Drodzy Czytelnicy – pisanie to dla mnie jedna z form masowania szarych komórek, aby nie zanikły. Momentami jest to też dobra zabawa proszę więc nie oczekiwać zbyt wiele, czyli traktować teksty z dystansem. Dziękuję.
Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Czasem w środę umieszczam recenzję przeczytanej książki. Prywatne zdarzenia wplatam w kolejne odcinki – część z nich jest prawdziwa, a część wymyślona.
*********************************** ****************
Koniec maja obfitował w sms-owe alerty pogodowe. Straszono w nich burzami, piorunami, wichrami (bez namiętności), ulewami i grzmotami. Nie zawsze się sprawdzającymi.
Annę najbardziej wkurzył ten wysłany o siódmej rano, bo ją zbudził. A w jej mieście i na osiedlu żadnych takich zjawisk nie było.
A w czwartek procesja za procesją.
Pogańskie korzenie Bożego Ciałaz (bloga anetapfajfer)
„Jak głoszą niektórzy teolodzy ze świętem Bożego Ciała wiążą się symbole, które swoimi korzeniami sięgają czasów pogańskich. Do najważniejszych należy monstrancja, czyli złoty kielich, w którym umieszczone jest mistyczne ciało Chrystusa. Niegdyś był to symbol Wielkiej Matki. Naczynie to wiązało się z narodzinami, śmiercią i odrodzeniem. Tę symbolikę przejęło później chrześcijaństwo, które jednak odwróciło pradawne reguły: kielich z hostią zaczął wyobrażać ciało Chrystusa i świętego Graala ze średniowiecznych legend, zaś księżyc stał się atrybutem Matki Bożej.
Do innych zwyczajów wywodzących się z czasów pogańskich należy święcenie ziół i kwiatów w ostatnim dniu oktawy Bożego Ciała. Wiązankę lub wianuszek składający się z różnych gatunków ziół, które można zbierać na przełomie maja i czerwca. Najczęściej są to: macierzanka, dziurawiec, rumianek, rozchodnik, glistnik jaskółcze ziele oraz mięta. Tak skomponowany wianuszek należało wzmocnić łykiem lipowym (wszelkie sznurki wykonane ze sztucznych tworzyw są niewskazane, ponieważ zaburzają naturalny przepływ energii w roślinach). Po poświeceniu należało go zasuszyć i wykorzystywać przez cały rok w celach leczniczych zarówno dla ludzi jak i zwierząt.”
„Skoro to jest pogańskie święto, to dlaczego chrześcijanie je obchodzą?”
„Ponieważ Kościół zaadoptował już istniejące święta = obrzędy z kultury tzw. pogańskiej, a raczej słowiańskiej, która na naszych terenach obowiązywała. Także Boże Ciało, jak w zasadzie wg moich ‚badań’ wszystkie święta chrześcijańskie, takie korzenie posiada. Symbolika zresztą jest archetypowa i uniwersalna…”
Religia pogańskich Słowian była ściśle związana z kultem przyrody. Jej święta wyznaczał naturalny cykl upraw i zjawisk atmosferycznych, od narodzin do życia wiosną, poprzez letni rozkwit, jesienny czas zbierania plonów i zimową martwicę. Podstawowe kulty wiązały się z naturą: kult Słońca, Ognia, Matki – Ziemi.
Anna obawiała się, że w piątek żaden sklep i urząd nie będą czynne ale, ku jej zdumieniu, najbliższa poczta była czynna i udało się jej wstrzelić w dziurę między klientami. A za nią już mały wąż kolejkowy się wił.
W lumpexie wpadła jej w oko i do torby ruda bluzka za 11,50. Drugi fart tego dnia. I na tym się skończyło. W pasmanterii klientka wybierała koronki do podłużenia dwóch sukienek. Bo wrednie się zachowały i skróciły nieproszone. Czasem materiał zbiegnie się w praniu a często te wredne kalorie w nocy wchodzą nam w ciało jednocześnie zwężając ubrania.
Zapowiedziano pchli targ na osiedlu gdzie mieszka Anna. W piątek tak robiła zakupy, aby zgromadzić jak najwięcej drobnych pieniędzy. Mailowo zarezerwowała sobie stolik, przygotowała różne rękodzieła do sprzedania. Dorobiła kartki okolicznościowe. Zawiesiła ceny na niektórych rzeczach. Wzięła płachtę folii do przykrycia gdyby deszcz pokropił. Oraz wodę do picia i parasol. Sprawdziła na fb i poczcie czy nie odwołano imprezy.
Zapakowała wszystko w dwie torby, jedną na kółkach. I prawie sturlała się ze swojego czwartego piętra. Piechotą przeszła przez kawałek osiedla sprawdzając, że jest dziesięć minut po dwunastej, czyli po początku targu.
Zastała na placu jedno młode małżeństwo i seniorkę – rozłożyli na trawniku zabawki i książeczki dla dzieci.
Transportu ze stołami ani widu, ani słychu. Młodzi zwinęli się po pół godzinie, seniorki po 45 minutach.
A w domu okazało się, że mailowo, dużo za późno zawiadomiono, że imprezę odwołano ze względu na zapowiadane burze. Tyle, że do nocy nic się nie burzyło oprócz wystawionych do wiatru osób. Nawet się rozpogodziło. Organizatorzy sobą zachwyceni pewnie są bardzo.
Anna nie omieszkała mailowo wyrazić swojego niezadowolenia, bo ktoś powinien przyjść na plac i sprawdzić czy ktoś jednak tam przyszedł lub chociaż zostawić kartki z informacją na, stojących tam, ławkach. Nikomu jednak nie przyszło to do głowy. Olewactwo i lekceważenie level hard.
– Wolałabym iść na niedzielny spacer bez obciążenia – pomyślała wkurzona Anna. Nasłałabym na nich orłosępy, jeden przyleciał do Poznania to, w ramach „Wszystkie parapety w Polsce są nasze – orłosępie” mógłby odwiedzić i inne miasta. Wraz z kolegami, głodnymi i w jadle niewybrzydzającymi.
ORŁOSĘP brodaty = eurosęp
Kiedy pan Maciej z Poznania zobaczył obszarpanego padlinożercę na parapecie, pomyślał, że to część kampanii przed wyborami do Europarlamentu. Na szczęście okazało się, że to tylko młody orłosęp, którego dopadł ciężki przypadek miasta doznań i jedna z naszych letnich nawałnic, przychodzących ostatnio dla niepoznaki w maju.
Orłosępy to wielkie ptaki padlinożerne, które na co dzień żyją w Eurazji oraz w Afryce, zwykle powyżej 1000 m n. p. m. Tymczasem jeden z nich trafił nie tylko do Polski, ale w dodatku do Poznania. Wyobrażacie sobie? Wylatujecie spokojnie z Francji, bo stamtąd pochodził ten konkretny egzemplarz, potem lekkie zatrucie kebsem w Berlinie i nagle budzicie się nie dość, że po burzy to jeszcze w Poznaniu. Nie tego spodziewał się młody orłosęp kiedy koordynator Erasmusa obiecywał mu moc doznań.
Nasz bohater przez jakiś czas siedział na parapecie i wyglądał żałośnie, aż w końcu odleciał, usiadł nad brzegiem Warty i zapłakał nad losem swoim oraz poznańskich kierowców. Właśnie wtedy udało się go odłowić i odstawić do poznańskiego zoo, aby doszedł do siebie.
Jak na padlinożercę orłosęp wygląda całkiem nieźle i to nie tylko na plakatach wyborczych jak jego kuzyni. Wprawdzie przyroda wyposażyła go przezornie w czarną przepaskę na oczy, ale poza tym spód tułowia ma biały z rdzawym nalotem, podobnie jak szyję, a skrzydła ciemne z szarymi lotkami oraz sterówkami. Słowem wcale nie wygląda, jakby chciał, wam opierdzielić kota razem z szelkami. Zresztą koty są szybkie i mają mało szpiku w kościach, za którym orłosęp przepada. Pierzasty drań unosi kości wysoko w powietrze i zrzuca na skały, żeby dobrać się do zawartości.
Skoro poruszyliśmy kwestie gastronomiczne, to musicie wiedzieć, że orłosęp potrafi połykać kawałki kości o długości 25 cm i średnicy 4 cm. W tym miejscu miał być żart z Magdaleny Ogórek i jej błyskawicznej kariery w mediach publicznych, ale i tak mi go wytną w redakcji jak ten o Wałęsie i mniejszościach etnicznych, więc nic już więcej o tym nie napiszę.
Orłosępa ostatecznie wypuszczono, ale zanim do tego doszło, zapytano go, co sądzi o naszym kraju. Orłosęp powiedział, że Poznań to piękne miasto, rogale są prawie tak smaczne jak zwierzęce szczątki, okolice Jeziora Maltańskiego to miejsce, w którym przyjemnie spędzą czas zarówno młodzi jak i rodziny z dziećmi oraz seniorzy, a Grunwald i Jeżyce to dwie najbardziej po*ebane dzielnice.
