Drodzy Czytelnicy – pisanie to dla mnie jedna z form masowania szarych komórek, aby nie zanikły. Momentami jest to też dobra zabawa proszę więc nie oczekiwać zbyt wiele, czyli traktować teksty z dystansem. Dziękuję.
Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Czasem w środę umieszczam recenzję przeczytanej książki. Prywatne zdarzenia wplatam w kolejne odcinki – część z nich jest prawdziwa, a część wymyślona.
***********************************************************************
Mikołajowy piątek nie popisał się w żadnym wymiarze. Padał mokry śnieg, żeby wszystkich zniechęcić do opuszczenia domu. Jednak nie wszyscy ulegli tej manipulacji. Byli w tej grupie fani książek i targów w Hali Stulecia. Niemiłą niespodziewankę organizatorzy przygotowali, bo za wstęp płacić kazali i przy wejściu bilety sprawdzali. Za mało kasują za wynajem powierzchni?
Nie było też miejsc do odpoczynku po odwiedzaniu stoisk, czyli panowała zasada: „kupuj i spadaj a nie się rozsiadaj”. Także kupioną kawę trzeba było spożywać „na stojaka” lub chodzonego. Taki taniec targowy. Tylko w restauracji mżna było usiąść ale przecież nie za darmo.
Ceny książek od dawna zwalają z nóg i pustoszą portfele ale jest tam stoisko z tanią książką i liczne oferty za 5, 10, 15, 20 złotych.
Anna nabyła dwie książki po piątaku jakie oferowała Fundacja Cząstka Ciebie.
Zrobiła trochę zdjęć. Każdego roku podziwia kreatywność okazywaną w nazwach wydawnictw. Dlaczego jedno nazywa się „I ja ciebie too” wytłumaczył właściciel. Bo jego dwujęzyczna córeczka gdy usłyszała „kocham cię” odpowiedziała właśnie tą frazą.
Jest tam plansza z napisem „ KSIĄŻKOWERTYK” i definicją tego słowa: ksiązkowertyk – osoba preferująca spędzanie czasu w samotności z książkami niż z ludźmi.
W galerii handlowej postanowiła odpocząć i napić się kawy w „Lulu Cafe”. Za cappuccino policzono jej dwa złote więcej. Na reklamację powiedziano, że to za obsługę, czyli przyniesienie kawy trzy kroki od lady. A informacja jest na (paskudnie obrzęchanym) ostatniej, zamiast na każdej, stronie menu. No, rzyg! Klient nasz wróg i okazja do wykorzystania?
– No more Lulu – postanowiła Anna.
Dlaczego ta kawiarnia kojarzy mi się z tym kwiatkiem? Kto zgadnie?
Opisał ją, oczywiście autor fb –kowego profilu „Zwierzęta są głupie i rośliny też”:
Gwiazda betlejemska = Gwiazda jednego wieczoru jest jak świnka morska, nie wolno dawać jej do jedzenia kotom. W obu przypadkach skończy się przeniesieniem do krainy wiecznych łowów, raz kota, a raz świnki. Nazwa gwiazdy również jest myląca, bo tak naprawdę mamy do czynienia w poinsecją nadobną albo wilczomleczem pięknym. Dobra, kumamy gwiazdo, że masz ładne kwiatki.
Chociaż nie. Nawet tutaj poinsecja robi nas w konia. Czerwone gwiazdy, którym poinsecja zawdzięcza przydomek to tak naprawdę przykwiatki, czyli zredukowane błoniaste listki, które wyrastają w szypule kwiatu. Poza tym gwiazda wcale nie musi być taka czerwona. Może być biała, różowa, a nawet biszkoptowa.
Gwiazda pochodzi z Meksyku, gdzie w XIX wieku, własnoocznie „odkrył” ją ambasador Stanów, kto wie jak długo jeszcze Zjednoczonych. Ambasador, który nazywał się Poinsett, na tyle zainteresował się kwiatem, że wysłał jego nasiona do domu. W uznaniu jego zasług i przewidując rolę, jaką odegrają USA we współczesnym świecie, ten piękny i trujący kwiat nazwano poinsecją.
W swojej ojczyźnie gwiazda była znana od dawna i nazywano ją królewskim lub po prostu ozdobnym kwiatem. Uprawiano ją właśnie po to, dla ozdoby, barwiono nią materiały, a nawet wykorzystywano w celach leczniczych. To, czego z pewnością nie robiono przy jej pomocy to świętowanie Bożego Narodzenia.
Tymczasem w Stanach gwiazda betlejemska jest trzecim najbardziej znanym symbolem świątecznym, zaraz po choince i kredycie konsumenckim na tonę niepotrzebnego badziewia. U nast również od początku grudnia poinsecja rozplenia się na półkach w marketach, skąd łypie czerwoną koroną, jakby mówiła, no chodź, skosztuj to i tak lepsze od pogody za oknem.
Za obecną popularność wilczomlecza odpowiada amerykański przedsiębiorca z branży florystycznej. Niejaki Paul Ecke najpierw wyhodował odmianę gwiazdy, która czerwienią zawstydziłaby Lenina popijającego Colę. Potem namówił hollywoodzkich filmowców, żeby wykorzystali poinsecję do ozdabiania świątecznych planów filmowych. Powinniśmy się cieszyć, że gość nie słyszał o barszczu Sosnowskiego.
Zatrucie kota albo członków rodziny, którzy lubią pakować wszystko do buzi to nie jedyny sposób, w jaki gwiazda betlejemska próbuje zrobić nam na złość. Roślina ta należy do rodziny Euphorbiaceae, czyli wilczomleczowatych. Oznacza to, że jest krewną kauczukowca brazylijskiego. Tego samego drzewa, którego odkrycie pozwoliło zrewolucjonizować transport drogowy oraz przetrzebiło dżunglę amazońską i lokalne plemiona.
Nieco później przyczyniło się również do zmniejszenia populacji w Europie, ale tym razem już konsensualne. Z mleczka kauczukowca robi się bowiem lateks, a z niego prezerwatywy. Dlatego jeżeli macie uczulenie na gumki, to gwiazda betlejemska również może wam zaszkodzić.
No i na koniec powodzenia w próbie utrzymania gwiazdy w dobrym stanie dłużej niż przetrwają resztki z wigilii. Na przełomie lutego i marca roślina zrzuca kolorowe listki i przechodzi w stan spoczynku. Potem przesadzanie, skracanie pędów, nawożenie, podlewanie, a wszystko to w ochronnych rękawicach, żeby nie oberwać sokiem. Albo to, albo ponowna wycieczka do Lidla po kolejną gwiazdę jednego wieczoru.
W prezencie mikołajkowym seniorka poszła do kosmetyczki. Gadatliwa jest ona, więc poopowiadała o szkoleniach na które chodzi i o tym, że niektóre jej koleżanki nie przestrzegają warunków oraz zasad aplikowania inwazyjnych zabiegów.
Na koniec, gdy przyszła następna klientka, porozmawiały, krótko, o świątecznych daniach. Anna pochwaliła się, że smażonego, na maśle, karpia obsypuje (jeszcze na patelni) rozdrobnionymi orzechami włoskimi. Już nie smażąc.
Wyrzucanie śmieci jest praktyczne i czasem pożyteczne. Tego dnia Anna wyjęła z pojemnika (a raczej wyszarpała) dwa duże zeszyty (kiedyś zwane notatnikami akademickimi), dwa mniejsze zeszyty w twardej okładce i cztery zestawy kolorowych kartek do niedużego segregatora. Wszystkie niezapisane. I książki, które trzeba było wytrzeć i wysuszyć a potem podkleić:
Yasunari Y. – Kraina śniegu;
Lofting H. – Doktor Doolittle i jego zwierzęta; Cyrk Doktora Doolitlea; Dostojewski F. – Zbrodnia i kara tylko t. 1;
Wańkowicz M. – Szkice spod Monte Cassino;
Kowalska L. – 500 zagadek z chemii;
Duncan I. – Moje życie;
– Frazeologiczny słownik francusko – polski
W języku angielskim, skróty lub fragmenty:
Groom W. – Forrest Gump i Austen J. – Emma
Jako dziecko PRL-u w którym brakowało papieru nie mogła zostawić tego na zatracenie.
Jak się nie ma w głowie… Czyli jak się nie pamięta kto wydal „Odrzanię” to się jej nie kupi na Targach Książki tylko później zamówi w osiedlowej księgarni. Odbiór nastąpił 12 grudnia i okazało się, że jest to Dzień Księgarza a sprzedawczyni klientom rozdaje róże z okolicznościowym tekstem na zawieszce.
W domu róże podcięła, łodyżkę nacięła i do wazonu wstawiła. Na drugi dzień i jeszcze przez następne kwiatek był w dobrej kondycji pięknie żółcąc szarość zaokienną.
