Wirus niszczenia (cz. 114)

Pod każdym tekstem podaję datę napisania, bo umieszczam aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przewijając stronę. Co drugą środę zamieszczam recenzję książki lub relację prywatną. Miłej lektury 🙂

*********************************************************

– Mamy powtórkę z usuwania dyrektora teatru – ze smutkiem stwierdziła Helena będąc z wizytą u Kasi.

– Żeby powtórkę, ale drugi raz z powodu „Dziadów” – Kasia zrobiła sobie przerwę w pracy online goszcząc Mietka i seniorkę.

– Mickiewicz się w grobie przewraca i powinien decydentów straszyć po dniach i nocach – powiedział Mietek pomagając Adasiowi budować miasto z klocków Lego.

– Ja poszłabym dalej – niech wszyscy nieżyjący polscy pisarze straszą tych debili – radykalnie podsumowała starsza pani krojąc przyniesione ciasto.

– Ma pani rację. Tym bardziej, że chcą wymienić piętnastowieczny manuskrypt Kroniki Korwina z Książnicy Kopernikańskiej w Toruniu za zbroję króla Zygmunta Augusta, którą w ubiegłym roku Orban dał Polsce  – dodała Kasia nalewając gościom herbatę z kandyzowanym imbirem.

– A przecież manuskrypt jest wyceniany na 5 razy więcej niż zbroja. A w ogóle czy była taka umowa, że on zbroję, a my tę księgę?

– Chyba nie, ale kto ich wie. Jest propozycja, żeby przekazać im Korwina – Mikke.

– Ha, ha, ha, ale czy go zechcą?

– Można na jego ciele wytatuować tekst z manuskryptu oraz zapakować w jakąś, wysadzaną szkiełkami udającymi drogocenne kamienie, okładkę. Zapinaną na metalową klamrę.

– Drewnianą najlepiej, bez otworów na oddychanie.

– Albo niech ich porwie wichura, jedna z tych obecnie dających nam popalić. I niech nimi rzuci na wyspie bezludnej z krwiożerczymi tygrysami ludojadami – zaproponowała Kasia.

– No, strach się bać tego co wymyślasz.

– A bo już nie mam cierpliwości do tego bezładu.

– Ale wiesz skąd te wichury?

– A co to  ja meteorologiem jestem?

– Ech, ty nieuświadomiona. Tusk oddycha i stąd te silne wiania.

– A nie mógłby tak oddychnąć na Żoliborzu?

– Trzeba mu to zasugerować. Ale i jeszcze na Kreml, żeby Putina wywiało na Kamczatkę i nie mógł nigdy wrócić.

– No to przydałby się łagier o bardzo zaostrzonym rygorze. Aby wybić mu zakusy na Ukrainę i inne byłe republiki sowieckie. Jemu marzy się następny ZSRR pod jego wodzą.

– Tak to jest gdy do władzy dorwie się kagiebista.

– Nie wiem czy on ma ogromne kompleksy, które sobie tak wyrównuje, czy po prostu jest psychiczny?

– Tam to jest stara świecka tradycja – car musi być. A może czuje się drugim Piotrem Wielkim?

– Raczej połączeniem Stalina z Hitlerem, niestety.

Helena w czwartek 24. lutego nie smażyła pączków tylko zadzwoniła do przychodni z prośbą o receptę na środek uspakajający.

– Pani napije się melisy – usłyszała.

– Melisę to ja piję hektolitrami od dawna, teraz potrzebuję czegoś mocniejszego, bo Putin napadł na Ukrainę i może być trzecia wojna.

– Przesadza pani.

– Nie przesadzam, długo żyję i spodziewam się najgorszego. Proszę mi wysłać e-receptę, bo przyjdę do przychodni i położę się wam na progu.

– Niech pani nie przesadza.

– Jestem w takim stanie nerwów, że mogę zrobić coś gorszego.

– Dobrze, już dobrze.

Helena odłożyła słuchawkę i powiedziała w przestrzeń: zachodni władcy od dawna wiedzieli o pomysłach Putina i zamiast ostro reagować to brali na przeczekanie. Od razu gdy wojska rosyjskie weszły na Krym powinni byli Rosji wszystko blokować. Cholera, co za durne pały! Historii nie znają? O Hitlerze nie słyszeli? I dlaczego Ukraina nie należy do NATO a ich wojska są przy naszej zachodniej granicy a nie przy wschodniej? No, szlag mnie trafi zaraz! Mamy trzy plagi: PiS, pandemię i Putina.

Seniorka podgrzała sobie mocną melisę i wypiła duszkiem trzęsąc się ze zdenerwowania.

Zadzwonił telefon.

– Pani Heleno, idę do sklepów, czy coś pani potrzebuje? – zapytał Wacek.

– Kochany jesteś, że dzwonisz. Taka jestem wkurzona,  że miejsca nie mogę sobie znaleźć. Wstąpmy też do sklepu ze sprzętem medycznym przy ulicy Sienkiewicza, potrzebuję taboret do wanny a tam podobno są antypoślizgowe.

– To może pójdziemy razem najpierw na spacer a potem na zakupy?

– Chodźmy, choć nikt nie woła.

Stanisław Barańczak

Jeżeli porcelana, to wyłącznie taka,

której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu,

Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby

nie było przykro podnieść się i odejść;

Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,

Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,

Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć,

kiedy nadejdzie czas następnej przeprowadzki

na inną ulicę, kontynent, etap dziejowy

lub świat.

Kto ci powiedział, że wolno ci się przyzwyczajać?

Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?

Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy

w świecie

czuł się jak u siebie w domu?

Napisane 10.02 – 24.02.2022 r.

2 myśli na temat “Wirus niszczenia (cz. 114)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s