Wirus wiedźmowaty (cz. 84)

        Kolejne odcinki będę dodawać w soboty, bo czas akcji prawie dogonił realny. W co drugi poniedziałek nadal dodam recenzję książki, opowiadanie lub relację z prywatnych wydarzeń. Milej lektury 🙂

**********************************************************************

– No i mamy falę udoskonalania kobiet – pomyślała Helena. Faceci przecież wiedzą lepiej. A propos wiedzą – to radni Miłakowa (okolice Olsztyna) na zgłoszenie Akcji Katolickiej sprawdzą czy artystyczno – charytatywna grupa kobiet o nazwie Wiedźmuchy nie uprawia okultyzmu i nie propaguje satanizmu. No to koniecznie powinni robić im przeszukania domów czy aby nie mają gdzieś mioteł, którymi lecą na Łysą Górę, aby czynić jakieś zło lub na nie się namawiać. Politycy PiS odlatują, szkoda, że nie na miotłach podsumowała Joanna Scheuring – Wielgus.

Seniorka przeszła do piwnicy, wyciągnęła miotłę, nasmarowała olejem rzepakowym i poleciała na spotkanie aby zwiedzić Muzeum Przyrodnicze. Miotła jest składana więc ją włożyła do torby z tkaniny udając  niewiniątko.

Muzeum jej się nie spodobało – niewygodne schody, do przejścia 4 piętra, zakurzone, wypłowiałe eksponaty. Okazało się, że niektóre nawet poniemieckie. Nie wszystkie są w gablotach i jakby ktoś chciał się przywitać z którymś lub objąć to mógłby zarazić niszczycielskimi mikrobami czy innymi takimi. I klęska, choroba, pogotowie, respirator, pandemia. Całe muzeum do szpitala albo nawet likwidacji.

Tyle dobrego, że jak się ma skończone 74 lata to nie trzeba płacić za bilet. Ale bardzo pilnują, aby każdy zwiedzający przytknął czoło do termometru i zdezynfekował ręce.

Po powrocie do domu Helena odłożyła zużytą maseczkę do prania, umyła ręce i zaparzyła sobie melisę.

– Zmurszałość, szkielety bez serc, bez ducha to nie moja bajka – pomyślała.

Włączyła telewizor i usłyszała jak Sasin mówi, że teść to nie rodzina.

– Jak sprytnie, ponad trzysta osób  rodzin członków PiS-u ma cieple posadki w spółkach skarbu państwa, prezes ogłosił, że nie będzie u nich nepotyzmu to teraz takie kwiatki słyszymy, czekam na następne wyparcia się mężów, żon, dzieci. Bo „Kaszanka to nie wędlina a teściowa nie rodzina”.

Mądra a w dodatku (ku oburzeniu dziadersów) ładna posłanka Klaudia Jachira (mieszka na naszym wrocławskim Ołbinie) wystąpiła w sejmie przeciwko wydawaniu pieniędzy na zbudowanie Pałacu Saskiego (zburzyli go Niemcy pod koniec powstania), w czasie wygłaszania mowy poseł pisowski Piotr Kaleta popisywał się mądrością i kulturą powtarzając kilkakrotnie: „Naprawdę? Niesamowite! Co za dykcja! To było mocne!”. W końcu marszałek Czarzasty go upomniał.

Helenie przypomniała się scena w sejmie z marszałkinią Witek i Grzegorzem Braunem, który chciał wystąpić ale nie miał maseczki. No i kłócił się aż go wyproszono.

Prezydent nie wszystkich Polaków poleciał do Japonii na otwarcie olimpiady i żeby odznaczyć prezesa Toyoty. A TVP podała, że powiedział: „Współpraca z lat wojny jest przykładem polsko – japońskiego braterstwa”. Bo jak wiadomo istniała wtedy braterska faszystowska oś Rzym – Berlin – Tokio.

– No i swoi strzelili mu w stopę – podsumowała seniorka. Poczytaliby przed emisją dzieje II wojny. Głąby niedouczone.

Wacek po południu znienacka odwiedził córkę i wnuka. Nawet się ucieszyli.

– Wiesz tato, dzisiaj wyrzucając śmieci wstawiłam do wiaty reklamówkę z cudzą przeterminowaną żywnością – Kasia.

– Ale co tam było? Może nadawało się do użytku?

– Trochę się spieszyłam więc dokładnie nie obejrzałam. Ale ja o czym innym chciałam. Obok wiaty jest miejsce na gabaryty, stało tam krzesło trochę rąbnięte zębem czasu. Położyłam na nim swoją dużą torbę, aby przejrzeć jaką odzież ktoś zostawił w reklamówce. I słyszę męski krzyk z drugiego końca podwórka: to jest miejsce na gabaryty! Na co ja, że wiem. On: niech pani zabierze te torbe. Ja, że nie zamierzam jej zostawiać tylko oglądam co zostawiono i że jak nie zna sytuacji to niech się nie wtrąca. I słyszę damski głos: to pan prezes.

– No i co z tego, jak prezes to może wrzeszczeć bez powodu? – zdziwił się ojciec.

– No, właśnie. Jak obok nich przechodziłam to powiedziałam, że powinien był do mnie podejść i grzecznie wyjaśnić sprawę a nie krzyczeć, żeby wszyscy lokatorzy słyszeli. I dodałam: trochę kultury, proszę pana. Na co on: nikt nie słyszał. A ja: słyszeli, słyszeli.

– Musiałaś mieć ostatnie słowo – zaśmiał się Wacek.

– Pewnie, burak jeden, nie zna sytuacji tylko wrzeszczy bo on prezesem jest to mu wolno.

– Pewnie naoglądał się zachowania polityków trzymających władzę

i uznał, że to jest wzór postępowania. „Bo źli ludzie lgną do siebie

jak zgniłe rodzynki”.

Aldona zadzwoniła do Heleny:

– Chciałam się pani poradzić, czy mogę przyjść teraz?

– Przyjdź, kochana, oczywiście.

Za pół godziny przed drzwiami mieszkania seniorki stali Aldona i Edek.

– O, obydwoje jesteście – lekko zdziwiła się gospodyni. Ale widzę,

że bez kota – zażartowała.

Napisane 20 –  24.07. 2021 rok

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s