Wirus zdołowany (cz. 92)

Kolejny odcinek tej blogowej pandemiczno – optymistycznej powieści umieszczam w każdą sobotę. Pod tekstem podaję datę napisania bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W co drugi poniedziałek umieszczam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń.. Miłej lektury 🙂

***********************************************************

Smutna Helena, smutna Aldona, smutni uczniowie i nauczyciele, smutny kraj. Za to wesoły premier, Wuc i reszta trzymająca władzę.

Na FB ogłoszono konkurs na najgorszych członków Rady Ministrów, oto wyniki:

Jarosław Kaczyński – Naczelnik, słońce narodu, ale hobbystycznie też wicepremier, a przede wszystkim premier; osoba odpowiedzialna za bezpieczeństwo (przynajmniej wedle powołania), którego bezpieczeństwa broni podczas protestów połowa zasobów policyjnych z okolicy

Przemysław Czarnek – minister oświaty i oświecenia, znany przede wszystkim ze swojego umiłowania do cnót niewieścich i słów o tym, że „ci ludzie nie są równi ludziom normalnym”; zna się na jądrach i rozszczepianiu

Zbigniew Ziobro – najbardziej irytująca cyfra; twarde jądro polskiej suwerenności; wobec dylematu: opuścić rząd vs. opuścić Unię nie miałby wątpliwości.

Temu ostatniemu stacja TVN dala pstryczka w kłamstwa, które opowiadał na konferencji prasowej. I bardzo dobrze.

Środa 8 września była bardo słoneczna, więc w ramach spaceru Helena z pomocą Aldony zaniosły do sklepu dobroczynnego niepotrzebne im rzeczy, własne i znalezione przez duet EdWac.

Przeszły też na Nadodrze, bo dowiedziały się, że otworzono, po remoncie,  dużą Biedronkę. I przekonały się, że zrobiono to przedwcześnie. Na salach chaos, pracownicy  obłędem w oczach rozkładają towar, głos z sufitu namawia, aby skorzystać z szalonej promocji, czyli kupowania czterech produktów. Miało być dobrze a wyszło jak zwykle. Przeszły więc do sklepu „Kolor Zielony”, bo usłyszały, że działać będzie tylko do końca września, co je zmartwiło. Z półeczki „daj niepotrzebne – weź przydatne” zabrały książki, które po przeczytaniu przekażą dalej.

Wacek pomyślał, że zacznie naśladować Helenę w piciu hektolitrów melisy, bo przeczytał, że pracownik TVP zaproponował, aby Polska wysłała do Brukseli 12. Dywizję Zmechanizowaną, żeby wytłumaczyła Komisji Europejskiej jakie jest polskie stanowisko w sprawie straszenia, kar i wstrzymywania środków dla Polski. Bo przez Niemcy przejdą w jeden dzień.

– O, mój borze szumiący! Spuść bombę na tę i wszystkie inne, głupią trąbę – podsumował. Kolejny debil nad debilami.”Mein Kampf” się naczytał i zaczadził treścią.

Dobiła go informacja Kancelarii Prezydenta, że tenże lecąc na Węgry wylądował w Bukareszcie i spotkał tam Orbana.

– O, czyli Rumuni białoruskim sposobem zmusili samolot do lądowania. A Orbana spili, porwali i Dudzie dostarczyli. No, co to się dzieje, co się dzieje, panie dzieju. Melisa mi nie pomaga, chyba zacznę coś wciągać. Pamiętam ze „Strasznego dworu” taką radę: zażyj tabaki.

Wpiszę w Internet pytanie gdzie ją można nabyć. Będę tabaczarzem albo tabacznikiem. I nie będę zatruwał innych tylko siebie.

Chwilę później.

– O kurczę, Duda dostał od Węgrów „Wielki Krzyż z Łańcuchem i  Złotopromienną Gwiazdą Węgierskiego Krzyża Zasługi”. Jedno odznaczenie i dwa krzyże. Ciekawe czym się odwdzięczy? Długopisem? Trzymający naszą władzę powinni ustanowić „order wstecznictwa i machlojstwa”.

A w Świdnicy Maciej W. prokurator pod wpływem procentów biegał po mieście golusieńki. No przecież jest upał, więc o co chodzi? Ma przecież prawo być naturystą. Może dzięki temu dostanie awans i zacnie pracować w budynku Prokuratury Krajowej, zakupionym za 136 milionów a remont kosztował 34 miliony. Tam to sobie będzie latać nago do woli. W godzinach pracy i poza nimi. Bo prawda jest naga tak jak ten król i cały PiS. Ale tylko nieliczni to widzą. Objawienie jej zaczęło się od Świdnicy. Inne miasta zazdroszczą i czekają na bieg swoich prokuratorów, sędziów i adwokatów a nawet notariuszy. Biegnijcie, prawnicy, biegnijcie.

Wysoka temperatura rzuciła się na łeb złodziejowi auta na stacji benzynowej gdy właściciel płacił za benzynę. W aucie był doberman ale nie zagryzł złodzieja.

– Jednak szkoda, że go choć troszkę nie potarmosił – pomyślał Wacek.

Dziennikarka zapytała premiera – Pinokia ile kosztuje bochenek chleba, w odpowiedzi usłyszała bełkot o doli chłopa polskiego, czyli świetnie, że rosną ceny bo rosną ceny skupu. I, że rząd szaleńczo oraz opętańczo dba o dobrostan emerytów.

Słysząc to  Helena dostała nerwowego chichotu a potem czkawki.

Przeszła do kuchni, napiła się wody i postanowiła upiec muffinki.

A Wacek zaczął cichutko bluzgać po wiadomości, że Suski w Radomiu powiedział: Polska walczyła z okupantem niemieckim, rosyjskim a tera będzie z brukselskim.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel po 16 latach odchodzi ze stanowiska i z pożegnalną wizytą odwiedza różne kraje. Była w Polsce, a PAD – prezydent długopis wyjechał, na narty śnieżne czy wodne – nieważne. Nie zdążyli przygotować mu przemówienia czy bał się,  że TVN, tak jak Ziobrze, przerwie transmisję i sprostuje kłamstwa? Za to Krzywousty, jak zwykle, plótł jak Piekarski na mękach.

– Współczuję tłumaczowi – powiedziała Aldona. Przekładać tę paplaninę to nie lada zadanie. Powinna to robić Agata Duda.

– No i  dzisiaj jest 20 rocznica ataku terrorystycznego na World Trade Center – dodał Edek głaszcząc Pana Kota.

– Ziemia to nie jest ani miłe ani bezpieczne miejsce – stwierdziła kobieta  szyjąc na maszynie kolejną torbę  z dżinsów znalezionych przy śmietniku lub kupionych na wyprzedaży w lumpexie.

– A my nie mamy wyboru, nie możemy polecieć na inną, lepszą planetę.

– I nie wiadomo czy taka jest we wszechświecie. Może jesteśmy sami?

Dyrektor szkoły w Krakowie wezwał na przesłuchanie rodziców ucznia niechodzącego na religię. A co na to Konstytucja i wolność wyznania? Nic, bo dyro wie lepiej. Powstał już mem: na fotelu siedzi kościotrup i podpis: dyrektor czekający aż przyjdę i wyjaśnię, dlaczego moje dziecko nie chodzi na lekcje religii.

Napisane 8 –13 .09.21 r.

Wirus deja vu (43)

  Kolejne odcinki tej aktualnej powieści ukazują się w każdą sobotę. Co drugą środę pojawia się ( nie znika mam nadzieję) tu recenzja książki lub inne moje opowiadanie. Milej lektury 🙂

*********************************************************************

Helena po śniadaniu przygotowała sobie duży kubek melisy i włączyła telewizor, aby obejrzeć TVN-owskie „Fakty”. Wiedziała, że miło nie będzie. I nie było. Kaczyński zarzucił opozycji, że ma krew na rękach, wszyscy oni będą siedzieć i żeby zdjęli te esesmańskie błyskawice, bo dopuścili się zbrodni. A jest szefem resortu bezpieczeństwa.

– Czy jest jakaś medyczna specjalizacja, która leczy takie osobniki? Bo psychiatria to chyba za mało. Słusznie ludzie gwałtownie reagują nawet używając  słów uznawanych za obelżywe, czyli ”jebać PiS” i „wypierdalać”– stwierdziła seniorka uspakajając się melisą.

Nie zdążyła wypić wszystkiego gdy zobaczyła jak policja otacza kordonek protestujące kobiety i puszcza na nie gaz  niektóre przemocą wpychając do radiowozu.

Wacek na facebooku przeczytał wpis Mariusza Szczygła, że odporność należy wzmacniać literaturą a piosenka „Majteczki w kropeczki” zubaża nasz system immunologiczny. Twórca tego hitu disco polo otrzymał od Ministerstwa Kultury ponad pół miliona dotacji jako rekompensatę za straty na skutek odwołania koncertów. W dodatku, jako ten mądry inaczej, tfurca wyraził się pogardliwie o zespole „Kult”, któremu do pięt nie dorasta. W konsekwencji ludzie zaczęli masowo kupować płyty tego zespołu, czyli „Kultu”. Dotacje zatrzymano na skutek protestów.

Wszystko w naszym kraju stanęło na głowie, niekompetencja, chamstwo i prostactwo dorwało się do władzy i kasy. Znowu mamy dyktaturę ciemniaków – pomyślał Wacek.

Przywódczyni strajku kobiet Marta Lempart dostała zakaz wstępu do sejmu – boją się jednej kobiety, czy co?

Na stadionie narodowym w stolicy zorganizowano szpital, gdzie są łóżka z czasów wczesnego Gierka, pobiera z budżetu państwa osiem razy więcej dotacji niż inne placówki i przebywa tam 25-30  pacjentów. Miesięczna ich dotacja  wynosi 21,5 mln złotych, czyli na jednego pacjenta 800 000. I kto śmie mówić, że służba zdrowia jest u nas niedofinansowana.

Rządowa tuba czyli TVP ustami premiera – Pinokia mówi, że puste sale świadczą o tym, że nie ma wielu chorych. To dlaczego biorą kasę z NFZ?

Wacek potarł sobie energicznie czoło, pomasował skronie ale i tak niczego nie zrozumiał.

Zadzwonił do Edka.

– Słuchaj, mam ochotę dać komuś w mordę!

– Ale co się stało?

– Jak to co? Wiesz co się dzieje w kraju?

– No, słuchamy radia, przecież wiesz, że nie mamy ani telewizora, ani komputera.

– Na profilu facebooka „Uwaga śmieciarka jedzie” ktoś chce oddać sprawny telewizor, chcecie?

– Pewnie ale potrzebna będzie antena.

– Nie bój nic, mam znajomego zainstaluje ci i to.

– Drogo to będzie?

– Damy radę, nie bój nic.

– To fajne, dzięki. Kiedy jedziemy odebrać telewizor.

– Umówiłem się na dzisiaj na godz. 15.

– Jak to daleko?

– Uśmiejesz się, na placu Bema.

– No to piechotą możemy.

– Ale mamy wózek to dźwigać nie będziemy.

– I to jest druga bardzo dobra wiadomość w tym oceanie krajowej beznadziei – stwierdził Edek.

– Nie możemy opuszczać rąk i majtek. Będę śledził ten profil, ludzie oddają tam różne fajne rzeczy, podają też miejsca gdzie leżą obok śmietników wystawione przedmioty, można będzie uzupełnić swoje posiadanie.

– Ale sprzedawać tego nie możemy? – zmartwił się Edek.

– Tych rzeczy z ogłoszenia to nie, ale wystawione to tak jak zwykle – do domu i do sprzedania. A jak idzie Aldonie w pracy?

– Ludzie się boją i nie wpuszczają obcych do domu, więc z ankietami koniec. Ale pomaga w domu tym seniorom, których poznała na początku. Ich sąsiedzi w podobnym wieku też korzystają z jej usług, więc finansowo jakoś dajemy radę. Aldona narobiła przetworów  z owoców i warzyw więc mamy zapasy.

– To świetnie. Kasia nauczyła się piec bardzo dobry chleb i na drożdżach, i na zakwasie to może ją też nauczyć. Zawsze to taniej niż w sklepie.

– Dobra, powiem jej. Pewnie znowu zagoni mnie do roboty.

– Ty leniu, w porównaniu z tym co miałeś gdy się poznaliśmy żyjesz jak król a nawet cysorz.

– Jaki cysorz? Zwariowałeś?

– No ten, o którym napisał Andrzej Waligórski a śpiewał Chyła.

– Aaa, ten co to miał klawe życie.

– Ten właśnie. Wracając do konkretów to masz być u mnie o wpół do trzeciej. Pójdziemy po telewizor.

Napisane 19/25.11.2020 r.

Rady baronowej

Baronowa Staffe – Zwyczaje towarzyskie (tłumaczenie z języka francuskiego M.N. B., prawdopodobnie wyd. przez K.S. Jakubowskiego, Lwów, około roku 1900), str. 271

(w moim egzemplarzu brak strony tytułowej, metryczki, wydawcy, roku wydania, spisu treści)

O autorce:

Naprawdę nazywała się Blanche Augustine Angele Soyer. Staffe to panieńskie nazwisko jej babki. Nie była baronową, sama nadała sobie ten tytuł, aby dodać wiarygodności.  Pochodziła z wojskowej rodziny. Urodziła się w belgijskich Ardenach w 1843 roku. Zmarła w 1911. Była pisarką i dziennikarką. Wydała kilkanaście poradników, łącznie z kalendarzami „Agenda Baron Staffe” (1896,1898, 1899); „Dziennik baronessy Staffe”  z 1989 roku.

Najbardziej znane to: „Zasady etykiety  we współczesnym społeczeństwie” wydane w Paryżu, w  1889 roku, „Praktyczne wskazówki dotyczące elegancji odzieży damskiej” oraz „Piękność i zdrowie. Praktyczne rady, wskazówki i przepisy dla kobiet”.

O książce:

Zawiera ona rady dotyczące elegancji; małżeństwa, chrztu, pogrzebu, żałoby, gościnności, omawia stosunek panów do służby (teraz byłby to też szefów do podwładnych), jak przeprowadzać rozmowy („nikomu nie wolno urażać drugiego w tem, co mu jest drogie), jakie i komu dawać podarunki; jaka powinna być młoda kobieta i gentleman, omówione zostały też wizyty, obiady, śniadania, bale, korespondencja, chrzest itd.

Nie omawiam tu całej książki, przepisałam tylko poniższy rozdział dla Kawiarni Sąsiedzkiej „Firleja”, która zbiera od sąsiadów (bliższych i dalszych) sprawdzone przepisy kulinarne wraz ze swoimi (nie z Internetu) zdjęciami.

Rozdział  Spis potraw

W miastach podają raczej wytwornie niż obficie: na partykularzu [miejscowość odcięta od ośrodków życia umysłowego] zaś przeciwnie. Jest to jednak względne i zależy najczęściej od stosunków majątkowych miejscowości.

Na obiadach ceremonialnych są ryby, że tak powiem, prawie konieczne, bo już od czasu Rzymian były i są zawsze te mieszkanki wodnych głębin w łaskach u smakoszy.

„Ryby – mówi Montaigne – miały zawsze ten przywilej, że magnaci chlubili się, znając sposób ich przyprawiania”. Ryby wielkie podaje się na półmisku, ubranym u brzegu kwiatami, stosownie do pory. Do ryby daje się dwa odmienne sosy, bo jak przysłowie mówi: „sos stanowi właściwie o dobroci ryby”.

Podaje go się dwojako, aby wszystkim dogodzić, nie wszyscy bowiem jedno lubią: ktoś najlepiej lubi szczupaka w sosie holenderskim [masło, żółtka, sok z cytryny, sól, pieprz], ktoś inny nie znosi go w białym sosie itd.

Na początku idą mięsa wołowe, baranie lub cielęce, drób, dziczyzna, bądź pierzasta, bądź czworonoga. Tak pieczyste jak ryby powinny być, o ile można, duże. Jarzyny według pory, n.p. zimą kalafiory, szpinak, brukselka, selery i.t.p.

Słodkie leguminy, choćby najprostsze, powinny być przyrządzone bardzo starannie, bo przez to stają się wytwornemi, a nawet wyszukanemi. Wety [słodki deser] jak można najobfitsze, owoce zupełnie dojrzałe i bez plamek; kompoty bez zarzutu. Ciasta i cukierki są również bardzo pożądane.

N.B. [nota bene] Dostawki: jak masło, ser, sardynki, i.t.d. są wykluczone z obiadów – za to całkiem na miejscu są przy śniadaniu; jakkolwiek u nas wódeczka z zakąskami przed obiadem wcale nie wadzi.

Oto porządek, w jakim należy podawać na stół potrawy: zupa, jedno lub kilka dań ryby, na drugiem miejscu przychodzi zwykle mięso wołowe albo polędwica; dalej potrawy zaostrzające apetyt: jak pulardy [młoda, nierozwinięta płciowo kura] (a la financiere), kuropatwy w bigosie, mleczka cielęce szpikowane na listkach cykorii – zając w potrawie i.t.d.  Następnie pieczyste, których bywa trzy rodzaje, albo tylko jeden, co zupełnie wystarczy: jarząbki, raki (a la bordelaise), szynka w galarecie, lub zwykłe kurczę, tylko bardzo białe i kruche.

– Sałata – Jarzyna: jedna lub dwie.

  – Leguminy słodkie, dwie lub cztery – może być i jedna. Lody – (nie są konieczne). – Wety: naprzód owoce świeże, potem w kompotach, konfiturach, nakoniec ciasta, cukierki i owoce w cukrze smażone.

Wina podają na stół w tym porządku: po zupie maderę, albo portwein, sycylijskie lub zwyczajne. Podczas pierwszego dania słabsze bordeaux, albo burgundzkie, lub też w dalszym ciągu zwyczajne. Przed pieczenią reńskie (niekoniecznie). Przy drugiem daniu mocne bordeaux, burgundzkie, albo wino zwyczajne ale droższe. Przy leguminach xeres; na wety wina: muskat, alicante (białe), tokajskie i.t.d.

W  niektórych domach podają od samego początku słodkie wina francuskie, mrożone lub nie, bo wiele osób lubi co chwilę pokrzepiać się tym ożywczym napojem.

Dodajmy jeszcze, że w domach gdzie tradycyjnie zachowują i stosują się do pewnych prawideł gastronomicznych, podają raczej wina doskonałe niż rozmaite bez końca; Vin de Cap, dwa gatunki Bordeaux albo dwojakie burgundzkie, wino cypryjskie, a przy samym końcu wetów – szampan. Ten iskrzący się napój ziemi staro-galickiej zdaje się być niezbędnym dla zakończenia obiadu  wystawnego i proszonego, o którym mowa.

Uwaga do purystów językowych, gramatycznych, ortograficznych: tekst przepisałam dosłownie.

Więcej przeczytacie na: https://medicus.lublin.pl/article/recepty-falszywej-baronowej/