Drodzy Czytelnicy – pisanie to dla mnie jedna z form masowania szarych komórek, aby nie zanikły. Momentami jest to też dobra zabawa proszę więc nie oczekiwać zbyt wiele czyli traktować teksty z dystansem. Dziękuję.
Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Co drugą środę umieszczam tu recenzję książki lub opis prywatnych zdarzeń. Miłej lektury 🙂
***********************************
Zgodnie z nadziejami Anny Barbara zadzwoniła do wszystkich bliskich znajomych zapraszając na wielkanocne śniadanie.
– Ale ja przyjdę z dziewczyną – zastrzegł Karol.
– A co przyniesiesz ze sobą? Może sałatkę jarzynową?
– Może być, Agnieszka pomoże mi kroić składniki. Ma być z ziemniakami czy bez? Groszek czy kukurydza?
– Jak chcesz. Tylko weź pod uwagę, że będzie sporo osób: Ja z partnerem Romkiem, ty z dziewczyną, Anna z Kazikiem, Ewa, Olena z Adamem, Jadwiga z partnerem – a wiesz, że on jest dziesięć lat od niej młodszy i bardzo zakochany?
– Nie dziwię się, to świetna babka. Czyli jedenaście osób? A mogę zabrać Felka?
– Mówisz o kocie? Absolutnie nie, mój Fido gania koty nieprzytomnie nie reagując na komendy. Tylko wyrzuciłam forsę na szkolenie.
– Nauczyciel był mało kompetentny pewnie.
– Niby najlepszy w okolicy ale pies ma prawo mieć jedną słabość, w tym wypadku kocią. Poza tym świetnie reaguje na polecenia i zakazy.
– Dobra, dobra, zostawię go w chacie. Za to pierwsi wyjdziemy, bo on nie lubi być sam – uprzedził.
– A jak reaguje na twoją sympatię?
– Wręcz rewelacyjnie, pokochał ją od pierwszego wejrzenia. Nawet jestem trochę zazdrosny – przyznał Karol.
– No, to masz szczęście, nie musisz wybierać dziewczyna czy kot.
– Sam nie wiem co bym wybrał. To kończę i lecę kupić jarzyny oraz majonez.
– Majonezu nie, Olena sama zrobi.
Ewa nie przyznała się babci, że zaczęła się prywatnie spotykać z wykładowcą, który był jej erotycznym klientem. Dogadywali się nie tylko w łóżku. Ale musiała gdy Anna powiedziała jej o zaproszeniu do Barbary.
– To świetnie, kochanie. Mam nadzieję, że tym razem dobrze trafisz. Czy on jest wolny chociaż?
– Tak, dawno się rozwiódł, bo żona robi karierę artystyczną za granicą.
– A czy mają dzieci?
– Jedną córkę, jest z matką.
– To będzie nas duża gromadka na tym śniadaniu. Swoją drogą już się boję co tym razem się wydarzy – powiedziała seniorka wspominając wigilię i sylwestra.
– Jakie mamy możliwości? Co się może stać?
– Wolę o tym nie myśleć – powiedziała Anna. Co ma być to będzie.
Po wyjściu Ewy wzięła kartkę i długopis, aby zrobić spis niezbędnych do obiecanych potraw zakupów.
Agnieszka przypilnowała, aby Karol porządnie się umył i ubrał, zmusiła go do wizyty w salonie Ewy i niezbędnych zakupów odzieżowych. Pozwoliła jednak na skarpetki z kocim wzorem na cześć Pana Kota.
Wykładowca imieniem Zbigniew przyjechał pod budynek Anno-Ewo-Karolowy o umówionej godzinie. Zabrał do swojego auta Karola z Agnieszką i dużą ilością sałatki, a Ewa babcię z mazurkiem, babą drożdżową i Kazikiem.
Podjechali jednocześnie z Jadwigą pod dom Barbary wiosennie otoczony kwitnącą forsycją, tulipanami, bratkami i fiołkami.
Powitał ich szczekająco – merdający Fido nie rzucający się jednak na przybyłych i bez zamiaru oblizywania im oblicz co mu się bardzo chwali.
– Fido, spokój i siad – rozkazała gospodyni. Posłuchał.
Olena zabrała przyniesione wiktuały i butelkę alkoholu, którą przyniósł Zbyszek. Jadwiga podarowała kilka jaj na ugotowanych w łupinach cebuli i wydrapanych w fantazyjny wzorek, zaś jej partner dwa hiacynty w doniczkach.
– Siadajcie – Barbara zaprosiła do zastawionego i ukwieconego stołu. Przy każdym nakryciu leżało niewielkie pudełko.
– To są drobne prezenty dla was – wyjaśniła gospodyni. Proszę rozpakować po śniadaniu.
Karol, jak zawsze niecierpliwy zaczął rozwiązywać wstążeczkę ale Agnieszka uspokoiła go lekkim klapsem w dłoń. Znowu miał okazję zrobić focha.
Cały posiłek przebiegł spokojne i bez atrakcji. Pamiętający poprzednie spotkania byli trochę zawiedzeni czemu dali wyraz:
– To dzisiaj nie będzie wystrzałowych niespodzianek? – zapytał Kazik.
– Wystrzałowych? – zdziwił się partner Ewy.
– Ach, bo w czasie wigilii i sylwestra sporo się tu działo – powiedziała Barbara. I opowiedziała o szterech pancernych i nieudolnych złodziejaszkach.
– Czyli zła passa została przerwana – podsumował Zbigniew.
I w tym momencie zabrzmiało walenie do drzwi prowadzących na taras. Odsunięto zasłonę i oczom zebranych ukazał się wielki zając z trzema kurczakami u boku.
– Jezu, szterej pancerni w wielkanocnym wydaniu – jęknęła Anna.
– Nie wpuszczać – powiedziała gospodyni do Oleny, która już szła w ich stronę.
Ale walenie nie ustawało.
– Ja otworzę ale najpierw wezmę kij bejsbolowy – powiedział Adam idąc do schowka pod schodami. Walenie nadal trwało.
Zbigniew, Romek i Kazik wstali z krzeseł i razem z Adamem podeszli do drzwi.
Otworzyli je i dostali ataku śmiechu. Postaci okazały się kukłami a do drzwi walił nieznany osobnik właśnie uciekający w krzaki.
Na brzuchu zająca wisiał napis:
Siedzi sobie baran na zielonej łące.
A wkoło hasają wesołe zające.
Bawią się i śmieją, w niebogłosy krzyczą,
że w te piękne święta radości Ci życzą.
– Wygląda na to, Baśka, że masz jakiegoś cichego wielbiciela – zaśmiał się Karol.
– A idź ty! Dobrze choć, że to wszystko wiklinowe, niech sobie stoją. Będą pasować do mebli tarasowych.
– No i nie obyło się bez dodatkowych atrakcji – stwierdziła Anna.
– Tym razem raczej są miłe, na szczęście – dodała Ewa.
– Ale, że komuś się chciało – powiedziała Agnieszka.
– Bo Baśka przyciąga wszelkiego rodzaju świrów – stwierdził Karol.
– Ty jesteś tego najlepszym przykładem – podsumowała swój niefart gospodyni.
– Na frasunek dobry trunek i na radość też – zaproponował Roman. Spróbujmy jaki napój przyniósł pan profesor.
– Oleno, proszę przynieść kieliszki, soki, szklaneczki i owoce.
Usiedli na i przy kanapie racząc się zawartością naczyń.
– Baśka jak ci idą biznesy? – nietaktownie przerwał ciszę z upodobaniem nieżałujący sobie alkoholu Karol.
– A co? Wydałeś już cały spadek i chcesz ode mnie pieniędzy? – odgryzła się gospodyni. Wprawdzie musiałam zamknąć trzy sklepy ale i tak jest nieźle.
– A pan profesorze ilu studentów ostatnio oblał? – Karol nie odpuszczał w prezentowaniu wysokiej kultury osobistej.
– Proszę nie odpowiadać, Karolek jest lekko umysłowo upośledzony stąd to zachowanie, szczególnie po napojach wyskokowych – wyjaśniła gospodyni.
– Rozumiem, współczuję, mogę polecić dobrego psychologa – powiedział Zbigniew.
– Te, Kazik, morderco ryb – już je zacząłeś maltretować? – kontynuował enfant terrible zgromadzenia.
– W tej chwili się uspokój! – krzyknęła Barbara. Nie dawajcie mu już ani kropli alkoholu.
– To my już pójdziemy – Agnieszka wstała i skierowała się w stronę drzwi. – Karol, idziesz?
– A nie, ja tu zostanę na noc, bo mi się ten dom właściwie po ojcu należy – Karol zsunął się z fotela i rozciągnął się jak długi na dywanie.
– Dość tego. Panowie zanieście go do pokoju gościnnego – zarządziła Barbara.
– To my pojedziemy, Agnieszko możemy cię podrzucić – Ewa podniosła się i skierowała w stronę drzwi..
– Ja też dziękuję za gościnę – powiedział Zbigniew.
– Przepraszam bardzo, proszę nie zapomnieć o prezentach. Nigdy więcej tego typa nie zaproszę.