Drodzy Czytelnicy – pisanie to dla mnie jedna z form masowania szarych komórek, aby nie zanikły. Momentami jest to też dobra zabawa proszę więc nie oczekiwać zbyt wiele, czyli traktować teksty z dystansem. Dziękuję.
Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Czasem w środę umieszczam recenzję przeczytanej książki. Prywatne zdarzenia wplatam w kolejne odcinki – część z nich jest prawdziwa, a część wymyślona.
******************************************************************
Dyżur biblioteczny w Centrum Seniora w ostatnią środę lipca przebiegł interesująco. Najpierw Anna zobaczyła, na biurku w pokoju gdzie wydają karty seniora, numer drugi nowego wrocławskiego pisma dla seniorów „Życie w pełni” na który czekała, bo zawiera dwa jej teksty: felieton o bibliotece w CS oraz recenzję książki o Hannie i Antonim Gucwińskich, wieloletnich zarządzających wrocławskim Ogrodem Zoologicznym.
Wzięła kilka egzemplarzy, aby wręczyć swoim znajomym a dwóm nawet wysłać pocztą.
Potem przyszła do CS znajoma seniorki, aby coś załatwić, bo intensywnie działa na swoim osiedlu. Prowadzi tam Klub Seniora i jest w Radzie Osiedla. Porozmawiały trochę, Anna pochwaliła się publikacjami wręczając pismo.
Następna rozmówczyni pochwaliła się, że chętnie chodzi na spotkania z twórczymi osobami – autorskie i filmowe a także należy do Dyskusyjnego Klubu Książki. Opowiadała o tym dużo i chętnie. Widać było, że kontakt z twórcami bardzo ją cieszy. Także została poinformowana o tekstach.
Trzecia nosi takie samo imię a w dodatku mieszka na osiedlu Jagodno gdzie w październiku 2023 roku do trzeciej w nocy stali ludzie w kolejce, aby głosować w wyborach. A miejscowa pizzeria częstowała ich swoimi wyrobami.
Pokazała zdjęcia zabudowań na których widać, że domy są najwyżej czteropiętrowe, dużo zieleni a klatki schodowe często sprzątane.
Najlepszym punktem tej rozmowy były zdjęcia kotki tricolorki (biało – czarno – rudej). Wychodzi ze swoją panią poza mieszkaniem będąc na smyczy, bo poprzednio mieszkała w domu z ogrodem i jest przyzwyczajona do wolności. Z trudem się aklimatyzowała w nowym miejscu.
A propos książek i czytania Wojciech Młynarski napisał wiersz:
„Drogi Rodaku z kolczykiem w uchu,
Z łańcuchem dokoła szyjki,
Niech Ci choć trochę pójdzie do słuchu
Treść mojej historyjki.
Bo przyznać musisz, słodki łobuzie
Z gadżetów pełną chatą,
Że ładne wszystko masz – oprócz buzi!
Buzię masz ryjowatą…
Jak ją odmienić – zachodzisz w głowę,
Tę twarz, co w lustrze skrzeczy,
A ja wyjaśnić chcę w paru słowach
Przyczynę stanu rzeczy:
Jeśli za mało książek znasz
– to Ci wychodzi na twarz.
Gdy nie wiesz, kim był J. S. Bach – to spłaszcza Ci czółka dach.
Nieznany Ci Edypa los
– to deformuje Ci nos.
Gdy nie wiesz, co to savoir – vivre
– żuchwę masz grubą, aż dziw!
Owe przykłady można by mnożyć,
Proszę szanownych Pań, Panów
I całkiem długą listę utworzyć
Zdeformowanych organów.
Niech więc Rodakom sprawa ma służy,
Tu się nie trzeba lenić:
Znam dwóch chirurgów plastycznych, którzy
Mogą ten stan odmienić!
Dwójka chirurgów jest w stanie
Zmienić Wam twarz, bez wątpienia:
Myślenie i Oczytanie…
I tak przez trzy pokolenia!”.
A Stanisław Lem:
„Książką można czytelnikowi głowę, owszem przemeblować o tyle,
o ile jakieś meble już w niej przed lekturą stały.”
Stanisław Lem, Doskonała próżnia. Wielkość urojona
Z czterdziestoletniego doświadczenia bibliotekarki wynika, że przeważnie tych mebli brak lub są stare, brudne i koślawe.
Pierwszego sierpnia Anna poszła najpierw na pocztę nadać 3 listy priorytetowe, gdy usiadła przy stoliku, aby wysłać sms-y z tą informacją ugryzł ją w przedramię jakiś owad. I nie był to komar tylko większy okaz. Poczuła ukłucie więc odruchowo go pacnęła aż z wrażenia padł martwy na podłogę.
– Spoufalania się nie lubię – stwierdziła. No i ma kolejne napuchnięte i obłędnie swędzące miejsce.
W tramwaju przy wysiadaniu stwierdziła, że nie może oderwać sandała od podłogi. Nie był to ten owad tylko nadepnięta wcześniej guma do żucia. Bo ktoś sobie ją wyrzucił na ulice. Ot, tak. Bo lubi.
Poszła, zdegustowana dwukrotnie, na spacer z przewodnikiem z cyklu „Filmowy Wrocław”. Oprowadzanie jest bezpłatne a to z okazji siedemdziesiątej rocznicy działania wrocławskiej Wytwórni Filmów Fabularnych.
Z profilu „Filmowy Wrocław”:
W roku Marka Hłaski zapraszamy w letnie czwartki na spacery literacko-filmowe „Tu nie wywczas, tu film”. Ich tytuł nie jest przypadkowy. Nawiązuje do anegdoty związanej z Markiem Hłaską, który podczas realizacji filmu „Baza ludzi umarłych” zjawił się we Wrocławiu, zachęcony słowami kierownika planu Henryka Szlacheta: „Panie Hłaskower, pan przyjedzie. Tu wywczas, tu nie film”. Hłasko od razu włączył się w życie towarzyskie ekipy filmowej, świętując do bladego świtu. Gdy filmowcy wyjeżdżali rano na zdjęcia, Henryk Szlachet poszedł obudzić Marka Hłaskę słowami: „Panie Hłaskower, pan wstaje, tu nie wywczas, tu film!”.
Każdy ze spacerów rozpoczniemy od zwiedzenia wystawy tematycznej w Muzeum Teatru im. Henryka Tomaszewskiego, którą przygotowano z okazji 70-lecia Wytwórni Filmów Fabularnych we Wrocławiu i opowieści o wielobarwnej historii wrocławskiej WFF. Następnie zobaczymy plenery filmów, które powstały na kanwie utworów literackich, w tym Marka Hłaski, Leopolda Tyrmanda, Bolesława Prusa, Janusza Korczaka, Jerzego Andrzejewskiego czy Gerharta Hauptmanna.
W Muzeum Teatru jest nieduża wystawa rekwizytów wypożyczonych z WFF, a na niej parę kostiumów filmowych (m. in. suknia Beaty Tyszkiewicz z „Lalki”; szata Cybulskiego z „Rękopis znaleziony w Saragossie”), duży reflektor, kamera, stół montażowy, popiersie Zbigniewa Cybulskiego.
Przedstawiono chronologicznie dzieje WFF za pomocą tytułów i fotosów filmów powstałych w kolejnych latach.
Grupa wyszła z muzeum trochę po godz. 17 i usłyszała hymn. A wcześniej bicie dzwonów i syreny uczciły rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego.
Poszli potem w parę miejsc gdzie albo wiszą okolicznościowe tablice (okazuje się, że parę takich tablic, przy odnawianiu budynków, zniknęło na zawsze, koszt jednej to pięć tysięcy złotych a władze miasta nic nie zrobiły, aby je odzyskać) albo w tym miejscu nakręcano sceny do konkretnego filmu lub serialu. Dowiedziała się też, że scen hotelowych wcale nie nakręcano w hotelu Monopol tylko w hali wytwórni. W szklaneczkach podpalano benzynę a nie spirytus. Musiało bosko pachnieć, bo pewnie scenę powtarzano kilkakrotnie.
Udekorowana światłami uliczka i wejście do Teatru Kameralnego grało w serialu „Strachy” według książki Marii Ukniewskiej z Izabellą Trojanowską w głównej roli.
Scena kwesty w kościele z „Lalki” toczy się nie w Warszawie a w jednej z wrocławskich świątyń.
Sytuacji w banku z filmu „80 milionów” nie nagrywano w działającym oddziale a w budynku dawnego Banku Rzeszy, który w czasie realizacji już przestał być Bankiem WBK.
Przed dawnym barem „Barbara” a teraz siedzibą Wrocławskiego Instytutu Kultury jest figurka krasnala Vincenta przed sztalugą z blejtramem, a to na cześć Vincenta van Gogha o którym powstał animowany film „Mój Vincent”.
Kieślowski kręcił swój film „Personel” w Operze Wrocławskiej. I tak dalej itd.
