Upalne miasto 28

Drodzy Czytelnicy – pisanie to dla mnie jedna z form masowania szarych komórek, aby nie zanikły. Momentami jest to też dobra zabawa proszę więc nie oczekiwać zbyt wiele czyli traktować teksty z dystansem. Dziękuję.

Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Co drugą środę umieszczam tu recenzję książki lub opis prywatnych zdarzeń. Miłej lektury 🙂

******************************************************** ************

Zmywanie Anna zostawiła Karolowi i zapukała do  mieszkania Ewy.

– Zjedliśmy z Karolem obiad, udał mu się rosół, teraz zmywa.

– A ja przyniosłam  kolejne opowiadanie mojej klientki. Takie trochę niesamowite.

– Ale bez duchów, zombie i trupów? – upewniła się Anna.

– Bez, bez, trochę zabawne jest nawet.

– Dobrze, to dawaj. Przeczytam zaraz, bo Karol czeka na naleweczkę.

– No, tego to on na pewno nie odpuści – zakpiła wnuczka.

– Bardzo dobrze się spisał w kuchni więc to będzie dla niego nagroda.

– To ja u ciebie przygotuję kieliszki i karafkę a ty czytaj.

                    Koncert

Sala domu kultury miasteczka była wypełniona tylko w czwartej części ponieważ słuchacze siedzieli, zgodnie z wymaganiami czasu pandemii, co drugie krzesło. Każdemu przed wejściem na salę sprawdzono temperaturę ciała i kazano podpisać oświadczenie dotyczące stanu zdrowia. Koronawirus grasował i nie odpuszczał jak hordy dzikich najeźdźców. Nie potrzebował Dżingis chana, Tuhaj – beja ani innego dowódcy. Nie musiał inwestować w broń ani mundury dla swojej armii. Niewidoczny gołym okiem był groźny jak wszystkie dotychczas wynalezione środki rażenia razem wzięte.

Fortepian stał na podwyższeniu stanowiącym część sali teatralnej. Lśnił szlachetną czernią i napisem Calisia.

Zza kulisy wyszedł młody pianista, ukłonił się publiczności i usiadł  przy instrumencie. Jego blond czupryna i biała koszula odbijały światło reflektora. Czarne spodnie i kamizelka harmonizowały z barwą instrumentu. Muzyk kilkakrotnie poruszył palcami obu rąk i zaatakował klawiaturę nokturnem Chopina.

Po chwili w prawym rogu sali rozległ się głośny dzwonek telefonu komórkowego. Dzwonił i dzwonił. Pianista nie zważając na nic kontynuował granie. Wreszcie komórka umilkła. Po minucie kolejny telefon oznajmił swoją obecność i pracowitość. Właściciel szeptem długo opowiadał gdzie jest, opisał salę, publiczność i lekceważąco osobę grającego.

– E, wiesz, to taki szczeniak. Syn mojej siostry to obiecałem przyjść. Nudzi mnie to, wolę koncerty Zenka. Dobra, już kończę.

Za chwilę telefon zadzwonił w ostatnim rzędzie. Kobieta długo szukała go w torebce a gdy znalazła upuściła na podłogę. On ciągle dzwonił. Właścicielka uklękła w przejściu macając na oślep podłogę wokół krzeseł. Dzwonek nieprzerwanie i uparcie  grał piosenkę „Zakręcona, zakręcona”. Obecni na sali przestali zwracać uwagę na pianistę, wszyscy już byli wkręceni w kibicowanie kobiecie poszukującej zguby.

Pianista bez komentarza przerwał grę, wstał i opuścił salę. Nikt tego nie zauważył. Telefon przestał brzęczeć ale nadal było słychać dźwięki nokturnu. Klawisze same się poruszały a fortepian powoli przesuwał się w stronę krzeseł i publiczności.

W pierwszym rzędzie siedział burmistrz w ślubnym za ciasnym garniturze a obok niego małżonka wystrojona w błyszczącą suknię oraz liczną biżuterię.  Dwójka ich nastoletnich dzieci odziana była w modnie podarte dżinsy. Obok siedzieli radni i lokalni biznesmeni. Każda z tych osób inaczej rozumiała pojęcie elegancji. Na szczęście nikt polecenia: ubierz się w niedzielną odzież nie zrozumiało, że może to być piżama.

 Fortepian niebezpiecznie zsunął się ze sceny i zawisł nad nimi.

– Uciekajmy – szepnęła burmistrzowa brzęcząc bransoletkami.

– E, nie – to są jakieś sztuczki, zostańmy, bo potem się będą z nas śmiali. Może tak było zaplanowane – powiedział małżonek ocierając pot z czoła kraciastą chustką do nosa.

Ich nastoletnie dzieci dostały ataku śmiechu, włączyły smartfony i wszystko nagrywały świetnie się przy tym bawiąc.

– Damy to na wszystkie media społecznościowe – zobaczysz jacy staniemy się sławni – powiedział braciszek do siostry.

– Noo – odpowiedziała inteligentnie dziewczyna nie przestając nagrywać i żuć gumy.

Radni siedzący na bocznych fotelach rzędu  powoli chyłkiem umykali z sali.

Fortepian nadal grając leciał w stronę pierwszego dzwonka telefonu i nogą zawadził o młodego właściciela, który zdołał się uchylić. Instrument zawrócił i ponownie zaatakował młodzika. Ten zdenerwowany zrejterował wykrzykując  przekleństwa i pogróżki.

Fortepian przeleciał do gadatliwego wujka pianisty i solidnie uderzył go kanciastym bokiem. Mężczyzna zawył z bólu i zrywając maseczkę z twarzy krzyknął:

– Co jest? To jakieś żarty? Ktoś mi za to odpowie!!!

Unikając ponownych uderzeń wybiegł z sali depcząc ludziom po nogach.  Brzydkie wyrazy powtarzając po kilka razy.

Instrument przestał grać i cichym lotem skierował się w stronę kobiety w ostatnim rzędzie, która klęcząc nadal szukała telefonu. Nie widziała co się dzieje wokół więc gdy spróbowała  wstać okazało się, że  coś dużego i ciężkiego ją blokuje. Przeczołgała się do końca rzędu, próbowała ponownie stanąć pionowo ale dostała bokiem fortepianu i padła zemdlona. Mąż próbował ją cucić uderzając mocno w twarz. Ocknęła się i powiedziała:

– Nie bij tutaj.  Wystarczy, że robisz to w domu.

– Cicho, kretynko, trzeba było wyłączyć telefon. Tyle razy ci to mówiłem. Ale do ciebie, jak zwykle nic nie dociera. Wstawaj i wychodzimy.

Podparł ją i postawił na nogi. Chwiejąc się trochę kobieta wyszła na korytarz, by tam znowu osunąć się na podłogę.

– To sobie leż jak lubisz – powiedział opiekuńczo małżonek i opuścił budynek.

– Ja pani pomogę – powiedziała jedna z radnych pomagając kobiecie wstać. – Może zadzwonię po pogotowie? – zapytała.

Poszkodowana skinęła głową i tylko szepnęła:

– Proszę.

Publiczność na sali osłupiała i ze zdziwienia została na miejscach oprócz kilku szybkich radnych.

A fortepian spokojnie przepłynął w powietrzu nad nimi i osiadł na scenie. Zza kulis wyszedł pianista, usiadł i bez słowa zaczął grać uśmiechając się do siebie.

Targi, spotkania, książki i koty

1 grudnia Hala Stulecia (niegdyś Ludowa), Wrocław

Pamięć mam dobrą ale krótką więc w komórce miałam przypominaj ki:

– bank, aby przelać

– Targi Książki – aby m.in. kupić pismo „Książki”

– trafika, aby doładować komórkę

Pojechałam, gdzie musiałam, z bólem konta przelałam, w autobus wsiadłam i pojechałam. Tramwaj też bezbiletowo zaliczyłam. Do Hali się udałam.

Komórka zadziałała, sygnał mi przesłała więc posłusznie do stoiska Agory podeszłam i o pismo „Książki” poprosiłam. Taniej o trzy złote niż w kiosku – ale zaoszczędziłam. Przy okazji zapytałam czy można, u nich,  doładować, komórkę.

– Jeśli ma pani ładowarkę – usłyszałam.

– Ale ja chciałam konto uzupełnić, finansowo.

– A to jeszcze nie. Przed chwilą klient pytał o zapłatę bitcoinem.

– Mam nadzieję, że w przyszłym roku będziecie mieli obie opcje – zachęciłam ich do rozwoju usług.

– Czy chce pani torbę?

– Bezpłatną?  – upewniłam się.

– Tak, jeśli pani dopiero zaczyna zwiedzanie to się przyda.

Spacerując i oczyma stoiska penetrując, aby znaleźć ciekawe obiekty do sfotografowania, zatrzymałam się przy stoisku wydawnictwa Sowello, bo zwrócił moją uwagę  tytuł „Dlaczego szczęśliwy człowiek nie żeni się z kobietą” Marcina Halskiego. I się zaczęło, bo autor był na miejscu, w mikołajowej czapce a w brodę miał wpięte małe bombki choinkowe. Posiadał też poczucie humoru oraz kontaktowość, więc namówił mnie do zakupu. Zapłaciłam, książkę do torby schowałam.

– Ale może zdjęcie z autorem? To ja pani torbę potrzymam – zaproponował inny facet.

– Ale nie ucieknie pan? – upewniłam się.

Ustawiam się do foto, autor bierze książkę ze stoiska, ja ją trzymam, pozujemy, obsługa pstryka. Ja chowam książkę do torby. TAK! Tę drugą. Ale autor był bystry i odebrał.

– Nie udało się – mówię do wszystkich. I w śmiech, oni też.

Autor podzielił się wspomnieniem:

– Na moje spotkanie autorskie przyszły same kobiety. Pomyślałem sobie – po mnie czy do mnie?

– Bo kobiety więcej czytają – powiedziała jedna ze stoiskowych pań.

– Panowie wolą kupować (moje doświadczenie z prowadzonego przez wiele lat w dwu w bibliotekach , kiermaszu tanich książek) – uzupełniłam.

Przesuwam się dalej penetrując otoczenie, z wyczuleniem na darmowe gadżety. Trąca mnie niski puszysty:

– Dzień dobry pani Ireno.

Może i dobry ale kto to jest? Ach, to czytelnik biblioteki w której pracowałam, wtedy młody i bez długiej, jak teraz, brody.

Idę dalej i znosi mnie na stoisko ZLP gdzie stoi znajoma poetka zajmująca się też zbieraniem ziół na terenie Doliny Baryczy,  wytwarzaniem herbatek, kremów i maści z  ziołową zawartością.

W  trakcie obchodu fotografowałam głównie książkowe koty, u niej także. Ale miała też swoje pozaliterackie dzieła i nabyłam sól (bez jodu) mieszaną z ziołami, tworzącą w słoiczku kolorowe paski.

Na innym stoisku zatrzymała mnie zielona okładka z napisem HORACY. Pomyślałam: „O, nowe tłumaczenie Horacego ktoś zrobił”. Podchodzę i sięgam po zakładkę. A młody autor mówi, że pracował nad tą książką półtorej roku. I jeszcze coś o treści ale nie słuchałam tylko zapytałam: a trup jest? Nie ma – odpowiedział zaskoczony.  To nie kupię – odparłam i poszłam sobie. Pewnie nie zrozumiał czym zniechęca ewentualnych nabywców.

Podsłuchane gdzie indziej:

– Będziecie tu do niedzieli?

– Tak, ale to stracony dzień, nikogo nie będzie.

Zrozumiałam, że znowu jakiś mecz kopacze rozegrają.

W holu natknęłam się na stoisko z kolażami – zrobiłam zdjęcia dwóch z motywem kota.

Nie byłam jak Witia z „Samych Swoich” i nie pojechałam do domu na kocie tylko tramwajem.

Komórkę też doładowałam.

Zdjęcia z tej wyprawy są na moim profilu na facebooku, tu z autorem w.w. książki.

Podejrzany nieskazany

Jacek Getner – Podejrzany na wieki wieków, Wydawn. Lira 2021

Wstęp: „Kryminał to taki romans, tyle że z trupem w tle”

O autorze:

Jacek Getner zaczął pisanie od wierszy. Przerwał studia, aby pracować jako copywriter w agencji reklamowej.

Jest autorem scenariuszy telewizyjnych (seriale „Daleko od noszy”, „Ale się kręci”, „Malanowski i Partnerzy”, „Klan”), sztuk teatralnych, opowiadań i książek kryminalnych z humorem. W trakcie tworzenia preferuje pisanie dialogów niż opisów.

Jest autorem wielu książek, w tym serii o detektywie Przypadku.

Jest też pomysłodawcą i fundatorem corocznej nagrody „Zbrodnia z przymrużeniem oka”.

Ma rodzinę, lubi zbierać grzyby i łowić ryby.

O książce:

Na okładce czytelnik od razu widzi stwierdzenie: „W życiu czasem łatwiej znaleźć mordercę niż porządnego faceta”.

Czy tak jest naprawdę? A co z kobietami? W książce obie płci mają wady i zalety.

Ofiarą morderstwa jest właściciel DROBPASZTU, buc, prostak i sknera. Zastał go, przybitego szablą do służbowego fotela, Bazyli Jacak – copywriter, który natychmiast staje się głównym podejrzanym. Często mu się to zdarza, bo nie umie w kontakty międzyludzkie, mówi co myśli nie licząc się z innymi. Taki z niego „podejrzany na wieki wieków”. Bazyli uważa, że „Życie jest takie szare, czasem warto je trochę ubarwić”. Czytelnik dowiaduje się dlaczego jego półkule mózgowe ze sobą walczą i co z tego wynika. To zabawne momenty.

Czasem trzeźwo ocenia ludzi nie rozumiejąc „… w jaki sposób niektóre osoby dzięki systemowi testowemu uzyskały matury, a nawet poszły na całkiem dobre studia”.

Na szczęście jego narzeczoną jest zaradna i przedsiębiorcza Barbara Kotula, która uparła się udowodnić niewinność Bazia. A gdzie diabeł nie może tam babę pośle. A nawet dwie, bo kobiety opiekuńcze bywają.

Kumplem zlecającym czasem Bazylemu pracę jest Szymon Chachuła, niezdolny ale za to na stanowisku bo uprzejmy i tym manipulujący otoczeniem. Warto być uprzejmym. Profesjonalnym już nie zawsze.

Postaci w powieści jest sporo i wszystkie wzajemnie się podejrzewają o to morderstwo. Mamy też porwanie, śledzenie, stalkera, niespełnione uczucie, zdolności parapsychiczne rodzicielki Bazia, próba przejechania autem. Trochę tego dużo i można się pogubić.

W książce autor bawi się nazwiskami bohaterów – czasem jest to nomen – omen, czyli Tłuścik, a poza tym policjant Gąsior, pani prokurator Całus, policjant Martuś.

Mnie książka nie zachwyciła a najbardziej rozbawiła notka na tylnej okładce z której dowiadujemy się, że autor jest wicehrabią polskiej komedii kryminalnej. Hrabia pilnie poszukiwany.

p.s. autor na Facebooku opisał doświadczenie z pracy w pewnej telewizji gdzie każdy z pracowników miał swój kubek chował go do biurka. Autor nie posiadał swojego miejsca więc swój kiedyś zostawił w kuchni na noc. Rano go nie było, poszukiwania nie dały rezultatu. Po tygodniu wywiesił ogłoszenie: Mam AIDS, proszę o zwrot kubka z napisem „…….”. Nazajutrz zguba była w kuchni. Pomysłowo.

Wszystko już było

„Gazeta Wyborcza” w dodatku „Duży Format”, w latach dwutysięcznych prowadziła rubrykę pt.: „Czytelnicy do pióra”. Pan redaktor zadawał temat a chętni pisali i teksty do redakcji przysyłali.

Jedno z zadań: „Z pamiętnika starego tetryka proza miała być, panie, lekko sklerotyczna i taka, panie tego, stetryczała nieco, i żeby się narratorowi tak czasem mimo woli, jak to panie, popularnie mówią, rymnęło. O. Taka miała być i gderliwa też na ogół była.

Mój tekst wydrukowano poprzedzając tymi słowy:

Pani Irena Brojek z Wrocławia debiutuje na podium lapidarnie i przekonywająco. Witamy! Nagroda – „Królowa” Karen Essex.

GW DF nr 18, z 17. maja 2004 roku.

Pisząc to miałam 55 lat, czyli do stetryczenia było mi daleko.

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

TYTUŁ: Wszystko już było

Środek nocy. Ciśnienie na pęcherz. Wstaję. Z trudem. Żona i pies chrapią. Ja człapię.

Ranek. Zbyt wczesny. Durne ptaki się drą. Pies lata za pchłą. Na ogonie. Żona w wannie. Niech tam zostannie.

Południe. Nudnie i paskudnie. Głupie słońce świeci. Wrzeszczą podłe dzieci. Na co to komu. Wstaję z ławki i idę do domu.

Obiad. Ja siorbię, żona kłapie szczęką. Życie jest wieczną męką.

Popołudnie. Drzemka. Śniło mi się… Co mi się śniło? Wszystko już było. Żona cała w serialu. Azja na palu.

Wieczorem. Co tam, panie, w polityce? Znowu się błaźnicie! Ja to bym ich wszystkich… jak Azję. Przed wojną to… Żona spaliła bigos. Pies liże nos.

W nocy. Znowu mnie dusi. A może to żona? Poszedł psie głupi!

Na Olimpie codzienności

Parę ładnych lat temu napisałam ten tekst, był na poprzednim blogu ale portal zamknięto. Trochę tekst poprawiłam i uzupełniłam, Zapraszam 🙂

*************************************************************

Jak co sobotę byłam na Olimpie i złożyłam ofiarę, z siebie, wielu bogom. Przede wszystkim temu dwojga imion „Pranie-sprzątanie”. Nie lubię go bo wymusza cotygodniową daninę z mojego czasu i energii.

 Istnieją też inne domowe „bożki” jak: „Zmywanie”, „Prasowanie”, „Odmrażanie lodówki”. Oddaję im cześć najrzadziej jak mogę.

Najbardziej lubię tego o nazwie „Wyrzucanie” i poddaję się mu z przyjemnością. Dzień bez wyrzucania jest, dla mnie, dniem straconym. Po zakupieniu jakiejś rzeczy staram się wyrzucić/oddać dwie inne. Kupię buty, wyrzucam (lub zanoszę do sklepu dobroczynnego) bluzkę, spódnicę lub torebkę. Ostatnio nawet część ręczników, pościeli, serwetek oraz obrazków ściany ozdabiających.

Lubię też skutki składania kultu bożkom „Gotowanie” i „Pieczenie”. Najgorsze, że w paradę wchodzą zaraz następne „Zmywanie” i „Sprzątanie”. I drą się wielkim głosem jeśli o nich zapomnę. Egocentrycy wredni tacy!

 Nie mogę zapomnieć o bóstwie związanym z domem ale kultywowanym poza nim o imieniu „Kupowanie”. Ono ma różne odmiany jakie wszyscy znamy: „Kupowanie jedzenia”, „Kupowanie ubrania”, „Kupowanie słowa pisanego”, „Kupowanie dla kota”, „Kupowanie dla higieny”, „Kupowanie dla urody” i tak dalej.

 Na szczęście nie jestem zakupoholiczką, całożyciowe dochody mnie od tego ustrzegły oraz nie mam takich skłonności.

Domowym bożkiem może być też „Czytanie książek”, „Wykonywanie Rękodzieła”, „Oglądanie telewizji” lub „Surfowanie w necie”. Poza tym „Rozwiązywanie krzyżówek i sudoku” (mam koleżankę tym  zajęciem opętaną) i „Narzekanie”.

„Gadulstwo” jest bóstwem, któremu oddaje cześć wiele osób. Zarówno w domu jak i poza nim. Jestem przekonana, że to nie jest objaw inteligencji, wręcz odwrotnie. Szczególnie jeśli to są  opowieści nudnych treści bez poczucia humoru. O, „Poczucie Humoru” jest dla mnie bóstewkiem  miło okraszającym codzienność.

Malutkim bóstwem, ale potrzebnym, były dla mnie kotki Alodia i  Misia. Były bo odeszły i czas kota u mnie minął bezpowrotnie.

Na koniec zostawiłam ważne dla mnie „Czytanie ze zrozumieniem” a także „Pisanie”. Oraz „Oglądanie filmów” też ze zrozumieniem i wyciąganiem wniosków.

Wybór bóstw i przedmiotów kultu należy do każdego z nas. 

p.s. specjalnie nie wspominam o polityce

Wirus drożyzny (cz. 113)

Pod każdym tekstem podaję datę napisania, bo umieszczam aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przewijając stronę. Co drugą środę zamieszczam recenzję książki lub relację prywatną. Miłej lektury 🙂

***********************************************************

– Pandemia, drożyzna i podsłuchy, to trzej jeźdźcy Apokalipsy – przeczytał Wacek w Internecie. Czwarty to Nowy Ład a raczej stary bardak.

– A przede wszystkim głupota i zachłanność polityków oraz wyborcy z ptasim móżdżkiem – dobił się tym stwierdzeniem.

Przeszedł do przedpokoju, włożył kurtkę, buty, czapkę, wziął szalik zrobiony przez Aldonę i dwie torby na zakupy. Wyszedł z bramy i wdepnął w psią kupę. Zaklął szpetnie. Przeszedł skwerek i wytarł buty w trawę poprawiając papierowym ręcznikiem jakiego kawałek zawsze nosił w torbie.

Zadzwonił domofonem do mieszkania Heleny. Otwierając seniorka powiedziała:

– Jak dobrze, że cię widzę. Czy pójdziesz ze mną po zakupy?

– Właśnie miałem pani zaproponować ich zrobienie. Jest ładna pogoda to może zrobimy sobie mały spacer po parku?

– I za to cię cenię, za dobre pomysły oraz życzliwość, której tak brakuje, bo jest odgórne pozwolenie na chamstwo.

– Właśnie w tego dowód wdepnąłem.

– Osobisty? – zdziwiła się starsza pani.

– Osobisty jakiegoś psa, no i chamstwa osoby wyprowadzającej.

– Niestety, Wrocław jest miastem psiej kupy.

– Zakupione czy raczej zasrane miasto – podsumował Wacek ciągnąc się za ucho.

– To może patrzmy pod nogi zamiast na drzewa i krzewy – zaproponowała seniorka poprawiając maseczkę. A czy tam przed nami nie idzie Edek z psem?

– Edek, Edek! – zawołał towarzysz spaceru.

Mężczyzna stanął, obejrzał się i pomachał. Dwójka znajomych podeszła do niego.

– Wdepnąłem dziś przed bramą w psie gie. Jeśli nie sprzątasz po wyprowadzanych przez siebie to cię palnę – obiecał Wacek.

– Sprzątam, sprzątam. I właściciele kazali, i Aldona mi o tym przypomina.

– A propos Aldona, idziemy po zakupy, może wam coś potrzeba?

Zapytany wyciągnął komórkę i skonsultował sprawę przekazując telefon kumplowi, który przyjął zamówienie.

Edek podciągnął spodnie, schylił się, pogłaskał psa mówiąc:

– Idziemy do domu Misiek. Czas na michę.

– Acha, Edek, czy ty nosisz dres w domu? – zapytał Wacek.

– Tak, a dlaczego pytasz?

– Bo podobno jeśli tak to wszystko co robisz w domu liczy się jako uprawianie sportu.

– He, He, He – rozumiem, że z ciebie też taki sportowiec?

– Lepszy niż nasz prezydent, który za naszą kasę fundnął sobie wycieczkę, na Olimpiadę, do Pekinu.

– Jako zawodnik?

– Jakby była olimpiada kompromitujących się nieustannie prezydentów to na pewno zgarnąłby złoty medal.

– Tylko naszego hymnu dla takiego szkoda.

– Ale za to powstał hymn Pispatologii:

Zbudujemy nową Polskę

Zbudujemy Nowy Ład

W którym wszystko sp……..y

W którym każdy będzie dziad.

Wyludnione miasta

Zrujnowane wsie.

Zbudujemy nową Polską

Jak w koszmarnym śnie.

– Ale „Zanim prawda włoży buty, kłamstwo obiegnie ziemię” Mark Twain.

– W dodatku nie pytając o zgodę premiera zwolniono ministra finansów.

– Widocznie Pinokio jest do odstrzału i Wuc już ostrzy colta.

– A kot mu podaje wycior i naboje.

– A może nawet naciśnie spust?

– Kto wie? Koty zdolne są do wszystkiego, szczególnie gdy taki pan mu daje przykład.

– Już sobie wyobrażam, że w ogrodzie mają strzelnicę i obaj ćwiczą.

– Nawet wiem czyja podobizna jest na tarczy.

– Tego od wina, oczywiście.

Napisane 6 – 7.02.2022 r.

Wirus wyrywania (cz. 112)

Pod każdym tekstem podaję datę napisania, bo umieszczam aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przewijając stronę. Co drugi poniedziałek lub środę zamieszczam recenzję książki lub relację prywatną. Miłej lektury 🙂

************************************************************

Pewnej ponurej, nie tylko z powodu pogody, niedzieli Helena, Wacek, Edek z Aldoną bez Pana Kota spotkali się na obiedzie w domu Kasi i Adasia przy ulicy Nowowiejskiej.

Wacek zaprowiantował i zasponsorował ucztę w postaci indyczego gulaszu i porcji rosołowej, Helena szarlotką z dżemem jabłkowym dostarczonym przez Aldonę, która dołożyła woreczek zamrożonych jarzyn ze wspólnej działki, zaś Edek nabył, w sklepie dobroczynnym, dla Adasia dwie książeczki o zwierzątkach. Jedną do czytania, drugą do kolorowania.

Przy kawie, herbacie i soku Helena powiedziała:

– Spotkałam znajomą, która co tydzień chodzi na masaże. I ona, i rehabilitant mają podobne poczucie humoru. Powiedział jej, aby w ramach rehabilitacji kręgosłupa, czasem wkładała pod ramiona kij od szczotki.

– Ale ja nie mam szczotki na kiju, ani mopa bo nie potrzebuję, takie mam małe mieszkanie – odrzekła. Przecież nie wejdę na drzewo i nie ułamię gałęzi.

– Nie musi pani, wystarczy wyrwać deskę z ławki – zażartował facet.

– To musiałabym być po dużej ilości alkoholu, aby dać radę i to nie na pewno.

– E, tam – poprosi pani tam  siedzącego pijącego i za dwa piwa to pani załatwi.

Zapadła cisza, po chwili odezwał się Edek:

– I co, posłuchała?

Wszyscy się roześmieli.

– Czego się cieszycie?

– Bo to żart był, drogi kumplu – uświadomił niekumanego Wacek.

– Postanowiła kupić kij do szczotki lub mopa – zakończyła Helena.

– Aaale pyszna szarlotka – zachwyciła się Aldona.

– Niech Pan Kot żałuje, że słodyczy nie jada – stwierdziła Kasia oblizując łyżeczkę.

– Powiem mu to, oczywiście.

Edek był zadowolony, że zeszło na temat mu bliski. Bo poczucie humoru było od niego odległe jak uczciwość od polskich polityków.

– Ta znajoma mi jeszcze powiedziała: jestem ruiną, konserwator zabytków potrzebny mi od zaraz.

– W postaci sprawnej służby zdrowia, prawda?

– I tu się zaczynają strooome schody prowadzące na najwyższy budynek na świecie.

– A propos – ile taki ma pięter? – zapytał Edzio.

– Zaraz sprawdzę w Internecie – powiedział Wacek wyciągając smartfona. Ma 163 piętra użytkowe a dziewięć konserwacyjnych.

– I gdzie stoi?

– W Dubaju.

– To tam jest akcja filmu „Dziewczyny z Dubaju”?

– Nie wiem, ale raczej to są, i  film, i dziewczyny, z de.

– Nie możemy się jednak pośmiać z tego, że obecna władza bardzo wzoruje się na minionej epoce. Nieznane osobniki dzwonią do osób z opozycji informując, że ktoś z najbliższej osoby właśnie zmarł. Lub mówią grobowym głosem, że rozmówca umrze.

– O, to za komuny pisarz Marian Brandys, mąż aktorki Haliny Mikołajskiej na takie coś odpowiedział: ty ch…u też, myślisz, że jesteś nieśmiertelny?

– Nie ma to jak celna riposta – zaśmiała się Helena.

– W Ordo Iuris też były i są riposty. Zbrodnia to niesłychana – pani zdradziła pana, kochanek (przyjaciel i świadek na ślubie kościelnym) nagrał akcję, którą żona zobaczyła w jego telefonie. Poleciała do męża kochanki, ten obił kochanka, a w sądzie są już ich pozwy rozwodowe. Kazano im się wynosić z organizacji, która chce rządzić życiem dziennym i nocnym obywateli, więc niby powstała nowa pt. Logos.

– Dana Zeidler na FB tak podsumowała naszą rzeczywistość:

Człowiek, który sam nie wychodzi do sklepu, zajmuje się bezpieczeństwem narodowym.

Inny – amator egzorcyzmów, decyduje o programie nauczania w szkołach.

Kobieta, która zdradziła męża i ma jedno z dzieci z kochankiem, tworzy Instytut Rodziny i Demografii.

Wiceprezes wpływowej sekty dążącej do ograniczenia rozwodów bierze rozwód, bo kręcił filmy z harców z panią z sekty, żona je przechwyciła.

Pani z sekty, mężatka i matka dwójki dzieci, innym kobietom chciałaby ograniczyć prawo do rozwodów i obrony przed przemocą, ale właśnie się rozwodzi i domaga się uszanowania prywatności.

Minister kultury nie bywa w teatrze, ale odbiera mu dotację, bo tak zaleca kuratorka oświaty, historyczka, która nazywa szczepienia eksperymentem.

Ekonomista, minister zdrowia nie potrafi ogarnąć co mogą zaszczepieni, albo niezaszczepieni. Chyba zaszczepieni. Nie, raczej niezaszczepieni.

Malarz amator, pejzażysta, Dyzma sejmowy, ma wiedzę o kilkuset podsłuchach, która w normalnym państwie doprowadziłyby do dymisji rządu.

Były wiceminister sportu, poseł, naciągacz, odwiedza szkoły, żeby zapoznać dzieci z ciekawym człowiekiem.

Premier pisze bełkotliwe wiersze w excelu i robi sobie zdjęcia z politycznymi utrzymankami Putina.

I wszystko to w kraju, w którym od 30 lat ludzie zrzucają się na sprzęty medyczne wyręczając państwo w ratowaniu zdrowia i życia obywateli.

Dobranoc, Polsko.

– To teraz dodajcie ich nazwiska.

– I kto może niech z kraju wyrywa.

Napisane 28 – 31.01.2022 r.

 

Wirus piosenek (cz. 111)

Pod każdym tekstem podaję datę napisania, bo umieszczam aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przewijając stronę. Co drugi poniedziałek lub środę zamieszczam recenzję książki lub relację prywatną. Miłej lektury 🙂

*********************************************************************

– Jak ja nie lubię Zenka – powiedziała Aldona wracając z zakupów wkurzona cenami.

– A co ci, biedak, zawinił? – zapytał Edek głaszcząc pana Kota.

– Bo jest twarzą obecnej władzy – warknęła kobieta rozkładając produkty.

– Raczej mordą.

– Mordami to są ci trzymający władzę. A chodziło mi o propozycję Suskiego, aby w radiu w godzinach 5-24 nadawano 80% polskich piosenek.

– Przypuszczam, że w wykonaniu Zenka, Maryli i Edzi?

– A pozostałe 20% to rosyjskie z okresu Związku Zdradzieckiego może.

– Ale to, że młodzież na studniówce śpiewała je… … to nie bardzo mi się podoba, choć rozumiem to wkurzenie – stwierdziła Dona.

– No to mam nadzieję, że odpowiednio do tego hasła zagłosują w czasie wyborów.

– Miau – potwierdził Darek.

– Tylko nie wiadomo czy znowu nie zamataczą wyborów. Bo co do poprzednich mam takie silne podejrzenie.

– A wiesz, że system podsłuchowy Pegasus był nielegalnie kupiony za 33 miliony złotych? – dobił kobietę Edzio.

– Nie dziwi mnie to wcale. A hasło ustalili bardzo trudne do odgadnięcia.

– Wiem, nigdy bym się nie domyślił. Brzmi ono „Orzeł Biały” w Internecie: orzelbialy.

– Jak myślisz – czy ten skrzydlaty koń zaniesie PiS do Hadesu? – zapytała Aldona myjąc produkty na obiad.

– Mitologicznie ci się odbija, widzę. Oby, najwyższy czas dla nich na piekło.

– Politykom ciągle się odbija podsłuchami. A wiesz dlaczego minister Zero uwziął się na Giertycha? Bo kiedyś przyszedł do jego kancelarii z prośbą o przyjęcie i pomoc w zostaniu adwokatem w dodatku próbował nim manipulować źle mówiąc o Lechu Kaczyńskim wiedząc, że ewentualny szef ma z LK zatargi. G. odmówił, bo uważa go za złego prawnika a Z. taką nędzną i wredną manipulacją obraził jego inteligencję.

– No to się podpiął pod PiS i rządzi, teraz chce ludziom utrudnić rozwody.

– E, tam rządzi. Jest na pasku Wuca i jego obsesji. Z kotem przecież nie musi brać rozwodu.

– A co  sądzisz o tym, że „Nieposłuszeństwo jest prawdziwą podstawą wolności. Posłuszni muszą być tylko niewolnicy” (G. Orwell)

– Nie wiem czy muszą. Oni tak chcą, bo to wygodniejsze. Nie trzeba się męczyć myśleniem i stawianiem oporu. A nuż trzeba by było znosić jakieś represje? – zapytała Dona zajęta porcjowaniem kurczaka.

– Mnie się podoba to: „Głową muru nie przebijesz ale jeśli zawiodły inne metody należy spróbować i tej” (J. Piłsudski).

– Trzeba mieć żelazny łeb, dobrze, że ten drób nie jest żelazny – wsadzając powstałą porcję rosołową do garnka powiedziała kobieta.

– I żelazną wolę odporną na manipulacje.

– Ale można od tego umrzeć jak dyrektor z CBA, który wprowadzał i nadzorował Pegasusa.

– Śmiercią naturalną zszedł był?

– A kto to wie?

– Ciekawostką przyrodniczą jest fakt, że system podsłuchowy nie został kupiony od producenta w Izraelu tylko od firmy Matic założonej przez byłych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa PRL. Za wdrożenie i szkolenie dostali 8 milionów.

– Teraz budowany jest mur w Białowieży, jak myślisz który krewny i znajomy królika na tym zarobi?

– Tego nie wiem ale najgorsze, że niszczą przyrodę ciężkim sprzętem. Obieraj jarzyny, nie leń się.

– Na Chińczyków się zapatrzyli? – zapytał Edek powoli wstając i portki podciągając. Pan Kot tylko zerknął kpiąco na swojego niewolnika.

– E, nie. To zdaje się przykład od bratanków.

– Ale oni nie niszczyli sobie rezerwatu przyrody?

– Tego nie wiem ale obwarowali czy raczej omurowali się solidnie. Zresztą nie tylko oni. Parę innych krajów też.

– Stany Zjednoczone mają problem z nielegalnymi przybyszami głównie z Meksyku, Europa także. A może by tak Rosja przyjęła wszystkich? Miejsca u nich dużo – facet rzucił propozycję od czapy a może nawet uszanki.

– Jak ty już coś powiesz – zakpiła kobieta. Lepiej kończ to, opłucz, pokrój i do garnka.

– Będzie rosołek choć dziś nie wtorek?

– Dzisiaj sobota, dzień hołubienia kota – stwierdziła pani domu wrzucając pokrojoną pierś kurczaka do kociej miseczki.

Darek wstał, przeciągnął się leniwie i powoli podszedł do swojej jadalni.

– Edek, zmień mu wodę i obejrzyj piasek w kuwecie.

– „Życie to głupi i śmieszny żart” – powiedział Edek wrzucając jarzyny do garnka.

– A skądżeś wziął tę mądrość? – zakpiła Dona.

– Zacytowałem Lermontowa tylko – obruszył się jej życiowy partner.

– No, widzę, żeś zdolny jak Powolniak z serialu „Co ludzie powiedzą” i jak on leniwy.

Napisane 20 – 25. 01.2022 r.

Wirus rady (cz. 110)

Pod każdym tekstem podaję datę napisania, bo umieszczam aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przewijając stronę. Co drugi poniedziałek lub środę zamieszczam recenzję książki lub relację prywatną. Miłej lektury  🙂

*******************************************************************

Helena zadzwoniła do Wacka:

– Wiesz, tak się martwię, bo kilkunastu członków Rady Medycznej przy premierze zrezygnowało z przynależności. I zostało tylko kilku.

– Pan Heleno już internauci podali kilkanaście propozycji, Pinokio będzie miał w czym wybierać.

– O, to świetnie! Kogo zaproponowano?

– Najlepszych: dr Quinn, dr Lubicza, dr Kildera, dr Wezóła, dr Irenę Eris choć to producentka kosmetyków, dr No, dr Judyma, dr Oetkera choć on jest od proszkowego jedzenia,  dra a nawet profesora Wilczura, dr Żywago, dr Strosmajera, dr House`a, dr Watsona, dr Dolittla choć to weterynarz, Dr. Albana choć to piosenkarz,

pisarze też się przydadzą: dr Stanisław Lem, dr Tadeusz Boy – Żeleński, dr Michaela Crichtona, dr Arthura Conan Doyle`a, dr Robina Cooka.

– Ależ lista. Sadzę, że wszyscy się zgodzą, szczególnie ci nieżyjący  – zakpiła seniorka popijając melisę.

– Wicerzecznk PiS powiedział: nie zatrudniamy ekspertów, bo nie chcieli realizować naszego programu.

– A to wredni jedni i drudzy. Przecież program Wuca i jego niewolników jest najlepszy nie tylko w Polsce ale i w galaktyce.

– Już widzę jak zjeżdżają do nas Marsjanie, Wenusjanie, Jowiszanie i Księżycanie z pokłonami i darami – zaśmiał się Wacek.

– A jakie one, te dary będą? Chyba piasek i karma dla kota, całe srebro, złoto, brylanty i platyna świata oraz wszechgalaktyczna władza.

– No to pani pojechała.

– Weszłam w umysł Wuca i to w nim wyczytałam.

– To bardzo być może – zasępił się Wacek.

– A jak już wszystkie zachapie to metodą na gospodarkę będzie naśladowanie Korei Północnej.

– Myśli pani o obowiązkowych dostawach nawozów naturalnych bo sztucznych nie mają?

– Tak, nie dasz gie będziesz be.

– I nie zrobisz zakupów na targu, czyli  będzie to odcięcie obywateli od jedzenia.

– Ale ludzkie odchody nie nadają się do uprawy roślin spożywczych, wręcz są szkodliwe.

– Ich Wuca to nie obchodzi. Mają tam Szamboład od dawna.

– Najpiękniejszy poseł świata Terlecki beztrosko oznajmił, że jeśli chodzi o Nowy Ład to „popełniliśmy kilka błędów”. On i cały PiS są jednym wielkim błędem i skandalem godnym tylko osadzenia za kratami na dożywocie.

– PiS – to podsłuchy i szwindle.

– Niektórzy pomyśleli, że jak kupią książkę „Dobre intencje, demokracja, kobiety. Pełna historia Jarosława Kaczyńskiego” to się wszystkiego (raczej niedobrego) dowiedzą.

Mariusz Szczygieł napisał:

Rozdział „Dobre intencje” to puste strony, „Demokracja” – puste strony, „Kobiety” – puste strony”. To, moim zdaniem, najlepsza charakterystyka tych aspektów u Jarosława Kaczyńskiego. Autorem jest Jarek, ale nie Kaczyński. Ma 27 lat, wydrukował 1000 sztuk z oszczędności. Projektuje aplikacje, skończył grafikę komputerową na WSE w Krakowie trzy lata temu. – Te puste strony – wyjaśnia – to był jedyny sposób na to, żeby mieć swój udział w dyskusji politycznej jako obywatel.

Napisano na każdym egzemplarzu, że zysk z książki zostanie przekazany na FUNDACJĘ CENTRUM PRAW KOBIET. Na dole każdej strony zamiast cyfr jest osiem gwiazdek ***** ***. Kupić ją można na Allegro a przedsprzedaż jest ma dobreintencje.com.

Żart ale wymowny.

PKN Orlen nakazał swoim spółkom – córkom prenumeratę gazet wydawanych przez Polska Press dla każdego z pracowników. Spółek jest ponad sto a pracowników 32 tysiące. Muszą zamataczyć, że jest popyt.

– Przypomina mi się odcinek z serialu „Zmiennicy” gdzie w pliku gazet przemycano narkotyki – pomyślał Wacek. Może to jest ten pomysł? Jeszcze powinni tak faszerować kiełbasy i sprzedawać spod lady w kioskach. Bareja nawet się nie spodziewał, że jego pomysły będą w Polsce wiecznie żywe. Byle szampony do włosów nie były jak „Samson” z tegoż serialu.

Następną świetną wiadomością była informacja, że w Lublinie jest ulica „Inflacji Morawieckiego”. Na mapie jej nie ma bo to żart internautów, którzy na mapa Google czasem wstawiają nazwy jakie chcą. Na przykład „Park Imperatora Kaczafiego”.

Na koniec smutna lecz prawdziwa konstatacja: są próby wyłudzenia pieniędzy na wnuczka czy policjanta ale najlepszy pochodzi od rządu Pis  i nazywa się „Polski Ład”.

Napisane 15- 17. 01.2022 r.

Wirus bezhołowia (cz. 109)

Pod każdym tekstem podaję datę napisania, bo umieszczam aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przewijając stronę. Co drugi poniedziałek lub środę zamieszczam recenzję książki lub relację prywatną. Miłej lektury 🙂

*************************************************************

– Cieszy się pani z dodatku osłonowego? – zapytała Aldona Helenę stawiając na stole kolorowe kubki z herbatą.

– Bym się cieszyła, może, gdybym go dostała. Ale dla jednoosobowego gospodarstwa dochód  miesięcznie nie może przekraczać 2100,-zł. A i tak przecież to z moich podatków.

– Za to cieszą się osoby represjonowane, bo wraz z informacją o 3000.- zł jednorazowego świadczenia dostali słodki list od premiera. Tyle, że jest to bezosobowe pismo, czyli bez nazwiska adresata a podpis jest lekko rozmazany, czyli nie oryginalny.

– Może faksymile?

– Może ale w trakcie powielania pisma lekko się rozmazał. Osoba, która go otrzymała powiedziała, że taka manipulacja obraża jej inteligencję, bo doskonale wie, że to wstęp do akcji wyborczej PiS. A pieniędzy nie daje premier z prywatnego konta tylko z pieniędzy publicznych, które pochodzą z podatków. Brane są nie tylko od dochodów osób pracujących ale i od emerytur. Więc niech spadają ze swoją pseudo dobroczynnością.

– Powiedz Edkowi, żeby nie jeździł na rowerze nawet po jednym piwie, bo zapłaci mandat w wysokości 2500 zlotych  – przypomniała seniorka  dopijając herbatę i kończąc wafla posmarowanego domowym dżemem i czekoladą mleczną.

– No to się teraz będą mieli z pyszna różni kierowcy, czekają ich wysokie mandaty i zabieranie prawa jazdy.

– Tyle że dla osób typu dziennikarz Kraśko to ani mandat ani zabranie dokumentu nie straszne, bo miał to w nosie i jeździł bez prawa jazdy.

– Pod wpływem był, że mu zabrali? – zapytał Wacek.

– Nie, ale kilkakrotnie przekroczył dozwoloną prędkość.

– Niektórym się zdaje, że prawo jest dla maluczkich a oni są ponad to.

– Pycha kroczy przed upadkiem.

– Mo i mamy kolejny przekręt na „Nowym Ładzie” a jak go niektórzy nazywają „Wale”  rząd zarobi 80 milionów z czego tylko siedem pójdzie na służbę zdrowia. Na polskim wale nie stracą tylko ci, którzy nie pracują, nie płacą podatków i żyją z SOCJALU. – dodał gość posiłkując się Internetem.

– Do Polaków w tym roku przybyli trzej królowie: Prądus, Gazus i Inflacjusz. Tamci nieśli dary, a ci nicponie nas okradają – Helena trzymając w ręce duży nóż zaczęła dźgać niewidocznego wroga.

– Przynoszą nam biedę, nędzę i kaczy smród.

„Polski Ład każdemu nosa utrze. Bogatych udusi jutro, biednych pojutrze”.

– W trakcie kolejnej miesięcznicy pod pomnikiem-schodami do nie wiadomo czego, happening zorganizowała grupka osób z Lotnej Brygady Opozycji  przebranych za różne postaci, m.in. zakonnicę, aniołka, mikołaja, Minionka, wilka, zająca i kota. Policji tak się nie spodobali, że ich ganiali i kotu ogon urwali – nieustannie zdziwiona starsza pani kontynuowała wyliczanie osiągnięć PiS-u.

– KOTU? To jest skandaliczny skandal. Co Wuc na to? Powinien sam, osobiście to naprawić – oburzył się Wacek.

– Ale jest dobra wiadomość – w Hiszpanii zwierzęta domowe przez prawo są uznane za członków rodziny.

– Szkoda, że nie u nas.

– Bardzo szkoda.

– Przeczytałem, że powstał nowy kowidowy żart:

Wchodzi rozczochrany, rozchełstany młodzieniec do tramwaju krzycząc: omikronem jestem, omikronem jestem. Pochodzą do niego dwaj mężczyźni. On pyta: a wy co? I słyszy: przeciwciała, bileciki do kontroli prosimy.

– A co konkretnie oznacza lex Czarnek?

– No, jak to co? Kurator oświaty to pan i władca, krużganki, balustrady, poręcze, schody i balkony oraz tarasy oświaty, cnoty niewieście i tym podobne – wyjaśnił Wacek posiłkując się Internetem.

– Fajnie, już widzę jak ktoś pomysłowy zorganizuje zakład krawiecki szyjący dla dziewcząt, mundurki szkolne zadziwiająco podobne do burek.

– Za to najjaśniejsza gwiazda naszej polityki Mateusz-Vateusz-Pinokio Krzywousty zaproponował, aby sprzedawcy obniżyli wszystkie ceny o pięć złotych.

– A jak coś kosztuje trzy to dwa oddadzą?

– Oczywiście, już są wybijane dwuzłotówki, aby ich starczyło dla wszystkich.

– Ale ma jeszcze lepszy pomysł: rząd będzie propagował wśród młodzieży e-sport, aby odciągnąć ją od komputerów.

– Doprawdy podziwiam jego pomysłowość, elokwencję i kompletny brak poczucia obciachu.

– To i zapewne bezwzględną zaradność w pomnażaniu swego stanu posiadania.     

Napisane 9 – 14. 01.2022 r.