Drodzy Czytelnicy – pisanie to dla mnie jedna z form masowania szarych komórek, aby nie zanikły. Momentami jest to też dobra zabawa proszę więc nie oczekiwać zbyt wiele czyli traktować teksty z dystansem. Dziękuję.
Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Co drugą środę umieszczam tu recenzję książki lub opis prywatnych zdarzeń. Miłej lektury 🙂
*******************************************************************
Z dwoma torbami zakupów Ewa weszła do mieszkania. Zdjęła kurtkę i szalik, powiesiła je, zzuła buty i włożyła domowe kierpce. Swoje produkty schowała do lodówki i szafek a te dla Anny zapakowała do jednej torby. Zadzwoniła do drzwi babci spod których dochodził smakowity zapach ciasta drożdżowego.
– Jesteś nareszcie – przywitała ją seniorka.
– Ależ pięknie tu pachnie, ślinka mi leci – zażartowała wnuczka wchodząc i udając, że ociera ślinę z ust.
– To siadaj i zajadaj ale najpierw daj zakupy, porozkładam je.
– To ja zaniosę ciasto i herbatę do pokoju.
– O, pan latający sąsiad cię odwiedził – stwierdziła stawiając talerzyki i filiżanki na stole. Tylko raz pan spadł na mój balkon.
– Bo jakoś nie spodobał mi się ten wyczyn. Za wysoko choć sąsiadka bardzo miła.
– Pan Karol postanowił upiec placek ze śliwkami, więc mu pomogłam. I wyszedł nam pyszny – sama stwierdzisz. Przynieśliśmy go do mnie, żeby i u mnie smacznie pachniało.
– Widzę, że wszyscy troje pijemy herbatę to mam dwie legendy z nią związane – powiedziała Ewa wyciągając smartfona. Przeczytała:
Pierwsza, buddyjska:
Pewien bardzo oddany praktyce mnich ciągle zasypiał podczas medytacji. Zrozpaczony, że przez to nigdy nie osiągnie oświecenia postanowił odciąć sobie powieki. W miejscu gdzie upadły wyrosła roślina z listkami w kształcie powiek. Wypełniało ją ogromne współczucie, więc rzekła: „ Kto wypije napar z moich liści, utrzyma stan przytomnego umysłu na swojej ścieżce do oświecenia”.
Druga:
Zgodnie z chińską legendą, herbata którą dzisiaj pijemy w ogromnych ilościach, została odkryta przypadkowo, kiedy liście z herbacianego drzewa spadły do pitnej wody przeznaczonej dla cesarza Shen Nung. Cesarz polubił przypadkową miksturę bardziej od picia gorącej wody i uznał, że ma ona właściwości lecznicze. Od tej pory polecał napój jako lekarstwo na gorączkę, infekcje klatki piersiowej czy nowotwory. Z punktu widzenia dzisiejszej nauki takie odkrycie jak na dawne czasy było bardzo przenikliwe.
Poza tym:
W Japonii herbata była używana jako antidotum na wszelkiego rodzaju zarazy. Stąd wywodzi się quasi-religijna ceremonia picia herbaty. Tradycja ta została przywieziona przez klasę średnią, przez najwyższego kapłana Sen no Rikyu.
We Wschodniej Azji herbata z początku była używana ze względu na swoje zdrowotne właściwości i równie długo była pita tylko przez cesarzy, króli czy bogaczy. Dopiero z czasem stała się czymś powszednim.
Herbata została odkryta przez Europejczyków podczas wypraw na Daleki Wschód w XV i XVI wieku i od tej pory była sprowadzana po wysokich cenach. Herbata, podobnie jak tytoń i czekolada, została przywieziona z kolonii z najróżniejszych zakątków świata. Nie obyło się jednak bez przeszkód. W 1635r. niemiecki fizyk Simon Paull napisał manifest przeciwko nieumiarkowanemu piciu herbaty i palenia tytoniu. W 1648 roku uczony lekarz z Paryża, Guy Patin, napisał, że herbata była „zuchwalstwem stulecia”.
Picie herbaty stało się modne w Londynie niedługo po 1662 roku, kiedy królowa Katarzyna, żona Karola II, wolała skosztować herbaty bardziej niż piwa. Tym sposobem herbata zastąpiła piwo i stała się narodowym napojem Brytyjczyków.
Mimo rosnącej popularności tego trunku, niektórzy nadal widzieli w herbacie szatański napój. John Wesley, angielski reformator i założyciel Kościoła metodystów, przestał pić herbatę, ponieważ uważał, że kojarzy się ona z piciem alkoholu.
– Niektórym wszystko kojarzy się z alkoholem, nawet młode kobiety – powiedziała Anna mając na myśli pewnego polityka o drobiowym nazwisku.
– A ja pamiętam scenę z filmu „Pracująca dziewczyna” gdy jej koleżanka staje w drzwiach gabinetu i pyta gościa: „Coffee, tea, me?” – przypomniała sobie Ewa.
– I co wybrał?
– Melanie Grifith, która grała główna rolę.
– A ja sobie kupiłem rower – odezwał się Karol, bo poczuł się dotknięty, że cała uwaga pań nie jest na niego skierowana tylko na jakieś nieważne drobnostki. Przecież on upiekł ciasto, więc należy mu się pochwał milion.
– Czy ma pan zamiar nim jeździć cały rok? – grzecznościowo zapytała Anna dopijając herbatę.
I tu panie usłyszały długą opowieść jak to w Internecie szukał roweru a znalazł epistołę czyli długi artykuł. Jak się bardzo zmęczył czytając to i oglądając zdjęcia. I, że Felek mu przeszkadzał w poszukiwaniach bo próbował usiąść na klawiaturze.
– Ale w końcu pan kupił? – zniecierpliwiona spytała Ewa.
– Tak, nawet z torbą do przewożenia kota – odpowiedział jednocześnie myśląc: a już miałem się nią bliżej zainteresować ale to typowa baba, nie umie słuchać mądrego mężczyzny.
Ewa nie przeczuwając jaka świetna okazja ją ominęła wstała, zebrała filiżanki oraz talerzyki i powiedziała:
– To ja pozmywam, a panu zapakuję ciasto. Bo to z pańskich składników – prawda?
– Tak, to wszystko jego. Ale gdyby zostawił nam jeszcze po kawałku byłybyśmy wdzięczne – Anna zwróciła się jednocześnie do wnuczki i gościa.
Chciał, nie chciał Karol musiała się zgodzić na uszczuplenie ciastowego stanu posiadania.
Ewa po odcięciu dwóch niedużych kawałków położyła wypiek na trzech warstwach papieru śniadaniowego, przykryła jednym, całość owinęła folią aluminiową i taką paczuszkę podała gościowi.
Karol wstał, podciągnął spodnie, odebrał co jego i bąkając do widzenia wyszedł.
– Dobrze wychowany to on jest średnio – kąśliwie stwierdziła Ewa.
– Trzeba mu to przyznać – potaknęła Anna i obie się roześmiały.
– A jak się spisał Maciej na randce?
– A całkiem dobrze. Podjechał po mnie, drzwi otwierał, krzesło odsunął, zapłacił bez wahania, nie pchał się z łapami i nie wpraszał się do domu.
– No, to prawie ideał. A nie zanudzał cię narzekaniem na byłą żonę i ciężką dolę biznesmena?
-Jakoś nie, może wszystko przede mną.
– Obyś się pozytywnie rozczarowała. I pamiętaj, na pewno ma jakieś wady. I żeby nie było jak w powiedzeniu: Z moich wad jestem rad.
– Nie jestem z tych co muszą złapać faceta, więc jeśli okaże się dupkiem to „żegnaj Gienia, świat się zmienia”.
– Skąd ty znasz takie powiedzonka?
– Przecież wiesz, że u fryzjera słyszy się różne opowieści.
– Oj, wiem. I to rzadko zabawne.


