Wirus drożyzny (cz. 113)

Pod każdym tekstem podaję datę napisania, bo umieszczam aktualne wydarzenia. Poprzednie odcinki można przeczytać przewijając stronę. Co drugą środę zamieszczam recenzję książki lub relację prywatną. Miłej lektury 🙂

***********************************************************

– Pandemia, drożyzna i podsłuchy, to trzej jeźdźcy Apokalipsy – przeczytał Wacek w Internecie. Czwarty to Nowy Ład a raczej stary bardak.

– A przede wszystkim głupota i zachłanność polityków oraz wyborcy z ptasim móżdżkiem – dobił się tym stwierdzeniem.

Przeszedł do przedpokoju, włożył kurtkę, buty, czapkę, wziął szalik zrobiony przez Aldonę i dwie torby na zakupy. Wyszedł z bramy i wdepnął w psią kupę. Zaklął szpetnie. Przeszedł skwerek i wytarł buty w trawę poprawiając papierowym ręcznikiem jakiego kawałek zawsze nosił w torbie.

Zadzwonił domofonem do mieszkania Heleny. Otwierając seniorka powiedziała:

– Jak dobrze, że cię widzę. Czy pójdziesz ze mną po zakupy?

– Właśnie miałem pani zaproponować ich zrobienie. Jest ładna pogoda to może zrobimy sobie mały spacer po parku?

– I za to cię cenię, za dobre pomysły oraz życzliwość, której tak brakuje, bo jest odgórne pozwolenie na chamstwo.

– Właśnie w tego dowód wdepnąłem.

– Osobisty? – zdziwiła się starsza pani.

– Osobisty jakiegoś psa, no i chamstwa osoby wyprowadzającej.

– Niestety, Wrocław jest miastem psiej kupy.

– Zakupione czy raczej zasrane miasto – podsumował Wacek ciągnąc się za ucho.

– To może patrzmy pod nogi zamiast na drzewa i krzewy – zaproponowała seniorka poprawiając maseczkę. A czy tam przed nami nie idzie Edek z psem?

– Edek, Edek! – zawołał towarzysz spaceru.

Mężczyzna stanął, obejrzał się i pomachał. Dwójka znajomych podeszła do niego.

– Wdepnąłem dziś przed bramą w psie gie. Jeśli nie sprzątasz po wyprowadzanych przez siebie to cię palnę – obiecał Wacek.

– Sprzątam, sprzątam. I właściciele kazali, i Aldona mi o tym przypomina.

– A propos Aldona, idziemy po zakupy, może wam coś potrzeba?

Zapytany wyciągnął komórkę i skonsultował sprawę przekazując telefon kumplowi, który przyjął zamówienie.

Edek podciągnął spodnie, schylił się, pogłaskał psa mówiąc:

– Idziemy do domu Misiek. Czas na michę.

– Acha, Edek, czy ty nosisz dres w domu? – zapytał Wacek.

– Tak, a dlaczego pytasz?

– Bo podobno jeśli tak to wszystko co robisz w domu liczy się jako uprawianie sportu.

– He, He, He – rozumiem, że z ciebie też taki sportowiec?

– Lepszy niż nasz prezydent, który za naszą kasę fundnął sobie wycieczkę, na Olimpiadę, do Pekinu.

– Jako zawodnik?

– Jakby była olimpiada kompromitujących się nieustannie prezydentów to na pewno zgarnąłby złoty medal.

– Tylko naszego hymnu dla takiego szkoda.

– Ale za to powstał hymn Pispatologii:

Zbudujemy nową Polskę

Zbudujemy Nowy Ład

W którym wszystko sp……..y

W którym każdy będzie dziad.

Wyludnione miasta

Zrujnowane wsie.

Zbudujemy nową Polską

Jak w koszmarnym śnie.

– Ale „Zanim prawda włoży buty, kłamstwo obiegnie ziemię” Mark Twain.

– W dodatku nie pytając o zgodę premiera zwolniono ministra finansów.

– Widocznie Pinokio jest do odstrzału i Wuc już ostrzy colta.

– A kot mu podaje wycior i naboje.

– A może nawet naciśnie spust?

– Kto wie? Koty zdolne są do wszystkiego, szczególnie gdy taki pan mu daje przykład.

– Już sobie wyobrażam, że w ogrodzie mają strzelnicę i obaj ćwiczą.

– Nawet wiem czyja podobizna jest na tarczy.

– Tego od wina, oczywiście.

Napisane 6 – 7.02.2022 r.

2 myśli na temat “Wirus drożyzny (cz. 113)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s