Życzenia

Wam, Polsce i sobie życzę WOLNOŚCI od złych rządów zarówno świeckich jak i kościelnych.

A w ramach przykładu zwycięskiej walki dobra ze złem dzisiejszy wpis Mariusza Szczygła na facebooku:

Zamawiam taksówkę. Dzwoni kierowca: „Czy mogę być z psem?”.
„A jakie imię?” – pytam.
„Dariusz” – słyszę odpowiedź.
„Pies Dariusz?”.
„Nie, to ja, a pies – Leila”.
„A da się Leila pogłaskać?”.
„Oczywiście”.
„To jadę”.
W samochodzie combi okazuje się, że Leila jeździ z tyłu za siedzeniami,
w części towarowej.
„Bo, panie Mariuszu, ona jest ze schroniska. Sąd ją odebrał okropnej właścicielce,
lepiej nie wchodzić w szczegóły. Dlatego chyba nie akceptuje kobiet.
Zostawiam ją z żoną i ona zmusza ją, żeby do mnie dzwoniła”.
„Jak to zmusza?”.
„Zauważyła, że kiedy dzwonię na komórkę, to szybko potem jestem w domu.
I rzeczywiście najczęściej mówię: już zjeżdżam. Usłyszała mój głos przez telefon
i uważa, że on zapewnia moją obecność. Zaczęła więc przynosić żonie komórkę,
kiedy mnie długo nie ma. Ewidentnie chce, żeby żona zadzwoniła czyli zapewniła
moją obecność. Nie ma ten pies serca do żony. Skoro tak tęskni,
postanowiłem ją wozić jako pasażerkę. I jeździ już tak dwa lata.
Oczywiście zawsze pytam, czy mogę podjechać z psem.
Może pan ją głaskać do woli”.

Wirus wstydu (cz. 91)

Kolejny odcinek tej blogowej pandemiczno – optymistycznej powieści umieszczam w każdą sobotę. Pod tekstem podaję date napisania bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W co drugi poniedziałek umieszczam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń.. Miłej lektury 🙂

***************************************************************************

Początek września nie przyniósł poprawy sytuacji międzynarodowej i krajowej.

Aldona zaprosiła panią Helenę na herbatę z drożdżówkami i plotkami.

– Jak pani myśli, czy ukarzą tych policjantów, którzy zabili 25 – letniego chłopaka w Lubinie?

– A ukarali  za zabitego w 2016? – odpowiedziała retorycznie seniorka.

– Czy wie pani, że przed liceum ogólnokształcącym w Częstochowie demonstranci przy dźwiękach „Wolność kocham i rozumiem” wykrzykiwali do marszałkini Witek: „Oszustka! Będziesz siedzieć! Zawsze będziesz szła sama!”

– Kto zasłużył ten ma. Wszyscy z PiS trzymający władzę powinni na długie lata wylądować w więzieniu, gdzie będą wykonywać najcięższe i najbrudniejsze prace. No i powinni skonfiskować im majątki, nawet te przepisane na rodzinę.

– Popieram z całego serca.

– A co myślisz o stanie wyjątkowym na naszej wschodniej granicy?

– Według mnie to przygotowanie do takiego w całym kraju, bo zbliżają się a oni wiedzą, że przegrają. I zrobią wszystko, aby wyborów nie było.

– No i dzięki tym typom funduszy europejskich dla Polski nie będzie, bo łamią konstytucję.  Ziobro plecie o szantażu a Pinokio, że nikt (znaczy UE) nas nie będzie pouczał czym jest demokracja i praworządność, bo Polska ma  długoletnią i szlachetną historię walki tradycję walki  wszelkimi rodzajami despotyzmu i totalitaryzmu.

– A ratownicy medyczni gremialnie strajkują, bo posłowie ciągle sobie podwyższają pobory mając innych w pogardzie. Przez tych hm hm zginał 10-latek, który spadł z drabiny na lekcji wf-u. Nie było karetki więc ściągnięto helikopter z sąsiedniego województwa ale było za późno. Pamiętam jak w podstawówce spadła na podłogę duża siatka zabezpieczająca okno. Na szczęście nikomu na głowę i nie było ofiar.

– No przecież rząd się sam wyżywi i uzdrowi.

– I nie jest to dobra wiadomość.

Obie panie siedziały ze smutnymi minami. Pan Kot Darek obudził się, przeciągnął, wylizał ogonek i podszedł do Aldony.

– Miau – powiedział.

– Chce jedzenia czy głasków? – zapytała Helena.

– Najpierw jedzenia, potem drapania po główce i miziania a na koniec głowy mu nie zawracania bo czeka na Edka.

– I jak mu idzie wyprowadzanie psów?

– A wie pani, że dobrze? Rano chętnie wstaje, nie marudzi, opowiada co i kogo spotkali po drodze, jaką kupkę który zrobił, gdzie są najlepsze tereny spacerowe.

– Czyli zmienił się na lepsze?

– Odrobinę ale tak.

– Ruch na świeżym powietrzu i pieniądze dobrze mu zrobiły. Byle mu palma ważności nie odbiła, bo tak bywa z tymi, którzy długo byli w życiowym dołku.

– A widziała pani mural w Opolu przedstawiający Krzysztofa Krawczyka?

– Nie, śliczny jest?

– Bardzo, wygląda jak Pablo Escobar, słynny handlarz narkotykami i żeby nie było co do tego wątpliwości dodano mu palmy i słońce.

– Może dlatego, że mu na starość odbiła religijna palma?

– Ha, ha, ha – nie zapytano autora co miał na myśli. Skiba na facebooku zasugerował, ze malarz jest fanem pewnej gry komputerowej i stąd ta estetyka. No i piosenkarz przyznał się, że używek sobie nie  żałował a nawet był uzależniony.

– Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze – ktoś z krewnych i znajomych królika musiał zarobić.

– Tak jak wszyscy piosenkarze, niby oburzeni postępowaniem PiS ale dla kasy występowali na festiwalu w Opolu.

– Oprócz Beaty Kozidrak, którą złapali jak prowadziła auto pod dużym wpływem procentów.

– Zapomniała o hasełku: „Piłeś – nie jedź”.

– Pewnie niedługo opolanie doczekają się muralu z Edytą Górniak.

– Spodziewam się, że będzie na nim płaska Ziemia i przekreślona strzykawka.

– Są nie za mądrzy ludzie, którzy powinni tylko wykonywać swój zawód a poza tym milczeć.

– Tylko kto ich do tego zmusi, przecież oni są przekonani, że mają rację.

– I to jest ten największy kłopot, że głupcy nie mają wątpliwości.- Za to w Tychach jest całkiem przyzwoity mural przedstawiający Rydla. Ktoś skomentował – udany bo nie na zlecenie PiS-u.

– I pewnie miał rację.

Napisane 3.09 – 6.09.2021 r.

Ślub z przeszkodami

Marta Matyszczak – Las i ciemność, Wydawn. Dolnośląskie Wrocław 2020; seria „Kryminał pod psem” t. 8

WSTĘP:

„Las na zawsze pozostanie

Domem twoim aż po grób.

Choćbyś bardzo tego nie chciał

Serce, dusze oddasz mu.

O autorce:

Marta Matyszczak urodziła się w Chorzowie. Ukończyła politologię o specjalności dziennikarskiej na Uniwersytecie Śląskim. Jest dziennikarką, autorką scenariuszy, fars teatralnych i gier typu Virtual Reality.

Prowadzi Kawiarenkę Kryminalną portal poświęcony literaturze kryminalnej.

Napisała cykl ośmiu „kryminałów pod psem”, którym jest Gucio, kundel przygarnięty ze schroniska.

O książce:

Akcja zaczyna się gdy Mirela Bąk płynie kajakiem z synem Karolkiem, który był leniwy jak buła z margaryną. Przy  śluzie Paniewo zobaczyli w wodzie trupa.

„Las i ciemność” to kolejny tom o psie Guciu, detektywie Szymonie Solańskim i jego ukochanej dziennikarce Róży Kwiatkowskiej. Ona go kocha od lat szkolnych, on jak to facet a to kocha, a to się miga. Ale stanęło na tym, że ślub wezmą w Puszczy Augustowskiej. Pewnie nasłuchali się piosenki „Augustowskie noce”. A, nie – facetowi się zdawało, że narzeczona spędziła tam piękne wakacje i miło je wspomina. Miało być dobrze a wyszło jak zwykle. Zamiast rozkoszy we dwoje w apartamencie Róża samotnie  sypia  w przyczepie kempingowej, mało wypasionej. A to wszystko z zazdrości, bo weddingplanerka jest śliczna, więc panna młoda odwołała planowanie uroczystości, w tym rezerwację pokoju i sali.

Jest to kryminał „z przymrużeniem oka”, więc autorka bawi się nazwiskami: Szymon Solański (dwa S), Róża Kwiatkowska (florystycznie), policjant to Jędrzej Dychał. Poza tym aspirant nosi nazwisko Barański, a dziennikarz Olek Szpon. Jest też złośliwa, bo mafiozo Albin jest konusem i nie ma kciuka.

Bardzo znaczącą, ale tu go mało,  postacią jest pies Gucio – lokalny patriotyzm wyrażający za pomocą preferowania kiełbasy śląskiej.

No i nie znosi konkurencji w postaci kocimoczów, czyli kotów.

Uważa, że „Psa się nie porzuca, nigdy i nigdzie”. I tu się zgadzam.

Mamy w książce też wspomnienia sprzed 19 lat, które wiążą się z teraźniejszością. Nieudane wakacje Róży spędzone w tym samym miejscu z koleżankami, które są wredne i ją tępią. A ona jest wysoka, gruba i z kompleksami. Ukochany Szymuś miał przyjechać ale został w domu. Nie tak miało być przecież.

Teraz jest nie lepiej ale ma choć satysfakcję, że schudła i nareszcie wychodzi za mąż a wiejska niegdyś piękność zbrzydła, dwaj koledzy utyli i wyłysieli, wredną koleżankę mąż leje mimo że mają czwórkę wspaniałych dzieciaków – Brajanka, Andżelę Karolka i Krzysia, inna zaś nie zrobiła aplikacji i handluje narkotykami.

Czy Szymon i Róża pobiorą się i w jakiej scenerii, czy zagadka trupa w wodzie zostanie rozwiązana a przestępca ukarany dowiecie się z książki.

Pies w hotelu

Marta Matyszczak – Morderstwo w Hotelu Kattowitz, Wydawn. Dolnośląskie, Wrocław, 2019,  seria: „kryminał pod psem” t. 5

WSTĘP: „Bo gdy otwieram oczy to kocham to co widzę” Miuosh – „Piąta strona świata”

O autorce:

Marta Matyszczak urodziła się w Chorzowie. Ukończyła politologię o specjalności dziennikarskiej na Uniwersytecie Śląskim. Jest dziennikarką, autorką scenariuszy, fars teatralnych i gier typu Virtual Reality.

Prowadzi w Internecie Kawiarenkę Kryminalną portal poświęcony literaturze kryminalnej.

Napisała cykl ośmiu „kryminałów pod psem”, jest nim Gucio, kundel przygarnięty ze schroniska.

O książce:

Kolejne rozdziały zatytułowane są cytatami z utworów Miuosha (Michał Paweł Borycki) rapera i producenta muzycznego.

I tak rozdział 1 to „Ciemna zemsta nieba”, r. 2 – „Noże w plecach to moje trofea”. I tak dalej w tym stylu. A, przecież to kryminał.

Zaczyna się też okrutnie – prywatny detektyw Szymon Solański jedzie ze swoim psem do weterynarza na kastrację. Trójnogi Gucio odpłaca się kupą.

Jednak tu sprawca jest znany, odwrotnie niż w przypadku trupa piosenkarki DJ Dzidzi. Jej trup leży z nożem wbitym w plecy na siódmym piętrze hotelu i nasze dzielne organa idąc po najmniejszej linii oporu zamykają kogo nie trzeba. Może zabito ją bo masakrycznie fałszowała?

Żeby było bardziej ponuro akcja toczy się zimą, tuż przed Bożym Narodzeniem a więc zawieje i zamiecie utrudniają życie.

W rozwiązywaniu zagadki pomaga a zarazem przeszkadza Szymonowi dziennikarka Róża Kwiatkowska, której uroda nie przypomina królowej kwiatów za to kolce współgrają z charakterem. Róża ma kotkę Brunhildę – nie lubią się z wzajemnością. Ale matka Róży została przez kicię zaakceptowana.

Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie przez Gucia, w trzeciej przez pozostałe osoby. Pies ważniejszy przecież.

Greckim chórem komentującym wydarzenia są dwaj Ślązacy Alojz i Pejter, portierzy teatralni i czytelnicy plotkarskiego portalu.

Każda z postaci, nawet te drugoplanowe, jest wyraziście i często z poczuciem humoru,  opisana przez autorkę. Stworzyła postaci nietuzinkowe, czasem  zabawne, postępujące bezsensownie, niezrozumiale lub  głupio. Niepotrzebne skreślić.

Solański często wyglądał „…jak idź sobie stąd i nie wracaj”, z początku bogaty przeputał pieniądze bo jest hazardzistą. Był kiedyś w Irlandii (miejscowość Galway), nie ma duszy sportowca, kocha Różę, którą odstresowuje wyprowadzanie na spacer psów ze schroniska. Matka Róży lekarka chirurg jest menedżerką w tytułowym hotelu. Córka próbuje wyjść za mąż za Łukasza Bóla ale Szymek robi im wbrew. Goły policjant biegnie wzdłuż torów tramwajowych a przyglądają się temu Szymon, Gucio i portierzy. Kupa śmiechu.

Treść książki, czyli wyjaśnianie kto zabił jest zagmatwane przez ilość wątków, postaci i dokładnych opisów miasta. I to nie była dobra koncepcja.

Aptekarzowa prowadzi śledztwo

Karolina Morawiecka – Śledztwo od kuchni, czyli klasyczna powieść kryminalna o wdowie, zakonnicy i psie (z kulinarnym podtekstem) Wydawn.  Lira Publishing Sp. Z.o.o, 2018

WSTĘP: „Konfesjonałami XXI wieku stały się zakłady fryzjerskie”

O autorce: Karolina Morawiecka jest rodowitą krakowianką i doktorem nauk humanistycznych z zakresu literaturoznawstwa. Mieszka z mężem antykwariuszem i trzema psami w podkrakowskiej Wielmoży.”Śledztwo…” to jej debiut literacki.

O książce:

Cały tytuł mówi już prawie wszystko o tej powieści napisanej z przymrużeniem oka. Autorka w wywiadzie odżegnuje się od określenia komedia kryminalna ale główną bohaterkę, która nazywa się tak samo jak autorka, Morawiecka  narysowała grubą kreską. Jest to ponad sześćdziesięcioletnia wdowa po aptekarzu, słusznej postury, z włosami koloru buraka. Lubiąca gotować i to wcale nie tradycyjne polskie dania – tu autorka przekazuje nam swój gust kulinarny. Pysznym jedzonkiem Karolina manipuluje policjantami, zakonnicą i kim się da, aby osiągnąć swój cel. Można dostać ślinotoku czytając co podała na kolację wydaną dla  podkomisarza, aby wydusić z niego szczegóły śledztwa.

Poza tym ona zawsze wszystko wie lepiej od innych i, w swoim mniemaniu, zawsze ma rację. Charakterem przypomina Hiacyntę Bucket z serialu „Co ludzie powiedzą”. Karolina nie ma męża ani sióstr  do musztrowania, więc wyżywa się na innych. Pragnie sławy i pochwał uważając się za wcielenie panny Marple.

Drugą ważną postacią jest zakonnica siostra Tomasza (nie chodzi o faceta), z wykształcenia polonistka a z poglądów feministka. „Naprawdę już najwyższy czas, żeby kobiety zobaczyły, że spełnianie oczekiwań innych, nawet własnych rodziców, nie ma najmniejszego sensu”. Z wygląda siostra jest chuda jak szczapa a „Karolina nigdy nie ufała osobom szczuplejszym od siebie”. Tu jednak się przemogła i obie panie robią co mogą, aby mordercy czyn haniebny nie uszedł na sucho.

W książce trup jest jeden – młodej kelnerki na zamku w Pieskowej Skale i wokół tego toczy się cała historia.

Kulinaria to hołd autorki dla Klubu Pickwicka Dickensa. I nie jest to jedyne nawiązanie do literatury. Dużą rolę odgrywa też pewien cytat z „Lalki” Prusa.

W książce wspomniano też o tamtejszej bibliotece: „Biblioteka w Wielmoży to odremontowany (niech żyją fundusze unijne! Niech żyją dotacje!) niewielki budynek ukryty w zagajniku…”, niestety rzadko odwiedzany.

Zawsze zwracam uwagę czy w czytanej przeze mnie książce są zwierzęta, szczególnie koty. Tu jest tylko pięćdziesięciokilowy, śliniący się pies imieniem Trufla.

Zagadka zostaje rozwiązana, Karolina publicznie doceniona. Czytelnik czyli ja – zadowolony. Polecam.