Wirus uzdrawiania (cz. 103)

Pod każdym tekstem podaję datę napisania, bo umieszczam aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przewijając stronę. Co drugi poniedziałek lub środę zamieszczam recenzję książki lub relację prywatną. Miłej lektury 🙂

**************************************************************

– Nasz Wuc zapewnia narodowi takich polityków, że wszyscy nam zazdroszczą – powiedziała Helena do Aldony.

Obie siedziały w domu seniorki popijając aromatyczną herbatę i pałaszując muffinki.

– Szczególnie niejakiego Łukasza Mejzy, wiceministra sportu, który wraz z kumplami postanowił jeszcze więcej zarobić za pomocą wmawiania naiwnym, że mają skuteczne sposoby na liczne choroby. Za, na początek,  80 000 dolarów.

– Jest z wykształcenia lekarzem może?

– A skąd, w Internecie napisano, że uczył się w Szkole Bankowej w Poznaniu.

– To tam uczą takich sposobów zarabiania?

– Nie wiem ale bardzo być może.

– Ale za to (na zasadzie: jest głupia ale za to brzydka) jest nowy genialny pomysł – od nowego roku będą rejestrować wszystkie ciąże.

– Cuuuuudownie! Tego tylko kobietom do szczęścia było potrzeba. Zawistni sąsiedzi, złośliwi krewni będą pisać donosy: „Upszejmie donosze ze moja sonsiadka Janina Potwór mieszkająca przy ulicy Przerwanej 2 m. -1 jest w ciąrzy. W maglu mówiła rze pojedzie do Czech bo nie chce tego dziecka. Rzyczliwy”.

– Nie kracz ale boję się, że masz rację.

– Zamiast tego powinni zrobić rejestr księży pedofilów i cisowców przekrętowców.

– I wsadzić ich do jednej wspólnej celi.

– Oj, duża by musiała być.

– Nowe stadiony stoją niewykorzystane a mają dachy to się nadadzą.

–  Ale trzeba im kazać pracować.

– Koniecznie! Postawić tam należy warsztaty różne – niech wytwarzają to czego brakuje na rynku. Z metalu i drewna, nie z plastiku, a jeśli to w ramach recyklingu.

– I nie należy tam się przejmować BHP oraz toksycznymi oparami. A posiłki uzależnić od pracowitości.

– Oj, tak, tak. Pomarzyć tylko możemy – niestety.

– Za to minister od nieoświaty oznajmił a raczej naród oświecił, że dzieci przede wszystkim powinny być zbawione.

– A są załatwione i to odmownie jeśli chodzi o fakty naukowe.

– A obywatele finansowo z powodu inflacji.

– I kiedyż wyborcy zrozumieją, że pędzimy w przepaść gospodarczą i kulturową?

– Obawiam się, że nigdy bo zaczadzenie jest powszechne a protestami i marszami nikt się nie przejmuje.

– To co nam zostaje? Krwawa rewolucja?

– Czyli Lenin i Dzierżyński, powrót do PRL.

– Jak się nie okręcisz de z tylu.

– A rozum śpi dlatego obudziły się upiory.

– Pomożesz mi zanieść pranie na strych? – zapytała Aldonę Helena.

– Oczywiście, zawsze kiedy pani będzie tego potrzebować proszę dać znać to przyjdę.

– Wymyśliłam, że pająki się cieszą gdy je tam odwiedzam, a czasem nawet z radości tańczą „Jezioro pajęcze”.

– Ha, ha, ha. Może jeszcze z panią rozmawiają.

– Pewnie, są tam dwie skłócone rodziny jak u Szekspira. Młodzi się kochają i szukają u mnie poparcia dla uczucia.

– I co, da im pani ślub?

– Na szczęście one nie potrzebują urzędu i kościoła, aby być razem i upleść precyzyjną sieć.

– Mądre zwierzątka, nie to co ludzie – westchnęła Aldona kończąc herbatę i zbierając palcem okruszki ze spodka.

Napisane 17 –20. 11.2021 r.

Wirus niepodległości (cz. 102)

Pod każdym tekstem podaję datę napisania, bo umieszczam aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przewijając stronę. Co drugi poniedziałek lub środę zamieszczam recenzję książki lub relację prywatną. Miłej lektury 🙂

******************************************************************

Z donald.pl na facebooku

Pełny plan przygotowania stolicy do Marszu Niepodległości:

1. Usunięte kosze na śmieci, ławki, kostka brukowa, zerwany asfalt.

2. Kojąca muzyka płynąca z głośników, jakieś skrzypce.

3. Darmowa melisa rozdawana co 100 metrów.

4. Zaplanowana awaria prądu dziś wieczorem, żeby nikt nie siedział do późna. Sen koi nerwy.

5. Na trasie marszu rozwiesić dekoracje świąteczne. Wszyscy się zdziwią, że to już i zaczną rozmawiać, jak ten czas leci.

6. Na rogi budynków, drzewa, hydranty i inne wystające elementy nałożyć gumę albo jakąś piankę.

7. Policja rozdająca darmowe przytulańce. Przytulanie stymuluje układ nerwowy i zmniejsza poczucie samotności, zwalcza lęk, buduje poczucie własnej wartości, łagodzi napięcia.

8. Rodziny z dziećmi nienawidzą TVNu, w ogóle żadnych dziennikarzy poza rządowymi.

9. W razie prowokatorów, na przykład całej rodziny prowokatorów z dziećmi, natychmiast dać posadę w państwowej spółce na uspokojenie.

10. Czekamy na inne sugestie w komentarzach.

Przydadzą się w przyszłym roku (dopisek mój).

– A po marszu wszyscy pójdą na krużganek – powiedziała Aldona do Edka.

– Na jaki krużganek? – zdziwił się facet. A Pan Kot wstał z posłania, zrobił kilka gimnastycznych ruchów w przód i w tył. I wskoczył na kolana pana a właściwie swego niewolnika.

– Na ten co go niesie Robert Bąkiewicz.

– W trakcie marszu niepodległości niósł?

– Według niego to niesie nieustannie – krużganek oświaty i chrześcijaństwa – wyjaśniła Aldona.

– A któż to jest? Kolejny prawicowy inteligent?

– Szef Stowarzyszenia Marsz Niepodległości.

– Czy wiesz jakie zadania ma to stowarzyszenie?

– Jak to jakie?

– Nieść krużganek i ratować chrześcijaństwo.

– Przed kim?

– Tak naprawdę to by się przydało przed całym duchowieństwem ale on i jemu podobni uważają, że przed wrogami pomawiającymi księży o zachłanność i pedofilię.

– Jemu się to podoba?

– On tego nie przyjmuje do wiadomości.

– Tępy jest?

– Oj, jest!

– A co ty na określenie zdemenciałe archeocelebrytki na uczestniczki Powstania Warszawskiego?

– Szkoda mi czasu na wypowiedzi schamiałych jednokomórkowców.

– I słusznie bardzo. Mnie też. A tobie kocie?

– Miau – potwierdził Darek moszcząc się jeszcze wygodniej na kolanach.

– Ach, gdybyż można było znaleźć czarodziejską różdżkę, która zniesie głupotę i zachłanność na władzę oraz kasę u ludzi – zamarzyła Aldona.

– Pomarzyć dobra rzecz ale jest jak jest.

– Ale jest koszmarnie przecież.

– Tak i cóż poradzisz jak nic nie poradzisz.

Niedziela 14 listopada przyjazna spacerom była. Wiele osób skorzystało z okazji, aby pochodzić po spokojnych miejscach jak Ostrów Tumski lub parki. A niektórzy postanowili pobiesiadować w różnych restauracjach.

Helena, Aldona, Edek i Wacek oraz Kasia z Adasiem poszli ulicą Wyszyńskiego i Hlonda w stronę Katedry. Minęli pomnik Jana Nepomucena, wyszli na ulicę św. Jadwigi, skręcili obok pomnika Jana XXIII i przeszli obok kościoła p.w św. Idziego.

Kościół św. Idziego we Wrocławiu – późnoromański kościół z I połowy  XIII wieku na wrocławskim Ostrowie Tumskim. Jest najstarszym w pełni zachowanym budynkiem Wrocławia, a zarazem najstarszym czynnym do dziś kościołem w mieście. Należy on do parafii św. Jana Chrzciciela. Sąsiaduje od północy z wrocławską archikatedrą.

Wstąpili też do Punktu Informacyjnego po informatory „Co Jest Grane” i „Niezbędnik Wrocławski”.

Powoli zmierzchało się i zauważyli latarnika w cylindrze i czarnej pelerynie, który chodził od lampy do lampy, przesuwał dźwigienkę w kloszu, aby zapalić światło. Latarń jest 102 więc ma co robić.

Latarnie gazowe pojawiły się na Ostrowie Tumskim w latach 60. XIX wieku. Początkowo światło wydobywało się z cienkiej dyszy, zapewniającej pojedynczy płomień. W 1885 roku wiedeński chemik Carl Auer von Welsbach wynalazł żarniki pokryte dwutlenkami toru i ceru. – Latarnia działa jak kuchenka gazowa: wystarczy otworzyć zawór i podać ogień pod palnik. Gaz pali się w czterech siateczkach Auera ulokowanych w kloszu – informuje Molendo.
Ta metoda oświetlania Wyspy stosowana jest do dziś. Niestety, latarnie gazowe funkcjonowały na Ostrowie z problemami. W trakcie drugiej wojny światowej nie użytkowano ich, a w późniejszych latach były stopniowo wypierane przez oświetlenie elektryczne. O zmianie zadecydował także fakt, że latarnie gazowe korodowały, a na terenie Polski nie produkowano do nich części zamiennych. W 197 roku świeciły już tylko dwie więc władze miasta postanowiły zmienić oświetlenie na elektryczne. Latarnie, które zostały już usunięte z ulic, zostały przetopione w hutach. Należało więc odtworzyć ich konstrukcję zgodnie ze stylem obowiązującym w przedwojennych Niemczech. Innym problemem był również brak firm na terenie Polski, które w ówczesnych czasach mogłyby podjąć się stworzenia przygotowanych projektów. Żarniki, czyli koszulki Auera, trzeba było kupić za dewizy w RFN.
– Wybrałem się wówczas do Warszawy i po sympatycznej, długiej rozmowie z ówczesnym ministrem górnictwa i energetyki Wrocław otrzymał przydział potrzebnych dolarów. Dzięki temu w 1982 roku zabłysło na Ostrowie osiemdziesiąt latarń – wspomina dziennikarz Wojciech Chądzyński.

Potem były 102 a teraz 99 bo po remoncie na Moście Tumskim zainstalowano oświetlenie elektryczne.

Napisane 11. – 14.11.2021 r.

 

Wirus ideolo (cz. 100)

 Pod każdym tekstem podaję datę napisania, bo umieszczam aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przewijając stronę. Co drugi poniedziałek zamieszczam recenzję książki lub relację prywatną. Miłej lektury 🙂

************************************************************************

– Dlaczego ta Kaja się nie pokaja tylko napada, obraża i głupie pomysły forsuje? – pomyślała Helena po obejrzeniu sprawozdania z Sejmu. Na pewno ktoś ją pospuszcza, a może robi to za niezłe pieniądze? Tak, to jest najbardziej prawdopodobne.

W piątek silna grupa w postaci Heleny, Wacka i Kasi pojechała na cmentarz, aby uporządkować groby i zostawić symboliczne pojedyncze stroiki oraz znicze. Własnoręcznie wykonane z szyszek, kasztanów i żołędzi a znicze z puszek i starych kubków na które przyklejono zielone gałązki.

W taksówce Helena przymknęła oczy, aby  naśladować Słońce Narodu czyli Wuca. Ale to nie była konferencja taksówkowa więc nie poczuła się usatysfakcjonowana.

– Może zacznę nosić dwa różne buty, tak – to znacznie lepszy pomysł. Muszę też zlikwidować konto w banku i kartę płatniczą.  Stanowczo pójdę na całość! Nie będzie ona pełna, bo nie mam wilii na Żoliborzu a nawet na Krzykach, Sępolnie czy Biskupinie – ach jak mi smutno, że nie mogę być we wszystkim tak jak ON!

Spotkali się potem w mieszkaniu Kasi na wspólnym obiedzie. Po deserze Helenie wyrwało się:

– Gdyby Polacy tak nie przyjmowali do wiadomości prawdy nigdy nie odzyskalibyśmy niepodległości po zaborach. Nie walczylibyśmy z niemieckim okupantem i z komuną tylko każdy dbałby o siebie, swoją korzyść, wygodę i przyjemność akceptując panująca władzę,

– To co się z nami, Polakami, stało? – zapytała Aldona.

– Oto jest pytanie – westchnęła seniorka.

– W dużym stopniu to wina poprzedniej władzy, która zapomniała o ludziach mniej wykształconych i zaradnych stawiając na tych dobrze się odnajdujących w kapitalizmie. Wygrywali wybory więc uznali, że są świetni i Polacy ich kochają a nawet wręcz uwielbiają. Aż tu nagle…

– I mamy to co mamy – westchnął Edek. – Wysoką inflację, prezydenta o pseudonimie „długopis”, premiera kłamczucha, który dorobił się przezwiska „Pinokio”. Migrantów na granicy, wstrzymane dotacje z Unii Europejskiej, wycieki prywatnych i służbowych maili polityków, forowaną przez władzę niejaką Godek, która nie lubi swojego życia, więc chce je zmarnować innym, coraz to nowe doniesienia o występkach osób duchownych i tak dalej. Jak żyć?

– Na pewno nie tak jak ten 20-latek, który w nocy  z piątku na sobotę wepchnął się  do okna życia przy ul. Rydygiera. Siostry Boromeuszki zaraz zareagowały, wezwały pogotowie i policję – powiedział Wacek.

– Ale co mu odbiło i jak się zmieścił? – zdumiała się Helena.

– W pijanym widzie ludzi stać na różne głupoty. A to wsiadają do auta i je prowadzą, przeważnie przekraczając dozwoloną szybkość. A to biją rodzinę. Demolują wnętrza.

– Oraz życie sobie i innym.

– A na covid dotąd w Polsce zmarło 76999 osób. Zaś jeden polityk który w mediach popisywał się antyszczepionkowymi wypowiedziami i znajomością leku na tę chorobę skarżył się po kilku minutach czekania na SORze na brak opieki.

– Wiecie, że haloween powoduje efekt cieplarniany – podzielił się rewelacją Edek.

– Bo co? Pomalowane dynie dzieci wrzucają do jezior, rzek i morza plastikowe odpady? Na tym polega ich zabawa? – zapytała Aldona sięgając po surówkę.

– Nie, jak gniją to gazy emitują.

– Większych gazów głupoty jak nasi politycy to nikt nie potrafi wypuścić. I nie powtarzaj tych głupot, bo uszy bolą – ustawił kumpla Wacek.

– Eee, ja tylko żartowałem przecież.

– Chyba że tak.

– Inni też lubią pożartować. Lotna Brygada Opozycji przebrała się za śmierć i duchy. W niedzielę 31.10, z wydrążonymi dyniami poszli pod dom Wuca, by poprosić o cukierki. Widocznie ich nie dostali, bo przed domem na chodniku ustawili 8 dyń z gwiazdami, a na płocie powiesili śpioszki nawiązując do jego publicznej drzemki w trakcie konferencji gdy przemawiał Błaszczak.

– A policjanci w te pędy dynie zaaresztowali.

– To będzie dużo zupki lub nawet dynia w occie.

– O, to ja poproszę kilka słoików.

– Akurat ci dadzą, ha, ha ,ha.

– No wiem, że nie. Chytrusy jedne.

Na koniec wiersz Artura Andrusa:

Na każdym liściu komunikat

Ministra Najważniejszych Rzeczy:

„Palenie zniczy nie jest groźne…

Palenie zniczy może leczyć”

W każdym płomyku jeden człowiek

Którego komuś ciągle brak,

Który jeżeli go zapytać

Spokojnie odpowiada tak:

Dokąd tak pędzisz?

Spójrz za siebie

I na zielono drogę znacz

Stań między ludźmi, patrz im w oczy

Uśmiechaj się lub chociaż płacz

I powiedz ludziom niech przychodzą

Na cmentarz w Lesku i Uhercach

Palenie zniczy nie jest groźne

Chroni od ciężkich chorób serca

Chroni od pychy, niepokory

Podarte losy umie zszyć

Niech ludzie chodzą na cmentarze

I niech się tutaj uczą żyć…

Dokąd tak pędzisz?

Zwolnij trochę…

Po drodze coś ważnego zrób

Dokąd tak pędzisz?

Zwolnij trochę

I kochaj albo chociaż lub…

Napisane 29.10. –30. 10. 2021 r.

Wirus szajby (cz. 98)

Kolejny odcinek tej blogowej pandemiczno – optymistycznej powieści umieszczam w każdą sobotę. Pod tekstem podaję datę napisania bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W co drugi poniedziałek umieszczam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń.. Miłej lektury 🙂

****************************************************************

Helena po wysłuchaniu kolejnych informacji o uchodźcach, zasiekach, zachowaniu straży granicznej westchnęła i zadała pytanie:

 – A gdzie są Amerykanie? Najpierw popierali Saddama a potem go olali, wspomagali szacha Iranu a jak im się znudziło pozwolili, aby Chomeini przejął władzę a teraz wyszli z Afganistanu zostawiając kraj na pastwę talibów. Dlaczego ich nie ma granicy polsko-białoruskiej z pomocą? Gdzie ich lekarze, sprzęt medyczny, pomoc rzeczowa,  rozmowy dyplomatyczne z Łukaszenką, który wraz z Putinem chce dowalić Unii Europejskiej w zemście za restrykcje gospodarcze? Dlaczego  nie przewiozą tych ludzi do siebie? Dlaczego uchodźcy i my musimy ponosić konsekwencje tych głupich amerykańskich działań? Przecież wiadomo, że nasze władze wypną się na tych ludzi mydląc oczy obywatelom. Jak to dobrze, że w remizie w Michałowie powstał całodobowy punkt pomocy a strażacy tam dyżurują i pomagają oraz ogłoszenia o tym rozwieszają.

Wacek po informacji o postawieniu muru na granicy, który miał kosztować 500 milionów a koszt nagle wzrósł do 1 miliard 615 tysięcy stwierdził:

– Okazało się bowiem, że zarobić na tym muszą wszyscy krewni i znajomi królika a stawiać go będzie ich wujek, szwagier lub ojciec. Rzygać się chce. Jak to było u Sienkiewicza? Polska jest kawałkiem drogiego czerwonego materiału, który wszyscy szarpią, aby jak najwięcej urwać dla siebie. Czy jakoś tak.

W lesie zmarł 24-letni Syryjczyk, władze Polski i Białorusi mają jego śmierć na sumieniu.

Można przekazywać datki na konto:

 Stowarzyszenie Homo Faber

ul. Chopina 41/2, 20-023 Lublin

Konto: 93 1940 1076 3069 8598 0000 0000

Dopisek w tytule „Zbiórka dla uchodźców” (wtedy pieniądze trafią do puli właśnie na ich potrzeby).

 Na pocieszenie możemy się pośmiać z niektórych kabaretowych  występów.

Wymień prawdy wiary:

  1. Jest jeden Prezes.
  2. Prezes jest prawy i sprawiedliwy.
  3. Prezes za dobre wynagradza za złe cos tam, coś tam pogada ale krzywdy nie da zrobić.
  4. Są trzy osoby boskie: na Wawelu, na Żoliborzu i kot.
  5. Łaska prezesa do awansu jest niezbędnie potrzebna.

Potwierdzają to słowa Kaczyńskiego w sobotę 16 .10.br. w radiu RFM FM: „Różnica między mną a Tuskiem jest taka, że to ja mam rację a Tusk się myli”.

– Tak i cóż poradzisz, jak nic nie poradzisz – pomyślała Helena i wyciągnęła szyszki, kasztany, gałązki, żołędzie, gazety, folię bąbelkową i pistolet na klej, aby zrobić wieńce na groby. Ale najchętniej bym tym klejem zatkała gęby całej pisowskiej władzy. Gorący jest bardo więc przy okazji strasznie by ich to bolało – i bardzo dobrze! A pogotowie do nich nie przyjedzie, bo nie zasłużyli na pomoc – dodała mściwie i zajęła się rękodziełem.

Edek usłyszał, że MON zamówił 300 mobilnych ołtarzy.

– Aldona, może zaczniesz szyć z dżinsów takie coś?

– Oszalałeś? Przecież nie jesteśmy krewnym lub znajomym ważnych królików. Nikt mnie nie dopuści do koryta.

– Racja. A taki fajny miałem pomysł, amerykański prawie –  facet posmutniał i na pociechę wziął Pana Kota na kolana.

– Amerykański bo chciałeś zrobić karierę od obiboka do milionera?

– Zaraz obiboka! Zagubiony byłem, bo wrażliwy jestem. Prawda Daruś?

– Miau – Pan Kot potwierdził słowa swego niewolnika i zaczął go udeptywać.

– Wasz duet to można by było pokazywać w cyrku, tacy jesteście hecni – stwierdziła Aldona obierając warzywa na sałatkę.

– Wolisz z groszkiem czy z kukurydzą? – spytała.

–  Z oboma dwoma.

– I z marchewkoma, pietuszkoma, seleroma, ziemniakoma, ogorkoma i jabłkoma?

– Wiadoma no i z majonezoma.

Pan Kot popatrzył na swoją rodzinkę z powątpiewaniem co do ich stanu umysłowego. Ale od dawna wiedział, że to koty są najmądrzejsze, więc od ludzi nie można za dużo wymagać. Szczególnie w kwestii rozumu.

– Mam pomysła – odezwał się po chwili Edek.

– No, ciekawam. Taki sam jak z dżinsowymi ołtarzami?

– Lepszy – niech księża z ołtarzami jadą tam gdzie są walki. I niech przekonują walczących, żeby przestali i miłość bliźniego zastosowali.

– Przecież mogą zginąć, zwariowałeś?

– I o to chodzi, żon i dzieci nie mają, więc nikogo nie osierocą.

– Racja, to jednak jest dobry pomysł. Zaraz ci zrobię medal z kartofla.

Napisane 14 –17.10.2021 r.

Wirus dzielności (cz. 97)

Kolejny odcinek tej blogowej pandemiczno – optymistycznej powieści umieszczam w każdą sobotę. Pod tekstem podaję datę napisania bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W co drugi poniedziałek umieszczam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń.. Miłej lektury 🙂

***************************************************************

Niedziela 10 października pełna była protestów przeciw wyjściu Polski z Unii. W stolicy, napuszczeni i dotowani (3 miliony złotych) przez władzę narodowcy, popierali rząd swym chamstwem i butą. Dała im, a szczególnie jednemu,  odpór uczestniczka Powstania Warszawskiego Wanda Traczyk – Stawska mówiąc: Milcz głupi chłopie! Milcz chamie skończony!

Gdy Helena usłyszała, że rządzący geniusze inaczej postanowili zamienić zwrotki polskiego hymnu sięgnęła na półkę, wyciągnęła książeczkę pod tytułem „Polskie pieśni patriotyczne” i przeczytała:

Jeszcze Polska nie zginęła,

kiedy my żyjemy.

Co nam obca przemoc wzięła,

szablą odbierzemy.

Marsz, marsz Dąbrowski,

Z  ziemi włoskiej do Polski.

Za twoim przewodem

złączym się z narodem.

Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę,

będziem Polakami.

Dał nam przykład Bonaparte,

Jak zwyciężać mamy.

Marsz, marsz …

Jak Czarniecki do Poznania

po szwedzkim zaborze,

dla ojczyzny ratowania

wrócim się przez morze.

– Aaa, to Napoleon im przeszkadza bo nie lubił Kościoła. Mądry facet – pomyślała.

Wacek i Edek zmęczeni podwórkowymi poszukiwaniami usiedli na parkowej ławeczce popijając gorącą herbatę z kandyzowanym imbirem z kubków trzymających ciepło.

– Popatrz, nawet taki kubek ma odrobinę władzy – powiedział Wacek po dwóch łykach.

– Jaką władzę? Zwariowałeś?

– No, albo trzyma ciepło płynu, albo nie.

– Ty to lubisz zagmatwać prostą sprawę i polityka we wszystko ci się wciska, nawet do kubka.

– Taki kraj, takie czasy. Ale wiesz –  rzeczniczka Straży Granicznej powiedziała, że nie będzie odpowiadała na pytania dziennikarzy TVN24 bo są za trudne.

– Godna pochwały szczerość i naganny brak kompetencji.

– Przecież specjalnie taką wybrali – powiedział Wacek przechylając kubek i delektując się napojem.

– Pewnie jest krewną lub i znajomą jakiegoś ważniaka liżącego de Pis-owi.

– Bo na pewno nie kochanką, sądząc po urodzie.

– Zrobiłeś się złośliwy – stwierdził Edek

– A bo już mi brak sił do tego … – mężczyzna zawiesił głos.

Czwartek 7 października był pierwszym krokiem do polexitu. Trybunał Konstytucyjny uznał wyższość prawa krajowego nad europejskim.

– Czyli: nie będzie Unia pluć nam w twarz i łamania prawa zabraniać – pomyślała Helena.

No i mamy jak w tym powiedzeniu: „Każdy człowiek przypomina muchę w pajęczynie – nieodwracalnie złapany w sieć zależności. Ignacy Karpowicz

„Wszyscy się boimy ale to nie powód, aby siedzieć bezczynnie” G. I. Bishop

Krzysztof Skiba napisał na FB: Sensacja w świecie kulinariów. Trybunał Gastronomiczny uznał wyższość ruskich pierogów nad brukselką”.

Wacek zadzwonił do Kasi:

– Niech tobie i Adasiowi nie przyjdzie do głowy rysować kredą po chodniku.

– A co tak nagle przyszło ci do głowy?

– Nie nagle, tylko znajoma Justa z dziećmi została przegoniona z tego powodu, a nie było tam żadnych antypaństwowych haseł. Strażniko – portier powiedział,  że mieszkańcy tego nowego osiedla nie życzą sobie mieć tak zapaskudzonej powierzchni i on to musi zaraz zmyć.

– A ja czytałam w Internecie, że w Krakowie była podobna historia tylko napisy, pod siedzibą PiS w Krakowie,  pytały gdzie są dzieci i stwierdzały, że nikt nie jest nielegalny.

– I jeden z transparentów na niedzielnym pochodzie głosił: „Mam kredę na rękach”

– Tyle tylko, że posłowie wraz z senatorami mają to w nosie, że nie powiem dosadniej.

– Oj zbiera im się, zbiera.

– Mam nadzieję, że ten napęczniały wrzód szybko pęknie, bo nie mam do tego odporności i cierpliwości.

 Napisane – 6 – 10.10.2021 r.

Wirus niby dobroci (cz. 95)

Kolejny odcinek tej blogowej pandemiczno – optymistycznej powieści umieszczam w każdą sobotę. Pod tekstem podaję datę napisania bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W co drugi poniedziałek umieszczam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń.. Miłej lektury 🙂

**************************************************

Pracowity Wacek i niewyrywny do działania Edek zrobili sobie niedzielny spacer po okolicznych podwórkach. Najpierw Wacek przejrzał fb-kowy profil „Uwaga śmieciarka jedzie” i wypisał miejsca do zwiedzenia. Spotkali się w Parku Tołpy uzbrojeni w sprzęt poszukiwawczo – szperający i pojazdy dwukołowe z bagażnikami, torbami i przyczepką.

Poszli w stronę ulicy Górnickiego omawiając sprawę wałbrzyskiej biesiady.

– A wiesz, że Dworczyk wyjaśnił dlaczego to śniadanie kosztowało 4320 złotych? – spytał mający dostęp do Internetu kolega.

– Taaak? Skłamał, że to nieprawda i wydał tylko 43, 20 złotych? – przypuścił Edek.

– To go nie doceniasz. Napisał, że owszem 4320 złotych ale zaprosił do tej restauracji 500 bezdomnych.

– Jest ich w Wałbrzychu aż tylu? To źle świadczy o władzach miasta. I tak od ręki ich zgromadził w jednym miejscu? To musiała być niezła akcja propagandowa, ha, ha, ha – zaśmiał się niewolnik Pana Kota.

– No, co ty! Przecież wszyscy trzymający władzę mają innych za bandę kretynów, którym można wszystko wmówić, nawet największą głupotę.

– A ogarniasz to co się dzieje na granicy polsko – białoruskiej?

– Nie, zupełnie nie. Ani dlaczego musiał umrzeć 16-tolatek, ani dlaczego pracownicy Czerwonego Krzyża nie kwapią się do pomocy choć nie muszą mieć na to pozwolenia – Wacek pociągnął się za ucho.

– Jak nie muszą, pewnie posłuszni PiS-owi szefowie zakazali pomagania. A co myślisz o tym zoofilskim porno z krową, co to niby jest z telefonu obywatela Afganistanu?

– Daj spokój, po pierwsze to klacz, a po drugie stare nagranie z Internetu. Postanowili tym zabiegiem, czyli pokazaniem twardej pornografii w godzinach największej oglądalności, przykryć wyniki dziennikarskiego śledztwa dzięki któremu się okazało, że krewni i znajomi pisowców zajmują intratne stanowiska w spółkach państwa co kraj kosztuje miliardy złotych.

– Ale jeden z tych trzymających władzę wyjaśnił, że przecież muszą gdzieś pracować.

– To dlaczego nie w sklepach, hurtowniach, na stacjach benzynowych, jako maszyniści, motorniczy czy kierowcy?

– Bo tam nie ma takich apanaży.

– No i wszystko jasne. To my też załóżmy spółkę.

– Nie jesteśmy państwem, a spółkę już mamy, taką malutką, dwuosobową. I do roboty, dość gadania i się politycznego obijania.

Po dwóch godzinach zadzwoniła komórka Wacka.

– Tu Helena, kupiłam świeże orzechy laskowe i się nad nimi znęcam, chcecie mi pomóc?

– Pewnie, już swoją trasę skończyliśmy to zawieziemy rzeczy do domu i przyjdziemy.

– A jedliście obiad?

– Jeszcze nie.

– Ugotowałam gęstą zupę jarzynowo mięsna to was poczęstuję. I mam muffinki – dodała.

– O, to jakieś święto mamy?

– Tak, nieustanne  święto przyjaźni.

Wacek schował telefon i powiedział:

– Helena znęca się nad orzechami.

– Jak to znęca? – nie załapał Edek.

– No, rozbija młotkiem wydziera ze skorupki i odziera ze skóry.

– Jakieś mordercze instynkty się w niej odezwały?

– Ale tylko w stosunku do orzechów, nas zaprosiła.

– Ale nie będziemy torturowani?  – upewnił się tchórzliwy Edzio.

– Na obiad zaprosiła, zadzwoń do Aldony, że masz darmową wyżerkę.

– Ucieszy się, bo u seniorów ugotowała na dwa dni i dla nas nic nie miała.

– A nie obrazi się, że jej nie zaproszono?

– Eee, nie. Ona lubi czasem pobyć sama w domu.

W czasie obiadu Wacek uświadomił biesiadników, że Ministerstwo Zdrowia planuje otworzyć medyczne zawodówki.

– To czego oni tam będą uczyć a dzieci potem umieć? – zainteresowała się seniorka.

– Pojęcia nie mam, może na każdą chorobę przylepiać plasterki, stosować lewatywę i rycynę.

– O, to podobno w carskim wojsku stosowano taką  medycynę.

– Obawiam się, że nie tylko w carskim. Grunt dla PiS, żeby wyszli z niego „fachowcy” posłuszni, bierni ale wierni.

Napisane 28 –  29.09.2021 r.

Wirus biesiadny (cz. 94)

Kolejny odcinek tej blogowej pandemiczno – optymistycznej powieści umieszczam w każdą sobotę. Pod tekstem podaję datę napisania bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W co drugi poniedziałek umieszczam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń.. Miłej lektury 🙂

**********************************************************

           Wirus biesiadny (cz. 94)

Rodzinnie tak nasi bohaterowie spędzali czas. Na pewno lepiej niż Suski i Budka oraz kabareciarz Robert Górski na urodzinach czołowego komentatora politycznego RMF FM Mazurka, bo nie pili alkoholu. Banaś szef NIK w mediach napisał, że nie dostał zaproszenia na to spotkanie bo miałby więcej słuchaczy niż w Sejmie gdy przedstawiał swoje sprawozdanie o przekrętach finansowych PiS-u.

Grzyby Wackowe nikomu nie zaszkodziły, lazania pyszna była nie wspominając, tylko się nim zajadając, o placku drożdżowym z bakaliami.

W tygodniu Helena zobaczyła na stojaku w kiosku broszurkę „Zgadywanki – Rysowanki. Zabawa dla całej rodziny. O św. Janie Pawle II i o kard. S. Wyszyńskim”. Nie kupiła ale bardzo ją to rozbawiło a jednocześnie zniesmaczyło. – To chyba jednak świętokradztwo – pomyślała. Ale to co jedynie wielu podnieca to się nazywa kasa.

Śmiech jej nie opuścił gdy dowiedziała się, że Michał Dworczyk (szef kancelarii premiera) za kolację w wałbrzyskim hotelu za  posiłek zapłacił partyjnymi (czyli podatnika) pieniędzmi 4300 złotych. To ile osób zaprosił? I co jedli?

– Menu poproszę – pomyślała, ja też chcę tak bogato jadać.

 Jacek Sasin zapowiedział, że w Polsce powstanie, największa na świecie,  instalacja nuklearna.

— Ale że co i po co? – Wacek zwątpił w to co usłyszał.

Nie udało się pozbycie, na aukcji,  400 respiratorów – szmelcu, nawet po 30 tysięcy za sztukę, bo nikt nie przyszedł. Polska kupiła je za 4 razy więcej. Z czyich pieniędzy? Podatników, w tym emerytów.

– Dziękujemy, rączki i nóżki trzymającym władzę całujemy – pomyślała Helena ściskając obieranego pomidora co w efekcie dało czerwone esy – floresy na terenie kuchni. Wygląda jakbym tu kogoś zamordowała tylko gdzie ten trup? I kto to jest? Czy tylko pomidor? Oto jest pytanie, Hamlet nie odpowie na nie. Ja też nie.

I bardzo zazdroszczę Czechom: tam jest 70% ateistów, legalna aborcja, ani słowa o LGBT i gender w mediach. W szkołach nie naucza się religii za to jest wychowanie seksualne. Na placach zabaw, ulicach, basenach widać dzieci z rodzicami płci obojga. Nikt nie bajdurzy o cywilizacji śmierci, małżeństwach jednopłciowych i upadku moralnym. Życie toczy się normalnie – bez pedofilii w sutannach i pan buka. Jeżeli chodzi o buki to tylko w postaci drzew toleruję a nawet lubię.

Agnieszka Holland otrzymała Platynowe Lwy za całokształt twórczości. Oto jej przemówienie:

„Moje filmy mówiły o pogardzie i nienawiści, o reżimach dzielących ludzi, politykach, którzy grają strachem i manipulują opinią publiczną, o skorumpowanych mediach. Miałam świadomość, że ten czas nie minął, ale zasnął i może się obudzić, jeśli nie będziemy czujni. To się niestety dzieje. Szczepionka Holocaustu i gułagów przestała działać.

Trudno mi się cieszyć naszym świętem, kiedy to samo dzieje się niedaleko, na naszych granicach, gdzie ludzie umierają z zimna w lesie, tylko dlatego, że są inni. Dzieje się to za naszym przyzwoleniem. Żadne demokratyczne państwo nie może pozwolić na to, żeby bezbronni i niewinni ludzie umierali na jego granicach. Umierali w milczeniu, jak bohaterowie moich filmów.

Nie godzę się na to, żeby Straż Graniczna grała rolę strażników muru berlińskiego, a miejscowa ludność – donosicieli. Stan wyjątkowy został wprowadzony, żeby nie było śladów. Mam nadzieję, że człowieczeństwo wciąż będzie dla nas najważniejsze.”

– Tak bym chciała pożyć w normalnym kraju – westchnęła Helena popijając melisę i ssąc landrynkowego cytruska.

W słoneczną niedzielę 26 września wyszła na spacer do Parku im. S. Tołpy. Tam spotkała sąsiadkę, która zapytała ją czy już wypełniła ankietę.

– Jaką ankietę?

– No, tę rozdawaną w kościele.

– A na jaki temat?

– Kościół liczy wiernych obecnych na mszy i tych przystępujących do komunii.

– I wierzy pani, że wszyscy wypełnią ankietę i że napiszą prawdę?

– Pewnie, bo wszyscy wierzący są uczciwi.

– Szczególnie księża pedofile –  zakpiła Helena.

– Pani to pójdzie do piekła i oby jak najszybciej – usłyszała.

– Dziękuję za to miłe życzenie. Będzie mi ciepło i w interesującym towarzystwie. Do niewidzenia – zakończyła rozmowę i odeszła.

– Tak wygląda człowiek zindoktrynowany przez PiS i Kościół – pomyślała przechadzając się i kasztany zbierając oraz twarz do słońca wystawiając.

Hasło da Polaków:

„Nie pytaj co premier zrobi dla ciebie, pytaj jak temu zapobiec”.

Na przykład łukowi triumfalnemu przed szkołą w Tomaszowie Lubelskim co to miał stanąć w stolicy ale pewnie wszystkie wolne miejsca są zarezerwowane dla świętych, błogosławionych i pisowców szczególnie zasłużonych.

Napisane 23.09 – 26.09.2021 r.

Wirus zdołowany (cz. 92)

Kolejny odcinek tej blogowej pandemiczno – optymistycznej powieści umieszczam w każdą sobotę. Pod tekstem podaję datę napisania bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W co drugi poniedziałek umieszczam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń.. Miłej lektury 🙂

***********************************************************

Smutna Helena, smutna Aldona, smutni uczniowie i nauczyciele, smutny kraj. Za to wesoły premier, Wuc i reszta trzymająca władzę.

Na FB ogłoszono konkurs na najgorszych członków Rady Ministrów, oto wyniki:

Jarosław Kaczyński – Naczelnik, słońce narodu, ale hobbystycznie też wicepremier, a przede wszystkim premier; osoba odpowiedzialna za bezpieczeństwo (przynajmniej wedle powołania), którego bezpieczeństwa broni podczas protestów połowa zasobów policyjnych z okolicy

Przemysław Czarnek – minister oświaty i oświecenia, znany przede wszystkim ze swojego umiłowania do cnót niewieścich i słów o tym, że „ci ludzie nie są równi ludziom normalnym”; zna się na jądrach i rozszczepianiu

Zbigniew Ziobro – najbardziej irytująca cyfra; twarde jądro polskiej suwerenności; wobec dylematu: opuścić rząd vs. opuścić Unię nie miałby wątpliwości.

Temu ostatniemu stacja TVN dala pstryczka w kłamstwa, które opowiadał na konferencji prasowej. I bardzo dobrze.

Środa 8 września była bardo słoneczna, więc w ramach spaceru Helena z pomocą Aldony zaniosły do sklepu dobroczynnego niepotrzebne im rzeczy, własne i znalezione przez duet EdWac.

Przeszły też na Nadodrze, bo dowiedziały się, że otworzono, po remoncie,  dużą Biedronkę. I przekonały się, że zrobiono to przedwcześnie. Na salach chaos, pracownicy  obłędem w oczach rozkładają towar, głos z sufitu namawia, aby skorzystać z szalonej promocji, czyli kupowania czterech produktów. Miało być dobrze a wyszło jak zwykle. Przeszły więc do sklepu „Kolor Zielony”, bo usłyszały, że działać będzie tylko do końca września, co je zmartwiło. Z półeczki „daj niepotrzebne – weź przydatne” zabrały książki, które po przeczytaniu przekażą dalej.

Wacek pomyślał, że zacznie naśladować Helenę w piciu hektolitrów melisy, bo przeczytał, że pracownik TVP zaproponował, aby Polska wysłała do Brukseli 12. Dywizję Zmechanizowaną, żeby wytłumaczyła Komisji Europejskiej jakie jest polskie stanowisko w sprawie straszenia, kar i wstrzymywania środków dla Polski. Bo przez Niemcy przejdą w jeden dzień.

– O, mój borze szumiący! Spuść bombę na tę i wszystkie inne, głupią trąbę – podsumował. Kolejny debil nad debilami.”Mein Kampf” się naczytał i zaczadził treścią.

Dobiła go informacja Kancelarii Prezydenta, że tenże lecąc na Węgry wylądował w Bukareszcie i spotkał tam Orbana.

– O, czyli Rumuni białoruskim sposobem zmusili samolot do lądowania. A Orbana spili, porwali i Dudzie dostarczyli. No, co to się dzieje, co się dzieje, panie dzieju. Melisa mi nie pomaga, chyba zacznę coś wciągać. Pamiętam ze „Strasznego dworu” taką radę: zażyj tabaki.

Wpiszę w Internet pytanie gdzie ją można nabyć. Będę tabaczarzem albo tabacznikiem. I nie będę zatruwał innych tylko siebie.

Chwilę później.

– O kurczę, Duda dostał od Węgrów „Wielki Krzyż z Łańcuchem i  Złotopromienną Gwiazdą Węgierskiego Krzyża Zasługi”. Jedno odznaczenie i dwa krzyże. Ciekawe czym się odwdzięczy? Długopisem? Trzymający naszą władzę powinni ustanowić „order wstecznictwa i machlojstwa”.

A w Świdnicy Maciej W. prokurator pod wpływem procentów biegał po mieście golusieńki. No przecież jest upał, więc o co chodzi? Ma przecież prawo być naturystą. Może dzięki temu dostanie awans i zacnie pracować w budynku Prokuratury Krajowej, zakupionym za 136 milionów a remont kosztował 34 miliony. Tam to sobie będzie latać nago do woli. W godzinach pracy i poza nimi. Bo prawda jest naga tak jak ten król i cały PiS. Ale tylko nieliczni to widzą. Objawienie jej zaczęło się od Świdnicy. Inne miasta zazdroszczą i czekają na bieg swoich prokuratorów, sędziów i adwokatów a nawet notariuszy. Biegnijcie, prawnicy, biegnijcie.

Wysoka temperatura rzuciła się na łeb złodziejowi auta na stacji benzynowej gdy właściciel płacił za benzynę. W aucie był doberman ale nie zagryzł złodzieja.

– Jednak szkoda, że go choć troszkę nie potarmosił – pomyślał Wacek.

Dziennikarka zapytała premiera – Pinokia ile kosztuje bochenek chleba, w odpowiedzi usłyszała bełkot o doli chłopa polskiego, czyli świetnie, że rosną ceny bo rosną ceny skupu. I, że rząd szaleńczo oraz opętańczo dba o dobrostan emerytów.

Słysząc to  Helena dostała nerwowego chichotu a potem czkawki.

Przeszła do kuchni, napiła się wody i postanowiła upiec muffinki.

A Wacek zaczął cichutko bluzgać po wiadomości, że Suski w Radomiu powiedział: Polska walczyła z okupantem niemieckim, rosyjskim a tera będzie z brukselskim.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel po 16 latach odchodzi ze stanowiska i z pożegnalną wizytą odwiedza różne kraje. Była w Polsce, a PAD – prezydent długopis wyjechał, na narty śnieżne czy wodne – nieważne. Nie zdążyli przygotować mu przemówienia czy bał się,  że TVN, tak jak Ziobrze, przerwie transmisję i sprostuje kłamstwa? Za to Krzywousty, jak zwykle, plótł jak Piekarski na mękach.

– Współczuję tłumaczowi – powiedziała Aldona. Przekładać tę paplaninę to nie lada zadanie. Powinna to robić Agata Duda.

– No i  dzisiaj jest 20 rocznica ataku terrorystycznego na World Trade Center – dodał Edek głaszcząc Pana Kota.

– Ziemia to nie jest ani miłe ani bezpieczne miejsce – stwierdziła kobieta  szyjąc na maszynie kolejną torbę  z dżinsów znalezionych przy śmietniku lub kupionych na wyprzedaży w lumpexie.

– A my nie mamy wyboru, nie możemy polecieć na inną, lepszą planetę.

– I nie wiadomo czy taka jest we wszechświecie. Może jesteśmy sami?

Dyrektor szkoły w Krakowie wezwał na przesłuchanie rodziców ucznia niechodzącego na religię. A co na to Konstytucja i wolność wyznania? Nic, bo dyro wie lepiej. Powstał już mem: na fotelu siedzi kościotrup i podpis: dyrektor czekający aż przyjdę i wyjaśnię, dlaczego moje dziecko nie chodzi na lekcje religii.

Napisane 8 –13 .09.21 r.

Wirus wstydu (cz. 91)

Kolejny odcinek tej blogowej pandemiczno – optymistycznej powieści umieszczam w każdą sobotę. Pod tekstem podaję date napisania bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W co drugi poniedziałek umieszczam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń.. Miłej lektury 🙂

***************************************************************************

Początek września nie przyniósł poprawy sytuacji międzynarodowej i krajowej.

Aldona zaprosiła panią Helenę na herbatę z drożdżówkami i plotkami.

– Jak pani myśli, czy ukarzą tych policjantów, którzy zabili 25 – letniego chłopaka w Lubinie?

– A ukarali  za zabitego w 2016? – odpowiedziała retorycznie seniorka.

– Czy wie pani, że przed liceum ogólnokształcącym w Częstochowie demonstranci przy dźwiękach „Wolność kocham i rozumiem” wykrzykiwali do marszałkini Witek: „Oszustka! Będziesz siedzieć! Zawsze będziesz szła sama!”

– Kto zasłużył ten ma. Wszyscy z PiS trzymający władzę powinni na długie lata wylądować w więzieniu, gdzie będą wykonywać najcięższe i najbrudniejsze prace. No i powinni skonfiskować im majątki, nawet te przepisane na rodzinę.

– Popieram z całego serca.

– A co myślisz o stanie wyjątkowym na naszej wschodniej granicy?

– Według mnie to przygotowanie do takiego w całym kraju, bo zbliżają się a oni wiedzą, że przegrają. I zrobią wszystko, aby wyborów nie było.

– No i dzięki tym typom funduszy europejskich dla Polski nie będzie, bo łamią konstytucję.  Ziobro plecie o szantażu a Pinokio, że nikt (znaczy UE) nas nie będzie pouczał czym jest demokracja i praworządność, bo Polska ma  długoletnią i szlachetną historię walki tradycję walki  wszelkimi rodzajami despotyzmu i totalitaryzmu.

– A ratownicy medyczni gremialnie strajkują, bo posłowie ciągle sobie podwyższają pobory mając innych w pogardzie. Przez tych hm hm zginał 10-latek, który spadł z drabiny na lekcji wf-u. Nie było karetki więc ściągnięto helikopter z sąsiedniego województwa ale było za późno. Pamiętam jak w podstawówce spadła na podłogę duża siatka zabezpieczająca okno. Na szczęście nikomu na głowę i nie było ofiar.

– No przecież rząd się sam wyżywi i uzdrowi.

– I nie jest to dobra wiadomość.

Obie panie siedziały ze smutnymi minami. Pan Kot Darek obudził się, przeciągnął, wylizał ogonek i podszedł do Aldony.

– Miau – powiedział.

– Chce jedzenia czy głasków? – zapytała Helena.

– Najpierw jedzenia, potem drapania po główce i miziania a na koniec głowy mu nie zawracania bo czeka na Edka.

– I jak mu idzie wyprowadzanie psów?

– A wie pani, że dobrze? Rano chętnie wstaje, nie marudzi, opowiada co i kogo spotkali po drodze, jaką kupkę który zrobił, gdzie są najlepsze tereny spacerowe.

– Czyli zmienił się na lepsze?

– Odrobinę ale tak.

– Ruch na świeżym powietrzu i pieniądze dobrze mu zrobiły. Byle mu palma ważności nie odbiła, bo tak bywa z tymi, którzy długo byli w życiowym dołku.

– A widziała pani mural w Opolu przedstawiający Krzysztofa Krawczyka?

– Nie, śliczny jest?

– Bardzo, wygląda jak Pablo Escobar, słynny handlarz narkotykami i żeby nie było co do tego wątpliwości dodano mu palmy i słońce.

– Może dlatego, że mu na starość odbiła religijna palma?

– Ha, ha, ha – nie zapytano autora co miał na myśli. Skiba na facebooku zasugerował, ze malarz jest fanem pewnej gry komputerowej i stąd ta estetyka. No i piosenkarz przyznał się, że używek sobie nie  żałował a nawet był uzależniony.

– Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze – ktoś z krewnych i znajomych królika musiał zarobić.

– Tak jak wszyscy piosenkarze, niby oburzeni postępowaniem PiS ale dla kasy występowali na festiwalu w Opolu.

– Oprócz Beaty Kozidrak, którą złapali jak prowadziła auto pod dużym wpływem procentów.

– Zapomniała o hasełku: „Piłeś – nie jedź”.

– Pewnie niedługo opolanie doczekają się muralu z Edytą Górniak.

– Spodziewam się, że będzie na nim płaska Ziemia i przekreślona strzykawka.

– Są nie za mądrzy ludzie, którzy powinni tylko wykonywać swój zawód a poza tym milczeć.

– Tylko kto ich do tego zmusi, przecież oni są przekonani, że mają rację.

– I to jest ten największy kłopot, że głupcy nie mają wątpliwości.- Za to w Tychach jest całkiem przyzwoity mural przedstawiający Rydla. Ktoś skomentował – udany bo nie na zlecenie PiS-u.

– I pewnie miał rację.

Napisane 3.09 – 6.09.2021 r.

Wirus happeningu (cz. 90)

Kolejny odcinek tej blogowej pandemiczno – optymistycznej powieści umieszczam w każdą sobotę. Pod tekstem podaję date napisania bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W co drugi poniedziałek umieszczam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń.. Miłej lektury 🙂

********************************************************************

Sierpień i upały nie wszystkich zachęcają do  leżingu na plażach i odpoczywania. Grupa kilku osób w Warszawie, ubrana w burki biało-czerwone, na placu przed pomnikiem – schodami (chyba do nieba) zszyła wiele szarych szmat w jedną całość. Pomnik jest pilnowany jak najcenniejszy klejnot, więc zawieziono szmacisko na Żoliborz i próbowano zawiesić na ogrodzeniu domu Wuca, bo potrzebuje on wielu szmat. Ludzkich oczywiście.

 Tam mieszka największy polski klejnot, więc jest pilnowany przez policję 24 godziny na dobę, a ogrodzenie zakończone jest drutem kolczastym. Funkcjonariusze legitymowali, spisywali grupę i się popisywali czujnością.

– Tę szmatę powinni zanieść do siedziby PiS-u – pomyślał Wacek przeglądając w Internecie bieżące wiadomości. Lub  rozdać albo rozesłać po jednej wszystkim członkom tej partii albo chociaż posłom i senatorom z tego ugrupowania. Razem z szarym mydłem, aby sobie codziennie szorowali usta.

Na facebooku przeczytał, że w Łagowie gdzie odbywa się coroczny festiwal filmowy, Tomasz Broda miał namalować mural przedstawiający Daniela Olbrychskiego. Ten artysta, w 1965 roku, zachwycony okolicznościami przyrody, na spotkaniu w Łagowie rzucił: „Zróbcie tu festiwal filmowy”. Projekt muralu władze zaakceptowały ale sprzeciwił się nadleśniczy albowiem mural miał zdobić ścianę ośrodka należącego do Lasów Państwowych gdzie odbywają się projekcje. Olbrychski – w życiu! Nie popiera PiS, więc won!

– Won to z nadleśniczym, a nie muralem – skonstatował czytający i się wkurzający.

W słoneczną niedzielę spotkali się w Cafe Wuwa Helena, Edek z Aldoną, Wacek z Kasią i Adasiem. Zamówili to co lubili, usiedli i rozmawiali.

– Edek, jak ci idzie wyprowadzanie psów?

– Całkiem nieźle, nawet polubiły się, więc wszystkie razem wyprowadzam. Dostałem też kolejne propozycje.

– O, to świetnie – powiedziała Helena. Mam nadzieję, że zbierasz to co zostawiają kiedy się załatwiają.

– No, zbieram choć głupio się wtedy czuję.

– Głupio to jest ich nie zbierać – pouczyła wyprowadzacza seniorka. Swoją drogą dobrze się złożyło, że masz to zajecie, bo wszystko jest coraz droższe. Za każdym razem gdy robię zakupy w Biedronce jestem w szoku, że muszę więcej zapłacić.

– A propos jedzenia, dwaj malcy z ośrodka dla uchodźców poszli sami do lasu na grzyby i zatruli się.

– Zjedli z  głodu czy z ciekawości? – spytała Aldona.

– Nie wiadomo ale są w ciężkim stanie, tylko jeden będzie miał przeszczep wątroby, bo stan drugiego na to nie pozwala.

– Ktoś tych dzieci nie dopilnował – westchnęła Helena dopijając cappuccino.

– Mamo, a kiedy my będziemy mieli pieska? – Adaś wrócił do swojego marzenia.

– Wtedy gdy ty będziesz mógł go samodzielnie wyprowadzać. Na razie przed tobą chodzenie do szkoły.

– Ale może ze mną  i psami czasem spacerować – powiedział Edek. Zobaczy na czym polega to zajęcie.

– Myślę, że to niezły pomysł – zgodziła się Kasia.

– No to jesteśmy umówieni. Może już jutro? Pierwszy raz idę o ósmej rano, to może za wcześnie. Drugi raz o drugiej to chyba dobra godzina.

– Zobaczymy jaki rozkład zajęć będzie miał w szkole i wtedy się dokładnie umówimy.

– A dostanę swoją smycz? – zapytał chłopiec.

– No, nie od razu. Najpierw będziesz musiał poznać pieski, oswoić się z nimi, a one z tobą.

Wtorek przyniósł (w zębach polityka) wiadomość o wprowadzeniu stanu wojennego na granicy z Białorusią.

– W celu ochrony przed dwudziestu uchodźcami i jednym kotem? – zadał retoryczne pytanie Wacek po przeczytaniu tej wiadomości.

Zadzwonił do Kasi pytając:

– Czy zapiszesz Adasia na religię?

– Absolutnie nie. Nie chodzę do kościoła i nie mam zamiaru zatruwać umysłu dziecka jedynie słuszną, według polityków, religią.

– A jak mu wytłumaczysz święta Bożego Narodzenia i Wielkanoc?

– W skrócie opowiem o różnych religiach i o polskiej tradycji. A jak będzie dorosły to sam wybierze. Jak będę miała czas to dokonam apostazji.

– A wiesz, że ja też o tym myślę. To znajdę w Internecie co trzeba zrobić i ci przekażę.

Napisano 27 – 31.08.2021 r.