Drodzy Czytelnicy – pisanie to dla mnie jedna z form masowania szarych komórek, aby nie zanikły. Momentami jest to też dobra zabawa proszę więc nie oczekiwać zbyt wiele, czyli traktować teksty z dystansem. Dziękuję.
Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Prywatne zdarzenia wplatam w kolejne odcinki – część z nich jest prawdziwa, a część wymyślona.
*******************************************************************
Z okazji Dnia Kobiet, jeśli ma się zasobne konto, można nakupować sobie ciuchów, polecieć balonem (oby tylko pogoda lub inne okoliczności nie zrobiły nas w balona), pojechać na Majorkę czy inne Capri.
A jeśli dochody pachną malizną można wybrać się na bezpłatny spacer HERstoryczny, czyli śladami kobiet po Wrocławiu. Zaczęło się od opery, nikt nie śpiewał a przewodniczka uświadomiła nas, że Dzień Kobiet to nie jest PRL-owski pomysł tylko wcześniejszy i w dodatku nie polski.
Już we wrześniu 1945 roku wystawiono we Wrocławiu „Halkę” Stanisława Moniuszki, a pieniądze na kostiumy zafundowała śpiewaczka Franciszka Platówna, wykonawczyni głównej roli sprzedając swój bardzo cenny sygnet. Jej córka Stanisława była pisarką, tworzyła książki dla młodzieży choć sama nie miała dzieci.
Naprzeciwko opery znajduje się kawiarnia w której kiedyś królowała barmanka Jola, a było to ulubione miejsce panów lgbt, których ona nie tylko obsługiwała ale i wysłuchiwała zwierzeń, pomagała, opiekowała się.
Stojąc przed domem w którym wychował się fizyk i noblista Max Born przy pl. Wolności usłyszeliśmy o jego żonie Hedwidze a przy okazji okazało się, że była babcią aktorki Oliwii Newton – John. A Max dziadkiem, matką zaś jego córka Irena.
Tu mieszkała też, w biednej rodzinie, aktorka kina niemego Agnieszka Zaremba, żyła w latach 1862 – 1927 (pseud. Agnes Sorma) odkryta przez sąsiada reżysera.
Przy ulicy ofiar Oświęcimskich stoi kamienica, której w XVI w. właścicielką była Anna Rybisch, na frontonie domu jest rzeźba przedstawiająca narodziny jej syna.
W połowie XIX wieku mieściła się tam drukarnia „Wiadomości Literackich” prowadzona przez kobietę – polską George Sand, czyli osobę niebanalną i wkurzającą otoczenie, bo paliła, miała krótko obcięte włosy i siadała po turecku. Rzeczywiście skandal to nad skandale.
W tej kamienicy, w XX wieku, mieszkała malarka Hanna Krzetuska z mężem Eugeniuszem Geppertem. Ona malowała w ciasnej kuchni, on w salonie gdzie było dobre światło. On koniki, ona uprawiała sztukę nowoczesną. O niej mówiono „malująca żona Gepperta”. Dopiero gdy mąż zobaczył co maluje żona zmienił tematykę i sposób malowania. Ona zapomniana, jego imię nosi wrocławska ASP. W tym mieszkaniu jest ich muzeum.
Przez wieki panuje zasada: wygumkować zasługi kobiet, bo się babom przewróci w głowie i zaczną fikać, praw i równości się domagać.
Obok jest budynek ZETO projektu Marii Tarnawskiej i jej męża.
Do II wojny światowej niechętnie dopuszczano kobiety na studia politechniczne twierdząc, że kobiety mają za małe mózgi, aby pojąć tę dziedzinę nauki.
Komentarz do tego: „To wszystkie wieloryby powinny być profesorami”.
Przy ratuszu okazało się, że pierwotnie na herbie miasta był wizerunek świętej Doroty. Ale trzeba było ją usunąć i (za 300 florenów) wstawić mężczyznę.
Ciekawą postacią jest też pewna biedna handlarka Ellen, która codziennie w Piwnicy Świdnickiej w ratuszu zarabiała sprzedając jakieś drobiazgi. A, że była miła i kontaktowa w pięćdziesięciolecie jej pracy szef lokalu ufundował tort z którego po rozkrojeniu wysypały się talary.
Mógł to zrobić wcześniej – prawda? Tak z dwadzieścia lat wcześniej.
Miłym przerywnikiem na trasie spaceru był mini koncert kwartetu z piosenkarzem, który wykonał m.in. „Naprawdę jaka jesteś”.
Przy kościele p.w. Marii Magdaleny usłyszeliśmy opowieść o kobiecie, która chciała być pastorką a pozwolono jej tylko na zostanie wikariuszką. Od 1933 roku ratowała rodziny żydowskie, około 300 osób. Napisała list otwarty do władz w sprawie prześladowania tych osób i za to osadzono ją w obozie koncentracyjnym.
A na górze kościoła jest „Mostek pokutnic/czarownic” i powstała sympatyczna inaczej legenda:
Wśród mieszkańców miasta zaczęły krążyć opowieści o dziwnych odgłosach dochodzących z góry. Podobno spóźnieni przechodnie słyszeli nocą jęki i szelest mioteł zamiatających posadzkę. Matki zaczęły więc straszyć krnąbrne córki, nieskore do wyjścia za mąż, pokutującymi na mostku dziewczętami, które wolały zabawę i beztroski żywot panny od obowiązków żony i gospodyni. Zmarły, nie zaznawszy stanu małżeńskiego i za karę po wieczne czasy będą sprzątać ów mostek pomiędzy wieżami”.
Jakiś dziaders to wymyślił lub udręczone małżeństwem kobieta. Albo oboje. Bo dlaczego komuś ma być dobrze, jeśli mnie jest źle.
W trakcie wykładu przejechał zabytkowy jednowagonowy tramwaj prowadzony przez motorniczą.
Na podwórku przy Instytucie Kulturoznawstwa obejrzeć można fryz przedstawiający boga czasu Chronosa i muzy.
Jednak istnieje legenda, że to podobizna niepokornych sióstr, które nie chciały wychodzić za mąż, rodzić dzieci tylko balować. Za karę zostały zamienione w kamienne postaci.
Bo kobiety nawet wykształcone, w dawnych czasach, nie mogły pracować w swoich zawodach tylko wracały do domu i „celebrowały nudę” czekając na męża. Bo zasada „3 x K” panowała i dobrze się miała. Dzisiaj do tego wracamy ku zachwytowi dziadersów.
Maria Skłodowska i jej siostra studiowały we Francji a nie na polskich terenach.
Kobiety nawet po skończeniu medycyny przed I wojną nie mogły praktykować, zmieniła to dopiero wojna, bo potrzebni byli lekarze niezależnie od płci.
We Wrocławiu (Breslau) w 1907 Hedwig Kohn roku dostała się, jako druga, na wydział fizyki na uniwersytecie, w 1930 uzyskała tam habilitację. W 1933 roku została usunięta z uczelni na skutek nazistowskich rozporządzeń. Miała duże trudności z wyjazdem do USA, które nie przyjmowało osób w poważnym wieku (miała 55 lat), bo byłyby dużym obciążeniem dla ich systemu.
Alicja Rosenstain (1898 – 1991) neurohirurżka, urodziła się, wykształciła i pracowała w Breslau. Jej matka była Amerykanką a wuj mieszkający w Nowym Jorku poręczył za nią dzięki czemu mogła w 1934 roku wyemigrować i pracować na tamtym terenie.
W 1943 roku wstąpiła do armii gdzie pracowała jako neuropsycholog. Była lgbt i ponad 40 lat mieszkała z partnerką, razem wychowywały dziecko. W armii broniła praw kobiet o tej orientacji.
W spacerze, jak zwykle, większość uczestników to były kobiety, poza tym paru panów i pies tzw. „osoba szczekająca”.
Szermierz przed Uniwersytetem znowu nie ma szpady – powinien wreszcie się ruszyć i dać po łbie złodziejowi.
Tekst mówiony przewodniczki tłumaczono na język migowy i przy okazji dowiedzieliśmy się jaki gest pokazuje słowo kobieta – chwycenie się dwoma palcami za płatek ucha, nawiązuje to do kolczyka. Ale każdy kraj ma swoje, inne gesty, np. we Francji kobieta to przyłożenie dłoni na górę twarzy.
Obdarowano nas nie tylko koncertem ale i kwiatami w proszku, czyli torebeczką z nasionami, mieszanką koniczyny, facelii, kolendry siewnej, nagietka, kminku, lniczniku, ślazu, kąkolu polnego, ogórecznika lekarskiego, chabru, maku polnego, słonecznika i gryki.
