Wirus wyprowadzania (cz. 85)

 Kolejne odcinki będę dodawać w soboty, bo czas akcji prawie dogonił realny. Poprzednie odcinki można przeczytać przesuwając stronę. Co drugi poniedziałek dodam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń. Milej lektury 🙂

**********************************************************************

Helena zamknęła drzwi i zaprosiła dwójkę znajomych do mieszkania.

– Siadajcie i opowiadajcie co was sprowadza. Czy napijecie się kawy albo herbaty, bo mam suche wafle posmarowane dżemem i rozpuszczoną czekoladą?

– Chętnie bardzo – powiedziała Aldona. Ja pomogę, proszę pokazać jakie naczynia mam postawić na stole?

– Filiżanek Doulton Royal jak Hiacynta Bukiet nie mam – zażartowała gospodyni, to weź te kubki z wizerunkiem kota. I talerzyki z fiolami ale pewnie ręcznie malowane nie są.

– Na szczęście pani nie jest taka upierdliwa jak Hiacynta – odezwał się Edek.

– Widzę, że też oglądacie mój ulubiony serial – ucieszyła się gospodyni.

– No, nawet Daruś go lubi – zażartowała Aldona. Ale my do pani po radę przyszliśmy – dodała.

– No, to mówcie. Helena usiadła przy stole i sięgnęła po kubek.

– Moi seniorzy mają pieska, nieduży, nieszczekliwy, posłuszny. No i trzeba go wyprowadzać trzy razy dziennie. A oni nie mają już siły. I ich sąsiedzi, młode małżeństwo z dzieckiem mają kundelka. Oboje pracują poza domem więc też mają kłopot ze zwierzakiem. Więc mnie zaproponowali, żebym je wyprowadzała. Ale pomyślałam, że Edek mógłby to robić, będzie miał zajęcie i pieniądze się przydadzą. Co pani o tym myśli?

– Edek, co ty na to? – zapytała Helena.

– No, nie wiem. Psy lubię, nie boję się, to może bym spróbował?

– To mi się podoba – podsumowała seniorka.

– Tylko nie wiem jak to przyjmie Darek – zmartwił się mężczyzna. Może być zazdrosny jak wyczuje psa. I długo nie będzie mnie w domu.

– Trudno, będzie musiał się przyzwyczaić – powiedziała Helena. Jakoś mu to wytłumaczysz.

Helena zrobiła usg tętnic dogłowowych. Lekarka powiedziała, że zawroty to pewnie wina kręgosłupa.

– Dobrze, że nie Tuska – pomyślała seniorka.

Wizyta u nfz – towego neurologa przeszła szybko, skutkując skierowaniem na prześwietlenie szyjnego kręgosłupa i rehabilitację.

Prześwietlenie dokonało się w ciągu dwóch dni, rehabilitacja w sferze marzeń.

– Oj, niedobrze, panie Bobrze – stwierdziła Helena wcale nie zdziwiona, bo swoje doświadczenia miała. Może zastosuję kręcenie głową i to nie z podziwu dla kolejnych pomysłów trzymających władzę. Okłady z kota by się przydały ale wątpię, aby Darek chciał zostać moim terapeutą.

Do Owsiaka zadzwonił zachodniopomorski wojewoda zniesmaczony niepochlebnymi dla władzy okrzykami uczestników festiwalu Pol`and`Rock. Propozycje z Internetu: „Minister Czarnek naszym przyjacielem jest”; „Równym krokiem opuścim Europę”.

Helena obdzwoniła Edko-Aldonę oraz Wacka i Kasię proponując, aby wymyślili hasła na ten festiwal. Sama zaproponowała:

„Kochamy Mateusza, który prawdy nie rusza”; „Duda naszym idolem, bo kłamstwo go w uszy nie kole”; „Jarosław i policji mur to dla nas życia wzór”; Pisu i Kościoła nie kochamy dlatego się od nich oddalamy”; „Nowy Ład – stare śmieci”.

– No i znowu dali sobie podwyżki – westchnął Wacek ciągnąc się za ucho. Ja też bym tak chciał. Ale podwyższają podatki to kasy dla nich starczy. Już Urban powiedział, że rząd się sam wyżywi. Mając obywateli w pogardzie i lekceważeniu.

Helena postanowiła zrobić faszerowaną paprykę. Przed zakupami zadzwoniła do Kasi, Wacka i Aldony:

– Kupię paprykę, ryż, mielone indycze mięso, pomidory i przecier pomidorowy i ugotuję wypchaną paprykę. Reflektujecie?

– Pewnie, jasne, z najwyższą przyjemnością, to ja pójdę z panią i pomogę to nieść – usłyszała. Oferta była od Wacka.

– Dobry z niego chłopak – pomyślała seniorka biorąc portmonetkę, maseczkę, torbę na zakupy, chusteczki higieniczne i klucze do mieszkania.

Spotkała się z pomocnym Wackiem pod sklepem „U pani Ani” gdzie nabyli warzywa. A w pobliskim owadzim mięso, przecier i ryż.

– To może jutro spotkamy się na obiedzie u Kasi, tam jest największy stół, wszyscy się zmieścimy – zaproponowała.

W domu przygotowała po 2 papryki na osobę i udusiła je, bezlitośnie,  ze zrobioną przez siebie mieszanką przypraw.

A w trakcie obiadu przekazała biesiadnikom parę informacji o pomidorach:

– pomidory nie są warzywem tylko jagodą

– w lodówce tracą smak

– w suszonych jest więcej błonnika i potasu niż w świeżych

– najwięcej witaminy C jest wokół nasion

Napisane 26.07 – 2. 08.2021 r.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s