Drodzy Czytelnicy – pisanie to dla mnie jedna z form masowania szarych komórek, aby nie zanikły. Momentami jest to też dobra zabawa proszę więc nie oczekiwać zbyt wiele, czyli traktować teksty z dystansem. Dziękuję.
Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Prywatne zdarzenia wplatam w kolejne odcinki część z nich jest prawdziwa, a mniejsza część wymyślona.
***************************************************************************
Czwarty dzień sierpnia to trochę słońca i trochę deszczu. Tego drugiego oczywiście wtedy gdy wyszłam po zakupy.
Głównie, aby skserować „Spacerownik po miejscach akcji książki „Wrocław, koty i … Opowiadania prawie kryminalne”. Bo tam są nie tylko koty i trupy. Dużo też różnych miejsc mojego miasta, które w książce mają swoją notkę.
Poza tym nabyłam małe ogórki do zakiszenia, czosnek i chrzan. Koper miałam z torebki zawierającej przyprawę do kiszenia ogórków. Powinien być z dojrzałymi nasionami a sprzedają zielony.
A na obiad oprócz makaronu z sosem, który powstał ze zmiksowania leczo (nie lubię jedzenia ciągle tego samego), dobry wyszedł. Jako jarzynka: uduszona cukinia, pomidor lima, cykoria, ogórki kiszone, pomidory suszone, sól i pieprz ziołowy plus gęsi smalec, taki mój wynalazek trochę z cyklu „na winie” – co się pod rękę nawinie.
Wtorek – masażysta mnie pyta:
– Czy jedzie pani na jakieś wczasy?
JA:
– najlepsze wczasy to ja mam tu, w pańskim gabinecie.
A potem zaskoczył:
– Jak szykuje się pani na jutrzejsze święto?
– Jakie święto? Nic nie wiem.
– No, jak, to inauguracja nowego prezydenta.
– Aaaa, ale ja go nie wybierałam, więc o świętowaniu nie ma mowy. Bardzo nie ma. Wstyd na cały świat będzie, a już mieliśmy przez 10 lat nieustanną prezydencką kompromitację.
Byłam w kinie (po bardzo dłuuugim czasie się wybrałam) na „Vinci 2”. Lubię komedie tego reżysera.
Teraz Robert Cumiński czyli Cuma mieszka z ognistą Carmen w Hiszpanii i bardzo mu tam dobrze jest. Ale przeszłość wraca w postaci Chudego (w poprzedniej części był Gruby) z propozycją nie do odrzucenia. Żona woli zaadoptować szczeniaczka niż wysługiwanie się złodziejom ale Cumę natura ciągnie do lasu. Tyle, że Chudy przedobrzył i zespół Cuma – Julian/Szerszeń Wolniewicz oraz górnik z dwojgiem dorosłych dzieci robią mu psikusa z fajerwerkami. Nie chodzi tym razem o obraz.
Spotykamy się ponownie z Japończykiem, który o mało co w poprzedniej części nie popełnił seppuku. A jego żonę, kustoszkę Muzeum Czartoryskich gra Ilona Ostrowska (najbardziej znana z serialu „Ranczo”) w awangardowej fryzurze i okularach.
Akcja z początku ciągnie się jak zużyta guma do żucia a potem nabiera życia i daje, momentami, czadu.
Więckiewicz spisuje się świetnie, Szyc dobrze mu partneruje, Dorocińskiemu napisano odjechaną scenę i nieźle się popisał, złodzieje bez profesjonalizmu dostają po nosie i kieszeni. A najbardziej zaskakujący jest koniec.
Zupełnie niezaskakujące jest orędzie odchodzącego prezydenta – to wodospad przechwałek wzdęcia i nadęcia. A szanowna małżonka powiedziała na pożegnanie: „Jestem najszczęśliwszym człowiekiem w tej kancelarii”. No, miała dziesięć lat drogi przez mękę. Bidulka.
We wtorek 5 sierpnia w warszawskim Ogrodzie Botanicznym zakwitło DZIWIDŁO. Przypadek? Nie sądzę. Myślę, że to dla uczczenia nowego prezydenta.
Autor profilu „Zwierzęta są głupie i rośliny też tak to – to opisuje:
Warszawiakom opadło wielkie dziwadło. Spokojnie, Pałac Kultury nadal stoi. Marcin Prokop również jest bezpieczny. Chodzi o dziwidło olbrzymie, czyli największy kwiat świata, który w dodatku śmierdzi jak kontener na bioodpady. Dziwidło to roślina z gatunku obrazkowatych (bo lepiej oglądać ją na papierze). Jej kwiatostan dorasta do ponad trzech metrów wysokości, a cała roślina potrafi ważyć sto dwadzieścia kilo, z czego większość przypada na schowaną pod ziemią bulwę.
Dziwidło zakwitło wczoraj w nocy w Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu Warszawskiego i od razu zasmrodziło okolicę. Biedny kwiat chciał tym aromatem przyciągnąć muchówki i chrząszcze, a zwabił Warszawiaków.
Specjalnie dla nich wrota ogrodu botanicznego rozwarły się o siódmej rano, a nie o dziesiątej – jak zwykle. Niestety botanicznianie, czyli pracownicy ogrodu, nie poinformowali o tym wcześniej amatorów mięsnych aromatów.
No i się zaczęło marudzenie, bo dziwidło przez te kilka godzin straciło na powabie. Co prawda dalej wali jak bąkiewicz wypuszczony na granicy (dobrego smaku) – ale żółta kolba kwiatostanu zwisa smętnie, zamiast dumnie sterczeć na baczność.
Dziwidło kwitnie tylko przez 2–3 dni i w dodatku bardzo rzadko. Ostatnio warszawski okaz pokazał kolbę w 2021 roku. Poza Warszawiakami wydarzenie uświetnił wtedy jeż, który próbował wejść bez kolejki i w dodatku na krzywy ryjek.
W środowisku naturalnym dziwidło występuje na indonezyjskiej Sumatrze. W lesie deszczowym nie ma zbyt wielu tradycyjnych zapylaczy, bo pszczoły nie lubią, jak im się żądło poci. Dziwidło musiało wymyślić, jak zwabić inne owady – padło na padlinożerne chrząszcze i muchówki. Owady wpadają na wyżerkę zachęcone zapachem, a na miejscu dostają tylko pyłkiem po oczach i dziwidło pokazuje im środkową łodygę.
Ale po kolei. Najpierw dziwidło wypuszcza długi nawet na siedem metrów liść. Kiedy on przekwitnie, pojawia się kwiatostan – czyli żółta kolba oraz fioletowe osłony, przypominające płatki. Wewnątrz kolby panuje temperatura nawet o 5–10 stopni Celsjusza wyższa niż na zewnątrz, bo – jak wie każdy fan makreli z mikrofali – ciepło wspomaga roznoszenie się zapachów.
Smród, opisywany jako połączenie gnijącego mięsa z popsutym jajem, roznosi się nawet na kilka kilometrów wokół dziwadła. Musi, żeby zwabić owady z pyłkiem innego dziwidła. Roślina nie zapyla się sama, bo drobne kwiaty męskie w górnej części rozwijają się, dopiero kiedy żeńskie u nasady więdną. Islandczycy w tym samym celu używają aplikacji.
Jeżeli macie ochotę zobaczyć przekwitnięte dziwidło, to zapraszam dzisiaj do ogrodu botanicznego – albo w dowolny dzień na obrady sejmowe.
Z facebookowego fanpage Doroty Zawadzkiej (za jej zgodą) wzięłam poniższy tekst:
„Prezydent MOŻE:
– zgłaszać projekty ustaw (ale to Sejm decyduje, co z nimi zrobi),
– podpisać ustawę lub zawetować ją (weto może być odrzucone 3/5 głosów Sejmu),
– kierować ustawę do Trybunału Konstytucyjnego,
– mianować premiera, sędziów, generałów, ambasadorów, członków niektórych instytucji,
być zwierzchnikiem sił zbrojnych (ale decyzje militarne podejmuje rząd),
– reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej,
– inicjować debaty publiczne i symbolicznie wpływać na kierunek kraju.
Prezydent NIE MOŻE:
– samodzielnie zmieniać stawek podatków (VAT, PIT, Belka),
– prowadzić polityki energetycznej, mieszkaniowej, zdrowotnej czy edukacyjnej,
– wypowiadać umów międzynarodowych (np. Paktu Migracyjnego czy Zielonego Ładu) – to robi rząd i Sejm,
– narzucać ustaw – Sejm może je odrzucić lub zmodyfikować.
Większość zapowiedzi prezydenta Nawrockiego to polityczne hasła bez realnego przełożenia na kompetencje prezydenta”.