To już 23-cia część mojej współczesnej blogowej powieści, z akcją na wrocławskim Ołbinie, opowiadającej o seniorach, ich przyjaźni, wzajemnej pomocy, radzeniu sobie w trudnych czasach, trochę o ekologii, przewija się tu także kot Daruś jako felinoterapia.
Pod każdym odcinkiem umieszczam datę jego napisania bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie części można znaleźć przewijając stronę.
****************************************************************************************
Szaleństwo malowania mieszkania Heleny zaczęło się od propozycji nie do odrzucenia. Edek, Wacek i Aldona przyszli do seniorki, usiedli i Wacek powiedział:
– Malowanie pani mieszkania razem ze sprzątaniem potrwa dwa dni. Może pan przeniesie się do mnie na dwie noce a ja tu będę spał. Proszę zabrać potrzebne rzeczy.
– Ale… – zaczęła starsza pani.
– Żadne ale. Tak będzie wygodniej i nam, i pani.
– Może macie rację… – zawahała się.
– Mamy, mamy i się nie poddamy – powiedział Edek. Aldona tylko potakująco kiwnęła głową.
– Dobrze, to kiedy zaczynacie?
– Najlepiej proszę już zabrać co trzeba, pomożemy zanieść to do mnie. Ja się tu przeniosę i rano zaczniemy pracę.
– Zaskoczyliście mnie. Sama nie wiem co mam wziąć.
– Spokojnie proszę pomyśleć. My sobie pójdziemy, pani zapakuje co trzeba a potem do mnie zadzwoni, dobrze? – zaproponował Wacek.
– Dobrze, synku. To ja sobie spiszę najpierw na kartce.
– A torbę jakąś pani ma czy może przynieść?
– Mam, mam.
Goście wyszli a Helena usiadła przy stole, wzięła kartkę, długopis i zaczęła pisać: piżama, pościel, 2 ręczniki, mydło, szczoteczka i pasta do zębów, książka, telefon, kapcie, podomka, bielizna osobista, leki.
– Zupełnie jakbym szła do szpitala – pomyślała.
Wyciągnęła torbę turystyczną i zaczęła pakować.
– Powinnam chyba wziąć jedzenie z lodówki, przecież nie będę go objadać – pomyślała.
Wyciągnęła chleb, masło, ser, wędlinę, kawałki kurczaka, pomidory, ogórki , paprykę i cukinię, z półki kuchennej zdjęła olej, przyprawy i herbatę.
– Acha, jeszcze landrynki na osłodę.
Zadzwoniła do Wacka. Przeprowadzka obojga przeszła szybko i bezboleśnie.
Wcześniej zakupione farby i pędzle stały w mieszkaniu Wacka, więc spakował je wraz z rzeczami osobistymi. Przedtem pokazał nowej lokatorce gdzie może się rozgościć i korzystać ze sprzętów.
– To może zjemy kolację i potem pójdę do pani – zaproponował gospodarz.
– O, to świetnie. Lubię jeść w miłym towarzystwie. Podzielę się z tobą tym co przyniosłam. Ty weź swoje zapasy, też musisz coś jeść przez te dwa dni.
– Zawsze mogę coś dokupić.
– Szkoda pieniędzy jeśli masz jedzenie w domu. Nie powinno się nic zmarnować.
– No tak, ekologia – stwierdził Wacek.
– I oszczędzanie – dodała Helena.
Zjedli kolację i rozstali się. Helena włączyła radio na muzyczną stację, usiadła w wygodnym fotelu i wzięła książkę.
Rano wstając już nie pamiętała co się jej śniło.
Przez dwa dni nie zaglądała do swojego mieszkania. Uznała, że należy się jej jakaś atrakcja i poszła do Ogrodu Botanicznego. Najpierw skierowała się w stronę stawu. Tam przysiadła na ławce podziwiając różnokolorowość i wielokształtność roślin.
– Ludzie też są różni ale się kłócą, awanturują, narzucają innym swoje poglądy. A rośliny rosną spokojnie obok siebie choć nie są jednakowe. No i i nie wywołują wojen. Wśród zwierząt nie bywa już tak łagodnie. Przypomniała sobie wierszyk „Idylla maleńka taka” Mikołaja Biernackiego – Rodocia
Idylla maleńka taka:
Wróbel połyka robaka,
Wróbla kot dusi niecnota,
Pies chętnie rozdziera kota,
Psa wilk z lubością pożera,
Wilka zadławia pantera.
Panterę lew rwie na ćwierci,
Lwa – człowiek; a sam, po śmierci
Staje się łupem robaka.
Idylla maleńka taka.
Pospacerowała po ogrodzie wdychając zapachy, ciesząc się spokojem, zapachami i śpiewem ptaków.
Po drodze wstąpiła do sklepu dobroczynnego, aby zobaczyć jak wygląda po remoncie. Do domu wróciła dotleniona i trochę głodna. A tam już czekała na nią Aldona.
Napisane 15.07.2020 r.



