Drodzy Czytelnicy – pisanie to dla mnie jedna z form masowania szarych komórek, aby nie zanikły. Momentami jest to też dobra zabawa proszę więc nie oczekiwać zbyt wiele, czyli traktować teksty z dystansem. Dziękuję.
Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Czasem w środę umieszczam recenzję przeczytanej książki. Prywatne zdarzenia wplatam w kolejne odcinki – część z nich jest prawdziwa, a część wymyślona.
***********************************************************************
Sobota przed poniedziałkiem z trzema królami przyniosła do Anny sąsiadkę z prośbą. Najpierw ze zdziwieniem, że seniorki nie widać i nie słychać.
– A ja myślałam, że to moja zaleta, ta czapka niewidka – pomyślała Anna.
Ale sąsiadka przyszła po prośbie. Nie chodziło o datek finansowy tylko siłowy. Konkretnie o otwarcie słoiczka ze smalcem, prezentu od koleżanki, którego zawartością sąsiadka chciała sobie okrasić pierogi. Za pomocą podważenia boku pokrywki ostro zakończonym nożem operacja „smalec ze skwarkami” zakończyła się pomyślnie.
Bez rewanżu w postaci poczęstunku. Nie był oczekiwany – ten rewanż.
Jest taki rysunek Andrzeja Mleczki: Idzie anioł z napisem: Dobrego nowego roku. A za nim diabeł z: Po moim trupie.
U mnie ciągle, całe życie, to aktualne.
I w ramach tego wariuje spłuczka w łazience. I dowiedziałam się o śmierci zawodowej koleżanki, mojej rówieśniczki.
A propos postępowania złych ludzi zacytuję Annę Dymną:
„Jednym z kłamstw tego świata jest to, że jeśli będziesz dobry dla ludzi, oni odwdzięczą się tym samym. To bzdura. Są tacy, którzy czerpią przyjemność z rujnowania innych. Jednak niezależnie od tego, jak zgniłe serca spotykasz, warto być miłym nie po to, aby ktoś ci się odwdzięczał, ale po to by pokazać światu, że człowieczeństwo jednak istnieje”.
Albo: Bądź dobry – co ci szkodzi?
– Niestety, niektórym bardzo szkodzi dlatego nie mogą się powstrzymać przed wykorzystywaniem, poniżaniem i obrażaniem innych. W ten sposób chcą sobie wyrównać kompleksy i udowodnić, że są lepsi a kompromitują się i odstraszają ludzi od siebie – pomyślała Anna. A potem się dziwią, że są nielubiani.
W pewną środę (bez dyżuru bibliotecznego na skutek zabudowy części holu w Centrum Seniora) seniorka podjęła słuszną, jak się okazało, decyzję i zadzwoniła do pewnego urzędu w stolicy. I nareszcie trafiła na kogoś kumatego, kto wytłumaczył jej dlaczego nie może załatwić pewnej sprawy. Powód podano jasny, sensowny i zrozumiały.
– No, to mam sprawę z głowy, nareszcie – westchnęła Anna. I wysłała sms-a z info do koleżanki zainteresowanej tematem. A potem do niej zadzwoniła obiecując, że listem analogowym prześle jej informacje, które pozyskała w trakcie rozmowy z urzędniczką.
Aby uczcić koniec przepychanek z urzędem zapaliła świeczkę (tealight) przy małej witrażowej choince mającej specjalne miejsce na takie świecenie. I zjadła porcję bigosu wciągniętego z zamrażalnika.
Wcześniej na poczcie w galerii handlowej wysłała kilka listów z kartami ATC i nabyła w sklepie firmowym polskiej marki kosmetycznej kilka produktów.
Od autora „Zwierzęta są głupie i rośliny też” dowiedziała się, że istnieje takie stworzonko, nawet chętnie by je hodowała w większej ilości:
ZALESZCZOTEK
Wiedzieliście, że mamy w Polsce skorpiony? Tylko oczywiście dostaliśmy wybrakowane egzemplarze, bo bez żądeł. No i nie są za duże, bo mierzą od trzech do czterech milimetrów. Chodzi o niewielkiego pajęczaka, który przedstawia się jako zaleszczotek książkowy. Poza tym, że zaleszczotek jest mikrus i bezkolcowiec, to jest też całkiem pożyteczny. Lubią go na przykład pszczelarze, bo gość poluje na pasożyty, między innymi na gąsienice barciaków i dręcz pszczeli.
Zaleszczotek może mieszkać w różnych miejscach na przykład w lesie pod korą albo z pszczołami w ulu. Co ciekawe zaleszczotek atakuje i wykańcza pszczele pasożyty nawet kiedy nie jest głodny. Jeżeli jednak zje wszystko, co dybało na pszczoły, to wcale nie zaczyna atakować gospodyń. Nie, zaleszczotek łapie się ich i na cudzych skrzydłach leci czyścić inne ule.
Zaleszczotka można spotkać również w swoim domu, szczególnie jeżeli ma się pokaźną biblioteczkę. Koleś czai się między kartami jak to, co podmiot liryczny miał na myśli i poluje między innymi na roztocza. To, że zaleszczotek nie ma kolca jadowego, nie oznacza, że nie jest jadowity. Owszem jest tylko ujście gruczołów jadowych znajduje się w zaleszczotkowych kleszczach. Kiedy tylko polski skorpion pochwyci jakieś smaczne roztocze albo inną antylopę półkowej sawanny to natychmiast aplikuje jej jad, uśmiercając ją lub wprowadzając w odrętwienie. Później oblewa ją sokami trawiennymi i siorbie jak szejka z frytkami.
Poza roztoczami zaleszczotek poluje również na wszy książkowe. Jeżeli w tym momencie rzuciliście przerażonym wzrokiem na półkę z książkami, to nie mam do was pretensji. Wszy. W książce. Jakby mole nie były wystarczająco wstrętne. No więc wszy książkowe to formalnie psotniki kołatki, które żrą papier. Zaleszczotek natomiast żre psotniki, więc jest naszym naturalnym sprzymierzeńcem.
Jakby tego było mało, zaleszczotek zajada niekiedy również mole odzieżowe. No przynajmniej te w stadium larwalnym. Tak czy inaczej, zaleszczotku jesteś równy gość, pij ze mną kompot.
– Nawet w drodze do sklepu może cię coś i ktoś zaskoczyć – pomyślała Anna. To że bankomat nie miał w zasobach swoich banknotów pięćdziesięciozłotowych to małe piwo (bezalkoholowe). Ale przechodząc obok starej kamienicy we wgłębieniu bramy zauważyła leżący, nieduży czarny kapelusz. Nie cylinder kominiarski, raczej melonik iz kwiatkiem w tym samym kolorze. Ktoś był na balu kostiumowym i zgubił będąc pod wpływem?
Nie przymierzyła tylko poszła do sklepu przypominając sobie co ma kupić: imbir kandyzowany, owoce itd.
Gdy szła z powrotem zaczepiła ją mała, bardzo seniorka mówiąc, że na ulicy leży portfel. Na co Anna, że trzeba zajrzeć może jest tam adres właściciela. Podeszły do tego miejsca i staruszka pokazuje laską … kapelusz. Bardzo zdziwiona, że to nie portfel. A wyglądem nawet go nie przypominał.
Drugim zaskoczeniem był widok młodej dziewczyny w bardzo krótkiej spódniczce, rajstopach kabaretkach i czerwonych udach oraz kolanach. A wystarczyłyby grube rajstopy jeśli już musiała pokazać nogi.
Ponurość i zimność zaokienna nie zachęca do wychodzenia z domu. Czasem trzeba jednak wyrzucić śmieci, zrobić zakupy lub wysłać list polecony.
W czwartek, będącym środkowym dniem stycznia Anna wykonała parę czynności. Wyjęła ze skrzynki dwa polecone listy, pojechała do galerii handlowej gdzie w punkcie pocztowym nadała list do pewnego urzędu, aby zakończyć sprawę nie do załatwienia.
Wjechała na drugie piętro, zamówiła kawę, usiadła przy stoliku i otworzyła list. Z pierwszej koperty, od koleżanki, z którą koresponduje analogowo od 60 lat, wyjęła oprócz listu prezent z okazji urodzin, dwuskładnikowy – to co wynaleźli Fenicjanie i monetę 2-złotową z wizerunkiem Agnieszki Osieckiej, wydaną w 2013 roku. Drugi zawierał karty ATC i „przydasie”.
Na jednym ze stoisk kupiła kilogram bezpestkowych daktyli za 15 złotych. Traktuje je jako słodycze do herbaty.
Regału na uwolnione książki wzięła „Kolumbów rocznik 20-ty” i informator kulturalny.
W domu zjadła obiad i popijając herbatę postanowiła na FB podziękować za karty ATC. Ale diabeł stróż uznał, że dosyć tych sukcesów, bo się babie we łbie przewróci. I nie odpuścił na zasadzie „muszę, bo się uduszę”. Czyli nie udało się jej włączyć laptopa co rankiem było łatwe. Zadzwoniła więc do znajomego fachowca ze skargą na sprzęt, bo gdyby powiedziała o diable pomyślałby, że seniorce odbiło.
Poradził przytrzymać guzik piętnaście sekund a jeśli nie zadziała przyjść do zakładu. Zrobiła to i kicha czyli klapa. Już zbierała się do wyjścia ale jeszcze raz nacisnęła klawisz i zadziałało – uffff.
