Wirus dzielności (cz. 97)

Kolejny odcinek tej blogowej pandemiczno – optymistycznej powieści umieszczam w każdą sobotę. Pod tekstem podaję datę napisania bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W co drugi poniedziałek umieszczam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń.. Miłej lektury 🙂

***************************************************************

Niedziela 10 października pełna była protestów przeciw wyjściu Polski z Unii. W stolicy, napuszczeni i dotowani (3 miliony złotych) przez władzę narodowcy, popierali rząd swym chamstwem i butą. Dała im, a szczególnie jednemu,  odpór uczestniczka Powstania Warszawskiego Wanda Traczyk – Stawska mówiąc: Milcz głupi chłopie! Milcz chamie skończony!

Gdy Helena usłyszała, że rządzący geniusze inaczej postanowili zamienić zwrotki polskiego hymnu sięgnęła na półkę, wyciągnęła książeczkę pod tytułem „Polskie pieśni patriotyczne” i przeczytała:

Jeszcze Polska nie zginęła,

kiedy my żyjemy.

Co nam obca przemoc wzięła,

szablą odbierzemy.

Marsz, marsz Dąbrowski,

Z  ziemi włoskiej do Polski.

Za twoim przewodem

złączym się z narodem.

Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę,

będziem Polakami.

Dał nam przykład Bonaparte,

Jak zwyciężać mamy.

Marsz, marsz …

Jak Czarniecki do Poznania

po szwedzkim zaborze,

dla ojczyzny ratowania

wrócim się przez morze.

– Aaa, to Napoleon im przeszkadza bo nie lubił Kościoła. Mądry facet – pomyślała.

Wacek i Edek zmęczeni podwórkowymi poszukiwaniami usiedli na parkowej ławeczce popijając gorącą herbatę z kandyzowanym imbirem z kubków trzymających ciepło.

– Popatrz, nawet taki kubek ma odrobinę władzy – powiedział Wacek po dwóch łykach.

– Jaką władzę? Zwariowałeś?

– No, albo trzyma ciepło płynu, albo nie.

– Ty to lubisz zagmatwać prostą sprawę i polityka we wszystko ci się wciska, nawet do kubka.

– Taki kraj, takie czasy. Ale wiesz –  rzeczniczka Straży Granicznej powiedziała, że nie będzie odpowiadała na pytania dziennikarzy TVN24 bo są za trudne.

– Godna pochwały szczerość i naganny brak kompetencji.

– Przecież specjalnie taką wybrali – powiedział Wacek przechylając kubek i delektując się napojem.

– Pewnie jest krewną lub i znajomą jakiegoś ważniaka liżącego de Pis-owi.

– Bo na pewno nie kochanką, sądząc po urodzie.

– Zrobiłeś się złośliwy – stwierdził Edek

– A bo już mi brak sił do tego … – mężczyzna zawiesił głos.

Czwartek 7 października był pierwszym krokiem do polexitu. Trybunał Konstytucyjny uznał wyższość prawa krajowego nad europejskim.

– Czyli: nie będzie Unia pluć nam w twarz i łamania prawa zabraniać – pomyślała Helena.

No i mamy jak w tym powiedzeniu: „Każdy człowiek przypomina muchę w pajęczynie – nieodwracalnie złapany w sieć zależności. Ignacy Karpowicz

„Wszyscy się boimy ale to nie powód, aby siedzieć bezczynnie” G. I. Bishop

Krzysztof Skiba napisał na FB: Sensacja w świecie kulinariów. Trybunał Gastronomiczny uznał wyższość ruskich pierogów nad brukselką”.

Wacek zadzwonił do Kasi:

– Niech tobie i Adasiowi nie przyjdzie do głowy rysować kredą po chodniku.

– A co tak nagle przyszło ci do głowy?

– Nie nagle, tylko znajoma Justa z dziećmi została przegoniona z tego powodu, a nie było tam żadnych antypaństwowych haseł. Strażniko – portier powiedział,  że mieszkańcy tego nowego osiedla nie życzą sobie mieć tak zapaskudzonej powierzchni i on to musi zaraz zmyć.

– A ja czytałam w Internecie, że w Krakowie była podobna historia tylko napisy, pod siedzibą PiS w Krakowie,  pytały gdzie są dzieci i stwierdzały, że nikt nie jest nielegalny.

– I jeden z transparentów na niedzielnym pochodzie głosił: „Mam kredę na rękach”

– Tyle tylko, że posłowie wraz z senatorami mają to w nosie, że nie powiem dosadniej.

– Oj zbiera im się, zbiera.

– Mam nadzieję, że ten napęczniały wrzód szybko pęknie, bo nie mam do tego odporności i cierpliwości.

 Napisane – 6 – 10.10.2021 r.

Wirus wolnych mediów (cz. 87)

Kolejne odcinki będę dodawać w soboty, bo czas akcji prawie dogonił realny. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Co drugi poniedziałek dodam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń. Miłej lektury 🙂

******************************************************************

10 sierpnia protestowano w Warszawie przed Sejmem oraz w wielu innych miastach przeciwko zamachowi na TVN24. To media mają kontrolować władzę a nie władza media. Kaczyński chciałby być jak Putin ale kudy mu do niego. Podobni są tylko w dążeniu do ubezwłasnowolnienia obywateli i  mediów oraz zachłanności na kasę.

TVN24 to największa amerykańska inwestycja w Polsce.

Premier krzywousty zdymisjonował Gowina, szefa partii „Porozumienie”, z funkcji wicepremiera, ministra rozwoju, pracy i technologii. Zarzucają mu, że sabotował prace rządu. Pewnie rzucał sabotami. Ciekawe skąd je miał – czyżby z Holandii? Saboty (chodaki) były produkowane z jednego kawałka drewna, tak aby pasowały na stopę. Mogły być pełne lub bez pięty. Zwykle robiono je z  przez rok wysuszonego drewna bukowego.

W XIX wieku istniały dwa rodzaje francuskich sabotów:

– wielkie, toporne, robione z drewna wierzbowego lub topolowego, noszone przez biedotę, wypełniano je czasem słomą lub sianem, aby górna część nie obcierała stopy,

– zgrabniejsze, z drewna bukowego, orzecha włoskiego, brzozowego, jesionowego, czasem osikowego; wypolerowane, często ozdabiane skórą, futerkiem, bogato rzeźbione, noszone przez zamożniejszą ludność.

Saboty, chodaki, drewniaki kojarzy się głownie z Holandią. Do dzisiaj są one tam wytwarzane – około 3 milionów rocznie. W 1997 roku dostały certyfikat Unii Europejskiej.

W okresie staropolskim szlachta nosiła buty z cholewami do których wsypywano pociętą słomę zwaną sieczką jako ochronę przed przepoceniem obuwia. Wieczorem wypełnienie wysypywano. Biedniejsi nosili buty z niskimi cholewkami i wkładali do nich słomę.

Słoma z butów wychodzi wszystkim pisowcom.

Kukiz już czeka w blokach startowych? Poprzednio zdymisjonowano wiceministrę Annę Kornecką za skrytykowanie nowego, debilnego pomysłu rządowego o nazwie Nowy Ład. No, jak śmiała.

– Zostaliśmy wypchnięci ze Zjednoczonej Prawicy – stwierdził wyrzucony.

Edek i Wacek w czasie wędrówek po podwórkach spotkali kobietę wyrzucającą kilka worków odzieży, parę torebek, wieszaki i włóczkę, do pojemników. Zapytali dlaczego nie zaniesie tego do sklepu dobroczynnego

– Bo nie chce mi się tego prać – usłyszeli.

Co mogli to zabrali i przekazali, aby rzeczy te dostały nowe życie, a przy okazji pomóc w utrzymaniu schroniska dla bezdomnych. Przy okazji dowiedzieli się, że rzeczy przyjmowane są tylko w poniedziałki, wtorki i środy.

– Niektórzy kompletnie nie potrafią myśleć ekologicznie i społecznie – westchnął Wacek.

– A bo ty zawsze musisz nam dodać roboty – powiedział Edek układając odzież na przyczepce. Było brać tylko to co się nada do sprzedania a resztę olać.

– Uważaj żebym ja ciebie nie olał.

– Dobra, dobra, już nic powiedzieć nie można? Zdymisjonujesz mnie jak Wuc pana G?

– Ha, ha, ha – uważasz się za ministra?

– Jeśli ty za premiera to tak.

– Zastanowię się z tym premierostwem. Jakoś nie mam w kraju dobrego wzorca.

– Za mało kłamiesz?

– To też, no i nie noszę okularów, nie jestem krzywousty, nie mam żony i majątku, żeby go na nią przepisać.

– Kiepsko – podsumował Edek upychając pozyskane rzeczy.

– Ja nie żałuję. Być takim okazem  to trzeba mieć miedziane czoło i kompletny brak sumienia.

Kolejny raz marszałkini Witek nie uznała wyniku głosowania w sprawie lexTVN. Skojarzenia z filmem „Lot nad kukułczym gniazdem” cisną się same. Tam tez było głosowanie i jego anulowanie. Tyrania, despotyzm, zamordyzm, jedynowładztwo są tuż, tuż. A związane z tym „ścieżki zdrowia” już mamy na protestach. Więzienia się zapełnią opozycjonistami a przestępcy, złodzieje, pedofile, czarna i różowa mafia będą rządzić.

Jan Kochanowski „Odprawa posłów greckich”: „O nierządne królestwo i zginienia bliskie, gdzie ani prawa ważą, ani sprawiedliwość ma miejsce, a wszytko złotem kupić trzeba”.

Ostatnio przekupiony został Kukiz – szmata a nawet ściera a nie polityk.

 A na facebooku wierszyk Danuty Bojarskiej:

Cóż ci się stało prezesie?

Coś tam wyziera zza płota?

Do okna znowu cię niesie?

To ja, twa chamska hołota.

Czemu się znowu od rana

Kryjesz przede mną jak zbój?

Prawda już chyba jest znana:

Twój strach jest większy niż mój!

Skąd te sejmowe histerie?

Łapki machają jak wiatrak,

zniewag zapasy w rezerwie

„goryli” spora gromadka.

Gdy pokazują wieczorem

twą furią skrzywioną twarz

wiem, że choć jesteś potworem

twój strach jest większy niż nasz.

Niech strach ten cię nie opuszcza,

niech będzie przy tobie w snach

i młodym świtem niech puszcza

oko do ciebie ten strach.

Niech ci się stale wydaje,

Że z procy do ciebie mierzy,

bo tobie i twojej zgrai

ten strach się po prostu należy. 

Napisano 10.08 – 12.08.2021 r.

Wirus beznadziei (cz. 42)

Kolejny odcinek tej choć pandemicznej to optymistycznej powieści blogowej ukazuje się w każdą sobotę. Pod każdym tekstem podaję datę powstania, bo umieszczam w nim aktualne wydarzenia. Co drugą sobotę pojawia się tu albo recenzja książki, albo inne opowiadanie. Milej lektury.

****************************************************************************************

Następnego dnia czyli w niedzielę Wacek z dziką radością usłyszał potwierdzenie wiadomości, że Trump przegrał wybory. A w Internecie zobaczył nagranie amerykańskiej telewizji na którym dziennikarz przerwał nadawanie przemówienia tego prezydenta punktując wypowiedziane kłamstwa. Trump zamierza wytoczyć procesy, aby udowodnić, że wybory były sfałszowane.

– Przegrać z klasą dupek nie umie – skomentował Wacek. A już myślał, że jest pępkiem świata i wszyscy się nim zachwycają.

Zadzwonił do Edka i Heleny mówiąc:

– Zapraszam na balangę z okazji zmiany  na lepsze w Stanach. Ale balanga ma być składkowa. Ja mam dwa piwa, co dajecie?

– Dołożę bezalkoholowego szampana – zaoferowała Helena. I upiekę ciasto.

– Jesteśmy bez kasy, więc nie możemy się dołożyć, chyba że przyniesiemy dżem jabłkowo – dyniowy – powiedziała Aldona.

– To jesteśmy umówieni, proponuję godzinę czwartą. Odpowiada wam?

– Mam propozycję, aby przed spotkaniem iść na spacer do parku. Może namówisz Kasię, aby poszła z nami – spytała Helena.

– To jest dobra, a nawet słuszna koncepcja, zaraz do niej zadzwonię – stwierdził Wacek. Ale niezależnie od tego spotykamy się w samo południe nad stawem w Parku Tołpy.

Dzień był piękny, więc Kasia z synkiem poszła na plac dla dzieci a seniorzy powoli spacerowali po parku i skwerze Edyty Stein. Podnieśli parę kasztanów wierząc, że noszenie ich w kieszeni dobrze wpływa na samopoczucie.

– Ja masuję kasztanami dłonie idąc na zakupy – powiedziała Helena.

– Gdzieś wyczytałam, że podobno można prać w obranych kasztanach – dodała Aldona. Nigdy nie próbowałam.

– Wiem, że są orzechy piorące, raz nawet kupiłam ale one nadają się do prania prawie czystych rzeczy. Jak są większe zabrudzenia to już tak się nie sprawdzają – stwierdziła seniorka. Może z kasztanami też tak jest ale zapisałam sobie takie rady:

Zawsze należy owoce wyjąć z brązowych skorupek.

Do prania ręcznego: owoce należy wydłubać ze skorupek i pokroić na drobne kawałki lub, w miarę możliwości, rozetrzeć bokiem noża na papkę. Na jedno pranie powinno wystarczyć około 10 owoców. Roztarte kasztany przekładamy do garnka i zalewamy szklanką wody. Całość stawiamy na gaz, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy przez 10 minut. Następnie przelewamy miksturę (można odcedzić kawałki owoców) do miski, w której dokonamy prania.

Do pralki lepiej jest użyć niegotowanych kasztanów pokrojonych na cztery części i włożonych np. do zawiązanej skarpetki. Najlepsze jest to, że w ten sposób możemy za jednym razem wyprać ubrania kolorowe i białe, gdyż saponiny nie uwalniają kolorów z tkanin i dzięki temu nic nie zafarbuje. Do prania białych rzeczy warto dodać łyżkę sody oczyszczonej, aby biel była wyraźniejsza.

– No to zbieramy, czy żołędzie także? – schylając się zapytała Aldona.

– A nie wiem, Wacek sprawdź w Internecie, tylko ty masz dostęp.

– Ja też ale mniej czasu od taty – odezwała się Kasia dołączając do seniorów.

– No to idziemy do ciebie na świętowanie – zdecydował Wacek pokazując szyjkę butelki z piwem.

Uprzedzona wcześniej Kasia nie była zdziwiona. Goście zobaczyli nakryty stół – szklaneczki na napoje i talerzyki na ciasto.

Zdjęli maseczki, umyli dokładnie ręce i usiedli na niedawno pomalowanych krzesłach. Teraz były różne w kształcie ale jednakowe w kolorze.

– Czy myślicie, że zmiana prezydenta w USA spowoduje zmiany i u nas? – zadał trudne pytanie Wacek.

Zapadła cisza, przetrawiano trudny temat.

– Sądzę, że nie, PIS okopał się mocno. Polacy muszą naprawdę bardzo się uprzeć, aby odsunąć go od koryta władzy i pieniędzy – stwierdziła Helena.

– Proponuje pani zamach stanu? – zapytała Aldona.

– Zamach ale bezkrwawy. Bo na nowe wybory nie ma co liczyć.

– No to jedyną nadzieją jest śmierć prezesa a teraz i wicepremiera Kaczyńskiego.

– No, nie wiem czy to coś zmieni na lepsze. Po Leninie do władzy dorwał się Stalin. U nas może to być Macierewicz, a to nie jest dobra perspektywa – podsumował Wacek.

Seniorom czas bardzo szybko płynie. Ani się obejrzeli już była połowa listopada. Bieżące wydarzenia nie napawały optymizmem.

Coraz więcej ludzi umierało nie tylko na covid 19 a rząd uznał, że nie będzie ulegał wymaganiom Unii Europejskiej w sprawie przestrzegania praworządności i ma w nosie jej dotacje. Przyjęcie ich albowiem grozi Polsce utratą suwerenności. Niejaki Wójcik powiedział, że zgoda na praworządność to zgoda na kupowanie dzieci na targu i małżeństwa jednopłciowe.

Czy oni stołują się w jednym miejscu gdzie dosypują im czegoś szkodliwego do jedzenia?

Niepokornemu sędzi Igorowi Tuleyi zabrano immunitet.

Trwają protesty kobiet (błyskawica ich symbolem), policja ogrodziła Sejm i Senat barierkami, swoimi wozami i kordonem funkcjonariuszy. Pochód przeniósł się pod siedzibę TVP protestując przeciw nieustannym kłamstwom jakie nadaje telewizja publiczna.

Napisane 10/15.11.2020 rok

Wirus wkurzony (cz. 39)

Kolejne odcinki tej aktualnej powieści blogowej przeczytacie tu w każdą sobotę. Pod tekstem podaję datę, bo umieszczam aktualne wydarzenia. Wcześniejsze można przeczytać przewijając stronę w dół. W co drugą środę daję recenzję książki lub inne moje opowiadanie.

**************************************************************************

Źle się dzieje w państwie polskim – pomyślała Helena oglądając wiadomości w telewizji niepublicznej.

Zadzwonił telefon, seniorka odebrała widząc, że wyświetlił się numer Aldony.

– Dzień dobry, mam prośbę w imieniu Kasi.

– A dlaczego ona osobiście do mnie nie zadzwoniła?

– Bo trochę się pani boi – powiedziała Aldona.

– Boi? Dlaczego?

– Nie wiem, po prostu tak jest.

– No to o co chodzi?

– Zaplanowaliśmy, że wszyscy pójdziemy na manifestację protestującą przeciw działaniom rządu.

– Ale to Trybunał Konstytucyjny wydał taki wyrok przecież.

– Pani Heleno, wszyscy wiemy kto rządzi w kraju.

– Edek i Wacek też chcą protestować? – zdziwiła się Helena.

– Edek to nie bardzo ale go przekonałam. Właściwie on jest z tych dla których kobieta to trzy razy ka.

– A ty raczej wręcz odwrotnie?

– Ja jestem zwolenniczką partnerstwa i powoli go urabiam.

– Jeśli idzie na protest to znaczy, że z powodzeniem.-  A czy przygotowaliście jakieś hasła?

– No właśnie próbujemy wymyślić ale słabo nam idzie. Za to nazbieraliśmy sporo kartonów i mamy markery-pisaki. Może pani coś wymyśli?

– Czy to jest ta prośba  od Kasi?

– Nie, ona prosi, aby pani popilnowała Adasia. Nie chce go ze sobą ciągnąć.

– Słusznie, tam może być niebezpiecznie bo nie brakuje przemocowych facetów nie tylko z małym mózgiem.

– Ha, ha, ha – zareagowała Aldona. – Słyszałam, że „Kto się świnią urodził, kanarkiem nie będzie”.

– I miał rację. Zgadzam się zaopiekować dzieckiem ale tylko przez dwie godziny. Potem niech Kasia wraca a wy możecie tam zostać do końca.

– Ale pomyśli pani jakie hasła mamy napisać na kartonach?

– Pomyślę, pomyślę choć trudno będzie, bo tyle fajnych już widziałam w telewizyjnych relacjach.

– To Kasia do pani zadzwoni i umówicie się na dostarczenie Adasia, do widzenia.

– Co lepszego mogę wymyślić niż symbol protestów w postaci błyskawicy i haseł: „Rząd nie ciąża, da się usunąć”; „Kot może zostać”; „Rząd taki gibki, że wchodzi nam w cipki”, „Trzeba było nas nie wkurzać”; „Jeszcze Polka nie zginęła”; „Wara od mojego ciała”; „Nie chcemy być podręcznymi”; „Duda myśli, że In vitro to pizzeria”; „Jest tak źle, że przyszli nawet introwertycy”; „Przestańcie, kończą mi się kartony”; „Przepraszamy za utrudnienia, mamy rząd do obalenia”; „Nasza godność, wasza podłość”; „Rządzie weź i sam się obal, ile można spacerować?”; „Ja ci nie każę, ty mi nie zabraniaj”; „Twój kot woli Tuska”; „Veni, vidi, vkurwi”; „Wokulskiemu lepiej szło z Łęcką niż wam z rządzeniem”..

– Swoją drogą dumna jestem z wrocławianki Mart Lempart, organizatorki wielu protestów. I z posłanki Klaudii Jachiry. Od tygodnia trwają protesty a te betony nie kruszeją, a największy z nich nawołuje do wojny domowej. Pewnie obmyśla wprowadzenie stanu wojennego, żeby wszystkich wziąć za mordę. I co – sam się internuje bo go w 1981 ten zaszczyt nie spotkał? Tak sobie Helena rozmawiała sama ze sobą będąc pewna, że rozmawia z kimś inteligentnym.

Kasia zgodnie z umową przyprowadziła synka jednocześnie przynosząc parę jego zabawek, kredki, kartki papieru, ulubiony sok i dwa jabłka. Zdjęła dziecku kurtkę i czapkę, powiesiła na wieszaku w przedpokoju.

– Bardzo proszę mu nie dawać słodyczy, najwyżej budyń lub kisiel.

– Pamiętaj, wróć za dwie godziny – przypomniała Helena.

– Gdzie będziesz się bawił, na dywanie czy przy stole? – zapytała malca.

– Na dywanie, zrobię wyścigi samochodów i będę jak Kubica.

Adaś zaczął swoją zabawę, a Helena włączyła wymyślanie haseł. „Jestem kobietą, a nie makietą”; „Uwaga nadchodzę – rewolucja”; „Oddajcie stołki durne matołki”; „Drogi prezesie zamieszkaj w lesie”; „Skończył się wasz czas, bierzcie nogi za pas”;

Napisane 29.10.2020 r.