Wirus dobrej akcji (cz. 54)

Tak jak obiecałam, w każdą sobotę i środę ukazuje się tu kolejny odcinek tej powieści pandemiczno – optymistycznej. Pod każdym wpisem podaję datę napisania, bo umieszczam aktualne wydarzenia. Miłej lektury 🙂

*************************************************************************

Będąc kobietą po przejściach i z przeszłością Helena nie powinna się niczemu dziwić ale nieustannie rzeczywistość ją zaskakiwała. I to negatywnie. Ustawę o całkowitym zakazie aborcji zaklepano i kobiety z ustalonym terminem usunięcia bardzo uszkodzonych płodów są skazane na zagrożenie życia i psychiki.

– Ale kogo to obchodzi – pomyślała seniorka. Przecież władzy chodzi tylko o to, aby kobiety zapędzić w koszmarny róg cierpienia.

W trakcie ulicznego protestu zatrzymano pisarkę Klementynę Suchanow, którą wywieziono do Mińska Mazowieckiego. Marta Lempart i inni dostali gazem po oczach.

Gretkowska napisała na facebooku:

„Wypadliśmy z kręgu kulturowego Zachodu. Jesteśmy na taśmie produkcyjnej barbarzyństwa, ciągnącego się od Rosji przez Białoruś do Polski. U nas oprócz gazowania, bicia i nękania demonstrantów stosuje się jeszcze torturę zbiorowej, prymitywnej katechezy.

Każde łamanie prawa jest już prawomocne, a kłamstwo prawdziwe.

Przyzwoity naród powinien się wstydzić swoich przywódców.”

– Ile melisy muszę wypić, aby się uspokoić? – Helena zadała sobie retoryczne pytanie, bo wiadomo, ze oceanu by nie wystarczyło.

W niedzielę zadzwoniła do swojej gromadki: Wacka, Edka z Aldoną i Kasi.

– Chodźmy na spacer i przy okazji wrzućmy datki do puszek Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy – zaproponowała. Spotkajmy się za pół godziny na skrzyżowaniu Sienkiewicza z Wyszyńskiego, bliżej muralu z kotami.

Wszyscy, oprócz Adasia, byli w maseczkach, choć Helena przyszykowała, na wszelki wypadek,  jednorazówki z ręczników papierowych.

Przeszli przez Sienkiewicza i szli wzdłuż Ogrodu Botanicznego, potem skręcili w ulicę Hlonda, aby znaleźć się na Ostrowie Tumskim. Posypane śniegiem Katedra, kościół p.w. św. Krzyża, pomnik św. Jana Nepomucena i odnowiony Most Tumski wyglądały zarówno pięknie jak i  trochę nierealnie. Zeszli na bulwar Włostowica podziwiając widok przez Odrę na Most Grunwaldzki.

– A wiecie, że kilka lat temu wymyślono hasło „Wrocławiowi dobrze przy Odrze”? – dydaktycznie odezwał się Wacek.

– No w 1997 roku to nie było za dobrze – przypomniała Helena.

– Przyroda się buntuje gdy ludzkość wariuje – zarymowała Kasia.

– Zwariowała przyroda i wylała woda – dodała Aldona.

– Zniszczyła co mogła taka była niedobra – dodał Edek.

– Ależ jesteśmy dzisiaj twórczy – zaśmiała się seniorka.

– Bo nie chcemy rozmawiać o polityce – podsumował Wacek .

Adaś pobiegł na zaśnieżony trawnik i zanim ktoś go zatrzymał położył się i zaczął robić orła.

– Adaś, wstawaj, przeziębisz się – Kasia podbiegła do synka, który wstając zawołał:

– Patrzcie jaki fajny! Ulepmy bałwana, proszę.

Wszyscy popatrzyli na siebie i bez słowa przeszli na trawnik.

– Pani Helena zostaje na czujce – zarządził Wacek. Proszę patrzeć na prawo i na lewo czy ktoś nie idzie.

Bałwan powstał piękny choć bez marchewkowego nosa. W koszu na śmieci za to znaleziono zakrętki z plastikowych butelek, które stały się oczami i nosem, a gałęzie leżące pod drzewem i krzewami rękoma.

– To teraz zrobię wam zdjęcie – powiedziała starsza pani. Dajcie smartfona.

–  Teraz pani z nami – zawołał Edek. Wacek ty je zrób.

Słońce łaskawie patrzyło na wesołą, międzypokoleniową grupkę oświetlając ludzi, przyrodę i bałwana. Śnieżny orzeł chciał się zerwać do lotu ale zabrakło mu siły. Narodowy zapewne chętnie by się z kraju urwał.

Szczęśliwa grupka przeszła obok Hali Targowej, przez Nowy Targ do Rynku gdzie spotkali wolontariuszy WOŚP. Każdy wrzucił odliczoną wcześniej kwotę i został oklejony serduszkiem.

– To jeszcze jedno zdjęcie sobie zróbmy – zaproponował Edek.

– Pod pomnikiem hrabiego Fredry – sugerując to Aldona poprowadziła w wybranym kierunku.

– Do zdjęcia odlicz – krzyknął Wacek.

– A tobie co? Wojsko się przypomniało? Kapralem byłeś? – zaśmiał się Edek.

– A żebyś wiedział, byłem.

– Ale to już było i nie wróci więcej – zacytowała Kasia piosenkę.

– Dość gadania, bierzcie się do fotografowania – zarządziła Helena rozcierając zziębnięty nos.

– Jasne, wy stańcie pod pomnikiem, a potem ja się zamienię z Edkiem – zdecydował Wacek.

– Fredro pisał komedie a wiecie, że satyra jest humorem, który stracił cierpliwość – popisała się powiedzeniem gdzieś przeczytanym Aldona.

– Nasze kobiety stać na satyrę co widać w niektórych napisach na protestowych planszach.

– Ale „Krytyka może być pożyteczna jeśli zmusi do myślenia” – dodała Helena.

– Nasza władza myśli tylko jak spacyfikować obywateli i nachapać się pieniędzy – westchnął Wacek.

Zadowolona grupka przeszła na przystanek pod Kameleonem. Tam mogli  wsiąść do tramwaju numer 6 i dojechać do placu Bema, aby podjechać tramwajem nr 9 lub 17 albo autobusem 128 do domu. Inna wersja komunikacyjna to tramwaj nr 7 do Drobnera i przesiadka na autobus 128.

Dotarli zmęczeni lecz zadowoleni do domu Kasi gdzie już wcześniej wszystko było przygotowane do obiadu. W piekarniku czekała indycza pierś faszerowana zielem angielskim, pieprzem czarnym  i jałowcem, obsypana pieprzem ziołowym, w garnku zupa ogórkowa, w lodówce sałatka z buraków, kapusty pekińskiej, jabłka i kukurydzy oraz deser z różnych owoców polanych sokiem z malin i przybranych owocami z konfitury i rodzynkami.

Szczęście jest wtedy, kiedy wszyscy ci zazdroszczą a zaszkodzić nie mogą.

Napisane 31.01.2021 r.

Wirus śnieżny (cz. 53)

Napisałam już 69 odcinków, więc postanowiłam przyspieszyć dodawanie ich na blog, czyli zaglądajcie w soboty i środy po południu. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam aktualne wydarzenia. Miłej lektury 🙂

*****************************************************************************

Zadzwonił Edek do Wacka:

– Słyszałeś, że podsłuchano działaczy PIS z Wałbrzycha i rozwiązano tam struktury partii?

– Mam nadzieję, że doczekamy upadku tej mafii w całej Polsce. I że posadzą na długie lata złodziei mienia publicznego i łamaczy konstytucji.

– Co daj Boże, amen – powiedział dzwoniący odkładając komórkę.

– Wy ciągle o polityce, a właśnie podano, że piętnastoletni chłopak zabił trzynastolatkę, bo była z nim w ciąży – powiedziała Aldona.

– I co? Dostanie dożywocie?

– A nie! Bo w chwili popełnienia przestępstwa jeszcze nie miał piętnastu lat.

– No i mamy skutki braku edukacji, dostępu do antykoncepcji i zakazu aborcji.

– W dodatku podobno on planował to zabójstwo.

– To straszne.

– Miau – potwierdził kot Darek.

– A Rzecznikiem Praw Obywatelskich został członek PiS choć konstytucja wyraźnie mówi: „Rzecznik Praw Obywatelskich nie może należeć do partii politycznej, związku zawodowego ani prowadzić działalności publicznej niedającej się pogodzić z godnością jego urzędu”.

– No to super. Kolejny koleś. Ale tego można się było spodziewać.

– No i Suskiemu włamano się na instagramowe konto gdzie znaleziono nagie zdjęcia wiceprzewodniczącej Rady Miejskiej w Mogilnie. Ona twierdzi, że to nie jej zdjęcia, bo nigdy sobie takich nie robiła. No i nie zna Suskiego.

– Jest taka zasada, że jak ktoś złapie złodzieja na gorącym uczynku powinien mówić, że to nie jego ręka.

– Czyli iść w zaparte.

– Właśnie. A właściwi diabli wiedzą jak to było naprawdę.

– Zmieniając temat – jutro jest Dzień Dziadka, myślisz, że Wacek i jego rodzina będą świętować?

– Pojęcia nie mam. Może sam opowie czy nawet się pochwali.

– Mi się już się pochwaliła znajoma zajęciami jakie prowadziła z przedszkolakami. Robili babcię i dziadka z płyt CD i płatków kosmetycznych. Zabawnie to wyszło – powiedziała Aldona.

– I to jest dobra wiadomość – westchnął Edek zdejmując kota z kolan. Pójdę do Wacka, zapytam czy coś sprzedał ze znalezionych przez mnie rzeczy.

– Idź, idź – kasa się przyda.

Wacek bardzo ucieszył się na widok kumpla. Wyciągnął puszkę piwa, rozlał zawartość do dwóch kufelków i dał Edkowi stówę.

– To dla was, ja zostawiłem sobie 50 złotych.

– O jak to dobrze, bo Aldona mówiła, że kupić może tylko kapustę bo kieszenie puste.

– A teraz możecie dokupić jakieś mięsko. I zrobić bigos.

– To opowiedz co ciekawego wyczytałeś w Internecie.

– Wolałbym przekazać dobre wiadomości ale wiesz – prezydent w rozmowie z redaktorem TVN udowodnił, że jest infantylny i ślepo wykonujący polecenia prezesa.

– Czy on sobie nie zdaje sprawy, że się kompromituje i  ośmiesza?

– Nie, on z tych co to: jestem świetny i co mi zrobicie?

– Żona też się nie popisuje.

– Pisuje, pisuje, siedzi cicho, a to wszystko dla kasy i leczenia kompleksów.

– A jakie ona ma kompleksy?

– Nie wiem, może kompleks ojca Juliana Kornhausera, który jest profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, poetą, prozaikiem, tłumaczem. W stanie wojennym był internowany … dziesięć dni.

– To się nie nasiedział. A w dodatku nie wiadomo jakim był ojcem.

– W wikipedii tego nie napisano.

– I nie napiszą.

– Pamiętasz może film ”Młode wilki”? – spytał Wacek.

– A tak piąte przez dziesiąte. Dlaczego pytasz?

– Bo jeden z młodych wykonawców mieszkał jakiś czas w Niemczech gdzie obrabował pocztę i dokonał drobnych kradzieży. A teraz pewien autor w swojej książce sugeruje, że molestował uczestniczki w czasie wyborów Miss Generation. Sam się przyznał, że za 2000 marek przyprowadzono mu 12-letnią Tajkę. Co z nią robił nie opisał.

– Idiota to jakiś jest?

– Tak, to nowy gwiazdor telewizji publicznej.

– To sobie kandydata na idola wybrali.

– Nikt mądry i porządny nie chce tam pracować to zatrudniają miernych ale wiernych, czyli posłusznych.

– Pewnie dobrze płacą.

– Mają z czego, dotacje zamiast na służbę zdrowia idą na to medium ogłupiające naród.

– Myślenie niektórych bardzo boli.

– I nie ma na to lekarstwa – podsumował Wacek wysączając ostatnią kroplę piwa.

„W każdym z nas śpi geniusz, a czuwa idiota”.

Napisane 20.01. – 23.01.2020 r.

Wirus przedsiębiorczy (cz. 52)

Mam już napisanych 69 odcinków „Wirusa” dlatego postanowiłam przyspieszyć i dawać je, przez jakiś czas, zarówno w środy jak i w soboty. Pod każdym jest podana data powstania tekstu, bo umieszczam aktualne wydarzenia. Miłej lektury 🙂

************************************************************************************

Wacek pokrzepiony na duchu i brzuchu zadzwonił do córki wpraszając się bez ogródek a  nawet działki.

– Ależ tato, przecież wiesz, że zawsze jesteś u nas mile widziany. Przychodź.

Przeszedł przez Park im. Stanisława Tołpy zasypany na biało. „przypomniała mu się piosenka z „Kabaretu Starszych Panów”

Na całej połaci-śnieg.
W przeróżnej postaci-śnieg.
Na siostry i braci
Zimowy plakacik-śnieg… śnieg.

Na naszą równinę-śnieg.
Na każdą mieścinę-śnieg.
Na tłoczek przed kinem
Na ładną dziewczynę-śnieg… śnieg.

Na pociąg do Jasła
Na wzmiankę, że zgasła
Na napis: brak masła,
Na starte dwa hasła,
Na flaszki od wódki,
Na tego te skutki…
Na puste ogródki,
Na dzionek za krótki…

Idąc nucił ją sobie pod nosem ostrożnie niosąc szczelnie zapakowane naleśniki od Heleny.

– To się Adaś ucieszy – pomyślał.

Otrzepując buty przed bramą nacisnął dzwonek domofonu.

– Dlaczego dzwonisz, przecież masz klucz – powitała go Kasia.

– A, nie wziąłem go z domu – wyjaśnił. Masz tu naleśniki i zjedzcie póki ciepłe – powiedział zdejmując buty i  kurtkę. Ja tylko umyję ręce i zmienię maseczkę.

– Dziaaadek – krzyknął Adaś wieszając się Wackowi na szyi gdy ten nachylił się do niego.

– Przyniosłem coś pysznego, idź do mamy, ja muszę do łazienki.

Po chwili przysiadł się do jedzących i z rozkoszy aż mlaskających.

Adaś po jedzeniu grzecznie podziękował i zapytał:

– Dziadku, przyjdziesz do mnie, pobawić się?

– Jasne, że przyjdę – powiedział Wacek przytulając malca. Tylko najpierw porozmawiam z mamą.

– Jak sobie radzicie Kasiu? – zapytał. Płacą ci chociaż regularnie?

– Prawie regularnie choć kokosy to nie są – westchnęła. Ale i tak się cieszę, że nie mam jakiegoś biznesu, bo z tymi zarządzeniami można zwariować. Sklepy działają a hotele, siłownie, schroniska nie. Gdzie tu sens, gdzie logika?

– Niektórzy na zasadzie „Polak potrafi” dają ogłoszenia, że szukają pięćdziesięciu osób do odśnieżania parkingu,  obok hotelu, oczywiście. Zapewniają nocleg. Albo, że wynajmą schowki na narty, a to są normalne pokoje. We Wrocławiu parę restauracji wzięło się na sposób i wynajmują miejsce do pracy, godzina kosztuje 25,- zł,  w tym jest kawa lub herbata i ciasto.

– Ale to wszystko nie jest normalne – westchnęła Kasia.

– A czy zgłosiłaś  już chęć zaszczepienia się przez stronę szczepimysie.pacjent.gov.pl?

– Jeszcze nie a na pewno to zrobię.

– Helena zadzwoniła do Informacji Pacjenta, najpierw powiedziano, że jest piętnasta w kolejce do konsultanta, potem, że siódma, czwarta a na koniec, że jest pięćdziesiąt połączeń i że oddzwonią. No i czeka.

– Żeby nie była jak  ten Jasio co to nie doczekał.

– Oby. Ja się już zgłosiłem i czekam na mail potwierdzający.

– Dobrze, ze pani Helena nie stanęła w kolejce do przychodni, aby zapisać się na szczepienia jak wielu seniorów. I po co to zrobili?

– Pewnie w TVP powiedzieli, że trzeba, albo, że kto pierwszy ten lepszy, że zabraknie szczepionek i tak dalej.

– Pewnie wielu z nich się przeziębiło i ciężko zachorują. To też będą ofiary wirusa, ale wirusa władzy i jej narzędzia czyli mediów – ze smutkiem powiedziała Kasia z kuchni nastawiając czajnik z wodą na palnik kuchenki gazowej.

 – A propos zimna to jest moda na morsowanie, czyli w zimie w przerębli się taplanie. W niedzielę 46-mężczyzna próbował przepłynąć pod lodem w Jeziorze Urszulewskiem koło Rypina, nie dał rady, po dwóch godzinach go wydobyto i mimo reanimacji zmarł. Grupa z którą tam był uciekła, dopiero żona stojąca na brzegu zawiadomiła służby ratunkowe, że nie wypływa. Od tego zimna pewnie szare komórki zanikają bo niektórzy teraz morsują chodząc w góry tylko w sportowych butach i szortach. Pięcioro takich mądrych inaczej, przy czternastostopniowym mrozie postanowiło zdobyć szczyt. Kobietę z tej grupy GOPR ratował na Babiej Górze. A mors po łacinie to śmieć.

– I co, przeżyła?

– Tak, ale ma odmrożone ręce i nogi.

– Boże daj jej zdrowie, bo na rozum już za późno.

– Tak samo jak naszemu narodowemu słoneczku, który w czasie, transmitowanej prze telewizję publiczną, mszy za duszę matki mówił o aferze Amber Gold.

– Swoich afer nie mają? O nich ani słowa?

– Żartujesz? Wszystko co oni robią jest cacy i dla dobra narodu przecież.

– Tylko według ich spaczonego, egoistycznego, pełnego pogardy dla ludzi, poglądu.

„Żałość ściska gdy matoły na stanowiskach” napisał Stephen King.

Napisane 15 – 17.01.2021 r.

Wirus zimowy (cz. 51)

W każdą sobotę umieszczam tu kolejny odcinek swojej pandemiczno – optymistycznej powieści. Pod nim jest data powstania bo umieszczam aktualne, w trakcie pisania, wydarzenia. Nie są one zgodne z czasem bieżącym, więc można sobie je przypomnieć. Poprzednie odcinki można przeczytać przewijając stronę. Co drugą środę pojawia się tu (i nie znika) recenzja książki lub inne opowiadanie. Milej lektury :).

***********************************************************************************

                

Helena wstała i myjąc zęby zauważyła, że rusza się jej plomba założona niedawno na NFZ.

– Jeszcze tego mi do szczęścia brakowało –westchnęła. Szkoda, że od razu nie poprosiłam o płatną światłoutwardzalną.

Zadzwoniła do przychodni gdzie wyrwano jej ząb i prześwietlono inny na fundusz ale, jak widać, plomby z tego pakietu trwałe nie są.

 Sfrustrowała ją dodatkowa wiadomość, że będą sądzone w Płocku trzy kobiety za obrazę uczuć religijnych. Umieściły bowiem tęczę na obrazku Matki Boskiej wokół głowy. Taką samą jaka była na jednym z plakatów w czasie pielgrzymki Jana Pawła II do Polski.

A przecież tęcza to zjawisko, które pojawia się gdy pada deszcz i zaświeci słońce.

Po raz pierwszy pojawia się w księdze Rodzaju, kiedy Bóg zawiera przymierze z ludźmi:  Tedy rzekł Bóg: „To jest znak przymierza, który Ja dawam między mną i między wami, i między każdą duszą żywiącą, która jest z wami, w rodzaje wieczne”. Symbolizuje nadzieję i przychylność Boga.

W przychodni przed wizytą zmierzono Helenie gorączkę i poproszono o wypłukanie ust zawartością całego kubka. Dentystka upewniła się, że zabieg ma być płatny i przystąpiła do dzieła.

Następnego dnia okazało się, że plomba znowu się rusza.

– Piekło i szatani – skomentowała seniorka i zadzwoniła do przychodni. Brzydkie wyrazy powtarzając po kilka razy ale tylko w duchu.

Na dodatek usłyszała w telewizji, że uczniowie będą uświadamiani na podstawie encyklik papieża Jana Pawła II.

– Nie wiedziałam, że papież był seksuologiem – zdziwiła się bardzo. No chyba że będzie to nauka jak unikać pedofilów. Oby.

Pocieszyła ją wiadomość, że Izba Reprezentantów USA osiągnęła wymaganą liczbę głosów za ponownym impeachmentem (postawienie w stan oskarżenia) prezydenta Donalda Trumpa.

– No, proszę – czyli można pogonić zachwyconego sobą oszołoma, który podżegał do ataku na Kapitol gdzie zginęło pięć osób – pomyślała z zadowoleniem.

Wyjrzała za okno i zobaczyła, że na całej połaci śnieg, w przeróżnej postaci śnieg. To cytat z piosenki Jeremiego Przybory, z programu „Herbatka” Kabaretu Starszych Panów.

– Nie bardzo twórcom się udał serial o Agnieszce Osieckiej – pomyślała z żalem przecierając szkła okularów. A mogło być tak pięknie jak w opowieści o Annie German. A tutaj ani obsada aktorska udana, ani atmosfera tych czasów i środowiska dobrze oddana.

Przemyślenia przerwał dzwonek telefonu.

– Słucham?

– Dzień dobry pani Heleno? Jak się pani czuje?

-Po japońsku – jako tako.

– Ha, ha, ha. Ale dobrze, że nie po polsku, czyli wszystko źle, wszystko fatalnie. Ja dzwonię, aby pani zaproponować herbatkę z prądem.

– No coś ty – chcesz mnie upić?

– Ależ nie. Po prostu zrobiłem kiedyś nalewkę na wiśniach i ją odlałem. Zostały owoce. Jak się ich doda trochę do gorącej herbaty to pyszny napój powstaje.

– Ale boję się wyjść z domu, bo śnieg i pewnie śliskość na mnie czyha.

– Nie tylko na panią, na wszystkich. To ja przyjdę z wisienkami i razem się napijemy.

– Napijemy i upijemy?

– Ależ nie, przecież to tylko po kilka wisienek na kubek.

– No, dobrze, zaryzykuję i od wewnątrz się zdezynfekuję. Czy przygotować coś słodkiego do herbaty?

– Jeśli pani chce i może to bardzo chętnie. Będę za godzinę – odpowiada pani?

– Może być, do zobaczenia.

Helena postanowiła usmażyć naleśniki i podać z własnoręcznie wykonanym dżemem wieloowocowym.

Wacek wchodząc powiedział:

– Dzień dobry, lubię jak pysznie pachnie. Proszę, to słoiczek z wiśniami.

– Ach, ty łasuchu – zaśmiała się seniorka. Siadaj i zajadaj, za chwilę podam herbatę. Postawiła słoik z odkręconą pokrywką na stole.

Wacek przyswoił cztery naleśniki i westchnął rozkosznie.

– Pyszne to było.

– A teraz popijemy a potem zaświecimy.

– Oczami?

– Też ale jeśli jest prąd to powinno też być światło – wyjaśniła żart Helena strzepując okruszki ze stołu.

– No, niestety nie zawszę łapię pani poczucie humoru. A wracając do rzeczywistości to wie pani, że zablokowano Trumpowi konta na facebooku i twiterze bo nawoływał na nich do przemocy? Dobrze, że to prywatne firmy i mogli to zrobić.

– Tak to jest jeśli ktoś nie umie przegrywać.

– A w dodatku jest bogaty i miał władzę.

„Tylko ci są godni sprawować władzę, którzy mają dość siły ducha, żeby z niej zrezygnować” napisał Maurice Druon autor „Królów przeklętych”.

Napisano 13.01- 14.01.  2021 r.

Poszukiwanie skarbu

Arkadiusz Jankowski – Tajemnica niemieckiej papierośnicy. Wydawn. Videograf SA, 2012

WSTĘP: Kto kopie dołki – tylko matołki

O autorze:

Arkadiusz Jankowski urodził się i wychował w Warszawie ale mieszkał na Śląsku. Zmarł niespodziewanie 6 września 2015 roku.

Napisał i opublikował powieść obyczajową z akcją w trakcie powodzi w 1997 roku pt. „Altana”, która powstała z tęsknoty za jednością w naszym podzielonym społeczeństwie. Została ona wyróżniona w konkursie „Kolory życia”. Także zbiór opowiadań „Niekoniecznie serio” i „Jerzyki” oraz powieść „Tajemnica niemieckiej papierośnicy”.

O książce:  

Akcja książka toczy się w dwóch, oddalonych od siebie epokach historycznych. Zaczyna się w trakcie II wojny światowej, w kwietniu 1945 roku sceną rozstrzelania i przenosi w czasy współczesne.

Architekt Aleksander Berens ma działkę  na której budowlańcy znajdują dwa szkielety a właściciel papierośnicę. Wyryte są na niej jakieś cyfry ale nie wiadomo co oznaczają. W rozwiązywaniu zagadki pomaga koledze dziennikarz śledczy Karol Menc, abnegat i dziwak z chorym kręgosłupem. W dodatku hazardzista. Już go lubię.

Osobny wątek, zajmujący pokaźną część powieści,  stanowi postać ojca głównego bohatera imieniem Jan, który jest wdowcem, chirurgiem na emeryturze, całe życie marzącym o aktorstwie. Chodzi na castingi do seriali oraz reklam. W trakcie jednego z nich spotyka Zofię, która pomaga w rozwiązaniu zagadki. Polega ona na tym, że trzeba odpowiedzieć na pytanie czyje to były szkielety i dlaczego znaleziono przy nich cenną monetę.

Postaci drugoplanowe przeszkadzają jak mogą, bo każdy chce dobrać się do domniemanego skarbu. Po drodze mamy napaść na Karola, włamanie i przeszukiwanie mieszkania Aleksandra, jego pazerną ex-żonę, potomków niemieckich żołnierzy, dziki, sikającego na nogawkę psa, śledzenie mafiosów pobierających haracze i wiele innych mniej lub więcej tragicznych albo zabawnych momentów.

To powieść historyczno – kryminalno – obyczajowa ale z dużą dozą poczucia humoru. Na stronach 86-96 znajdziecie zabawną scenę w szpitalnej rejestracji (długo przed pandemią). W innej części pełen humoru opis castingu oraz niezłą akcję w czasie meczu i próbę odzyskania, zostawionej w sprzedanym aucie,  papierośnicy.

W knajpie zaś barman na widok obu przyjaciół pomyślał, że wyglądają jak mopsy po pogrzebie kumpla wilczura z sąsiedztwa.

To dobra lektura na długie jesienne, zimowe a nawet wiosenne wieczory.

Wirus nierządu (cz. 50)

Nie, nie jest to tekst o agencjach towarzyskich – elegancko pisząc.

W każdą sobotę umieszczam tu kolejny odcinek aktualnej powieści pandemiczno – optymistycznej, pod każdym podaję datę napisania, bo umieszczam aktualne wydarzenia, jest spore opóźnienie w stosunku do czasu bieżącego. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę.

Co drugą środę daję recenzję książki lub inne opowiadanie. Miłej lektury.

***************************************************************************************

– Świat zwariował a szczególnie prezydent Trump – powiedziała Aldona do Edka jednocześnie wyciskając jedzenie z saszetki do miseczki kota Darka.

– A co ci on zawinił? – zapytał partner z nosem w telewizorze gdzie nadawano relację  ze skoków narciarskich.

Niczym Powolniak z serialu „Co ludzie powiedzą” najchętniej siedziałby przed telepudłem popijając piwo zagryzając chipsami. Aldona wprawdzie nie czytała romansideł jak Powolniakowa Stokrotka ale nie pozwalała mu na picie i leniwe rozwalanie się w fotelu. Wprawdzie kota nie trzeba było wyprowadzać ale musiał codziennie zmywać naczynia, wyrzucać śmieci, czasem odkurzać i zmywać podłogę i chodzić po podwórkach gdy Wacek przekazał gdzie leżą dobre przedmioty na których mogą zarobić. Edek nie miał tak dobrej pamięci jak Powolniak, więc nadziei na wygranie czegokolwiek w telekonkursach nie było nadziei.

– Mnie nic – powiedziała Aldona, wracając do Trumpa, ale przekupił zgraję oszołomów, którzy wdarli się na  Kapitol – siedzibę Kongresu, dewastowali wnętrza i niszczyli dokumenty, aby nie dopuścić do ogłoszenia, że nowym prezydentem będzie Joseph Biden a nie zachwycony sobą ten bogaty  złotowłosy z ryjkiem. Kongresmani musieli ukryć się w bunkrze. Chuligani napadli też dziennikarzy. Podłożono bomby pod siedziby obu partii. Burmistrzyni Waszyngtonu ogłosiła godzinę policyjną.

– I co, pomogło? Nadal będzie prezydentem?

– Nie. Przegrał i kropka choć wrzeszczał o sfałszowaniu wyborów.

– Ale nie można ich powtórzyć jak niektórych głosowań w naszym Sejmie gdy niezadowolony z wyników PIS je zarządził.

– Pewnie i tak Trump będzie rył ile mu starczy sił, bo forsy ma jak lodu. Póki co Kapitol otoczono dwumetrowym płotem. No i pilnuje go Gwardia Narodowa.

– Szkoda, że nie zapowiada się krach na giełdzie, taki w którym tylko on by zbankrutował – powiedział Edek głaszcząc najedzonego i mruczącego kota, który  ułożył mu się na kolanach.

– Ugotowałam zupę jarzynową na indyczej porcji rosołowej. Kupiłam też indycze mięso, duszę je, żeby zrobić pasztet drobiowy.

– Zgłupiałaś? – zapytał kulturalnie Edek. Przecież można kupić, po co się wysilać?

– Milcz i ciesz się, że taka jestem pracowita i gospodarna – powiedziała Aldona i trzepnęła faceta ścierką po plecach.

– Dobrze, już dobrze, przecież żartowałem – ratował się mężczyzna.

– Takie żarty to sobie uskuteczniaj z kolesiami na piwie, a do kobiet należy odnosić się grzecznie i z szacunkiem. Nie chcę żebyś był dziadersem.

– A co to takiego? – zdziwił się pan i władca nie wiadomo czego.

– Dziaders to mizogin, czyli facet, który nie znosi kobiet, uważa, że są głupie, mają milczeć a nadają się tylko do bycia darmową służącą, rodzenia dzieci i zachwycania mężczyznami niezależnie od tego co mówią i zrobią.

– No, tak powinno być. Żartowałem, żartowałem, nie bij – szybko dodał.

– Zmieniając temat – czy będziemy się szczepić? – spytała kobieta myjąc ręce po mięsnych operacjach.

–  Trzeba będzie pójść do przychodni i zapisać się do kolejki.

– Jeśli jakaś jest. Wacek opowiedział mi o internetowej awanturze jaką hejterzy urządzili, bo zaszczepiono kilkanaście znanych osób.

– Pewnie, bo łamanie konstytucji i nieustanne finansowe przewalanki są nieważne. Tylko parę szczepionek. A w dodatku okazało się, że 14 000 szczepionek dostał Kościół i PIS ale wyciekło tylko parę nazwisk aktorów i polityków. No i ksiądz na kazaniu w Gorzowie powiedział, że te szczepionki są robione z ciał abordowanych dzieci. IJego słowa były transmitowane przez lokalną telewizję. Za te głupoty został skazany na urlop, ha,ha,ha.

– Wyobrażasz sobie jak zareaguje PIS w razie przegrania wyborów? – zapytała pani domu nalewając zupę na talerze.

– Wolę sobie nie wyobrażać, bo wtedy widzę wojnę domową, strzelaninę, stan wojenny, masowe aresztowania, majątków konfiskowania.

– Dość, lepiej jedz tę zupę. Czarnowidztwa nam tutaj nie trzeba. I tak nie mamy lekko.

– My to jako tako ale właściciel zrujnowanego i remontowanego pałacu we Wrześni gdzie jest restauracja a miał być także hotel, nie wytrzymał skutków lockdownu, braku dochodów i możliwości spłaty kredytu wskutek czego powiesił się. Miał 56 lat.

– Do „dobrych” wiadomości można jeszcze dodać, że placówki dyplomatyczne RP dostały polecenie nieangażowania się w finały Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, niewspierania sztabów i nieużyczania pomieszczeń.

– Proszę, przy jedzeniu nie rozmawiajmy o polityce bo mi wszystko w gardle staje a kolekcja noży otwiera się w kieszeni.

– Na nich to i katiuszy byłoby za mało, prawda Daruś? – powiedziała Aldona.

– Miau – zgodził się mądry Pan Kot.

Napisane 7.01. 2021rok

Wirus oszustwa (cz. 49)

W każdą sobotę umieszczam tu kolejny odcinek pandemiczno – optymistycznej powieści. Pod każdym tekstem umieszczam datę napisania albowiem umieszczam aktualne wydarzenia. Co drugą środę inne opowiadanie albo recenzję książki. Miłej lektury 🙂

*******************************************************************************************

Święta, święta i po świętach – westchnęła Helena popijając herbatę i jedząc makowiec po śniadaniu złożonym z kromki grahama, plasterka szynki drobiowej i sałatki jarzynowej z sosem tatarskim.

Odstawiając kubek i talerzyk usłyszała dźwięk przychodzącego sms-a.

Przeczytała, że za wysłanie sms-a o treści POCAŁUNEK dostanie 1000 sms-ów i 1000 minut.

– Oszustów ci u nas dostatek – pomyślała i zadzwoniła do Wacka.

– Słuchaj dostałam taki sms sprawdź to w Internecie, proszę.

– Na moje oko i wyczucie to oszustwo ale sprawdzę.

– Acha, znalazłam obok śmietnika kubek, miskę, 3 plastikowe miseczki i świecznik ceramiczny do powieszenia. Może wam się przydadzą na sprzedaż. Ale miska ma odprysk.

– Przyjdę do pani, obejrzę wszystko, zrobię zdjęcia i wrzucę do sieci. Zobaczymy czy będą chętni. Czy mogę za pół godziny? – zapytał.

– Tak, oczywiście, potem wyjdę razem z tobą zrobić zakupy.

– Myśli pani, że będzie co kupować? Półki pewnie są puste.

– Zobaczymy, potrzebuję tylko chleb i jarzyny. A propos chleba, widziałam  na pojemniku śmietnikowym chleb krojony ale nie wzięłam, nie wiadomo dlaczego ktoś go wyrzuca.

– Słusznie, to sprawdzę ten sms.

Wacek wysłał pytanie do telefonii podając numer telefonu seniorki, wziął maseczkę i wyszedł z domu.

Zadzwonił do drzwi Heleny i ledwie wszedł usłyszeli, dźwięk jej komórki. Uprzejma urzędniczka wyjaśniła, że nie wysyłali takiej oferty.

– No, popatrz, to jednak przekręt.

– Z komputera można wysłać każdą wiadomość i naciągnąć wiele osób – stwierdził Wacek.

– Złodzieje zawsze byli ale teraz mają o wiele więcej możliwości – ze smutkiem powiedziała Helena.

– Albo mam tylko takie wrażenie, albo świat staje się coraz bardziej nieprzyjazny – dodała wkładając buty, kurtkę i maseczkę.

– Covid nam dokopuje, rząd mu wtóruje, złodzieje i naciągacze na każdym kroku w realu i sieciach – dosmucił oboje Wacek.

– Ale my się nie poddajemy i zdrową żywność jemy i z tym hasłem pieczywo w prywatnej piekarni kupujemy – podsumowała starsza pani nakładając bardzo kolorową czapkę i pasujący do niej szalik. Sama sobie na drutach je zrobiłam, specjalnie w kolorach tęczy – zaśmiała się na wspomnienie reakcji sąsiadki, która preferowała szaro – bury beret.

– Masz tu rzeczy, które znalazłam – podała mu duży woreczek uszyty ze spodni też wyrzuconych – znalezionych.

– Czy pani podda się szczepieniu przeciwko koronowirusowi? – spytał Wacek po drodze.

– Oczywiście.

– A po Internecie chodzi żart, że firma Pfitzer po wielu komentarzach antyszczepionkowców wydała oświadczenie, że czipy kontroli umysłów nie będą dodawane do zastrzyków przeznaczonych dla Polski, bo to są bardzo drogie i skomplikowane urządzenia, więc zostanie zastosowana tylko w krajach gdzie istnieje jakakolwiek inteligencja godna kontroli.

– Nie jest to dla nas komplement.

– No, nie jest.

Posłanka Klaudia Jachira, mieszkanka Ołbina nagrała filmik gdy wstawia do lodówki społecznej sporo dobrego jedzenia i bierze trzy pomidory. No i hejterzy radośnie zabrali się do psów wieszania na niej. Że dostaje duuuże pieniądze a zabiera jedzenie przeznaczone dla ubogich. Co jest kłamstwem bo lodówki Jadłodzielnie postawione przez Foodsharing Wrocław propagują ideę niemarnowania jedzenia i są dla wszystkich.

W wyścigu hejterskim wygrał pewien „patriota”, który pod zdjęciem profilowym (na którym jest błyskawica) swojej znajomej napisał:

„Ja myślałem że jesteś POLSKĄ, a okazuje się Niemrą z Obozu Hitlerowskiego z Razimbrug pod Berlinem, gdzie mordowali mordowali małe Polki z  Takim faszystowskum znakiem”.

Odpowiedziała:

hitlerowcy używali runy Sig, która oznaczała zwycięstwo i słońce, symbolu błyskawicy używały m.in. harcerskie drużyny działające w czasie okupacji i Powstania Warszawskiego itd o czym można przeczytać tu: https://histmag.org/Blyskawica-emblemat-SS-Wojska…/; a poniżanie i obrażanie innych nie jest dowodem na patriotyzm.

Niektórym rozum zasnuła mgła nienawiści – smutne to bardzo.

Inna znajoma też się popisała elokwencją i inteligencją inaczej reagując na maseczkę tej osoby z nazwą Feminatywa – napisała, że kojarzy się jej to z wyrazem „lewatywa”. Zamaseczkowana kobieta (ta z błyskawicą) odpowiedziała, że każdy ma takie skojarzenia na jakie go stać.

Boże daj im zdrowie, bo na rozum i empatię już za późno.

Napisane 28.12. 2020 –  1.01.2021 r.

Dwa kryminały Alka R.

Alek Rogoziński – Raz, dwa, trzy … giniesz ty, Wydawn. SKARPA 2019
TYTUŁ: Zamieszanie na filmowym planie
WSTĘP: „Ktoś, kto wydaje się chodzącym niewiniątkiem może okazać się prawdziwym potworem”.
O autorze:
Aleksander Rogoziński urodził się 20.01. 1973 r. w Warszawie. Jest dziennikarzem, redaktorem, autorem komedii kryminalnych i powieści obyczajowych. Od połowy lat 90-tych pracował w różnych stacjach radiowych, w latach 2007 – 2020 dwutygodniku „Party”. Od 2020 roku koncentruje się na pisaniu książek. Debiutował powieścią „Ukochany z piekła rodem” (2015 rok). Napisał też „Jak cię zabić kochanie?”, „Do trzech razy śmierć”, „Lustereczko powiedz przecie”, „Zbrodnia w wielkim mieście”.
O książce:
Na początku książki podano personalia dwudziestu głównych bohaterów i ich dowcipną albo złośliwą charakterystykę. Jedna z tych osób jest kierowniczką castingów, która lubi wyłapywać aktorów także do swoich własnych produkcji, niekoniecznie fabularnych.
Wykaz to jest dobra koncepcja, bo postaci w powieści jest bez liku. Czytając książkę poczułam się jakbym była w bardzo ciasnym pokoju bez okien z tłumem różnorodnym płciowo i wiekowo. W dodatku z trupami. Żywi gadają jeden przez drugiego. Trupy leżą i nie wstają do ukłonów.
Widać skutki zainteresowań i trzynastoletniej pracy autora w plotkarskim piśmie, bo wyśmiewa on środowisko filmowo-aktorsko-modelingowo-literackio-dziennikarskie, głównie skupiając się na celebrytach. A to reżyser przynudza na temat swojej nieudanej kariery. A to obsadowa rekruterka zalicza kolejnych kandydatów na amantów lub brutali. A to zamiast scenografii balu przywieziono pal – taki żarcik: pal na bal.
Giną te osoby, które w scenariuszu do kręconego filmu zostały pozbawione życia. Jest też trup sprzed siedemnastu lat z obecnymi konsekwencjami. Spalony sernik oraz wywiad prowadzony w czasie bolesnego azjatyckiego masażu. Podejrzenie jest, że wykonuje go Koreanka z północy. Oraz wyścigi karaluchów w szpitalu noszące miana polityków.
Mamy oczywiście śledczego, przystojniaka wygadanego molestowanego przez dziennikarzy, albowiem jest taki świetny.
No i przekazano czytelnikowi męską mądrość życiową: „W pewnym wieku trójpak piwa i chipsy są czasem o wiele lepsze od seksu”.

Alek Rogoziński – Dom tajemnic, Wydawn. Ediress 2019
TYTUŁ: Telewizyjny dom zły
WSTĘP: Nic tak dobrze nie działa na rozgłos jak dobry skandal
O książce: Tym razem grupkę celebrytów autor umieścił w starym domiszczu gdzie kreatywni telewizyjni scenografowie umieścili różne urozmaicenia typu zapadnie, pokój z nieżyczliwymi przeglądającym się w nich lustrami, zabawkami, laserami, kurtynami wodnymi, płomieniami itp. To taki escape house. Uczestnicy programu mają dążyć do wyjścia za pomocą odgadywania kolejnych zagadek. Transmisja idzie na żywo i zabawa byłaby przednia gdyby nie śmiertelny wypadek sprzed wielu lat i mściwi odwetowcy, którzy ją psują. Przy okazji autor nie żałuje wbijania szpili pisarzom, piosenkarkom, sportowcom a przede wszystkim prywatnym stacjom telewizyjnym i ich właścicielom. Dostało się też rządowemu programowi finansowego wspierania posiadania dzieci w postaci propozycji „Kierpce plus” dla górali, którzy będą nosić stroje ludowe. Najlepiej w dzień i w nocy. Z ciupagą w garści – to już mój pomysł.
Tym razem poczułam się jakbym była w sporym piekielnym kotle gdzie diabły z ostrymi widłami walą w łeb każdego wychylającego się. Na szczęście parę postaci przedstawionych z poczuciem humoru ratuje całość. Szczególnie spodobał mi się duet: tubylka Jadwiga z Podlasia i Stefania celowo błąkające się po lesie pod wpływem miejscowego bimbru. I historyjka z węgorzem i kotką, którą opowiada matka Miśki, wielbicielka książki „Klin”.
Autor, w obu książkach, nawiązuje do twórczości Joanny Chmielewskiej niedoścignionej autorski „Lesia”, „Wszystko czerwone”, „Całe zdanie nieboszczyka”. Ta ostatnia jest moją ulubioną.
Wniosek: jednak królowa jest tylko jedna.

Mazurki wielkanocne

Czy pieczecie mazurki, a może tylko sernik i babę drożdżową? Oto kilka przepisów z książki wyroczni dobrego gotowania, pieczenia i w ogóle życia.

W sobotę będzie tu kolejny odcinek powieście blogowej z cyklu „Wirus”

****************************************************************************

Ćwierczakiewiczowa Lucyna – Baby, placki i mazurki. Praktyczne przepisy pieczenia chleba, bułek, placków, mazurków, tortów, ciastek, pierników itp. Nakład i własność Jana Fiszera, Nowy Świat 9. Druk L. Bilińskiego i W. Maślankiewicza, Warszawa, Nowogrodzka 17, 1909 rok. Cena w opr[awie]60  kopiejek,  stron 124  + spis treści str. I – III , Warszawa

O autorce:

Lucyna Ćwierczakiewiczowa (z domu Bachman) urodziła się 17.X. 1826 r. w Warszawie, zmarła 26.II. 1901 r. Pochowana jest na cmentarzu ewangelicko – reformowanym w stolicy. Jej ojciec był prawnikiem. Odebrała domową edukację. Była dwukrotnie zamężna, nie miała dzieci. Jej książka „365 obiadów za 5 złotych” wydano w 1869 roku, miała potem 20 wydań.

W latach 1865 – 18944 prowadziła dział mody i gospodarstwa domowego w tygodniku „Bluszcz”. Współpracowała też z innymi wydawnictwami.

Była zwolenniczką emancypacji, propagowała pracę zawodową kobiet. Miała, jak na tamte czasy, postępowe poglądy na temat higieny, czystości i zdrowia. Propagowała zdrową dietę, ruch i gimnastykę. Sama była bardzo otyła. Także skąpa.

Napisała 6 książek, które przyniosły jej tak duże pieniądze, że mogła za nie kupić trzy majątki ziemskie.

„Książka „365 obiadów” w twardej oprawie kosztowała 1 rubel i 80 kopiejek.

O książce:

W tej niewielkiej książeczce jest czterdzieści przepisów na mazurki. Może to było ulubione ciasto autorki?

Wybrałam takie przepisy, które (jeśli się uprzeć)  można i teraz zrealizować.

MAZUREK KRÓLEWSKI

Funt masła (0, 4095 kg) młodego (cokolwiek to znaczy, może chodzi o świeże) utrzeć w donicy. Wbić w to po jednemu 12 żółtek, jeden funt cukru i jeden funt mąki wymieszawszy, kłaść po łyżce za każdem żółtkiem cztery łuty (1 łut – 0, 0128 kg) gorzkich migdałów utłuczonych na masę, wsypać i wiercić tę masę w zimnem miejscu całą godzinę, a uwierciwszy, na blachę wyłożoną papierem, który masłem wysmarować, układać na grubość palca. Piec powinien być taki jak na biszkopty, to jest dobrze ale nie nazbyt gorący.

p.s. zamiast ucierać w donicy na pewno można zmiksować.

MAZUREK WIKTORIA

Rozciągnąć cienką warstwę ciasta babowego (drożdżowego), gdy ta podrośnie upiec, a potem ułożyć na nią dużo pokrajanych suchych konfitur, dużo krajanych migdałów, rodzynków i cykaty (Cykata to kandyzowane wiórki jesiennej marchwi. Kiedyś była bardzo popularna. wykorzystywano ją jako bakalię do pieczenia wielkanocnych bab (zastępowała pomarańcze). Uwiercić, biorąc na jeden zwykły mazurek kwaterkę (0,25 l)  młodego, niesolonego masła, z cukrem i wanilią i tem nałożyć na cal odległości, po kawałku kładąc, cały mazurek, na wierzch zaś  posmarować grubo bardzo tęgą pianą z pięciu białek i pół funta cukru wymieszaną i natychmiast wstawić do gorącego pieca na górną kondygnację, aż nabierze rumianego koloru.

MAZUREK DAKTYLOWY

Utrzeć biały lukier z 6 białek i funta miałkiego cukru pudru, póki zupełnie białe i gęste się nie zrobi, wcisnąć sok z jednej cytryny, wtedy wsypać funt drobno i cienko krajanych migdałów (teraz można kupić płatki migdałowe), troszkę wanilii, której zapach nigdy ciasta nie zepsuje, wymieszać dobrze i układać na opłatki (teraz można na suche wafle), wstawić do pieca miernie gorącego,  żeby tylko wyschło.

p.s. w nazwie jest „daktylowy” a w przepisie ani słowa o nich. Sadzę, że można zamiast migdałów dać suszone daktyle.

MAZUREK CZEKOLADOWY

Funt cukru, funt czekolady, funt migdałów cienko krajanych (płatki), łyżka mąki pszennej, sześć na pianę ubitych i dwa całe jaja wymieszać  doskonale na salaterce i na opłatki (suche wafle), zlepione razem, naprzykład:  cztery, sześć lub ośm ułożone na blasze posypanej mąką lub młodem masłem posmarowanej, układać na pół palca grubości i w ciepły piec na kwadrans wstawić. Taki sam robić można na kruchem cieście zamiast na opłatkach.

MAZUREK MAKOWY

Kwartę osianego (przesianego) maku zagnieść na stolnicy z funtem młodego masła, funtem przesianego przez sito cukru, (sądzę, że cukru pudru), funtem mąki pszennej i dwoma jajkami. Dla nadania ostrzejszego smaku  wsypać pół utartej gałko muszkatołowej. Wymieszawszy to wszystko, układać na opłatki, posmarować żółtkiem i upiec w niezbyt gorącym piecu. Gdyby były suche dodać trochę araku.

FUNT – 0, 4095 kg; ŁUT – 0, 0128 kg

p.s. pisownia oryginalna

Wirus wigilijny (cz. 48)

Kolejny odcinek tej pandemiczno – optymistycznej powieści ukazuje się tu w każdą sobotę. Pod każdym tekstem podaję datę napisania, bo są w nim aktualne wydarzenia. Dla urozmaicenia co drugą środę dodaję recenzję książki lub inne opowiadanie. Miłej lektury 🙂

****************************************************************************************

Wacek po konsultacji z Kasią zabrał dywany z jej pokojów i zaniósł na trzepak podwórkowy. Nie zastała ich w mieszkaniu po matce gdy przyjechała z Anglii ale poszukiwania i przeszukiwania śmietnikowych wystawek dały pozytywny rezultat. Potem zatrudnili firmę czyszczącą i wyglądały jak nowe. Ale to było kilka miesięcy temu, ulica Nowowiejska ruchliwą jest, więc się zakurzyły a roztocza radośnie bytowały na nich. Grając w berka lub chowanego śpiewanego.

Wacek pamiętał zimy gdy tyle śniegu napadało, że można było rozłożyć na nim dywan i w ten sposób trzepać chodniki i dywany.

– Ocieplenie klimatu już na to nie pozwala – westchnął bijąc mocno wiszący przedmiot i wyobrażając sobie kolejnych polityków.

W Internecie wyczytał, że fundacje otrzymujące jeden procent z podatków obywateli podliczyły na początku grudnia dochody i są one o 80% mniejsze niż dotąd. Bo łapę na pieniądzach położyły władze za pomocą Centrum Kompetencyjnego Rozliczeń co oznaczało, że  nie dostawały bezpośrednio z Urzędu Skarbowego. Więc walił w te dywany bo nic innego nie mógł zrobić oprócz chodzenia na manifestacje.

Kasia umyła okna i zrobiła porządki w szafkach kuchennych.

Nazajutrz zrobiła zakupy na świąteczne potrawy. Prezenty dla synka już miała dawno kupiony i wysoko w szafie schowany. Były dwa bo Adaś miał w czasie świąt imieniny.

Nawet w pobliskim lumpeksie przy ulicy Nowowiejskiej kupiła ładną sukienkę odpowiednią na wigilijny wieczór.

Obejrzała też ofertę w sklepie dobroczynnym, aby zasugerować ojcu coś odpowiedniego na to spotkanie.

– Ale ja niczego nowego nie potrzebuję, mam koszule i marynarkę – powiedział oczywiście.

– Jasne, a potem się okaże, że koszula ma przetarty kołnierzyk i mankiety a marynarka zbiegła się wisząc w szafie.

– No, fakt – dawno niczego nowego sobie nie kupowałem.

– To ustalone, przyjdę po ciebie i obejdziemy kilka miejsc, sklep dobroczynny i znam trzy lumpeksy w okolicy.

– Bardzo szpanerskie butiki wybrałaś – zaśmiał się ojciec.

– Oj, tato – napadu na bank nie zrobimy, spadku nie dostaniemy, więc nie możemy szaleć finansowo.

– Wiem, tak tylko gadam. Nie znoszę kupować ubrań, mierzyć, przeglądać się w lustrze i tak dalej. Nie mogłabyś sama mi kupić tego co trzeba? Oddam pieniądze.

– Tato, tato, bądź poważny. To nie będą ciuchy na moje oko tylko na twoje ciało.

-Tak czułem, że cię nie przekonam. Ale musiałem spróbować.

– Nie udało się, więc jutro idziemy w miasto mając maseczki na twarzy, oczywiście.

 Kasia zakończyła rozmowę i odłożyła komórkę.

– Ci faceci, ciągle jak dzieci – westchnęła.

– Mamo, mamo, to dziadek jest dzieckiem? – zapytał bystrzak Adaś.

– Ależ skąd, czasem tylko tak żartuje.

Synek przechylił głowę i spojrzał badawczo na mamę. Coś mu się nie zgadzało. Ale przecież dorośli prawie zawsze są dziwni.

Następnego dnia w sklepie dobroczynnym Kasia i Wacek natknęli się na Edka i Aldonę, którzy przyszli w tym samym celu. Panowie niecierpliwie stali w kącie z minami strasznie sponiewieranych emocjonalnie.

– Te baby zawsze coś wymyślą, żeby faceta zdołować – narzekał Edek.

– Czasem trzeba im ustąpić Eduś, ogolisz się, ubierzesz porządnie to i poczujesz się lepiej – pocieszył go kumpel.

Kobiety wybrały każdemu po koszuli i krawacie. Dopiero w lumpeksach dokupiły marynarki a nawet spodnie i podkoszulki.

Wieczerzę wigilijną ustalono na godzinę piętnastą bo pierwszej gwiazdki i tak nie będzie widać na zachmurzonym niebie. No i niezdrowo jest najadać się na noc. Chyba, że chce się mieć zapewnioną bezsenność.

Gdy już się zebrali Kasia nastawiła płytę z kolędami w wykonaniu zespołu „Mazowsze”, aby cichutko im towarzyszyły.

Łamiąc się opłatkiem życzyli zdrowia sobie i krajowi. No i większych dochodów. Tylko Adaś jeszcze o tym nie myślał.

Na zakąskę były śledzie w oleju i osobno w śmietanie a potem wypito barszczyk bez uszek, pyszny, bo Helena wcześniej zakisiła buraki. Zjedzono dwa spore karpie smażone na maśle. Do niego podano sałatkę jarzynową posypaną prażonym słonecznikiem. Na deser mieli domowy makowiec, piernik i kompot z suszonych owoców. A także sałatkę owocową polaną miodem oraz mak z miodem, czekoladą i bakaliami.

– Uff, chyba muszę rozpiąć spodnie – powiedział Wacek.

– Czyli nie brakuje wam pierogów, grochu z kapustą i bigosu? – podchwytliwie zapytała Helena.

– Bigos będziemy jeść jutro – powiedziała Aldona. Razem z Kasią nagotowałyśmy go jak dla pułku wojska, więc pod choinką czekają na was pełne słoiczki jako prezenty.

– Prezenty, prezenty – zaśpiewał Adaś i podskakując pobiegł pod choinkę.

Napisane 22-25.12. 2020 r.