Wirus zakończenia (cz.117)

I tak się kończy moja opowieść o zwyczajnych – niezwyczajnych ludziach na moim osiedlu. Bohaterów wymyśliłam, nigdy nie spotkałam takich ludzi. To tylko moje marzenie o dobrych i życzliwych osobach. Ale może Wy znacie podobnych?

**************************************************************

Ależ mamy złośliwy prima aprilis, śnieg w kwietniu zamiast w styczniu lub lutym  – pomyślała Helena opatulając kolana, stopy i gardło.

Od jakiegoś czasu źle się czuła, serce a to waliło, a to jakby stawało. W uszach szumiało, w kościach strzykało mocniej niż zwykle. Całe szczęście, że Aldona i Wacek codziennie u niej byli na zmianę i opiekowali się seniorką.

Nie była w stanie, od paru dni wychodzić z domu więc zaprosiła do siebie bliskie osoby.

– Opowiedzcie mi co u was słychać, co u Kasi, jak się ma Adaś?

Aldona wcześniej, jak co dzień od miesiąca,  przyniosła obiad, którego seniorka zjadła tylko połowę.

Wacek pierwszy zabrał głos:

– Mietek tak długo się nie pokazywał, bo jego mama chorowała i zmarła.

– Covid? – zapytała Helena.

– Głównie serce ale i zapalenie płuc swoje zrobiło. Musiał więc pozałatwiać wszystkie sprawy a potem zabrał się za porządkowanie i remont mieszkania. Ale jest dobra wiadomość – zamierzają się pobrać z Kasią.

– O, to świetnie, a kiedy?

– Jeśli będzie termin w Urzędzie Stanu Cywilnego to zaraz po świętach. I ślub będzie tylko cywilny. I bez hucznego wesela, tylko obiad w naszym gronie – poinformował Wacek.

– A gdzie będą mieszkać? – spytała Aldona krojąc ciasto drożdżowe.

– U Kasi, bo ma większe mieszkanie.  Mietka lokal sprzedadzą, żeby mieć na remont chaty Kasi i zmianę auta na nowszy model, bo ten, który ma  sypie się i rzęzi. A oszczędności nie mają, bo i z czego.

– No to czeka cię dużo pracy, bo wyobrażam sobie, że będziesz im pomagał. Na szczęście jesteś tak zwaną złotą rączką, a nawet dwiema – zażartowała Helena.

– Ociepli się, wszystko będzie szybciej schnąć, więc wiosna to dobry czas na remonty – praktycznie podsumował sytuację Wacek.

Po spotkaniu Aldona pomogła Helenie umyć się i położyć.

Nazajutrz Wacek otworzył drzwi jej mieszkania i zastał starszą panią elegancko ubraną, nawet z butami  a nie, jak zawsze w domu,  kapciami. Siedziała i spała w fotelu. Gość dotknął jej ramienia, które bezwładnie opadło. Zadzwonił po pogotowie. Lekarz stwierdził zgon z powodów naturalnych. Ciało poddano kremacji, bo tak sobie Helena życzyła żałując, że jej prochy nie mogą użyźnić działki. Nie chciała żadnego pomnika.

Na stole leżał testament, który odczytano na popogrzebowym spotkaniu.

Okazało się, że zmarła zapisała swoje własnościowe mieszkanie Edkowi i Aldonie pod warunkiem, że jak najszybciej się pobiorą. W dodatku pozostawiła pieniądze oraz zgodę i plan rozbudowania lokalu o kawałek dużego holu tak, aby  do kuchni z nyżą , przedpokojem i łazienką dodatkowo powstał pokój.

Aldona zaczęła płakać, Edek gwałtownie szukał chusteczki do nosa.

– Masz, sieroto – podał mu ją kumpel i jak zawsze w reakcji na nietypowe wydarzenia pociągnął się za ucho.

– Dzięki – powiedział Edek wstając i portki podciągając choć przybrał na wadze dzięki regularnym posiłkom. Ale odruch mu pozostał.

Testament zawierał też sugestię, aby od razu przenieśli się do jej mieszkania a swoje udostępnili ukraińskiej rodzinie za darmo dopóki nie znajdą sobie pracy, aby potem móc płacić choćby niewielki czynsz.

– No to najpierw ja z Edkiem posprzątamy Heleny mieszkanie, pomalujemy a potem się przeprowadzimy – gospodarnie zarządziła Aldona.

– Zabierzcie tylko swoje najpotrzebniejsze rzeczy, bo chata spadkodawczyni jest dobrze wyposażona – doradził Wacek. Nie zapomnijcie o Panu Kocie, bo on jest najważniejszy.

– Nie wiem jak zniesie przeprowadzkę – zmartwił się Edek. No i potem remont. Może jednak zostaniemy u siebie na ten czas?

– Nie bądź głupi, twoje mieszkanie jest bez łazienki a zanim uprawomocni się spadek i znajdziemy odpowiednich fachowców to minie dużo czasu – stwierdziła partnerka niewolnika kota.

– Masz rację, nie pomyślałem – przyznał Edzio.

– To może zrobimy dwa śluby razem? – zaproponował Wacek. Wy i Kasia z Mietkiem? Będzie praktycznej, Helena pewnie by tak chciała.

– I to jest bardzo dobra koncepcja ale trzeba to z nimi skonsultować – powiedziała Aldona.

– Już  o tym rozmawiałem, bo znałem treść testamentu – przyznał Wacek. Postanowiliśmy, że dobre a niepotrzebne rzeczy z mieszkania Mietka i Heleny sprzedam w Internecie, żeby były pieniądze na niespodziewane wydatki. A resztę oddamy do sklepu dobroczynnego.

– Ta Helena to jest dla nas jak dobra wróżka – rozrzewnił się Edek.

– Oj, tak – ze świecą szukać tak dobrej osoby. Seniorzy z wiekiem często stają się egoistyczni i skąpi a ona o nas wszystkich pomyślała – podsumował spotkanie Wacek.

2 myśli na temat “Wirus zakończenia (cz.117)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s