Wirus zdołowany (cz. 92)

Kolejny odcinek tej blogowej pandemiczno – optymistycznej powieści umieszczam w każdą sobotę. Pod tekstem podaję datę napisania bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W co drugi poniedziałek umieszczam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń.. Miłej lektury 🙂

***********************************************************

Smutna Helena, smutna Aldona, smutni uczniowie i nauczyciele, smutny kraj. Za to wesoły premier, Wuc i reszta trzymająca władzę.

Na FB ogłoszono konkurs na najgorszych członków Rady Ministrów, oto wyniki:

Jarosław Kaczyński – Naczelnik, słońce narodu, ale hobbystycznie też wicepremier, a przede wszystkim premier; osoba odpowiedzialna za bezpieczeństwo (przynajmniej wedle powołania), którego bezpieczeństwa broni podczas protestów połowa zasobów policyjnych z okolicy

Przemysław Czarnek – minister oświaty i oświecenia, znany przede wszystkim ze swojego umiłowania do cnót niewieścich i słów o tym, że „ci ludzie nie są równi ludziom normalnym”; zna się na jądrach i rozszczepianiu

Zbigniew Ziobro – najbardziej irytująca cyfra; twarde jądro polskiej suwerenności; wobec dylematu: opuścić rząd vs. opuścić Unię nie miałby wątpliwości.

Temu ostatniemu stacja TVN dala pstryczka w kłamstwa, które opowiadał na konferencji prasowej. I bardzo dobrze.

Środa 8 września była bardo słoneczna, więc w ramach spaceru Helena z pomocą Aldony zaniosły do sklepu dobroczynnego niepotrzebne im rzeczy, własne i znalezione przez duet EdWac.

Przeszły też na Nadodrze, bo dowiedziały się, że otworzono, po remoncie,  dużą Biedronkę. I przekonały się, że zrobiono to przedwcześnie. Na salach chaos, pracownicy  obłędem w oczach rozkładają towar, głos z sufitu namawia, aby skorzystać z szalonej promocji, czyli kupowania czterech produktów. Miało być dobrze a wyszło jak zwykle. Przeszły więc do sklepu „Kolor Zielony”, bo usłyszały, że działać będzie tylko do końca września, co je zmartwiło. Z półeczki „daj niepotrzebne – weź przydatne” zabrały książki, które po przeczytaniu przekażą dalej.

Wacek pomyślał, że zacznie naśladować Helenę w piciu hektolitrów melisy, bo przeczytał, że pracownik TVP zaproponował, aby Polska wysłała do Brukseli 12. Dywizję Zmechanizowaną, żeby wytłumaczyła Komisji Europejskiej jakie jest polskie stanowisko w sprawie straszenia, kar i wstrzymywania środków dla Polski. Bo przez Niemcy przejdą w jeden dzień.

– O, mój borze szumiący! Spuść bombę na tę i wszystkie inne, głupią trąbę – podsumował. Kolejny debil nad debilami.”Mein Kampf” się naczytał i zaczadził treścią.

Dobiła go informacja Kancelarii Prezydenta, że tenże lecąc na Węgry wylądował w Bukareszcie i spotkał tam Orbana.

– O, czyli Rumuni białoruskim sposobem zmusili samolot do lądowania. A Orbana spili, porwali i Dudzie dostarczyli. No, co to się dzieje, co się dzieje, panie dzieju. Melisa mi nie pomaga, chyba zacznę coś wciągać. Pamiętam ze „Strasznego dworu” taką radę: zażyj tabaki.

Wpiszę w Internet pytanie gdzie ją można nabyć. Będę tabaczarzem albo tabacznikiem. I nie będę zatruwał innych tylko siebie.

Chwilę później.

– O kurczę, Duda dostał od Węgrów „Wielki Krzyż z Łańcuchem i  Złotopromienną Gwiazdą Węgierskiego Krzyża Zasługi”. Jedno odznaczenie i dwa krzyże. Ciekawe czym się odwdzięczy? Długopisem? Trzymający naszą władzę powinni ustanowić „order wstecznictwa i machlojstwa”.

A w Świdnicy Maciej W. prokurator pod wpływem procentów biegał po mieście golusieńki. No przecież jest upał, więc o co chodzi? Ma przecież prawo być naturystą. Może dzięki temu dostanie awans i zacnie pracować w budynku Prokuratury Krajowej, zakupionym za 136 milionów a remont kosztował 34 miliony. Tam to sobie będzie latać nago do woli. W godzinach pracy i poza nimi. Bo prawda jest naga tak jak ten król i cały PiS. Ale tylko nieliczni to widzą. Objawienie jej zaczęło się od Świdnicy. Inne miasta zazdroszczą i czekają na bieg swoich prokuratorów, sędziów i adwokatów a nawet notariuszy. Biegnijcie, prawnicy, biegnijcie.

Wysoka temperatura rzuciła się na łeb złodziejowi auta na stacji benzynowej gdy właściciel płacił za benzynę. W aucie był doberman ale nie zagryzł złodzieja.

– Jednak szkoda, że go choć troszkę nie potarmosił – pomyślał Wacek.

Dziennikarka zapytała premiera – Pinokia ile kosztuje bochenek chleba, w odpowiedzi usłyszała bełkot o doli chłopa polskiego, czyli świetnie, że rosną ceny bo rosną ceny skupu. I, że rząd szaleńczo oraz opętańczo dba o dobrostan emerytów.

Słysząc to  Helena dostała nerwowego chichotu a potem czkawki.

Przeszła do kuchni, napiła się wody i postanowiła upiec muffinki.

A Wacek zaczął cichutko bluzgać po wiadomości, że Suski w Radomiu powiedział: Polska walczyła z okupantem niemieckim, rosyjskim a tera będzie z brukselskim.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel po 16 latach odchodzi ze stanowiska i z pożegnalną wizytą odwiedza różne kraje. Była w Polsce, a PAD – prezydent długopis wyjechał, na narty śnieżne czy wodne – nieważne. Nie zdążyli przygotować mu przemówienia czy bał się,  że TVN, tak jak Ziobrze, przerwie transmisję i sprostuje kłamstwa? Za to Krzywousty, jak zwykle, plótł jak Piekarski na mękach.

– Współczuję tłumaczowi – powiedziała Aldona. Przekładać tę paplaninę to nie lada zadanie. Powinna to robić Agata Duda.

– No i  dzisiaj jest 20 rocznica ataku terrorystycznego na World Trade Center – dodał Edek głaszcząc Pana Kota.

– Ziemia to nie jest ani miłe ani bezpieczne miejsce – stwierdziła kobieta  szyjąc na maszynie kolejną torbę  z dżinsów znalezionych przy śmietniku lub kupionych na wyprzedaży w lumpexie.

– A my nie mamy wyboru, nie możemy polecieć na inną, lepszą planetę.

– I nie wiadomo czy taka jest we wszechświecie. Może jesteśmy sami?

Dyrektor szkoły w Krakowie wezwał na przesłuchanie rodziców ucznia niechodzącego na religię. A co na to Konstytucja i wolność wyznania? Nic, bo dyro wie lepiej. Powstał już mem: na fotelu siedzi kościotrup i podpis: dyrektor czekający aż przyjdę i wyjaśnię, dlaczego moje dziecko nie chodzi na lekcje religii.

Napisane 8 –13 .09.21 r.

Wirus wstydu (cz. 91)

Kolejny odcinek tej blogowej pandemiczno – optymistycznej powieści umieszczam w każdą sobotę. Pod tekstem podaję date napisania bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W co drugi poniedziałek umieszczam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń.. Miłej lektury 🙂

***************************************************************************

Początek września nie przyniósł poprawy sytuacji międzynarodowej i krajowej.

Aldona zaprosiła panią Helenę na herbatę z drożdżówkami i plotkami.

– Jak pani myśli, czy ukarzą tych policjantów, którzy zabili 25 – letniego chłopaka w Lubinie?

– A ukarali  za zabitego w 2016? – odpowiedziała retorycznie seniorka.

– Czy wie pani, że przed liceum ogólnokształcącym w Częstochowie demonstranci przy dźwiękach „Wolność kocham i rozumiem” wykrzykiwali do marszałkini Witek: „Oszustka! Będziesz siedzieć! Zawsze będziesz szła sama!”

– Kto zasłużył ten ma. Wszyscy z PiS trzymający władzę powinni na długie lata wylądować w więzieniu, gdzie będą wykonywać najcięższe i najbrudniejsze prace. No i powinni skonfiskować im majątki, nawet te przepisane na rodzinę.

– Popieram z całego serca.

– A co myślisz o stanie wyjątkowym na naszej wschodniej granicy?

– Według mnie to przygotowanie do takiego w całym kraju, bo zbliżają się a oni wiedzą, że przegrają. I zrobią wszystko, aby wyborów nie było.

– No i dzięki tym typom funduszy europejskich dla Polski nie będzie, bo łamią konstytucję.  Ziobro plecie o szantażu a Pinokio, że nikt (znaczy UE) nas nie będzie pouczał czym jest demokracja i praworządność, bo Polska ma  długoletnią i szlachetną historię walki tradycję walki  wszelkimi rodzajami despotyzmu i totalitaryzmu.

– A ratownicy medyczni gremialnie strajkują, bo posłowie ciągle sobie podwyższają pobory mając innych w pogardzie. Przez tych hm hm zginał 10-latek, który spadł z drabiny na lekcji wf-u. Nie było karetki więc ściągnięto helikopter z sąsiedniego województwa ale było za późno. Pamiętam jak w podstawówce spadła na podłogę duża siatka zabezpieczająca okno. Na szczęście nikomu na głowę i nie było ofiar.

– No przecież rząd się sam wyżywi i uzdrowi.

– I nie jest to dobra wiadomość.

Obie panie siedziały ze smutnymi minami. Pan Kot Darek obudził się, przeciągnął, wylizał ogonek i podszedł do Aldony.

– Miau – powiedział.

– Chce jedzenia czy głasków? – zapytała Helena.

– Najpierw jedzenia, potem drapania po główce i miziania a na koniec głowy mu nie zawracania bo czeka na Edka.

– I jak mu idzie wyprowadzanie psów?

– A wie pani, że dobrze? Rano chętnie wstaje, nie marudzi, opowiada co i kogo spotkali po drodze, jaką kupkę który zrobił, gdzie są najlepsze tereny spacerowe.

– Czyli zmienił się na lepsze?

– Odrobinę ale tak.

– Ruch na świeżym powietrzu i pieniądze dobrze mu zrobiły. Byle mu palma ważności nie odbiła, bo tak bywa z tymi, którzy długo byli w życiowym dołku.

– A widziała pani mural w Opolu przedstawiający Krzysztofa Krawczyka?

– Nie, śliczny jest?

– Bardzo, wygląda jak Pablo Escobar, słynny handlarz narkotykami i żeby nie było co do tego wątpliwości dodano mu palmy i słońce.

– Może dlatego, że mu na starość odbiła religijna palma?

– Ha, ha, ha – nie zapytano autora co miał na myśli. Skiba na facebooku zasugerował, ze malarz jest fanem pewnej gry komputerowej i stąd ta estetyka. No i piosenkarz przyznał się, że używek sobie nie  żałował a nawet był uzależniony.

– Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze – ktoś z krewnych i znajomych królika musiał zarobić.

– Tak jak wszyscy piosenkarze, niby oburzeni postępowaniem PiS ale dla kasy występowali na festiwalu w Opolu.

– Oprócz Beaty Kozidrak, którą złapali jak prowadziła auto pod dużym wpływem procentów.

– Zapomniała o hasełku: „Piłeś – nie jedź”.

– Pewnie niedługo opolanie doczekają się muralu z Edytą Górniak.

– Spodziewam się, że będzie na nim płaska Ziemia i przekreślona strzykawka.

– Są nie za mądrzy ludzie, którzy powinni tylko wykonywać swój zawód a poza tym milczeć.

– Tylko kto ich do tego zmusi, przecież oni są przekonani, że mają rację.

– I to jest ten największy kłopot, że głupcy nie mają wątpliwości.- Za to w Tychach jest całkiem przyzwoity mural przedstawiający Rydla. Ktoś skomentował – udany bo nie na zlecenie PiS-u.

– I pewnie miał rację.

Napisane 3.09 – 6.09.2021 r.

Wirus happeningu (cz. 90)

Kolejny odcinek tej blogowej pandemiczno – optymistycznej powieści umieszczam w każdą sobotę. Pod tekstem podaję date napisania bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W co drugi poniedziałek umieszczam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń.. Miłej lektury 🙂

********************************************************************

Sierpień i upały nie wszystkich zachęcają do  leżingu na plażach i odpoczywania. Grupa kilku osób w Warszawie, ubrana w burki biało-czerwone, na placu przed pomnikiem – schodami (chyba do nieba) zszyła wiele szarych szmat w jedną całość. Pomnik jest pilnowany jak najcenniejszy klejnot, więc zawieziono szmacisko na Żoliborz i próbowano zawiesić na ogrodzeniu domu Wuca, bo potrzebuje on wielu szmat. Ludzkich oczywiście.

 Tam mieszka największy polski klejnot, więc jest pilnowany przez policję 24 godziny na dobę, a ogrodzenie zakończone jest drutem kolczastym. Funkcjonariusze legitymowali, spisywali grupę i się popisywali czujnością.

– Tę szmatę powinni zanieść do siedziby PiS-u – pomyślał Wacek przeglądając w Internecie bieżące wiadomości. Lub  rozdać albo rozesłać po jednej wszystkim członkom tej partii albo chociaż posłom i senatorom z tego ugrupowania. Razem z szarym mydłem, aby sobie codziennie szorowali usta.

Na facebooku przeczytał, że w Łagowie gdzie odbywa się coroczny festiwal filmowy, Tomasz Broda miał namalować mural przedstawiający Daniela Olbrychskiego. Ten artysta, w 1965 roku, zachwycony okolicznościami przyrody, na spotkaniu w Łagowie rzucił: „Zróbcie tu festiwal filmowy”. Projekt muralu władze zaakceptowały ale sprzeciwił się nadleśniczy albowiem mural miał zdobić ścianę ośrodka należącego do Lasów Państwowych gdzie odbywają się projekcje. Olbrychski – w życiu! Nie popiera PiS, więc won!

– Won to z nadleśniczym, a nie muralem – skonstatował czytający i się wkurzający.

W słoneczną niedzielę spotkali się w Cafe Wuwa Helena, Edek z Aldoną, Wacek z Kasią i Adasiem. Zamówili to co lubili, usiedli i rozmawiali.

– Edek, jak ci idzie wyprowadzanie psów?

– Całkiem nieźle, nawet polubiły się, więc wszystkie razem wyprowadzam. Dostałem też kolejne propozycje.

– O, to świetnie – powiedziała Helena. Mam nadzieję, że zbierasz to co zostawiają kiedy się załatwiają.

– No, zbieram choć głupio się wtedy czuję.

– Głupio to jest ich nie zbierać – pouczyła wyprowadzacza seniorka. Swoją drogą dobrze się złożyło, że masz to zajecie, bo wszystko jest coraz droższe. Za każdym razem gdy robię zakupy w Biedronce jestem w szoku, że muszę więcej zapłacić.

– A propos jedzenia, dwaj malcy z ośrodka dla uchodźców poszli sami do lasu na grzyby i zatruli się.

– Zjedli z  głodu czy z ciekawości? – spytała Aldona.

– Nie wiadomo ale są w ciężkim stanie, tylko jeden będzie miał przeszczep wątroby, bo stan drugiego na to nie pozwala.

– Ktoś tych dzieci nie dopilnował – westchnęła Helena dopijając cappuccino.

– Mamo, a kiedy my będziemy mieli pieska? – Adaś wrócił do swojego marzenia.

– Wtedy gdy ty będziesz mógł go samodzielnie wyprowadzać. Na razie przed tobą chodzenie do szkoły.

– Ale może ze mną  i psami czasem spacerować – powiedział Edek. Zobaczy na czym polega to zajęcie.

– Myślę, że to niezły pomysł – zgodziła się Kasia.

– No to jesteśmy umówieni. Może już jutro? Pierwszy raz idę o ósmej rano, to może za wcześnie. Drugi raz o drugiej to chyba dobra godzina.

– Zobaczymy jaki rozkład zajęć będzie miał w szkole i wtedy się dokładnie umówimy.

– A dostanę swoją smycz? – zapytał chłopiec.

– No, nie od razu. Najpierw będziesz musiał poznać pieski, oswoić się z nimi, a one z tobą.

Wtorek przyniósł (w zębach polityka) wiadomość o wprowadzeniu stanu wojennego na granicy z Białorusią.

– W celu ochrony przed dwudziestu uchodźcami i jednym kotem? – zadał retoryczne pytanie Wacek po przeczytaniu tej wiadomości.

Zadzwonił do Kasi pytając:

– Czy zapiszesz Adasia na religię?

– Absolutnie nie. Nie chodzę do kościoła i nie mam zamiaru zatruwać umysłu dziecka jedynie słuszną, według polityków, religią.

– A jak mu wytłumaczysz święta Bożego Narodzenia i Wielkanoc?

– W skrócie opowiem o różnych religiach i o polskiej tradycji. A jak będzie dorosły to sam wybierze. Jak będę miała czas to dokonam apostazji.

– A wiesz, że ja też o tym myślę. To znajdę w Internecie co trzeba zrobić i ci przekażę.

Napisano 27 – 31.08.2021 r.

Wirus honoru (cz. 89)

Kolejne odcinki będę teraz dodawać w soboty, bo czas akcji prawie dogonił realny. Pod każdym tekstem podaję datę napisania. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Co drugi poniedziałek dodam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń. Miłej lektury 🙂

****************************************************************

–  Co może zastąpić honor?

– Honorarium.

To krótki opis sposobów na posłów przekupywanie i zgodne z PiS-em głosowanie.

Rząd polski szalenie pomógł uciekającym z kraju przed talibami Afgańczykom – mogą odebrać 100 wiz. W Delhi – Indie, czyli w odległości 1000 kilometrów.

A na granicy polsko – białoruskiej w krzakach, 50 kilometrów od Białegostoku koczuje 32 Afgańczyków  i Irakijczyków, w tym 5 kobiet i dzieci (najmłodsza ma 15 lat), bez dachu nad głową. Jedzenie i picie dostarczą im mieszkańcy okolic ale nie zawsze strażnicy na to pozwalają. Jedna rodzina jest z kotem. Fundacja Ocalenie przekazała im śpiwory i namioty. Uciekinierów pilnuje  straż graniczna, która potrafi zagłuszyć próby porozumienia przez tłumaczkę. Władza chwali się  ogrodzeniem z drutu kolczastego. Na który jest parę sposobów: zbite deski na kształt drabiny, gruba kurtka, gałęzie i hyc. Premier powiedział, że ich nie wpuści, bo zaraz nasz kraj zaleją tłumy uchodźców.

– A może wystarczy, aby granicę szczelnie otoczyć portretami Wuca, Terleckiego, Pawłowicz, Macierewicza i innych piękności to uchodźcy z krzykiem uciekną? – pomyślał Wacek.

Nie dopuszczono do chorych na granicy polskiej lekarki.

Niektórzy  mówią, że to robota Łukaszenki, który w ten sposób walczy Unią Europejską. To taka wojna hybrydowa, czyli bez wypowiedzenia, za to prowadzona w rozmaity sposób, aby pognębić przeciwnika.

W TVN24 Frasyniuk powiedział:

Patrzę też z niepokojem na tę arogancję, chamstwo, prostactwo. Szczerze mówiąc, słowo „żołnierz” jest upokarzające dla tych wszystkich, którzy byli na misjach polskich poza granicami, bo ja mam wrażenie, że to jest wataha. Wataha psów, która otoczyła biednych, słabych ludzi”.

Dodał również: „Tak nie postępują żołnierze. Śmieci po prostu. To nie są ludzkie zachowania – trzeba to mówić wprost. To antypolskie zachowanie. Ci żołnierze nie służą państwu polskiemu, przeciwnie – plują na te wszystkie wartości, o które walczyli pewnie ich rodzice albo dziadkowie”. 

A wystraszony walką o przedłużenie koncesji TVN odciął się od tej wypowiedzi. Wstyd!

Wisława Szymborska „Jacyś ludzie”

Ja­cyś lu­dzie w uciecz­ce przed ja­ki­miś ludź­mi.

W ja­kimś kra­ju pod słoń­cem

i nie­któ­ry­mi chmu­ra­mi.

Zo­sta­wia­ją za sobą ja­kieś swo­je wszyst­ko,

ob­sia­ne pola, ja­kieś kury, psy,

lu­ster­ka, w któ­rych wła­śnie prze­glą­da się ogień.

Mają na ple­cach dzban­ki i to­boł­ki,

im bar­dziej pu­ste, tym z dnia na dzień cięż­sze.

Od­by­wa się po ci­chu czy­jeś usta­wa­nie,

a w zgieł­ku czy­jeś ko­muś chle­ba wy­dzie­ra­nie

i czy­jeś mar­twym dziec­kiem po­trzą­sa­nie.

Przed nimi ja­kaś wciąż nie tędy dro­ga,

nie ten, co trze­ba most

nad rze­ką dziw­nie ró­żo­wą.

Do­ko­ła ja­kieś strza­ły, raz bli­żej, raz da­lej,

w gó­rze sa­mo­lot tro­chę ko­łu­ją­cy.

Przy­da­ła­by się ja­kaś nie­wi­dzial­ność,

ja­kaś bura ka­mien­ność,

a jesz­cze le­piej nie­by­łość

na pe­wien krót­ki czas albo i dłu­gi.

Coś jesz­cze się wy­da­rzy, tyl­ko gdzie i co.

Ktoś wyj­dzie im na­prze­ciw, tyl­ko kie­dy, kto,

w ilu po­sta­ciach i w ja­kich za­mia­rach.

Je­śli bę­dzie miał wy­bór,

może nie ze­chce być wro­giem

i po­zo­sta­wi ich przy ja­kimś ży­ciu.

Posłanka z Ołbina Klaudia Jachira  zebrała, od ludzi, wiele różnych darów dla uchodźców na granicy. No i nie pozwolono ich przekazać.

– To w  imię miłości bliźniego – pomyślała Helena zniesmaczona. Melisa zaparzona w kubku już stała przeznaczona na takie okazje.

Jachira powiedziała też, że Polacy pomagają  teraz uchodźcom jak kiedyś Żydom. Ma rację, jedna Sendlerowa i jej współpracownicy to mało w stosunku do ilości szmalcowników, bezinteresownych i interesownych donosicieli. Posłanka za te słowa będzie odpowiadała przed komisją etyki.

Póki co buduje się zasieki na granicy polsko – białoruskiej, a w planach jest ponad 400 kilometrowy mur. Pójdziemy tym samym w ślady Węgier i Grecji, które mają na granicach wysokie płoty.

W Pszczynie, na starówce,  zawieszono nad ulicą 287 kolorowych parasolek co nie spodobało się radnemu z PiS, bo według niego, jest to propagowanie ideologii Lgbt.

– Im to się wszystko z jednym kojarzy – powiedziała Aldona nastawiając zupę z porcji rosołowej indyczej i jarzyn.

– Pójdę do Klubu Pod Kolumnami na darmowe zajęcia przerabiania odzieży, może czegoś nowego się nauczę – poinformowała Edka.

– To przerób pisowskich polityków na normalnych ludzi – zaproponował Edek.

– Ty, dowcipniś, sam ich przerób. Z pomocą Darka, oczywiście.

– On to najwyżej może ich podrapać.

– Byle do krwi, najlepiej ostatniej – zaproponowała krwiożerczo kobieta obierając warzywa.        Napisane 17.08. – 08. 2021 r.

Wirus czystości -2 (cz. 88)

Kolejne odcinki będę teraz dodawać w soboty, bo czas akcji prawie dogonił realny. Pod każdym tekstem podaję datę napisania. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Co drugi poniedziałek dodam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń. Miłej lektury 🙂

**************************************************************

Znowu upały zapanowały, więc nasi. bohaterowie brali chłodne prysznice. Panowie nawet powtarzali czasem: wziął prysznic i tyż nic. A Wacek w Internecie przeczytał o ablucjach w średniowieczu. Na początku tej epoki zakazano kąpieli w niedziele i święta. Przykład dawali asceci i ascetki, którzy nie myli się, bo tak lubili. No, tak – „Częste mycie skraca życie”. W XIII wieku naśladowały ich polskie władczynie jak Kinga, żona Bolesława Wstydliwego oraz Jadwiga żona Henryka Brodatego. Kinga gdy chwalono jej urodę „brukała twarz i mazała”, Jadwiga zaś po urodzeniu dzieci wstąpiła do klasztoru gdzie umartwiała się i głodowała. Stosowała zasadę: „Mydło i woda to mój wróg, ja nie uznaję mycia nóg” i innych części ciała też. A jak już coś umyła to wycierała się w najbrudniejszą ścierkę. Ja nie wiem jak się taka skłonność czy natręctwo nazywa. Czystofobia?

Istnieją jednak wzmianki, że w tym okresie, w miastach, istniały dostępne wszystkim łaźnie, dla wielu bezpłatne. Myto się ługiem, a potem mydłem, w XIV wieku  były już  mydlarnie.

Władysław Jagiełło woził ze sobą balię w kształcie konia. Królowa Jadwiga jeździła do leczniczych, także kąpielowych, wód, z nadzieją na urodzenie męskiego potomka, bo urodziła martwą córeczkę. Namiętnie i często kąpał się Kazimierz Wielki.

– A jak jest z czystością naszych polityków? Szczególnie z czystością sumienia?– zadał sobie retoryczne pytanie Wacek i poszedł do łazienki.

Helena wreszcie odebrała wynik badania, który przesłano do przychodni skąd dostała skierowania a nie do tej gdzie pobrano krew. Rejestratorka tego nie wiedziała, dopiero rozmowa telefoniczna z wykonawcą to wyjaśniła.

– Pewnie, trzeba zapewnić seniorom okazję do spacerów, szczególnie gdy upał i zawroty głowy zwalają z nóg – pomyślała wlokąc się stopa za stopą.

Kukiz żali się, że wylewany na niego hejt rozbija mu rodzinę.

– Jak dla ciebie, ściero, „petunia non olet” to morda w kubeł – pomyślał Wacek. Było nie dać się przekupić, nie glosować za likwidacją/wykupieniem przez PiS TVN24 i za wycięciem lasów pod fabrykę elektrycznych samochodów. A teraz: „Jak nie uważałeś co robisz, to rob co uważasz”.

– Czy to prawda, że dzieci domagają się wycieczek śladami prymasa Wyszyńskiego? – zapytał Edek Aldonę.

 – Oczywiście, albowiem prymas też pielęgnował cnoty niewieście.

– Przecież był facetem – zdziwił się facet głaskając Pana Kota.

– Ale one są takie wspaniale, że każdy powinien je pielęgnować – odpowiedziała świetnie zorientowana kobieta jednocześnie krojąc paprykę, cukinię, pomidory i kiełbasę na leczo.

– Wacek mi powiedział, że w Studiu Filmów Rysunkowych ma powstać dzieło o Maksymilianie Kolbe – dodał Edek.

– Tam gdzie kiedyś szaleli Bolek i Lolek? – upewniła się krojąc i obiad szykująca.

– Tam, tam.

– No to pewnie pójdą za ciosem i zrobią całą serię: O Janie Pawle II,  Matce Teresie, Dziwiszu, Rydzyku.

– Sami święci i godni naśladowania – podsumował Edek.

A Daruś zeskoczył z jego kolan i podszedł do miseczek.

– Popatrz, Kotu znudził się ten świetny temat, zmień wodę, piasek i napełnij miseczkę – pogoniła partnera Aldona.

– Uff, a tak mi się dobrze siedziało – powiedział Edek wstając i portki podciągając. To potem wyrzucę śmieci i zajrzę do Wacka.

– Najpierw do niego zadzwoń, może jest poza domem albo zajęty.

– Czym on może być zajęty? – zdziwił się egocentryczny facet.

– Myślisz, że siedzi i zniecierpliwiony obgryza paznokcie czekając na ciebie?

– Uch, ty to zawsze potrafisz mi dogryźć – poskarżył się Edziaczek – biedaczek.

– Czas zrozumieć, że nie jesteś pępkiem świata – podsumowała Dona.

– I to mi się bardzo nie podoba – oświadczył mężczyzna biorąc worek ze śmieciami. W tym domu tylko kot mnie rozumie.

– Ha, ha, ha – Darek to dopiero jest egocentryk. Jesteście bardzo do siebie podobni.

– Idę, nie będę tego słuchać – udając oburzenie Edek wyszedł z mieszkania.

– Tylko nie spóźnij się na obiad – zawołała za nim partnerka.

Wacek był w domu i powitał kumpla pytaniem:

– A wiesz dlaczego Wuc chce zlikwidować tvn24?

– No, dlaczego?

– Bo się boi, że przejmie tę stację narkobiznes. A najśmieszniejsze, e Holandia dała tvn24 koncesję na nadawanie, także w Polsce.

– Ale co to ma wspólnego?

– W Holandii dozwolone jest palenie marihuany.

– Czyli żoliborski kacyk miał rację, ha, ha, ha. Wykrakał.

– Raczej wykwakał.

Napisane 13 – 15.07.2021 r.

Wirus wolnych mediów (cz. 87)

Kolejne odcinki będę dodawać w soboty, bo czas akcji prawie dogonił realny. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Co drugi poniedziałek dodam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń. Miłej lektury 🙂

******************************************************************

10 sierpnia protestowano w Warszawie przed Sejmem oraz w wielu innych miastach przeciwko zamachowi na TVN24. To media mają kontrolować władzę a nie władza media. Kaczyński chciałby być jak Putin ale kudy mu do niego. Podobni są tylko w dążeniu do ubezwłasnowolnienia obywateli i  mediów oraz zachłanności na kasę.

TVN24 to największa amerykańska inwestycja w Polsce.

Premier krzywousty zdymisjonował Gowina, szefa partii „Porozumienie”, z funkcji wicepremiera, ministra rozwoju, pracy i technologii. Zarzucają mu, że sabotował prace rządu. Pewnie rzucał sabotami. Ciekawe skąd je miał – czyżby z Holandii? Saboty (chodaki) były produkowane z jednego kawałka drewna, tak aby pasowały na stopę. Mogły być pełne lub bez pięty. Zwykle robiono je z  przez rok wysuszonego drewna bukowego.

W XIX wieku istniały dwa rodzaje francuskich sabotów:

– wielkie, toporne, robione z drewna wierzbowego lub topolowego, noszone przez biedotę, wypełniano je czasem słomą lub sianem, aby górna część nie obcierała stopy,

– zgrabniejsze, z drewna bukowego, orzecha włoskiego, brzozowego, jesionowego, czasem osikowego; wypolerowane, często ozdabiane skórą, futerkiem, bogato rzeźbione, noszone przez zamożniejszą ludność.

Saboty, chodaki, drewniaki kojarzy się głownie z Holandią. Do dzisiaj są one tam wytwarzane – około 3 milionów rocznie. W 1997 roku dostały certyfikat Unii Europejskiej.

W okresie staropolskim szlachta nosiła buty z cholewami do których wsypywano pociętą słomę zwaną sieczką jako ochronę przed przepoceniem obuwia. Wieczorem wypełnienie wysypywano. Biedniejsi nosili buty z niskimi cholewkami i wkładali do nich słomę.

Słoma z butów wychodzi wszystkim pisowcom.

Kukiz już czeka w blokach startowych? Poprzednio zdymisjonowano wiceministrę Annę Kornecką za skrytykowanie nowego, debilnego pomysłu rządowego o nazwie Nowy Ład. No, jak śmiała.

– Zostaliśmy wypchnięci ze Zjednoczonej Prawicy – stwierdził wyrzucony.

Edek i Wacek w czasie wędrówek po podwórkach spotkali kobietę wyrzucającą kilka worków odzieży, parę torebek, wieszaki i włóczkę, do pojemników. Zapytali dlaczego nie zaniesie tego do sklepu dobroczynnego

– Bo nie chce mi się tego prać – usłyszeli.

Co mogli to zabrali i przekazali, aby rzeczy te dostały nowe życie, a przy okazji pomóc w utrzymaniu schroniska dla bezdomnych. Przy okazji dowiedzieli się, że rzeczy przyjmowane są tylko w poniedziałki, wtorki i środy.

– Niektórzy kompletnie nie potrafią myśleć ekologicznie i społecznie – westchnął Wacek.

– A bo ty zawsze musisz nam dodać roboty – powiedział Edek układając odzież na przyczepce. Było brać tylko to co się nada do sprzedania a resztę olać.

– Uważaj żebym ja ciebie nie olał.

– Dobra, dobra, już nic powiedzieć nie można? Zdymisjonujesz mnie jak Wuc pana G?

– Ha, ha, ha – uważasz się za ministra?

– Jeśli ty za premiera to tak.

– Zastanowię się z tym premierostwem. Jakoś nie mam w kraju dobrego wzorca.

– Za mało kłamiesz?

– To też, no i nie noszę okularów, nie jestem krzywousty, nie mam żony i majątku, żeby go na nią przepisać.

– Kiepsko – podsumował Edek upychając pozyskane rzeczy.

– Ja nie żałuję. Być takim okazem  to trzeba mieć miedziane czoło i kompletny brak sumienia.

Kolejny raz marszałkini Witek nie uznała wyniku głosowania w sprawie lexTVN. Skojarzenia z filmem „Lot nad kukułczym gniazdem” cisną się same. Tam tez było głosowanie i jego anulowanie. Tyrania, despotyzm, zamordyzm, jedynowładztwo są tuż, tuż. A związane z tym „ścieżki zdrowia” już mamy na protestach. Więzienia się zapełnią opozycjonistami a przestępcy, złodzieje, pedofile, czarna i różowa mafia będą rządzić.

Jan Kochanowski „Odprawa posłów greckich”: „O nierządne królestwo i zginienia bliskie, gdzie ani prawa ważą, ani sprawiedliwość ma miejsce, a wszytko złotem kupić trzeba”.

Ostatnio przekupiony został Kukiz – szmata a nawet ściera a nie polityk.

 A na facebooku wierszyk Danuty Bojarskiej:

Cóż ci się stało prezesie?

Coś tam wyziera zza płota?

Do okna znowu cię niesie?

To ja, twa chamska hołota.

Czemu się znowu od rana

Kryjesz przede mną jak zbój?

Prawda już chyba jest znana:

Twój strach jest większy niż mój!

Skąd te sejmowe histerie?

Łapki machają jak wiatrak,

zniewag zapasy w rezerwie

„goryli” spora gromadka.

Gdy pokazują wieczorem

twą furią skrzywioną twarz

wiem, że choć jesteś potworem

twój strach jest większy niż nasz.

Niech strach ten cię nie opuszcza,

niech będzie przy tobie w snach

i młodym świtem niech puszcza

oko do ciebie ten strach.

Niech ci się stale wydaje,

Że z procy do ciebie mierzy,

bo tobie i twojej zgrai

ten strach się po prostu należy. 

Napisano 10.08 – 12.08.2021 r.

Wirus ucieczki (cz. 86)

Kolejne odcinki będę dodawać w soboty, bo czas akcji prawie dogonił realny. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Co drugi poniedziałek dodam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń. Miłej lektury 🙂

********************************************************************

Białoruska sportsmenka – biegaczka Kryscina Cimanouska, przebywająca na olimpiadzie w Tokio, nie dała się złapać i wywieźć do kraju. Ośmieliła się skrytykować działaczy. Jak śmiała, ma być zachwycona, bo przecież niewolnicą władzy jest. Schroniła się w polskiej ambasadzie. Japońskie władze obiecują bezpiecznie dostarczyć ją do Polski. Byle ich samolot nie leciał nad Białorusią, bo znowu zagrożą zestrzeleniem.

A Polki Lgbt zdobywają na olimpiadzie medale. Homofoby rządowe pewnie zgrzytają zębami lub protezami i koronkami. Jolanta Ogar, żeglarka, żartuje mówiąc koleżance, aby nie piła z tej samej co ona butelki, bo zmieni orientację. Wynika z tego, że wszyscy z partii PiS piją z tego samego kubka/butelki co Prezes. I się  nie brzydzą? A, nie – pecunia non olet.

Gdy Duda był w Tokio nie wiodło się naszym sportowcom. Wyjechał i są sukcesy. Przyjechał tam Czarnecki, wiceprezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej i wygranej brak. Jakieś Jonasze z tych polityków są.

Niestety jest pozwolenie polskich władz na działania antyszczepionkowców – najpierw napadali na lekarzy a teraz Zamościu,   podpalili ruchomy punkt szczepień.

Minister (nie)sprawiedliwości zdefraudował 471 milionów, które powinny były trafić do ofiar przestępstw.

– Czy na ranem przyszła po niego silna grupa? Oczywiście, że nie – stwierdził Wacek. Tyle kasy a ząbki pana Z. w fatalnym stanie – dodał złośliwie.

Helena dowiedziała się z opisu prześwietlenia kręgów szyjnych, że ma osteoporozę. Zalecono jej zażywanie wit. D3 4000 i załatwienie skierowania do poradni osteoporozy. Wacek w Internecie sprawdził, że we Wrocławiu jest tylko jedna, na ich osiedlu, ale powodów do radości nie ma, pacjenci na wizytę muszą czekać rok.

– I co ja mam robić? – seniorka załamała się. Nadal się zataczać i czekać aż padnę? Najchętniej w objęcia specjalisty od osteoporozy ale tak dobrze to nie ma. A gdybym była taka zdolna i oszczędna jak pewna krawcowa z nazwiskiem na literę O. to miałabym 800 tysięcy i poslalomowałabym do prywatnego lekarza. Nie jestem taka więc kasy brak. Swoją drogą jak ona tego dokonała nie będąc światowej sławy kreatorem mody? Ot, ciekawostka.

TVP porównuje zarobki polskich polityków z niemieckimi. A może by tak porównać zarobki nauczycieli, pielęgniarek, stażystów i bibliotekarek?

 – Zabawną rzecz usłyszałam – powiedziała Aldona do Edka.

– No, ciekaw jestem. Sportową czy polityczną?

– Zarobkową. Podobno teraz średnia krajowa to 5900 złotych.

– Jak oni to wyliczyli? Wliczając te wszystkie pensje, nagrody i przekręty finansowe trzymających władzę? – spytał Edek głaszcząc Pana Kota.

– Pojęcia nie mam. Ale, ale – czy nie powinieneś już iść wyprowadzić pieski?

– Dobre, że mi przypomniałaś.

– I co byś beze mnie zrobił?

– Bym nie zarobił – powiedział facet, wstając i spodnie podciągając.

Helena w ramach walki ze zdrowotnym stresem postanowiła posegregować swoje przepisy kulinarne i zrobić osobistą książkę kucharską a Aldonie i Kasi w świątecznym prezencie „przepiśniki” czyli notesy na przepisy ale z przepisami i miejscem na dopisywanie nowych.

Wacek zdołował się czytając artykuł w „Krytyce Politycznej” pt. „Igrzyska Olimpijskie. Komu potrzebny jest objazdowy cyrk przemysłu sportowego?”. Korupcja w Japońskim Komitecie Olimpijskim, przymusowe wysiedlanie mieszkańców, zastraszanie ich oraz osiedlanie w o wiele gorszych niż dotychczasowe, warunkach, bo trzeba zbudować infrastrukturę dla olimpiady, szef japońskiego Komitetu Organizacyjnego powiedział, że „kobiety mają problem z kończeniem rozmów” gdy sugerowano, aby było ich więcej w tym gremium. Jasne – baby mają być jak gejsze: ładnie wyglądać, śpiewać, usługiwać i się mężczyznami zachwycać no i milczeć bo nie mają nic mądrego do powiedzenia, przecież. Kolejny świetny Japończyk porównał puszystą śpiewaczkę do świni – „olimpig”. A on co? Olimpicidiot i  olimpicboor (cham) chyba a nawet na pewno.

Kompozytor muzyki na ceremonię otwarcia w dzieciństwie zastraszał i dręczył niepełnosprawnych kolegów z klasy. W dodatku nie ma poczucia winy.

Od dawna IO nie zwracają poniesionych kosztów co znaczy, że czas skończyć z tym szastaniem kasą i niszczeniem środowiska.

Poprzednie IO w Japonii odbywały się w październiku, aby uniknąć upałów a teraz uczestnicy konkurują w ponad 30. stopniach pana C. W dodatku wycięto zasadzone, na igrzyska, w 1964 roku drzewa, aby stworzyć „strefę życia” – kompletnie nie do życia.

„Olimpijczycy podpisali oświadczenie, że jeśli doświadczą «poważnych obrażeń ciała lub nawet śmierci» spowodowanych COVID-19… lub ekstremalnymi warunkami termicznymi podczas uczestnictwa w Igrzyskach, nie będą mogli pociągnąć organizatorów do odpowiedzialności” − zatweetował Boykoff, załączając zdjęcia deklaracji.

Poruszono także sprawę odzieży sportowej kobiet i sposób pokazywania ich przez telewizję – jako obiekty seksualne.

Prezydent Duda ze swoim poglądem, że Lgbt to ideologia spóźnił się z gratulacjami dla polskich zwyciężczyń. Pewnie czekał na wytyczne z góry. A te trzy Polki  są jednymi ze 170 takich uczestniczek IO. I mają w de pana D.

Napisane 3.08 – 8.08. 2021 r.

Wirus wyprowadzania (cz. 85)

 Kolejne odcinki będę dodawać w soboty, bo czas akcji prawie dogonił realny. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Co drugi poniedziałek dodam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń. Milej lektury 🙂

**********************************************************************

Helena zamknęła drzwi i zaprosiła dwójkę znajomych do mieszkania.

– Siadajcie i opowiadajcie co was sprowadza. Czy napijecie się kawy albo herbaty, bo mam suche wafle posmarowane dżemem i rozpuszczoną czekoladą?

– Chętnie bardzo – powiedziała Aldona. Ja pomogę, proszę pokazać jakie naczynia mam postawić na stole?

– Filiżanek Doulton Royal jak Hiacynta Bukiet nie mam – zażartowała gospodyni, to weź te kubki z wizerunkiem kota. I talerzyki z fiolami ale pewnie ręcznie malowane nie są.

– Na szczęście pani nie jest taka upierdliwa jak Hiacynta – odezwał się Edek.

– Widzę, że też oglądacie mój ulubiony serial – ucieszyła się gospodyni.

– No, nawet Daruś go lubi – zażartowała Aldona. Ale my do pani po radę przyszliśmy – dodała.

– No, to mówcie. Helena usiadła przy stole i sięgnęła po kubek.

– Moi seniorzy mają pieska, nieduży, nieszczekliwy, posłuszny. No i trzeba go wyprowadzać trzy razy dziennie. A oni nie mają już siły. I ich sąsiedzi, młode małżeństwo z dzieckiem mają kundelka. Oboje pracują poza domem więc też mają kłopot ze zwierzakiem. Więc mnie zaproponowali, żebym je wyprowadzała. Ale pomyślałam, że Edek mógłby to robić, będzie miał zajęcie i pieniądze się przydadzą. Co pani o tym myśli?

– Edek, co ty na to? – zapytała Helena.

– No, nie wiem. Psy lubię, nie boję się, to może bym spróbował?

– To mi się podoba – podsumowała seniorka.

– Tylko nie wiem jak to przyjmie Darek – zmartwił się mężczyzna. Może być zazdrosny jak wyczuje psa. I długo nie będzie mnie w domu.

– Trudno, będzie musiał się przyzwyczaić – powiedziała Helena. Jakoś mu to wytłumaczysz.

Helena zrobiła usg tętnic dogłowowych. Lekarka powiedziała, że zawroty to pewnie wina kręgosłupa.

– Dobrze, że nie Tuska – pomyślała seniorka.

Wizyta u nfz – towego neurologa przeszła szybko, skutkując skierowaniem na prześwietlenie szyjnego kręgosłupa i rehabilitację.

Prześwietlenie dokonało się w ciągu dwóch dni, rehabilitacja w sferze marzeń.

– Oj, niedobrze, panie Bobrze – stwierdziła Helena wcale nie zdziwiona, bo swoje doświadczenia miała. Może zastosuję kręcenie głową i to nie z podziwu dla kolejnych pomysłów trzymających władzę. Okłady z kota by się przydały ale wątpię, aby Darek chciał zostać moim terapeutą.

Do Owsiaka zadzwonił zachodniopomorski wojewoda zniesmaczony niepochlebnymi dla władzy okrzykami uczestników festiwalu Pol`and`Rock. Propozycje z Internetu: „Minister Czarnek naszym przyjacielem jest”; „Równym krokiem opuścim Europę”.

Helena obdzwoniła Edko-Aldonę oraz Wacka i Kasię proponując, aby wymyślili hasła na ten festiwal. Sama zaproponowała:

„Kochamy Mateusza, który prawdy nie rusza”; „Duda naszym idolem, bo kłamstwo go w uszy nie kole”; „Jarosław i policji mur to dla nas życia wzór”; Pisu i Kościoła nie kochamy dlatego się od nich oddalamy”; „Nowy Ład – stare śmieci”.

– No i znowu dali sobie podwyżki – westchnął Wacek ciągnąc się za ucho. Ja też bym tak chciał. Ale podwyższają podatki to kasy dla nich starczy. Już Urban powiedział, że rząd się sam wyżywi. Mając obywateli w pogardzie i lekceważeniu.

Helena postanowiła zrobić faszerowaną paprykę. Przed zakupami zadzwoniła do Kasi, Wacka i Aldony:

– Kupię paprykę, ryż, mielone indycze mięso, pomidory i przecier pomidorowy i ugotuję wypchaną paprykę. Reflektujecie?

– Pewnie, jasne, z najwyższą przyjemnością, to ja pójdę z panią i pomogę to nieść – usłyszała. Oferta była od Wacka.

– Dobry z niego chłopak – pomyślała seniorka biorąc portmonetkę, maseczkę, torbę na zakupy, chusteczki higieniczne i klucze do mieszkania.

Spotkała się z pomocnym Wackiem pod sklepem „U pani Ani” gdzie nabyli warzywa. A w pobliskim owadzim mięso, przecier i ryż.

– To może jutro spotkamy się na obiedzie u Kasi, tam jest największy stół, wszyscy się zmieścimy – zaproponowała.

W domu przygotowała po 2 papryki na osobę i udusiła je, bezlitośnie,  ze zrobioną przez siebie mieszanką przypraw.

A w trakcie obiadu przekazała biesiadnikom parę informacji o pomidorach:

– pomidory nie są warzywem tylko jagodą

– w lodówce tracą smak

– w suszonych jest więcej błonnika i potasu niż w świeżych

– najwięcej witaminy C jest wokół nasion

Napisane 26.07 – 2. 08.2021 r.

Wirus wiedźmowaty (cz. 84)

        Kolejne odcinki będę dodawać w soboty, bo czas akcji prawie dogonił realny. W co drugi poniedziałek nadal dodam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń. Milej lektury 🙂

**********************************************************************

– No i mamy falę udoskonalania kobiet – pomyślała Helena. Faceci przecież wiedzą lepiej. A propos wiedzą – to radni Miłakowa (okolice Olsztyna) na zgłoszenie Akcji Katolickiej sprawdzą czy artystyczno – charytatywna grupa kobiet o nazwie Wiedźmuchy nie uprawia okultyzmu i nie propaguje satanizmu. No to koniecznie powinni robić im przeszukania domów czy aby nie mają gdzieś mioteł, którymi lecą na Łysą Górę, aby czynić jakieś zło lub na nie się namawiać. Politycy PiS odlatują, szkoda, że nie na miotłach podsumowała Joanna Scheuring – Wielgus.

Seniorka przeszła do piwnicy, wyciągnęła miotłę, nasmarowała olejem rzepakowym i poleciała na spotkanie aby zwiedzić Muzeum Przyrodnicze. Miotła jest składana więc ją włożyła do torby z tkaniny udając  niewiniątko.

Muzeum jej się nie spodobało – niewygodne schody, do przejścia 4 piętra, zakurzone, wypłowiałe eksponaty. Okazało się, że niektóre nawet poniemieckie. Nie wszystkie są w gablotach i jakby ktoś chciał się przywitać z którymś lub objąć to mógłby zarazić niszczycielskimi mikrobami czy innymi takimi. I klęska, choroba, pogotowie, respirator, pandemia. Całe muzeum do szpitala albo nawet likwidacji.

Tyle dobrego, że jak się ma skończone 74 lata to nie trzeba płacić za bilet. Ale bardzo pilnują, aby każdy zwiedzający przytknął czoło do termometru i zdezynfekował ręce.

Po powrocie do domu Helena odłożyła zużytą maseczkę do prania, umyła ręce i zaparzyła sobie melisę.

– Zmurszałość, szkielety bez serc, bez ducha to nie moja bajka – pomyślała.

Włączyła telewizor i usłyszała jak Sasin mówi, że teść to nie rodzina.

– Jak sprytnie, ponad trzysta osób  rodzin członków PiS-u ma cieple posadki w spółkach skarbu państwa, prezes ogłosił, że nie będzie u nich nepotyzmu to teraz takie kwiatki słyszymy, czekam na następne wyparcia się mężów, żon, dzieci. Bo „Kaszanka to nie wędlina a teściowa nie rodzina”.

Mądra a w dodatku (ku oburzeniu dziadersów) ładna posłanka Klaudia Jachira (mieszka na naszym wrocławskim Ołbinie) wystąpiła w sejmie przeciwko wydawaniu pieniędzy na zbudowanie Pałacu Saskiego (zburzyli go Niemcy pod koniec powstania), w czasie wygłaszania mowy poseł pisowski Piotr Kaleta popisywał się mądrością i kulturą powtarzając kilkakrotnie: „Naprawdę? Niesamowite! Co za dykcja! To było mocne!”. W końcu marszałek Czarzasty go upomniał.

Helenie przypomniała się scena w sejmie z marszałkinią Witek i Grzegorzem Braunem, który chciał wystąpić ale nie miał maseczki. No i kłócił się aż go wyproszono.

Prezydent nie wszystkich Polaków poleciał do Japonii na otwarcie olimpiady i żeby odznaczyć prezesa Toyoty. A TVP podała, że powiedział: „Współpraca z lat wojny jest przykładem polsko – japońskiego braterstwa”. Bo jak wiadomo istniała wtedy braterska faszystowska oś Rzym – Berlin – Tokio.

– No i swoi strzelili mu w stopę – podsumowała seniorka. Poczytaliby przed emisją dzieje II wojny. Głąby niedouczone.

Wacek po południu znienacka odwiedził córkę i wnuka. Nawet się ucieszyli.

– Wiesz tato, dzisiaj wyrzucając śmieci wstawiłam do wiaty reklamówkę z cudzą przeterminowaną żywnością – Kasia.

– Ale co tam było? Może nadawało się do użytku?

– Trochę się spieszyłam więc dokładnie nie obejrzałam. Ale ja o czym innym chciałam. Obok wiaty jest miejsce na gabaryty, stało tam krzesło trochę rąbnięte zębem czasu. Położyłam na nim swoją dużą torbę, aby przejrzeć jaką odzież ktoś zostawił w reklamówce. I słyszę męski krzyk z drugiego końca podwórka: to jest miejsce na gabaryty! Na co ja, że wiem. On: niech pani zabierze te torbe. Ja, że nie zamierzam jej zostawiać tylko oglądam co zostawiono i że jak nie zna sytuacji to niech się nie wtrąca. I słyszę damski głos: to pan prezes.

– No i co z tego, jak prezes to może wrzeszczeć bez powodu? – zdziwił się ojciec.

– No, właśnie. Jak obok nich przechodziłam to powiedziałam, że powinien był do mnie podejść i grzecznie wyjaśnić sprawę a nie krzyczeć, żeby wszyscy lokatorzy słyszeli. I dodałam: trochę kultury, proszę pana. Na co on: nikt nie słyszał. A ja: słyszeli, słyszeli.

– Musiałaś mieć ostatnie słowo – zaśmiał się Wacek.

– Pewnie, burak jeden, nie zna sytuacji tylko wrzeszczy bo on prezesem jest to mu wolno.

– Pewnie naoglądał się zachowania polityków trzymających władzę

i uznał, że to jest wzór postępowania. „Bo źli ludzie lgną do siebie

jak zgniłe rodzynki”.

Aldona zadzwoniła do Heleny:

– Chciałam się pani poradzić, czy mogę przyjść teraz?

– Przyjdź, kochana, oczywiście.

Za pół godziny przed drzwiami mieszkania seniorki stali Aldona i Edek.

– O, obydwoje jesteście – lekko zdziwiła się gospodyni. Ale widzę,

że bez kota – zażartowała.

Napisane 20 –  24.07. 2021 rok

Wirus lipcowy (cz. 82)

Od dzisiaj kolejne odcinki będę dodawać w soboty, bo czas akcji prawie dogonił realny. W co drugi poniedziałek nadal dodam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń. Milej lektury 🙂

***************************************************************************

Z czwartku na piątek 9 lipca 2021 r. nad Wrocławiem przeszła, tupiąc, grzmiąc i błyskając, długa burza. Zaserwowała przyrodzie obfite opady.

Ulewa nocna położyła lusterka na ulicach, chodnikach i podwórkach, rośliny wypięły piersi a ptaki taplały się w kałużach, w warzywniaku tańsze od innych owoce miały metkę: “Maliny po deszczu”.

Helena wyszła wyrzucić śmieci i zrobić zakupy. Zdenerwował ją fakt, że dwa najbliższe sklepy spożywcze zrobiły sobie urlop.

– Zero koordynacji, tylko egoizm – pomyślała seniorka lekko przechylając się na boki z powodu zawrotów głowy. Musiała przejść do centrum handlowego osiedla.

W radiu usłyszała, że w czasie burzy zabytkowy siedemsetletni dąb Bartek stracił wschodni konar.

Wstając w niedzielę 11. lipca pomyślała: w nocy katar zagościł w nosie mym, co mu przyszło do głowy? nudził się tam gdzie był? Kichnęła i do łazienki podążyła. Po ablucjach jajka dwa z lodówki wyjęła i do garnuszka włożyła. Gaz pod nim zapaliła i soli wsypała, aby nie popękały w trakcie gotowania. Taki miała niedzielny rytuał. Bez kataru. Za to z  świeżo zaparzoną herbata liściastą.

Wacek na niedzielne śniadanie serwował sobie jajecznicę na boczku oraz własnoręcznie kiszonego ogórka.  O mało co nie zaciął się nożem słysząc,że PiS chce odebrać TVN-owi koncesję.

– To będzie jak w PRL-u, czyli jedna tuba informacyjna jeśli jeszcze ograniczą Onetowi działanie w Internecie.

Aldona zrobiła kolorowe kanapki, biały ser mieszając z rzodkiewkami i szczypiorkiem, a pomidory z kiszonymi ogórkami i sałatą lodową, polewając olejem rzepakowym i posypując pieprzem ziołowym.

Edek wyszedł z łazienkowego zakątka w przedpokoju podciągając dżinsy. Usiadł przy stole i po kilku kęsach powiedział:

– A na obiad poproszę dziś pizzę.

– Nie mamy pieniędzy, aby zamówić – uświadomiła go kobieta.

– Przecież ty robisz bardzo dobrą – powiedział trochę mlaszcząc.

– Ale nie mam drożdży – Aldona próbowała oponować.

– Jak to nie? Zawsze masz zapas suchych przecież.

– Ten twój pan za sprytny jest jak coś chce uzyskać – powiedziała Dona do kota Darka.

– Miau – potwierdził futrzak myjąc futerko.

– A dałaś mu coś do jedzenia? – spytał Edek pochłaniając sałatkę.

– O, nie – nie ma tak dobrze! To twój kot, tylko ciebie kocha to ty się nim zajmuj. Karm, zmieniaj i wyrzucaj piasek, kupuj mu zabawki i pierz kocyk.

– Wiem, wiem, sto razy mi to mówiłaś. Dobrze choć, że jest zdrowy bo nie mamy forsy na weterynarza.

– Szczęście, że wszyscy troje jesteśmy zdrowi, bo teraz dostęp do lekarza jest łatwe jak zdobycie Mont Blanc.

Helena wyrzucając śmieci w i na pojemniku dla makulatury znalazła parę książek: „Dekameron” w dwóch tomach, „Dolinę tęczy” L. M. Montgomery, Wiersze Leśmiana, „Jak wychować dziecko o wysokim EQ”, „Porady na zdrady” oraz dwa egzemplarze książki kucharskiej wydanej przez „Lidl”.

– Pewnie rozdają klientom, którzy zrobili bardzo duże zakupy – pomyślała.

Przejrzała ją i się zdegustowała, bo prawie wszystkie przepisy zawierały drogie a modne składniki jak orzechy brazylijskie czy pekan, tofu, ser kozi, ser pecorino, nasiona chia, mąka ryżowa, kiełki fasoli mung, comber z jelenia itd.

– No, to robią z klienta jelenia – stwierdziła.

Wydarła z książki parę normalnych przepisów i wpięła w segregator gdzie miała już kilkadziesiąt innych. Mniej drogich i wymyślnych.

I już miała się cieszyć pogodnym dniem gdy usłyszała pomysł minister Czarnka, który ogłosił, że trzeba dziewczętom pomóc ugruntowywać cnoty niewieście.

– Czyli co? Jak być niewolnicą pana i władcy? Pokorną darmowa służącą zachwyconą, że może być wykorzystywana? Niewykształconą, rodzącą dziecko za dzieckiem, bez prawa głosu w żadnej sprawie? Czarno to widzę – pomyślała seniorka popijając bardzo mocną melisę.  15 lipca odbyło się we Wrocławiu, w budynku Narodowego Forum Muzyki, spotkanie dwóch pisarek noblistek Swietłany Aleksijewicz i Olgi Tokarczuk. Tej pierwszej nie wpuszczono w Berlinie na pokład samolotu pod pretekstem, że ma przy sobie bombę. Białoruski reżim uprzejmie doniósł. Z Wrocławia wysłano po nią samochód, aby zdążyła na spotkanie. Trwało półtorej godziny, prowadziły ją Magdalena Środa i Monika Olejnik.

Widzowie stali po kilka godzin w kolejce, aby zdobyć bilet.

Tokarczuk między innymi Tokarczuk powiedziała:

 Dorastając jako dziewczynka, kiedy czytamy wielką literaturę podsuwaną przez rodziców, pojawia się kłopot, że kiedy czytam „Czarodziejską górę” Tomasza Manna tam nie ma dla mnie miejsca z moją płcią, tożsamością. Bo większość wielkiej literatury była pisana przez mężczyzn i o mężczyznach, a kobiety miały w niej z góry przypisaną rolę, nie istoty myślącej, podmiotu moralnego, który dokonuje wyborów, ma życie wewnętrzne. To bardzo rzadkie, a małą dziewczynkę tremuje i daje jej poczucie że nie pasuje do tego świata. Weźmy klasycznego Sienkiewicza, to literatura pisana przez mężczyznę i dla mężczyzn, oparta na bardzo męskich wzorach. Ale i cały kanon, wielkie kobyły, które musimy przeczytać, nie pozwalają nam się zidentyfikować. To kobietę, która podejmuje pierwsze próby pisania bardzo oddala, przytłacza.

Napisano 10 – 16. 06.2021 r.