Spotkanie z czytelnikiem

Beata Wawryniuk na swoim profilu „Wyzwanie dla pisarzy” zaproponowała, abyśmy napisali krótką scenkę pod w.w. tytułem. Jest krótka więc proponuję, abyście dopisali ciąg dalszy.

Oto moje propozycje:

wysiadłam na odpowiednim przystanku bez słowa

podeszłam do kobiety i powiedziałam, że znam autorkę

podeszłam, powiedziałam, że to moja książka i zaproponowałam, że napiszę na niej dedykację

***************************************************************************************

W czerwcowy wtorek byłam umówiona w Kawiarni Sąsiedzkiej Ośrodka Działań Artystycznych „Firlej”, aby poprowadzić zajęcia rękodzielnicze. W drodze do tramwaju trochę mnie znosiło na boki, bo przyplątały mi się ostatnio zawroty głowy. Nie są one kolorowe tylko nachalne. Jak ja nie lubię nachałów.

Wsiadłam do tramwaju linii 11 i założyłam maseczkę. Wyciągałam chusteczkę z torby gdy usłyszałam śmiech. A nikt nie rozmawiał, więc pomyślałam, że to osoba z psychicznymi problemami rozmawia z kimś inteligentnym, czyli ze sobą. I trochę się przestraszyłam ponieważ takie osoby często akurat mnie  zaczepiają i nigdy nie wiem jak to się skończy.

Spojrzałam w kierunku śmiechu i zobaczyłam kobietę typu rycząca czterdziestka. Ucieszyłam się, że nie ryczała tylko czytała.

– Co ją tak śmieszy? – pomyślałam wycierając spocone czoło. Wprawdzie mnie jako byłą bibliotekarkę bardzo cieszy, że jednak są osoby czytające książki ale nie posuwam się do podchodzenia i pytania:

– Co pan/pani czyta?

Dlaczego nie pytam? Czytanie według mnie to czynność intymna, więc nie należy być wścibskim. Tak mi się jakoś skojarzyło – wredni kibice to kibole, a nachalni wścibscy to wścibole.

Z doświadczenia wiem, że mało jest książek wywołujących śmiech, więc bardzo mnie korciło, aby jednak podejrzeć co wywołało taką reakcję.

Czytelniczka przewracając kartkę tak ustawiła książkę, że zobaczyłam tylną okładkę a na niej mojej zdjęcie i już wiedziałam.

Wirus bezradności (cz. 69)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

**********************************************************************

        W niedzielę 11 kwietnia Wacek wybrał się z Heleną, Kasią i Adasiem na spacer do Ogrodu Botanicznego ale odstraszyła ich kolejka do kasy. W dodatku z minuty na minutę pogoda w ramach przeplatania zaserwowała trochę zimy i chłodem wszystkich potraktowała. Pospacerowali więc trochę po Ostrowie Tumskim, znaleźli dwa miejsca z fiołkami i przeczytali, że budynek Biała Dama jest Archiwum Diecezjalnym Biblioteką Kapitulną.

– Że biblioteką to jest bardzo dobra koncepcja – powiedziała Helena. Oby tylko materiały i książki tam umieszczone zawierały prawdę i tylko prawdę. Oraz były ogólnodostępne nie tylko dla wybranych.

Następne dni też były pełne wstrząsająco negatywnych wiadomości. Biskup Józef Wróbel ogłosił, że dwie szczepionki są stworzone z abortowanych płodów i niemoralne jest ich stosowanie. Aby było śmiesznie tej wiadomości nie podały polskie media tylko francuskie.

– No to nasz rząd ma zagwozdkę – pomyślał Wacek. Szkoda, że nie mogą wydać zakazu wypowiadania się klerowi w sprawach nie dotyczących wiary. Mógłby papież ale polski kler wszystko wie lepiej i papież nie jest dla nich autorytetem.

Proboszcz parafii  gdzie mieszka senator ciągnący psa przywiązanego do auta broni polityka – bo pies  był za duży, aby umieścić go w aucie, a w ogóle to były dwa. No i bardzo nieposłuszne, bo nie chciały chodzić na smyczy, więc co miał zrobić. No i dobre panisko jechał wolno tylko w końcówce coś się stało i przyspieszył.

– Jasne, a zupa była za słona to lu kobitę w łeb – pomyślał Wacek rozdrapując sobie z nerwów prawe ucho. Dlaczego ja nie mogę żyć w normalnym kraju? – użalił się nad sobą. Wstał i poszedł do łazienki, aby zatamować wodą utlenioną krew cieknącą z ucha. Robiąc to syczał z bólu i nerwów na całokształt zewnętrzny krajowy i pandemiczny światowy.

– Już się boję jak na Adasia wpłyną teksty narodowego obecnie barda Zenka Martyniuka – pomyślał. Dobrze, że ma dopiero cztery lata to może do tego czasu zmienią ćwiczenia do języka polskiego dla szóstych klas. Cudne są te teksty zaserwowane przez  ministerstwo oświaty raczej ogłupiania a nie nauczania.

Odkąd zobaczyłem ciebie
Nie mogę jeść, nie mogę spać
Jak do tego doszło, nie wiem?
Miłość o sobie dała znać

Co poradzić mogę na to
Że miłość przyszła właśnie dziś.
Że w sercu mym jest lato,
a w moich myślach jesteś ty

Przez twe oczy, te oczy zielone oszalałem!
Gwiazdy chyba twym oczom oddały cały blask.
A ja serce miłości spragnione ci oddałem
Tak zakochać, zakochać się można tylko raz

– No i nie zakochałem się w decyzji Trybunału Konstytucyjnego, aby Adam Bodnar nie był już Rzecznikiem Praw Obywatelskich. Najpierw go PiS-owcy upokorzyli wychodząc z sali gdy składał sprawozdanie z działalności, albowiem prawda ich boli jak mnie teraz ucho – pomyślał Wacek zalepiając rankę plasterkiem.

Uliczne hasło: Łamiecie prawo, łamiecie konstytucję, nas nie złamiecie.

Odcinek tysiąc pięćset sto dziewięćset wyników badań samolotu po katastrofie w Smoleńsku. Trotyl, który znaleziono we Włoszech w fotelach okazał się być umieszczony w zapasowych a nie w tych w samolocie. Kto je tam podłożył, aby uwiarygodnić wersję zamachu – oto jest pytanie.

Była premier Beata Szydło weszła do Rady Muzeum Auschwitz. W reakcji na to trzech członków Rady zrezygnowało. No, dlaczego nikt nie lubi i nie ceni pani Beatki? Przecież jest taka piękna i inteligentna oraz ma wspaniałą kolekcję broszek. Więc zostanie we wdzięcznej  pamięci rodaków jako „Premier Broszka”. Minister Gliński, który powołuje tę Radę jest bardzo zdziwiony rezygnacjami, bo uważa, że obecność tam B.Sz. to zaszczyt. Rezygnujący zaś, że obciach bo upolitycznienie. Zero jedności, jedynie rozbieżności.

 To i tak lepiej niż premier Pinokio, czy Mateuszek – Kłamczuszek. Zdarza mu się jednak powiedzieć prawdę: jest opinia, że  media to muchy brzęczące nad PiS-em. To nad czym muchy najczęściej roją się i brzęczą? Czyżby nad złotem i brylantami?

I najlepsze ze wszystkiego prezes PiS JarosławPolskęZbaw został uhonorowany tytułem „Człowieka Roku 2020” przez „Gazetę Polską”, którą wydaje PiS. Nie pierwszy raz. Takie towarzystwo wzajemnej adoracji. Ale ubiegły rok był taki, że to jedyna odpowiednia kandydatura.

Dzień bez podlizania się szefowi jest dniem straconym i w myśl tego powiedzenia konferansjer Kammel publicznie pochlebnie wypowiadał się o cudzie życia, czyli o ciężarnej żonie szefa telewizji. Ciekawe czy dostał za to premię uznaniową.

No i dzięki „dobrej zmianie” od stycznia tego roku w Polsce mamy największą inflację w całej Unii Europejskiej.

Z dobrych wiadomości Joanna Szczepkowska, która dostała nagrodę im. Puzyny za utworzenie i działanie (przed pandemią) „Teatru na Dole” i teraz „Teatru Pudło” (w domu, scenografią jest pudło za jej tapczanem leżące), wygłosiła mowę dziękczynną. Dwa razy – pierwszy mówiąc tylko litery polskiego  alfabetu. Dobry aktor może nawet czytać książkę telefoniczną a i tak będzie słuchany. Drugi raz – podziękowanie jest parodią niektórych przemówień, pełnych słów ze słownika wyrazów obcych, czyli popisem poczucia wyższości na skutek wyrównywania sobie kompleksów. To się aktorka nieźle zabawiła. Nas też.

Napisane 15 – 18.04.  2021 r.

Wirus ośmieszania (c. 68)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

***********************************************************************

Zaszczepiona wreszcie Helena polegiwała przez trzy dni, bo miała grypowe objawy i bolała ją ręka.

Zadzwoniła do Aldony prosząc o zrobienie zakupów i ugotowanie lekkiego obiadu.

– Kup mi, proszę, indyczą porcję rosołową, zestaw jarzyn, 2 kiszone ogórki, 2 jabłka i puszkę kukurydzy oraz indycze mięso na gulasz. A wy jak stoicie z zakupami? I czy masz pieniądze?

– Raczej leżymy no i nie  wiem czy mi forsy wystarczy.

– To przyjdź do mnie, na mój koszt kupisz też jedzenie dla was. Ustalimy dokładnie co i jak gdy przyjdziesz. I weź klucze do mojego mieszkania bo słabo się czuję.

– Oczywiście, będę za pół godziny. A może jeszcze jakieś pieczywo kupić?

– O, tak – w tej prywatnej piekarni przy Barlickiego. Najchętniej graham i chałkę.

Aldona odwiedziła odpowiednie sklepy i przyniosła wszystko do mieszkania Heleny. W dużym garnku zalała wodą składniki na zupę, mięso włożyła do lodówki.

– Czy mam poczekać aż się zupa ugotuje, czy da pani sobie radę? – zapytała.

– Dam, dam, dziękuję bardzo.

– To ja dziękuję za zakupy, bardzo się przydadzą.

– A pamiętałaś o jedzeniu dla kota?

– Edek był ze mną i od razu zabrał naszą część, w tym saszetki. Specjalnie pilnował, żeby je kupić. To już pójdę, ugotuję obiad dla nas.

Wacek z powodu niechętnej ludziom pogody siedział przy komputerze. I dobrze, że siedział, bo kolejne wiadomości z kraju i ze świata były zwalające z nóg i kastrujące mózg.

Prezydent Duda rozmawiał, podobno, z królem Jordanii przez telefon stacjonarny nie podłączony do sieci. Wyjaśnienia rzecznika rządu były równie błyskotliwe.

Złośliwi obywatele pisali, że wraz ze szczepionką dostał czipa i dlatego może tak rozmawiać.

Popisała się też sędzina Trybunału Konstytucyjnego Krystyna Pawłowicz krytykując transpłciowego nastolatka i podając jego dane oraz  miejscowość. Na co odpowiedział burmistrz, że wszyscy w szkole i mieście wspierają i będą wspierać takie osoby.

Pewien ksiądz uświadomił wiernych, że dzieci z in vitro to nie ludzie.

A inny inteligentny inaczej mężczyzna oznajmił, że zwierzęta nie mają praw, więc niepotrzebna jest ustawa o ich ochronie.

Za granicą też jest świetnie – premier Pakistanu stwierdził, że u nich gwałtów jest coraz więcej, bo kobiety kuszą a nie każdy mężczyzna ma silną wolę. No to napiąć kuszę w ich kierunku trzeba.

Krzysztof Skiba (ten od zespołu „Big Cyc”) skierował apel (dość długi) do Pawła Kukiza (tego od zespołu „Piersi), aby przestał się politycznie kompromitować i wrócił do muzyki. Pewnie jest to głos wołającego na puszczy – intelektualnej i moralnej tego drugiego pana.

Krzysztof Krawczyk zmarł dwa dni po powrocie ze szpitala mimo dwóch dawek szczepionki. Państwowy pogrzeb odbył się tłumnie mimo pandemii.

Za to pogrzeb księcia Filipa, męża królowej Elżbiety był kameralny.

Jest różnica.

Biskup Dec zapewniał, że kościoły to miejsca uzdrowień. To dlaczego kardynał Nycz leczy się w szpitalu a nie w kościele? Oto jest pytanie i tajemnica wiary.

W Polsce na koronnego wirusa umiera najwięcej osób w Europie. Kolejne osiągnięcie naszego rządu.

Dla odstresowania przypomniał sobie odpowiedź pewnej kobiety na pytanie zadane na FB, w pierwszy dzień świąt, przez mieszkankę Ołbina: tradycyjne, co dzisiaj mamy otwarte? Odpowiedź brzmiała: oczy.

Policja nie zareagowała na zjazd motocyklistów, bez maseczek, na Jasnej Górze stwierdzając, że zgromadzenie było zbyt duże – 10 tysięcy. Za to w Głogowie pobili kobietę, bo mogli. I zatrzymali seniorkę Kasię, bo ona była jedna a ich dziesięciu. Dotąd to seniorki jeździły na Jasną Górę a motocykliści byli zagrożeniem na ulicy, teraz jest odwrotnie – stwierdził pisarz i dziennikarz Piotr Adamczyk we wpisie na facebooku.

Wypuszczono z aresztu Sławomira Nowaka, dawnego ministra transportu. Aresztowano go w lipcu ubiegłego roku i postawiono 11 zarzutów – o korupcję, kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą i pranie brudnych pieniędzy.

– Ciekawe w pralce jakiej firmy to robił – pomyślał Wacek prześmiewczo.

Przeczytał też, że „Smoleńsk” jest w rankingach najgorszym filmem świata.

– My to mamy sukcesy – Wacek podpal się po uchu i zamknął komputer.

Napisane 8. – 12.04. 2021 r.

Wirus szczodrości (67)

 Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

*****************************************************************************

Drugiego dnia świąt Kasia oczekiwała wizyty Mietka. Jako świadka i ochronę zaprosiła ojca. W mieszkaniu pachniało żurkiem, pieczoną kaczką  i smażonym schabowym.

Z wybiciem godziny drugiej usłyszeli dźwięk domofonu. Wacek nacisnął guzik urządzenia i razem z córką stanęli przed drzwiami, aby powitać gościa. Zareagowali na dźwięk dzwonka przy drzwiach, otworzyli je i o mało nie padli ze zdziwienia. Zobaczyli bowiem mężczyzna przebranego w kostium zająca z dwoma długimi wystającymi zębami. W jednej ręce trzymał koszyk z niewiadomą zawartością, a w drugiej bukiet złożony z żonkili i tulipanów.

Zapadła krępująca cisza aż zając odezwał się:

– To ja, Mietek, nie poznałaś mnie?

– Mamo, dziadku, zając do nas przyszedł – zza pleców dorosłych radośnie odezwał się Adaś.

– O mój boże – jęknęła zaskoczona Kasia.

Pierwszy ocknął się jej ojciec i tłumiąc śmiech powiedział:

– Jaka miła niespodzianka, zapraszamy.

Mietek zdjął głowę zająca, przywitał się z domownikami wręczając kosz i kwiaty.

– Mamy codziennie taką ilość złych wiadomości, że postanowiłem wprowadzić trochę pozytywnego elementu.

– Baśniowego też? – zapytał Wacek.

– Oczywiście, bajki tak lubię ogromnie.

– Byle nie w nadmiarze – mruknęła Kasia niosąc kosz do kuchni. Wypakowała ajerkoniak, sześciopak piwa, dużą puszkę dobrej herbaty, podobnej wielkości kawę, owoce krajowe i południowe, bakalie różne. Znalazł się tam też mazurek i pudełko z ciasteczkami w kształcie twarzy zasłoniętej maseczką.

– Wow – zareagowała krotko bo ją zatkało. Wstawiła kwiaty do wazonu i zaniosła je do pokoju gdzie zastała Mietka w ludzkiej postaci rozmawiającego z ojcem i Adasiem bawiącym się na dywanie całkiem nowym autkiem.

– A ty skąd to masz? – zapytała. syna

– Pan zając mi dał, wyciągnął z kieszeni.

– Mietek, nie powinieneś aż tak nas obdarowywać – stwierdziła skrępowana trochę Kasia.

– To nic takiego, u nas w rodzinie jest zwyczaj, że nie przychodzi się na pierwszą wizytę bez drobnego prezentu.

– Drobnego? Chodź tato i zobacz ten drobiazg, pomożesz mi też przynieść obiad.

Przeszli do kuchni.

– O, cholera – to ci się trafił szczodry zalotnik – skomentował Wacek na widok prezentów.

Wszyscy zjedli żurek z jajkiem, panowie schabowego a pani domu z synkiem po kawałku kaczki.

Na deser Kasia wykorzystał ofiarowane owoce, obierając je i krojąc w kostkę, a w miseczkach polewając ajerkoniakiem.

– Nie ma to jak święta z jajem – zażartował Mietek.

– I z zającem – dodał Wacek.

– Szczodrym w dodatku. Bardzo ci dziękujemy – powiedziała Kasia oblizując łyżeczkę.

Po obiedzie Wacek opowiedział gościowi jak sobie radzą finansowo razem z Edkiem.

– A ja mam kolegę, który odnawia meble. Może nawiążecie współpracę?

– Bardzo chętnie, skontaktuj mnie z nim.

Zając Mietek wyszedł po dwóch piwach i godzinach.

Wacek pomógł córce w sprzątaniu mówiąc:

– Jeśli on taki jest zawsze to gratuluję. Poszczęściło ci się.

– Nie mówmy hop, trzeba poznać też jego mroczne strony.

– Mrocznych to mamy w kraju pod dostatkiem. Słyszałaś, że były członek PiS- przywiązał psa do auta i tak go ciągnął, że ten padł. W dodatku się tego bezczelnie wypierał.

– A na dodatek umarł Krzysztof Krawczyk na covida dwa dni po powrocie do domu.

– I aktor Zygmunt Malanowicz. I jeszcze inny aktor Wiesław Wójcik.

– Dosyć dołowania się. Moja znajoma, mieszkanka stolicy, napisała na fb, że będzie szczepiona na Stadionie Narodowym gdzie pomagają młodzi żołnierze. Szczepienia się trochę obawia a cieszy na widok młodziaków, ha, ha, ha. Po paru dniach napisała, że dobrze się czuje. Na pytanie a jak tam żołnierze odpisała: mniam, mniam a lekarz też bardzo, bardzo.

– Rozumiem, że to w ramach poczucia humoru a nie obleśności?

– Oczywiście, brak poczucia humoru to straszna choroba.

„Życie bez radości to lampka bez oliwy” Walter Scott.

Napisane 6.04 – 7.04. 2021 r.

Wirus błądzenia (cz. 66)

            Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

***************************************************************

Bardzo dobrze zorganizowana i dogadana grupa naszych bohaterów podzieliła wśród siebie przedświąteczne obowiązki.

Kasia z synkiem ozdobiła styropianowe pisanki oraz wianki dla siebie, Heleny, Edka z Aldoną i Wacka. Ten ugotował gar bigosu dzieląc go, tradycyjnie, po słoiku dla każdego. Helena miała w planie upiec sernik i mały mazurek kajmakowy. Aldony zadaniem było ukisić żurek, nabyć białą kiełbasę i kawałek szynki. Wszystko im poszło sprawnie i bez przeszkód.

Odwrotnie niż oni zadziała organizacja zapisywania pacjentów na terminy, aby dać odpór wrednemu wirusowi. Pierwszego kwietnia, na skutek rządu ogłoszenia, obywatele w wieku 40 i 50+ zaczęli się rejestrować na szczepienie. System w służbie zdrowia padł, pokazał wszystkim 600 000 fucka i się wypiął na te zachcianki. Powiedział: zafunduję wam i sobie awarię i co mi zrobicie? Było nie ogłaszać, że 20 roczników może się zapisywać. A pretensję miejcie do ministra. On i tak ma was głęboko w dole.

Jeden z memów głosi, że pisarz Żulczyk nie doszacował ilości debili w rządzie – nierządzie.

Dobry żart na prima aprilis czy fakt autentyczny:

Proboszcz parafii p.w. św. Herberta w Wodzisławiu Śląskim postawił przed wejściem do kościoła, na stoliku pojemnik z cukierkami i napis: Policz się sama(a). Jedna krówka – jedno miejsce. Brak krówek, brak miejsc.

Cukierki dostał z Caritasu. Jest ich w pojemniku tyle ile osób może bezpiecznie przebywać w kościele.

Wacek zgasił gaz i odstawił gar na sąsiedni palnik. Założył kurtkę, zamknął drzwi i wychodząc zadzwonił do córki.

– Kasiu, czy potrzebujesz jeszcze jakieś zakupy?

– O, tato, jak dobrze, że dzwonisz, kup, proszę, nowalijki.

– Ale co to są te nowe lijki?

– Żartujesz cz naprawdę nie wiesz?

– Żartuje, żartuję. Dużo tego ma być?

– No, na pięć i pół osoby.

– Czyli nie zaprosiłaś niedawno poznanego pana X?

– Ha, ha, ha – pan X  czyli Mietek mieszka z matką, więc świąteczne śniadanie razem zjedzą. Obiad też i kolację. Zaprosiłam go na drugi dzień świąt, na obiad. Was też, nie myśl sobie.

– I co podasz?

– Będzie rosół z makaronem, pieczona kaczka, ziemniaki i mizeria ze śmietaną.

– A schabowy? – prawie krzyknął ojciec.

– Och – westchnęła Kasia. Dobrze, będzie do wyboru, schabowy i kaczka.

– No to do schabowego koniecznie kapusta zasmażana.

– Tato, to będzie obiad rodzinny a nie w PRL-owskiej knajpie.

– Ale zrób kapustkę, co ci szkodzi – poprosił schabożerca.

– To kup też, widziałam, że są już nowe.

– Tak jest! – zakończył rozmowę Wacek.

Śniadanie wielkanocne tradycyjnie odbywa się w pierwszy dzień świąt i niekoniecznie o piątej rano.

Wszyscy byli umówieni na godz. 11-tą. Helena i Aldona przyszły pół godziny wcześniej, aby pomóc Kasi w przyszykowaniu stołu i potraw. Dzielono się jajkiem i w tym momencie Wacek zaczął się śmiać.

– Tato, co cię tak śmieszy? – trochę zgorszona zapytała Kasia.

– A bo przypomniałem sobie fragment z „Rozmów kontrolowanych”.

– Ale one mają akcję zimą przecież – zdziwił się Edek.

– Owszem ale  bohaterowie ubole w czasie wigilii dzielą się jajkiem, bo nie mają opłatka.

– No to życzmy sobie, aby władze zajęły się mądrym rządzeniem a nie dzieleniem – powiedziała Helena.

– Jeżeli już to najwyżej opłatkiem albo jajkiem – dodała Aldona.

– I żeby wszystkie zwierzęta były zaopiekowane a nie za autem ciągnięte, a jeśli się to zdarzy  jak w przypadku pewnego senatora, to aby został skazany na wiele lat ciężkich robót – Kasia wydała wyrok.

– Ale te roboty mają być w dużym schronisku dla zwierząt, żeby nie żył na nasz koszt – uściśliła Helena.

Kasia rozdała każdemu po ćwiartce jajka ugotowanego na twardo i zaprosiła do stołu.

Wieczorem zadzwoniła do niej koleżanka z Warszawy. Powiedziała, że ma już datę szczepienia – na Stadionie Narodowym gdzie pomagają młodzi żołnierze.

– To bardziej jesteś ucieszona, że będziesz zaszczepiona czy, że będą tam ci młodziacy? – zapytała Kasia.

– Oczywiście najbardziej żołnierze, ha, ha, ha – odpowiedziała warszawianka.

Napisane 1.04 -2.04.2021 r.

Miłość, tęsknota, śmierć

Grochola Katarzyna  – Zjadacz czereśni 8, Wydawn. Literackie 2021

Wstęp: „Bóg nic nie stworzył bez przyczyny.

Każde serce ma swoje zadanie.

Przedwczesne są nasze wnioski.

Nasze przesłanki naganne”.

Emily Dickinson

O autorce:

Anna Katarzyna Grochola urodziła się w Krotoszynie 18 lipca 1957 roku. Wychowywała się w Wałbrzychu, Poznaniu i Warszawie. Po ukończeniu liceum ogólnokształcącego uczyła się w szkole medycznej i dla nauczycieli nauczania początkowego.

Wykonywała różne zawody zarówno w kraju jak i za granicą, m.in. była salową, sekretarką, korektorką, dyrektorką składu celnego. Przez parę lat odpowiadała na listy czytelniczek skierowane do 2 czasopism.

Zadebiutowała powieścią „Przegryźć dżdżownicę”(1997 r.). Popularność przyniosła jej książka „Nigdy w życiu” i jej kontynuacje. Napisała też autobiografię „Zielone drzwi”, powieść kryminalną  „Zranić marionetkę”, łącznie 22 książki. Na podstawie „Nigdy w życiu” powstał  film i serial, według jej scenariuszy. Polecam jej „Trzepot skrzydeł”.

O książce:

„Zjadacz czerni 8” to jedenaście opowiadań. Jednak jeśli ktoś nie lubi krótkich form literackich niech się nie zraża. Autorka opisała różnych bohaterów, a ja wyobraziłam ich sobie jako postaci rozrzucone na planie miasta.

Warto w trakcie czytania mieć pod ręką kartkę i ołówek, aby zapisywać poszczególne osoby, ich imiona, zawód, miejsce zamieszkania. Jeśli wnikliwie będziemy śledzić akcję okaże się, że są one związane ze sobą w różny sposób. Można by to narysować kolorowymi liniami, grubymi jeśli bohaterowie są sobie bliscy, ale niekoniecznie działa tu pokrewieństwo, cienkimi jeśli to tylko znajomi lub rodzina, w której brak porozumienia, a resztę linią przerywaną.

 Często jest to pomieszanie z poplątaniem, bo autorka stosuje mylne tropy, czasem jednak, według mnie,  przegadanie, czyli zbyt dużo słów.

 Są tu przedstawiciele różnych pokoleń od seniorów, przez młodych, osoby w średnim wieku aż do dzieci. Dowiemy się co ich łączy albo co podzieliło. Będziemy niesieni przez emocje od miłości przez poczucie winy, współczucie, do irytacji a nawet złości, bo jedna z opowieści jest drastyczna.

Akcja toczy się w różnych miejscach – w szpitalu, na wygwizdowie, w domu pełnym wspomnień o służącej – przyjaciółce i jej kotach, w teatrze, hotelu, kwiaciarni, hotelu, w trasie na europejskich drogach. Grochola deklaruje, że jest osobą wierzącą co odnajdziemy także w tej książce. I mam za złe autorce usprawiedliwienie karygodnego postępku, którego skutkiem było samobójstwo młodej kobiety.

Czy „Miłość ci wszystko wybaczy”? A ukrywanie własnych uczuć i ważnych faktów dobrze wpływa na relacje międzyludzkie? Czy spóźniona skrucha coś zmieni? A poczucie winy poprowadzi w dobrą stronę? Z tymi i innymi pytaniami autorka zostawia czytelnika.

Wirus oskarżenia (cz. 65)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

**********************************************************************

W  bibliotekach (patrz koniec poprzedniego odcinka) są książki między innymi Jakuba Żulczyka, który został oskarżony o zniewagę głowy państwa, czyli naszego wybitnie inteligentnego, praworządnego, niezależnego i przystojnego (inaczej – we wszystkich wypadkach) prezydenta. Żulczyk napisał, a propos wyborów w USA, po których Duda pogratulował udanej kampanii wyborczej (a nie wygrania wyborów) na facebooku, że Duda jest debilem.

Gdy wielokrotnie obrażano prezydenta Komorowskiego w internetowych komiksach to, według PIS, wszystko było w porządku. Tylko teraz nie. Albowiem jego godność jest lepsza, tak jak ból prezesa gdy pojechał na, zamknięty dla wszystkich, cmentarz.

Przed wojną podejrzane typy, nasłane przez władze, pobiły pisarza Tadeusza Dołegę – Mostowicza, bo je krytykował. To wydarzenie było inspiracją do napisania „Znachora”. Jaką książkę napisze, po procesie, Żulczyk?

Lewicowa posłanka Pawłowska przeszła do PIS – dołączyła do mocnych intelektualnie i kulturalnie Pawłowicz, Szydło i innych. Powinien być  order „Zero polityczne”. Należy się jej.

Wacek zadzwonił do Heleny:

– Przeczytałem w Internecie, że jednak zostaną działki tam gdzie jest nasza.

– A co, chcieli tam postawić kolejny supermarket?

– Nie wiem czy galerię handlową, raczej budynki mieszkalne. Ale mieszkańcy zaprotestowali energicznie i zostają.

– Uff, wprawdzie ja jej nie uprawiam ale zawsze milo tam się przejść. Dziękuję za dobrą wiadomość.

Wacek już nie dołował seniorki kolejnym przekrętem i to we Wrocławiu. Szpital tymczasowy wyposażono w 270 starych, niemieckich łóżek, których czas eksploatacji minął w 2018 roku. Jedno takie kosztowało 1481 złotych, a nowe można było nabyć za 1250.  Zapłacono więc za te odrapane starocie 399870  złotych. Premier ps. Pinokio powiedział, że „Nie czas żałować róż gdy płoną lasy”. O ile wiem to lasy są wyrąbywane. Dowcipniś bezczelny.

Najgorsze, że Agencja Rezerw Strategicznych ma duży zapas nowoczesnych łóżek. Stare łóżka pochodzą z Kliniki Misyjnej z Wurzburga a wojewodzie naszemu sprzedała je firma, która nie chce wypowiadać się na ten temat.

Od soboty lock down ale kościoły na Wielkanoc będą otwarte. Słusznie, przecież przed covidem najlepiej chroni modlitwa „Zdrowaś Mario”.

Piotr Adamczyk, autor mojej ulubionej książki o Wrocławiu napisał w czwartek na facebooku:

Czwarta fala: kościoły zostaną zamknięte, ale tylko na noc. Stoki narciarskie będą otwarte pod koniec czerwca. Skrzyżowania zostaną zamknięte. Na chodnikach zostanie wprowadzony ruch prawostronny, podobnie jak na dywanach. Stacje benzynowe zostaną zamknięte, z wyjątkiem Orlenu. Baseny będą zamknięte, krany też. W siłowniach i na solariach zostaną wprowadzone godziny dla seniorów, a w sklepach Żabka i Biedronka godziny dla przedszkolaków. W sklepach Lidl i pozostałych niemieckich należy okazać paszport. Restauracje mogą serwować na wynos dania, ale tylko drugie. Zupa zostaje zamknięta. Kompot i kisiel tylko dla osób zaszczepionych w grupie pierwszej, zwłaszcza prokuratury i służb mundurowych, w tym duchownych. Zakazuje się wstępu do lasów iglastych, liściaste będą czynne, o ile odległość między drzewami wynosi półtora metra. Otwierane zostaną przesyłki pocztowe, zamykana będzie opozycja. Ślepe uliczki zostaną otwarte, dopuszczone też będzie otwieranie parasoli.

Nie popisało się wrocławskie Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich najpierw przyjmując w swoje szeregi Międlara – homofoba i antysemitę, a potem, gdy w mediach pochwalił się, wskutek protestów wyrzucając.

Helena zadzwoniła do Wacka:

– Nie zaprosimy Międlara na święta – prawda?

– Święta prawda, temu panu mówimy stanowcze nie.

– Ale umawiamy się na świąteczne śniadanie?

– Oczywiście, co to za święta by były bez wspólnego posiłku.

– Czy Kasia z Adasiem pójdą święcić koszyczki z jedzeniem?

– Nie, do kościoła nie chodzą, więc i teraz nie będą udawać praktykujących katolików. Nie mówiąc o możliwości zarażenia się. Widziałem w Internecie, że na nagraniu mszy w pewnym kościele komputerowo dodawano ławki, aby udowodnić, że między wiernymi są odpowiednie odległości – poinformował seniorkę Wacek.

– Ciekawe, że pomysłowość poszła w oszustwo zamiast w przestrzeganie przepisów.

– Jest teoria, głoszona przez księży, że kościoły i oni sami są strzeżeni przez pana Boga, ich ręce są uświęcone, więc nie zagrażają nikomu.

– Ale przecież księża też chorują na covida? – zdziwiła się Helena.

– I to jest przykład konsekwencji i mądrości duchownych – podsumował mężczyzna.

– Smutek i żal wszędzie – westchnęła seniorka. Wracając do świąt upiekę sernik i mazurek.

– To zadzwonię do Aldony i Kasi i powiem im to, niech zorganizują resztę.

– A nie zapomnij, że ty i Edek macie też się w przygotowania zaangażować.

– Tak, wiemy, że nam nie odpuścicie – zaśmiał się Wacek.

Napisane 24.03 – 29.  2021 r.

Wirus smrodu (cz. 64)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

************************************************************************************

17 marca okazało się, że syn Beaty Szydło Tymoteusz, były ksiądz pracuje firmie, której Obajtek jest współudziałowcem. Co robi nie podano. Może spowiada personel, czyli wysłuchuje plotek i donosów? A pracuje pod zmienionym nazwiskiem.

Maja Komorowska uważa, że Kościół w Polsce bierze udział w dzieleniu ludzi i utracił wiarygodność.

Irlandia to ma dobrze – pomyślał Wacek. Państwo odcięło się od KK. A Polska sunie po równi pochyłej do średniowiecza. Jeszcze trochę a zapłoną stosy. Biedny Adaś będzie żył w koszmarnym kraju. Ale jako urodzony w Anglii może tam osiądzie – rozmyślał.

Zadzwonił do córki:

– Może zabrałbym małego na spacer? – zapytał.

– To świetnie, bo bardzo się nudzi w domu. W tym czasie ja skończę swój projekt i ugotuję obiad. Mietek też przyjdzie – poinformowała.

– Nie za szybko? – zaniepokoił się ojciec.

– Powinniście się poznać.

– Zobaczymy czy doceni twoją sztukę kulinarną – zażartował Wacek.

– Jeśli nie to jego strata.

– Przyniosę wino własnej produkcji, sprawdzimy czy dużo pije.

– Podstępne to trochę, tato.

– Trzeba go jakoś sprawdzić. Różne rzeczy się słyszy.

– No dobrze, to przychodź.

W piątek 19 marca sypnęło śniegiem. Ale nie na tyle, aby ulepić bałwana.

– Co by tu ulepić? – zadała sobie pytanie Helena? Ciasto na pierogi, pizzę a może drożdżówkę?

Siedziała na fotelu oglądając serial „Co ludzie powiedzą” i popijając herbatę z kandyzowanym imbirem.

Młoda aktorka Anna Paliga przebiła balon milczenia o przemocy fizycznej i słownej w szkołach teatralnych i teatrach. Natychmiast jej zarzucono, że lansuje się tym tematem, bo nie jest znaną artystką. Na szczęście poparli ją Dawid Ogrodnik i Joanna Szczepkowska. Jakiś czas temu głośna była sprawa molestowania aktorek we wrocławskim teatrze przez dyrektora Zbigniewa Lesienia.

A tak wygląda zdalne (online) nauczanie:

Na chemii – nie reagują

Na fizyce – mają opory

Na biologii – nie kumają

Na geografii – są zagubieni

Na matematyce – nie można na nich liczyć

Na polskim – ciemno wszędzie, głucho wszędzie

Na muzyce – coś nie gra

Na angielskim – brak wspólnego języka

Na historii – wojna z internetem

Na religii – rozmawiasz z duchami

Na technice – nic nie działa

Od soboty 20 marca ogłoszono kolejny lockdown,  tylko do 9 kwietnia, bo przecież 10-tego muszą odbyć się ogólnonarodowe obchody rocznicy katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem. A w dodatku zamknięcie to nie dotyczy kościołów choć mszy świętej można wysłuchać w radiu i telewizorze. Ale jak zebrać wtedy pieniądze?

Minister Edukacji ma pomysła (!), aby znieść maturę z języka obcego, bo to powoduje emigrację młodych ludzi z kraju.

Replika internautów to rada, aby zrobić to samo z geografią, aby w.w. nie wiedzieli dokąd wyjeżdżać. Co oni biorą, zastanawiam się.

Na szczęście pewien ksiądz znalazł lek na koronawirusa: trzeba mieć  woreczek z pół kilogramem soli, buteleczkę oliwki, węgielki i wodę gazowaną. Ksiądz to egzorcyzmuje a potem wysyła pocztą. Odbiorca kropi tym wszędzie. I gotowe. Nie podano ile kosztuje taki zestaw. Pewnie co łaska tysiąc złotych.

A we Wrocławiu: Ojciec Paweł Maliński pod pozorem pobożności uzależniał od siebie studentki, a następnie krzywdził – także seksualnie.

– Ciągle poznajemy nowe fakty z jego przeszłości, dlatego wszcząłem kanoniczny proces karny, a zebrane dokumenty zostaną w trybie pilnym wysłane do Watykanu – poinformował o. Paweł Kozacki, prowincjał dominikanów.

Dominikanie zajmują się sektami więc doskonale wiedzą jak manipulować i uzależniać od siebie naiwnych, młodych wiernych. Ten ksiądz/zakonnik stosował przemoc fizyczną, psychiczną, duchową i seksualną. Kilkanaście studentek to potwierdziło. Odizolowano księdza ale i tak następne kobiety wykorzystał. Wszystko działo się  w latach 1996 – 2000. Minęło 20 lat! To się ocknęli.

Zmarł  poeta Adam Zagajewski (1945 –2020):

„Biblioteka stanowi obszar wolnej miłości, ofiarowuje niezobowiązujące romanse, przelotne związki, kapryśne lektury, niekiedy zachwyt, czasem też ułudę, ale zawsze z możliwością szybkiej zmiany, książki sprawiają, że ruchliwa powierzchni wydarzeń zatrzymuje się nagle. Zatrzymuje się cała rzeczywistość.”

Napisane 18 – 23. 03. 2020 r.

Wirus niespodzianek (cz. 63)

         Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

****************************************************************************

W mieszkaniu Kasia zastała mężczyzn swojego życia, czyli ojca i syna.

– Jak było? – wystrzelił z pytaniem Wacek.

– Spokojnie, pozwól mi się rozebrać – powiedziała wieszając kurtkę w przedpokoju. Przeszła do kuchni, wyciągnęła wazonik i włożyła do niego fiołki. Nastawiła wodę w czajniku i przeniosła kwiatki do pokoju.

– Mamo, mamo, a dziadek mówił, że ten pan może ci zrobić krzywdę – podniecony Adaś skakał wokół Kasi.

– No, wiesz tato, coś ty mu naopowiadał?

– A, to z obawy, że trafiłaś na jakiegoś zbira albo zboka.

– Jakoś w kinie nie rzucił się na mnie no i dostałam te kwiatki – powiedziała stawiając fiołki na środku stołu.

– Elegant – rzucił z przekąsem Wacek. Może coś złego knuje i tak chce uśpić twoją czujność. Uważaj, bo nie wiadomo kto to jest. I o co mu chodzi. Może to handlarz żywym towarem?

– Oj, tato – taki czarny scenariusz ci się snuje. Z tego co czytałam to wpadają kobiety szukające pracy. Ja mam i się nie dam.

– Tylko cię uczulam. Do ludzi w ogóle, a w szczególności do mężczyzn, trzeba mieć ograniczone zaufanie.

Zagwizdał czajnik oznajmiając gotowość zaparzenia herbaty.

– To zjedzmy kolację i napijmy się herbaty – powiedziała Kasia wstając z krzesła.

Wieczorem porozmawiała z Mietkiem, który zaproponował następne spotkanie za kilka dni.

– Dobrze, zobaczmy jednak jaka będzie wtedy pogoda – zastrzegła Kasia.

– Przecież mam auto, to nawet jak będzie padać nie zmokniemy.

– Wolałabym pójść na długi spacer, tak dużo siedzę przed komputerem, ruch jest mi potrzebny.

– Zgoda, będę śledził prognozę pogody. A gdzie chciałabyś pójść?

– Najchętniej do Parku Szczytnickiego.

– To zapraszam cię na kawę z ciastem do kawiarni WuWa. Będziemy mieli dwie przyjemności za jednym zamachem.

– Byleby to nie był zamach na moje życie – pomyślała Kasia odkładając telefon.

Helena w czwartek siedziała otulona kocem pijąc herbatę z kandyzowanym imbirem i myślała o pochodzie kobiet 8 marca i policji – bijącym je sercu partii.

– Szybko zbliżają w swoim działaniu się do ZOMO – pomyślała wspominając stan wojenny. Za oknem wieje i deszcz się leje, wiosna od nas ucieka.

Wstała, otworzyła puszkę z brzoskwiniami, włożyła część do miseczki, pokroiła a potem polała je odrobiną miodu, posypała rodzynkami i płatkami migdałowymi. Usiadła w fotelu i z przyjemnością zaczęła powoli zajadać delektując się każdym kęsem.

W wiadomościach usłyszała, że zaczęto rozbierać elektrownię węglową, którą budowano od 2018 roku w Ostrołęce, wpakowano tam miliard 300 milionów złotych w błoto.

A jakiś oszołom zaatakował nożem chłopców, którzy idąc ulicą trzymali się za ręce.

Czy to dobra wiadomość, że otwarto sanatoria? – pomyślała. I tak nie pojadę, nie będę się narażać na zarażenie. Teraz mamy trzecią falę, więc bezpiecznie nie jest. Ministerstwo rozszerzyło listę osób, które nie muszą nosić maseczki. Głupie to bardzo.

Media ciągle donosiły o kolejnych zarażeniach koronawirusem. Nie była to jedyna zaraza przeżerająca kraj. Władza skutecznie go niszczyła. Bohaterem ostatnich doniesień był Obajtek co to zrobił iście amerykańską karierę – tam od pucybuta do milionera, u nas od Pcimia do Orlenu, własności wielu wypasionych posiadłości, wykształcenia w instytucji mu podległej. A czego jeszcze nie wiemy?

Napisane 10 – 11. 03. 2021 r.

Wirus wywiadu (cz. 62)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

********************************************************************************

Oprah Winfrey zwywiadowala księcia Harrye`go i jego żonę Meghan. Wypowiedź kobiety potwierdziła to co kiedyś mówiła księżna Diana. Że nie dostała od rodziny królewskiej żadnego wsparcia, że sama borykała się z problemami. Z obu wywiadów wynika, że obie weszły w bezwzględną korporację dla której człowiek, nawet członek rodziny, kompletnie się nie liczy. Dobrze płacą, więc wszyscy mają posłusznie spełniać obowiązki i uśmiechać się niezależnie od samopoczucia. Tutaj doszedł też rasizm.

– Nie dziwię się, że ta para uciekła z kraju i z tego kłębowiska żmij – pomyślała Helena wzdychając i swoją wredną rodzinę wspominając. Od której też, po latach wyzysku i prześladowań, uciekła.

W tym czasie Wacek rozmawiał z Kasią, która przyznała się, że jest umówiona z poznanym w Internecie, mężczyzną. Ojciec tylko westchnął i nie zrezygnował z pomysłu śledzenia potencjalnego zięcia.

– To idź na spotkanie z Adasiem, niech od razu się zobaczą.

– Taki miałam zamiar. Jak go Adaś nie polubi to zerwę znajomość.

Wacka ucieszyło to stwierdzenie ale i tak nie zmienił postanowienia.

W pogodną niedzielę do Parku im. S. Tołpy wszedł Wacek od ulicy Prusa,  od ulicy Nowowiejskiej Kasia z synkiem i od ulicy Górnickiego mężczyzna średniego wzrostu i wieku, z wydatnym nosem, niezbyt bujną czupryną byłego szatyna i w bardzo przydeptanych butach. Jego włóczkowa bordowa czapka i maseczka pasowały kolorem do kurtki.  Znakiem rozpoznawczym miał być jego żółto – czarny plecak. Umówieni byli na placu zabaw dla dzieci. Przybysz podszedł do Kasi i powiedział wyciągając rękę na powitanie:

– Mietek jestem, cześć.

Kasia wprawdzie widziała jego zdjęcie w Internecie ale na żywo było dużo gorzej. Westchnęła tylko i powiedziała:

– Dzień dobry, usiądź i opowiedz o sobie.

– No, tak jak pisałem, mam pracę, mieszkam z matką  w starej kamienicy, jestem rozwiedziony.

– Dlaczego?

– Żona poznała przystojniejszego ode mnie – ze smutkiem powiedział.

– Ja też jestem rozwiedziona, mąż znalazł bogatszą.

– Czyli jesteśmy po przejściach i z przeszłością – stwierdził Mietek.

Porozmawiali jeszcze trochę spacerując po parku. Adaś obserwował Mietka nie okazując niechęci.

Za drzewem czaił się Wacek. Niestety odległość była zbyt duża aby mógł podsłuchać o czym rozmawiają.

– Szkoda, że mamy pandemię, poszlibyśmy do kina albo na koncert. Lubisz muzykę? – spytał mężczyzna.

– Wolę kino lub teatr..

– To tak jak ja – stwierdził Mietek.

– Sprawdzę czy kina i teatry są czynne. Jakbyś miała z kim zostawić synka to może wybralibyśmy się na film lub spektakl?

– Dawno tak nie wychodziłam, tylko na zakupy i na spacer z Adasiem.

– To dam Ci znać. Po pół godzinie pożegnał się i odszedł ulicą Wyszyńskiego. A za nim jak cień troskliwy ojciec Kasi.

Mietek skręcił w ulicę Prusa, dotarł do Kilińskiego i wszedł do bramy obok zlikwidowanego niedawno sklepu firmowego ze słodyczami. Wacek bezradnie rozejrzał się po okolicy. Nie wiedział co robić dalej. Brama była zamknięta, nie mógł zadzwonić i zapytać o śledzonego mężczyznę bo nie znał ani jego imienia, ani nazwiska.

– Nie nadaję się na detektywa – westchnął ciągnąc się za ucho. To przy okazji zrobię zakupy w Biedronce – pomyślał.

Kasia zachwycona Mietkiem nie była.

– To pewnie kolejny maminsynek, potrzebujący darmowej służącej dla siebie i matki – pomyślała. Nawet nie chciało mu się wyczyścić butów. Ale rozmawiało się nam dobrze, potrafi słuchać. Dam sobie i jemu szansę.

Mietek za parę dni umówił się z Kasią w DCF-ie przy ulicy Piłsudskiego. Podszedł do niej, niby ten sam ale jakby trochę odmieniony. Kurtka wyglądała na niedawno wypraną, buty miał inne i wyczyszczone. A już poprzednio zauważyła jego zadbane dłonie.

– Dzień dobry Kasiu – powiedział wręczając jej zgrabnie zapakowany w przeźroczyste pudełko bukiecik fiołków.

– Wow – zareagowała kobieta. Dziękuję, trochę się zmieniłeś – wykrztusiła.

– Nie tylko kobieta zmienną jest – zażartował.

– I okazuje się, że jednak zadbana szata zdobi człowieka – Kasia odzyskała rezon.

Film obojgu się podobał, więc byli w dobrym nastroju. Wychodząc Mietek powiedział:

– Mam tu samochód, podwiozę cię.

Podeszli do auta, które choć nie nowe i drogie nie było jednak przerdzewiałym rzęchem. Otworzył drzwi zapraszając.

– Czym jeszcze mnie zaskoczysz? – zapytała zapinając pas.

– Mam nadzieję, że tylko pozytywnie – odrzekł przekręcając kluczyk.

Podwiózł ją pod bramę, wysiadł z  auta, otworzył drzwi ze strony pasażerki.

– Prawdziwy dżentelmen z ciebie – stwierdziła.

– Trochę dobrego wychowania nikomu jeszcze nie zaszkodziło – stwierdził skromnie Mietek.

Pożegnali się bezkontaktowo, bo oboje  zamaseczkowani byli.

Napisano 10. 03.2021 r.