Halo, mówi Kowalski, rozpada nam się małżeństwo, czy może je pani zszyć lub chociaż zacerować?

– Najwyżej mogę zastosować zamek błyskawiczny, guziki i dziurki, hetkę z pętelką lub troczki.

– A co będzie najtaniej?

– Proszę zapytać żonę, bo musicie oboje się zdecydować na tę samą metodę.

– A to dziękuję, zapytam.

– Proszę bardzo. Powodzenia.

Wszystkie panie bardzo sobie chwaliły te, powiązane ze sobą, usługi z których korzystali mieszkańcy co najmniej trzech sąsiadujących ze sobą, osiedli.

Anna namówiła wnuczkę na zorganizowanie, raz w miesiącu, czegoś w rodzaju wyprzedaży garażowej, właśnie szukały odpowiedniego lokalu, blisko salonu położonego. Pozostawione rzeczy oddawałyby do sklepu dobroczynnego.

Wieczorem obie panie wracały razem do domu. Przed domem Ewa wypakowała z auta torby z zakupami.

– Babciu, zjemy razem kolację? – spytała.

– Oczywiście, kochanie. Ale najpierw wezmę chłodny prysznic, bo  jestem spocona.

– Dobrze, ale zakupy zostawię u ciebie.

Kolacja była lekka, każda jadła co lubiła najbardziej, połączył je deser w postaci galaretki z czereśniami.

– Powiedz babciu, dlaczego właściwie się rozwiodłaś? Przecież kochałaś dziadka.

– Najpierw kochałam, potem się przyzwyczaiłam no i dopadł wszystkich  stan wojenny. Wcześniej działałam w „Solidarności”, dziadek nie był zadowolony a  po 13-tym grudnia okazało się, że był nie tylko personalnym ale i SB-kiem.

– Żartujesz?!!! Nic nie wiedziałaś, nie podejrzewałaś?

– Wyobraź sobie, że nie! Jak się sprawa wysypała zrobiłam mu awanturę to na mnie nakablował. Zabrali mnie z domu w wolną sobotę rano i zawieźli na przesłuchanie. Pytali i pytali, a jeden z SB-ków zapisywał to na maszynie. Tak powoli, że zaproponowałam pomoc, bo kiedyś skoczyłam kurs pisania na maszynie.

– Skorzystał?

– Wyobraź sobie, że nie. Po kilku godzinach powiedział, że za fałszywe zeznania dostanę pięć lat więzienia i będę siedzieć ze złodziejkami i morderczyniami.

– Przestraszyłaś się?

– Pewnie, że tak. Ale w nocy, w celi aresztu doszłam do wniosku, że najwyżej będę prowadzić więzienną bibliotekę. I to był przełomowy moment. W poniedziałek znowu przez wiele godzin mnie przesłuchiwali a na koniec wkurzony tym, że nie spełniam jego oczekiwań, Sb-ek powiedział mi największy komplement jaki w życiu usłyszałam, ewidentnie chcąc mnie obrazić:  „nie rozumiem kto panią wybrał przewodniczącą „Solidarności”, albo pani jest taka głupia albo tak dobrze udaje”. No i  w nagrodę wylądowałam w Ośrodku dla Kobiet Internowanych w Gołdapi.

– A gdzie to jest? I dlaczego nic o tym nie wiem?

– Nie chciałam cię obciążać tymi wspomnieniami. A Gołdap to miejscowość na północnym wschodzie Polski. Wtedy blisko granicy z Ruskimi.

– I gdzie was ulokowali?

– W domu wczasowym dla pracowników radia i telewizji, cztery kilometry za miejscowością. I wylądowała tam, między innymi, dziennikarka telewizyjna Ewa Komorowska, która wcześniej była tam na wczasach.

– Ładne rzeczy! Ile tam was było?

– Od 6 stycznia 1982 roku do 24 lipca przewinęło się 392 kobiety. Jedne były krócej, inne dłużej, ja niecałe trzy miesiące. Najwięcej z Dolnego Śląska, w tym z Wrocławia. Budynku pilnowali młodzi poborowi żołnierze z bronią i  psami. Powiedziano im, że kobiety to morderczynie, złodziejki i prostytutki.

– A jak było w środku?

– Normalny dom wczasowy, zbudowany w lesie  na 2 poniemieckich bunkrach. Tyle, że pokoje zostały zagęszczone, w większości z dwójek do czwórek. Przy każdym pokoju była łazienka. Siedziałam w trzech różnych pokojach. Najpierw na parterze, który po miesiącu zajęli pracownicy służby więziennej – kobiety i faceci. Przeniesiono nas na pierwsze i drugie piętro. Przez następny miesiąc mieszkałam z toruniankami, a ostatnio z dwoma wrocławiankami.

– I jak ci tam było?

– Jak to w więzieniu ale takim trochę lepszym. Gdy trzeba było zawożono nas do lekarza a potem zainstalowano dentystę na miejscu bo wyjazdy były okazją do niepożądanych kontaktów z tubylcami.

– A jak się zachowywali funkcjonariusze?

– Kobiety to chyba były więzienne psycholożki lub pedagożki, które narzekały, że internowane nie chcą z nimi współpracować. Pewnie przyzwyczajone, że więźniarki były do tego bardzo chętne. A my, przynajmniej zdecydowana większość, jakoś nie.

– Oj, niewdzięczne wy baby, niewdzięczne.

– Sytuacja i internowane były nietypowe. Mnie wcześniej wywalili z pracy więc nie wiedziałam czy dostanę, po powrocie, jakąkolwiek. Tak więc gdy pod koniec trzeciego miesiąca pobytu przyjechali wrocławscy esbecy i zapytali co by było gdyby mnie zwolnili to odpowiedziałam: teraz? Gdy minęły trzy miesiące wypowiedzenia i nie wiem czy gdzieś mnie zatrudnią? Teraz to ja mogę siedzieć.

– Potulna to ty nie byłaś, ha, ha, ha.

– Jakoś nie. Poza tym tam w ośrodku takie były nastroje, że załamywały się tylko osoby psychicznie osłabione przez młody wiek, czyli brak doświadczenia, ciepły dom rodzinny,  czy sytuację rodzinną.

A teraz w tym budynku jest sanatorium, którego właścicielem jest były esbek, taki chichot historii.

Więcej:

https://encysol.pl/es/encyklopedia/hasla-rzeczowe/14087,Osrodek-Odosobnienia-dla-Internowanych-Kobiet-w-Goldapi.html#

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s