Wirus honoru (cz. 89)

Kolejne odcinki będę teraz dodawać w soboty, bo czas akcji prawie dogonił realny. Pod każdym tekstem podaję datę napisania. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Co drugi poniedziałek dodam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń. Miłej lektury 🙂

****************************************************************

–  Co może zastąpić honor?

– Honorarium.

To krótki opis sposobów na posłów przekupywanie i zgodne z PiS-em głosowanie.

Rząd polski szalenie pomógł uciekającym z kraju przed talibami Afgańczykom – mogą odebrać 100 wiz. W Delhi – Indie, czyli w odległości 1000 kilometrów.

A na granicy polsko – białoruskiej w krzakach, 50 kilometrów od Białegostoku koczuje 32 Afgańczyków  i Irakijczyków, w tym 5 kobiet i dzieci (najmłodsza ma 15 lat), bez dachu nad głową. Jedzenie i picie dostarczą im mieszkańcy okolic ale nie zawsze strażnicy na to pozwalają. Jedna rodzina jest z kotem. Fundacja Ocalenie przekazała im śpiwory i namioty. Uciekinierów pilnuje  straż graniczna, która potrafi zagłuszyć próby porozumienia przez tłumaczkę. Władza chwali się  ogrodzeniem z drutu kolczastego. Na który jest parę sposobów: zbite deski na kształt drabiny, gruba kurtka, gałęzie i hyc. Premier powiedział, że ich nie wpuści, bo zaraz nasz kraj zaleją tłumy uchodźców.

– A może wystarczy, aby granicę szczelnie otoczyć portretami Wuca, Terleckiego, Pawłowicz, Macierewicza i innych piękności to uchodźcy z krzykiem uciekną? – pomyślał Wacek.

Nie dopuszczono do chorych na granicy polskiej lekarki.

Niektórzy  mówią, że to robota Łukaszenki, który w ten sposób walczy Unią Europejską. To taka wojna hybrydowa, czyli bez wypowiedzenia, za to prowadzona w rozmaity sposób, aby pognębić przeciwnika.

W TVN24 Frasyniuk powiedział:

Patrzę też z niepokojem na tę arogancję, chamstwo, prostactwo. Szczerze mówiąc, słowo „żołnierz” jest upokarzające dla tych wszystkich, którzy byli na misjach polskich poza granicami, bo ja mam wrażenie, że to jest wataha. Wataha psów, która otoczyła biednych, słabych ludzi”.

Dodał również: „Tak nie postępują żołnierze. Śmieci po prostu. To nie są ludzkie zachowania – trzeba to mówić wprost. To antypolskie zachowanie. Ci żołnierze nie służą państwu polskiemu, przeciwnie – plują na te wszystkie wartości, o które walczyli pewnie ich rodzice albo dziadkowie”. 

A wystraszony walką o przedłużenie koncesji TVN odciął się od tej wypowiedzi. Wstyd!

Wisława Szymborska „Jacyś ludzie”

Ja­cyś lu­dzie w uciecz­ce przed ja­ki­miś ludź­mi.

W ja­kimś kra­ju pod słoń­cem

i nie­któ­ry­mi chmu­ra­mi.

Zo­sta­wia­ją za sobą ja­kieś swo­je wszyst­ko,

ob­sia­ne pola, ja­kieś kury, psy,

lu­ster­ka, w któ­rych wła­śnie prze­glą­da się ogień.

Mają na ple­cach dzban­ki i to­boł­ki,

im bar­dziej pu­ste, tym z dnia na dzień cięż­sze.

Od­by­wa się po ci­chu czy­jeś usta­wa­nie,

a w zgieł­ku czy­jeś ko­muś chle­ba wy­dzie­ra­nie

i czy­jeś mar­twym dziec­kiem po­trzą­sa­nie.

Przed nimi ja­kaś wciąż nie tędy dro­ga,

nie ten, co trze­ba most

nad rze­ką dziw­nie ró­żo­wą.

Do­ko­ła ja­kieś strza­ły, raz bli­żej, raz da­lej,

w gó­rze sa­mo­lot tro­chę ko­łu­ją­cy.

Przy­da­ła­by się ja­kaś nie­wi­dzial­ność,

ja­kaś bura ka­mien­ność,

a jesz­cze le­piej nie­by­łość

na pe­wien krót­ki czas albo i dłu­gi.

Coś jesz­cze się wy­da­rzy, tyl­ko gdzie i co.

Ktoś wyj­dzie im na­prze­ciw, tyl­ko kie­dy, kto,

w ilu po­sta­ciach i w ja­kich za­mia­rach.

Je­śli bę­dzie miał wy­bór,

może nie ze­chce być wro­giem

i po­zo­sta­wi ich przy ja­kimś ży­ciu.

Posłanka z Ołbina Klaudia Jachira  zebrała, od ludzi, wiele różnych darów dla uchodźców na granicy. No i nie pozwolono ich przekazać.

– To w  imię miłości bliźniego – pomyślała Helena zniesmaczona. Melisa zaparzona w kubku już stała przeznaczona na takie okazje.

Jachira powiedziała też, że Polacy pomagają  teraz uchodźcom jak kiedyś Żydom. Ma rację, jedna Sendlerowa i jej współpracownicy to mało w stosunku do ilości szmalcowników, bezinteresownych i interesownych donosicieli. Posłanka za te słowa będzie odpowiadała przed komisją etyki.

Póki co buduje się zasieki na granicy polsko – białoruskiej, a w planach jest ponad 400 kilometrowy mur. Pójdziemy tym samym w ślady Węgier i Grecji, które mają na granicach wysokie płoty.

W Pszczynie, na starówce,  zawieszono nad ulicą 287 kolorowych parasolek co nie spodobało się radnemu z PiS, bo według niego, jest to propagowanie ideologii Lgbt.

– Im to się wszystko z jednym kojarzy – powiedziała Aldona nastawiając zupę z porcji rosołowej indyczej i jarzyn.

– Pójdę do Klubu Pod Kolumnami na darmowe zajęcia przerabiania odzieży, może czegoś nowego się nauczę – poinformowała Edka.

– To przerób pisowskich polityków na normalnych ludzi – zaproponował Edek.

– Ty, dowcipniś, sam ich przerób. Z pomocą Darka, oczywiście.

– On to najwyżej może ich podrapać.

– Byle do krwi, najlepiej ostatniej – zaproponowała krwiożerczo kobieta obierając warzywa.        Napisane 17.08. – 08. 2021 r.

Wirus czystości -2 (cz. 88)

Kolejne odcinki będę teraz dodawać w soboty, bo czas akcji prawie dogonił realny. Pod każdym tekstem podaję datę napisania. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Co drugi poniedziałek dodam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń. Miłej lektury 🙂

**************************************************************

Znowu upały zapanowały, więc nasi. bohaterowie brali chłodne prysznice. Panowie nawet powtarzali czasem: wziął prysznic i tyż nic. A Wacek w Internecie przeczytał o ablucjach w średniowieczu. Na początku tej epoki zakazano kąpieli w niedziele i święta. Przykład dawali asceci i ascetki, którzy nie myli się, bo tak lubili. No, tak – „Częste mycie skraca życie”. W XIII wieku naśladowały ich polskie władczynie jak Kinga, żona Bolesława Wstydliwego oraz Jadwiga żona Henryka Brodatego. Kinga gdy chwalono jej urodę „brukała twarz i mazała”, Jadwiga zaś po urodzeniu dzieci wstąpiła do klasztoru gdzie umartwiała się i głodowała. Stosowała zasadę: „Mydło i woda to mój wróg, ja nie uznaję mycia nóg” i innych części ciała też. A jak już coś umyła to wycierała się w najbrudniejszą ścierkę. Ja nie wiem jak się taka skłonność czy natręctwo nazywa. Czystofobia?

Istnieją jednak wzmianki, że w tym okresie, w miastach, istniały dostępne wszystkim łaźnie, dla wielu bezpłatne. Myto się ługiem, a potem mydłem, w XIV wieku  były już  mydlarnie.

Władysław Jagiełło woził ze sobą balię w kształcie konia. Królowa Jadwiga jeździła do leczniczych, także kąpielowych, wód, z nadzieją na urodzenie męskiego potomka, bo urodziła martwą córeczkę. Namiętnie i często kąpał się Kazimierz Wielki.

– A jak jest z czystością naszych polityków? Szczególnie z czystością sumienia?– zadał sobie retoryczne pytanie Wacek i poszedł do łazienki.

Helena wreszcie odebrała wynik badania, który przesłano do przychodni skąd dostała skierowania a nie do tej gdzie pobrano krew. Rejestratorka tego nie wiedziała, dopiero rozmowa telefoniczna z wykonawcą to wyjaśniła.

– Pewnie, trzeba zapewnić seniorom okazję do spacerów, szczególnie gdy upał i zawroty głowy zwalają z nóg – pomyślała wlokąc się stopa za stopą.

Kukiz żali się, że wylewany na niego hejt rozbija mu rodzinę.

– Jak dla ciebie, ściero, „petunia non olet” to morda w kubeł – pomyślał Wacek. Było nie dać się przekupić, nie glosować za likwidacją/wykupieniem przez PiS TVN24 i za wycięciem lasów pod fabrykę elektrycznych samochodów. A teraz: „Jak nie uważałeś co robisz, to rob co uważasz”.

– Czy to prawda, że dzieci domagają się wycieczek śladami prymasa Wyszyńskiego? – zapytał Edek Aldonę.

 – Oczywiście, albowiem prymas też pielęgnował cnoty niewieście.

– Przecież był facetem – zdziwił się facet głaskając Pana Kota.

– Ale one są takie wspaniale, że każdy powinien je pielęgnować – odpowiedziała świetnie zorientowana kobieta jednocześnie krojąc paprykę, cukinię, pomidory i kiełbasę na leczo.

– Wacek mi powiedział, że w Studiu Filmów Rysunkowych ma powstać dzieło o Maksymilianie Kolbe – dodał Edek.

– Tam gdzie kiedyś szaleli Bolek i Lolek? – upewniła się krojąc i obiad szykująca.

– Tam, tam.

– No to pewnie pójdą za ciosem i zrobią całą serię: O Janie Pawle II,  Matce Teresie, Dziwiszu, Rydzyku.

– Sami święci i godni naśladowania – podsumował Edek.

A Daruś zeskoczył z jego kolan i podszedł do miseczek.

– Popatrz, Kotu znudził się ten świetny temat, zmień wodę, piasek i napełnij miseczkę – pogoniła partnera Aldona.

– Uff, a tak mi się dobrze siedziało – powiedział Edek wstając i portki podciągając. To potem wyrzucę śmieci i zajrzę do Wacka.

– Najpierw do niego zadzwoń, może jest poza domem albo zajęty.

– Czym on może być zajęty? – zdziwił się egocentryczny facet.

– Myślisz, że siedzi i zniecierpliwiony obgryza paznokcie czekając na ciebie?

– Uch, ty to zawsze potrafisz mi dogryźć – poskarżył się Edziaczek – biedaczek.

– Czas zrozumieć, że nie jesteś pępkiem świata – podsumowała Dona.

– I to mi się bardzo nie podoba – oświadczył mężczyzna biorąc worek ze śmieciami. W tym domu tylko kot mnie rozumie.

– Ha, ha, ha – Darek to dopiero jest egocentryk. Jesteście bardzo do siebie podobni.

– Idę, nie będę tego słuchać – udając oburzenie Edek wyszedł z mieszkania.

– Tylko nie spóźnij się na obiad – zawołała za nim partnerka.

Wacek był w domu i powitał kumpla pytaniem:

– A wiesz dlaczego Wuc chce zlikwidować tvn24?

– No, dlaczego?

– Bo się boi, że przejmie tę stację narkobiznes. A najśmieszniejsze, e Holandia dała tvn24 koncesję na nadawanie, także w Polsce.

– Ale co to ma wspólnego?

– W Holandii dozwolone jest palenie marihuany.

– Czyli żoliborski kacyk miał rację, ha, ha, ha. Wykrakał.

– Raczej wykwakał.

Napisane 13 – 15.07.2021 r.

Wirus ucieczki (cz. 86)

Kolejne odcinki będę dodawać w soboty, bo czas akcji prawie dogonił realny. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Co drugi poniedziałek dodam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń. Miłej lektury 🙂

********************************************************************

Białoruska sportsmenka – biegaczka Kryscina Cimanouska, przebywająca na olimpiadzie w Tokio, nie dała się złapać i wywieźć do kraju. Ośmieliła się skrytykować działaczy. Jak śmiała, ma być zachwycona, bo przecież niewolnicą władzy jest. Schroniła się w polskiej ambasadzie. Japońskie władze obiecują bezpiecznie dostarczyć ją do Polski. Byle ich samolot nie leciał nad Białorusią, bo znowu zagrożą zestrzeleniem.

A Polki Lgbt zdobywają na olimpiadzie medale. Homofoby rządowe pewnie zgrzytają zębami lub protezami i koronkami. Jolanta Ogar, żeglarka, żartuje mówiąc koleżance, aby nie piła z tej samej co ona butelki, bo zmieni orientację. Wynika z tego, że wszyscy z partii PiS piją z tego samego kubka/butelki co Prezes. I się  nie brzydzą? A, nie – pecunia non olet.

Gdy Duda był w Tokio nie wiodło się naszym sportowcom. Wyjechał i są sukcesy. Przyjechał tam Czarnecki, wiceprezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej i wygranej brak. Jakieś Jonasze z tych polityków są.

Niestety jest pozwolenie polskich władz na działania antyszczepionkowców – najpierw napadali na lekarzy a teraz Zamościu,   podpalili ruchomy punkt szczepień.

Minister (nie)sprawiedliwości zdefraudował 471 milionów, które powinny były trafić do ofiar przestępstw.

– Czy na ranem przyszła po niego silna grupa? Oczywiście, że nie – stwierdził Wacek. Tyle kasy a ząbki pana Z. w fatalnym stanie – dodał złośliwie.

Helena dowiedziała się z opisu prześwietlenia kręgów szyjnych, że ma osteoporozę. Zalecono jej zażywanie wit. D3 4000 i załatwienie skierowania do poradni osteoporozy. Wacek w Internecie sprawdził, że we Wrocławiu jest tylko jedna, na ich osiedlu, ale powodów do radości nie ma, pacjenci na wizytę muszą czekać rok.

– I co ja mam robić? – seniorka załamała się. Nadal się zataczać i czekać aż padnę? Najchętniej w objęcia specjalisty od osteoporozy ale tak dobrze to nie ma. A gdybym była taka zdolna i oszczędna jak pewna krawcowa z nazwiskiem na literę O. to miałabym 800 tysięcy i poslalomowałabym do prywatnego lekarza. Nie jestem taka więc kasy brak. Swoją drogą jak ona tego dokonała nie będąc światowej sławy kreatorem mody? Ot, ciekawostka.

TVP porównuje zarobki polskich polityków z niemieckimi. A może by tak porównać zarobki nauczycieli, pielęgniarek, stażystów i bibliotekarek?

 – Zabawną rzecz usłyszałam – powiedziała Aldona do Edka.

– No, ciekaw jestem. Sportową czy polityczną?

– Zarobkową. Podobno teraz średnia krajowa to 5900 złotych.

– Jak oni to wyliczyli? Wliczając te wszystkie pensje, nagrody i przekręty finansowe trzymających władzę? – spytał Edek głaszcząc Pana Kota.

– Pojęcia nie mam. Ale, ale – czy nie powinieneś już iść wyprowadzić pieski?

– Dobre, że mi przypomniałaś.

– I co byś beze mnie zrobił?

– Bym nie zarobił – powiedział facet, wstając i spodnie podciągając.

Helena w ramach walki ze zdrowotnym stresem postanowiła posegregować swoje przepisy kulinarne i zrobić osobistą książkę kucharską a Aldonie i Kasi w świątecznym prezencie „przepiśniki” czyli notesy na przepisy ale z przepisami i miejscem na dopisywanie nowych.

Wacek zdołował się czytając artykuł w „Krytyce Politycznej” pt. „Igrzyska Olimpijskie. Komu potrzebny jest objazdowy cyrk przemysłu sportowego?”. Korupcja w Japońskim Komitecie Olimpijskim, przymusowe wysiedlanie mieszkańców, zastraszanie ich oraz osiedlanie w o wiele gorszych niż dotychczasowe, warunkach, bo trzeba zbudować infrastrukturę dla olimpiady, szef japońskiego Komitetu Organizacyjnego powiedział, że „kobiety mają problem z kończeniem rozmów” gdy sugerowano, aby było ich więcej w tym gremium. Jasne – baby mają być jak gejsze: ładnie wyglądać, śpiewać, usługiwać i się mężczyznami zachwycać no i milczeć bo nie mają nic mądrego do powiedzenia, przecież. Kolejny świetny Japończyk porównał puszystą śpiewaczkę do świni – „olimpig”. A on co? Olimpicidiot i  olimpicboor (cham) chyba a nawet na pewno.

Kompozytor muzyki na ceremonię otwarcia w dzieciństwie zastraszał i dręczył niepełnosprawnych kolegów z klasy. W dodatku nie ma poczucia winy.

Od dawna IO nie zwracają poniesionych kosztów co znaczy, że czas skończyć z tym szastaniem kasą i niszczeniem środowiska.

Poprzednie IO w Japonii odbywały się w październiku, aby uniknąć upałów a teraz uczestnicy konkurują w ponad 30. stopniach pana C. W dodatku wycięto zasadzone, na igrzyska, w 1964 roku drzewa, aby stworzyć „strefę życia” – kompletnie nie do życia.

„Olimpijczycy podpisali oświadczenie, że jeśli doświadczą «poważnych obrażeń ciała lub nawet śmierci» spowodowanych COVID-19… lub ekstremalnymi warunkami termicznymi podczas uczestnictwa w Igrzyskach, nie będą mogli pociągnąć organizatorów do odpowiedzialności” − zatweetował Boykoff, załączając zdjęcia deklaracji.

Poruszono także sprawę odzieży sportowej kobiet i sposób pokazywania ich przez telewizję – jako obiekty seksualne.

Prezydent Duda ze swoim poglądem, że Lgbt to ideologia spóźnił się z gratulacjami dla polskich zwyciężczyń. Pewnie czekał na wytyczne z góry. A te trzy Polki  są jednymi ze 170 takich uczestniczek IO. I mają w de pana D.

Napisane 3.08 – 8.08. 2021 r.

Wirus wyprowadzania (cz. 85)

 Kolejne odcinki będę dodawać w soboty, bo czas akcji prawie dogonił realny. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Co drugi poniedziałek dodam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń. Milej lektury 🙂

**********************************************************************

Helena zamknęła drzwi i zaprosiła dwójkę znajomych do mieszkania.

– Siadajcie i opowiadajcie co was sprowadza. Czy napijecie się kawy albo herbaty, bo mam suche wafle posmarowane dżemem i rozpuszczoną czekoladą?

– Chętnie bardzo – powiedziała Aldona. Ja pomogę, proszę pokazać jakie naczynia mam postawić na stole?

– Filiżanek Doulton Royal jak Hiacynta Bukiet nie mam – zażartowała gospodyni, to weź te kubki z wizerunkiem kota. I talerzyki z fiolami ale pewnie ręcznie malowane nie są.

– Na szczęście pani nie jest taka upierdliwa jak Hiacynta – odezwał się Edek.

– Widzę, że też oglądacie mój ulubiony serial – ucieszyła się gospodyni.

– No, nawet Daruś go lubi – zażartowała Aldona. Ale my do pani po radę przyszliśmy – dodała.

– No, to mówcie. Helena usiadła przy stole i sięgnęła po kubek.

– Moi seniorzy mają pieska, nieduży, nieszczekliwy, posłuszny. No i trzeba go wyprowadzać trzy razy dziennie. A oni nie mają już siły. I ich sąsiedzi, młode małżeństwo z dzieckiem mają kundelka. Oboje pracują poza domem więc też mają kłopot ze zwierzakiem. Więc mnie zaproponowali, żebym je wyprowadzała. Ale pomyślałam, że Edek mógłby to robić, będzie miał zajęcie i pieniądze się przydadzą. Co pani o tym myśli?

– Edek, co ty na to? – zapytała Helena.

– No, nie wiem. Psy lubię, nie boję się, to może bym spróbował?

– To mi się podoba – podsumowała seniorka.

– Tylko nie wiem jak to przyjmie Darek – zmartwił się mężczyzna. Może być zazdrosny jak wyczuje psa. I długo nie będzie mnie w domu.

– Trudno, będzie musiał się przyzwyczaić – powiedziała Helena. Jakoś mu to wytłumaczysz.

Helena zrobiła usg tętnic dogłowowych. Lekarka powiedziała, że zawroty to pewnie wina kręgosłupa.

– Dobrze, że nie Tuska – pomyślała seniorka.

Wizyta u nfz – towego neurologa przeszła szybko, skutkując skierowaniem na prześwietlenie szyjnego kręgosłupa i rehabilitację.

Prześwietlenie dokonało się w ciągu dwóch dni, rehabilitacja w sferze marzeń.

– Oj, niedobrze, panie Bobrze – stwierdziła Helena wcale nie zdziwiona, bo swoje doświadczenia miała. Może zastosuję kręcenie głową i to nie z podziwu dla kolejnych pomysłów trzymających władzę. Okłady z kota by się przydały ale wątpię, aby Darek chciał zostać moim terapeutą.

Do Owsiaka zadzwonił zachodniopomorski wojewoda zniesmaczony niepochlebnymi dla władzy okrzykami uczestników festiwalu Pol`and`Rock. Propozycje z Internetu: „Minister Czarnek naszym przyjacielem jest”; „Równym krokiem opuścim Europę”.

Helena obdzwoniła Edko-Aldonę oraz Wacka i Kasię proponując, aby wymyślili hasła na ten festiwal. Sama zaproponowała:

„Kochamy Mateusza, który prawdy nie rusza”; „Duda naszym idolem, bo kłamstwo go w uszy nie kole”; „Jarosław i policji mur to dla nas życia wzór”; Pisu i Kościoła nie kochamy dlatego się od nich oddalamy”; „Nowy Ład – stare śmieci”.

– No i znowu dali sobie podwyżki – westchnął Wacek ciągnąc się za ucho. Ja też bym tak chciał. Ale podwyższają podatki to kasy dla nich starczy. Już Urban powiedział, że rząd się sam wyżywi. Mając obywateli w pogardzie i lekceważeniu.

Helena postanowiła zrobić faszerowaną paprykę. Przed zakupami zadzwoniła do Kasi, Wacka i Aldony:

– Kupię paprykę, ryż, mielone indycze mięso, pomidory i przecier pomidorowy i ugotuję wypchaną paprykę. Reflektujecie?

– Pewnie, jasne, z najwyższą przyjemnością, to ja pójdę z panią i pomogę to nieść – usłyszała. Oferta była od Wacka.

– Dobry z niego chłopak – pomyślała seniorka biorąc portmonetkę, maseczkę, torbę na zakupy, chusteczki higieniczne i klucze do mieszkania.

Spotkała się z pomocnym Wackiem pod sklepem „U pani Ani” gdzie nabyli warzywa. A w pobliskim owadzim mięso, przecier i ryż.

– To może jutro spotkamy się na obiedzie u Kasi, tam jest największy stół, wszyscy się zmieścimy – zaproponowała.

W domu przygotowała po 2 papryki na osobę i udusiła je, bezlitośnie,  ze zrobioną przez siebie mieszanką przypraw.

A w trakcie obiadu przekazała biesiadnikom parę informacji o pomidorach:

– pomidory nie są warzywem tylko jagodą

– w lodówce tracą smak

– w suszonych jest więcej błonnika i potasu niż w świeżych

– najwięcej witaminy C jest wokół nasion

Napisane 26.07 – 2. 08.2021 r.

Wirus lipcowy (cz. 82)

Od dzisiaj kolejne odcinki będę dodawać w soboty, bo czas akcji prawie dogonił realny. W co drugi poniedziałek nadal dodam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń. Milej lektury 🙂

***************************************************************************

Z czwartku na piątek 9 lipca 2021 r. nad Wrocławiem przeszła, tupiąc, grzmiąc i błyskając, długa burza. Zaserwowała przyrodzie obfite opady.

Ulewa nocna położyła lusterka na ulicach, chodnikach i podwórkach, rośliny wypięły piersi a ptaki taplały się w kałużach, w warzywniaku tańsze od innych owoce miały metkę: “Maliny po deszczu”.

Helena wyszła wyrzucić śmieci i zrobić zakupy. Zdenerwował ją fakt, że dwa najbliższe sklepy spożywcze zrobiły sobie urlop.

– Zero koordynacji, tylko egoizm – pomyślała seniorka lekko przechylając się na boki z powodu zawrotów głowy. Musiała przejść do centrum handlowego osiedla.

W radiu usłyszała, że w czasie burzy zabytkowy siedemsetletni dąb Bartek stracił wschodni konar.

Wstając w niedzielę 11. lipca pomyślała: w nocy katar zagościł w nosie mym, co mu przyszło do głowy? nudził się tam gdzie był? Kichnęła i do łazienki podążyła. Po ablucjach jajka dwa z lodówki wyjęła i do garnuszka włożyła. Gaz pod nim zapaliła i soli wsypała, aby nie popękały w trakcie gotowania. Taki miała niedzielny rytuał. Bez kataru. Za to z  świeżo zaparzoną herbata liściastą.

Wacek na niedzielne śniadanie serwował sobie jajecznicę na boczku oraz własnoręcznie kiszonego ogórka.  O mało co nie zaciął się nożem słysząc,że PiS chce odebrać TVN-owi koncesję.

– To będzie jak w PRL-u, czyli jedna tuba informacyjna jeśli jeszcze ograniczą Onetowi działanie w Internecie.

Aldona zrobiła kolorowe kanapki, biały ser mieszając z rzodkiewkami i szczypiorkiem, a pomidory z kiszonymi ogórkami i sałatą lodową, polewając olejem rzepakowym i posypując pieprzem ziołowym.

Edek wyszedł z łazienkowego zakątka w przedpokoju podciągając dżinsy. Usiadł przy stole i po kilku kęsach powiedział:

– A na obiad poproszę dziś pizzę.

– Nie mamy pieniędzy, aby zamówić – uświadomiła go kobieta.

– Przecież ty robisz bardzo dobrą – powiedział trochę mlaszcząc.

– Ale nie mam drożdży – Aldona próbowała oponować.

– Jak to nie? Zawsze masz zapas suchych przecież.

– Ten twój pan za sprytny jest jak coś chce uzyskać – powiedziała Dona do kota Darka.

– Miau – potwierdził futrzak myjąc futerko.

– A dałaś mu coś do jedzenia? – spytał Edek pochłaniając sałatkę.

– O, nie – nie ma tak dobrze! To twój kot, tylko ciebie kocha to ty się nim zajmuj. Karm, zmieniaj i wyrzucaj piasek, kupuj mu zabawki i pierz kocyk.

– Wiem, wiem, sto razy mi to mówiłaś. Dobrze choć, że jest zdrowy bo nie mamy forsy na weterynarza.

– Szczęście, że wszyscy troje jesteśmy zdrowi, bo teraz dostęp do lekarza jest łatwe jak zdobycie Mont Blanc.

Helena wyrzucając śmieci w i na pojemniku dla makulatury znalazła parę książek: „Dekameron” w dwóch tomach, „Dolinę tęczy” L. M. Montgomery, Wiersze Leśmiana, „Jak wychować dziecko o wysokim EQ”, „Porady na zdrady” oraz dwa egzemplarze książki kucharskiej wydanej przez „Lidl”.

– Pewnie rozdają klientom, którzy zrobili bardzo duże zakupy – pomyślała.

Przejrzała ją i się zdegustowała, bo prawie wszystkie przepisy zawierały drogie a modne składniki jak orzechy brazylijskie czy pekan, tofu, ser kozi, ser pecorino, nasiona chia, mąka ryżowa, kiełki fasoli mung, comber z jelenia itd.

– No, to robią z klienta jelenia – stwierdziła.

Wydarła z książki parę normalnych przepisów i wpięła w segregator gdzie miała już kilkadziesiąt innych. Mniej drogich i wymyślnych.

I już miała się cieszyć pogodnym dniem gdy usłyszała pomysł minister Czarnka, który ogłosił, że trzeba dziewczętom pomóc ugruntowywać cnoty niewieście.

– Czyli co? Jak być niewolnicą pana i władcy? Pokorną darmowa służącą zachwyconą, że może być wykorzystywana? Niewykształconą, rodzącą dziecko za dzieckiem, bez prawa głosu w żadnej sprawie? Czarno to widzę – pomyślała seniorka popijając bardzo mocną melisę.  15 lipca odbyło się we Wrocławiu, w budynku Narodowego Forum Muzyki, spotkanie dwóch pisarek noblistek Swietłany Aleksijewicz i Olgi Tokarczuk. Tej pierwszej nie wpuszczono w Berlinie na pokład samolotu pod pretekstem, że ma przy sobie bombę. Białoruski reżim uprzejmie doniósł. Z Wrocławia wysłano po nią samochód, aby zdążyła na spotkanie. Trwało półtorej godziny, prowadziły ją Magdalena Środa i Monika Olejnik.

Widzowie stali po kilka godzin w kolejce, aby zdobyć bilet.

Tokarczuk między innymi Tokarczuk powiedziała:

 Dorastając jako dziewczynka, kiedy czytamy wielką literaturę podsuwaną przez rodziców, pojawia się kłopot, że kiedy czytam „Czarodziejską górę” Tomasza Manna tam nie ma dla mnie miejsca z moją płcią, tożsamością. Bo większość wielkiej literatury była pisana przez mężczyzn i o mężczyznach, a kobiety miały w niej z góry przypisaną rolę, nie istoty myślącej, podmiotu moralnego, który dokonuje wyborów, ma życie wewnętrzne. To bardzo rzadkie, a małą dziewczynkę tremuje i daje jej poczucie że nie pasuje do tego świata. Weźmy klasycznego Sienkiewicza, to literatura pisana przez mężczyznę i dla mężczyzn, oparta na bardzo męskich wzorach. Ale i cały kanon, wielkie kobyły, które musimy przeczytać, nie pozwalają nam się zidentyfikować. To kobietę, która podejmuje pierwsze próby pisania bardzo oddala, przytłacza.

Napisano 10 – 16. 06.2021 r.

Wirus pracowity (cz. 81)

Od dzisiaj kolejne odcinki będę dodawać w soboty, bo czas akcji prawie dogonił realny. W co drugi poniedziałek nadal dodam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń.

***************************************************************************

       W Kanadzie w ubiegłym miesiącu odnaleziono dwa groby dzieci inuitów i metysów, jeden przy dawnej szkole katolickiej z internatem – 251 ciał. Drugi odkryto przed tygodniem – tam 751. Te szkoły masowo powstawały w XIX i XX wieku. Przymusowo odebrano rodzicom 150 tysięcy dzieci w ramach „asymilacji rdzennej ludności z białymi”. W tych ośrodkach głodzono je, torturowano i przymuszano do pracy ponad siły. Było to kulturowe ludobójstwo. Ci, którzy przeżyli walczą teraz o godność i zadośćuczynienie od państwa, które udawało, że nie ma problemu. Papież Franciszek nie chciał się spotkać z tymi ofiarami KK.

Reakcją było podpalenie czterech kościołów katolickich (dwa na terenie indiańskich wiosek) i odciśnięcie czerwonych dłoni na pomniku papieża JPII (wiedział!) i zamazano jego dane.

Helena wysłuchała tej wiadomości z dużym kubkiem melisy przed sobą.

– Indianie w Stanach najpierw wyrżnięci a ci, którzy zostali w rezerwatach zamknięci. Aborygeni w Australii niszczeni wszelkimi sposobami, dzieci też im zabierano. Wszędzie przemoc, gwałty, rozboje i nietolerancja – pomyślała.  Jak żyć?

Wacek słysząc kolejną wypowiedź Ministra (nie)Edukacji i (nie)Nauki pomyślał, że jest on potrzebny WUC-owi, aby cofnął polskie szkolnictwo do średniowiecza.

– A mój wnuk za dwa lata pójdzie do szkoły i będą mu robić wodę z mózgu. Muszę wpisać w Google „nauczanie dzieci w domu”, może da się uciec od tej zarazy.

W sobotę z radością stwierdził, że Donald Tusk wrócił do polityki i został przewodniczącym Platformy Obywatelskiej. A z odrazą, że na zjeździe ponownie wybrano WUC-a na  prezesa PiS. Nie było kontrkandydata, ha, ha, ha.

– Tylko po co im była ta szopka wyborcza? – zastanawiał się Wacek ciągnąc za ucho. Tak dużo niemiłych wydarzeń a tylko dwoje uszu mam. Ach, jeszcze podjęto uchwałę o nepotyzmie. No przecież nie wywalą krewnych, znajomych i kochanków królika, oni ostaną na bardzo dobrze płatnych stanowiskach bo im się one po prostu należą.

Aktualny mem: zdjęcie Tuska na którym ma dłoń przy uchu i napis: Słychać wycie? Znakomicie!

I wpis: Porównanie Tuska z Kaczyńskim to jak porównanie Izby Lordów z Izbą Wytrzeźwień.

Zadzwonił do Edka zarządzając obejście podwórek, bo finansowa rzeczywistość im skrzeczała.

– Jak ty mnie męczysz – jęknął kumpel zwlekając się z łóżka.

– Przecież już po dziesiątej! – krzyknął Wacek.

– No to co? Szczęśliwi czasu nie liczą.

– Bogaci też nie ale tyś biedny, więc weź de w troki i spotykamy się za godzinę u mnie. Masz wziąć rower, pamiętaj – Wacek odłożył telefon.

– Jak długo ja się będę męczył z tym nierobem? – westchnął. Muszę skontaktować się z tym krewnym czy znajomym Mietka, który odnawia przedmioty. Ale najpierw musimy je zebrać.

Wstał z krzesła, wziął maseczkę, chusteczki suche i nawilżone, rękawiczki lateksowe, worki naśmieciowe jednorazowe, butelkę z przegotowaną wodą, klucze do piwnicy oraz mieszkania i wyszedł nucąc: hej ho, hej ho, do pracy by się szło.

Aldona w tym czasie sprzątała mieszkania seniorów, prała, wieszała, robiła zakupy, gotowała, zmywała i prasowała ich rzeczy. I cieszyła się, że może zarobić parę złotych. W dodatku jest traktowana jak człowiek a nie ta gorszego sortu. Jadła razem z pracodawcami a nawet mogła zabrać obiad dla Edka.

– On nawet nie docenia szczęścia jakie go spotkało w postaci mojej osoby – pomyślała. Sczezłby do imentu gdyby nie ja. No i Wacek oraz pani Helena – dodała sprawiedliwie, bo to dobra kobieta była.

Helenie wyznaczono badania dopiero pod koniec lipca i w połowie sierpnia. Chodziła więc ostrożnie, aby zawroty głowy nie przewróciły jej niespodzianie. Póki co brała betaserc i neurovit choć nie zauważyła poprawy.

Wacek spotkał się z Edkiem pod sklepem dobroczynnym przy ulicy Wyszyńskiego. Niesprzedane a pozyskane ze śmietników rzeczy tam oddawali ciesząc się, że dochód ze sprzedaży idzie na schroniska dla bezdomnych.

– A wiesz, że większość Polaków weszła do klasy średniej? – zapytał Wacek kumpla.

– Ale że co? Tak dobrze zarabiają i mało wydają, bo wszystko tanie jest?

– Ale skąd, to oznacza, ze średnio im starcza na przeżycie – zakpił Wacek.

– I z tego trzymający władzę są tak zadowoleni?

– Zadowoleni to oni są, że dorwali się do koryta i pławią w luksusie.

– I naprawdę myślą, że te w ich kłamstwa ktoś wierzy?

– Niestety wierzą, bo nie chce im się samodzielnie myśleć.

– To idźmy do roboty bo szkoda czasu i nerwów.

Napisane 28. – 7.06. 2021 r.

Wirus smutny bardzo (cz. 80)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

***************************************************************

Helenie zawroty głowy mimo zażywania leku nie mijały. Zalecono jej kontakt z neurologie, okulistą i laryngologiem. Neurolog nafunduszowy dostępny był dopiero po koniec lipca. Zarejestrowała się ale po kilku dniach postanowiła pójść prywatnie. Dostała od niego skierowania na badania ale okazało się, że to skutkuje opłatą za każde. Jesteś taka bogata, że płacisz za wizytę to bul i za resztę. Lekarz jej o tym nie poinformował. Mało profesjonalnie.

– Jestem jak pijane dziecko we mgle – pomyślała zdegustowana Helena.

Pół dnia zabrało jej dzwonienie po przychodniach i szpitalach, aby w konkluzji dostać jeszcze większych zawirowań i bólu głowy. Szczególnie gdy usłyszała ceny rezonansu magnetycznego.

– A może by tak spokojnie sobie umrzeć? – pomyślała z czarnym humorem. Bo ta nasza służba zdrowia przecież tylko pogłębia stany chorobowe.

Była nadzieja, że oświadczenie Fundacji Olgi Tokarczuk o przekazaniu tych książek na licytację dla LGBT powstrzyma kogoś od odsyłania jej książek ale to nie u nas. Trzydziestu jeden wyznawców PiS odesłało, z obraźliwymi napisami lub powycinanymi kartkami. Podejrzewam zorganizowaną akcję. Ciekawam czy nadawcy podali swoje prawdziwe dane. Jest przyzwolenie na nienawiść, brak tolerancji dla inności i niszczenie kultury.

A kto pomaga pogorzelcom w Nowej Białej? Czyżby szczodre obietnice składający premier i jego podwładni? Absolutnie nie! Robią to wolontariusze, ludzie dobrej woli a karmią ich restauratorzy z Podhala i nie tylko. A jak mieszkańcy będą głosować w najbliższych wyborach, kto zgadnie?

Jest i dobra wiadomość, że arcybiskup Sławoj Leszek Głódź został wójtem w sołectwie Piaski, to część jego rodzinnej Bobrówki. W kwietniu rada miejska Białegostoku pozbawiła Głodzia tytułu Honorowego Obywatela co było skutkiem decyzji papieża o odsunięciu go z arcybiskupstwa.

– No to będą teraz wszyscy imprezować przez cały rok, bo nowy wójt to bardzo lubi – podsumował Wacek. A że ma kilka domów to miejsca mnóstwo. Jeden z nich miał być dla księży seniorów ale stoi pusty. Posiadłościami i ludźmi zatrudnionymi zarządza żona bratanka, której wszyscy się boją. Nie może rządzić owieczkami jako biskup to chociaż jako sołtys. Współczuję mieszkańcom.

Krystyna P. sędzia Trybunału (nie)Konstytucyjnego zażądała od Szwedów zwrotu dóbr zagrabionych w czasie potopu. Nie zna historii swojej ojczyzny i nie wie, że w traktacie pokojowym w Oliwie załatwiono tę sprawę.

Aldona przekazała Edkowi w trakcie obiadu:

– A wiesz, że najcichsza z polskich prezydentowych Agata Duda otrzymała Medal. Św. Brata Alberta za: „Działalność społeczną na rzecz osób niepełnosprawnych”.

– I słusznie, głównie na rzecz męża – odpowiedział między kęsami.

– Miau – potwierdził Kot Darek i zaczął wylizywać sobie podogonie.

– A papież Franciszek ma rozpocząć dochodzenie w sprawie Stanisława Dziwisza – dodała dobrą nowinę kobieta. I przedstawicielki Ogólnopolskiego Strajku Kobiet odebrały Nagrodę Miasta Wrocławia.  Bo im się należało – uprzedziła ewentualną mizoginiczną uwagę Edka.

– Ale przez Czechy przeszło tornado – tą informacją zrównoważył powyższe ponurak.

– Mają lepszy rząd, który nie ostawi ich bez pomocy.

– Odwrotnie niż nasz premier obiecuszek – kłamczuszek.

– Nie tylko w tej części Europy źle się dzieje, na Florydzie zawalił się budynek i kilka osób nie żyje.

– U nas biedny prezes WUC ma zgryz bo 25 posłów opuściło PiS.

– Czyżby szczury uciekały z tonącego statku?

Kot Darek – Podarek otarł się o nogi swego pana i wskoczył na sąsiednie krzesło.

– Miau – odezwał się prosząco.

– Głodny jesteś? – zapytał Edek.

– No, pewnie – sam jesz a o kocie zapomniałeś – Aldona wbiła szpileczkę  w męskie ego.

Edek westchnął, wstał, podciągnął spodnie i wyciągnął z szafki saszetkę z kocim przysmakiem.

– Masz tu swoją dolę – powiedział.

Darek powoli zeskoczył z krzesła, obszedł stół, usiadł, podrapał się po uchu, wylizał ogonek a potem leniwie odszedł do miski.

– No, popatrz – wyraźnie łaskę mi robi – obruszył się Edek.

– Bo wie, że on jest twoim panem a nie ty jego. I dawno powinieneś się był z tym pogodzić. A jutro idziemy na działkę bo jest  tam dużo roboty.

– To pójdę do Wacka i powiem, żeby też przyszedł. W kupie raźniej.

– I mniej pracy dla ciebie – kąśliwie podsumowała Aldona zbierając talerze ze stołu.

Napisane 23 – 26. 06. 2021 r.

Wirus porażek (cz. 79)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

************************************************************************

Edek siedział przed telewizorem i w ramach masochizmu oglądał powtórkę meczu.

– I po co to robisz? Nie wystarczy ci wczorajsza porażka? Chcesz się zdołować?

– Milcz kobieto, ty tego nie zrozumiesz. Mówią, że piłkarze specjalnie przegrali, żeby PiS nie mógł ogłosić, że wygrana to ich zasługa, ha, ha, ha.

– Ale popatrz, nawet Darek położył się tyłem do telewizora. Mądry kotek – Dona pogłaskała zwierzątko. A meczu w którym Polki wygrały to tak nie nagłaśniają i nie komentują – feministycznie zauważyła.

– Ciesz się, że w Rzeszowie zostanie prezydentem Fijołek nie-pisowiec.

– To kropla w morzu potrzeb. Przecież Rzecznikiem Praw Obywatelskich będzie kobieta namaszczona przez nich jeśli senat też tę kandydaturę zatwierdzi.

– Bo jeszcze wielu polityków ma luzy w inteligencji.

– Toś dobrze powiedział. Przydałoby się te luzy wypełnić czymś mądrym.

– Trzeba by im zrobić trepanację czaszki.

Helena od paru dni zauważyła, że ma zawroty głowy. Musiała rano bardzo ostrożnie wstawać a potem tak samo poruszać się po domu i ulicy. Od lekarza usłyszała, że ma się postarać o skierowania do neurologa, okulisty i laryngologa oraz zrobić usg tętnic dogłowowych.

Zadzwoniła do przychodni, okazało się, że teraz są nie tylko e-recepty ale i e-skierowania.  

– Nie znoszę chodzenia po lekarzach – westchnęła. I poszła do Kawiarni Sąsiedzkiej „Firleja” na zajęcia rękodzielnicze. Wcześniej kupiła w lumpexie, za dwa złote, dżinsy. I w miłym towarzystwie prawie uszyła sobie torbę na zakupy oraz kapcie. Siedziała teraz w fotelu i wykańczała obie prace. Do torby doszywała uchwyty, czyli rączki. Nóżek nie trzeba było. Jeśli chodzi o nóżki to kapcie ale to dopiero jutro – postanowiła.

Przypomniała sobie jak ktoś kiedyś zapytał ją dlaczego nie chodzi do kościoła.

– Bo jestem wierząca – opowiedziała podobnie jak Tadeusz Konwicki.

Ukłuła się igłą słysząc, że rosyjskie portale zacytowały służbowe maile z prywatnej skrzynki mailowej Dworczyka. Politykom nie wolno w prywatnych skrzynkach przesyłać oficjalnych dokumentów. Hilary Clinton tak robiła i przegrała wybory prezydenckie.

Morawiecki na pytanie dziennikarki czy też w sprawach służbowych korzysta z prywatnej skrzynki wygłosił przemówienie: długie, głupie, nudne i nie na temat.

16 czerwca ma być w Genewie spotkanie prezydent USA Joe Biden – Putin. Helenie przypomniał się Chruszczow, który przemawiając w ONZ walił butem w mównicę. Putin raczej wyciągnąłby spluwę.

Za to Kaczyński ogłosił, że Rosja ma plany napadu na Polskę. Po to, żeby nam oddać wrak samolotu czy pomóc wybudować obiecane mieszkania i autostrady?

18 czerwca urodziny obchodzi WUC czyli Jar-Kacz. Na FB zapytano czego mu życzymy. Ja, aby wreszcie zrozumiał co, od wielu lat, robi i że doprowadza kraj oraz ludzi do upadku moralnego i gospodarczego.

Jest takie powiedzenie: „Jeśli sumienie cię nie gryzie to znaczy, że się już najadło”. Dla mnie to znaczy, że nie pomoże mu nic, nic się nie zmieni.

Czy to z tej okazji biskup Jędraszewski powiedział, że Polacy powinni podziękować Bogu za braci Kaczyńskich?

We wsi  Nowa Biała (Małopolska) w sobotę 19 czerwca pożar strawił 44 budynki – domy mieszkalne i gospodarcze. Dziewięć osób jest w szpitalu. Premier przyjechał i obiecał pomoc. Nos przy tych obiecankach trochę mu się wydłużył.

Także w sobotę na autostradzie A-6 koło Szczecina płonęły dwa czołgi.   Z lawet zsunęły się, zderzyły i doszło do samozapłonu. Taka hubka i krzesiwo tylko w ogromnym rozmiarze.  W dodatku, aby strażakom nie było za łatwo z ciężarówki wyciekła benzyna a upał dowalił od siebie. Jechały z manewrów w Drawsku Pomorskim do Żagania. Jaki minister obrony Mariusz Błaszczak, który używał prywatnej skrzynki mailowej do przesyłania służbowych wiadomości taka armia, takie manewry i transport.

– A to wszystko wina Afryki, czyli upału stamtąd płynącego. No i dwóch panów T. – Tuska i Trzaskowskiego – pomyślał Wacek ciągnąc się za lewe ucho. Poszedł do łazienki, aby wziąć chłodny prysznic z którego wodę użył potem do spłukania toalety.

Helena zastosowała zmasowane środki obrony przeciwupalnej (bo było 36 stopni) w postaci rolet, wentylatora, mokrych szmat na podłodze, chłodnego prysznica i wycierania się, co jakiś czas, mokrą bawelnianą szmatką.  Powtarzała sobie: jest mi zimno, o jak mi zimno ale nie zadziałało.

Do „Szkła kontaktowego” TVN widzowie przysyłają sms-y. Ostatnio:

SMS: jeden but prezesa popiera Gowina, a drugi Bielana.

SMS: Prezes nosi zawsze dwa prawe buty, bo jest prawy i sprawiedliwy.

SMS: każdy but z innej partii.

SMS: Prezes to nawet buty poróżnił.

Napisane 15. – 21.06.  2021 r.

Wirus karania (cz.78)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

**********************************************************************

Po obiedzie Mietek odprowadził gości aż do Parku Tołpy.

Wieczorem Wacek zadzwonił do córki pytając:

– Jak było?

– Całkiem sympatycznie ale zostałam uprzedzona, że nie mogę liczyć na ich dofinansowanie.

 – Ale przecież tego nie oczekujesz, prawda?

– Prawda. Jednak mamusia dba o swego synusia.

– Ha, ha, ha – zaśmiał się ojciec..

– Zaprosiłam ją na działkę i ona od razu zaproponowała, że syn wam pomoże ją ogarniać.

– To dobrze o niej świadczy – tak sądzę – powiedział ojciec.

– Tylko, że  Mietek tego nie potwierdził.

– To słabo to widzę.

– Ja też. Ale, ale, twoja nalewka bardo im smakowała.

– Chociaż tyle dobrego – ucieszył się Wacek.

– Nie, no obiad też był smaczny.

Helena oglądała program o Polakach mieszkających i pracujących poza krajem z którego dowiedziała się, że w Singapurze przewidziana prawem jest kara chłosty.

– Ooo, podesłałabym tam wszystkich polityków trzymających władzę i ich wyborców – zamarzyła bezinteresownie.

No i zaparzyła sobie kubek melisy, bo każde wspomnienie tych osobników bardzo ją denerwowało.

A biskup Jędraszewski znowu błysnął intelektem – powiedział, że psychoterapeuci są zagrożeniem dla Kościoła. No bo pokorny ludek, jak ma problemy psychiczne, powinien chodzić do księdza a nie do lekarza. Albowiem ksiądz tylko ma wysokie fachowe przygotowanie do pomagania w tym względzie. No, łaska  nieba na nich spływa nieustannie i oświeca. Szkoda, że nie wpłynęła na brak zachłanności na włości i na pedofilne zachowania.

No i dzięki politykom mamy nowe wiązki frazeologiczne:

– dogadać się jak Morawiecki z Czechami, czyli kłamać i nic nie załatwić

– wyjść jak Szumowski na maseczkach i respiratorach, czyli obłowić się

– pleść jak Suski na konferencji, czyli jak Piekarski na mękach.

Wacek zapukał do drzwi Heleny. Otwierając zdziwiła się, bo nie naciskała guzika domofonu.

– A co Ty tu robisz? Wyważyłeś bramę? – zapytała.

– Tak, kopem z prawem a potem z lewej – zażartował mało wytwornie.

– Na środek nie starczyło ci już pary?

– A nie, drzwi otworzyły się. Mogę wejść?

– Pewnie, zaraz nastawię wodę na herbatę. A może wolisz kawę lub melisę.

– Rzeczywiście melisy dużo nam trzeba.

– A coś nowego dobrego się stało?

– No jak to? Nie oglądała pani reportażu o kolejnych sekscesach i finansowych przekrętach w kościelnych kręgach? Tym razem w polskim seminarium w Stanach.

– Tak, oglądałam. To wszystko jest koszmarne. A reporter powiedział, że niezależnie czy to w Stanach, Chile, we Włoszech czy Polsce wszystko jest powiązane z Dziwiszem.

– Zepsutą wisienką na torcie „dobrej zmiany” i obliczem trzymających władzę jest poseł Ryszard T., który powiedział, że „opozycja jest chamska i niech spojrzy w lustro”

– Mam propozycję – niech ludzie wysyłają mu lustra, lusterka, lustereczka – rzuciła propozycję seniorka.

– Będzie siedział przed nimi i pytał: powiedz lustereczko przecie kto jest najpiękniejszy na świecie.

– Oraz najmądrzejszy i najlepiej wychowany – powiedziała Helena płucząc wrzątkiem fajansowy czajniczek, wsypując do niego kilka czubatych łyżeczek czarnej herbaty i zalewając gorącą wodą. Po kilu minutach nalała esencji do kubków i uzupełniła wodą.

– Na frasunek dobry trunek – stwierdziła stawiając napój Wackiem. Mam biszkopty i dżem.

– Więc je zjem – poprosił gość. Ale tak na serio, jak pani myśli co by się stało gdybym mu wysłał znalezione obok lub w śmietniku lustra?

– Pewnie byłoby jak w tej piosence „Bal weteranów:

O północy się zjawili jacyś dwaj cywili.

Mordy odrapane, włosy jak badyli,

Nic nikomu nie mówili, wszystkim przyłożyli,

Fest po mordach bili, ta jej, ta fest.

– Niech mnie pani nie straszy, bo wielką mam ochotę wysłać.

– To jako nadawcę podaj dane swojego wroga – zaproponowała Helena. Masz takiego?

– A co daleko szukać, podam dane Pinokia.

– A znasz jego prywatny adres?

– Poszukam w Internecie. Albo wiem – podam adres biura Solidarności Walczącej przy ulicy Nowowiejskiej.

– No, to jest dość złośliwy pomysł . Ale przyznaję, że świetny.

Napisane 8.06 – 10. 06. 2021 r.

Wirus odsyłania (cz. 77)

Przez jakiś czas będę tu w każdą sobotę i środę umieszczać kolejny odcinek „Wirusa”. Pod każdym jest data napisania, bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W niektóre poniedziałki będzie tu recenzja książki, inne opowiadanie lub prywatna opowieść. Miłej lektury 🙂

************************************************************************

Olga Tokarczuk udzieliła wywiadu włoskiej gazecie „Corriere Della Sera” („Kurier wieczorny”) w której porównała polską sytuację polityczno-  spoleczną z reżimem białoruskim.  Spadła na nią fala hejtu oraz zainicjowano akcję #odeślijoldzeksiążkę. Riposta była szybka – Fundacja OT odpowiedziała,  że w związku z licznymi pytaniami dotyczącymi akcji odsyłania książek, a także możliwości skorzystania z nich w zamian za wpłatę na rzecz fundacji podjęto decyzję, że wszystkie nadesłane egzemplarze zostaną przekazane w ramach wsparcia na aukcję charytatywną na rzecz organizacji walczących o prawa osób LGBT. Szach – mat!

Ryszard Terlecki – najpiękniejszy polski polityk popisał się wpisem na twitterze:

„Jeżeli Cichanouska chce reklamować antydemokratyczną opozycję w Polsce i występować na mityngu Trzaskowskiego, to niech szuka pomocy w Moskwie, a my popierajmy taką białoruską opozycję, która nie staje po stronie naszych przeciwników”. A potem jeszcze dodał równie coś mądrego na ten temat.

– Widać jego ostre hippisowskie balowanie nie tylko na twarzy ale w postępowaniu – skomentował Wacek.

Zadzwonił do córki:

– Czy w tę niedzielę idziecie do Mietka na obiad? Bo ostatnio odwołał wizytę.

-Jego mama źle się czuła to odwołał..

– Dobrze, bo przygotowałem dla niego flaszeczkę naleweczki.

– Oj, tato…

– Nie ojojoj mi tu. Trzeba go procentowo sprawdzić i w razie czego pijaka pogonić.

– Dobrze, już dobrze – westchnęła Kasia i odłożyła telefon.

Wyciągnęła z szafki na buty różne sznurki i oglądając serial „Co ludzie powiedzą” zaczęła robić szydełkiem myjki do naczyń.

– Dam po jednej tacie, Aldonie, pani Helenie i Mietkowi. Ciekawam jak zareaguje. Jeśli się obrazi to jest bucem i skoda na niego czasu.

Niedziela 6 czerwca świeciła słońcem, więc Kasia z synkiem przeszli piechotą przez Skwer Edyty Stein i  ulicą Ledóchowskiego doszli do Prusa. Po przejściu Jedności Narodowej znaleźli się na ulicy Kilińskiego.

Kasia niosła, w ozdobnej papierowej torebce, własnoręcznie wykonaną myjkę do naczyń i słoiczek dżemu od Aldony. Każda rzecz osobno zapakowana była w woreczek z tkaniny. Miała też doniczkowego fiołka afrykańskiego, bo wiedziała, że mama Mietka lubi te kwiatki. No i niedużą flaszeczkę  nalewką.

Drzwi otworzył Mietek, w koszuli z krawatem. Spodnie też miał.

Zaprosił gości do pokoju przedstawiając Kasię mamie Marii. Kasia przekazała prezenty i usiedli z Adasiem przy stole nakrytym obrusem w żółte kwiaty.

Maria była niewysoka, z krótkimi  siwymi włosami. Jej niebieskie oczy życzliwie spoglądały na gości.

– Syn mi mówił, że mieszkałaś w Anglii – zagadnęła.

– Tak, prawie osiem lat. Tam wyszłam za mąż i urodził się Adaś.

– A co robi twój mąż?

– Nie wiem, od rozwodu nie mamy kontaktu, nie interesuje się ani mną, ani synem.

– A płaci chociaż alimenty? – drążyła Maria masując prawe kolano.

– Niestety, okazało się, że jest obibokiem.

– To jak sobie radzisz?

– Jakoś muszę, pracuję zdalnie, mam 500+ i na skromne życie nam wystarcza.

– Bo Miecio też nie ma dużych dochodów i mnie pomaga, więc nie możesz na niego liczyć.

– Mamo – zaprotestował syn.

– No, co? Trzeba jasno postawić sprawę.

– To może zjedzmy obiad – zaproponował Mietek i poszedł do kuchni.

– Ty się, dziecko, nie obrażaj na mnie ale lepiej, żebyś wiedziała jaka jest sytuacja.

– Rozumiem – powiedziała Kasia skonfundowana trochę tą obcesowością. Pomyślała, że mamusia broni synka przed kobietami, żeby mieć go pod ręką i na każde zawołanie. I, że dobrze to nie wróży.

Obiad był dość tradycyjny – rosół z makaronem, pieczony kurczak z ziemniakami i mizerią oraz  kompot z truskawek.

Maria i Mietek pochwalili nalewkę Wacka. Na deser Mietek wyciągnął kupne biszkopty, posmarował je przyniesionym przez Kasię dżemem i podał na ładnym talerzyku. Do tego dodał miseczkę truskawek, cukier puder i miód.

– Ja nie umiem piec, a mama nie ma siły – wyjaśnił.

– Nic nie szkodzi. Lubimy truskawki – skwitowała Kasia. Na naszej wspólnej działce jeszcze nie ma.

– O, to masz działkę? – zainteresowała się Maria.

– Właściwie to tylko zapisana jest na mnie ale sfinansowana była przez panią Helenę i mojego tatę. Pracują tam on  i Edek z Aldoną. Ja nie mam czasu. Opowiadałam ci o tym – zwróciła się do Mietka. Jeśli ma pani ochotę to zapraszam.

– O, Mieciu – to może i ty czasem im pomożesz? – zasugerowała Maria.

Napisane 4.06. – 5.06. 2021 r.