Jest to trzecie opowiadanie (napisane przed pandemią) o Ewaryście. 1- Ewaryst 2- Boże Narodzenie Ewarysta 3 – Zabawa sylwestrowa Ewarysta. Sympatyczny to on nie jest – wiem. Negatywni bohaterowie są bardziej interesujący/łatwiejsi do opisania. Pozytywni są zaś w moich opowiadaniach z cyklu „Wirus”.
Macie więc wybór – zapraszam 🙂
**************************************************************************
Obolały na duszy i ciele leżał w podartej i nieświeżej pościeli. W czasie Wigilii potraktowano go niecnie, więc resztką przytomności i złości marzył o rewanżu.
O tym, aby swoim upiornym gospodarzom wyciąć wszystkie organy bez znieczulenia i pozbawić ich domu wyrzucając na najbardziej śmierdzący śmietnik.
I w myślach zaczął robić przegląd podwórek z pojemnikami i miejskich wysypisk. Potem wyobraził sobie jak wlecze okaleczone ciała tych potworów, którzy wycięli mu nerkę, nie dość, że nie zapytawszy o pozwolenie to jeszcze nie płacąc ani grosza.
Przecież nawet najwykwintniejszy posiłek nie równoważy straty tak cennego organu – myślał rozgoryczony.
A potem podpalę ich dom – dodał mściwie.
Ale póki co leżał obolały i głodny.
Życzliwą sąsiadkę z pożywną zupą przegonił, więc nie było rady – musiał ruszyć cztery litery i iść na poszukiwania.
– Jestem wielkim łowczym – podsumował w myślach swoją działalność.
– I poszukiwaczem skarbów – dodał optymistycznie.
Na złachany dres narzucił płaszcz pamiętający Bieruta, Gomułkę i Gierka. Niegdyś czerwony, w nim to Ewaryst dumnie paradował na każdym pochodzie pierwszomajowym.
Stękając, czkając i wiatry puszczając zszedł ze schodów. Poklepał się po kieszeniach – torby wierne towarzyszki i tym razem były przy nim.
Podszedł do skrzynek na listy, otworzył swoją i wyjął długą białą kopertę.
Zawierała zaproszenie na maskowy bal sylwestrowy w Parku Nowowiejskim im. Stanisława Tołpy. Zapewniano darmowy posiłek i dobrą zabawę.
– No, tam mnie przecież nie okaleczą, za dużo ludzi będzie – zamruczał do siebie już ciesząc się na darmowe jedzenie.
Jęknął z bólu.
– Cholera jasna, nie mam w domu nic przeciwbólowego – stwierdził.
Przypomniał sobie, że w pobliżu są trzy apteki.
– Napad? Nie mam broni. Podkop? Nie mam siły. Co by tu, co by tu? – kombinował wszystkimi szarymi komórkami.
Człapał w stronę apteki przy ulicy Karola Miarki. Ledwie wciągnął się po trzech schodkach i z przerażeniem stwierdził, że jest nieczynna.
– No, żesz k…. m..! – wykrztusił.
Usiadł na murku, ściągnął oba buty, wstał i walnął nimi w szybę apteki.
Poddała się bez większego oporu. Wytłukł całą i wszedł do wnętrza. Usiadł zmęczony na podłodze, oparł głowę o ścianę i przysnął. Obudziły go strzały rac. Rozświetliły pomieszczenie więc na czworakach przepełznął do regałów z lekami.
Wyciągnął torbę „anużkę” (a nuż się coś trafi) i pakował w nią różne leki ze szczególnym uwzględnieniem przeciwbólowych. Tych zażył trzy tabletki, popił wodą z karafki stojącej na oknie i po piętnastu minutach poczuł się jak nowy.
Wstał i skierował się w stronę kasy. Niestety bezczelna stawiła mu opór.
– Wszystkie baby są wredne – wymruczał ulubiony tekst.
Wyjął drugą torbę i wpakował w nią następne specyfiki, w tym maść leczącą brodawki, kurzajki, czopki, maści i drogie kosmetyki.
Wypił butelkę syropu pini dzięki czemu zaczął pachnieć jak gie w lesie.
Objuczony i nader zadowolony z siebie wyszedł z apteki prosto w objęcia policjanta. Tego samego, któremu zgłaszał, że uśpiono go i pozbawiono nerki.
– Witam, witam i o zdrowie pytam – jowialnie przywitał go organ.
– Aaa, pan władza. Kupiłem trochę leków, bo mnie rana na plecach bardzo boli.
– Kupił pan? To ciekawe. Bo nikogo z pracowników nie widzę, a szyba wybita.
– Wybita? Nie zauważyłem. A pracownik jest pewnie na zapleczu.
– Taak? To idziemy sprawdzić. – policjant wziął Ewarysta pod ramię.
Nagłe wybuchy sztucznych ogni przerwały miłą pogawędkę. Policjant popatrzył w niebo a Ewaryst przed siebie i w nogi.
Doskonale znał dzielnicę, więc runął w lewo, przeciął ulicę Daszyńskiego, wbiegł w podwórko, wypadł na ulicę Orzeszkowej, skręcił w Barlickiego, potem w kolejne podwórko aż znalazł się przy budynku elegancko nazwanym „Grafit” a z wyglądu przypominającym koszmarny sen architekta po dużej ilości alkoholu.
Ewaryst wbiegł za stację benzynową i padł zdyszany w krzakach.
Z torby wyjął pojemnik z tabletkami i wrzucił kolejne trzy do ust. Połknął bez popijania. Opadł na plecy i oparł się o skrzynkę. Zadzwoniły butelki. Wyciągnął jedną, otworzył i wypił połowę zawartości. Poczuł taką moc, że aż odbiło go od ziemi.
– Co by tu jeszcze, co by tu jeszcze… – zapytał sam siebie.
– A, stacja benzynowa – stwierdził widząc świecący neon.
Zostawił torby i poszedł w stronę głównego wejścia.
A tam już stał znajomy policjant. Co za niefart!
Ewaryst wziął nogi za pas, a że tabletki były dopingujące prawie przefrunął przez ulicę Jedności Narodowej, skręcił w Nowowiejską i wpadł do parku.
Tam zabawa już trwała. Młode i ładne hostessy dały mu balonik, maseczkę na twarz, pochwaliły nietypowe przebranie i życzyły dobrej zabawy.
Na estradzie zespół miło przygrywał, więc Ewaryst porwał w tany drobną brunetkę w kostiumie czarownicy.
– Pani jest dobrą czarodziejką czy złą czarownicą? – zapytał błyskotliwie.
– To zależy od człowieka którym rozmawiam – odpowiedziała partnerka.
– Czyli mogę liczyć na coś dobrego? – z wrodzoną skromnością zapytał.
W tym momencie seria wystrzałów zagłuszyła gromki śmiech kobiety.
Ewaryst zbladł i padł.
Obudził się z bólem głowy na parkowej ławce. Zobaczył dwa wielkie zielone punkty. Wpatrywał się w niego rudy kot wyraźnie się uśmiechając.
Pomacał się po ciele mając nadzieję, że tym razem nic mu nie wycięto. I ciesząc się, że nie mogą mu zabrać serca, bo przecież go nie ma. Zbędny to byłby balast dla takiego wspaniałego samca jak on.
Kot pomachał łapą wyraźnie zachęcając, aby człowiek poszedł za nim.
Ewaryst nie znosił zwierząt ale tej nocy nic nie działo się normalnie wstał więc z ławki i poszedł za kocurem.
Weszli na parkowy pagórek. Od strony ulicy Nowowiejskiej otworzyły się w nim drzwi. Nietypowa para weszła w krótki i słabo oświetlony korytarz.
Następne drzwi prowadziły do sali balowej tradycyjnie ozdobionej balonikami, serpentynami i kolorowymi światełkami.
Lokaj o urodzie goryla zaprowadził nowego gościa na zaplecze. Przemocą rozebrał, wcisnął pod prysznic i powiedział:
– Brudasom u nas wstęp wzbroniony. Szoruj się pan!
Oszołomiony Ewaryst posłusznie spełnił polecenie. Potem wyszedł z łazienki i ubrał się w przygotowany kostium arlekina.
Lokaj zachichotał na jego widok i wskazał kierunek:
– Idź pan tam.
– Znowu coś mi utną – Ewaryst zadygotał na tę myśl.
Wszedł na salę gdzie zaraz otoczył go wianuszek kobiet. Znanych mu nie tylko z widzenia. Z wszystkimi łączyło go jedno – wykorzystał je finansowo w każdy możliwy sposób.
– Chyba wolałbym, żeby mi coś wycięto niż je spotkać – pomyślał ze zgrozą.
Ale, o dziwo, wszystkie były dla niego bardzo miłe. Tańczyły z nim, mówiły komplementy, namawiały do jedzenia i picia aż uwierzył, że nic mu nie grozi.
Dobrze się bawił gdy wodzirej zawołał:
– Wybieramy najwstrętniejszego i najwredniejszego mężczyznę na tym balu. Do mojego kapelusza proszę wrzucać karteczki z nazwiskiem tego osobnika.
Wybraniec zostanie odpowiednio nagrodzony.
Ewaryst rzucił się do drzwi ale lokaj – wykidajło odepchnął go lekko mówiąc:
– Nie bądź pan taki samokrytyczny, są gorsi na świecie – Hitler, Stalin.
– Ale oni przecież nie żyją – popisał się znajomością historii Ewaryst.
– A ty łazisz po tym świecie, prawda? No, dalej! Na salę – lokaj popchnął gościa.
Światło na sali zgasło, tylko punktowiec pokazał na scenie sylwetkę wodzireja.
– Proszę państwa mamy wyniki. Dziewięćdziesiąt procent głosów padło na ….pana Ewarysta! Prosimy na scenę i gratulujemy!
Rozległy się oklaski.
Zwycięzca dumnie wyprostowany wszedł w światło reflektora.
– Jakiej pan spodziewa się nagrody? – zapytał prowadzący bal.
– Ja, ja, ja – zająknął się Ewaryst.
– Wiemy jak pan jest skromny dlatego sami ją wybraliśmy. Woli pan śmierć z przejedzenia czy z przepicia? – zapytał wodzirej.
– Ale dlaczego śmierć?
– Kto zasłużył ten ma – usłyszał wybraniec. Niestety nie mamy tak dużej ilości bilonu, aby nim pana zasypać i udusić. A więc jaka jest pana decyzja?
Ewaryst zemdlał.
Obudził się na zapleczu sali.
– Widzę, że bardzo się pan przejął – powiedział prowadzący śmiejąc się. Proszę się przebrać w swoje rzeczy i iść do domu.
