Diamenty i dziewczyna

Kristen Ashley – Córka gliniarza. Rock Chick. Wydawn. Akurat 2020

WSTĘP: „Śmierć nie robi na nim wrażenia”

O autorce:

Kristen Ashley urodziła się 8 kwietnia w Gary, Indiana, mieszka w Phoenix. Napisała i wydała ponad 75 powieści. W tym cykl „Rock Chic” składający się z 9 części i  czteroczęściowy „Mężczyzna marzeń”. Są to powieści obyczajowe z silnym wątkiem miłosnym, czasem kryminalnym i erotycznymi scenami.

O książce:

Trzydziestoletnia India Savage odziedziczyła po babci księgarnio-antykwariat w której świetną kawę parzy zaniedbany nieco Rosie. Indy jest wysoką, niebanalną w swoim stylu bycia, laską, którą zachwyca się każdy facet. Jest córką policjanta zaprzyjaźnionego z rodziną Nightingalów do której należy jej przyjaciółka Ally oraz bracia Hank i Liam zwany Lee.
Dla Indy „Dorastanie wydawało się niezbyt fajne” więc radośnie pakowała się w kolejne kłopoty nie słuchając dobrych rad.

Wszyscy męscy pozytywni bohaterowie są wysocy, przystojni, seksowni, opiekuńczy i świetni w różne klocki, nawet łóżkowe.

Aż tu nagle przed księgarnią ktoś strzela do bohaterki rozpoczynając serię wydarzeń typu: porwanie, mordobicie, strzelanie, używanie paralizatora, krępowanie kajdankami nie tylko przestępców, pościgi i wybuchy samochodowe oraz seksistowskie odzywki. Między tymi atrakcjami jest plantacja marihuany, zaginione diamenty, mafia i kombatant z Wietnamu właściciel kotów. Sąsiedzi Indy to para gejów z pieskiem, jeden z nich to drag queen. Ma ona też natrętnego wielbiciela, który jest paskudny ale  uważa się za amanta wszechświata.

Jednak India od piątego roku życia kocha Liama tylko jakoś im się, jak dotąd, nie układało. Wszystko zmieniło się po jej porwaniu, bo Lee jest jak z komiksu o Supermanie i ją ratuje.

Od „365 twarzy Greya” widocznie jest taki przymus i moda więc książka okraszona jest wieloma scenami erotycznymi przerywanymi a to dzwonkiem telefonu do faceta wzywającego go do działania, a to natrętnym pukaniem do drzwi w tym samym celu. A bohater wprawdzie kocha  kobietę ale bardziej swoją pracę i wypasione sprzęty do jej wykonywania. I oczekuje podziwu oraz akceptacji.

Relacja jest w pierwszej osobie i kobieta nie szczędzi nam szczegółowych opisów swojej garderoby, makijażu oraz tyłka, oczu i mięśni kochanka. Zbyt często jak dla mnie.

Książkę ratuje poczucie humoru bohaterki, jej komentarze i niepokorny charakter oraz parę zabawnych scen jak ta w barze oparta na wzorach ze slapstickowych komedii.

Jest to mieszanka rozrywkowa kryminalno – erotyczno – komediowa. Czy strawna sami sprawdźcie, niczego nie narzucam.

Dzielne seniorki

Anna Fryczkowska – Starsza pani wnika, Wydawn Proszyński i ska, 2012

WSTĘP:  Nikt nie traktuje serio starszych pań

 O autorce:

Anna Fryczkowska urodziła się 20 sierpnia 1968 roku w Warszawie. Z wykształcenia jest italianistką (Uniwersytet Warszawski) i scenarzystką (PWSTFiT w Łodzi). Jest pisarką, scenarzystką, felietonistką i tłumaczką. Napisała 11 powieści. Mieszka w Warszawie z mężem i dwojgiem dzieci.

O książce:

Czytałam tej autorki „Sześć kobiet w śniegu” i napisałam o niej na swoim blogu: https://kotnagalezi.home.blog/2020/06/17/parapetowka-z-trupem/

Tak jak i tam bohaterkami książki są kobiety ale tym razem także seniorki. Rej wodzi Halina, która „Żałowała swego kurczącego się czasu na podziwianie wyleniałych pawich ogonów”. Męskich dodajmy. Poznajemy jej dość pogmatwaną przeszłość ale teraz mieszka z 29-letnim wnukiem Jarosławem do którego zwraca się per Jarciu. Kastrująco – prawda? Są tego skutki.

Ma ona przyjaciółkę Dzidkę z którą opiekują się podwórkowymi kotami, które prześladuje zły mężczyzna. Jego też wychowywała babcia.

Drugoplanowymi bohaterkami są dwie lekarki dermatolożki, jedna botoksująca się, bo jednak szuka pawiego ogona do podziwiania.

Matka jednej z nich zaginęła i bezrobotny Jarcio postanowił zostać detektywem, aby ją odnaleźć.

Mamy trupy nie tylko kotów ale i lektora języka angielskiego z zawodu a naciągacza seniorek z powołania. Okazuje się, że oprócz metody „na wnuczka” i „na policję” takie typy stosują metodę „na okazywanie zainteresowania”. I potrafią zyskać tym sposobem duże sumy.  To skutek tego, że „Kobieta w pewnym wieku staje się, dla większości populacji, niewidzialna” a pragnie uwagi i życzliwości.

Znajome Haliny to parada niezłych typów: palaczka, elegantka, niesprawna gaduła i erotomanka. Postanowiły się zaczaić i dopaść mordercę kotów, bo ten nie dość, że znęcał się nad zwierzątkami to jeszcze nagrywał to i umieszczał w sieci.

Mamy też zaginiony cenny obraz, trudne rodzinne relacje i policjantów lekceważących morderstwa kotów.

To feministyczna książka, bo występujący w niej mężczyźni są źli, głupi, leniwi, niewrażliwi, wyrachowani, nieodpowiedzialni – do wyboru. Ale przecież nie wszystko jest w życiu czarno – białe. Kobiety też potrafią być zołzami, zagłaskiwać wnuków swoją troską, być bezwzględnymi mścicielkami czy, mimo medialnych ostrzeżeń, naiwnymi ofiarami. 

Polecam.

Kobieta ratuje świat

Maria Paszyńska – Instytut Piękności, Wydawn. Pascal Bielsko Biała 2019

WSTĘP: „Kto ratuje jedno życie ocala cały świat” Talmud

O autorce:

Maria Paszyńska urodziła się 30.06. 1985 r. w Lubinie na Dolnym Śląsku. Z wyboru jest warszawianką. Z wykształcenia prawniczką i orientalistką. Przez kilka lat pracowała jako prawnik i przewodniczka po Warszawie. W 2015 roku zadebiutowała powieścią „Warszawski niebotyk” (2 części), napisała także „Owoc granatu” (4 części), „ Cień sułtana (3 części), „Wiatr ze wschodu” (3 części), „Willa pod zwariowaną gwiazdą” (o rodzinie Żabińskich i warszawskim ZOO), „Instytut piękności” i „Dwa światła”. Jej książki są połączeniem fikcji z prawdziwymi historiami. Jest zafascynowana polskim dwudziestoleciem międzywojennym.

Wywiad z autorką znajdziecie tu:

https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/443277-instytut-pieknosci-tu-ratowano-skazane-na-zaglade-zydowki

a w nim autorka stwierdza: Fascynują mnie osoby, które przekraczają swoje człowieczeństwo. Podziwiam je i uważam, że wciąż za mało o nich wiemy.

o bohaterce książki przeczytacie tu:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Matylda_Walter

o książce:

Mada Walter to postać autentyczna ale prawie nieznana. Stało się tak że ikoną ratowania Żydów w czasie II wojny stała się Irena Sendlerowa. Nie odbierając jej zasług, bo przecież nie robiła tego sama a z wieloma współpracownikami, były też inne, warte przypomnienia postaci. Jedną z nich jest właśnie Mada Walter. Z wykształcenia (w kraju i za granicą) lekarka, a z powołania nauczycielka dietetyki i ziołolecznictwa. W czasie wojny ma około sześćdziesiątki ale odwagi, wigoru i pomysłowości mogłaby jej pozazdrościć niejedna młoda osoba. Także znajomości języków i szczęścia.

Wymyśliła nietypowy sposób na ratowanie Żydów – „Instytut Piękności” gdzie kobiety z getta były uczone maskującego semickie rysy makijażu, farbowano im włosy, czasem nawet przeprowadzano operacje plastyczne nosa ale nie tylko. Bo na zapleczu Żydówki uczyły się katolickich modlitw, katechizmu, tradycji świątecznych czy gotowania potraw z wieprzowiny. Tę placówkę prowadziła dawna uczennica Mady – Róża, zawodowa kosmetyczka.

A  przez nieduże mieszkanie syna bohaterki ciągle przewijały się osoby potrzebujące azylu, dokumentów, ucieczki od pewnej śmierci w getcie.

Mamy tu przedstawione sylwetki paru kobiet, każda z innym życiorysem, przejściami, lękami, samotnymi lub z rodzinami o los których cały czas drżą żyjąc w niepewności i zagrożeniu. Bo te były na każdym kroku w postaci łapanek, czy szantażujących szmalcowników. Jak panie poradziły sobie z taki typem przeczytacie w powieści.

Są w niej sceny wzruszające ale i grozą wiejące  a nawet drastyczne. Bo takie wtedy było życie, którego prozę autorka także opisuje jak na przykład wyrabianie mydła, z czego robiono herbatę, przepis na maseczkę na dłonie.

Jednak przeważa strach i niepewność losu i tylko wzajemna pomoc jest w stanie trochę to zniwelować.

„Skali cierpienia nie da się ustalić. Ból jest czymś osobistym, a przez to całkowicie niemierzalnym”.

W „Posłowiu” autorka opisuje powojenne dzieje Mady Walter. Polecam.

Ślub z przeszkodami

Marta Matyszczak – Las i ciemność, Wydawn. Dolnośląskie Wrocław 2020; seria „Kryminał pod psem” t. 8

WSTĘP:

„Las na zawsze pozostanie

Domem twoim aż po grób.

Choćbyś bardzo tego nie chciał

Serce, dusze oddasz mu.

O autorce:

Marta Matyszczak urodziła się w Chorzowie. Ukończyła politologię o specjalności dziennikarskiej na Uniwersytecie Śląskim. Jest dziennikarką, autorką scenariuszy, fars teatralnych i gier typu Virtual Reality.

Prowadzi Kawiarenkę Kryminalną portal poświęcony literaturze kryminalnej.

Napisała cykl ośmiu „kryminałów pod psem”, którym jest Gucio, kundel przygarnięty ze schroniska.

O książce:

Akcja zaczyna się gdy Mirela Bąk płynie kajakiem z synem Karolkiem, który był leniwy jak buła z margaryną. Przy  śluzie Paniewo zobaczyli w wodzie trupa.

„Las i ciemność” to kolejny tom o psie Guciu, detektywie Szymonie Solańskim i jego ukochanej dziennikarce Róży Kwiatkowskiej. Ona go kocha od lat szkolnych, on jak to facet a to kocha, a to się miga. Ale stanęło na tym, że ślub wezmą w Puszczy Augustowskiej. Pewnie nasłuchali się piosenki „Augustowskie noce”. A, nie – facetowi się zdawało, że narzeczona spędziła tam piękne wakacje i miło je wspomina. Miało być dobrze a wyszło jak zwykle. Zamiast rozkoszy we dwoje w apartamencie Róża samotnie  sypia  w przyczepie kempingowej, mało wypasionej. A to wszystko z zazdrości, bo weddingplanerka jest śliczna, więc panna młoda odwołała planowanie uroczystości, w tym rezerwację pokoju i sali.

Jest to kryminał „z przymrużeniem oka”, więc autorka bawi się nazwiskami: Szymon Solański (dwa S), Róża Kwiatkowska (florystycznie), policjant to Jędrzej Dychał. Poza tym aspirant nosi nazwisko Barański, a dziennikarz Olek Szpon. Jest też złośliwa, bo mafiozo Albin jest konusem i nie ma kciuka.

Bardzo znaczącą, ale tu go mało,  postacią jest pies Gucio – lokalny patriotyzm wyrażający za pomocą preferowania kiełbasy śląskiej.

No i nie znosi konkurencji w postaci kocimoczów, czyli kotów.

Uważa, że „Psa się nie porzuca, nigdy i nigdzie”. I tu się zgadzam.

Mamy w książce też wspomnienia sprzed 19 lat, które wiążą się z teraźniejszością. Nieudane wakacje Róży spędzone w tym samym miejscu z koleżankami, które są wredne i ją tępią. A ona jest wysoka, gruba i z kompleksami. Ukochany Szymuś miał przyjechać ale został w domu. Nie tak miało być przecież.

Teraz jest nie lepiej ale ma choć satysfakcję, że schudła i nareszcie wychodzi za mąż a wiejska niegdyś piękność zbrzydła, dwaj koledzy utyli i wyłysieli, wredną koleżankę mąż leje mimo że mają czwórkę wspaniałych dzieciaków – Brajanka, Andżelę Karolka i Krzysia, inna zaś nie zrobiła aplikacji i handluje narkotykami.

Czy Szymon i Róża pobiorą się i w jakiej scenerii, czy zagadka trupa w wodzie zostanie rozwiązana a przestępca ukarany dowiecie się z książki.

Aptekarzowa prowadzi śledztwo

Karolina Morawiecka – Śledztwo od kuchni, czyli klasyczna powieść kryminalna o wdowie, zakonnicy i psie (z kulinarnym podtekstem) Wydawn.  Lira Publishing Sp. Z.o.o, 2018

WSTĘP: „Konfesjonałami XXI wieku stały się zakłady fryzjerskie”

O autorce: Karolina Morawiecka jest rodowitą krakowianką i doktorem nauk humanistycznych z zakresu literaturoznawstwa. Mieszka z mężem antykwariuszem i trzema psami w podkrakowskiej Wielmoży.”Śledztwo…” to jej debiut literacki.

O książce:

Cały tytuł mówi już prawie wszystko o tej powieści napisanej z przymrużeniem oka. Autorka w wywiadzie odżegnuje się od określenia komedia kryminalna ale główną bohaterkę, która nazywa się tak samo jak autorka, Morawiecka  narysowała grubą kreską. Jest to ponad sześćdziesięcioletnia wdowa po aptekarzu, słusznej postury, z włosami koloru buraka. Lubiąca gotować i to wcale nie tradycyjne polskie dania – tu autorka przekazuje nam swój gust kulinarny. Pysznym jedzonkiem Karolina manipuluje policjantami, zakonnicą i kim się da, aby osiągnąć swój cel. Można dostać ślinotoku czytając co podała na kolację wydaną dla  podkomisarza, aby wydusić z niego szczegóły śledztwa.

Poza tym ona zawsze wszystko wie lepiej od innych i, w swoim mniemaniu, zawsze ma rację. Charakterem przypomina Hiacyntę Bucket z serialu „Co ludzie powiedzą”. Karolina nie ma męża ani sióstr  do musztrowania, więc wyżywa się na innych. Pragnie sławy i pochwał uważając się za wcielenie panny Marple.

Drugą ważną postacią jest zakonnica siostra Tomasza (nie chodzi o faceta), z wykształcenia polonistka a z poglądów feministka. „Naprawdę już najwyższy czas, żeby kobiety zobaczyły, że spełnianie oczekiwań innych, nawet własnych rodziców, nie ma najmniejszego sensu”. Z wygląda siostra jest chuda jak szczapa a „Karolina nigdy nie ufała osobom szczuplejszym od siebie”. Tu jednak się przemogła i obie panie robią co mogą, aby mordercy czyn haniebny nie uszedł na sucho.

W książce trup jest jeden – młodej kelnerki na zamku w Pieskowej Skale i wokół tego toczy się cała historia.

Kulinaria to hołd autorki dla Klubu Pickwicka Dickensa. I nie jest to jedyne nawiązanie do literatury. Dużą rolę odgrywa też pewien cytat z „Lalki” Prusa.

W książce wspomniano też o tamtejszej bibliotece: „Biblioteka w Wielmoży to odremontowany (niech żyją fundusze unijne! Niech żyją dotacje!) niewielki budynek ukryty w zagajniku…”, niestety rzadko odwiedzany.

Zawsze zwracam uwagę czy w czytanej przeze mnie książce są zwierzęta, szczególnie koty. Tu jest tylko pięćdziesięciokilowy, śliniący się pies imieniem Trufla.

Zagadka zostaje rozwiązana, Karolina publicznie doceniona. Czytelnik czyli ja – zadowolony. Polecam.

Cwana policjantka

Puertolas Romain – Całe lato bez facebooka. Wydawn. Sonia Draga, Katowice 2018

WSTĘP: “Literatura … jest życiem, a zbrodnia to jego nieodłączna część”

O autorze:

 Puertolas Romain urodził się w 1975 roku w Montpelier (Francja). Jego ojciec był pułkownikiem armii hiszpańskiej. Autor ma wykształcenie humanistyczne i meteorologiczne. Włada kilkoma językami. Pracował w policji gdzie zajmował się badaniem fałszywych dokumentów nielegalnych imigrantów we Francji.

W 2008 roku nagrał 60 filmów demaskujących pracę magów i iluzjonistów, które umieścił na różnych stronach internetowych.

 Napisał cztery powieści z których najbardziej znana jest „Niezwykła podróż fakira, który został uwięziony w szafie Ikei”. Po jej sukcesie, w 2014 roku porzucił pracę w policji i zajął się tylko pisaniem książek.

O książce:

Akcja powieści toczy się w miasteczku, które wita przyjeżdżającym napisem: „Witajcie! Nowy Jork w stanie Kolorado, 150 mieszkańców, 189 rond.  Po przekroczeniu tej linii brak facebooka”.

Ten brak i związana z tym nuda są powodem kilku morderstw. A przecież miasteczko jest urocze choć może trochę klaustrofobiczne –wciśnięte między jezioro, las i górę. Piękne okoliczności przyrody nie zachwycają Agathy Crispies, 35-letniej policjantki, afroamerykanki. Mieszkała albowiem w dużym Nowym Jorku i została za karę zesłana do takiej dziury bez facebooka.  Jej pasją jest czytanie książek i pożeranie pączków z dziurką, czyli donutów, więc jest puszysta. Taki stereotyp – policja i pączki. W dodatku jeździ autem z wielką podobizną donuta na dachu.  Z miłości do książek założyła klub czytelniczy do którego nikt się nie garnie. Pracownicy posterunku z nudów szydełkują, rzucają rzutkami, piłują paznokcie a ich szef bez przerwy przeciera okulary.

To komedia kryminalna, więc autor rożnie się zabawiał. Na przykład nadając bohaterom zabawne nazwiska – policjantka nazywa się jak płatki śniadaniowe, szeryf jak znany fastfood, lekarz sądowy to Scholl a drwala nazwisko brzmi jak firma wytwarzająca muszle klozetowe.

Trupy, owszem są, Agatha próbuje rozwikłać zagadkę kto zabił, czyli zadźgał szydełkiem, czy poranił rzutkami.

Przy okazji autor przemyca informacje o panującym w Stanach rasizmie, ksenofobii, działaniach Ku Klux Klanu, nierównym traktowaniu afroamerykanów przez urzędy czy przemysł filmowy.

Wyśmiewa policjantów, którzy pod kody przestępstw podstawili rodzaj zakupów i tak napad z bronią to pizza i napój.

Bohaterkę przed śmiercią z nudów ratuje czytanie książek: „Lektura jest chwilą samotności, czasem, który dzielimy wyłącznie z bohaterami, opowieścią, która staje się nasza”.

Nie zabrakło też w powieści kota, którego już nie ma ale trochę jest. Są też radioaktywne wiewiórki na które urządza się coroczne polowanie. Radioaktywne niby z powodu Czernobyla – gdzie Rzym a gdzie Krym?

A to wszystko z nudów, wysoki sądzie. To wszystko z nudów.

Polecam książkę.

Historia Polski z humorem opisana

Poczet kr pol

Michał Ogórek, Adam Pękalski –  Poczet królów polskich. Agencja Wydawn. Grobla IV, 2007

WSTĘP: „Książeczka ta powstała ze współczucia dla wszystkich gimnazjalistów, licealistów, studentów kierunków humanistycznych, rozwiązywaczy krzyżówek itp., itd. od których wymaga się, by zapamiętali wszystkich polskich władców”.

O książce:

Bardzo się wzruszyłam czytając ten wstęp (jest dłuższy) ale wystarczyło, że przewróciłam kartkę i zobaczyłam, że pierwszym opisywanym królem jest Mieszko I. To prawda, że do szkoły chodziłam bardzo dawno temu, czyli w PRL-u, który zakłamywał historię ale dotyczyło to raczej późniejszych czasów. I dałabym głowę, że M I nie był królem. Czyli tytuł książki jest nieadekwatny do  faktów historycznych. A wystarczyłoby zatytułować: „Poczet niektórych władców Polski”.

Oczywiście od razu nazwisko jednego z autorów sugeruje, że to będzie żartobliwa narracja ale nie wszyscy go znają i przydałby się jakiś informacyjny podtytuł.

Kogo autorzy uznali za godnego opisania?

Zaczęli od Mieszka I – i tu od razu  poznajemy kpiarskie podejście do postaci: „Wraz z wzięciem za zonę Dąbrówki wziął na siebie krzyż – ciężar, który odczuwali wszyscy małżonkowie w następnych związkach małżeńskim”. Jednak mizoginią mi tu pachnie.

Natomiast „Za króla Bolesława Chrobrego wszystkim bardzo dobrze się powodziło, o czym świadczy fakt, że do postu zmuszano wybijając zęby”. No, tego nie wiedziałam. Kto i komu to robił nie podano.

Mieszka II nazywano Gnuśnym, podobno taki był bo go wykastrowano. W szkole o tym się nie mówi.

Bolesław Krzywousty – przezwisko to do niego przylgnęło nie z powodu wykrzywionych ust ale dlatego, że nieustannie łgał. Także przysięgając bratu, że nic złego go nie spotka gdy wróci do kraju. Spotkało.

Ostatnim królem Polski był Stanisław August Poniatowski, którego zwano królem Stasiem i wybaczano wszystko jak dziecku.

Pełno w książce takich ciekawostek – a to, że Bolesław Kędzierzawy walczył z cesarzem zwanym Rudobrodym, a to, że Mieszko Stary żył 80 lat i przeżył swoich braci, dzieci (oprócz jednego syna) i wnuki (też oprócz jednego).

Opisano 39 postaci, w tym jedną tylko kobietę. Ale ile naprawdę rządziło nie wiadomo.

Ciekawostek w podobnym stylu jest wiele, teksty krótkie, więc nie zmęczycie się czytając i oglądając ilustracje. Polecam.

 

Kwiaty cierpiącego świata

GiG

Margaret Atwood – Grace i Grace. Wydawn. Prószyński i Ska 2017

WSTĘP: „Wina bierze się z nie z tego co zrobiłaś ale z tego co inni zrobili tobie”

O autorce:

Margaret Atwood urodziła się 18 listopada 1939 roku w Ottawie. Ukończyła studia na Uniwersytecie Toronto i Radcliffe College na Uniwersytecie Harvarda. Jest laureatką Nagrody Bookera i Nagrody Księcia Asturii. Jej najsłynniejsza książka to „Opowieść podręcznej” na podstawie której zrealizowano film i serial.

Wykładała na kilku uczelniach w Kanadzie i USA.

Jest pisarką, krytyczką literacką, aktywistką społeczną i ekologiczną.

O książce:

Książkę rozpoczyna haiku japońskiego autora Basho:

Chodź, zobacz

Prawdziwe kwiaty

Cierpiącego świata

Kanadyjska pisarka sięgnęła do prawdziwej historii życia Grace Marks. Osnową powieści jest próba wyjaśnienia czy Grace brała udział w morderstwie dwóch osób w 1843 roku. Po odkryciu morderstwa służący, który zabił pracodawcę i jego kochankę został skazany na śmierć a ona na długoletnie więzienie – siedziała w nim ponad 28 lat, wyszła mając 46.

„Są rzeczy, o których wszyscy powinni zapomnieć i nigdy o nich nie wspominać”  – uważa Grace.

Na początku każdego rozdziału jest fragment wiersza autora z tamtej epoki lub artykułu jaki napisano o Grace.

Autorka wyraźnie lubi swoją bohaterkę, nie potępia jej, nie osądza, rozumie ją i broni.

Jednak główną wartością tej książki jest bardzo dokładna panorama życia różnych warstw społecznych częściowo w Irlandii ale przede wszystkim Kanadzie XIX wieku.

Główna bohaterka pochodzi z Irlandii skąd, aby uciec od biedy, wraz z ojcem i kilkorgiem rodzeństwa, emigrowała do Kanady. Mając 13 lat została służącą, aby pomóc rodzinie, bo ojciec wydawał rzadko zarobione pieniądze na alkohol.

Dzięki pracy Grace w różnych domach poznajemy zakres obowiązków służby i sposób w jakie ich traktowano. Także wyposażenie budynków, warunki życia służby i ich pracodawców.

Nawet takie szczegóły jak wyrabiano masło – maselnica była obsługiwana za pomocą nożnego pedału lub  psa biegającego w kółko po rozżarzonych węglach.

W książce oprócz Grace jest parę Interesujących postaci jak domokrążca Jeremiasz i jego kolejne metamorfozy, młody lekarz Jordan, jego matka, kochanka, adwokat bohaterki, duchowny, żona i córki komendanta więzienia. Każde z nich to osobna historia.

Mamy tu przegląd sposobów leczenia osób psychicznie chorych, poglądy.  „Nie ma wnętrz straszniejszych niż mózg”. Młody lekarz zadaje sobie pytanie: „Co i jak musi być zniszczone, aby powstało szaleństwo”.

Powszechnie zaś uważano, że religia i porządne lanie to najlepsze lekarstwo na zepsuty charakter.

Poznajemy warunki życia oraz stosunki międzyludzkie w więzieniu, zajęcia jakie musiały wykonywać więźniarki.

Opisano  domy publiczne i gospody, w których jedli i nocowali podróżni. A także los panien, które zaszły w ciążę.

Nie zabrakło też opisów ubrań bogatych i biednych. A także mody na szycie kołder, poznajemy nawet nazwy różnych wzorów.

Zajmowano się wtedy także wywoływaniem duchów i hipnotyzowaniem, dzięki autorce  dowiadujemy się przebiegały takie seanse.

Podziwiam wielostronność badań jakich dokonała autorka, aby tak szczegółowo i wielokierunkowo opisać tamten czas i ludzi.

Z prostaczkiem przez historię

stulatek

Jonasson Jonas – Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął, Wydawn. Świat Książki, 2015

WSTĘP: „Gdy dostało się od życia nadgodziny, można sobie pozwolić na pewną swobodę”

O autorze:

Jonas Jonasson urodził się  wychował 6 lipca 1961 roku w Vaxjo w Szwecji. Studiował na uniwersytecie w Goteborgu. Do 1994 roku pracował jako dziennikarz. Potem założył firmę medialna OTW, którą sprzedał z wielkim zyskiem,  po swoich dwóch poważnych operacjach i wypaleniu zawodowym.

W 2007 roku skończył pisać pierwszą swoją powieść „Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął”. Została ona przetłumaczona na 35 języków i sfilmowana.

Napisał też m.in..: „Dziewczyna, która uratowała króla Szwecji”; Analfabetka, która potrafiła czytać”; „Anders morderca i przyjaciele”. W 2018 roku opublikował „Przypadkowe dalsze przygody stuletniego starca”.

O książce:

Tytuł powieści sugeruje, że jest to książka science – fiction lub fantasy. Fantazji jest tam rzeczywiście bardzo dużo.

Główny bohater to niewykształcony (przestał chodzić do szkoły w wieku 9 lat), niezbyt mądry Szwed, który nauczył się robić wybuchy –  umiejętność ta przydaje mu się w różnych okolicznościach.

Akcja powieści prowadzona jest dwutorowo, zaczyna się 2 maja 2005 roku od ucieczki Allana Karlssona  z domu spokojnej starości gdzie trwają przygotowania do obchodów jego stulecia. On tak bardzo ma dosyć siostry Alice (tu skojarzenie z siostrą Ratched), że wychodzi przez okno w kapciach. Bowiem nigdy zbyt długo nie rozważał swoich decyzji. Cud, że dożył stu lat ale przysłowie mówi, ze „głupi ma szczęście”. Bo Allan nie tylko robi co chce ale i często paple bez namysłu i sensu.

To taki szwedzki Forrest Gump, prostaczek z niebywałym szczęściem, którego los niesie przez wiele krajów i zdarzeń bez szkody dla ciała i ducha.

Z wyjątkiem sterylizacji w ośrodku badawczym gdzie wylądował po pobycie w domu poprawczym, bo w młodości wysadził dynamitem auto i sklepikarza.

Bezmyślne zabranie na dworcu cudzej walizki powoduje, że nie tylko szuka go  policja ale i przestępcy  – właściciele walizki wypełnionej pieniędzmi.

W retrospekcjach poznajemy rodziców Allana, jego karierę zawodową jako pirotechnika, pobyt w Hiszpanii i działanie po obu stronach barykady w czasie wojny domowej. Także w Stanach Zjednoczonych  gdzie drobną radą pomógł naukowcom tworzącym bombę atomową. I tak sobie wędruje przez różne kraje a nawet Himalaje wysadzając budynki i mosty.

Mamy tu też niezbyt inteligentnych przedstawicieli policji, nierzetelnych dziennikarzy goniących za nowinkami, światek przestępczy, romans, słonia, parę trupów, rosyjski łagier i ucieczka z niego, a wszystko w klimacie rozrywkowej przygody. Wiarygodne i sensowne to wszystko nie jest ale miejscami śmieszne, choć mnie pod koniec książka znużyła i zmęczyła.

Jest tam też Bosse, który sprowadza kurczaki z Polski, bo są pyszne. Ciekawe czym karmione. Jednak na rynek szwedzki importer szpikuje je wodą z przyprawami, bo jego sumienie ma pewne pole manewru.

Przypadkiem po jej zakończeniu obejrzałam w telewizji film zrealizowany na podstawie książki i gdybym jej nie czytała wielu wątków nie zrozumiałabym.

 

Pokochać Obcego

ksztalt wody

Guillermo del Toro, Daniel Kraus – Kształt wody, Wydawn. Zysk i S-ka 2018

Wstęp: „Czy inteligencja to analizy i obliczenia? Czy też prawdziwa inteligencja musi zawierać składnik moralny?”

O autorach:

Guillermo del Toro jest reżyserem, jego filmy to m.in. „Labirynt fauna”; „Hellboy”; „Pacific Rim”. Za „Kształt wody” otrzymał Złotego Lwa na festiwalu w Wenecji, dwa Złote Globy orz nagrodę Gildii Producentów za najlepszy film roku.

Daniel Kraus to powieściopisarz, jego pierwsza powieść „Monster Variations” wydana została w 2009 roku i trafiła na listę „stu najlepszych rzeczy dla nastolatków”. Został wielokrotnie nagradzany, m.in. za „Rotters” i „Scowler”.

O książce:

„Dedykujemy tę książkę miłości w jej licznych formach i kształtach” – podano na początku książki.

Jednak nie zaczyna się ona od miłości a od polowania w Amazonii na Deus Branquia („Bóg skrzeli”). Kto to jest dowiemy się z dalszej części powieści.

Składa się ona z kilku dużych rozdziałów: Primordium, Niewykształcone kobiety, Mozaika wątków, Twórcza taksydermia, Nie turbuj się więcej.

Każdy rozdział podzielony jest na krótkie części, które opowiadają o tym co się dzieje lub działo, z punktu widzenia kolejnego bohatera. Taka mozaika wątków posuwająca akcję lub przenosząca w przeszłość dla stworzenia napięcia, aby czytelników chciał koniecznie dowiedzieć się co będzie dalej.

Sposób narracji jest przystosowany do danej osoby – krótkie zdania relacjonują życie i działania żołnierza Richarda Stricklanda. On to wykonuje rozkaz generała, który polecił mu znalezienie, pojmanie i dostarczenie do tajnego rządowego Ośrodka Badań Kosmicznych Occam, Boga skrzeli. „Occam to trójkąt Bermudzki Baltimore”

Misja się powiodła i teraz naukowcy mają do rozstrzygnięcia czy zabić stwora i zbadać dokładnie jego organizm, czy zachować i wykorzystać do państwowych celów.

To opowieść o OBCYCH ale nie tylko w tej formie jak złapana istota, w książce jest ich bez liku.

Richard Strickland zarażony na wojnie w Korei przemocą i gwałtem, który uważa, że „…najkorzystniej jest nie czuć nic”. Dwie sprzątaczki w Occam – głucha Elisa i Afroamerykanka Zelda. „Taka jest już dola woźnej, pokojówki czy innej służącej: przemieszczasz się niewidoczna jak ryba pod wodą”.

I takim jest też sąsiad Elisy homoseksualista malarz Giles, lat 64. Obcy to także senior, bezdomny, niepełnosprawny, biedny, łysy czy dzieci z domu dziecka. Nawet żona Stricklanda czuje się obco we własnym i małżeństwie. Oczywistym Obcym jest szpieg – naukowiec mamiony powrotem do kraju po wykonaniu zadania. Musi być szpieg bo akcja toczy się w USA w latach 60-tych XX wieku.

To także opowieść o przyjaźni, wzajemnej pomocy, empatii, zrozumieniu Obcego. O tym, że posiadanie władzy często pozbawia ludzi empatii i miłosierdzia. I o tym, że kontakt z Obcym może nas rozwinąć duchowo a także zawodowo.

I wszystko byłoby dobrze gdyby nie zakończenie. Nie wiem czym się kierowali autorzy – czy baśnią o małej syrence Andersena, czy modą na powieści fantasy a może skłonnością kina familijnego do happy endów.