Wirus ideolo (cz. 100)

 Pod każdym tekstem podaję datę napisania, bo umieszczam aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przewijając stronę. Co drugi poniedziałek zamieszczam recenzję książki lub relację prywatną. Miłej lektury 🙂

************************************************************************

– Dlaczego ta Kaja się nie pokaja tylko napada, obraża i głupie pomysły forsuje? – pomyślała Helena po obejrzeniu sprawozdania z Sejmu. Na pewno ktoś ją pospuszcza, a może robi to za niezłe pieniądze? Tak, to jest najbardziej prawdopodobne.

W piątek silna grupa w postaci Heleny, Wacka i Kasi pojechała na cmentarz, aby uporządkować groby i zostawić symboliczne pojedyncze stroiki oraz znicze. Własnoręcznie wykonane z szyszek, kasztanów i żołędzi a znicze z puszek i starych kubków na które przyklejono zielone gałązki.

W taksówce Helena przymknęła oczy, aby  naśladować Słońce Narodu czyli Wuca. Ale to nie była konferencja taksówkowa więc nie poczuła się usatysfakcjonowana.

– Może zacznę nosić dwa różne buty, tak – to znacznie lepszy pomysł. Muszę też zlikwidować konto w banku i kartę płatniczą.  Stanowczo pójdę na całość! Nie będzie ona pełna, bo nie mam wilii na Żoliborzu a nawet na Krzykach, Sępolnie czy Biskupinie – ach jak mi smutno, że nie mogę być we wszystkim tak jak ON!

Spotkali się potem w mieszkaniu Kasi na wspólnym obiedzie. Po deserze Helenie wyrwało się:

– Gdyby Polacy tak nie przyjmowali do wiadomości prawdy nigdy nie odzyskalibyśmy niepodległości po zaborach. Nie walczylibyśmy z niemieckim okupantem i z komuną tylko każdy dbałby o siebie, swoją korzyść, wygodę i przyjemność akceptując panująca władzę,

– To co się z nami, Polakami, stało? – zapytała Aldona.

– Oto jest pytanie – westchnęła seniorka.

– W dużym stopniu to wina poprzedniej władzy, która zapomniała o ludziach mniej wykształconych i zaradnych stawiając na tych dobrze się odnajdujących w kapitalizmie. Wygrywali wybory więc uznali, że są świetni i Polacy ich kochają a nawet wręcz uwielbiają. Aż tu nagle…

– I mamy to co mamy – westchnął Edek. – Wysoką inflację, prezydenta o pseudonimie „długopis”, premiera kłamczucha, który dorobił się przezwiska „Pinokio”. Migrantów na granicy, wstrzymane dotacje z Unii Europejskiej, wycieki prywatnych i służbowych maili polityków, forowaną przez władzę niejaką Godek, która nie lubi swojego życia, więc chce je zmarnować innym, coraz to nowe doniesienia o występkach osób duchownych i tak dalej. Jak żyć?

– Na pewno nie tak jak ten 20-latek, który w nocy  z piątku na sobotę wepchnął się  do okna życia przy ul. Rydygiera. Siostry Boromeuszki zaraz zareagowały, wezwały pogotowie i policję – powiedział Wacek.

– Ale co mu odbiło i jak się zmieścił? – zdumiała się Helena.

– W pijanym widzie ludzi stać na różne głupoty. A to wsiadają do auta i je prowadzą, przeważnie przekraczając dozwoloną szybkość. A to biją rodzinę. Demolują wnętrza.

– Oraz życie sobie i innym.

– A na covid dotąd w Polsce zmarło 76999 osób. Zaś jeden polityk który w mediach popisywał się antyszczepionkowymi wypowiedziami i znajomością leku na tę chorobę skarżył się po kilku minutach czekania na SORze na brak opieki.

– Wiecie, że haloween powoduje efekt cieplarniany – podzielił się rewelacją Edek.

– Bo co? Pomalowane dynie dzieci wrzucają do jezior, rzek i morza plastikowe odpady? Na tym polega ich zabawa? – zapytała Aldona sięgając po surówkę.

– Nie, jak gniją to gazy emitują.

– Większych gazów głupoty jak nasi politycy to nikt nie potrafi wypuścić. I nie powtarzaj tych głupot, bo uszy bolą – ustawił kumpla Wacek.

– Eee, ja tylko żartowałem przecież.

– Chyba że tak.

– Inni też lubią pożartować. Lotna Brygada Opozycji przebrała się za śmierć i duchy. W niedzielę 31.10, z wydrążonymi dyniami poszli pod dom Wuca, by poprosić o cukierki. Widocznie ich nie dostali, bo przed domem na chodniku ustawili 8 dyń z gwiazdami, a na płocie powiesili śpioszki nawiązując do jego publicznej drzemki w trakcie konferencji gdy przemawiał Błaszczak.

– A policjanci w te pędy dynie zaaresztowali.

– To będzie dużo zupki lub nawet dynia w occie.

– O, to ja poproszę kilka słoików.

– Akurat ci dadzą, ha, ha ,ha.

– No wiem, że nie. Chytrusy jedne.

Na koniec wiersz Artura Andrusa:

Na każdym liściu komunikat

Ministra Najważniejszych Rzeczy:

„Palenie zniczy nie jest groźne…

Palenie zniczy może leczyć”

W każdym płomyku jeden człowiek

Którego komuś ciągle brak,

Który jeżeli go zapytać

Spokojnie odpowiada tak:

Dokąd tak pędzisz?

Spójrz za siebie

I na zielono drogę znacz

Stań między ludźmi, patrz im w oczy

Uśmiechaj się lub chociaż płacz

I powiedz ludziom niech przychodzą

Na cmentarz w Lesku i Uhercach

Palenie zniczy nie jest groźne

Chroni od ciężkich chorób serca

Chroni od pychy, niepokory

Podarte losy umie zszyć

Niech ludzie chodzą na cmentarze

I niech się tutaj uczą żyć…

Dokąd tak pędzisz?

Zwolnij trochę…

Po drodze coś ważnego zrób

Dokąd tak pędzisz?

Zwolnij trochę

I kochaj albo chociaż lub…

Napisane 29.10. –30. 10. 2021 r.

Wirus szajby (cz. 98)

Kolejny odcinek tej blogowej pandemiczno – optymistycznej powieści umieszczam w każdą sobotę. Pod tekstem podaję datę napisania bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W co drugi poniedziałek umieszczam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń.. Miłej lektury 🙂

****************************************************************

Helena po wysłuchaniu kolejnych informacji o uchodźcach, zasiekach, zachowaniu straży granicznej westchnęła i zadała pytanie:

 – A gdzie są Amerykanie? Najpierw popierali Saddama a potem go olali, wspomagali szacha Iranu a jak im się znudziło pozwolili, aby Chomeini przejął władzę a teraz wyszli z Afganistanu zostawiając kraj na pastwę talibów. Dlaczego ich nie ma granicy polsko-białoruskiej z pomocą? Gdzie ich lekarze, sprzęt medyczny, pomoc rzeczowa,  rozmowy dyplomatyczne z Łukaszenką, który wraz z Putinem chce dowalić Unii Europejskiej w zemście za restrykcje gospodarcze? Dlaczego  nie przewiozą tych ludzi do siebie? Dlaczego uchodźcy i my musimy ponosić konsekwencje tych głupich amerykańskich działań? Przecież wiadomo, że nasze władze wypną się na tych ludzi mydląc oczy obywatelom. Jak to dobrze, że w remizie w Michałowie powstał całodobowy punkt pomocy a strażacy tam dyżurują i pomagają oraz ogłoszenia o tym rozwieszają.

Wacek po informacji o postawieniu muru na granicy, który miał kosztować 500 milionów a koszt nagle wzrósł do 1 miliard 615 tysięcy stwierdził:

– Okazało się bowiem, że zarobić na tym muszą wszyscy krewni i znajomi królika a stawiać go będzie ich wujek, szwagier lub ojciec. Rzygać się chce. Jak to było u Sienkiewicza? Polska jest kawałkiem drogiego czerwonego materiału, który wszyscy szarpią, aby jak najwięcej urwać dla siebie. Czy jakoś tak.

W lesie zmarł 24-letni Syryjczyk, władze Polski i Białorusi mają jego śmierć na sumieniu.

Można przekazywać datki na konto:

 Stowarzyszenie Homo Faber

ul. Chopina 41/2, 20-023 Lublin

Konto: 93 1940 1076 3069 8598 0000 0000

Dopisek w tytule „Zbiórka dla uchodźców” (wtedy pieniądze trafią do puli właśnie na ich potrzeby).

 Na pocieszenie możemy się pośmiać z niektórych kabaretowych  występów.

Wymień prawdy wiary:

  1. Jest jeden Prezes.
  2. Prezes jest prawy i sprawiedliwy.
  3. Prezes za dobre wynagradza za złe cos tam, coś tam pogada ale krzywdy nie da zrobić.
  4. Są trzy osoby boskie: na Wawelu, na Żoliborzu i kot.
  5. Łaska prezesa do awansu jest niezbędnie potrzebna.

Potwierdzają to słowa Kaczyńskiego w sobotę 16 .10.br. w radiu RFM FM: „Różnica między mną a Tuskiem jest taka, że to ja mam rację a Tusk się myli”.

– Tak i cóż poradzisz, jak nic nie poradzisz – pomyślała Helena i wyciągnęła szyszki, kasztany, gałązki, żołędzie, gazety, folię bąbelkową i pistolet na klej, aby zrobić wieńce na groby. Ale najchętniej bym tym klejem zatkała gęby całej pisowskiej władzy. Gorący jest bardo więc przy okazji strasznie by ich to bolało – i bardzo dobrze! A pogotowie do nich nie przyjedzie, bo nie zasłużyli na pomoc – dodała mściwie i zajęła się rękodziełem.

Edek usłyszał, że MON zamówił 300 mobilnych ołtarzy.

– Aldona, może zaczniesz szyć z dżinsów takie coś?

– Oszalałeś? Przecież nie jesteśmy krewnym lub znajomym ważnych królików. Nikt mnie nie dopuści do koryta.

– Racja. A taki fajny miałem pomysł, amerykański prawie –  facet posmutniał i na pociechę wziął Pana Kota na kolana.

– Amerykański bo chciałeś zrobić karierę od obiboka do milionera?

– Zaraz obiboka! Zagubiony byłem, bo wrażliwy jestem. Prawda Daruś?

– Miau – Pan Kot potwierdził słowa swego niewolnika i zaczął go udeptywać.

– Wasz duet to można by było pokazywać w cyrku, tacy jesteście hecni – stwierdziła Aldona obierając warzywa na sałatkę.

– Wolisz z groszkiem czy z kukurydzą? – spytała.

–  Z oboma dwoma.

– I z marchewkoma, pietuszkoma, seleroma, ziemniakoma, ogorkoma i jabłkoma?

– Wiadoma no i z majonezoma.

Pan Kot popatrzył na swoją rodzinkę z powątpiewaniem co do ich stanu umysłowego. Ale od dawna wiedział, że to koty są najmądrzejsze, więc od ludzi nie można za dużo wymagać. Szczególnie w kwestii rozumu.

– Mam pomysła – odezwał się po chwili Edek.

– No, ciekawam. Taki sam jak z dżinsowymi ołtarzami?

– Lepszy – niech księża z ołtarzami jadą tam gdzie są walki. I niech przekonują walczących, żeby przestali i miłość bliźniego zastosowali.

– Przecież mogą zginąć, zwariowałeś?

– I o to chodzi, żon i dzieci nie mają, więc nikogo nie osierocą.

– Racja, to jednak jest dobry pomysł. Zaraz ci zrobię medal z kartofla.

Napisane 14 –17.10.2021 r.

Wirus dzielności (cz. 97)

Kolejny odcinek tej blogowej pandemiczno – optymistycznej powieści umieszczam w każdą sobotę. Pod tekstem podaję datę napisania bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W co drugi poniedziałek umieszczam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń.. Miłej lektury 🙂

***************************************************************

Niedziela 10 października pełna była protestów przeciw wyjściu Polski z Unii. W stolicy, napuszczeni i dotowani (3 miliony złotych) przez władzę narodowcy, popierali rząd swym chamstwem i butą. Dała im, a szczególnie jednemu,  odpór uczestniczka Powstania Warszawskiego Wanda Traczyk – Stawska mówiąc: Milcz głupi chłopie! Milcz chamie skończony!

Gdy Helena usłyszała, że rządzący geniusze inaczej postanowili zamienić zwrotki polskiego hymnu sięgnęła na półkę, wyciągnęła książeczkę pod tytułem „Polskie pieśni patriotyczne” i przeczytała:

Jeszcze Polska nie zginęła,

kiedy my żyjemy.

Co nam obca przemoc wzięła,

szablą odbierzemy.

Marsz, marsz Dąbrowski,

Z  ziemi włoskiej do Polski.

Za twoim przewodem

złączym się z narodem.

Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę,

będziem Polakami.

Dał nam przykład Bonaparte,

Jak zwyciężać mamy.

Marsz, marsz …

Jak Czarniecki do Poznania

po szwedzkim zaborze,

dla ojczyzny ratowania

wrócim się przez morze.

– Aaa, to Napoleon im przeszkadza bo nie lubił Kościoła. Mądry facet – pomyślała.

Wacek i Edek zmęczeni podwórkowymi poszukiwaniami usiedli na parkowej ławeczce popijając gorącą herbatę z kandyzowanym imbirem z kubków trzymających ciepło.

– Popatrz, nawet taki kubek ma odrobinę władzy – powiedział Wacek po dwóch łykach.

– Jaką władzę? Zwariowałeś?

– No, albo trzyma ciepło płynu, albo nie.

– Ty to lubisz zagmatwać prostą sprawę i polityka we wszystko ci się wciska, nawet do kubka.

– Taki kraj, takie czasy. Ale wiesz –  rzeczniczka Straży Granicznej powiedziała, że nie będzie odpowiadała na pytania dziennikarzy TVN24 bo są za trudne.

– Godna pochwały szczerość i naganny brak kompetencji.

– Przecież specjalnie taką wybrali – powiedział Wacek przechylając kubek i delektując się napojem.

– Pewnie jest krewną lub i znajomą jakiegoś ważniaka liżącego de Pis-owi.

– Bo na pewno nie kochanką, sądząc po urodzie.

– Zrobiłeś się złośliwy – stwierdził Edek

– A bo już mi brak sił do tego … – mężczyzna zawiesił głos.

Czwartek 7 października był pierwszym krokiem do polexitu. Trybunał Konstytucyjny uznał wyższość prawa krajowego nad europejskim.

– Czyli: nie będzie Unia pluć nam w twarz i łamania prawa zabraniać – pomyślała Helena.

No i mamy jak w tym powiedzeniu: „Każdy człowiek przypomina muchę w pajęczynie – nieodwracalnie złapany w sieć zależności. Ignacy Karpowicz

„Wszyscy się boimy ale to nie powód, aby siedzieć bezczynnie” G. I. Bishop

Krzysztof Skiba napisał na FB: Sensacja w świecie kulinariów. Trybunał Gastronomiczny uznał wyższość ruskich pierogów nad brukselką”.

Wacek zadzwonił do Kasi:

– Niech tobie i Adasiowi nie przyjdzie do głowy rysować kredą po chodniku.

– A co tak nagle przyszło ci do głowy?

– Nie nagle, tylko znajoma Justa z dziećmi została przegoniona z tego powodu, a nie było tam żadnych antypaństwowych haseł. Strażniko – portier powiedział,  że mieszkańcy tego nowego osiedla nie życzą sobie mieć tak zapaskudzonej powierzchni i on to musi zaraz zmyć.

– A ja czytałam w Internecie, że w Krakowie była podobna historia tylko napisy, pod siedzibą PiS w Krakowie,  pytały gdzie są dzieci i stwierdzały, że nikt nie jest nielegalny.

– I jeden z transparentów na niedzielnym pochodzie głosił: „Mam kredę na rękach”

– Tyle tylko, że posłowie wraz z senatorami mają to w nosie, że nie powiem dosadniej.

– Oj zbiera im się, zbiera.

– Mam nadzieję, że ten napęczniały wrzód szybko pęknie, bo nie mam do tego odporności i cierpliwości.

 Napisane – 6 – 10.10.2021 r.

Wirus biesiadny (cz. 94)

Kolejny odcinek tej blogowej pandemiczno – optymistycznej powieści umieszczam w każdą sobotę. Pod tekstem podaję datę napisania bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W co drugi poniedziałek umieszczam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń.. Miłej lektury 🙂

**********************************************************

           Wirus biesiadny (cz. 94)

Rodzinnie tak nasi bohaterowie spędzali czas. Na pewno lepiej niż Suski i Budka oraz kabareciarz Robert Górski na urodzinach czołowego komentatora politycznego RMF FM Mazurka, bo nie pili alkoholu. Banaś szef NIK w mediach napisał, że nie dostał zaproszenia na to spotkanie bo miałby więcej słuchaczy niż w Sejmie gdy przedstawiał swoje sprawozdanie o przekrętach finansowych PiS-u.

Grzyby Wackowe nikomu nie zaszkodziły, lazania pyszna była nie wspominając, tylko się nim zajadając, o placku drożdżowym z bakaliami.

W tygodniu Helena zobaczyła na stojaku w kiosku broszurkę „Zgadywanki – Rysowanki. Zabawa dla całej rodziny. O św. Janie Pawle II i o kard. S. Wyszyńskim”. Nie kupiła ale bardzo ją to rozbawiło a jednocześnie zniesmaczyło. – To chyba jednak świętokradztwo – pomyślała. Ale to co jedynie wielu podnieca to się nazywa kasa.

Śmiech jej nie opuścił gdy dowiedziała się, że Michał Dworczyk (szef kancelarii premiera) za kolację w wałbrzyskim hotelu za  posiłek zapłacił partyjnymi (czyli podatnika) pieniędzmi 4300 złotych. To ile osób zaprosił? I co jedli?

– Menu poproszę – pomyślała, ja też chcę tak bogato jadać.

 Jacek Sasin zapowiedział, że w Polsce powstanie, największa na świecie,  instalacja nuklearna.

— Ale że co i po co? – Wacek zwątpił w to co usłyszał.

Nie udało się pozbycie, na aukcji,  400 respiratorów – szmelcu, nawet po 30 tysięcy za sztukę, bo nikt nie przyszedł. Polska kupiła je za 4 razy więcej. Z czyich pieniędzy? Podatników, w tym emerytów.

– Dziękujemy, rączki i nóżki trzymającym władzę całujemy – pomyślała Helena ściskając obieranego pomidora co w efekcie dało czerwone esy – floresy na terenie kuchni. Wygląda jakbym tu kogoś zamordowała tylko gdzie ten trup? I kto to jest? Czy tylko pomidor? Oto jest pytanie, Hamlet nie odpowie na nie. Ja też nie.

I bardzo zazdroszczę Czechom: tam jest 70% ateistów, legalna aborcja, ani słowa o LGBT i gender w mediach. W szkołach nie naucza się religii za to jest wychowanie seksualne. Na placach zabaw, ulicach, basenach widać dzieci z rodzicami płci obojga. Nikt nie bajdurzy o cywilizacji śmierci, małżeństwach jednopłciowych i upadku moralnym. Życie toczy się normalnie – bez pedofilii w sutannach i pan buka. Jeżeli chodzi o buki to tylko w postaci drzew toleruję a nawet lubię.

Agnieszka Holland otrzymała Platynowe Lwy za całokształt twórczości. Oto jej przemówienie:

„Moje filmy mówiły o pogardzie i nienawiści, o reżimach dzielących ludzi, politykach, którzy grają strachem i manipulują opinią publiczną, o skorumpowanych mediach. Miałam świadomość, że ten czas nie minął, ale zasnął i może się obudzić, jeśli nie będziemy czujni. To się niestety dzieje. Szczepionka Holocaustu i gułagów przestała działać.

Trudno mi się cieszyć naszym świętem, kiedy to samo dzieje się niedaleko, na naszych granicach, gdzie ludzie umierają z zimna w lesie, tylko dlatego, że są inni. Dzieje się to za naszym przyzwoleniem. Żadne demokratyczne państwo nie może pozwolić na to, żeby bezbronni i niewinni ludzie umierali na jego granicach. Umierali w milczeniu, jak bohaterowie moich filmów.

Nie godzę się na to, żeby Straż Graniczna grała rolę strażników muru berlińskiego, a miejscowa ludność – donosicieli. Stan wyjątkowy został wprowadzony, żeby nie było śladów. Mam nadzieję, że człowieczeństwo wciąż będzie dla nas najważniejsze.”

– Tak bym chciała pożyć w normalnym kraju – westchnęła Helena popijając melisę i ssąc landrynkowego cytruska.

W słoneczną niedzielę 26 września wyszła na spacer do Parku im. S. Tołpy. Tam spotkała sąsiadkę, która zapytała ją czy już wypełniła ankietę.

– Jaką ankietę?

– No, tę rozdawaną w kościele.

– A na jaki temat?

– Kościół liczy wiernych obecnych na mszy i tych przystępujących do komunii.

– I wierzy pani, że wszyscy wypełnią ankietę i że napiszą prawdę?

– Pewnie, bo wszyscy wierzący są uczciwi.

– Szczególnie księża pedofile –  zakpiła Helena.

– Pani to pójdzie do piekła i oby jak najszybciej – usłyszała.

– Dziękuję za to miłe życzenie. Będzie mi ciepło i w interesującym towarzystwie. Do niewidzenia – zakończyła rozmowę i odeszła.

– Tak wygląda człowiek zindoktrynowany przez PiS i Kościół – pomyślała przechadzając się i kasztany zbierając oraz twarz do słońca wystawiając.

Hasło da Polaków:

„Nie pytaj co premier zrobi dla ciebie, pytaj jak temu zapobiec”.

Na przykład łukowi triumfalnemu przed szkołą w Tomaszowie Lubelskim co to miał stanąć w stolicy ale pewnie wszystkie wolne miejsca są zarezerwowane dla świętych, błogosławionych i pisowców szczególnie zasłużonych.

Napisane 23.09 – 26.09.2021 r.

Wirus wstydu (cz. 91)

Kolejny odcinek tej blogowej pandemiczno – optymistycznej powieści umieszczam w każdą sobotę. Pod tekstem podaję date napisania bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W co drugi poniedziałek umieszczam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń.. Miłej lektury 🙂

***************************************************************************

Początek września nie przyniósł poprawy sytuacji międzynarodowej i krajowej.

Aldona zaprosiła panią Helenę na herbatę z drożdżówkami i plotkami.

– Jak pani myśli, czy ukarzą tych policjantów, którzy zabili 25 – letniego chłopaka w Lubinie?

– A ukarali  za zabitego w 2016? – odpowiedziała retorycznie seniorka.

– Czy wie pani, że przed liceum ogólnokształcącym w Częstochowie demonstranci przy dźwiękach „Wolność kocham i rozumiem” wykrzykiwali do marszałkini Witek: „Oszustka! Będziesz siedzieć! Zawsze będziesz szła sama!”

– Kto zasłużył ten ma. Wszyscy z PiS trzymający władzę powinni na długie lata wylądować w więzieniu, gdzie będą wykonywać najcięższe i najbrudniejsze prace. No i powinni skonfiskować im majątki, nawet te przepisane na rodzinę.

– Popieram z całego serca.

– A co myślisz o stanie wyjątkowym na naszej wschodniej granicy?

– Według mnie to przygotowanie do takiego w całym kraju, bo zbliżają się a oni wiedzą, że przegrają. I zrobią wszystko, aby wyborów nie było.

– No i dzięki tym typom funduszy europejskich dla Polski nie będzie, bo łamią konstytucję.  Ziobro plecie o szantażu a Pinokio, że nikt (znaczy UE) nas nie będzie pouczał czym jest demokracja i praworządność, bo Polska ma  długoletnią i szlachetną historię walki tradycję walki  wszelkimi rodzajami despotyzmu i totalitaryzmu.

– A ratownicy medyczni gremialnie strajkują, bo posłowie ciągle sobie podwyższają pobory mając innych w pogardzie. Przez tych hm hm zginał 10-latek, który spadł z drabiny na lekcji wf-u. Nie było karetki więc ściągnięto helikopter z sąsiedniego województwa ale było za późno. Pamiętam jak w podstawówce spadła na podłogę duża siatka zabezpieczająca okno. Na szczęście nikomu na głowę i nie było ofiar.

– No przecież rząd się sam wyżywi i uzdrowi.

– I nie jest to dobra wiadomość.

Obie panie siedziały ze smutnymi minami. Pan Kot Darek obudził się, przeciągnął, wylizał ogonek i podszedł do Aldony.

– Miau – powiedział.

– Chce jedzenia czy głasków? – zapytała Helena.

– Najpierw jedzenia, potem drapania po główce i miziania a na koniec głowy mu nie zawracania bo czeka na Edka.

– I jak mu idzie wyprowadzanie psów?

– A wie pani, że dobrze? Rano chętnie wstaje, nie marudzi, opowiada co i kogo spotkali po drodze, jaką kupkę który zrobił, gdzie są najlepsze tereny spacerowe.

– Czyli zmienił się na lepsze?

– Odrobinę ale tak.

– Ruch na świeżym powietrzu i pieniądze dobrze mu zrobiły. Byle mu palma ważności nie odbiła, bo tak bywa z tymi, którzy długo byli w życiowym dołku.

– A widziała pani mural w Opolu przedstawiający Krzysztofa Krawczyka?

– Nie, śliczny jest?

– Bardzo, wygląda jak Pablo Escobar, słynny handlarz narkotykami i żeby nie było co do tego wątpliwości dodano mu palmy i słońce.

– Może dlatego, że mu na starość odbiła religijna palma?

– Ha, ha, ha – nie zapytano autora co miał na myśli. Skiba na facebooku zasugerował, ze malarz jest fanem pewnej gry komputerowej i stąd ta estetyka. No i piosenkarz przyznał się, że używek sobie nie  żałował a nawet był uzależniony.

– Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze – ktoś z krewnych i znajomych królika musiał zarobić.

– Tak jak wszyscy piosenkarze, niby oburzeni postępowaniem PiS ale dla kasy występowali na festiwalu w Opolu.

– Oprócz Beaty Kozidrak, którą złapali jak prowadziła auto pod dużym wpływem procentów.

– Zapomniała o hasełku: „Piłeś – nie jedź”.

– Pewnie niedługo opolanie doczekają się muralu z Edytą Górniak.

– Spodziewam się, że będzie na nim płaska Ziemia i przekreślona strzykawka.

– Są nie za mądrzy ludzie, którzy powinni tylko wykonywać swój zawód a poza tym milczeć.

– Tylko kto ich do tego zmusi, przecież oni są przekonani, że mają rację.

– I to jest ten największy kłopot, że głupcy nie mają wątpliwości.- Za to w Tychach jest całkiem przyzwoity mural przedstawiający Rydla. Ktoś skomentował – udany bo nie na zlecenie PiS-u.

– I pewnie miał rację.

Napisane 3.09 – 6.09.2021 r.

Wirus happeningu (cz. 90)

Kolejny odcinek tej blogowej pandemiczno – optymistycznej powieści umieszczam w każdą sobotę. Pod tekstem podaję date napisania bo umieszczam w tekście aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. W co drugi poniedziałek umieszczam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń.. Miłej lektury 🙂

********************************************************************

Sierpień i upały nie wszystkich zachęcają do  leżingu na plażach i odpoczywania. Grupa kilku osób w Warszawie, ubrana w burki biało-czerwone, na placu przed pomnikiem – schodami (chyba do nieba) zszyła wiele szarych szmat w jedną całość. Pomnik jest pilnowany jak najcenniejszy klejnot, więc zawieziono szmacisko na Żoliborz i próbowano zawiesić na ogrodzeniu domu Wuca, bo potrzebuje on wielu szmat. Ludzkich oczywiście.

 Tam mieszka największy polski klejnot, więc jest pilnowany przez policję 24 godziny na dobę, a ogrodzenie zakończone jest drutem kolczastym. Funkcjonariusze legitymowali, spisywali grupę i się popisywali czujnością.

– Tę szmatę powinni zanieść do siedziby PiS-u – pomyślał Wacek przeglądając w Internecie bieżące wiadomości. Lub  rozdać albo rozesłać po jednej wszystkim członkom tej partii albo chociaż posłom i senatorom z tego ugrupowania. Razem z szarym mydłem, aby sobie codziennie szorowali usta.

Na facebooku przeczytał, że w Łagowie gdzie odbywa się coroczny festiwal filmowy, Tomasz Broda miał namalować mural przedstawiający Daniela Olbrychskiego. Ten artysta, w 1965 roku, zachwycony okolicznościami przyrody, na spotkaniu w Łagowie rzucił: „Zróbcie tu festiwal filmowy”. Projekt muralu władze zaakceptowały ale sprzeciwił się nadleśniczy albowiem mural miał zdobić ścianę ośrodka należącego do Lasów Państwowych gdzie odbywają się projekcje. Olbrychski – w życiu! Nie popiera PiS, więc won!

– Won to z nadleśniczym, a nie muralem – skonstatował czytający i się wkurzający.

W słoneczną niedzielę spotkali się w Cafe Wuwa Helena, Edek z Aldoną, Wacek z Kasią i Adasiem. Zamówili to co lubili, usiedli i rozmawiali.

– Edek, jak ci idzie wyprowadzanie psów?

– Całkiem nieźle, nawet polubiły się, więc wszystkie razem wyprowadzam. Dostałem też kolejne propozycje.

– O, to świetnie – powiedziała Helena. Mam nadzieję, że zbierasz to co zostawiają kiedy się załatwiają.

– No, zbieram choć głupio się wtedy czuję.

– Głupio to jest ich nie zbierać – pouczyła wyprowadzacza seniorka. Swoją drogą dobrze się złożyło, że masz to zajecie, bo wszystko jest coraz droższe. Za każdym razem gdy robię zakupy w Biedronce jestem w szoku, że muszę więcej zapłacić.

– A propos jedzenia, dwaj malcy z ośrodka dla uchodźców poszli sami do lasu na grzyby i zatruli się.

– Zjedli z  głodu czy z ciekawości? – spytała Aldona.

– Nie wiadomo ale są w ciężkim stanie, tylko jeden będzie miał przeszczep wątroby, bo stan drugiego na to nie pozwala.

– Ktoś tych dzieci nie dopilnował – westchnęła Helena dopijając cappuccino.

– Mamo, a kiedy my będziemy mieli pieska? – Adaś wrócił do swojego marzenia.

– Wtedy gdy ty będziesz mógł go samodzielnie wyprowadzać. Na razie przed tobą chodzenie do szkoły.

– Ale może ze mną  i psami czasem spacerować – powiedział Edek. Zobaczy na czym polega to zajęcie.

– Myślę, że to niezły pomysł – zgodziła się Kasia.

– No to jesteśmy umówieni. Może już jutro? Pierwszy raz idę o ósmej rano, to może za wcześnie. Drugi raz o drugiej to chyba dobra godzina.

– Zobaczymy jaki rozkład zajęć będzie miał w szkole i wtedy się dokładnie umówimy.

– A dostanę swoją smycz? – zapytał chłopiec.

– No, nie od razu. Najpierw będziesz musiał poznać pieski, oswoić się z nimi, a one z tobą.

Wtorek przyniósł (w zębach polityka) wiadomość o wprowadzeniu stanu wojennego na granicy z Białorusią.

– W celu ochrony przed dwudziestu uchodźcami i jednym kotem? – zadał retoryczne pytanie Wacek po przeczytaniu tej wiadomości.

Zadzwonił do Kasi pytając:

– Czy zapiszesz Adasia na religię?

– Absolutnie nie. Nie chodzę do kościoła i nie mam zamiaru zatruwać umysłu dziecka jedynie słuszną, według polityków, religią.

– A jak mu wytłumaczysz święta Bożego Narodzenia i Wielkanoc?

– W skrócie opowiem o różnych religiach i o polskiej tradycji. A jak będzie dorosły to sam wybierze. Jak będę miała czas to dokonam apostazji.

– A wiesz, że ja też o tym myślę. To znajdę w Internecie co trzeba zrobić i ci przekażę.

Napisano 27 – 31.08.2021 r.

Wirus czystości -2 (cz. 88)

Kolejne odcinki będę teraz dodawać w soboty, bo czas akcji prawie dogonił realny. Pod każdym tekstem podaję datę napisania. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Co drugi poniedziałek dodam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń. Miłej lektury 🙂

**************************************************************

Znowu upały zapanowały, więc nasi. bohaterowie brali chłodne prysznice. Panowie nawet powtarzali czasem: wziął prysznic i tyż nic. A Wacek w Internecie przeczytał o ablucjach w średniowieczu. Na początku tej epoki zakazano kąpieli w niedziele i święta. Przykład dawali asceci i ascetki, którzy nie myli się, bo tak lubili. No, tak – „Częste mycie skraca życie”. W XIII wieku naśladowały ich polskie władczynie jak Kinga, żona Bolesława Wstydliwego oraz Jadwiga żona Henryka Brodatego. Kinga gdy chwalono jej urodę „brukała twarz i mazała”, Jadwiga zaś po urodzeniu dzieci wstąpiła do klasztoru gdzie umartwiała się i głodowała. Stosowała zasadę: „Mydło i woda to mój wróg, ja nie uznaję mycia nóg” i innych części ciała też. A jak już coś umyła to wycierała się w najbrudniejszą ścierkę. Ja nie wiem jak się taka skłonność czy natręctwo nazywa. Czystofobia?

Istnieją jednak wzmianki, że w tym okresie, w miastach, istniały dostępne wszystkim łaźnie, dla wielu bezpłatne. Myto się ługiem, a potem mydłem, w XIV wieku  były już  mydlarnie.

Władysław Jagiełło woził ze sobą balię w kształcie konia. Królowa Jadwiga jeździła do leczniczych, także kąpielowych, wód, z nadzieją na urodzenie męskiego potomka, bo urodziła martwą córeczkę. Namiętnie i często kąpał się Kazimierz Wielki.

– A jak jest z czystością naszych polityków? Szczególnie z czystością sumienia?– zadał sobie retoryczne pytanie Wacek i poszedł do łazienki.

Helena wreszcie odebrała wynik badania, który przesłano do przychodni skąd dostała skierowania a nie do tej gdzie pobrano krew. Rejestratorka tego nie wiedziała, dopiero rozmowa telefoniczna z wykonawcą to wyjaśniła.

– Pewnie, trzeba zapewnić seniorom okazję do spacerów, szczególnie gdy upał i zawroty głowy zwalają z nóg – pomyślała wlokąc się stopa za stopą.

Kukiz żali się, że wylewany na niego hejt rozbija mu rodzinę.

– Jak dla ciebie, ściero, „petunia non olet” to morda w kubeł – pomyślał Wacek. Było nie dać się przekupić, nie glosować za likwidacją/wykupieniem przez PiS TVN24 i za wycięciem lasów pod fabrykę elektrycznych samochodów. A teraz: „Jak nie uważałeś co robisz, to rob co uważasz”.

– Czy to prawda, że dzieci domagają się wycieczek śladami prymasa Wyszyńskiego? – zapytał Edek Aldonę.

 – Oczywiście, albowiem prymas też pielęgnował cnoty niewieście.

– Przecież był facetem – zdziwił się facet głaskając Pana Kota.

– Ale one są takie wspaniale, że każdy powinien je pielęgnować – odpowiedziała świetnie zorientowana kobieta jednocześnie krojąc paprykę, cukinię, pomidory i kiełbasę na leczo.

– Wacek mi powiedział, że w Studiu Filmów Rysunkowych ma powstać dzieło o Maksymilianie Kolbe – dodał Edek.

– Tam gdzie kiedyś szaleli Bolek i Lolek? – upewniła się krojąc i obiad szykująca.

– Tam, tam.

– No to pewnie pójdą za ciosem i zrobią całą serię: O Janie Pawle II,  Matce Teresie, Dziwiszu, Rydzyku.

– Sami święci i godni naśladowania – podsumował Edek.

A Daruś zeskoczył z jego kolan i podszedł do miseczek.

– Popatrz, Kotu znudził się ten świetny temat, zmień wodę, piasek i napełnij miseczkę – pogoniła partnera Aldona.

– Uff, a tak mi się dobrze siedziało – powiedział Edek wstając i portki podciągając. To potem wyrzucę śmieci i zajrzę do Wacka.

– Najpierw do niego zadzwoń, może jest poza domem albo zajęty.

– Czym on może być zajęty? – zdziwił się egocentryczny facet.

– Myślisz, że siedzi i zniecierpliwiony obgryza paznokcie czekając na ciebie?

– Uch, ty to zawsze potrafisz mi dogryźć – poskarżył się Edziaczek – biedaczek.

– Czas zrozumieć, że nie jesteś pępkiem świata – podsumowała Dona.

– I to mi się bardzo nie podoba – oświadczył mężczyzna biorąc worek ze śmieciami. W tym domu tylko kot mnie rozumie.

– Ha, ha, ha – Darek to dopiero jest egocentryk. Jesteście bardzo do siebie podobni.

– Idę, nie będę tego słuchać – udając oburzenie Edek wyszedł z mieszkania.

– Tylko nie spóźnij się na obiad – zawołała za nim partnerka.

Wacek był w domu i powitał kumpla pytaniem:

– A wiesz dlaczego Wuc chce zlikwidować tvn24?

– No, dlaczego?

– Bo się boi, że przejmie tę stację narkobiznes. A najśmieszniejsze, e Holandia dała tvn24 koncesję na nadawanie, także w Polsce.

– Ale co to ma wspólnego?

– W Holandii dozwolone jest palenie marihuany.

– Czyli żoliborski kacyk miał rację, ha, ha, ha. Wykrakał.

– Raczej wykwakał.

Napisane 13 – 15.07.2021 r.

Wirus wyprowadzania (cz. 85)

 Kolejne odcinki będę dodawać w soboty, bo czas akcji prawie dogonił realny. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Co drugi poniedziałek dodam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń. Milej lektury 🙂

**********************************************************************

Helena zamknęła drzwi i zaprosiła dwójkę znajomych do mieszkania.

– Siadajcie i opowiadajcie co was sprowadza. Czy napijecie się kawy albo herbaty, bo mam suche wafle posmarowane dżemem i rozpuszczoną czekoladą?

– Chętnie bardzo – powiedziała Aldona. Ja pomogę, proszę pokazać jakie naczynia mam postawić na stole?

– Filiżanek Doulton Royal jak Hiacynta Bukiet nie mam – zażartowała gospodyni, to weź te kubki z wizerunkiem kota. I talerzyki z fiolami ale pewnie ręcznie malowane nie są.

– Na szczęście pani nie jest taka upierdliwa jak Hiacynta – odezwał się Edek.

– Widzę, że też oglądacie mój ulubiony serial – ucieszyła się gospodyni.

– No, nawet Daruś go lubi – zażartowała Aldona. Ale my do pani po radę przyszliśmy – dodała.

– No, to mówcie. Helena usiadła przy stole i sięgnęła po kubek.

– Moi seniorzy mają pieska, nieduży, nieszczekliwy, posłuszny. No i trzeba go wyprowadzać trzy razy dziennie. A oni nie mają już siły. I ich sąsiedzi, młode małżeństwo z dzieckiem mają kundelka. Oboje pracują poza domem więc też mają kłopot ze zwierzakiem. Więc mnie zaproponowali, żebym je wyprowadzała. Ale pomyślałam, że Edek mógłby to robić, będzie miał zajęcie i pieniądze się przydadzą. Co pani o tym myśli?

– Edek, co ty na to? – zapytała Helena.

– No, nie wiem. Psy lubię, nie boję się, to może bym spróbował?

– To mi się podoba – podsumowała seniorka.

– Tylko nie wiem jak to przyjmie Darek – zmartwił się mężczyzna. Może być zazdrosny jak wyczuje psa. I długo nie będzie mnie w domu.

– Trudno, będzie musiał się przyzwyczaić – powiedziała Helena. Jakoś mu to wytłumaczysz.

Helena zrobiła usg tętnic dogłowowych. Lekarka powiedziała, że zawroty to pewnie wina kręgosłupa.

– Dobrze, że nie Tuska – pomyślała seniorka.

Wizyta u nfz – towego neurologa przeszła szybko, skutkując skierowaniem na prześwietlenie szyjnego kręgosłupa i rehabilitację.

Prześwietlenie dokonało się w ciągu dwóch dni, rehabilitacja w sferze marzeń.

– Oj, niedobrze, panie Bobrze – stwierdziła Helena wcale nie zdziwiona, bo swoje doświadczenia miała. Może zastosuję kręcenie głową i to nie z podziwu dla kolejnych pomysłów trzymających władzę. Okłady z kota by się przydały ale wątpię, aby Darek chciał zostać moim terapeutą.

Do Owsiaka zadzwonił zachodniopomorski wojewoda zniesmaczony niepochlebnymi dla władzy okrzykami uczestników festiwalu Pol`and`Rock. Propozycje z Internetu: „Minister Czarnek naszym przyjacielem jest”; „Równym krokiem opuścim Europę”.

Helena obdzwoniła Edko-Aldonę oraz Wacka i Kasię proponując, aby wymyślili hasła na ten festiwal. Sama zaproponowała:

„Kochamy Mateusza, który prawdy nie rusza”; „Duda naszym idolem, bo kłamstwo go w uszy nie kole”; „Jarosław i policji mur to dla nas życia wzór”; Pisu i Kościoła nie kochamy dlatego się od nich oddalamy”; „Nowy Ład – stare śmieci”.

– No i znowu dali sobie podwyżki – westchnął Wacek ciągnąc się za ucho. Ja też bym tak chciał. Ale podwyższają podatki to kasy dla nich starczy. Już Urban powiedział, że rząd się sam wyżywi. Mając obywateli w pogardzie i lekceważeniu.

Helena postanowiła zrobić faszerowaną paprykę. Przed zakupami zadzwoniła do Kasi, Wacka i Aldony:

– Kupię paprykę, ryż, mielone indycze mięso, pomidory i przecier pomidorowy i ugotuję wypchaną paprykę. Reflektujecie?

– Pewnie, jasne, z najwyższą przyjemnością, to ja pójdę z panią i pomogę to nieść – usłyszała. Oferta była od Wacka.

– Dobry z niego chłopak – pomyślała seniorka biorąc portmonetkę, maseczkę, torbę na zakupy, chusteczki higieniczne i klucze do mieszkania.

Spotkała się z pomocnym Wackiem pod sklepem „U pani Ani” gdzie nabyli warzywa. A w pobliskim owadzim mięso, przecier i ryż.

– To może jutro spotkamy się na obiedzie u Kasi, tam jest największy stół, wszyscy się zmieścimy – zaproponowała.

W domu przygotowała po 2 papryki na osobę i udusiła je, bezlitośnie,  ze zrobioną przez siebie mieszanką przypraw.

A w trakcie obiadu przekazała biesiadnikom parę informacji o pomidorach:

– pomidory nie są warzywem tylko jagodą

– w lodówce tracą smak

– w suszonych jest więcej błonnika i potasu niż w świeżych

– najwięcej witaminy C jest wokół nasion

Napisane 26.07 – 2. 08.2021 r.

Wirus wiedźmowaty (cz. 84)

        Kolejne odcinki będę dodawać w soboty, bo czas akcji prawie dogonił realny. W co drugi poniedziałek nadal dodam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń. Milej lektury 🙂

**********************************************************************

– No i mamy falę udoskonalania kobiet – pomyślała Helena. Faceci przecież wiedzą lepiej. A propos wiedzą – to radni Miłakowa (okolice Olsztyna) na zgłoszenie Akcji Katolickiej sprawdzą czy artystyczno – charytatywna grupa kobiet o nazwie Wiedźmuchy nie uprawia okultyzmu i nie propaguje satanizmu. No to koniecznie powinni robić im przeszukania domów czy aby nie mają gdzieś mioteł, którymi lecą na Łysą Górę, aby czynić jakieś zło lub na nie się namawiać. Politycy PiS odlatują, szkoda, że nie na miotłach podsumowała Joanna Scheuring – Wielgus.

Seniorka przeszła do piwnicy, wyciągnęła miotłę, nasmarowała olejem rzepakowym i poleciała na spotkanie aby zwiedzić Muzeum Przyrodnicze. Miotła jest składana więc ją włożyła do torby z tkaniny udając  niewiniątko.

Muzeum jej się nie spodobało – niewygodne schody, do przejścia 4 piętra, zakurzone, wypłowiałe eksponaty. Okazało się, że niektóre nawet poniemieckie. Nie wszystkie są w gablotach i jakby ktoś chciał się przywitać z którymś lub objąć to mógłby zarazić niszczycielskimi mikrobami czy innymi takimi. I klęska, choroba, pogotowie, respirator, pandemia. Całe muzeum do szpitala albo nawet likwidacji.

Tyle dobrego, że jak się ma skończone 74 lata to nie trzeba płacić za bilet. Ale bardzo pilnują, aby każdy zwiedzający przytknął czoło do termometru i zdezynfekował ręce.

Po powrocie do domu Helena odłożyła zużytą maseczkę do prania, umyła ręce i zaparzyła sobie melisę.

– Zmurszałość, szkielety bez serc, bez ducha to nie moja bajka – pomyślała.

Włączyła telewizor i usłyszała jak Sasin mówi, że teść to nie rodzina.

– Jak sprytnie, ponad trzysta osób  rodzin członków PiS-u ma cieple posadki w spółkach skarbu państwa, prezes ogłosił, że nie będzie u nich nepotyzmu to teraz takie kwiatki słyszymy, czekam na następne wyparcia się mężów, żon, dzieci. Bo „Kaszanka to nie wędlina a teściowa nie rodzina”.

Mądra a w dodatku (ku oburzeniu dziadersów) ładna posłanka Klaudia Jachira (mieszka na naszym wrocławskim Ołbinie) wystąpiła w sejmie przeciwko wydawaniu pieniędzy na zbudowanie Pałacu Saskiego (zburzyli go Niemcy pod koniec powstania), w czasie wygłaszania mowy poseł pisowski Piotr Kaleta popisywał się mądrością i kulturą powtarzając kilkakrotnie: „Naprawdę? Niesamowite! Co za dykcja! To było mocne!”. W końcu marszałek Czarzasty go upomniał.

Helenie przypomniała się scena w sejmie z marszałkinią Witek i Grzegorzem Braunem, który chciał wystąpić ale nie miał maseczki. No i kłócił się aż go wyproszono.

Prezydent nie wszystkich Polaków poleciał do Japonii na otwarcie olimpiady i żeby odznaczyć prezesa Toyoty. A TVP podała, że powiedział: „Współpraca z lat wojny jest przykładem polsko – japońskiego braterstwa”. Bo jak wiadomo istniała wtedy braterska faszystowska oś Rzym – Berlin – Tokio.

– No i swoi strzelili mu w stopę – podsumowała seniorka. Poczytaliby przed emisją dzieje II wojny. Głąby niedouczone.

Wacek po południu znienacka odwiedził córkę i wnuka. Nawet się ucieszyli.

– Wiesz tato, dzisiaj wyrzucając śmieci wstawiłam do wiaty reklamówkę z cudzą przeterminowaną żywnością – Kasia.

– Ale co tam było? Może nadawało się do użytku?

– Trochę się spieszyłam więc dokładnie nie obejrzałam. Ale ja o czym innym chciałam. Obok wiaty jest miejsce na gabaryty, stało tam krzesło trochę rąbnięte zębem czasu. Położyłam na nim swoją dużą torbę, aby przejrzeć jaką odzież ktoś zostawił w reklamówce. I słyszę męski krzyk z drugiego końca podwórka: to jest miejsce na gabaryty! Na co ja, że wiem. On: niech pani zabierze te torbe. Ja, że nie zamierzam jej zostawiać tylko oglądam co zostawiono i że jak nie zna sytuacji to niech się nie wtrąca. I słyszę damski głos: to pan prezes.

– No i co z tego, jak prezes to może wrzeszczeć bez powodu? – zdziwił się ojciec.

– No, właśnie. Jak obok nich przechodziłam to powiedziałam, że powinien był do mnie podejść i grzecznie wyjaśnić sprawę a nie krzyczeć, żeby wszyscy lokatorzy słyszeli. I dodałam: trochę kultury, proszę pana. Na co on: nikt nie słyszał. A ja: słyszeli, słyszeli.

– Musiałaś mieć ostatnie słowo – zaśmiał się Wacek.

– Pewnie, burak jeden, nie zna sytuacji tylko wrzeszczy bo on prezesem jest to mu wolno.

– Pewnie naoglądał się zachowania polityków trzymających władzę

i uznał, że to jest wzór postępowania. „Bo źli ludzie lgną do siebie

jak zgniłe rodzynki”.

Aldona zadzwoniła do Heleny:

– Chciałam się pani poradzić, czy mogę przyjść teraz?

– Przyjdź, kochana, oczywiście.

Za pół godziny przed drzwiami mieszkania seniorki stali Aldona i Edek.

– O, obydwoje jesteście – lekko zdziwiła się gospodyni. Ale widzę,

że bez kota – zażartowała.

Napisane 20 –  24.07. 2021 rok

Wirus pracowity (cz. 81)

Od dzisiaj kolejne odcinki będę dodawać w soboty, bo czas akcji prawie dogonił realny. W co drugi poniedziałek nadal dodam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń.

***************************************************************************

       W Kanadzie w ubiegłym miesiącu odnaleziono dwa groby dzieci inuitów i metysów, jeden przy dawnej szkole katolickiej z internatem – 251 ciał. Drugi odkryto przed tygodniem – tam 751. Te szkoły masowo powstawały w XIX i XX wieku. Przymusowo odebrano rodzicom 150 tysięcy dzieci w ramach „asymilacji rdzennej ludności z białymi”. W tych ośrodkach głodzono je, torturowano i przymuszano do pracy ponad siły. Było to kulturowe ludobójstwo. Ci, którzy przeżyli walczą teraz o godność i zadośćuczynienie od państwa, które udawało, że nie ma problemu. Papież Franciszek nie chciał się spotkać z tymi ofiarami KK.

Reakcją było podpalenie czterech kościołów katolickich (dwa na terenie indiańskich wiosek) i odciśnięcie czerwonych dłoni na pomniku papieża JPII (wiedział!) i zamazano jego dane.

Helena wysłuchała tej wiadomości z dużym kubkiem melisy przed sobą.

– Indianie w Stanach najpierw wyrżnięci a ci, którzy zostali w rezerwatach zamknięci. Aborygeni w Australii niszczeni wszelkimi sposobami, dzieci też im zabierano. Wszędzie przemoc, gwałty, rozboje i nietolerancja – pomyślała.  Jak żyć?

Wacek słysząc kolejną wypowiedź Ministra (nie)Edukacji i (nie)Nauki pomyślał, że jest on potrzebny WUC-owi, aby cofnął polskie szkolnictwo do średniowiecza.

– A mój wnuk za dwa lata pójdzie do szkoły i będą mu robić wodę z mózgu. Muszę wpisać w Google „nauczanie dzieci w domu”, może da się uciec od tej zarazy.

W sobotę z radością stwierdził, że Donald Tusk wrócił do polityki i został przewodniczącym Platformy Obywatelskiej. A z odrazą, że na zjeździe ponownie wybrano WUC-a na  prezesa PiS. Nie było kontrkandydata, ha, ha, ha.

– Tylko po co im była ta szopka wyborcza? – zastanawiał się Wacek ciągnąc za ucho. Tak dużo niemiłych wydarzeń a tylko dwoje uszu mam. Ach, jeszcze podjęto uchwałę o nepotyzmie. No przecież nie wywalą krewnych, znajomych i kochanków królika, oni ostaną na bardzo dobrze płatnych stanowiskach bo im się one po prostu należą.

Aktualny mem: zdjęcie Tuska na którym ma dłoń przy uchu i napis: Słychać wycie? Znakomicie!

I wpis: Porównanie Tuska z Kaczyńskim to jak porównanie Izby Lordów z Izbą Wytrzeźwień.

Zadzwonił do Edka zarządzając obejście podwórek, bo finansowa rzeczywistość im skrzeczała.

– Jak ty mnie męczysz – jęknął kumpel zwlekając się z łóżka.

– Przecież już po dziesiątej! – krzyknął Wacek.

– No to co? Szczęśliwi czasu nie liczą.

– Bogaci też nie ale tyś biedny, więc weź de w troki i spotykamy się za godzinę u mnie. Masz wziąć rower, pamiętaj – Wacek odłożył telefon.

– Jak długo ja się będę męczył z tym nierobem? – westchnął. Muszę skontaktować się z tym krewnym czy znajomym Mietka, który odnawia przedmioty. Ale najpierw musimy je zebrać.

Wstał z krzesła, wziął maseczkę, chusteczki suche i nawilżone, rękawiczki lateksowe, worki naśmieciowe jednorazowe, butelkę z przegotowaną wodą, klucze do piwnicy oraz mieszkania i wyszedł nucąc: hej ho, hej ho, do pracy by się szło.

Aldona w tym czasie sprzątała mieszkania seniorów, prała, wieszała, robiła zakupy, gotowała, zmywała i prasowała ich rzeczy. I cieszyła się, że może zarobić parę złotych. W dodatku jest traktowana jak człowiek a nie ta gorszego sortu. Jadła razem z pracodawcami a nawet mogła zabrać obiad dla Edka.

– On nawet nie docenia szczęścia jakie go spotkało w postaci mojej osoby – pomyślała. Sczezłby do imentu gdyby nie ja. No i Wacek oraz pani Helena – dodała sprawiedliwie, bo to dobra kobieta była.

Helenie wyznaczono badania dopiero pod koniec lipca i w połowie sierpnia. Chodziła więc ostrożnie, aby zawroty głowy nie przewróciły jej niespodzianie. Póki co brała betaserc i neurovit choć nie zauważyła poprawy.

Wacek spotkał się z Edkiem pod sklepem dobroczynnym przy ulicy Wyszyńskiego. Niesprzedane a pozyskane ze śmietników rzeczy tam oddawali ciesząc się, że dochód ze sprzedaży idzie na schroniska dla bezdomnych.

– A wiesz, że większość Polaków weszła do klasy średniej? – zapytał Wacek kumpla.

– Ale że co? Tak dobrze zarabiają i mało wydają, bo wszystko tanie jest?

– Ale skąd, to oznacza, ze średnio im starcza na przeżycie – zakpił Wacek.

– I z tego trzymający władzę są tak zadowoleni?

– Zadowoleni to oni są, że dorwali się do koryta i pławią w luksusie.

– I naprawdę myślą, że te w ich kłamstwa ktoś wierzy?

– Niestety wierzą, bo nie chce im się samodzielnie myśleć.

– To idźmy do roboty bo szkoda czasu i nerwów.

Napisane 28. – 7.06. 2021 r.