Upalne miasto 23

Drodzy Czytelnicy – pisanie to dla mnie jedna z form masowania szarych komórek, aby nie zanikły. Momentami jest to też dobra zabawa proszę więc nie oczekiwać zbyt wiele czyli traktować teksty z dystansem. Dziękuję.

Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Co drugą środę umieszczam tu recenzję książki lub opis prywatnych zdarzeń. Miłej lektury 🙂

*****************************************************

Ślub odbył się szybko i cicho, w ogrodzie Baśki. Ubrana była kuso i na biało, na głowie miała wianek z ogrodowych stokrotek z białą woalką,  nad nią, w trakcie składania przysięgi,  leciał motylek. Arek miał na sobie letni garnitur w kolorze blue, w tym samym kolorze półbuty z licznymi dziurkami oraz letni kapelusz zakrywający zbyt wysokie czoło.

Panna młoda zaprosiła tylko, już sprawnego Karola, dwie kierowniczki swoich sklepów z mężami, szkolną koleżankę z którą zawsze rywalizowała i Wieśka. W prezencie ślubnym dla siebie kazała się mu się w ciągu tygodnia  wyprowadzić. Jego kawalerkę zająć miała Jadwiga, zadowolona, że zamieszka blisko ale osobno. No i będzie miała mniej schodów do pokonania.

Karol nie zrobił awantury, bo rano zobaczył na swoim koncie sporą sumę.

Jadwiga przygotowała dietetyczne, nietuczące potrawy i usiadła z boku obserwując zebranych. Karol, jak zwykle ubrany bardzo niezobowiązująco, miał na sobie podkoszulek z napisem: wyszłam za mąż – zaraz wracam, przysiadł się do niej i przez chwilę nie rozmawiając popijali drinki.

– A wie pani, że pani Anna chce mnie nauczyć gotować?

– Naprawdę? I co, zgodził się pan?

– Zastanawiam się, jakoś nie czuję powołania w tym kierunku.

– Spróbować warto, może ma pan ukryty talent?

– Ha, ha, ha, pewnie jest on bardzo ukryty.

– Co panu szkodzi, będzie pan niezależny od restauracji.

– Zastanowię się – powiedział Karol i podszedł do Baśki.

– Dzięki za forsę.

– Pewnie ją szybko przehulasz ale nie licz na wsparcie.

– Wiem, wiem, znam cię.

– A jaki prezent mi przyniosłeś? – zapytała panna młoda.

– Zastanawiałem się ale nie mogłem zdecydować co byś wolała: żywego psa czy kota?

– Żartujesz? Nie waż się! – wykrzyknęła oburzona macocha.

– Pewnie chciałabyś kolię z brylantami ale nie mam tyle kasy, chyba że z tombaku i ze szkiełkami.

– Twoje poczucie humoru jest jak tombak i szkiełka razem wzięte – Baśka odwróciła się i poszła do domu skorzystać z łazienki. Podchodząc do drzwi toalety usłyszała podejrzane odgłosy. Poszła w ich kierunku i zobaczyła jedną z kierowniczek ze swoim właśnie poślubionym mężem jak okazywali sobie wielką sympatię na łóżku do masowania. Stanęła jak wryta a potem runęła w ich stronę łapiąc po drodze ciężarek do ćwiczeń.

Sekundę wcześniej para ją zobaczyła i ze stołu zeskoczyła więc furia tylko ramię Arka skaleczyła.

– Auuuu, zwariowałaś? Mogłaś mnie zabić! – krzyknął.

– Zabiłabym ciebie, a odpowiadałabym za człowieka. Zejdź mi z oczu! Spakuj swoje rzeczy i wynocha! Rozwód szybko załatwię, nie martw się! A pani już u mnie nie pracuje – skierowała do kobiety w pośpiechu zbierającej części odzieży. Też w kolorze blue.

– Ale daj spokój kochanie, to nie to co myślisz – Arek naciągając spodnie próbował niezdarnie ratować sytuację.

– Precz chamie! – wykrzyknęła i rzuciła ciężarek w jego stronę. Masażysta uchylił się i wybiegł. Za nim  już bezrobotna kierowniczka.

Arek zaczekał na nią za drzwiami:

– Ja jestem zadowolony, że pozbyłem się tej baby. A ty jak ze swoim mężem?

– Powiem mu ale i tak byliśmy o krok od tej decyzji. Mamy dwa mieszkania więc może zaraz się przeprowadzić.

– Może i on ma jakąś babę na boku?

– A kto go wie? W łóżku jest beznadziejny ale ma forsę i nie jest skąpy to jakąś sobie znajdzie jeśli już tego nie zrobił.

– Ale straciłaś robotę.

– I tak miałam zamiar ją rzucić. Odłożyłam trochę, od męża też pewnie coś dostanę, miałam propozycję lepszej pracy, więc wszystko dobrze się układa.

– Tylko ja nie mam gdzie mieszkać.

– Wprowadź się do mnie, jeśli nam się ułoży to możemy być razem. Jedną dziedzinę już sprawdziliśmy i wiemy, że pasujemy do siebie. Oboje się zaśmiali i poszli na górę po rzeczy Arka. Spakowali je i skierowali się w stronę auta Heńki. Po drodze ta poinformowała męża:

– Jedziemy do domu.

– A co on tu robi z torbami? – zapytał małżonek.

– Wyprowadza się i zamieszka ze mną. Ty przenieś się do tego  drugiego mieszkania. Właśnie lokatorzy się wynieśli.

– To świetnie, właśnie zbierałem się powiedzieć ci, że chcę to zrobić.

– Czyli będziemy się rozwodzić – podsumowała Heńka.

– Uff, nareszcie mamy jasną sytuację – odetchnął uwolniony od zobowiązań mąż. Naprawdę wielkie dzięki, ulżyło mi.

– Jak miło się zrobiło – powiedział Arek. Zabrałem z weselnego stołu szampana to może to oblejemy? – zaproponował.

– Jestem na tak – powiedzieli małżonkowie.

Po wejściu do mieszkania żona, prawie rozwiedziona,  zaproponowała:

– To ja najpierw pomogę ci się spakować. Chyba że prześpisz się tutaj a jutro pojedziesz na nowe miejsce.

– A, nie. Wolę dzisiaj. Wam tez będzie wygodniej, prawda?

Nowa para pokiwała głowami wdzięczna losowi za takie rozwiązanie.

Po szampańskim toaście zagryzanym szybko odgrzanymi w mikrofalówce pasztecikami mąż, z pomocą Arka, zniósł torby do taksówki.

– Powodzenia – powiedzieli obaj prawie jednocześnie i zaśmiali się.

Arek wszedł do mieszkania Heńki i powiedział:

– Przyzwoity ten twój mąż.

– Szczególnie wtedy kiedy mu pasuje, ha, ha, ha – stwierdziła Heńka.

– No to rozbieraj się, dokończymy to co zaczęliśmy i ta kretynka nam przerwała – zaproponował Arek zdejmując ślubny garnitur.

– To może razem pod prysznic?

– Czemu nie, lubię szum i dotyk ciepłej wody.

– No to teraz polubisz mój dotyk – Heńka zgrabnie pozbywała się garderoby.

Nadzy i objęci poszli do łazienki.

Barbara wściekła, że następny facet wymknął jej się z rąk wyciągnęła butelkę czystej wódki  z barku i pijąc obmyślała zemstę.

Tak zastała ją Jadwiga.

– Czy wyjdzie pani do gości, pytają o panią.

– Niech spadają jak najszybciej.

– A co się stało?

– Ten cham, ten niewdzięcznik, to zero po liftingu zdradził mnie w gabinecie z moją pracownicą.

– Coś takiego – powiedziała gosposia. I co teraz?

– Wyrzuciłam go. Spakował się i razem z nią odjechał.

– Szybko poszło. To ja powiem gościom, że pani źle się czuje i przeprasza.

– Wszystko mi jedno, niech pani powie co chce, tylko nie prawdę.

– Oczywiście.

Upalne miasto 11

Drodzy Czytelnicy – pisanie to dla mnie jedna z form masowania szarych komórek, aby nie zanikły. Momentami jest to też dobra zabawa proszę więc nie oczekiwać zbyt wiele czyli traktować teksty z dystansem. Dziękuję.

Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Co drugą środę umieszczam tu recenzję książki lub opis prywatnych zdarzeń. Miłej lektury 🙂

******************************************************************

Dorota, zwana, będąc na służbie, Marysią, z ulgą pozbyła się fioletowego i różowego służbowego odzienia. Zostawiła w drzwiach służbówki klucz na który się zamykała, bo pan domu, mimo kłopotów z poruszaniem się, kilka razy, nocą, zabłądził na poddasze.

A gdy kiedyś zaskoczył ją swoimi ręcznymi umizgami w kuchni, nauczona  przez narzeczonego samoobrony, kopnęła go w klejnoty. Tak jęczał, że wyjęła z lodówki kostki lodu, włożyła do termoforu, owinęła ręcznikiem i z miną siostry miłosierdzia wręczyła leżącemu na kanapie. Jeszcze próbował włożyć jej rękę pod spódnicę więc trzepnęła go pilotem aż baterie wypadły na dywan. A Janowi sztuczna szczęka bo żal mu było forsy na implanty.

Patolog oglądając ciało utopionego zastanawiał się skąd te siniaki. Ale orzekł, ze powodem zejścia był atak serca a nie kop w jaja.

Tak więc uwolniona Dorota zastanawiała się nad tym czy musi wyjść za mąż. Dla niej był to jednak rodzaj zniewolenia. Póki co Marek zachowywał się jak dorosły facet a nie dzieciak – mizogin ale znała powiedzenie „Jak się ożenisz, to się odmienisz”. Postanowiła więc nie spieszyć się z zamążpójściem.

Mieszkali już razem w podarowanym przez Jana mieszkaniu i pewnej gorącej sobotniej nocy ona powiedziała:

– Pomyślałam, że po diabła nam to całe zamieszanie ze ślubem i weselem. Niech zostanie tak jak jest.

– Ufff, cały czas tak myślałem ale nie chciałem robić ci przykrości.

– To świetnie! – uciszyła się Dorota. Oboje nie chcemy mieć dzieci to tylko zostaje nam decyzja czy zaopiekujemy  się jakimś zwierzątkiem.

– Ja bym chciał kota.

– Ja też, ja też.

– No to mamy ustalone dwie najważniejsze rzeczy – powiedział Marek sięgając po butelkę z wodą.

– Właściwie to masz rację. Co do opłat wszelkich już postanowiliśmy. Każde z nas ma swoje konto z którego na wspólne przelewa część dochodów.

– Oboje lubimy i góry, i morze… – stwierdził on.

– A nawet jeziora – dodała ona.

– Oboje umiemy sprzątać i gotować, obsługiwać pralkę i zmywarkę.

– No, popatrz jak nas dobrze wychowano – roześmiała się Dorota. Najgorzej jest z potrawami. Ja lubię słodycze a ty z nich najbardziej schabowego. Ale jakoś to przeżyjemy, tak sądzę.

– Najlepsze jest jednak, że nasze matki nas i siebie nawzajem nie lubią to nie będą nas dołować pytaniami: a kiedy dziecko, dlaczego nie macie dzieci, marzę o wnukach itd.

– Gdyby jednak ktoś cię zapytał to mam dla Ciebie świetną odpowiedź, wyczytaną Internecie,  tylko się nie obraź.

– Dobrze, dobrze, wal!

– Możesz powiedzieć takiemu ciekawskiemu, nie mamy dzieci bo ci  nie staje.

– Ostro pojechałaś!

– Ale wyobrażasz sobie minę tego pytacza? Ha, ha, ha.

– Dobra, a teraz idziemy pod prysznic, i  proszę, nie bierz ze sobą noża.

– Dlaczego noża?

– A tak mi się skojarzyło z filmem Hitchcocka „Psychoza”.

– Jeszcze mógłby być „Zawrót głowy”; „Okno na podwórze”; „Człowiek, który wiedział za wiele”, „Sznur”.

– A do mieszkania mogłyby nam wpaść „Ptaki”.

– Najlepiej pieczone gołąbki.

– W tym upale to kto wie…

– A po zewnętrznym ochłodzeniu zastosujemy wewnętrzne czyli „Pasikonika”:

Składniki drinka:

  • 40 ml likieru kakaowego
  • 40 ml likieru miętowego
  • 40 ml śmietanki
  • kilka listków świeżej mięty

Sposób przygotowania

  • 1.Do shakera wrzuć kilka kostek lodu, a następnie wlej kolejno likier miętowy, kakaowy i śmietankę. Wszystko wstrząśnij aż składniki dokładnie się połączą.
  • 2.Przelej drink do schłodzonego kieliszka koktajlowego i udekoruj listkami mięty.

W trakcie schładzania wnętrza Marek zaproponował:

– Może sobie gdzieś pojedziemy na parę dni?

– No, mamy parę złotych nadwyżki to może do Małego Białego Domku w Lubuskie?

– Czemu nie? Przecież nie musimy w tym celu kserować dolarów jak to zrobił pewien mądry inaczej jeszcze w PRL-u.

– A co mu to dało?

– Myślał, że się ktoś nabierze.

– Kretyn to był?

– Kretyn i zasłużenie w ciupie wylądował.

– Ale to fakt czy fejk.

– Fakt, opowiadała mi znajoma, która prowadziła dom wczasowy. On tam zjechał z kochanką i kserokopiami.

– No to się popisał!

– A jaki był zdziwiony, że się nie udało! I oburzony, że go skazano. Przecież tak sprytnie to wymyślił.

– W więzieniu powinni go byli zatrudnić w bibliotece i kazać tam przepisywać ręcznie „Kodeks karny”.

– W tylu egzemplarzach ilu było więźniów i to bardzo wyraźnym charakterem pisma. Najlepiej dużymi literami.

– I każdemu więźniowi powinni dawać egzemplarz w prezencie na odchodne.

– To by była dla niego taka pismoterapia. A że każda książka powinna mieć okładkę to należałoby tam robić warsztaty introligatorskie.

– O tak, zwykłe tekturowe okładki dla wypuszczanych a ozdobne w półskórku z wytłoczeniem tytułu na grzbiecie dla gości specjalnych.

– I z dedykacją od naczelnika więzienia oraz całego personelu.

– I przydałby się jakiś fajny futerał. Może w postaci aksamitnego woreczka? Z wyhaftowana sentencją:  „Aby cieszyć się wolnością, musimy się kontrolować”. Virginia Woolf

Upał trwał i trwał. Wypalał trawy, liście na drzewach i krzewach. Wysuszał stawy i rzeki. Słonce raziło ostrymi promieniami całą przyrodę, która od tego nadmiaru umierała lub fiksowała. Sprzyjały tej sytuacji miejska betonoza i skoszone trawniki.

Ślub z przeszkodami

Marta Matyszczak – Las i ciemność, Wydawn. Dolnośląskie Wrocław 2020; seria „Kryminał pod psem” t. 8

WSTĘP:

„Las na zawsze pozostanie

Domem twoim aż po grób.

Choćbyś bardzo tego nie chciał

Serce, dusze oddasz mu.

O autorce:

Marta Matyszczak urodziła się w Chorzowie. Ukończyła politologię o specjalności dziennikarskiej na Uniwersytecie Śląskim. Jest dziennikarką, autorką scenariuszy, fars teatralnych i gier typu Virtual Reality.

Prowadzi Kawiarenkę Kryminalną portal poświęcony literaturze kryminalnej.

Napisała cykl ośmiu „kryminałów pod psem”, którym jest Gucio, kundel przygarnięty ze schroniska.

O książce:

Akcja zaczyna się gdy Mirela Bąk płynie kajakiem z synem Karolkiem, który był leniwy jak buła z margaryną. Przy  śluzie Paniewo zobaczyli w wodzie trupa.

„Las i ciemność” to kolejny tom o psie Guciu, detektywie Szymonie Solańskim i jego ukochanej dziennikarce Róży Kwiatkowskiej. Ona go kocha od lat szkolnych, on jak to facet a to kocha, a to się miga. Ale stanęło na tym, że ślub wezmą w Puszczy Augustowskiej. Pewnie nasłuchali się piosenki „Augustowskie noce”. A, nie – facetowi się zdawało, że narzeczona spędziła tam piękne wakacje i miło je wspomina. Miało być dobrze a wyszło jak zwykle. Zamiast rozkoszy we dwoje w apartamencie Róża samotnie  sypia  w przyczepie kempingowej, mało wypasionej. A to wszystko z zazdrości, bo weddingplanerka jest śliczna, więc panna młoda odwołała planowanie uroczystości, w tym rezerwację pokoju i sali.

Jest to kryminał „z przymrużeniem oka”, więc autorka bawi się nazwiskami: Szymon Solański (dwa S), Róża Kwiatkowska (florystycznie), policjant to Jędrzej Dychał. Poza tym aspirant nosi nazwisko Barański, a dziennikarz Olek Szpon. Jest też złośliwa, bo mafiozo Albin jest konusem i nie ma kciuka.

Bardzo znaczącą, ale tu go mało,  postacią jest pies Gucio – lokalny patriotyzm wyrażający za pomocą preferowania kiełbasy śląskiej.

No i nie znosi konkurencji w postaci kocimoczów, czyli kotów.

Uważa, że „Psa się nie porzuca, nigdy i nigdzie”. I tu się zgadzam.

Mamy w książce też wspomnienia sprzed 19 lat, które wiążą się z teraźniejszością. Nieudane wakacje Róży spędzone w tym samym miejscu z koleżankami, które są wredne i ją tępią. A ona jest wysoka, gruba i z kompleksami. Ukochany Szymuś miał przyjechać ale został w domu. Nie tak miało być przecież.

Teraz jest nie lepiej ale ma choć satysfakcję, że schudła i nareszcie wychodzi za mąż a wiejska niegdyś piękność zbrzydła, dwaj koledzy utyli i wyłysieli, wredną koleżankę mąż leje mimo że mają czwórkę wspaniałych dzieciaków – Brajanka, Andżelę Karolka i Krzysia, inna zaś nie zrobiła aplikacji i handluje narkotykami.

Czy Szymon i Róża pobiorą się i w jakiej scenerii, czy zagadka trupa w wodzie zostanie rozwiązana a przestępca ukarany dowiecie się z książki.