Drodzy Czytelnicy – pisanie to dla mnie jedna z form masowania szarych komórek, aby nie zanikły. Momentami jest to też dobra zabawa proszę więc nie oczekiwać zbyt wiele czyli traktować teksty z dystansem. Dziękuję.
Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Co drugą środę umieszczam tu recenzję książki lub opis prywatnych zdarzeń. Miłej lektury 🙂
************************************ ********************
Jak to było? – zapytała sama siebie Anna albowiem lubiła rozmawiać z kimś inteligentnym. Acha, „Konia, królestwo za konia” albo coś w tym rodzaju.
Sięgnęła do wujka G. i przeczytała:
„Ryszard III pochodził z królewskiego rodu Yorków i był ostatnim monarchą z dynastii Plantagenetów zasiadającej na tronie Anglii blisko 270 lat (1216-1485), ustępując miejsca Tudorom. W historii Ryszard III zapisał się jako tyran. Do władzy doszedł odbierając tron 12-letniemu bratankowi i prędko zasłynął jako okrutny władca. Dodatkowo swoją złą sławę Ryszard III zawdzięcza Szekspirowi, który opisał go w jednej ze swoich sztuk („Ryszard III”, z której pochodzą słowa „Konia! Konia! Oddam królestwo za konia!”) nie tylko jako mordercę, ale również chorego psychicznie sadystę. Historycy nie są jednakże pewni, czy władca ten rzeczywiście był takim żądnym krwi potworem, jakim przedstawiają go niektóre podania. Bardzo możliwe, że kolejni władcy Anglii specjalnie wyolbrzymiali złe uczynki tego króla, aby zniesławić jego ród”.
– Nie mam koni napędzanych owsem ani tych benzyną, więc muszę użyć własnych nóg – do takiego błyskotliwego wniosku doszła. Wzięła spis zakupów, włożyła zimową kurtkę, opatuliła szyję szalikiem i zeszła na podwórko, aby wyrzucić śmieci. Otworzyła wiatę kluczem i została przywitana przez wylatującego gołębia.
– Niby otwory w ściankach są małe ale zawsze jakieś sprytne ptaszysko przedostanie się do ulubionej stołówki – pomyślała wrzucając odpadki.
Przeszła przez bramę przejezdną i ulicę, na chodniku natknęła się na znajomą, mieszkającą na sąsiedniej ulicy.
– Nie dajesz szansy wiośnie – usłyszała od niej też ubranej w zimową kurtkę i czapkę.
– Bo do 10 stopni noszę zimową odzież, a powyżej wiosenną – odparła.
– A czy mogę ci zadać bardzo nietaktowne pytanie?
– Jasne.
– Masz na swojej górze protezę, koronki czy licówki?
– Na górze, czyli na moim piętrze? – pomyślała zdezorientowana Anna szybko jednak załapała, że chodzi o zęby.
Okazało się, ze znajoma szuka kogoś kto ma na zębach licówki, aby przepytać jak się sprawdzają w użyciu. A potem stwierdziła, że jej nic już w życiu nie cieszy, trochę tylko kontakty z wnukami.
– A przecież nie jest dużo starsza ode mnie – pomyślała Anna. Mnie na niechęć i brak cieszenia się pomaga preparat z miłorzębem, bo powoduje dokrwienie mózgu. A poza tym lubię i umiem być sama – stwierdziła i podreptała do sklepu.
Karol postanowił dać szansę wiośnie i wyjechał rowerem na ulicę. Niestety na przejściu dla pieszych zamiast przeprowadzić pojazd wjechał na pasy, bo mu się to przecież należało. Będąc, jak zwykle, mało przytomnym potrącił kobietę w czerwonej kurtce z kapturem. Oboje upadli i stękając wolno się podnosili. Kobieta okazała się bardzo ładną dziewczyną nader asertywną.
– Ty kretynie jeden – powiedziała rozmasowując stłuczone kolano. Zaraz zadzwonię na policję a potem zrobię sobie obdukcję. Drogo za to odpowiesz! Karol najpierw zrobił sfochowaną minę ale zreflektował się i przeprosił.
– Niedaleko mieszkam, może wstąpi pani do mnie, opatrzymy skaleczenia i dojdziemy do porozumienia – zaproponował.
– Bo ja wiem? Może ma pan rację. Obdukcję mogę zrobić później – przyznała.
– Ależ na pewno nie będzie potrzebna – uspokoił ją gapowaty rowerzysta. Moja sąsiadka jest pielęgniarką, obejrzy pani obrażenia i zdecyduje czy będzie konieczna pomoc lekarza.
– Dobrze, to idziemy. Tylko łapy przy sobie, bo potrafię się obronić – uprzedziła.
Po otwarciu drzwi zobaczyli Pana Kota, który lekceważąc Karola zaczął łasić się do poturbowanej dziewczyny.
– O, jaki piękny kot! – wykrzyknęła. Uwielbiam kicie. Mam na imię Agnieszka a ty kocie jak się wabisz? – spytała głaszcząc futerko.
– Ma na imię Felek – poinformował ponownie sfochowany Karol. Bo jak to? Jego osobisty zwierzak od pierwszego wejrzenia zakochał się w jakiejś obcej babie? Przecież on jest jego panem!
– Głupiś, drogi Karolu – pomyślał Felek. To ja jestem twoim panem, a dziewczyna jest wspaniała, korzystaj z okazji i łap ją. Tylko nie popisuj się swoim egocentryzmem i oczekiwaniem, że ona będzie twoją darmową służącą, czyli niewolnicą – kontynuował telepatycznie przekazując dobre rady.
Agnieszka usiadła w fotelu a kot natychmiast wskoczył na jej kolana i zaczął udeptywać głośno mrucząc.
– To ja pójdę po sąsiadkę – powiedział obrażony na kota Karol.
Na szczęście stłuczenia okazały się niegroźne, pielęgniarka zastosowała karolową maść na stłuczenia, otarcie zdezynfekowała swoją wodą utlenioną i zalepiła przyniesionym plastrem a wychodząc aprobująco podniosła kciuk do góry.
Anna w skrzynce na listy znalazła zawiadomienie ze spółdzielni mieszkaniowej, że ma ponad sto złotych nadpłaty po rozliczeniu ogrzewania c.o..
– Piechotą nie chodzi taka suma – pomyślała. Powinnam się czuć bogata, bo dostałam też dodatkową sumę wraz z emeryturą ale gdy robię zakupy… Eeech…
W najbliższych sklepach, w przedświąteczny czwartek, nabyła pierogi z serem, białą rzepkę, sałatkę z krewetkami i świeżego ogórka. Zapłaciła okrągłą sumę bez końcówki, więc się zdziwiła:
– Tak bez żadnych groszy?
– A, był tylko jeden grosik to nie doliczyłam – odrzekła młoda sprzedawczyni.
Pierogi były dobre, z rzepki zrobiła sałatkę dodając jabłko i kiszonego ogórka. Po posiłku zawsze piła herbatę ale tym razem tak niefortunnie postawiła ulubiony kubek na blacie, że potrąciła go, no i spadł z trzaskiem rozbijając się w drobne drobiazgi.
– Pewnie, dostałam dodatek, plus nadpłata i ten jeden grosz w sklepie, to już było za dużo dla diabła. Musiał mi dokopać.
I przypomniał sobie historię z czasów PRL-u pewnej znajomej, która po utracie ulubionej filiżance przeklinała panujący ustrój.
– Co ci ustrój zawinił? – spytała córka.
– Gdyby nie on poszłabym do sklepu i odkupiła sobie taką samą przecież. A tak to mogę tylko przeklinać.
Aby rozładować złość Anna umyła okno w pokoju. Odstawiła użyty sprzęt do kuchni i łazienki. Nastawiła wodę na herbatę, wyciągnęła zapasowy kubek, napełniła go ulubioną cieczą i przeszła do pokoju. Usiadła naprzeciw umytych szyb i pomyślała:
– No, mój pokój przejrzał na … okno.

