Upalne miasto 12

Drodzy Czytelnicy – pisanie to dla mnie jedna z form masowania szarych komórek, aby nie zanikły. Momentami jest to też dobra zabawa proszę więc nie oczekiwać zbyt wiele czyli traktować teksty z dystansem. Dziękuję.

Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Co drugą środę umieszczam tu recenzję książki lub opis prywatnych zdarzeń. Miłej lektury 🙂

***************************************************************

 „Gdy słońce było bogiem” – Anna przypomniała sobie tytuł książki. Ale czy musi być tak okrutne?

I położyła się spać odziana w koszulkę nocną z cieniutkiej tkaniny. Okno było zasłonięte roletą i uchylone. Aż tu nagle obudził ją dziwny hałas. Wstała więc, zapaliła nocną lampkę i spojrzała na budzik – była trzecia w nocy.

Podeszła do okna i odsunęła roletę spod której coś wyfrunęło, coś jakby ptak a raczej mały czarny stwór. Może obcy? I to coś zaczęło krążyć, pod sufitem,  po całym, dość małym, pokoju. W końcu osiadło na  górze regału z książkami. Anna wzięła drabinkę z przedpokoju i płaską szczotkę na długim kiju z szafki tamże położonej. Rozstawiła drabinkę pod regałem i szczotką wypędzała stwora. Który odpowiedział ponownym, kilkakrotnym kołowaniem. Seniorka głosem i szczotką zachęcała go, aby obrał kierunek otwarte okno. Nadaremnie. Stwór osiadł na górze regału po drugiej stronie pokoju. Co było robić – drabinka zmieniła położenie, szczotka w dłoń i ponowna akcja wypędzania. Nie ze stworem te numery. Odbył kilkakrotnie ulubioną rundę pod sufitem i ponownie wylądował na regale z książkami.

– O żesz ty w skrzydła kopany – pomyślała seniorka i przestawiła drabinkę. Tym razem uzbroiła się nie tylko w broń wypędzającą w postaci szczotki ale i w tkaninę do machania i wylotu zachęcania. Nic to nie pomogło. Nadal odbywał się cykl: fruwanie i na jednym z regałów osiadanie. Kobieta spróbowała nakryć stwora tkaniną gdy był na bezksiążkowej szafie  ale bez skutku, bo odleciał. Za którymś razem stworzenie schowało się za regałem z książkami gdzie nie było dostępu szczotkowo – szmatowego.

– K…. ile tak można, a siedź sobie tam, tylko spokojnie – pomyślała Anna robiąc krok w bok co spowodowało upadek drabiny na owalny stolik  z tysiącem i jednym podręcznych drobiazgów. Rozległ się huk a drobiazgi (nożyczki, pędzelki, długopisy, lekarstwa, książki, notes, komórka, aparat fotograficzny, karteczki na notatki, kalendarz, maść na oparzenie, krem do rąk i miseczka ze słonecznikiem) rozprysły się na dywanie.

– Jasne, tego mi jeszcze było trzeba do pełnego szczęścia porą nocną – pomyślała kobieta zestresowana do imentu i upocona wszędzie.

Stwór ciągle dawał o sobie znać skrobiąc i chrobocząc.

W wyniku energicznego zaglądania za roletę złamał się mocujący element i zepsuł kołowrotek. Płachta zwisała i nadziei na ochronienie przed żar –  bogiem nie dawała.

– Co robić i jak żyć? – to fundamentalne pytanie zadała sobie seniorka wkurzona brakiem sukcesu w pozbywaniu się nieproszonego i skrobiącego tył regału, gościa. Nie zasnę ze świadomością, że to coś w każdej chwili może mi siąść na twarzy lub coś gorszego zrobić.

Stworzeniu nagle się znudziło miejsce pobytu i sfrunęło na parapet za zasłonę a potem na oparcie fotela. Anna nakryła go szmatą, mocno schwyciła i za okno wyrzuciła. Ufff…

Ale przestraszona, że nietoperz może być powracającym natrętem musiała zamknąć okno.  Co nie pomogło w ochłodzeniu nagrzanego mieszkania.

Akcja trwała godzinę, bez zbierania drobiazgów – zrobiła to rano. Stres długo nie pozwalał jej zasnąć.

Przed zaśnięciem pomyślała:

– Widocznie upał każdemu stworzeniu, nawet najmniejszemu, miesza w głowie. Choć naszym politykom niezależnie od pogody, czy to słońce, czy  deszcz oni plotą jak Piekarski na mękach.

Planowała pójść do Ogrodu Botanicznego na spotkanie „Zioła nie tylko dla seniora” ale nie była w stanie. Musiała odespać i odtajać, bo przez cały następny dzień bolała ją głowa. Jest powiedzenie: „Powiedz jakie masz plany a usłyszysz śmiech Pana Boga” a raczej diabła.

– No to teraz czeka mnie wymiana rolet – pomyślała i Internet  tym celu zatrudniła. Okazało się, że firm wiele ale każda oczekuje dużego zamówienia a nie jednookiennego zawracania głowy. A jeśli już to koszt zbliża się niepokojąco  stronę tysiąca złotych.

– Nie mam zdrowia do bezwzględnie widzialnej ręki rynku – pomyślała. Jak się wkurzę to zasłonię okno kocem.

Opowiedziała Ewie swe nocne awantury i wybryki. Ta najpierw się roześmiała a potem skonstatowała:

– Lubisz oglądać horrory to miałaś wizytę Batmana.

– Dziękuję uprzejmie, nie zapraszałam go, szczególnie trzecia w nocy mi nie pasuje. A nie mógł najpierw telefonicznie, w dzień, się zapowiedzieć, jak przystało na dżentelmena?

– Obawiam się, że te latające ssaki nie mają telefonów. Poczekaj sprawdzę u wujka G informacje o nich. O, widzisz – prowadzą nocny tryb życia więc nic dziwnego, że był w trasie. I potrafią latać 55 kilometrów na godzinę.

– No, jak tak kołował pod sufitem to pewnie tyle było. Chyba mu odbiło, żeby tak wlecieć i nie chcieć wylecieć. GPS w postaci echolokacji mu nawalił.

– Ale w końcu chyba zrozumiał, że zabłądził, bo właściwie ci się podłożył.

– Na to wygląda. Ale trwało to i kosztowało mnie godzinę strachu i wysiłku.

– Czytam, że niektóre z nich to upiorowate i wampiry.

–  Brrr, przestaję oglądać horrory.

– A nauka zajmująca się twoim gościem i jego pobratymcami to chiropterologia.

– Chyba wolę jednak chiromancję – zażartowała seniorka.

Następnego dnia żar-bóg trochę odpuścił więc Barbara zadzwoniła do pasierba:

– Już za tydzień będzie wycena domu. To mniej więcej za dwa dostaniesz kasę. A czy ty w ogóle masz konto w banku?

– Jasne, że mam. Za kogo ty mnie masz?

– Za lenia, naciągacza i flejtucha – usłyszał.

– Dziękuję bardzo, powiedzieć co ja o tobie myślę?

– Nie trzeba. Dzwonię, bo jadę na cmentarz uprzątnąć grób. Podjadę po ciebie to mi pomożesz.

– A co tam kamienie trzeba dźwigać, czy co, że ci pomoc potrzebna?

– Ty żałosny obiboku! Ty…

– Dobra, dobra, przyjeżdżaj.

Cmentarz to był nieduży, dość zadbany, nawet ostatnio postawiono wiatę na kilka śmieciowych pojemników.

Niezaprzyjaźniona dwójka pozbierała i zapakowała do worków zwiędłe kwiaty, wypalone znicze i nieudane dekoracje. Zostawili tylko jeden znicz świecący na baterie, ten najmniej kiczowaty.

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s