Drodzy Czytelnicy – pisanie to dla mnie jedna z form masowania szarych komórek, aby nie zanikły. Momentami jest to też dobra zabawa proszę więc nie oczekiwać zbyt wiele czyli traktować teksty z dystansem. Dziękuję.
Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Czasem w środę umieszczam tu recenzję książki lub opis prywatnych zdarzeń. Miłej lektury 🙂
****************************************************************************
Na dobry początek tygodnia Anna przeczytała opis żurawia z profilu „Zwierzęta są głupie i rośliny też”, nazwano go:
„Szczudław niebywały”
„Żurawia trudno pomylić z innym ptakiem przede wszystkim dzięki smukłej budowie ciała i ogonowi tworzącemu okazały pióropusz, który w rzeczywistości stanowią pióra wyrastające z jego łokci. Obrzydliwe.
Wszędzie gdzie go spotkamy, jest szanowany przez miejscową ludność, co mówi wiele nie tyle o żurawiu ile o ludności. Zauważyliście, że tubylcy zawsze odwalają coś głupiego? „Poczekajmy z jedzeniem, aż ten śledź zgnije”, „kobiety będą wyglądały lepiej z połamanymi stopami”, „jaki dostojny żuraw!”.
Odgłosy dziobowe: charakterystyczny dźwięk, który wydają z siebie żurawie to klangor. Specjalna budowa mostka i tchawicy ptaka sprawia, że głos jest wzmocniony, rezonuje i wkurza ludzi nawet na kilka kilometrów wokół tego chudego palanta”.
Jednak rozrywki dostarczają w naszym kraju głównie urzędy. Anna dostała pismo od Taurona, że obniżą jej rachunek o ponad sto złotych pod jednym z podanych warunków. Postanowiła więc zarejestrować się na ich stronie. I tu walnęła ją po oczach niespodziewanka, bo wyświetlił się komunikat, że nie ma podpisanej aktualnej umowy. Czyli prądu dostarcza jej nieznana instytucja a opłaty pobiera tauron. Czy jakoś tak. Bez wodki nie razbierjosz. A akurat nie ma tego napoju w barku. I co zrobisz jak nic nie zrobisz?
Poradzono telefoniczny kontakt. Jasne, już tam na nią czekają drżąc z niecierpliwości. Męski głos oznajmił, że wszystkie linie są zajęte.
No to wysłała maila. Na co przyszły trzy odpowiedzi, różnej treści – jakby jedna konkretna nie wystarczyła. Tak więc raz oznajmiono, że mają 14 dni na odpowiedź, a drugi, że proszą o zgłoszenie sprawy przez formularz kontaktowy. Wszystko załatwiają automaty – nie ma to jak Sztuczna Inteligencja – spławia z szybkością Niagary.
Zimny, w domu i za oknem, poniedziałek zniechęcił ją do wykonania planu polegającego na wyjściu z domu. W ramach ocieplania wnętrza włożyła dużą, znalezioną kiedyś, świecę do garnka, postawiła na gazie, aby się rozpuściła. Przygotowała recyklingowe pojemniczki oraz sznurek na knoty i spinacze do ich obciążenia.
Do niektórych naczyń wrzuciła trochę lawendy z nadzieją na miły zapach w trakcie palenia.
Lanie wosku, czy z czego była ta świeca zrobiona, nie odbywało się bezproblemowo. Garnek był bezdzióbkowy więc płyn oblał co mógł wokół siebie. Ale można go było zeskrobać ponieważ starczyło seniorce bystrości, aby nie robić tego na tkaninie. Jednak też miałaby pomysł: ciepłe żelazko i ręcznik papierowy.
Knoty powodowały, że czynność się knociła ile mogła, nie chciały stać na baczność, niesforne takie. Trochę pomagały małe gałązki ograniczając im wolność. Zawsze należy ograniczać wolność tym, którzy coś sknocą.
Kiedyś miała w łazience rybki o których napisano na facebookowym profilu „Zwierzęta są głupie i rośliny też”:
„Rybiki cukrowe to nasi łazienkowi przyjaciele. Ich gibkie srebrzyste ciała mają kształt cygara, są pokryte małymi łuskami i zakończone trzema szczecinkami. Rybiki mają też na tyle przyzwoitości, że są malutkie i wszystkich tych detali na pierwszy rzut oka nie widać.
Czy rybiki gryzą? No jasne, ale z przydatnych rzeczy tylko papier. O ile nie trzymacie obok kibelka biblii Gutenberga tylko krzyżówki z 97’ i kodeks karny jak normalni ludzie, to wszystko powinno być ok.
Jeżeli będziecie naprawdę dbali, o swojego rybika to ma szanse dożyć nawet ośmiu lat. Aby zapewnić mu długie i szczęśliwe łazienkowe trwanie, musicie jednak pamiętać o kilku zasadach.
1. starajcie się nie wietrzyć łazienki i zachowujcie w niej stałą wysoką temperaturę oraz wilgoć.
2. pamiętajcie o pozostawianiu w różnych częściach łazienki resztek jedzenia, naskórka oraz martwych owadów.
3. po zapaleniu światła odczekajcie chwilę przed wejściem do łazienki, żeby wszystkie srebrne drobiazgi zdążyły dobiec do swoich kryjówek. Rybiki nie przepadają za światłem, a jeszcze mniej lubią być rozdeptywane.
Ale o czym my rozmawiamy, na pewno już dawno stosujecie powyższe zasady, a wasze łazienki tętnią życiem. Odrzućcie niepotrzebną skromność i pochwalcie się zdjęciem lub imieniem swojego ulubionego rybika. Mój nazywa się Dionizy na cześć nestora rodu Złotopolskich, najlepszego serialu telewizyjnego w nowożytnej historii TVP.”
Poradziła sobie za pomocą wielokrotnego stosowania płytki rybikobójczej. Z molami to się jej nie udało.
Podobnie z panienką w telefonie obiecującą okulary korekcyjne w zamian za przyjście na spotkanie. Seniorka nawet nie dopytała na co będą namawiać, bo jasne było, że na jakiś duży wydatek. Gadająca jak nakręcona katarynka uporczywie, mimo zwrócenia uwagi, mówiła do Anny per pan. Co ją tak zezłościło, że powiedziała: wypraszam sobie i rozłączyła się.
Wyjęła z pralki mokre rzeczy, włożyła je do miski i poszła na strych. Na półpiętrze już trzeci raz zauważyła w kącie reklamówkę z butami. Postanowiła, że nazajutrz na pewno je zabierze i postawi obok pojemników na śmieci. Jednak wracając z góry zauważyła sąsiadkę wchodząca na ich wspólne piętro. I zapytała:
– Czy wie pani, może, czyje są te buty w reklamówce?
– A to moje, zapomniałam o nich.
– Leżą tu już od dawna, chciałam je zabrać i wystawić na podwórku
– Trochę szkoda, bo są całkiem dobre, niech pani zobaczy – powiedziała właścicielka.
– Okazało się, że rozmiar nie pasujący na Anny stopy, więc zaproponowała:
– To przy okazji zaniosę je do sklepu dobroczynnego.
Uzyskała zgodę.
Przypomniała sobie, mało w związku z tym tematem, cytat z filmu „Volta”: „Zemsta jest najlepszym przysmakiem upieczonym w piekle”.
I zaczęła sobie wyobrażać różne kary dla namolnych telefonujących i ich pracodawców:
– Obowiązkowe ośmiogodzinne wysłuchiwanie kłamliwego polityka.
– Obowiązkowe kilkugodzinne słuchanie wykonu ulubionego przez trzymających władzę piosenkarza.
– Obowiązkowe zamalowywanie bohomazów na murach.
– Zbieranie śmieci z ulic, skwerków, parków i znad brzegów rzek.
– Dyżury w hospicjach i schroniskach dla zwierząt.
Od dwóch dni Annę bolała głowa a potem gardło z porannymi żółtymi odkaszleniami . Lekarz orzekł, że to zapalenie zatok. A że przykre atrakcje chodzą parami dołączył się do tego totalny katar. Z dodatkiem nadzwyczajnym, czyli częstymi kichnięciami. Tak więc miała zakichane dni i noce oraz całe małe mieszkanie. Ściany budynek ma cienkie i obawiała się, że mogą runąć od jej siarczystych kichnięć. Czasem siarczyście klęła na te, i wszystkie inne, dolegliwości.
Ale niezawodny facebookowy profil „Zwierzęta są głupie i rośliny też” trochę ją rozbawił:
„Kraśny ptak – flaming
Jak powszechnie wiadomo flaminga najłatwiej znaleźć na stoisku z flamingami. Serio. Grupa flamingów to po polsku stoisko. Bo wiecie, flamingi stoją. Może nie jest intuicyjnie, ale za to nieciekawie. Po angielsku natomiast ich ptasie spędy to “flamboyance”, czyli płomienność. Od razu widać, że będzie interesująco, ale przynajmniej cztery razy drożej i nie wiadomo czy nie każą zdjąć spodni.
Nazwa flamingowego spędu jak i samego ptaka wiąże się ze słowem płomień (flame). Chodzi oczywiście o kolor flaminga, który jest z grubsza różowy. Drań wcale się jednak taki nie rodzi. Zaraz po wykluciu ma prosty dziób i pióra białe jak ferie w Miami. Potem w jego diecie pojawiają się skorupiaki i algi z karotenem, czerwienieje, zaczyna uśmiechać się po polsku, a na koniec buduje sobie gniazdo, które wygląda jak wulkan błotny.
Flaming nie potrafi jeść jak człowiek czy np. bocian. Szybkie zabijanie albo wizyta w żabce i załatwione. On musi najpierw swoje jedzenie odcedzić. Działa to tak, że najpierw wsadza dziób do wody. Potem łapie w niego różne wodne skorupiaki, larwy much, algi i inne flamingowe paskudztwa. Na koniec, ciągle trzymając łeb do góry nogami, majta nim na boki jak wahadło z ADHD. W ten sposób przy pomocy języka przepompowuje wodę przez grzebieniowate płytki wewnątrz dzioba i zjada to co zostało. Też tak kiedyś próbowałem i teraz mnie nie wpuszczają do ZOO Łódź.
Flaminga można spotkać nie tylko w Miami, ale również w Afryce, Azji, a nawet w Europie. I tutaj wchodzą starożytni Rzymianie. Cali na pawiowo, bo im się trochę ulało po uczcie i zaczynają zjadać flamingom języki. Ile w takim jednym flamingu może być języka, skoro cały różowy drań waży 3 kg? Cytując mojego ulubionego rosyjskiego aktora, Gérarda Depardieu: “Ale głupi ci Rzymianie”.”

