Drodzy Czytelnicy – pisanie to dla mnie jedna z form masowania szarych komórek, aby nie zanikły. Momentami jest to też dobra zabawa proszę więc nie oczekiwać zbyt wiele, czyli traktować teksty z dystansem. Dziękuję.
Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Prywatne zdarzenia wplatam w kolejne odcinki część z nich jest prawdziwa, a część wymyślona.
***********************************************************************************
– Ja to nie mogę mieć przez dłuższy czas spokoju. Diabeł stróż dokopać mi musi, bo się udusi – stwierdziła Anna wojując, bez skutku, z dolnopłukiem. Niby nie ma powodu ale źle działa.
Późnym wieczorem młodzi sąsiedzi głośno rozmawiali, pokrzykiwali i śmiali się do drugiej w nocy. A ściany cieniutkie, regał nie wygłusza, niestety. Powinna się była wyspać przed ważną wizytą w urzędzie. Do którego, o dziwo, za piątym razem udało się jej internetowo zapisać na wizytę.
Rano o siódmej znowu atrakcja inaczej – muzyka zza ściany łup, łup, łup L
Sprawdziła godzinę odjazdu autobusu ale wyszła z domu takiej porze, że zdążyła na poprzedni kurs. Pojechała i wstąpiła do księgarni pooglądać nowości a nawet przecenione książki. Obiecała sobie, że jeśli uda się jej pozytywnie załatwić sprawę to coś kupi.
Potem wstąpiła do biblioteki publicznej mieszczącej się niedaleko urzędu. Miała nadzieję spotkać tam znajomą bibliotekarkę. Niestety ta była na zwolnieniu z powodu choroby.
Porozmawiała więc z obecną pracownicą, która ją pamiętała. Co Annę pozytywnie bardzo zaskoczyło.
Do urzędu dotarła trochę przed czasem. A potem okazało się, że nie może powiedzieć tego co sobie pracowicie, wielokrotnie w myśli wieczorem, w nocy (hałas nie pozwolił zasnąć) oraz rano po zbyt wczesnym obudzeniu przygotowała, bo urzędniczka bardzo ją pospieszała. Na szczęście pomogła wypełnić duży druk i zdziwiła się, że Anna tak późno tę sprawę załatwia.
No bo tak ją poinformowano, że ma czekać na drugą decyzję innego urzędu. A to nieprawda. Ale skąd miała wiedzieć?
Bardzo ją to samo przygotowanie dokumentów i informacji do przekazania dużo nerwów kosztowało. W dodatku prawie nieprzespana noc i lekkie sensacje żołądkowe. Ręka jej drżała przy wypełnianiu druku.
Tak była zmęczona, że do księgarni nie wstąpiła i nic nie kupiła. Tylko od razu pojechała jednym, następnie drugim tramwajem, bo po drodze wstąpiła do sklepu dla rękodzielników i artystów. Nawet nabyła dwa dziurkacze ozdobne i jeszcze 3 mniejsze rzeczy, w ramach pozbycia się stresu.
Załatwiła też opłatę składki i kupno leku. A potem odebrała w punkcie ksero zostawiony tam, w środę, pendrive.
W prywatnej piekarni kupiła pieczywo a w kolejnym jogurt, bo powinna (po antybiotyku) często go pić.
Bardzo zmęczona weszła na czwarte piętro ale jeszcze miała siłę przygotować sobie obiad. I padła.
Za duży wiatr na moją wełnę – pomyślała przymykając oczy.
Z noblowskiej przemowy Mario Vargas Llosy (zmarł 13.04.2025):
„… to dzięki literaturze, sumieniom, które budziła, pragnieniom i marzeniom, które rodziła, rozczarowaniu, po którym wracamy z podróży do rzeczywistości do pięknego zmyślenia, cywilizacja jest dziś mniej okrutna niż wówczas, gdy pierwsi bajarze uczłowieczali życie swoimi opowieściami.
Bylibyśmy gorsi, niż jesteśmy, bez dobrych książek, które czytamy. Bylibyśmy większymi konformistami, mniej niespokojni i mniej niepokorni, a duch krytyki, napęd postępu, w ogóle by nie istniał. Podobnie jak pisanie, także czytanie jest formą protestu przeciw niedostatkom życia. Ten, kto w fikcji szuka tego, czego mu brak, mówi, bez wypowiadania tego głośno, a nawet może tego nie wiedząc, że życie takie, jakim jest, nie wystarcza, by zaspokoić nasze pragnienie absolutu, tej podstawy ludzkiej kondycji; że powinno być lepsze. Wymyślamy fikcje, żeby móc przeżyć tych wiele żywotów, które chcielibyśmy mieć, choć mamy zaledwie ten jeden jedyny.
Bez fikcji bylibyśmy mniej świadomi, jak ważna jest wolność, żeby życie dało się żyć, i jakim się staje piekłem, gdy wolność dławi tyran, ideologia czy religia. Kto wątpi, że literatura nie tylko pozwala nam śnić o pięknie i szczęściu, ale i przestrzega nas przed wszelkim uciskiem, niech spyta, czemu wszystkie reżimy, które usiłują kontrolować ludzie życie od kolebki po grób, tak się jej boją, że ustanawiają cenzurę, by ją zdławić, i śledzą podejrzliwie niezależnych pisarzy. Czynią tak, bo wiedzą, jak niebezpieczne są wycieczki wyobraźni w książki, jak groźne stają się fikcje, gdy czytelnicy zestawiają wolność, która je rodzi i która się w nich realizuje, z obskurantyzmem i strachem czyhającymi na nich w prawdziwym życiu.
Wymyślający historie opowiadacze zawsze, choćby o tym wiedzieli lub nie, choćby tego chcieli lub nie, sieją niezadowolenie, pokazują, że świat jest kiepsko urządzony, że życie w fantazji jest bogatsze niż codzienny znój. To ta świadomość i wrażliwość, gdy zapuszczą korzenie, sprawiają, że ludzie nie dają sobą łatwo manipulować i nie przyjmują łgarstwa, które głosi, że za kratami i w towarzystwie inkwizytorów i strażników żyje im się bezpieczniej i lepiej”.
Na czwartkowych zajęciach literackich prowadząca je p. Magda pochwaliła blogowy tekst Anny opisujący spacer herstoryczny. Miło jest gdy ktoś cię pochwali.
Rozmowa w trakcie masażu:
– Coś chłodno tu jest. Panu ciepło bo się pan rusza a ja leżę lub siedzę.
– A bo wyłączyłem grzejnik i uchyliłem drzwi. Patyczki zapachowe za mocno napachniły pomieszczenie. Ale następnym razem przyniosę włóczkę i druty.
– I od tego będzie tu cieplej.
– No, nie ale będzie się pani ruszać robiąc na drutach.
– Jakim cudem przecież lezę na brzuchu?
– No, stopami.
– Że coooo?
Wracając autobusem z cmentarza gdzie na grobie koleżanki przywiązała do krzaka bukszpanu zrobiony przez siebie świąteczny wianek zobaczyła na t-shercie nastolatki (w pobliżu jest LO do którego chodziła i źle wspomina) prosty rysunek głowy, obok mózgu i napis „use it”.
Rozdawałabym taki wszystkim politykom i osobom sprawującym jakąś funkcję. Dodałabym jeszcze „używaj życzliwości i empatii” ale jak to narysować?
W przedświąteczną sobotę wyrzucając śmieci jak zwykle przejrzała zawartość pojemnika na papier przerzucając jego zawartość do tych obok. Natknęła się na nieduży ciężki kartonik oklejony taśmą. Przecięła ją kluczem i okazało się, że są tam cztery granatowe ze złotym brzegiem, talerzyki deserowe. Niemiło pomyślała o wyrzucaczu – pozbywaczu się dobrych rzeczy.
– Mógłby chociaż położyć obok kontenera z opisem zawartości. Nie, to sru do pojemnika, niech idzie na zatracenie. Nawet jeśli to prezent lub pozostałość po nielubianej osobie głupio i nieekologicznie ktoś postąpił – pomyślała. I postanowiła po świętach zanieść je do sklepu dobroczynnego.
„Pielęgnujcie przypadkową życzliwość i piękne czyny pozbawione sensu” = „Practice random kindness and senseless acts of beauty”, a jego autorką jest Anne Herbert, amerykańska pisarka i dziennikarka, która użyła tego zdania na początku lat 80. w piśmie „Whole Earth Review”. Stało się ono później hasłem ruchu promującego życzliwość i bezinteresowne gesty dobra.
Nie uważam, aby nawet przypadkowa życzliwość była pozbawiona sensu. A wy?