Drodzy Czytelnicy – pisanie to dla mnie jedna z form masowania szarych komórek, aby nie zanikły. Momentami jest to też dobra zabawa proszę więc nie oczekiwać zbyt wiele czyli traktować teksty z dystansem. Dziękuję.
Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Czasem w środę umieszczam tu recenzję książki lub opis prywatnych zdarzeń. Miłej lektury 🙂
********************************************************
Nowa bateria w łazience wpasowała się bez problemu. Ale złośliwy diabeł nie odpuścił. Bo przy myciu głowy okazało się, że kran jest dłuższy niż poprzedni co zaskutkowało bolesnym stuknięciem w tył czaszki osoby pożądającej czystych włosów. Zachciało się luksusu.
– Trzeba będzie używać tylko fajki prysznica – pomyślała Anna masując poszkodowaną część jednocześnie wycierając bardzo krótkie włosy.
A następnego dnia gdy po zakupach weszła do łazienki usłyszała dziwne stukanie. Po doświadczeniach z nocną wizytą nietoperza spodziewała się następnego zabłąkanego stwora. Rozglądała się więc wokół, a przestrzeń ma malutką więc długo to nie trwało. I okazało się, że krople padają z wysokości na pralkę. A na tej wyżynie jest rura prowadząca od kaloryfera. Kiedyś ciągnęła się pod sufitem aż do mieszkania, czyli pokoju, sąsiadki. Taka peerelowska myśl techniczna. Po latach rurę obcięto i pozostał kikut a na nim zaworek z czerwonym pokrętłem, takim jakie są przy wodomierzach. Dlatego seniorka, po opanowaniu stresu pod tytułem: zaleję sobie i sąsiadom łazienkę, dokonując sporego wysiłku myślowego doszła do wniosku, że może wystarczy przekręcić ten czerwony element.
– Tylko kto go odkręcił? Wiadomo, diabeł stróż – zapytała i od razu odpowiedziała sobie Anna.
Co pomyślała to zrobiła i przestało kapać. Ale należało jeszcze wytrzeć podłogę za pralką co wymagało jej przesuwania, a lekka nie jest. Dokonała kilku czynności fizyczno – ekwilibrystycznych połączonych z sapaniem i przeklinaniem oraz szmatami wycieraniem.
Natomiast dwa spotkania – zdrowotne i towarzyskie upewniło ją, że powiedzenie „z rodziną to najlepiej wychodzi się na fotografii” jest bardzo sensowne.
Zdjęcia grzebieniowej kolekcji zawisły w oknie i na ścianach salonu fryzjersko – kosmetycznego „AnEw”. Zrobione zostały w taki sposób, że wyglądały jak dzieła sztuki a nie akcesoria codziennego użytku. Klienci bardzo byli zdziwieni, że to tylko grzebienie i podziwiali nie tylko obiekty ale i sztukę fotograficzną,
Podziwiała je także Dalila, która powołując się na Annę umówiła się na wizytę u fryzjera. W trakcie zabiegu przeczytała dowcip z internetu:
– Tam na górze nie wiedzą co zrobić z ludzkością – utopić czy usmażyć? Jak na razie to u nas smażą – dodała.
Była zadowolona z usługi więc pozwoliła sobie też na kolejną rozpustę w postaci zarezerwowania terminu u kosmetyczki.
Anna pojechała do galerii handlowej, aby w punkcie pocztowym nadać list polecony, bo tam chłodno. I położyć na regale bookcrosingowym dwie książki.
Dążąc do schodów ruchomych zainteresowała się informacją na plakacie. Oparła łokieć o balustradę i zaczęła pisać smsm-a. Nagle usłyszała:
– A pani co tu robi?
Podniosła głowę i zobaczyła bardzo starą kobietę z plamami wątrobowymi na pomarszczonej twarzy i dekolcie. Spojrzała uważniej i wykrzyknęła: ELKA! Tak, to była jej koleżanka z pierwszej pracy, młodsza o rok. Wtedy była piękna – wysoka, z wijącymi się włosami, zdrowymi zębami. Mieszkała z rodziną blisko uczelni na której pracowały. A teraz seniorka doznała szoku, bo cała szczęka czasu bardzo się napracowała, aby dokładnie zniszczyć jej wygląd. Koleżanka opowiedziała, że na początku roku potknęła się, upadła i uderzyła w głowę. Nic nie pamięta z tego zdarzenia. W trakcie rozmowy okazało się, że stale ma zaniki pamięci. A, co dla Anny, dziwne, nie bierze żadnych leków, bo jej niczego nie zapisano. Najlepsze jednak było na końcu rozmowy, koleżanka powiedziała:
– Nie narzekam.
Seniorka wracając i w domu nie mogła się otrząsnąć z wrażenia.
– Jaki czas jest dla nas okrutny – pomyślała. Przypomniała sobie, że Ela miała dwie siostry – wszystkim trzem jakoś życie nie za dobrze się ułożyło choć w młodości wszystko wskazywało, że odniosą sukces w każdej dziedzinie.
Nazajutrz dowiedziała się, że nie wiadomo co się dzieje ze znajomą, jej mężem i niepełnosprawną dorosłą córką. Mimo energicznego dobijania się do mieszkania nikt nie otwiera. Rodzina zgłosiła fakt na policję. Jedyna nadzieja, że są w drugim mieszkaniu. Ale czy ktoś zna ten adres?
Fatalna passa wokół mnie – pomyślała.
Pociesza ją zapach czterech dużych pęczków lawendy, które kupiła od znajomej z Internetu, też wykonującej karty ATC. Rozwiesiła trzy w kuchni ale ciągle je potrącała a rośliny obsypywały się chętnie i namiętnie. Ciągłe zamiatanie znudziło seniorkę, więc wpadła na genialny pomysł, aby włożyć je w woreczki uszyte z firanek, czyli takie przez które będzie dochodzić powietrze a rozchodzić się zapach. Jak pomyślała tak zrobiła i bardzo zadowolona z tego była.
Na sobotę miała zaplanowane uczestnictwo w warsztatach rękodzielniczych. Dojazd był tylko jednym autobusem, tego dnia jeżdżącym co pół godziny. Sprawdziła w Internecie kiedy powinna wyjść z domu, wzięła posegregowane śmieci i po zamknięciu drzwi zeszła na podwórko. Gołębie już na smaczne kąski czekały ale się nie doczekały. Anna powoli wrzuciła worki do odpowiednich pojemników i poszła na przystanek. Po drodze spojrzała na zegarek i ze zgrozą zauważyła, że nie zdąży. Z daleka widziała, że pojazd stoi na światłach przed skręceniem w lewo do przystanku. Zaczęła biec ale po chwili przestała.
– Nie te lata, nie te oczy – stwierdziła i nie zdążyła.
Szare komórki jeszcze jej nie wyfrunęły z głowy więc zaczęła kombinować jak wykorzystać komunikacyjne połączenia.
– Może tramwaj w pobliże kolejnego autobusowego postoju? Ale ile będę musiała czekać?
Postanowiła wstąpić na lody do kultowej lodziarni ale wygoniła ją zbyt duża ilość osób chętnych lizania i się tą słodyczą delektowania.
Przeszła więc ulicą mijając barbera, piekarnię i aptekę. Wstąpiła do lumpexu z nadzieją na podomkę. Nie udało się. Ale uświadomiła sobie, że niedaleko jest przystanek i pożądanego autobusu, i tramwaju z nowopowstałej linii. Przeszła i wyczytała, że będzie on szybciej o dziesięć minut.
– Dobra nasza – wsiadam – postanowiła tak zrobiła i zdążyła.
W recepcji opłatę uiściła, bilet i stempelek na rękę otrzymała oraz torbę , dużego formatu, z kartami do scapbookingu.
Gdy usłyszała:
– Jeszcze się pani załapała na torbę – odpowiedziała:
– Ale autobus mi uciekł to chociaż to się udało.
Tylko już siedząc w sali zajęciowej okazało się, że przy przekładaniu rzeczy do innej torby zapomniała o butelce z wodą.
– No, żeby cię pokręciło – rzuciła w stronę diabla – stróża.
Z kilkoma paniami powymieniała się kartami ATC i zaczęła wykonywać polecenia prowadzącej zajęcia.
– Chyba muszę nabyć nagrzewnicę i szpachelkę – stwierdziła.
Na zajęciach było dwoje dzieci. Młodsze szybko się zmęczyło i, co niedziwne, marudziło. Drugim był chłopiec może dziesięcioletni, bardzo zaangażowany w pracę i kontaktowy. Czy to zajęcie będzie jego życiową pasją?
