Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂
***************************************************************
Bardzo dobrze zorganizowana i dogadana grupa naszych bohaterów podzieliła wśród siebie przedświąteczne obowiązki.
Kasia z synkiem ozdobiła styropianowe pisanki oraz wianki dla siebie, Heleny, Edka z Aldoną i Wacka. Ten ugotował gar bigosu dzieląc go, tradycyjnie, po słoiku dla każdego. Helena miała w planie upiec sernik i mały mazurek kajmakowy. Aldony zadaniem było ukisić żurek, nabyć białą kiełbasę i kawałek szynki. Wszystko im poszło sprawnie i bez przeszkód.
Odwrotnie niż oni zadziała organizacja zapisywania pacjentów na terminy, aby dać odpór wrednemu wirusowi. Pierwszego kwietnia, na skutek rządu ogłoszenia, obywatele w wieku 40 i 50+ zaczęli się rejestrować na szczepienie. System w służbie zdrowia padł, pokazał wszystkim 600 000 fucka i się wypiął na te zachcianki. Powiedział: zafunduję wam i sobie awarię i co mi zrobicie? Było nie ogłaszać, że 20 roczników może się zapisywać. A pretensję miejcie do ministra. On i tak ma was głęboko w dole.
Jeden z memów głosi, że pisarz Żulczyk nie doszacował ilości debili w rządzie – nierządzie.
Dobry żart na prima aprilis czy fakt autentyczny:
Proboszcz parafii p.w. św. Herberta w Wodzisławiu Śląskim postawił przed wejściem do kościoła, na stoliku pojemnik z cukierkami i napis: Policz się sama(a). Jedna krówka – jedno miejsce. Brak krówek, brak miejsc.
Cukierki dostał z Caritasu. Jest ich w pojemniku tyle ile osób może bezpiecznie przebywać w kościele.
Wacek zgasił gaz i odstawił gar na sąsiedni palnik. Założył kurtkę, zamknął drzwi i wychodząc zadzwonił do córki.
– Kasiu, czy potrzebujesz jeszcze jakieś zakupy?
– O, tato, jak dobrze, że dzwonisz, kup, proszę, nowalijki.
– Ale co to są te nowe lijki?
– Żartujesz cz naprawdę nie wiesz?
– Żartuje, żartuję. Dużo tego ma być?
– No, na pięć i pół osoby.
– Czyli nie zaprosiłaś niedawno poznanego pana X?
– Ha, ha, ha – pan X czyli Mietek mieszka z matką, więc świąteczne śniadanie razem zjedzą. Obiad też i kolację. Zaprosiłam go na drugi dzień świąt, na obiad. Was też, nie myśl sobie.
– I co podasz?
– Będzie rosół z makaronem, pieczona kaczka, ziemniaki i mizeria ze śmietaną.
– A schabowy? – prawie krzyknął ojciec.
– Och – westchnęła Kasia. Dobrze, będzie do wyboru, schabowy i kaczka.
– No to do schabowego koniecznie kapusta zasmażana.
– Tato, to będzie obiad rodzinny a nie w PRL-owskiej knajpie.
– Ale zrób kapustkę, co ci szkodzi – poprosił schabożerca.
– To kup też, widziałam, że są już nowe.
– Tak jest! – zakończył rozmowę Wacek.
Śniadanie wielkanocne tradycyjnie odbywa się w pierwszy dzień świąt i niekoniecznie o piątej rano.
Wszyscy byli umówieni na godz. 11-tą. Helena i Aldona przyszły pół godziny wcześniej, aby pomóc Kasi w przyszykowaniu stołu i potraw. Dzielono się jajkiem i w tym momencie Wacek zaczął się śmiać.
– Tato, co cię tak śmieszy? – trochę zgorszona zapytała Kasia.
– A bo przypomniałem sobie fragment z „Rozmów kontrolowanych”.
– Ale one mają akcję zimą przecież – zdziwił się Edek.
– Owszem ale bohaterowie ubole w czasie wigilii dzielą się jajkiem, bo nie mają opłatka.
– No to życzmy sobie, aby władze zajęły się mądrym rządzeniem a nie dzieleniem – powiedziała Helena.
– Jeżeli już to najwyżej opłatkiem albo jajkiem – dodała Aldona.
– I żeby wszystkie zwierzęta były zaopiekowane a nie za autem ciągnięte, a jeśli się to zdarzy jak w przypadku pewnego senatora, to aby został skazany na wiele lat ciężkich robót – Kasia wydała wyrok.
– Ale te roboty mają być w dużym schronisku dla zwierząt, żeby nie żył na nasz koszt – uściśliła Helena.
Kasia rozdała każdemu po ćwiartce jajka ugotowanego na twardo i zaprosiła do stołu.
Wieczorem zadzwoniła do niej koleżanka z Warszawy. Powiedziała, że ma już datę szczepienia – na Stadionie Narodowym gdzie pomagają młodzi żołnierze.
– To bardziej jesteś ucieszona, że będziesz zaszczepiona czy, że będą tam ci młodziacy? – zapytała Kasia.
– Oczywiście najbardziej żołnierze, ha, ha, ha – odpowiedziała warszawianka.
Napisane 1.04 -2.04.2021 r.