Podróż do siebie

Virginie Grimaldi – Najwyższy czas znów zapalić gwiazdy,  Wydawn. Sonia Draga, Katowice 2022

WSTĘP: „Czy znalazłaś to, czego pojechałaś szukać”?

O autorce:

Virginie Grimaldi urodziła się w 1977 roku w pobliżu Bordeaux. Zaczęła pisać gdy miała 8 lat. Jako dorosła osoba od marca 2009 roku  do 2019 r. prowadziła bloga na którym z humorem opisywała otaczającą ją rzeczywistość.

W 2015  opublikowała swoją pierwszą powieść, a druga (2016 r.) została sprzedana w milionie egzemplarzy. 

Opublikowała pięć powieści, które stały się we Francji bestsellerami.

O książce:

Informacja o autorce podaje, że tworzy ona powieści przypisywane nurtowi chill lit – czyli książki pisane i przeznaczone dla kobiet. Czyżby mężczyznom wstęp do czytania tych pozycji był surowo wzbroniony? No, uwielbiam takie mizoginiczne podziały.

Głównymi bohaterkami „Najwyższego czasu…” są matka i dwie córki.  Anna, 37-latka, samotna,  przez lata pracowała w restauracji, boryka się z trudnościami finansowymi, bo ojciec córek nie dokłada się do budżetu. Rozwiodła się z nim mając ważny powód. On czuje się pokrzywdzony. Sensem jej życia są córki i dbanie o ich dobrostan. Starsza córka Chloe ma siedemnaście lat bardzo chce być kochana, aby to osiągnąć zgadza się spełniać oczekiwania chłopaków. „Zazdroszczę tym którzy nie potrzebują aprobaty innych, żeby lubić siebie”. Bardzo tęskni za ojcem z którym ma kontakt jedynie telefoniczny. „Zmierzam ku dorosłości gubiąc po drodze kamyki niewinności”

Młodsza Lily, dwunastolatka, nie lubi tatusia i nazwała swojego szczurka jego imieniem, bo szczury pierwsze uciekają z tonącego pokładu.

Książka to monolog Anny przeplatany wpisami w pamiętniku Lily i  blogowymi Chloe.

Matka postanawia rzucić przygnębiającą rzeczywistość –  brak pracy, długi,  codzienny kołowrót i uciec z córkami kamperem do Skandynawii mimo że: „Nieznane napawa mnie strachem, brak kontroli paraliżuje.

„Najwyższy czas…” to powieść drogi. W trakcie podróży bohaterki lepiej poznają siebie i dowiadują się jakie są te najbliższe osoby. Bywa różnie, bo w domu przeważnie się mijały albo zamykały w swoich pokojach.

To powieść o samotnym macierzyństwie, męskiej niedojrzałości, o braku pomocy finansowej ze strony państwa, stracie, miłości, samotności w każdym wieku, trudnym dojrzewaniu nastolatek, o borykaniu się z własną nadwrażliwością i innością, ocenianiem, przemocą w domu i w szkole ale i o nadziei, przyjaźni. To hymn na cześć rodziny.

„Człowiek boi się odmienności dlatego ją odrzuca”.

Książka ma też humorystyczne fragmenty, a to Lily nie chce pić wody kupionej w Kolonii, bo to woda kolońska,  nie pozwala usunąć wszy z włosów bo to jest znęcanie się nad zwierzętami a to współuczestnik kamperowej wyprawy walczy z łosiem za pomocą kopniaka. „Śmiech to najlepsze lekarstwo na łzy”.

Na koniec Anna stwierdza: „Myślę, że się udało, że znowu zapaliłyśmy gwiazdy”. „Miłość jest czymś więcej niż świecą, miłość potrafi zapalić gwiazdy”.

Niemka w Nowej Zelandii

Mamy sezon urlopowy, więc proponuję wyprawę na Nową Zelandię. Miłej lektury 🙂

*****************************************************************************

Anke Richter – Czym zadziwi strefa kiwi. Nowa Zelandia – zielony raj? Wydawn. Dolnośląskie 2013 Seria: Róża wiatrów

WSTĘP: „Obco czujemy się tylko w miejscu nieznanym”

O autorce:

Anke Richter to dziennikarka i reporterka. W Niemczech pracowała dla tabloidu, „Playboya” i w telewizji. Jest korespondentką zagraniczną. Z mężem lekarzem i dwoma synami mieszka w Christchurch, w Nowej Zelandii.

O książce:

We wstępie autorka informuje, że zdarzenia opisane w książce są prawdziwe ale zmieniła nazwiska i biografie, aby ustrzec opisane osoby niemiłymi skutkami.

Tytuły rozdziałów to fragmenty niemieckich pieśni ludowych lub piosenek żeglarskich.

Mnie okładka odstrasza a nie zaprasza, a jak działa na Was? Nie dałam się jednak zniechęcić i nie żałuję. O Nowej Zelandii wiedziałam tyle co nic, a po przeczytaniu przyswoiłam trochę informacji. Ważne dla mnie, że autorka często przekazuje je w zabawny sposób. Bo zderzenie osoby urodzonej i wychowanej w Niemczech z Nowozelandczykami, nazywającymi siebie KIWI, czasami jest zabawne choć niekiedy też wkurzające.

Mąż autorki lekarz – urolog otrzymał propozycję pracy w nowozelandzkim szpitalu. A że byli, całą rodziną, tam wcześniej a nawet urodził się wtedy ich syn, więc postanowili zaryzykować.

Richter przyznaje, że „Od kiedy opuściłam ojczyznę próbuję zmienić wizerunek Niemców w świecie, służąc za przykład”. Wychodzi to różnie, bo Nowa Zelandia to ani taki wspaniały raj, ani nie wszędzie zielony.

No i różnice w mentalności oraz zwyczajach bywają ogromne, dziwne a nawet wstrząsające. Na przykład mówienie tam o rzeczach nieprzyjemnych  jest tam tak samo potępiane jak kąpiel nago.

„Strata oraz zmiana są od dawien dawna wpisane w życie uchodźcy tak jak jego wytarta walizka”.

Poznajemy strony pozytywne tego kraju jak „Skrzyneczki uczciwości’, nieopresyjne szkolnictwo, bezgraniczną uprzejmość i uczynność mieszkańców, egalitaryzm i brak arogancji. A jedną z negatywnych fakt, że 80% Kiwi chce mieć prawo do bicia dzieci.

Oprócz rodziny autorki bohaterami książki są sąsiedzi Judy i Nick, którzy nadali swoim dzieciom, jako imiona, nazwy przypraw: Chilli, Kminek, Pieprz. Oraz basistka LGBT, żona piekarza, maoryski nauczyciel kultury tubylców i inni.

Niemcom najtrudniej pozbyć się nawyku krytykowania i korygowania zachowań innych osób. Piekarz z dawnego NRD o nazwisku Olewski tak tym dopiekł sąsiadom, że aż posunęli się do spalenia mu piekarni.

Maoryskie przysłowie głosi: Jeśli możesz bądź mądrzejszy od innych ale nie mów im tego”.

W ramach, niemieckiego niestety, poczucia humoru autorka cytuje dowcip „Dlaczego Kiwi noszą kalosze?”. Na szczęście ten rodzaj nie dominuje w opisach różnych przygód i wydarzeń.

Dowiedziałam się też, że Nowa Zelandia jest dwa razy większa niż Anglia, składa się z dwóch głównych wysp i szeregu mniejszych. Oraz wielu innych faktów przekazanych w przystępny sposób. Polecam.