Medycyna, tajemnice i romanse

Julia Gambrot – Różany eter; Liliowe opium, Wydawn. Lira, Warszawa 2019 i 2020

WSTĘP: „Każda rodzina ma swoje czarne strony, tajemnice, które skrywa przed światem”

O autorce:

Julia Gmbrot napisała mi o sobie:

„…urodziłam się 30.07.1987 we Wrocławiu. Pomysł na napisanie cyklu o pierwszych kobietach – lekarkach zrodził się w trakcie moich studiów na Wrocławskiej Akademii Medycznej. Jest to uczelnia mogąca poszczycić się wybitnymi profesorami, którzy na zawsze zapisali się w historii medycyny. Alois Alzheimer, Jan Mikulicz Radecki, Albert Neisser… Długo mogłabym jeszcze wymieniać. W mojej podgrupie były same studentki, stąd zaczęłam zastanawiać się  jak to było gdy płeć piękna po raz pierwszy przekroczyła progi uniwersytetów medycznych. Główne bohaterki są fikcyjne, ponieważ chciałam mieć całkowitą dowolność w kreowaniu ich losów, ale tło jest historyczne. Długo zgłębiałam materiały źródłowe o medycynie z początku XX wieku, sięgając między innymi do gazet lekarskich z tamtego okresu”.

Jest lekarką okulistką. Uważa, że największym szczęściem dla okulisty jest oślepnąć z miłości. Mieszka we Wrocławiu, pracuje w swoim zawodzie, ma psa i dwa koty. „Różany eter” jest jej debiutem, napisała też „Liliowe opium” i „Laurowy pean”

Jej życiowe motto głosi, że trzeba żyć tak, aby każdy dzień miał szanse stać się najpiękniejszym dniem życia.

O książce:

Po przeczytaniu obu książek ma ambiwalentne uczucia. Bo z jednej strony bardzo podoba mi się sam pomysł, czyli historia sieroty Róży Zimmerman, rudowłosej osiemnastolatki z zielonymi oczami, która jest narratorką ”Różanego eteru”. Mieszka w niemieckim Wrocławiu, czyli Breslau, na początku XX wieku. Ambitna, prawie sufrażystka – uparła się studiować medycynę mimo braku rodziny, która by ją wspierała i finansowała. A w dodatku nie nosi gorsetu bo już wie, że to szkodzi.

Nie jest jedyna na roku bo studiują wraz z nią Lilia, Iris i Laura. Oczywiście wykładowcy i koledzy uważają, że kobiety powinny pielęgnować cnoty niewieście a nie pchać się na studia, w dodatku tak trudne.

Ale to nie jedyny wątek powieści. Mamy więc kilka tajemnic w trakcie rozwoju akcji powoli rozwiązywanych. Największą jest pochodzenie Róży i jej rodzina. Są seryjne morderstwa i poszukiwanie ich sprawcy. Kilka postaci ofiarnych lekarzy w tym Mikulicza-Radeckiego twórcy nowoczesnej chirurgii.  Opisy zajęć jakie mieli studenci medycyny, operacji przeprowadzanych w szpitalu i w warunkach domowych. Dowiecie się w jaki sposób studenci wtedy zdobywali czaszki.  I  tego, że lekarze stosowali wtedy eter do usypiania pacjentów oraz zakładali niciane rękawiczki.

Są też wątki romantyczne szczęśliwe – śledzimy rozwój uczucia między Róża a Fryderykiem. Ale i nieszczęśliwe związki zakończone samobójstwem lub nielegalnym usuwaniem ciąży.

W ramach przybliżania czytelnikowi tamtych czasów są też opisy ubrań damskich i męskich, wystroju wnętrz, potraw (specjalnością Breslau było ciasto drożdżowe z cynamonową kruszonką), leków i metod stosowanych w różnych chorobach i przypadłościach. Na przykład jak leczono obłęd dwoisty czy zapalenie opon mózgowych lub gruźlicę płuc. Autorka podaje też fakty z życia społecznego – przynajmniej raz w miesiącu pod bramę klasztoru podrzucano dziecko.

W drugiej książce narratorką jest Lilia von Schiller. Została chirurgiem, wiedzie jej się zawodowo natomiast prywatnie jak po grudzie. Wychodzi za mąż za dawnego wielbiciela bo „Samotność to w końcu najgorsza choroba jaką zna ludzkość” ale ten kocha tylko swój zawód. Pojawia się więc adorator do którego Lilia czuje ogromny pociąg. I to jest bardzo dobry wątek z niespodziewanym finałem. Spora część akcji toczy się w czasie I wojny światowej więc mamy opis ówczesnych warunków życia i nastrojów mieszkańców Niemiec. A także  seryjnego mordercę, kobietę podającą się za nieślubną córkę brata, choroby i tajemnice nie tylko rodzinne. I tylko w jednej scenie przemyka bury kot. A poza tym  nie ma w obu powieściach zwierząt domowych. Szkoda.

Książki są dobrze napisane, czyta się je z zainteresowaniem i czeka na ciąg dalszy, który nie jest oczywisty.

Jednak mam pretensję do wydawnictwa, (a jest to debiut tej autorki), że nie przyłożyli się do redakcji tekstu. Według mnie książki wymagają skrótów – np. w pierwszej części jest zbyt dużo jest rozważań bohaterki na różne tematy. Róża jawi się w nich jako osoba sentymentalna i egzaltowana a przecież jest naprawdę przebojową i zdecydowaną na wiele kobietą. W obu częściach jest zbyt dużo dokładnych opisów różnych przypadków chorobowych i  operacji. Skróciłabym ksiązki do najwyżej czterystu stron.

Oraz brak w nich (ale to tylko moje osobiste skrzywienie)  poczucia humoru, który by się przydał, aby zrównoważyć ponury nastrój wielu scen.

Wirus zakończenia (cz.117)

I tak się kończy moja opowieść o zwyczajnych – niezwyczajnych ludziach na moim osiedlu. Bohaterów wymyśliłam, nigdy nie spotkałam takich ludzi. To tylko moje marzenie o dobrych i życzliwych osobach. Ale może Wy znacie podobnych?

**************************************************************

Ależ mamy złośliwy prima aprilis, śnieg w kwietniu zamiast w styczniu lub lutym  – pomyślała Helena opatulając kolana, stopy i gardło.

Od jakiegoś czasu źle się czuła, serce a to waliło, a to jakby stawało. W uszach szumiało, w kościach strzykało mocniej niż zwykle. Całe szczęście, że Aldona i Wacek codziennie u niej byli na zmianę i opiekowali się seniorką.

Nie była w stanie, od paru dni wychodzić z domu więc zaprosiła do siebie bliskie osoby.

– Opowiedzcie mi co u was słychać, co u Kasi, jak się ma Adaś?

Aldona wcześniej, jak co dzień od miesiąca,  przyniosła obiad, którego seniorka zjadła tylko połowę.

Wacek pierwszy zabrał głos:

– Mietek tak długo się nie pokazywał, bo jego mama chorowała i zmarła.

– Covid? – zapytała Helena.

– Głównie serce ale i zapalenie płuc swoje zrobiło. Musiał więc pozałatwiać wszystkie sprawy a potem zabrał się za porządkowanie i remont mieszkania. Ale jest dobra wiadomość – zamierzają się pobrać z Kasią.

– O, to świetnie, a kiedy?

– Jeśli będzie termin w Urzędzie Stanu Cywilnego to zaraz po świętach. I ślub będzie tylko cywilny. I bez hucznego wesela, tylko obiad w naszym gronie – poinformował Wacek.

– A gdzie będą mieszkać? – spytała Aldona krojąc ciasto drożdżowe.

– U Kasi, bo ma większe mieszkanie.  Mietka lokal sprzedadzą, żeby mieć na remont chaty Kasi i zmianę auta na nowszy model, bo ten, który ma  sypie się i rzęzi. A oszczędności nie mają, bo i z czego.

– No to czeka cię dużo pracy, bo wyobrażam sobie, że będziesz im pomagał. Na szczęście jesteś tak zwaną złotą rączką, a nawet dwiema – zażartowała Helena.

– Ociepli się, wszystko będzie szybciej schnąć, więc wiosna to dobry czas na remonty – praktycznie podsumował sytuację Wacek.

Po spotkaniu Aldona pomogła Helenie umyć się i położyć.

Nazajutrz Wacek otworzył drzwi jej mieszkania i zastał starszą panią elegancko ubraną, nawet z butami  a nie, jak zawsze w domu,  kapciami. Siedziała i spała w fotelu. Gość dotknął jej ramienia, które bezwładnie opadło. Zadzwonił po pogotowie. Lekarz stwierdził zgon z powodów naturalnych. Ciało poddano kremacji, bo tak sobie Helena życzyła żałując, że jej prochy nie mogą użyźnić działki. Nie chciała żadnego pomnika.

Na stole leżał testament, który odczytano na popogrzebowym spotkaniu.

Okazało się, że zmarła zapisała swoje własnościowe mieszkanie Edkowi i Aldonie pod warunkiem, że jak najszybciej się pobiorą. W dodatku pozostawiła pieniądze oraz zgodę i plan rozbudowania lokalu o kawałek dużego holu tak, aby  do kuchni z nyżą , przedpokojem i łazienką dodatkowo powstał pokój.

Aldona zaczęła płakać, Edek gwałtownie szukał chusteczki do nosa.

– Masz, sieroto – podał mu ją kumpel i jak zawsze w reakcji na nietypowe wydarzenia pociągnął się za ucho.

– Dzięki – powiedział Edek wstając i portki podciągając choć przybrał na wadze dzięki regularnym posiłkom. Ale odruch mu pozostał.

Testament zawierał też sugestię, aby od razu przenieśli się do jej mieszkania a swoje udostępnili ukraińskiej rodzinie za darmo dopóki nie znajdą sobie pracy, aby potem móc płacić choćby niewielki czynsz.

– No to najpierw ja z Edkiem posprzątamy Heleny mieszkanie, pomalujemy a potem się przeprowadzimy – gospodarnie zarządziła Aldona.

– Zabierzcie tylko swoje najpotrzebniejsze rzeczy, bo chata spadkodawczyni jest dobrze wyposażona – doradził Wacek. Nie zapomnijcie o Panu Kocie, bo on jest najważniejszy.

– Nie wiem jak zniesie przeprowadzkę – zmartwił się Edek. No i potem remont. Może jednak zostaniemy u siebie na ten czas?

– Nie bądź głupi, twoje mieszkanie jest bez łazienki a zanim uprawomocni się spadek i znajdziemy odpowiednich fachowców to minie dużo czasu – stwierdziła partnerka niewolnika kota.

– Masz rację, nie pomyślałem – przyznał Edzio.

– To może zrobimy dwa śluby razem? – zaproponował Wacek. Wy i Kasia z Mietkiem? Będzie praktycznej, Helena pewnie by tak chciała.

– I to jest bardzo dobra koncepcja ale trzeba to z nimi skonsultować – powiedziała Aldona.

– Już  o tym rozmawiałem, bo znałem treść testamentu – przyznał Wacek. Postanowiliśmy, że dobre a niepotrzebne rzeczy z mieszkania Mietka i Heleny sprzedam w Internecie, żeby były pieniądze na niespodziewane wydatki. A resztę oddamy do sklepu dobroczynnego.

– Ta Helena to jest dla nas jak dobra wróżka – rozrzewnił się Edek.

– Oj, tak – ze świecą szukać tak dobrej osoby. Seniorzy z wiekiem często stają się egoistyczni i skąpi a ona o nas wszystkich pomyślała – podsumował spotkanie Wacek.

Wirus wojny 2 (cz. 116)

To druga przedostatnia część mojej powieści w odcinkach, druga bo planuję napisać zakończenie. Starałam się ocieplić panującą sytuację życzliwymi bohaterami i poczuciem humoru. Wojna w Ukrainie odebrała mi chęć żartowania.

Pod tekstem podaję datę napisania.

Następne wpisy będą zawierać recenzje książek, krótkie opowiadania lub prywatne relacje.

******************************************************************

Psalm  – Wisława Szymborska

O, jakże są nieszczelne granice ludzkich państw!
Ile to chmur nad nimi bezkarnie przepływa,
ile piasków pustynnych przesypuje się z kraju do kraju,
ile górskich kamyków stacza się w cudze włości
w wyzywających podskokach!

Czy muszę tu wymieniać ptaka za ptakiem jak leci,
albo jak właśnie przysiada na opuszczonym szlabanie?
Niechby to nawet był wróbel – a już ma ogon ościenny,
choć dzióbek jeszcze tutejszy. W dodatku – ależ się wierci!

Z nieprzeliczonych owadów poprzestanę na mrówce,
która pomiędzy lewym a prawym butem strażnika
na pytanie: skąd dokąd – nie poczuwa się do odpowiedzi.

Och, zobaczyć dokładnie cały ten nieład naraz,
na wszystkich kontynentach!
Bo czy to nie liguster z przeciwnego brzegu
przemyca poprzez rzekę stutysięczny listek?
Bo kto, jeśli nie mątwa zuchwale długoramienna,
narusza świętą strefę wód terytorialnych?

Czy można w ogóle mówić o jakim takim porządku,
jeżeli nawet gwiazd nie da się porozsuwać,
żeby było wiadomo, która komu świeci?

I jeszcze to naganne rozpościeranie się mgły!
I pylenie się stepu na całej przestrzeni,
jak gdyby nie był wcale wpół przecięty!

I rozlegnie się głosów na usłużnych falach powietrza:
przywoływawczych pisków i znaczących bulgotów!

Tylko co ludzkie potrafi być prawdziwie obce.
Reszta to lasy mieszane, krecia robota i wiatr.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> 

Grupa Anonymus wymyśliła sposób na rosyjską propagandę. Zaleca znalezienie w Google maps restauracji lub firmy rosyjskiej i zamieszczenie tam prawdy o napaści na Ukrainę.

Przykładowy tekst:

  • „Jedzenie było świetne! Niestety Putin popsuł nam apetyty, najeżdżając Ukrainę. Sprzeciw się swojemu dyktatorowi, przestań zabijać niewinnych ludzi!” – tak brzmi jedna z przykładowych recenzji, jakie internauci zamieszczają na stronach rosyjskich biznesów w Google
  • Do tworzenia tego typu komunikatów namawia grupa Anonymous
  • „Nie zapomnij dać pięciu gwiazdek! Akcja ma na celu informację, a nie szkodzenie biznesowi” – podkreślają hakerzy.

Wacek wziął się do roboty i gdzie tylko mógł zrobił krecią robotę. Od tłustego czwartku wielokrotnie pociągał się, ze zdenerwowania, za ucho i oba miał naderwane. Z radością przeczytał w Internecie, że wiele firm wychodzi z Rosji.

Razem z Heleną, Edkiem, Aldoną, Kasią z Mietkiem zrobili zakupy potrzebnych Ukraińcom towarów i zanieśli do punktu przy ul. Łokietka.

A po powrocie trafił w Internecie na wiersz:

Wisławy Szymborskiej Krucjata Dzieci

Tam – w najżarliwszym z naszych miast
grzęzną twarzami w skrzepłą krew
trupy dziecięce.

Pierwsza zabawa w wojnę – nie na niby,
pierwszy zuchwały start.
Ktoś pokazał. Spróbował. Teraz to już żart.
Strzelać – to takie proste. Nie chybi.
Pierwsza przygoda. Prawdziwa dorosła.
Ściska flaszkę z benzyną baczny i uparty.
Wczoraj były trzy tanki – dzisiaj będzie czwarty.
Ręce zniecierpliwione wyprzedzają rozkaz.

Poprzez miasto walące się w gruz,
w płomienie, których już nikt nie potrafi spętać,
zbrojna w zawarte pięści, zastygła w okrzyku
brnie pod kul gęsty, ciepły grad
krucjata małych uliczników.

Oczy nasze zmęczone są pamięcią świeżą,
lecz ręce wiedzą, wierzą.
Ręce, których mamy unieść ciężar świata
wiedzą: świat się odrodzi bez wojennych widm,
że wypłaci bez reszty za zdeptane lata
i wierzą w nowy ład i rytm.

… i może też dla tego
dławi nas dniem i nocą
najsmutniejsze: dlaczego,
milczące: po co,
-trupy poległych dzieci.

(z tomu „Czarna piosenka”)

Wirus wojny (cz. 115)

To przedostatnia część mojej powieści w odcinkach. Starałam się ocieplić panującą sytuację życzliwymi bohaterami i poczuciem humoru. Wojna w Ukrainie odebrała mi chęć żartowania.

Pod tekstem podaję datę napisania.

Następne wpisy będą zawierać recenzje książek, krótkie opowiadania lub prywatne relacje.

**********************************************************

Ajahn Brahm

Pewnego dnia mysz zauważyła, że właściciel farmy zastawił pułapkę na myszy. Opowiedziała o tym kurczakowi, owcy i krowie.

Ale wszyscy odpowiedzieli:

– Pułapka na myszy to twój problem, to nie ma z nami nic wspólnego!

Nieco później wąż wpadł w pułapkę na myszy – i ugryzł żonę rolnika. Próbując ją wyleczyć, zrobili rosół dla jego żony. Następnie zabili owce, aby nakarmić wszystkich, którzy przyszli odwiedzić chorą kobietę. I wreszcie zabili krowę, aby odpowiednio nakarmić gości na pogrzebie.

I przez cały ten czas mysz obserwowała, co się dzieje przez dziurę w ścianie i myślała o rzeczach, które z nikim nie mają nic wspólnego.

Wacek przeczytał w internecie:

„Na końcu będziemy pamiętać nie słowa naszych wrogów ale milczenie naszych przyjaciół”.

– Czy robimy duże zapasy jedzenia? – zapytał w trakcie zakupów.

– Ale skąd! Żeby potem wyrzucać? Kupujemy tak jak zawsze, z lekkim zapasem na niedaleką przyszłość.

– Na szczęście benzyny do rowerów nie potrzebujemy tylko mięśni nóg. Ale musimy zwracać uwagę na kody kreskowe 460 – 469 i nie kupować rosyjskich produktów.

Po powrocie do domu usiedli przy stole i herbacie zakąszając daktylami.

– Popatrz jak Polacy świetnie organizują pomoc dla uciekających przed wojną Ukraińców – powiedziała Helena.

– I jak świetnie spisuje się ich prezydent. Proponowano mu wyjazd za granicę na co odpowiedział, że potrzebuje amunicji a nie przejażdżki.

Pasuje do niego:

Gdy wieje wiatr historii

Ludziom jak pięknym ptakom

Rosną skrzydła

Natomiast

Trzęsą się portki pętakom..

(Ballada o trzęsących się portkach – K.I. Gałczyński)

Oby tym pętakiem okazał się pusty emocjonalnie najeźdzca i psychopata.

– Ukraiński były premier spokojnie w mediach tłumaczył jak zrobić koktajle Mołotowa.

Butelka zapalająca (tzw. Koktajl Mołotowa) składa się ze szklanej butelki napełnionej w 2/3 łatwopalną cieczą (benzyna lub ropą), zazwyczaj zaczopowanej zwitkiem tkaniny stanowiącym lont. Jest to najpowszechniejszy ze względu na swą prostotę sposób budowy butelek zapalających. Jest on jednak dość niebezpieczny, gdyż butelka nie jest szczelnie zamknięta i istnieje prawdopodobieństwo, że przy przechyleniu butelki wypłynie więcej paliwa, niż jest w stanie wchłonąć materiał i może ono zwilżyć zewnętrzne ścianki butelki, co przy próbie zapalenia lontu może zakończyć się wypadkiem. Prawidłowo wykonany koktajl Mołotowa powinien mieć szczelną zatyczkę i lont przywiązany do szyjki butelki.

– A czy nareszcie do naszych władz dotarło, że Putin nie zamierza zatrzymać się na Ukrainie. Że chce zagarnąć wszystkie sąsiednie kraje, w tym Polskę?

– Raczej podepną się pod działania obywateli, bo sami nie są zdolni do empatii i pomocy.

–  Pamiętam powódź w 1997 roku, wtedy w telewizji wolontariusz apelował, aby darczyńcy nie opróżniali sobie piwnic i nie przynosili rzeczy kompletnie nie nadających się do użytku. Teraz też tak jest, niestety – powiedziała seniorka.

– Wtedy i pewnie teraz nie brakuje cwaniaków, którzy coś dla siebie zachachmęcą.

– A żeby im rączka spuchła.

– Najlepiej obie. I nóżki też.

– Węgry nie pomogą Ukrainie i nie pozwolą na przejazd dostaw przez swój kraj.

– No to życzę im braku pomocy w potrzebie.

– A nasz Ogród Zoologiczny przekazał 10 tysięcy euro zoo w Kijowie, a razem 15 tysięcy dla ogrodów na Ukrainie.

– Zwierzakom domowym idącym wraz z właścicielami też nasi pomagają.

– Serce rośnie gdy się na to patrzy i o tym słucha. Nie zostawia się domowników i przyjaciół w potrzebie a takie są zwierzątka.

– A co mają w głowie rosyjscy żołnierze, którym w czołgu zabrakło paliwa i poprosili ukraińskich policjantów o pomoc?

– Mają mózgi przeżarte przez putinowską propagandę, która głosiła, że jadą bronić Ukrainy przed wrogami i mieszkańcy powitają ich chlebem i solą oraz kwiatami.

– Oraz wódką i paliwem.

Pieśń o Bośni – Josif Brodski

W chwili, gdy strzepujesz pyłek,

jesz posiłek, sadzasz tyłek

na kanapie, łykasz wino –

ludzie giną.

W miastach o dziwacznych nazwach

grad ołowiu, grzmot żelaza:

nieświadomi, co ich winą,

ludzie giną.

W wioskach, których nie wyśledzi

wzrok – bez krzyku, bez spowiedzi,

bez żegnania się z rodziną

ludzie giną.

Ludzie giną, gdy do urny

wrzucasz głos na nowych durni

z ich nie nową już doktryną:

“Nie tu giną”.

W stronach zbyt dalekich, by nas

przejąć mógł czyjś bólu grymas,

gdzie strach lecieć cherubinom –

ludzie giną.

Wbrew posągom i muzeom-

jako opał służy dziejom

przez stulecia po Kainie

ten, kto ginie.

W chwili, kiedy mecz oglądasz,

czytasz, co wykazał sondaż,

bawisz dziecko śmieszną miną –

ludzie giną.

Czas dzielący ludzkie byty

na zabójców i zabitych

zmieści cię w rubryce szerszej

tak, w tej pierwszej.

Napisane 24.02 – 2.03.2022 r.

Wirus niszczenia (cz. 114)

Pod każdym tekstem podaję datę napisania, bo umieszczam aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przewijając stronę. Co drugą środę zamieszczam recenzję książki lub relację prywatną. Miłej lektury 🙂

*********************************************************

– Mamy powtórkę z usuwania dyrektora teatru – ze smutkiem stwierdziła Helena będąc z wizytą u Kasi.

– Żeby powtórkę, ale drugi raz z powodu „Dziadów” – Kasia zrobiła sobie przerwę w pracy online goszcząc Mietka i seniorkę.

– Mickiewicz się w grobie przewraca i powinien decydentów straszyć po dniach i nocach – powiedział Mietek pomagając Adasiowi budować miasto z klocków Lego.

– Ja poszłabym dalej – niech wszyscy nieżyjący polscy pisarze straszą tych debili – radykalnie podsumowała starsza pani krojąc przyniesione ciasto.

– Ma pani rację. Tym bardziej, że chcą wymienić piętnastowieczny manuskrypt Kroniki Korwina z Książnicy Kopernikańskiej w Toruniu za zbroję króla Zygmunta Augusta, którą w ubiegłym roku Orban dał Polsce  – dodała Kasia nalewając gościom herbatę z kandyzowanym imbirem.

– A przecież manuskrypt jest wyceniany na 5 razy więcej niż zbroja. A w ogóle czy była taka umowa, że on zbroję, a my tę księgę?

– Chyba nie, ale kto ich wie. Jest propozycja, żeby przekazać im Korwina – Mikke.

– Ha, ha, ha, ale czy go zechcą?

– Można na jego ciele wytatuować tekst z manuskryptu oraz zapakować w jakąś, wysadzaną szkiełkami udającymi drogocenne kamienie, okładkę. Zapinaną na metalową klamrę.

– Drewnianą najlepiej, bez otworów na oddychanie.

– Albo niech ich porwie wichura, jedna z tych obecnie dających nam popalić. I niech nimi rzuci na wyspie bezludnej z krwiożerczymi tygrysami ludojadami – zaproponowała Kasia.

– No, strach się bać tego co wymyślasz.

– A bo już nie mam cierpliwości do tego bezładu.

– Ale wiesz skąd te wichury?

– A co to  ja meteorologiem jestem?

– Ech, ty nieuświadomiona. Tusk oddycha i stąd te silne wiania.

– A nie mógłby tak oddychnąć na Żoliborzu?

– Trzeba mu to zasugerować. Ale i jeszcze na Kreml, żeby Putina wywiało na Kamczatkę i nie mógł nigdy wrócić.

– No to przydałby się łagier o bardzo zaostrzonym rygorze. Aby wybić mu zakusy na Ukrainę i inne byłe republiki sowieckie. Jemu marzy się następny ZSRR pod jego wodzą.

– Tak to jest gdy do władzy dorwie się kagiebista.

– Nie wiem czy on ma ogromne kompleksy, które sobie tak wyrównuje, czy po prostu jest psychiczny?

– Tam to jest stara świecka tradycja – car musi być. A może czuje się drugim Piotrem Wielkim?

– Raczej połączeniem Stalina z Hitlerem, niestety.

Helena w czwartek 24. lutego nie smażyła pączków tylko zadzwoniła do przychodni z prośbą o receptę na środek uspakajający.

– Pani napije się melisy – usłyszała.

– Melisę to ja piję hektolitrami od dawna, teraz potrzebuję czegoś mocniejszego, bo Putin napadł na Ukrainę i może być trzecia wojna.

– Przesadza pani.

– Nie przesadzam, długo żyję i spodziewam się najgorszego. Proszę mi wysłać e-receptę, bo przyjdę do przychodni i położę się wam na progu.

– Niech pani nie przesadza.

– Jestem w takim stanie nerwów, że mogę zrobić coś gorszego.

– Dobrze, już dobrze.

Helena odłożyła słuchawkę i powiedziała w przestrzeń: zachodni władcy od dawna wiedzieli o pomysłach Putina i zamiast ostro reagować to brali na przeczekanie. Od razu gdy wojska rosyjskie weszły na Krym powinni byli Rosji wszystko blokować. Cholera, co za durne pały! Historii nie znają? O Hitlerze nie słyszeli? I dlaczego Ukraina nie należy do NATO a ich wojska są przy naszej zachodniej granicy a nie przy wschodniej? No, szlag mnie trafi zaraz! Mamy trzy plagi: PiS, pandemię i Putina.

Seniorka podgrzała sobie mocną melisę i wypiła duszkiem trzęsąc się ze zdenerwowania.

Zadzwonił telefon.

– Pani Heleno, idę do sklepów, czy coś pani potrzebuje? – zapytał Wacek.

– Kochany jesteś, że dzwonisz. Taka jestem wkurzona,  że miejsca nie mogę sobie znaleźć. Wstąpmy też do sklepu ze sprzętem medycznym przy ulicy Sienkiewicza, potrzebuję taboret do wanny a tam podobno są antypoślizgowe.

– To może pójdziemy razem najpierw na spacer a potem na zakupy?

– Chodźmy, choć nikt nie woła.

Stanisław Barańczak

Jeżeli porcelana, to wyłącznie taka,

której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu,

Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby

nie było przykro podnieść się i odejść;

Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,

Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,

Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć,

kiedy nadejdzie czas następnej przeprowadzki

na inną ulicę, kontynent, etap dziejowy

lub świat.

Kto ci powiedział, że wolno ci się przyzwyczajać?

Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?

Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy

w świecie

czuł się jak u siebie w domu?

Napisane 10.02 – 24.02.2022 r.

Wirus drożyzny (cz. 113)

Pod każdym tekstem podaję datę napisania, bo umieszczam aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przewijając stronę. Co drugą środę zamieszczam recenzję książki lub relację prywatną. Miłej lektury 🙂

***********************************************************

– Pandemia, drożyzna i podsłuchy, to trzej jeźdźcy Apokalipsy – przeczytał Wacek w Internecie. Czwarty to Nowy Ład a raczej stary bardak.

– A przede wszystkim głupota i zachłanność polityków oraz wyborcy z ptasim móżdżkiem – dobił się tym stwierdzeniem.

Przeszedł do przedpokoju, włożył kurtkę, buty, czapkę, wziął szalik zrobiony przez Aldonę i dwie torby na zakupy. Wyszedł z bramy i wdepnął w psią kupę. Zaklął szpetnie. Przeszedł skwerek i wytarł buty w trawę poprawiając papierowym ręcznikiem jakiego kawałek zawsze nosił w torbie.

Zadzwonił domofonem do mieszkania Heleny. Otwierając seniorka powiedziała:

– Jak dobrze, że cię widzę. Czy pójdziesz ze mną po zakupy?

– Właśnie miałem pani zaproponować ich zrobienie. Jest ładna pogoda to może zrobimy sobie mały spacer po parku?

– I za to cię cenię, za dobre pomysły oraz życzliwość, której tak brakuje, bo jest odgórne pozwolenie na chamstwo.

– Właśnie w tego dowód wdepnąłem.

– Osobisty? – zdziwiła się starsza pani.

– Osobisty jakiegoś psa, no i chamstwa osoby wyprowadzającej.

– Niestety, Wrocław jest miastem psiej kupy.

– Zakupione czy raczej zasrane miasto – podsumował Wacek ciągnąc się za ucho.

– To może patrzmy pod nogi zamiast na drzewa i krzewy – zaproponowała seniorka poprawiając maseczkę. A czy tam przed nami nie idzie Edek z psem?

– Edek, Edek! – zawołał towarzysz spaceru.

Mężczyzna stanął, obejrzał się i pomachał. Dwójka znajomych podeszła do niego.

– Wdepnąłem dziś przed bramą w psie gie. Jeśli nie sprzątasz po wyprowadzanych przez siebie to cię palnę – obiecał Wacek.

– Sprzątam, sprzątam. I właściciele kazali, i Aldona mi o tym przypomina.

– A propos Aldona, idziemy po zakupy, może wam coś potrzeba?

Zapytany wyciągnął komórkę i skonsultował sprawę przekazując telefon kumplowi, który przyjął zamówienie.

Edek podciągnął spodnie, schylił się, pogłaskał psa mówiąc:

– Idziemy do domu Misiek. Czas na michę.

– Acha, Edek, czy ty nosisz dres w domu? – zapytał Wacek.

– Tak, a dlaczego pytasz?

– Bo podobno jeśli tak to wszystko co robisz w domu liczy się jako uprawianie sportu.

– He, He, He – rozumiem, że z ciebie też taki sportowiec?

– Lepszy niż nasz prezydent, który za naszą kasę fundnął sobie wycieczkę, na Olimpiadę, do Pekinu.

– Jako zawodnik?

– Jakby była olimpiada kompromitujących się nieustannie prezydentów to na pewno zgarnąłby złoty medal.

– Tylko naszego hymnu dla takiego szkoda.

– Ale za to powstał hymn Pispatologii:

Zbudujemy nową Polskę

Zbudujemy Nowy Ład

W którym wszystko sp……..y

W którym każdy będzie dziad.

Wyludnione miasta

Zrujnowane wsie.

Zbudujemy nową Polską

Jak w koszmarnym śnie.

– Ale „Zanim prawda włoży buty, kłamstwo obiegnie ziemię” Mark Twain.

– W dodatku nie pytając o zgodę premiera zwolniono ministra finansów.

– Widocznie Pinokio jest do odstrzału i Wuc już ostrzy colta.

– A kot mu podaje wycior i naboje.

– A może nawet naciśnie spust?

– Kto wie? Koty zdolne są do wszystkiego, szczególnie gdy taki pan mu daje przykład.

– Już sobie wyobrażam, że w ogrodzie mają strzelnicę i obaj ćwiczą.

– Nawet wiem czyja podobizna jest na tarczy.

– Tego od wina, oczywiście.

Napisane 6 – 7.02.2022 r.

Wirus wyrywania (cz. 112)

Pod każdym tekstem podaję datę napisania, bo umieszczam aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przewijając stronę. Co drugi poniedziałek lub środę zamieszczam recenzję książki lub relację prywatną. Miłej lektury 🙂

************************************************************

Pewnej ponurej, nie tylko z powodu pogody, niedzieli Helena, Wacek, Edek z Aldoną bez Pana Kota spotkali się na obiedzie w domu Kasi i Adasia przy ulicy Nowowiejskiej.

Wacek zaprowiantował i zasponsorował ucztę w postaci indyczego gulaszu i porcji rosołowej, Helena szarlotką z dżemem jabłkowym dostarczonym przez Aldonę, która dołożyła woreczek zamrożonych jarzyn ze wspólnej działki, zaś Edek nabył, w sklepie dobroczynnym, dla Adasia dwie książeczki o zwierzątkach. Jedną do czytania, drugą do kolorowania.

Przy kawie, herbacie i soku Helena powiedziała:

– Spotkałam znajomą, która co tydzień chodzi na masaże. I ona, i rehabilitant mają podobne poczucie humoru. Powiedział jej, aby w ramach rehabilitacji kręgosłupa, czasem wkładała pod ramiona kij od szczotki.

– Ale ja nie mam szczotki na kiju, ani mopa bo nie potrzebuję, takie mam małe mieszkanie – odrzekła. Przecież nie wejdę na drzewo i nie ułamię gałęzi.

– Nie musi pani, wystarczy wyrwać deskę z ławki – zażartował facet.

– To musiałabym być po dużej ilości alkoholu, aby dać radę i to nie na pewno.

– E, tam – poprosi pani tam  siedzącego pijącego i za dwa piwa to pani załatwi.

Zapadła cisza, po chwili odezwał się Edek:

– I co, posłuchała?

Wszyscy się roześmieli.

– Czego się cieszycie?

– Bo to żart był, drogi kumplu – uświadomił niekumanego Wacek.

– Postanowiła kupić kij do szczotki lub mopa – zakończyła Helena.

– Aaale pyszna szarlotka – zachwyciła się Aldona.

– Niech Pan Kot żałuje, że słodyczy nie jada – stwierdziła Kasia oblizując łyżeczkę.

– Powiem mu to, oczywiście.

Edek był zadowolony, że zeszło na temat mu bliski. Bo poczucie humoru było od niego odległe jak uczciwość od polskich polityków.

– Ta znajoma mi jeszcze powiedziała: jestem ruiną, konserwator zabytków potrzebny mi od zaraz.

– W postaci sprawnej służby zdrowia, prawda?

– I tu się zaczynają strooome schody prowadzące na najwyższy budynek na świecie.

– A propos – ile taki ma pięter? – zapytał Edzio.

– Zaraz sprawdzę w Internecie – powiedział Wacek wyciągając smartfona. Ma 163 piętra użytkowe a dziewięć konserwacyjnych.

– I gdzie stoi?

– W Dubaju.

– To tam jest akcja filmu „Dziewczyny z Dubaju”?

– Nie wiem, ale raczej to są, i  film, i dziewczyny, z de.

– Nie możemy się jednak pośmiać z tego, że obecna władza bardzo wzoruje się na minionej epoce. Nieznane osobniki dzwonią do osób z opozycji informując, że ktoś z najbliższej osoby właśnie zmarł. Lub mówią grobowym głosem, że rozmówca umrze.

– O, to za komuny pisarz Marian Brandys, mąż aktorki Haliny Mikołajskiej na takie coś odpowiedział: ty ch…u też, myślisz, że jesteś nieśmiertelny?

– Nie ma to jak celna riposta – zaśmiała się Helena.

– W Ordo Iuris też były i są riposty. Zbrodnia to niesłychana – pani zdradziła pana, kochanek (przyjaciel i świadek na ślubie kościelnym) nagrał akcję, którą żona zobaczyła w jego telefonie. Poleciała do męża kochanki, ten obił kochanka, a w sądzie są już ich pozwy rozwodowe. Kazano im się wynosić z organizacji, która chce rządzić życiem dziennym i nocnym obywateli, więc niby powstała nowa pt. Logos.

– Dana Zeidler na FB tak podsumowała naszą rzeczywistość:

Człowiek, który sam nie wychodzi do sklepu, zajmuje się bezpieczeństwem narodowym.

Inny – amator egzorcyzmów, decyduje o programie nauczania w szkołach.

Kobieta, która zdradziła męża i ma jedno z dzieci z kochankiem, tworzy Instytut Rodziny i Demografii.

Wiceprezes wpływowej sekty dążącej do ograniczenia rozwodów bierze rozwód, bo kręcił filmy z harców z panią z sekty, żona je przechwyciła.

Pani z sekty, mężatka i matka dwójki dzieci, innym kobietom chciałaby ograniczyć prawo do rozwodów i obrony przed przemocą, ale właśnie się rozwodzi i domaga się uszanowania prywatności.

Minister kultury nie bywa w teatrze, ale odbiera mu dotację, bo tak zaleca kuratorka oświaty, historyczka, która nazywa szczepienia eksperymentem.

Ekonomista, minister zdrowia nie potrafi ogarnąć co mogą zaszczepieni, albo niezaszczepieni. Chyba zaszczepieni. Nie, raczej niezaszczepieni.

Malarz amator, pejzażysta, Dyzma sejmowy, ma wiedzę o kilkuset podsłuchach, która w normalnym państwie doprowadziłyby do dymisji rządu.

Były wiceminister sportu, poseł, naciągacz, odwiedza szkoły, żeby zapoznać dzieci z ciekawym człowiekiem.

Premier pisze bełkotliwe wiersze w excelu i robi sobie zdjęcia z politycznymi utrzymankami Putina.

I wszystko to w kraju, w którym od 30 lat ludzie zrzucają się na sprzęty medyczne wyręczając państwo w ratowaniu zdrowia i życia obywateli.

Dobranoc, Polsko.

– To teraz dodajcie ich nazwiska.

– I kto może niech z kraju wyrywa.

Napisane 28 – 31.01.2022 r.

 

Wirus piosenek (cz. 111)

Pod każdym tekstem podaję datę napisania, bo umieszczam aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przewijając stronę. Co drugi poniedziałek lub środę zamieszczam recenzję książki lub relację prywatną. Miłej lektury 🙂

*********************************************************************

– Jak ja nie lubię Zenka – powiedziała Aldona wracając z zakupów wkurzona cenami.

– A co ci, biedak, zawinił? – zapytał Edek głaszcząc pana Kota.

– Bo jest twarzą obecnej władzy – warknęła kobieta rozkładając produkty.

– Raczej mordą.

– Mordami to są ci trzymający władzę. A chodziło mi o propozycję Suskiego, aby w radiu w godzinach 5-24 nadawano 80% polskich piosenek.

– Przypuszczam, że w wykonaniu Zenka, Maryli i Edzi?

– A pozostałe 20% to rosyjskie z okresu Związku Zdradzieckiego może.

– Ale to, że młodzież na studniówce śpiewała je… … to nie bardzo mi się podoba, choć rozumiem to wkurzenie – stwierdziła Dona.

– No to mam nadzieję, że odpowiednio do tego hasła zagłosują w czasie wyborów.

– Miau – potwierdził Darek.

– Tylko nie wiadomo czy znowu nie zamataczą wyborów. Bo co do poprzednich mam takie silne podejrzenie.

– A wiesz, że system podsłuchowy Pegasus był nielegalnie kupiony za 33 miliony złotych? – dobił kobietę Edzio.

– Nie dziwi mnie to wcale. A hasło ustalili bardzo trudne do odgadnięcia.

– Wiem, nigdy bym się nie domyślił. Brzmi ono „Orzeł Biały” w Internecie: orzelbialy.

– Jak myślisz – czy ten skrzydlaty koń zaniesie PiS do Hadesu? – zapytała Aldona myjąc produkty na obiad.

– Mitologicznie ci się odbija, widzę. Oby, najwyższy czas dla nich na piekło.

– Politykom ciągle się odbija podsłuchami. A wiesz dlaczego minister Zero uwziął się na Giertycha? Bo kiedyś przyszedł do jego kancelarii z prośbą o przyjęcie i pomoc w zostaniu adwokatem w dodatku próbował nim manipulować źle mówiąc o Lechu Kaczyńskim wiedząc, że ewentualny szef ma z LK zatargi. G. odmówił, bo uważa go za złego prawnika a Z. taką nędzną i wredną manipulacją obraził jego inteligencję.

– No to się podpiął pod PiS i rządzi, teraz chce ludziom utrudnić rozwody.

– E, tam rządzi. Jest na pasku Wuca i jego obsesji. Z kotem przecież nie musi brać rozwodu.

– A co  sądzisz o tym, że „Nieposłuszeństwo jest prawdziwą podstawą wolności. Posłuszni muszą być tylko niewolnicy” (G. Orwell)

– Nie wiem czy muszą. Oni tak chcą, bo to wygodniejsze. Nie trzeba się męczyć myśleniem i stawianiem oporu. A nuż trzeba by było znosić jakieś represje? – zapytała Dona zajęta porcjowaniem kurczaka.

– Mnie się podoba to: „Głową muru nie przebijesz ale jeśli zawiodły inne metody należy spróbować i tej” (J. Piłsudski).

– Trzeba mieć żelazny łeb, dobrze, że ten drób nie jest żelazny – wsadzając powstałą porcję rosołową do garnka powiedziała kobieta.

– I żelazną wolę odporną na manipulacje.

– Ale można od tego umrzeć jak dyrektor z CBA, który wprowadzał i nadzorował Pegasusa.

– Śmiercią naturalną zszedł był?

– A kto to wie?

– Ciekawostką przyrodniczą jest fakt, że system podsłuchowy nie został kupiony od producenta w Izraelu tylko od firmy Matic założonej przez byłych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa PRL. Za wdrożenie i szkolenie dostali 8 milionów.

– Teraz budowany jest mur w Białowieży, jak myślisz który krewny i znajomy królika na tym zarobi?

– Tego nie wiem ale najgorsze, że niszczą przyrodę ciężkim sprzętem. Obieraj jarzyny, nie leń się.

– Na Chińczyków się zapatrzyli? – zapytał Edek powoli wstając i portki podciągając. Pan Kot tylko zerknął kpiąco na swojego niewolnika.

– E, nie. To zdaje się przykład od bratanków.

– Ale oni nie niszczyli sobie rezerwatu przyrody?

– Tego nie wiem ale obwarowali czy raczej omurowali się solidnie. Zresztą nie tylko oni. Parę innych krajów też.

– Stany Zjednoczone mają problem z nielegalnymi przybyszami głównie z Meksyku, Europa także. A może by tak Rosja przyjęła wszystkich? Miejsca u nich dużo – facet rzucił propozycję od czapy a może nawet uszanki.

– Jak ty już coś powiesz – zakpiła kobieta. Lepiej kończ to, opłucz, pokrój i do garnka.

– Będzie rosołek choć dziś nie wtorek?

– Dzisiaj sobota, dzień hołubienia kota – stwierdziła pani domu wrzucając pokrojoną pierś kurczaka do kociej miseczki.

Darek wstał, przeciągnął się leniwie i powoli podszedł do swojej jadalni.

– Edek, zmień mu wodę i obejrzyj piasek w kuwecie.

– „Życie to głupi i śmieszny żart” – powiedział Edek wrzucając jarzyny do garnka.

– A skądżeś wziął tę mądrość? – zakpiła Dona.

– Zacytowałem Lermontowa tylko – obruszył się jej życiowy partner.

– No, widzę, żeś zdolny jak Powolniak z serialu „Co ludzie powiedzą” i jak on leniwy.

Napisane 20 – 25. 01.2022 r.

Wirus rady (cz. 110)

Pod każdym tekstem podaję datę napisania, bo umieszczam aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przewijając stronę. Co drugi poniedziałek lub środę zamieszczam recenzję książki lub relację prywatną. Miłej lektury  🙂

*******************************************************************

Helena zadzwoniła do Wacka:

– Wiesz, tak się martwię, bo kilkunastu członków Rady Medycznej przy premierze zrezygnowało z przynależności. I zostało tylko kilku.

– Pan Heleno już internauci podali kilkanaście propozycji, Pinokio będzie miał w czym wybierać.

– O, to świetnie! Kogo zaproponowano?

– Najlepszych: dr Quinn, dr Lubicza, dr Kildera, dr Wezóła, dr Irenę Eris choć to producentka kosmetyków, dr No, dr Judyma, dr Oetkera choć on jest od proszkowego jedzenia,  dra a nawet profesora Wilczura, dr Żywago, dr Strosmajera, dr House`a, dr Watsona, dr Dolittla choć to weterynarz, Dr. Albana choć to piosenkarz,

pisarze też się przydadzą: dr Stanisław Lem, dr Tadeusz Boy – Żeleński, dr Michaela Crichtona, dr Arthura Conan Doyle`a, dr Robina Cooka.

– Ależ lista. Sadzę, że wszyscy się zgodzą, szczególnie ci nieżyjący  – zakpiła seniorka popijając melisę.

– Wicerzecznk PiS powiedział: nie zatrudniamy ekspertów, bo nie chcieli realizować naszego programu.

– A to wredni jedni i drudzy. Przecież program Wuca i jego niewolników jest najlepszy nie tylko w Polsce ale i w galaktyce.

– Już widzę jak zjeżdżają do nas Marsjanie, Wenusjanie, Jowiszanie i Księżycanie z pokłonami i darami – zaśmiał się Wacek.

– A jakie one, te dary będą? Chyba piasek i karma dla kota, całe srebro, złoto, brylanty i platyna świata oraz wszechgalaktyczna władza.

– No to pani pojechała.

– Weszłam w umysł Wuca i to w nim wyczytałam.

– To bardzo być może – zasępił się Wacek.

– A jak już wszystkie zachapie to metodą na gospodarkę będzie naśladowanie Korei Północnej.

– Myśli pani o obowiązkowych dostawach nawozów naturalnych bo sztucznych nie mają?

– Tak, nie dasz gie będziesz be.

– I nie zrobisz zakupów na targu, czyli  będzie to odcięcie obywateli od jedzenia.

– Ale ludzkie odchody nie nadają się do uprawy roślin spożywczych, wręcz są szkodliwe.

– Ich Wuca to nie obchodzi. Mają tam Szamboład od dawna.

– Najpiękniejszy poseł świata Terlecki beztrosko oznajmił, że jeśli chodzi o Nowy Ład to „popełniliśmy kilka błędów”. On i cały PiS są jednym wielkim błędem i skandalem godnym tylko osadzenia za kratami na dożywocie.

– PiS – to podsłuchy i szwindle.

– Niektórzy pomyśleli, że jak kupią książkę „Dobre intencje, demokracja, kobiety. Pełna historia Jarosława Kaczyńskiego” to się wszystkiego (raczej niedobrego) dowiedzą.

Mariusz Szczygieł napisał:

Rozdział „Dobre intencje” to puste strony, „Demokracja” – puste strony, „Kobiety” – puste strony”. To, moim zdaniem, najlepsza charakterystyka tych aspektów u Jarosława Kaczyńskiego. Autorem jest Jarek, ale nie Kaczyński. Ma 27 lat, wydrukował 1000 sztuk z oszczędności. Projektuje aplikacje, skończył grafikę komputerową na WSE w Krakowie trzy lata temu. – Te puste strony – wyjaśnia – to był jedyny sposób na to, żeby mieć swój udział w dyskusji politycznej jako obywatel.

Napisano na każdym egzemplarzu, że zysk z książki zostanie przekazany na FUNDACJĘ CENTRUM PRAW KOBIET. Na dole każdej strony zamiast cyfr jest osiem gwiazdek ***** ***. Kupić ją można na Allegro a przedsprzedaż jest ma dobreintencje.com.

Żart ale wymowny.

PKN Orlen nakazał swoim spółkom – córkom prenumeratę gazet wydawanych przez Polska Press dla każdego z pracowników. Spółek jest ponad sto a pracowników 32 tysiące. Muszą zamataczyć, że jest popyt.

– Przypomina mi się odcinek z serialu „Zmiennicy” gdzie w pliku gazet przemycano narkotyki – pomyślał Wacek. Może to jest ten pomysł? Jeszcze powinni tak faszerować kiełbasy i sprzedawać spod lady w kioskach. Bareja nawet się nie spodziewał, że jego pomysły będą w Polsce wiecznie żywe. Byle szampony do włosów nie były jak „Samson” z tegoż serialu.

Następną świetną wiadomością była informacja, że w Lublinie jest ulica „Inflacji Morawieckiego”. Na mapie jej nie ma bo to żart internautów, którzy na mapa Google czasem wstawiają nazwy jakie chcą. Na przykład „Park Imperatora Kaczafiego”.

Na koniec smutna lecz prawdziwa konstatacja: są próby wyłudzenia pieniędzy na wnuczka czy policjanta ale najlepszy pochodzi od rządu Pis  i nazywa się „Polski Ład”.

Napisane 15- 17. 01.2022 r.

Wirus bezhołowia (cz. 109)

Pod każdym tekstem podaję datę napisania, bo umieszczam aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przewijając stronę. Co drugi poniedziałek lub środę zamieszczam recenzję książki lub relację prywatną. Miłej lektury 🙂

*************************************************************

– Cieszy się pani z dodatku osłonowego? – zapytała Aldona Helenę stawiając na stole kolorowe kubki z herbatą.

– Bym się cieszyła, może, gdybym go dostała. Ale dla jednoosobowego gospodarstwa dochód  miesięcznie nie może przekraczać 2100,-zł. A i tak przecież to z moich podatków.

– Za to cieszą się osoby represjonowane, bo wraz z informacją o 3000.- zł jednorazowego świadczenia dostali słodki list od premiera. Tyle, że jest to bezosobowe pismo, czyli bez nazwiska adresata a podpis jest lekko rozmazany, czyli nie oryginalny.

– Może faksymile?

– Może ale w trakcie powielania pisma lekko się rozmazał. Osoba, która go otrzymała powiedziała, że taka manipulacja obraża jej inteligencję, bo doskonale wie, że to wstęp do akcji wyborczej PiS. A pieniędzy nie daje premier z prywatnego konta tylko z pieniędzy publicznych, które pochodzą z podatków. Brane są nie tylko od dochodów osób pracujących ale i od emerytur. Więc niech spadają ze swoją pseudo dobroczynnością.

– Powiedz Edkowi, żeby nie jeździł na rowerze nawet po jednym piwie, bo zapłaci mandat w wysokości 2500 zlotych  – przypomniała seniorka  dopijając herbatę i kończąc wafla posmarowanego domowym dżemem i czekoladą mleczną.

– No to się teraz będą mieli z pyszna różni kierowcy, czekają ich wysokie mandaty i zabieranie prawa jazdy.

– Tyle że dla osób typu dziennikarz Kraśko to ani mandat ani zabranie dokumentu nie straszne, bo miał to w nosie i jeździł bez prawa jazdy.

– Pod wpływem był, że mu zabrali? – zapytał Wacek.

– Nie, ale kilkakrotnie przekroczył dozwoloną prędkość.

– Niektórym się zdaje, że prawo jest dla maluczkich a oni są ponad to.

– Pycha kroczy przed upadkiem.

– Mo i mamy kolejny przekręt na „Nowym Ładzie” a jak go niektórzy nazywają „Wale”  rząd zarobi 80 milionów z czego tylko siedem pójdzie na służbę zdrowia. Na polskim wale nie stracą tylko ci, którzy nie pracują, nie płacą podatków i żyją z SOCJALU. – dodał gość posiłkując się Internetem.

– Do Polaków w tym roku przybyli trzej królowie: Prądus, Gazus i Inflacjusz. Tamci nieśli dary, a ci nicponie nas okradają – Helena trzymając w ręce duży nóż zaczęła dźgać niewidocznego wroga.

– Przynoszą nam biedę, nędzę i kaczy smród.

„Polski Ład każdemu nosa utrze. Bogatych udusi jutro, biednych pojutrze”.

– W trakcie kolejnej miesięcznicy pod pomnikiem-schodami do nie wiadomo czego, happening zorganizowała grupka osób z Lotnej Brygady Opozycji  przebranych za różne postaci, m.in. zakonnicę, aniołka, mikołaja, Minionka, wilka, zająca i kota. Policji tak się nie spodobali, że ich ganiali i kotu ogon urwali – nieustannie zdziwiona starsza pani kontynuowała wyliczanie osiągnięć PiS-u.

– KOTU? To jest skandaliczny skandal. Co Wuc na to? Powinien sam, osobiście to naprawić – oburzył się Wacek.

– Ale jest dobra wiadomość – w Hiszpanii zwierzęta domowe przez prawo są uznane za członków rodziny.

– Szkoda, że nie u nas.

– Bardzo szkoda.

– Przeczytałem, że powstał nowy kowidowy żart:

Wchodzi rozczochrany, rozchełstany młodzieniec do tramwaju krzycząc: omikronem jestem, omikronem jestem. Pochodzą do niego dwaj mężczyźni. On pyta: a wy co? I słyszy: przeciwciała, bileciki do kontroli prosimy.

– A co konkretnie oznacza lex Czarnek?

– No, jak to co? Kurator oświaty to pan i władca, krużganki, balustrady, poręcze, schody i balkony oraz tarasy oświaty, cnoty niewieście i tym podobne – wyjaśnił Wacek posiłkując się Internetem.

– Fajnie, już widzę jak ktoś pomysłowy zorganizuje zakład krawiecki szyjący dla dziewcząt, mundurki szkolne zadziwiająco podobne do burek.

– Za to najjaśniejsza gwiazda naszej polityki Mateusz-Vateusz-Pinokio Krzywousty zaproponował, aby sprzedawcy obniżyli wszystkie ceny o pięć złotych.

– A jak coś kosztuje trzy to dwa oddadzą?

– Oczywiście, już są wybijane dwuzłotówki, aby ich starczyło dla wszystkich.

– Ale ma jeszcze lepszy pomysł: rząd będzie propagował wśród młodzieży e-sport, aby odciągnąć ją od komputerów.

– Doprawdy podziwiam jego pomysłowość, elokwencję i kompletny brak poczucia obciachu.

– To i zapewne bezwzględną zaradność w pomnażaniu swego stanu posiadania.     

Napisane 9 – 14. 01.2022 r.